Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 462wpisów
  • 1978komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

Kingdom Come: Deliverance


Jedna z najfajniejszych gier, w które przyszło mi grać w moim życiu, i jednocześnie jedna z najbardziej męczących gier, w które kiedykolwiek grałem. Na tyle, że po siedemdziesięciu godzinach rozgrywki zrobiłem prawie półtoraroczną przerwę, zanim wróciłem, żeby ją dokończyć.


Dlaczego męcząca?


Głównym powodem jest fakt, że wybrałem tryb hardcore. Lubię, jak gry bywają trudne i rzeczywiście, „Kingdcom Come: Deliverance” z początku takie jest. Kierowana przez nas postać to zwyczajny chłop, dosłownie, syn kowala, który niewiele potrafi - ba, nawet nie potrafi czytać. O walce mieczem, skradaniu się czy kradzieży kieszonkowej nie wspominając. Wszystkiego trzeba się nauczyć, rozwijając poszczególne umiejętności (używając ich - uwielbiam taki system rozwoju postaci!).


Walka z więcej niż jednym przeciwnikiem naraz to najczęściej wyrok śmierci zgodnie z zasadą, że każdy szermierz d⁎⁎a, kiedy wrogów kupa. I to się nie zmienia do końca gry, nawet gdy Henryk (główny bohater) niejedno w życiu widział i ma na sobie porządny pancerz. Dopiero z czasem można się nauczyć riposty, która dla mnie była jedyną szansą do wygrania jakiegokolwiek pojedynku - po prostu jestem kiepski w walce, ale jakoś dałem radę.


Tryb hardcore wprowadza między innymi brak szybkiej podróży. I gdybym wiedział o tym, o czym za chwilkę napiszę, nigdy bym się nie zdecydował na wybranie tego trybu. Nie, jeżdżenie konno po mapie nie jest nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie! Gdyby nie brak szybkiego podróżowania, na pewno nie doceniłbym tak prześlicznie zrobionych lasów. Naprawdę, za każdym razem, nawet po tych kilkudziesięciu godzinach rozgrywki, z przyjemnością jeździło mi się przez lasy. To jest ogromny plus trybu hardcore - możliwość obcowania z dziką naturą, jakże miła, gdy za oknem zimno i ciemno.


Problem w tym, że ta gra w ogóle nie szanuje gracza. Nie chodzi mi o brak zapisywania gry w dowolnym momencie, który męczący jest jedynie na początku, dopóki nie rozwinie się alchemii w odpowiednim stopniu i nie otworzy linii produkcyjnej „Zbawiennego Sznapsa”. Nie chodzi mi o wymagający system walki, do którego trzeba się przyzwyczaić. Nie chodzi mi o różne ograniczenia wynikające z pochodzenia naszej postaci.


Chodzi mi o OGROM JEŻDŻENIA WTE I WE WTE.


Praktycznie każde zadanie wymaga, żeby gdzieś pojechać. Nierzadko w kilka miejsc. Nierzadko prawie że na drugi koniec mapy, która wcale nie jest taka duża jak się wydaje, szczególnie jak uda się kupić szybkiego i wytrzymałego konia. W normalnym trybie jest szybka podróż, ale wyobrażam sobie, że i tak jest to męczące. A co dopiero w przypadku trybu hardcore, w którym gra zmusza do zjeżdżenia całej mapy, żeby wykonać jedno zadanie...


Oczywiście to moja wina, że taki tryb wybrałem, ale jednocześnie obwiniam twórców za okropny backtracking, bardzo upierdliwy w trybie bez szybkiej podróży. Niestety, zabrnąłem w grze zbyt daleko, żeby podjąć decyzję o rozpoczęciu jej od nowa w standardowym trybie.


Jeszcze ponarzekam sobie na misję w klasztorze. Jako nowicjusz Henryk otrzymuje listę codziennych obowiązków. Świetna sprawa! Zawsze ciekawiło mnie mnisie życie i nawet się kiedyś zastanawiałem nad wstąpieniem do klasztoru, głównie z ciekawości, jak się tam żyje, niż z powołania. Jednak mój zapał bardzo szybko wyparował, kiedy po wykonaniu danego obowiązku postanowiłem odczekać chwilkę i przez przypadek przekroczyłem czas na to poświęcony. Momentalnie złapał mnie mnich odpowiedzialny za pilnowanie, by nikt nie łamał prawa klasztornego i cyk, prawie dobowa wizyta w celi w odosobnieniu. Po trzecim takim przypadku postanowiłem przebić się przez ten fragment jak najszybciej, omijając zadania poboczne. Nie chciałem ryzykować, że znowu mi się to przytrafi. :')


Doceniam zamysł twórców, żeby wystawić cierpliwość graczy na twórców - wydaje mi się to idealnie pasować do klasztornej misji. Jednakże sam tej cierpliwości nie miałem na tyle, by czekać cztery growe godziny, aż przyjdzie czas na kolejne obowiązki, które można wykonać w pół godziny growego czasu. Szczególnie przy mało precyzyjnym systemie czekania, przez który kilkukrotnie wylądowałem w karnej celi.


