Zdarzały się rownież specyficzne dedykacje:
Dedykuję książkę wszystkim tym (bo czemu nie?), którzy po sukcesie „Trzech wiedźm” zasypali autora swoimi wersjami tekstu „Piosenki o jeżu”.
Co ja narobiłem…
Terry Pratchett, Wyprawa Czarownic
#uuk

Zdarzały się rownież specyficzne dedykacje:
Dedykuję książkę wszystkim tym (bo czemu nie?), którzy po sukcesie „Trzech wiedźm” zasypali autora swoimi wersjami tekstu „Piosenki o jeżu”.
Co ja narobiłem…
Terry Pratchett, Wyprawa Czarownic
#uuk
@tegie @moll Muchę lub osę, przyda się też stonka
Gołębie, dęby, konik lub biedronka
Geparda szybkiego jak jakaś torpeda
Lecz Tylko Jeża przelecieć się nie da!!
Erpegis
nawet słonia, nawet konia,
nawet żyrafę ze stołka jak bieda...
i tylko jeża przelecieć się nie da!!!
(z książki)
I konia, i muła, i osła głupiego,
I mrówke, i żuka, termita martwego,
Gołąbka pokoju białego jak kreda,
Lecz tylko jeża przelecieć się nie da!!!
cratebeer
Kiedy posucha niech będzie i mucha
Gdy meczy ochota można i kota
Po targach i słonica się sprzeda
Lecz tylko jeża przelecieć się nie da!!
Nindalf
I stułbię, i żółwia (lecz bardzo powoli),
I kota, i myszę (gramatyka boli),
I skunksa wonnego jak świeża rezeda -
To wszystko już miałem. Lecz jeża się nie da.
Dziewczyna Hagrida
Motyla, gdy złapać go dobrze za skrzydła,
słonia, żyrafę (choć dawno już zbrzydła),
wszystko co pragniesz, wszystko co chcesz
a zbyt kolczasty jest tylko jeż!
Tobi
Świnkę, prosiaczka
I dzik i kaczka,
chomik i krówka mleka już nie da
Ale jeża w NSW się nieee daaa!
Erpegis
Wielkiego mamuta, co czasem się śmieje
Małego koguta, który co rano pieje
I orangutana gdy nawiedzi bieda
Lecz tylko jeża przelecieć się nie da!!
I bagaż co na stu nogach lata
I Bibliotekarza, a nawet Dwukwiata
I Mustrum Ridcully to może być też
Lecz tylko ci nie da przelecieć się jeż!!
Węża co długi jest jak armata
Przeciętną fokę na krańcu świata
GSP Dibbler co wszystko sprzeda
Lecz tylko jeża przelecieć się nie da!!!
Viveroth
Zaloguj się aby komentować
#nfz #medycyna #kiciochpyta #zdrowie
Nie za bardzo wiem jak otagować.
czy orientuje się ktoś czy szpital lub lekarz specjalista na NFZ ponosi jakąś realną stratę gdy wystawia pacjentowi skierowanie na dalsze leczenie, np. skierowanie na rehabilitację, wykonanie obrazowania itd? Czy może przepada jakaś cześć budżetu z NFZ dla szpitala/lekarza? Zastanawia mnie skąd częsta niechęć lekarzy do wystawiania takowych. Próbuje to zrozumieć.
Np. jest ktoś po wypadku i czuje, że z kończynami nie jest jeszcze do końca dobrze, brakuje ruchomości itd., ale lekarz nie widzi potrzeby skierowania na dalsze rehabilitacje i pacjent musi o to zadbać w prywatnym zakresie.
Taka sytuacja spotkała ostatnio bliską mi osobę. Wylądowała w szpitalu po wypadku na nartach, skończyło się operacją barku. Po wypisie i kontroli kilka tygodni później leczenie szpitalne zostało oficjalnie zakończone, ale lekarz nie zgodził się wystawić skierowania na rehabilitacje. Koleżanka cierpi nadal, ma problem z ruchomością barku, lekarz stwierdził, że „młoda jest, to sobie poradzi”.
Złośliwość? Czy kalkulacja?