Mimo to grę polecam każdemu, kto lubi średniowiecze. Myślę, że ówczesne realia zostały dobrze odwzorowane, a i sama gierka sprawiła mi wiele radości. Jedynym minusem jest to, że połowa zadań była po prostu nudna, za to praktycznie wszystkie zmuszają do dalekich podróży. To akurat kwestia gustu.


#gry #steam #kingdomcomedeliverance

3b0691ed-8379-4ae2-9099-fd3e48ebbcd0

@cyberpunkowy_neuromantyk Zacząłem grać parę miechów temu, jak byłem chory i zapałem całkowicie. Z automatu topka ulubionych gier

@cyberpunkowy_neuromantyk myslalem o tej grze juz nie raz ale takie recenzje jak twoje skutecznie mnie do niej zniechecają. Nie cierpię kulawych mechanik w grze, kiepskiego sterowania itp

pykam również w KCD, ale właśnie robię dłuższą przerwę (na rzecz DL2) bo już za dużo tego jeżdżenia było. Niemniej jednak bardzo rzadko korzystam z szybkiej podróży, bo jest najzwyczajniej zbyt wolna. A nierzadko trzeba się sprężyć żeby zdążyć jeszcze na coniedzielny turniej a jest się na przeciwległym skraju mapy.

I tak za długo zwlekałem z kupnem szybszego wierzchowca.


Warto łapnąć kilka zadań, które bardzo często można wykonywać jadąc w kierunku taska dot. głównej fabuły. Tutaj jeden problemik, bo niektóre mają ograniczenia czasowe - o czym H wiadomo - więc bywało że musiałem wczytać sejwa i progres jaki zrobiłem szedł wpizdu. Niektóre takie zadania zrobiłem w ostatniej chwili ledwo uchądząc z gaciami na d⁎⁎ie


Ooo właśnie piszesz o taskach przy klasztorze. Specjalnie nie biorę tego taska bo jest turbomęczący. Chyba zaczynał się od igły w stogu siana, Natomiast z tych pobocznych tasków w sasau to tę murwę johankę najchętniej bym na pal nabił, albo pogonił wpizdu okładając batogiem.


KCD jest określana jako hardkorowe rpg, ale poza trudnym początkiem to nic tam hardkorowego nie ma. Raczej nużącym erpegiem, bo nieustanna powtarzalność pewnych elementów z nudzących staje się upierdliwa.


No, ale nie każdy musi przecież maksować wszystkie skillsy. Choć fajnie że mając na sobie pełną płytę trudniej jest sznupać po cudzych chawirach


Jeszcze apropo podróży i dziwnego systemu zapisywania, to jak tak po prawdzie rzadko chlapię sznapsiora. Najczęściej sprawdzam gdzie po drodze można kimnąć, bo tu niestety gdy zmęczenie postaci spadnie <30 i z nienacka wpada naparzanka z bandą zbirów czy kumanów to bywa przykre w skutkach jak się oczy zamykają coraz częściej (☞ ゚ ∀ ゚)☞

Zaloguj się aby komentować

61 + 1 = 62


Tytuł: „Chłopki. Opowieść o naszych babkach”

Autor: Joanna Kuciel-Frydryszak

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Marginesy

ISBN: 9788367674317

Liczba stron: 496

Ocena: 7/10


Bardzo ciekawa lektura, przynajmniej dla mnie, miastowego, bo wieś znam tylko z jednego, krótkiego wakacyjnego pobytu u znajomej mojej mamy. Więc mogę się chwalić, że miałem przyjemność pić mleko prosto od krowy, jeszcze ciepłe. :') 


Przede wszystkim zaskoczyło mnie zderzenie wyobrażeń na temat polskiej wsi, jakże bardzo romantyzowanej, z rzeczywistością sprzed ponad stu lat. Spodziewałem się, że ludzie mieszkający na wsi do najbogatszych nie należeli, ale żeby mężczyzna miał jedną parę spodni, a kobieta jedną parę majtek? Albo jedną parę butów, która potrafiła służyć rodzinie przez dziesięć lat? Albo że dzieci rzadko kiedy chodziły do szkoły, bo rodziny po prostu nie było na to stać, a nawet jeśli, to głównie w ciepłe miesiące, bo zważywszy na braki w obuwiu, w zimę było to praktycznie niemożliwe? W pamięć zapadła mi historia dziewczynki, której mama owijała gołe stopy tkaniną czy czymś, a następnie starszy brat brał ją na plecy i zanosił do szkoły. Masakra. 


Autorka skupiła się głównie na perspektywie kobiet, które nie miały łatwo w życiu. Rodzenie wielu dzieci i opieka nad nimi (chociaż trudno nazwać to opieką, bardziej hodowlą...), prace domowe i przydomowe, prace w polu - nie było lekko. Wieczna bieda i wieczne zmęczenie, brakowało czasu na własne przyjemności. Poczucie beznadziei i ten fakt, że wszystko zależy od (nie)szczęścia, na który niekoniecznie mamy wpływ. 


Całe szczęście autorka nie skupiła się tylko na nieszczęśliwych historiach. Można poznać perspektywę kobiet, którym udało się „wyrwać” ze wsi na przykład do miasta na służbę u kogoś albo na roboty do Niemiec czy Francji (tej drugiej jest poświęcony cały rozdział), gdzie pracy też było sporo, ale przynajmniej płaca była lepsza. Wiadomo, zależało od szczęścia, gdzie się trafiło, ale przekaz nie jest jednoznacznie negatywny. 


Dowiedzieć się można także o jadłospisie chłopów, o ich stosunku do higieny osobistej czy leczeniu się u wykształconych lekarzy, o podejściu do nowinek technologicznych (rozbawiło mnie obwinianie radia o spowodowanie ulewnych deszczów, które zniszczyły plony) czy nawet stosunków z Żydami.


Czy książka wyczerpuje temat? Na pewno nie - musiałaby być kilka razy dłuższa, żeby tak było, a i tak pewnie jeszcze coś by się znalazło do dodania. Natomiast oferuje bardzo ładny wgląd do chłopskiego myślenia sprzed stu lat, do ich problemów dnia codziennego, rozterek i tak dalej.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki

55722e21-dcc5-4b0d-9041-89bff05812dc

@cyberpunkowy_neuromantyk moi dziadkowie urodzili się na początku XX wieku na terenie obecnej Białorusi. Opowieści o butach czy też ich braku, o elektryczności, o pierwszym rowerze we wsi, o pierwszym samochodzie który widzieli w mieście...

O porodach, przedwczesnych zgonach, braku lekarzy i lekarstw.

O ciężkiej okupacji, wywózkach, mordach i spaleniach.

Ich opowieści do czasu wojny były raczej sentymentalne i mimo ciężkich warunków mieszkania na wsi nikt tam nie narzekał i nie tęsknił za miastem. Ludzie byli przywzyczajeni od pokoleń do takiego bytowania, ale w większości pracowali na swoich polach. Nikt nie "marzyl" żeby być pokojówką w mieście lub górnikem we Francji.

We wsi wszyscy się znali i pomagali. Miasto było raczej obce dla nich i wrogie.

Zaloguj się aby komentować

Co prawda nie mam jako takich postanowień noworocznych, a bardziej cele do zrealizowania, ale chyba też się liczy, prawda? :')


  • Chcę napisać 2 opowiadania, jedno do kolejnego, czwartego już numeru https://krzysztofzin.pl/, a drugie „od siebie” i mam nadzieję, że uda mi się dla tego drugiego znaleźć odpowiednie miejsce do publikacji. Dwa opowiadania to niewiele, ale mam też inne pisarskie plany

  • Chcę napisać 12 tekstów na mojego blogaska. Nie wiem, ile z nich zdążę opublikować, ale jak chociaż napiszę założone przeze mnie minimum, to będę bardzo zadowolony : ) #cyberpunkstories to tag, który założyłem chyba z rok temu

  • Fajnie byłoby też napisać jeszcze parę tekstów „okołopisarskich-poradnikowych dla początkujących pisarzy” do „projektu”, który kiedyś rozpocząłem na Wattpadzie. Platformę wybrałem nieprzypadkowo, bo to właśnie tam obecnie jest najwięcej początkujących i chciałem przekazać swoją jakąś tam wiedzę, by było im ciut łatwiej. Ale to bez presji, bo nie jest moim priorytetem