Zaloguj się aby komentować
Dla mnie drugie życie książek Terry’ego toczy się w przypisach
Niedługo potem, za rogiem, jakiś żebrak z nadzieją wyciągnął rękę po jałmużnę i ze zdumieniem odkrył, że nagle stał się bogatszy o całe trzydzieści dolarów**.
<br />
<br />
**Wskutek czego upił się do nieprzytomności i został porwany na pokład kupieckiego statku. Popłynął w dalekie strony, gdzie spotkał wiele młodych dam, nienoszących zbyt wiele odzieży. W końcu zmarł w rezultacie nadepnięcia na tygrysa. Jak widać skutki dobrego uczynku sięgają bardzo daleko.
Terry Pratchett, Na glinianych nogach
#uuk
@grzyp-prawdziwek w ogóle te ekranizacje były moim zdaniem dobre - taki świat lekko kiczowaty, lekko przykurzony, z absurdem i brudem wypisanym na czole... Na pierwszy rzut oka na kostiumy i scenografię trochę kino klasy B/Co, ale jak się wejdzie w historie to one były opowiedziane dobrze. W przeciwieństwie do ostatniej ekranizacji Straży, która jest tragedią zasługującą na opisanie w osobnym tomie xD
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś (pierwszy ode mnie):
Większość czarownic nie wierzy w bogów. Wiedzą naturalnie, że bogowie istnieją. Czasami ubijają z nimi różne interesy. Ale nie wierzą w nich. Zbyt dobrze ich znają. To tak jakby wierzyć w listonosza.
Terry Pratchett, Wyprawa Czarownic
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Niby nic szczególnego, ot rodzinny zespół, 3 piękne siostry i brat. Melodia jak wiele innych popowych utworów.
A mimo tego bije od tego utworu i wykonania jakaś klasa i nienachalny erotyzm.
Słucham diametralnie innej muzyki, a ten utwór to jakieś takie moje „guilty pleasure”
The Corrs - Only when I sleep
Zaloguj się aby komentować
W dzisiejszym wpisie przedstawię grę, która na długo zagościła w moim sercu i do dzisiaj ma tam swój bezpieczny zakamarek. Przed Wami Prince of Persia 3D, wydana w 1999 roku przez studio Red Orb Entertainment.
Skąd ten sentyment? Pierwsza cześć przygód księcia była nieodzowną częścią dzieciństwa wielu z Was. Mojego również (choć ja nie grałem na PC, a na Pegasusie
Minął jakiś czas, pojechaliśmy z rodzicami do dużego miasta na zakupy do Reala. Zawsze spędzałem tam czas na sekcji z grami. Przeglądałem jedynie tanie gry (innych bym nie dostał). Znalazłem grę War Wind. Nie interesowała mnie totalnie, ale z tylu była informacja, że na płycie jest demo Prince of Persia 3D. Tatę udało się namówić na 25zl i tak Książę pojechał ze mną do domu (btw. War Wind było nędzne
Demo zawierało fragment levelu Palace 2. Akurat taki, w którym można było poznać wszystko to, co w oryginalnym Księciu uwielbialiśmy: walkę, kolce, zapadnie, kleszcze, huśtanie na linie w perskich sceneriach.
Jakiś czas później pojechaliśmy z rodzicami na zakupy do Niemiec. Tam w markecie była duża sekcja z grami i po raz kolejny spędziłem tam większość czasu. Było tam kilka starszych gier w niższych cenach, w tym właśnie pudełkowe wydanie Prince of Persia 3D za 20 niemieckich marek. W tamtych czasach były to wciąż spore pieniądze, ale tato dał się namówić
Jak się okazało, gra była po niemiecku (tragiczny dubbing) oraz strasznie haczyła na moim Celeronie 300Mhz, 32MB RAM bez akceleratora :) ale komu to wtedy przeszkadzało? Po kilku latach w końcu moja randka z Księciem mogła się rozpocząć na dobre. A była to bardzo dobra randka!!
Ok, po sentymentalnej wstawce czas na trochę konkretów. Fabularnie po raz kolejny Książę nie ma łatwego życia. W pierwszej części prosty uliczny chłopak ratuje księżniczkę z rąk uzurpatorskiego wezyra Jaffara, który jednak nie daje za wygraną i przy pomocy magii zmienia świeżo upieczonego księcia w żebraka, samemu zajmując jego miejsce u boku księżniczki (cześć druga). I tu ponownie książę wychodzi zwycięsko.