  • Mam zamiar przeczytać minimum 12 książek, po jednej miesięcznie. Też niedużo, ale preferuję opowiadania

  • Chcę też przeczytać w końcu książkę „O sztuce”, którą posiadam od paru lat, jednak jakoś nie mogę się za nią zabrać. Może w lato się uda, kiedy powinienem mieć znacznie więcej czasu

  • Chcę przeczytać minimum 183 opowiadania. Wydaje mi się, że średnio jedno na dwa dni to odpowiednie tempo, ale wiadomo, czasem jednego wieczoru przeczytam kilka, a następnego ani jednego

  • Chcę przejść minimum 12 gierek z zaległości. W wieku nastoletnim bardzo dużo grałem online, a mało w trybie dla pojedynczego gracza i niestety, ominąłem wiele ciekawych tytułów, które obecnie nadrabiam. Oczywiście wciąż mnie ciągnie do multi i co-opa, więc te dwanaście to takie minimum z minimum

  • Chcę obejrzeć przynajmniej 52 filmy. Na pewno będzie ich więcej, ale czasem muszę sobie przypominać o ich istnieniu. Na szczęście życie z dziewczyną mi to ułatwia i odkąd jesteśmy razem, oglądam zdecydowanie o wiele więcej filmów niż wcześniej :')

  • Chcę dokończyć „Star Trek Voyager” i obejrzeć cały „Star Trek Enterprise”.

  • Zejść do wagi 80 kg. Nie powinno być to trudne, bo to raptem osiem kilogramów, więc nie nakładam na siebie mocnej presji. Po prostu fajnie byłoby zgubić brzuszek, który pojawił się po przejściu na pracę zdalną :')

Zaloguj się aby komentować

Czytelnicze podsumowanie 2023


W tym roku przeczytałem:


9 książek:

Romuald Pawlak - Wolny jak Hamilton - https://www.hejto.pl/wpis/bookmeter-16-1-17-tytul-wolny-jak-hamilton-autor-romuald-pawlak-gatunek-science-

Grzegorz Polok - Rozwinąć skrzydła - https://www.hejto.pl/wpis/26-1-27-tytul-rozwinac-skrzydla-autor-grzegorz-polok-gatunek-poradnik-reportaz-r

Max Brooks - World War Z - https://www.hejto.pl/wpis/156-1-157-tytul-world-war-z-autor-max-brooks-kategoria-horror-reportaz-wydawnict

Cezary Czyżewski - Ametyst. Książęca krew - https://www.hejto.pl/wpis/176-1-177-tytul-ametyst-ksiazeca-krew-autor-cezary-czyzewski-kategoria-marynisty

Antologia 24.02.2022 - https://www.hejto.pl/wpis/242-1-243-tytul-24-02-2022-autor-wielu-autorow-kategoria-antologia-opowiadan-wyd

Antologia Raz jeszcze w wyłom - https://www.hejto.pl/wpis/278-1-279-tytul-raz-jeszcze-w-wylom-autor-wielu-autorow-kategoria-antologia-opow

Matthew Perry - Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz - https://www.hejto.pl/wpis/362-1-363-tytul-przyjaciele-kochankowie-i-ta-wielka-straszna-rzecz-autor-matthew

Phil Klay - Przerzut - https://www.hejto.pl/wpis/485-1-486-tytul-przerzut-autor-phil-klay-tlumacz-krzysztof-cieslik-kategoria-rep

Jennette McCurdy - Cieszę się, że moja mama umarła - https://www.hejto.pl/wpis/557-1-558-tytul-ciesze-sie-ze-moja-mama-umarla-autorka-jennette-mccurdy-tlumaczk


O wszystkich napisałem w ramach inicjatywy „bookmeter”, linki podrzuciłem. :')


124 opowiadania

Głównym źródłem oczywiście „Nowa Fantastyka” i „Fantastyka”.


3 komiksy (w pełni) i 37 zeszytów „The Walking Dead”:

Mathieu Bablet - Węgiel i Krzem

Rafał Jaki, Hataya - Wiedźmin. Ronin

Eksponat AX


9 czasopism (Fantastyka/Nowa Fantastyka)


#ksiazki #czytajzhejto #literatura #komiksy

Zaloguj się aby komentować

„Chłopaki też płaczą”


Znajomy stworzył mini-zina dotyczącego problemu, o którym wciąż zbyt rzadko się mówi - że u każdego mężczyzny jest „ok”. A często nie jest, tylko że nie zawsze potrafimy o tym powiedzieć.


Nie jest to nic odkrywczego, ale to dobrze - mówienie o swoich problemach, żalenie się, kiedy jest po prostu źle, to podstawowa rzecz, której niestety społeczeństwo, a często także my sami, nas nie uczy.


Bo mężczyzna nie może płakać - ma być twardy i męski, a jak płacze, to na pewno baba. No nie.


Na szczęście to powoli się zmienia, takie odnoszę wrażenie. Widzę to po moich kumplach, którzy potrafią napisać o swoich problemach i sami zachęcają do tego, żeby o nich mówić. Chyba każdy z nas ma dalszego lub bliższego znajomego, albo nawet członka rodziny, który mówił, że jest okej, a po jakimś czasie można było przeczytać jego nekrolog.


Plik jest na licencji Creative Commons 0, to znaczy, że jest w domenie publicznej i można go wykorzystać w dowolny sposób.


Jeśli możecie, podeślijcie swoim znajomym.


https://www.gniazdoswiatow.net/2023/12/29/chlopaki-tez-placza/


#zdrowie #depresja

2d659221-4ea0-4d49-aed1-7c58c75f73e5

@cyberpunkowy_neuromantyk


Dodam od siebie głos na przeciw przekazowi, że "faceci też mogą być ludźmi [w związku z czym: mieć trudniejsze momenty, i być otwarci z tym faktem]". Powtórzę to, co niektórzy już tu powiedzieli: jeżeli jako facet masz problem, to twoimi jedynymi opcjami jest: dialog sam ze sobą, dialog z psem, dialog z innym facetem (najlepiej starszym, i jeżeli masz taką opcję, to bądź wdzięczny losowi, ponieważ bardzo niewielu ją ma), lub dialog z psychologiem (wyłącznie mężczyzną). Temat został już tak wielokrotnie wyczerpany, że aż szkoda czasu na tłumaczenie tego po raz n-ty.


Ostatnio jest taka głupia moda i trend na sprzedaż narracji, że "facet też człowiek". Jakkolwiek to niedorzecznie brzmi: facet (po około 16. roku życia) nie może być i nie ma być człowiekiem.


Tak jak powiedziałem: zostawiam ten komentarz tylko jako "jeden głos sprzeciwu", żeby czytający ten wątek zatrzymał i zastanowił się, że próbuje mu się sprzedać nieprawdziwą narrację. Mogę podjąć się debaty, jeżeli ktoś ma ochotę, ale nie mam czasu na odpowiadanie więcej niż raz na 24 godziny.


Pozdrawiam.

Zaloguj się aby komentować

Podcast „Jak być (nie) mogło” autorstwa Agnieszki Haski i Jerzego Stachowicza.


„Jak być (nie) mogło” to podcast, w którym dr Jerzy Stachowicz i dr Agnieszka Haska opowiadają o literaturze fantastycznonaukowej przed 1939 rokiem; o tym jak przedwojenni autorzy i autorki wyobrażali sobie przyszłość Polski i świata, a także o tym, jakie poruszane przez nich problemy są aktualne do dziś.


Można odsłuchać na Spotify. Link tutaj:


https://open.spotify.com/show/3aPudKYNjxcOC953L61bON


#fantastyka #podcast #ksiazki #czytajzhejto

04c2b6fe-2151-411f-ba35-61b610f9c7b5

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 01/2024


Opis pochodzi z facebookowego profilu czasopisma:


„Do sprzedaży trafił właśnie styczniowy numer "Nowej Fantastyki" - jego okładkę zdobi grafika z powieści "Królestwo kości" Jamesa Rollinsa. Zobaczcie, co przygotowaliśmy dla Was na sezon świąteczny i początek nowego roku.


W dziale publicystyki czeka pierwsza część artykułu o myśleniu magicznym, które wciąż trzyma się mocno, mimo galopującego postępu technologicznego. Przybliżymy również sylwetkę Kira Bułyczowa - autora, w którego twórczości odbijała się rzeczywistość epoki sowieckiej. Proponujemy również wywiad z Mattem Ruffem, znakomitym, nieszablonowym pisarzem, którego twórczość jest za słabo znana w Polsce, a także wybór tytułów z gatunku young adult, które mogą być dobrym początkiem znajomości z tego typu literaturą. W lamusie zaś stoi niezwykła broń, która rozpalała wyobraźnię naszych przodków.


W dziale opowiadań nagorętszym nazwiskiem jest w tym miesiącu Lavie Tidhar, a oprócz niego mamy również teksty m.in. Miki Modrzyńskiej oraz Przemysława Gula (znanego z opowiadania "Lekcja samotności" wyróżnionego w konkursie wiedźmińskim NF).