Jednak show must go on, nowa cześć w trójwymiarze potrzebuje uprzykrzyć księciu trochę życia. I tak bohater razem z małżonką i teściem Sułtanem Persji przebywają z wizytą u sułtańskiego brata Assana. Gości zabawia perska tancerka, wykonująca imponujący taniec z mieczem (naprawdę imponujący jak na rok 1999! Intro do gry było dobre!). I nagle ten miecz przebija jednego ze strażników orszaku, a królewska rodzina zostaje pojmana. Jak się okazało dziadek Sultan obiecał niegdyś rękę księżniczki synowi swojego brata - pół człowiekowi pół tygrysowi - Rugnarowi (bardzo klimatyczny antagonista btw.). I tak Księżniczka po raz kolejny zostaje uwięziona, a Książę ląduje w lochu.
Technicznie gra jest zbliżona do pierwszych odsłon Tomb Raidera - ruchami księcia sterujemy z widokiem zza pleców. Podczas podróży skaczemy, wspominamy się, pływamy, przesuwamy kamienne bloki i skrzynki, wspinamy po słupach, huśtały na linie, uruchamiamy różnorakie mechanizmy, unikamy niezliczonych, czasami bardzo finezyjnych pułapek oraz oczywiście walczymy. Wśród dostępnych broni mamy miecz, podwójne ostrza oraz kij, a na dłuższy dystans możemy posługiwać się łukiem. Wśród dostępnych strzał mamy bardzo szeroki wybór - od tradycyjnych, przez zamrażające, wybuchowe, trujące, kradnące życie lub wypuszczającą przy zerknięciu z wrogiem chmary szerszeni. Każdą broń zdobywamy oczywiście wraz z postępem fabuły. Sama walka zrealizowana została całkiem dynamicznie, wrogów jest sporo, ale nie z każdym musimy walczyć, czasami warto uciec. Bywają związane z walką zwroty akcji, są elementy zaskoczenia, a pierwsze spotkanie z Rugnarem było dla mnie bardzo niespodziewane, efektowne i spowodowało ciarki na plecach.
Nie byłoby również Księcia bez znajdowanych tu i ówdzie eliksirów. Poza znanymi z poprzednich części eliksirów ustawiających, wydłużających żucie i trucizn, mamy również mikstury specjalne - dające niewidzialność, zmieniające wygląd, dające super skok itd.
W trakcie podróży mamy kilkanaście lokacji, bardzo zróżnicowanych pod względem wyglądu i klimatu. Od więzienia, przez pałacowe korytarze, rybacką wioskę, statek powietrzny (!!), wysokogórskie sanktuarium, po krainę w chmurach. Lokacje są fajnie zaprojektowane, bardzo różnorodne i w swoich czasach zrobiły na mnie ogromne wrażenie. W niektórych miejscach potrafiłem stać i rozglądać się tylko po to, by złapać malowniczy zrzut ekranu. Jest ładnie, kolorowo, klimatycznie.
Co natomiast zrobiło na mnie największe wrażenie - oprawa muzyczna! Linia melodyczna jest świetna i wspaniałe oddaje klimat gry. Arabskie melodie przeplatane kobiecym śpiewem. Do dzisiaj jest to dla mnie jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych z gier i zdarzało się, że puszczałem ją na słuchawkach podczas pracy. Prawie każda lokacja miała swój utwór przewodni.
Gry nigdy nie udało mi się ukończyć. Byłem prawdopodobnie na przedostatnim levelu, nie potrafiłem go przejść. Przygotowując ten wpis postanowiłem grę odpalić i zacząć od nowa. Do wspomnianego levelu jeszcze nie dotarłem, ale mam taki plan na najbliższe dni (o ile uda mi się przeskoczyć jeden moment na planszy w statku powietrznym - platforma która powinna być ruchoma z jakiegoś powodu taka nie jest. Podobno to bug, który często znika po wczytaniu wcześniejszego save’a. A ze cały czas gram na quick save, musiałbym przechodzić poziom od nowa. Na razie odpuściłem
Póki co dziękuje jeśli dotarliście aż tutaj. Na osłodę przydługiego wpisu kilka screenów mojego autorstwa oraz link do wspomnianego wyżej intro. Enjoy!