Ale to nadal nie wszystko, bo są jeszcze felietony (Orbitowski, Kosik, Klęczar i Vargas), nowe przygody Lila i Puta oraz recenzje książek i komiksów.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach, empikach i w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka, przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najlepszą metodą zakupu jest roczna prenumerata - gorąco zachęcamy do niej i kusimy dołączanym prezentem książkowym z nowej promocji. Przy okazji przypominamy, że w związku z likwidacją księgarni internetowej Inverso, obsługę naszej prenumeraty przejęła Gildia.pl. Linki do miejsc, w których możecie zaopatrzyć się w nasz miesięcznik w wersji papierowej i w formatach cyfrowych i audio znajdziecie tradycyjnie w komentarzu poniżej.


Zapraszamy do lektury. Bądźcie z nami!"


Spis treści (zaczerpnięty ze strony https://katedra.nast.pl/nowosci/33260/Nowa-Fantastyka-01/2024/):


PUBLICYSTYKA


  • DOLA Witold Vargas

  • POWRÓT KRÓLA Aleksandra Klęczar

  • HOMO SAPIENS MAGICAE CZ. 1 Artur Olchowy

  • ŚWIAT DO GÓRY NOGAMI Wywiad z Mattem Ruffem

  • STEMPEL Z SIERPEM I MŁOTEM Dariusz Skrzydło

  • W POSZUKIWANIU BRONI DOSKONAŁEJ Agnieszka Haska Jerzy Stachowicz

  • PRZYSZŁOŚĆ EDUKACJI Rafał Kosik

  • LIL I PUT Maciej Kur, Piotr Bednarczyk

  • FANTASTYKA YOUNG ADULT Aleksandra Moszyk

  • CZARNA BALLADA O LATARKACH W OCZACH Łukasz Orbitowski

  • RECENZJE: KSIĄŻKI, KOMIKS


PROZA POLSKA


  • BIES KWANTOWY Mika Modrzyńska

  • SELKIE Przemysław Gul

  • BIBLIOTEKA Agnieszka Rogowska


PROZA ZAGRANICZNA


  • SZLAM Anthony M. Rud

  • PRZED LUSTREM Valentino Poppi

  • ZŁOMIARZE Lavie Tidhar


#nowafantastyka #fantastyka #fantasy #czytajzhejto #ksiazki

44b773b8-6a85-4491-a7db-69f5f037ee51

Komentarz także zapożyczony:


Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:

https://www.gildia.pl/szukaj/seria/nowa-fantastyka


Jeśli wolicie wersję elektroniczną, możecie skorzystać z naszej aplikacji na Androida i iOS:

https://onelink.to/nowafantastyka


albo z e-wydania, które również możecie zaprenumerować na platformie Nexto:


https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa_fantastyka_p1204368.xml


Tradycyjnie też część naszych tekstów znajdziecie w aplikacji Lecton w wersji audio:

https://lectonapp.com/pl/podcast/nowa-audio-fantastyka

@FulTun 


Jeśli Ci się spodoba, rozważ, proszę, chociażby kupienie elektronicznej wersji. W obecnych czasach każda forma wsparcia się liczy, tym bardziej, że to jedyny miesięcznik z opowiadaniami fantastycznymi, który jeszcze się ukazuje na polskim rynku.

@cyberpunkowy_neuromantyk to ci co cancelowali Komudę?


Pies was *** wiecie w co.


Ludzie uciekają, sprzedaż spada, że musicie żebrać po takich miejscach?

@MiernyMirek 


Nie jestem powiązany z czasopismem w żaden sposób oprócz tego, że czytam od paru lat.


Więc nikt nie żebra - jedynie zachęcam do czytania i kupowania, ot tak, z obawy, że pismo upadnie.


Sprawa Komudy została zbyt rozdmuchana przez jedną osobę, którą zresztą potem zaprosili do współpracy. Słabe posunięcie, jednakże moim zdaniem nie powinno przekreślać dotychczasowego dorobku. Każdy popełnia błędy.

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 12/2023


Opis pochodzi z facebookowego profilu czasopisma:


„Do sprzedaży trafił właśnie grudniowy numer "Nowej Fantastyki". Jego okładkę zdobi plakat nowego polskiego filmu SF "W nich cała nadzieja", który można - i warto - już obejrzeć w kinach. A w naszym magazynie możecie przeczytać obszerny wywiad z jego reżyserem, Piotrem Biedroniem.