PS. dajcie znała w komentarzach czy te wpisy mają sens i powinienem kontynuować. Jeśli się podoba, chętnie przyjmę symbolicznego grzmota
#staregry #gry #nostalgia #tegiewspomina





Zaloguj się aby komentować
Witam Hejtowiczów :)
Zgodnie z zapowiedzią i z racji nawet niemałego zainteresowania pierwszym wpisem, nadszedł czas na kolejny.
Dzisiejszą sentymentalną podróż odbędziemy z zakręconym bohaterem gry Earthworm Jim.
Wydana w 1994 przez Gameloft gra jest typową platformówką 2D, choć “typowa” może wcale nie być odpowiednim słowem.
Już sam opis fabularny przypomina narkotyczny trip natchnionego zgrywusa. Otóż żyła sobie dżdżownica o imieniu Jim, zajmująca się tym, czym każda porządna dżdżownica się zajmuje. Pewnego dnia Jim akurat uciekał z gniazda kruków i skrył się w leżącym na ziemi skafandrze. Okazało się, że skafander ten wypadł z kosmicznego statku łowcy głów Psy-Crow, który miał dostarczyć go złowieszczej Królowej Slug-For-A-Butt (sic!), chcącej zapanować nad światem. Pod wpływem atomowej mocy skafandra nasz bohater rośnie do ludzkich rozmiarów i postanawia przy jego pomocy ów świat uratować oraz przypodobać się bliźniaczej siostrze złowieszczej Królowej - księżniczce What’s-Her-Name.
Tak rozpoczyna się podróż przez kilkanaście leveli. Ale cóż to jest za podróż! Kolejne etapy znacząco różnią się od siebie zarówno wizualnie, jak i pod względem rozrywki. Twórcy mieli naprawdę ogromną fantazję. Są więc typowe etapy platformowe, ale też całkowicie odjechane: kosmiczny wyścig w widoku pseudo 3d, pojedynek na bungee, podwodna podróż w pojeździe przypominającym batyskaf, gdzie mamy ograniczoną ilość powietrza i szklane ścianki, cholernie wrażliwe na uszkodzenia ;). A może macie ochotę pojeździć na chomiku? Spoko, będzie okazja. Pochodzić bez skafandra również.
Kolejny dziwaczny level - “For Pete’s Sake” - w którym musimy odprowadzić do domu roztańczonego i wesołego pieska. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie 3 rzeczy:
- piesek jest głupawy i brnie do przodu nie oglądając się nic nic,
- gdy pieskowi stanie się coś złego, wstępuje w niego diabeł, chwyta nas w zęby i cofa z powrotem o pewną odległość,
- dookoła jest bardzo wiele rzeczy, które chcą pieskowi zrobić coś złego ;)
Gra jest totalnie odjechana i pełna absurdalnego humoru na każdym kroku. Nawet zakres ruchów bohatera potrafi wywołać salwę śmiechu. Strzelanie z bicza? Jasne, robotyczne ramię skafandra po prostu wyciągnie Jima przez kołnierz i użyje go jako pejcza. Podobnie z chwytaniem się wystających haków czy zrobienia śmigła do wolniejszego spadku w dół. Postoimy chwilę w bezruchu, to bohater zacznie się nudzić i reagować w różnoraki sposób (prężenie muskułów, zabawy bronią, pokaz talentu wokalnego..).
Wygląd leveli i przeciwników jest pełen nonsensu. Każdy etap kończy się walką z Bossem. Walka nie polega na zwykłym strzelaniu. Na kilka rozwiązań trzeba wpaść, gdyż zwykłe strzały nie zrobią na przeciwnikach wrażenia (o czym dadzą nam znać, np. wystawiając język i pierdząc… pachą
Szczególnie się uśmiałem przy walce z bossem Bob the Killer Goldfish, ale nie będę może spojlerował ;)
Zauważyliście może, że imiona przeciwników i plansz są również mocno abstrakcyjne? Owszem, są w pełni abstrakcyjne i pełne gry słów (“New Junk City”, “Buttville”, “Snot a Problem”…).
Żeby nie było zbyt nudno, twórcy dostarczyli również kilka kodów do gry. Bardzo wpływają one na rozgrywkę! Nasz bohater może dzięk nim… nosić afto lub okulary z wąsami :)
Zakończenia gry nie będę spojlerował, ale jest ono co najmniej absurdalne ;)
Rozgrywka bywa czasami lekko irytująca a powodu dość wysokiego poziomu trudności. Ale być może to tylko moje młodzieńcze wspomnienia - w Earthworm Jim grałem po raz ostatni kilkanaście lat temu.
Pomimo sędziwego wieku, grafika nie gryzie w oczy. Wiadomo, nie jest to młody tytuł, ale jestem pewien, że i dzisiaj grałoby się świetnie.
Natknąłem się na informację, że w 2010 wyszedł remaster w wersji HD, również w wersji na Xboxa.
Bardzo chętnie bym go kupił, aczkolwiek w sklepie Xbox jest informacja, że “produkt nie jest dostępny osobno” i nie widzę żadnego sposobu na zakup.
Może ktoś z Was zna rozwiązanie?
https://www.xbox.com/pl-PL/games/store/earthworm-jim-hd/bt0zpg6h6096
#nostalgia #staregry #retrogaming #tegiewspomina





@R8Ozd25vIENpxJkgdG8gb2JjaG9kemk ja mam wersję na PC tą oryginalną z ’94 roku. Pewnie w necie też takową nie problem znaleźć bez konieczności używania emulatorów.
Ja miałem nadzieję na wersję HD na Xboxa. Rzadko gram, a odkąd mam konsolę, to na PC nie gram prawie w ogóle. Dzisiejszy dzień to był wyjątek - wyciągnąłem starą płytę żeby odświeżyć sobie pewien tytuł do kolejnego wpisu
Zaloguj się aby komentować
Pomijając jakiekolwiek sympatie polityczne, nie bawiąc się w lubienie lub nielubienie Tuska, bez względu na to kto jest większym złem…
jak ja mega szanuję takie inicjatywy… wysiłek znikomy, wystarczy znana twarz i można w tak banalnie łatwy sposób dorzucić gigantyczną cegiełkę do WOŚP…
szanuję w opór i szczerze się dziwię, że stosunkowo mało znanych ludzi wzięło w tym udział w podobnej formie. Politycy, biznesmeni, gwiazdy sportu, aktorzy… skoro za obiad z gościem, którego nienawidzi i boi się pół Polski ktoś zapłacił 300k, to zapewne spacer z Małyszem, obiad z Karolakiem czy wspólna audycja z Niedźwiedzkim (tak wymyślam na szybko z czapy, być może oni swoje dołożyli
Tak czy srak, panie Tusku, może nie zawsze nam było po drodze, może to niewielki wysiłek z Pana strony, ale efekt końcowy przebił oczekiwania. Czapki z głów, w równie dużym stopniu dla kupującego.

@GtotheG nierówności społeczne zawsze były i będą. Tutaj chociaż w tle są te dobre cele, większość aukcji na WOŚP jest „przepłaconych” z ekonomicznego punktu widzenia. Zwykle i codzienne przedmioty na orkiestrowych licytacjach idą zazwyczaj za wiele więcej, niż ten sam produkt z półki sklepowej. Ot, chyba taka natura licytacji charytatywnych, że ludzie w odruchu potrafią przelicytowywać nawet sami siebie w imię idei.
Przygnębiające? Nie wiem. Ja tak tego nie odczuwam, jakoś nigdy nie miałem nawyku patrzenia na czyiś portfel. Na pewno nie bardziej przygnębiające niż złote butelki od szampana, diamentowa biżuteria dla pieska czy dwucyfrowy numer tablicy rejestracyjnej w Dubaju… tam w tle jest tylko próżność.
300k to cholernie duża kasa dla przeciętnego człowieka. Tu się zgadzam. Chciałbym mieć tyle „drobniaków” na podobne wydatki.
Zaloguj się aby komentować
Witam kolegów i koleżanki Hejtowiczów
Społeczność nam się ładnie rozwija, więc pomyślałem że i ja dołożę coś od siebie, być może wpisy zyskają zainteresowanie.