Oprócz tego w numerze świętujemy 60-lecie "Doktora Who" - najdłużej tworzonego serialu SF w historii. Mamy też artykuł, w którym Jacek Inglot zadaje pytanie, czy religia Jedi stanie się wyznaniem na miarę nowej, przesiąkniętej popkulturą ery. na pograniczu gatunków zaś gości tym razem Jakub Szamałek, autor znakomitej "Stacji".


W dziale opowiadań proponujemy aż osiem tekstów, wśród nich opowiadania Clarka Ashtona Smitha, Amal El-Mohtar, Justyny Hankus i dawno niewidzianego weterana Klubu Tfurców, ukrywającego się pod pseudonimem Sohei.

Ponadto w numerze tradycyjnie proponujemy felietony Aleksandry Klęczar, Rafała Kosika, Łukasza Orbitowskiego i Witolda Vargasa, kolejne przygody Lila i Puta oraz garść świeżych recenzji.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach, empikach i w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka, przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najlepszą metodą zakupu jest roczna prenumerata - gorąco zachęcamy do niej i kusimy dołączanym prezentem książkowym. Przy okazji przypominamy, że w związku z likwidacją księgarni internetowej Inverso, obsługę naszej prenumeraty przejęła Gildia.pl. Linki do miejsc, w których możecie zaopatrzyć się w nasz miesięcznik w wersji papierowej i w formatach cyfrowych i audio znajdziecie tradycyjnie w komentarzu poniżej.


Zapraszamy do lektury. Bądźcie z nami!”


Spis treści:


PUBLICYSTYKA


  • DOBROCHOCZY Witold Vargas

  • BAŚNIE-NIEBAŚNIE Aleksandra Klęczar

  • JAK ZROBIĆ FILM SF ZA MILION ZŁOTYCH Wywiad z Piotrem Biedroniem

  • JEŚLI JESIENNYM WIECZOREM PODRÓŻNY Klara Cykorz

  • RELIGIA NOWEJ ERY Jacek Inglot

  • LUBIĘ ZARAŻAĆ ZAJAWKAMI Wywiad z Jakubem Szamałkiem

  • PRZYSZŁOŚĆ EDUKACJI Rafał Kosik

  • LIL I PUT Maciej Kur, Piotr Bednarczyk

  • SPIS TREŚCI ROCZNIKA 2023

  • MIĘDZY NAMI Łukasz Orbitowski

  • RECENZJE: KSIĄŻKI, KOMIKS


PROZA POLSKA


  • CACUSZKO Justyna Hankus

  • OSTATNI ANDROID, PIERWSZY CZŁOWIEK Sohei

  • LUDZIE O NAPĘDZIE SŁONECZNYM Michał Kłodawski


PROZA ZAGRANICZNA


  • KRÓLESTWO CZERWIA Clark Ashton Smith

  • ODBÓJ Reginald Bretnor

  • POWIEDZIEĆ PSZCZOŁOM Kat Howard

  • GRYF I WIKARIUSZ Frank R. Stockton

  • PORA SZKŁA, PORA ŻELAZA Amal El-Mohtar


#nowafantastyka #fantastyka #czytajzhejto #hejtoczyta #ksiazki

b20f335d-8696-4069-8d9d-bd6010093746

W nich cała nadzieja

zfjecia krecili na terenie kopalni Bolesław śmiały w Łaziskach i w elektrowni łaziska a także plan zewnętrzny na hałdzie obok pra premiera miała miejsce w lato tez na tej hałdzie

Zaloguj się aby komentować

Nie jestem płodnym twórcą, co też widać, ponieważ poprzedni wpis na bloga wrzuciłem... prawie rok temu. :')


Dzisiaj nareszcie kończę z pisaniem o „Ghostrunnerze”. Przynajmniej na bliżej nieokreślony czas, ponieważ mam w planach rozprawić się z sequelem, jak twórcy zakończą prace nad nim. Mam na myśli popremierowe wsparcie, bo sama gierka już się ukazała, miesiąc temu.


#cyberpunkstories - piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem


Oczywiście zachęcam do przeczytania wpisu na moim blogasku:


https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/2023/10/ghostrunner-project-hel.html


„Project Hel” to pierwszy i jedyny fabularny dodatek do gry „Ghostrunner”. Ukazał się 3 marca 2022 roku i stanowi wstęp do wydarzeń znanych z podstawki. 