Co kilka dni będę publikował krótkie wpisy o grach komputerowych, które przewinęły się przez moje życie i w jakiś sposób pozostały w pamięci. Nie jest żadne TOP gier, raczej subiektywna i sentymentalna podróż. Chętnie poznam Wasze opinie, jeśli również mieliście okazje w dany tytuł zagrać.
Na pierwszy ogień idzie Reah: zmierz się z nieznanym.
Grę wydało w 1998 roku polskie studio LK Avalon.
Fabuła przenosi nas w bliżej nieokreśloną przyszłość. Tytułowa Reah jest planetą, na której postanowiono założyć bazę pomimo braku jakichkolwiek strategicznych surowców czy przyjaznego klimatu. Baza miała militarne zaplecze a jej cel pozostawał tajemnicą, co rodziło wiele pytań. W końcu postanowiono dane odtajnić: okazało się, że na planecie znaleziono portal, przenoszący do bliźniaczej planety, jest całkowicie pozbawionej nowoczesnej technologii.
Bohaterem gry jest dziennikarz, który został zaproszony do eksploracji dziwnej planety. Gdy jednak przeszedł przez portal, ten zniknął. I tak dziennikarz, zdany tylko na siebie, próbuje odkryć tajemnice tego niezbadanego świata i znaleźć sposób na powrót do domu.
Świat gry jest pełen tajemniczości i niecodziennych architektonicznych konstrukcji. Gatunkowo jest to przygodówka w stylu Mysta, gdzie świat obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby. Poruszamy się przy użyciu myszy po wyznaczonych przez twórców ścieżkach. Przejścia między lokacjach są płynne, co w 1998 roku robiło niesamowite wrażenie. O ile sam świat jest dziełem grafików, tak spotykane postacie to prawdziwi aktorzy. Interakcja z nimi to tak naprawdę odtwarzanie wcześniej nagranych sekwencji video, bez możliwości wyboru opcji dialogowych. Niemniej jednak nie przeszkadza to w samej grze ani szczególnie jej nie zubaża.
Całą siłą Reah są bowiem wszelkiego rodzaju zagadki i łamigłówki. A tych jest naprawdę sporo, twórcy mieli bajeczną fantazję. Łamigłówki wyglądają bardzo widowiskowo, szczególnie w świecie bez nowoczesnej technologii, gdzie większość urządzeń to ciekawe rozwiązania mechaniczne - koła, sznurki, równoważnie, obciążniki itd..
Co ciekawe, Reah nie jest grą typu point and click, gdzie często trzeba było szukać kursorem przedmiotów piksel po pikselu, a potem na ślepo próbować łączyć ze sobą przedmioty. Twórcy sami uznali, że chcieli ten aspekt pominąć, by skupić się bardziej na fabule i zagadkach mechanicznych. Zatem gdy kiedykolwiek przyjdzie nam użyć posiadany przedmiot, gra go podświetli w naszym inwentarzu w odpieraniem momencie.
Jak już wspomniałem, siłą gry są zagadki „mechaniczne”. A te są różnorodne. Nie zdradzę chyba zbyt wiele wymieniając pierwszych kilka:
kręcenie piszczącym kurkami przy rurach aby zagrać dźwięki w odpowiedniej kolejności,
ustawienie fontanny z wyrzeźbionymi twarzami tak, aby imitowały dźwięk dochodzący z kierunku, w którą dana twarz spogląda,
ustawienie mechanizmu wiszących worków z piaskiem tak, aby jeden kolor był na górze, drugi na dole, wszystko w celu uruchomienia windy.
To tylko kilka przykładów z pierwszego rozdziału. Same łamigłówki są dosyć trudne i czasami powodowały irytację. Niemniej jednak świat jest na tyle ciekawy, że nigdy nie zniechęciło mnie to do dalszej gry.
Na szczególną uwagę zasługuje oprawa audiowizualna. Grafika jak na 98 rok była naprawdę oszałamiająca. A i dzisiaj, pomimo prawie 25 lat na karku gra wyglada nieźle i da się w nią grać bez grymasu. Muzyka w tle jest tajemnicza, miejscami złowroga, ganeralnie bardzo dobrze dobrana i wpasowana w klimat gry.
Jedyna rzecz, do której należałoby się przyczepić, to jakość gry aktorskiej. Ta jest w dużej mierze drewniana aż do bólu. Gdzieś kiedyś wyczytałem, że twórcy nie zatrudnili profesjonalnych aktorów, a znajomych ze studiów. To wiele tłumaczy
Gra wydana była na 6 CD, ilość oszałamiająca jak na tamte czasy. Mam do dzisiaj oryginał na półce.
Jest również dostępna za grosze na GOG, obecnie nawet w promocji -50%
https://www.gog.com/en/game/reah_face_the_unknown
Każdemu miłośnikowi przygodowek polecam. Wersje z gog posiadam, działa dobrze z Windows 10.
Załączam kilka screenów, nie są mojego autorstwa, znalezione w Google (nie mam obecnie jak ich zrobić)
Jeśli wpis się podoba, to proszę o komentarze i pioruny. Wtedy będę wiedział, że kolejne mają sens
#gry #nostalgia



@tegie Dekada 1999-2009 to dla mnie złote lata gier na PC. Fajnie się czyta wpisy o takich grach, które kojarzyłem z reklam w CDA, ale już dawno zapomniałem że istniały.
Pamiętam że tamtych czasach przygodówki z prerenderowanymi tłami jak Myst czy Atlantis wyglądały wtedy jak fotorealistyczne, nie wyobrażałem sobie żeby mogły wyglądać lepiej xD
@Boyce_Eaman wrażenia estetyczne bardzo się niestety weryfikują z czasem. Co ciekawe, są gry z tamtych czasów, gdzie recenzenci zachwycali się grafiką, a mnie od początku wydawała się brzydka. Co ciekawe Reah nawet dzisiaj wygląda dla mnie spoko, za to niedawno odpaliłem sobie Prince of Persia: Warrior Within i grafika niestety mnie mocno odrzuciła. A jeszcze w dniu premiery ta gra porażała wyglądem (a na widok wiszących ogrodów opadała mi kopara). Percepcja się zmienia
Wspomniałeś CDA - komputer z cdromem dostałem jakoś w 99 roku. Oryginalne gry kosztowały wtedy 10-20% robotniczej pensji, więc o nich mogłem zapomnieć. Do piratów w małym mieście nie było też tak łatwego dostępu, w swoim młodym życiu kupiłem zaledwie dwa (Fifa99 i Tomb Raider 3). CDA w tym czasie też było dla mnie zbyt drogie. Większość gier poznawałem dzięki koledze, który kupował pismo prawie od początku. Reah było demkiem w jednym z numerów. Pamietam moment oszołomienia - gra z TAKĄ grafiką i to jeszcze po polsku (wtedy rzadkość)!!!
Część gier które będę wrzucał zapewne nie będzie jakimiś wybitnymi tytułami, ale to właśnie element nostalgii ma tutaj największe znaczenie.
Zaloguj się aby komentować
Hej @hejto
czy dałoby się zaimplementować opcję powrotu do pozycji na stronie po przejściu wstecz w przeglądarce?
Portal przeglądam na telefonie (Safari), gdy wchodzę w jakiś wpis by przeczytać artykuł lub komentarze, to po kliknięciu „wstecz” ładuje mi się strona główna i ląduje na samym jej szczycie.
Czy da się zaimplementować opcję, by cofało mnie na pozycje, w której byłem? Tak abym nie musiał przewijać znowu wszystkich wpisów?
#hejto
Zaloguj się aby komentować
Jeden krok dalej od tego syfu
#usunkontonawykopie #emigracjazwykop

Zaloguj się aby komentować
Witajcie!
z racji tego, że naczelny fanatyk parówek z Orlenu Mikail Bialkov postanowił dzisiaj dowalić do pieca i tak naprawić Wypok, jak dzieci mojego brata naprawiają swoje zabawki (zazwyczaj młotkiem), zostaję oficjalnie Hejtowiczem!
Dzień dobry wszystkim. Mam nadzieję na szybkie przyzwyczajenie do nowego Portalu, wysoką jakość i kulturę dyskusji.
Czas na wypokowe #usunkontonawykopie po prawie 9 latach aktywnego uczestnictwa.
Jak tylko się dowiem, gdzie i jak się to robi, bo intuicyjność nowej odsłony ciagle jeszcze nie przestała mnie zadziwiać.
pozdrawiam @wykop_pl, kawał świetnej roboty!!
Zaloguj się aby komentować