Fabuła:


Mara, główna antagonistka, chce stłumić bunt Wspinaczy. Przeciwny temu jest jeden z podległych jej dowódców – Bakunin – który sprzeciwia się Marze, argumentując, że zaatakowanie buntowników może przemienić się w regularną wojnę, co z kolei przyniesie ogromne straty w ludności cywilnej. Oczywiście Marze to się nie podoba, więc spuszcza ogara ze smyczy – w tej roli tytułową Hel, która była jednym z bossów w podstawce. 


Muszę dodać, że Hel jest o wiele ciekawszą „bohaterką” niż Jack.* Dialogi z nią zabarwione są niewymuszonym humorem, wynikającym z logicznego i trochę niepokojącego (w końcu to maszyna do zabijania) rozumowania Hel. Przykładem niech będzie jej odpowiedź na pierwszy „problem”. Ojciec ma dwójkę dzieci, syna i córkę. Jednak bardziej kocha dziewczynkę. Doszło do katastrofy i nie mają wystarczająco dużo jedzenia, by nakarmić oboje. Które z dzieci poświęci ojciec? Odpowiedź Hel: grubsze. 


Nie ukrywam, że niezmiernie mnie to rozbawiło. :’) 


Ponownie do znalezienia są dwa rodzaje znajdziek – fabularne, rozszerzające trochę uniwersum gry, czyli różnego rodzaju przedmioty z krótkimi opisami oraz nagrania ludzi z otoczenia Mary; i kosmetyczne, czyli skórki mieczy. 


Niestety, dialogi wciąż nie zatrzymują/resetują się w momencie powrotu do poprzedniego checkpointu. Z jednej strony jesteśmy zachęcani do pędzenia do przodu, co jest o wiele fajniejsze, zważywszy na większą mobilność Hel; z drugiej postacie rozmawiające w tle zmuszają do zatrzymania się w miejscu, w celu skupienia się na dialogach. Ponownie utrudnia to śledzenie fabuły i zaburza płynność rozgrywki.


Za to podobała mi się historia, która rozjaśniła niektóre kwestie i niejako zapowiedziała niektóre z wydarzeń w podstawce (chociażby sabotaż wentylatorów, które naprawiamy jako Jack). W szczególności polubiłem jedno odniesienie – jeden z poziomów zaczyna się w tym samym miejscu, w którym zaczyna się przygoda Jacka. Niby nic wielkiego, ale jednak.

Gameplay:


Zaszły zmiany drobne, ale mające spory wpływ na rozgrywkę.


Przede wszystkim Hel jest bardziej skoczna – skacze wyżej i dalej. Dodatkowo jej pasek Szału zapełnia się jedynie poprzez zabijanie przeciwników i odbijanie pocisków mieczem, a Furia z czasem spada. Te dwie zmiany sprawiają, że rozgrywka jest o wiele szybsza – Hel skacze jak głupia od przeciwnika do przeciwnika i tnie niemilców bez litości. Im więcej wrogów zabitych w krótkim czasie, tym więcej wygenerowanego Szału, który można wykorzystać do aktywowania dwóch umiejętności: 


Pierwszą jest klasyczna Fala, czyli strumień energii przecinający przeciwników. Najlepsze jest to, że nie ma cooldownu – ogranicza nas wyłącznie ilość pozostałego Szału. Gdy mamy go sporo, można wysyłać Fale jedna po drugiej.


Drugą jest tarcza. Wymaga posiadania ponad połowy paska Szału, jednak powstrzymuje pojedynczy atak wroga, co czasami ratowało mi życie.  


Za umiejętnościami pojawił się także przemodelowany system ich ulepszeń, który już nie przypomina Tetrisa, a… cóż, najlepiej to zobrazować screenem. Odpowiednie ułożenie ulepszeń wokół trzech kafelków skutkuje odblokowaniem bonusów, czyli tak samo, jak w podstawce. 


Wachlarz przeciwników również został rozszerzony, choć nie jakoś znacząco.


Pojawili się wrogowie z jetpackami, którzy wiszą nad arenami i wypuszczają gromady granatów, przyklejających się do podłoża. Na szczęście nigdy nie są zbyt wysoko, żeby Hel nie mogła do nich doskoczyć. Przypominają mi trochę latające drony, bo też można się nimi „przelecieć” przez chwilę. 


Są też tacy przyziemni, z młotami, które po uderzeniu w podłoże wywołują energetyczną falę. 


O typowym mięsie armatnim chyba nie ma co wspominać, bo to najczęściej grupki buntowników z niewyróżniającą się niczym bronią. Bezrefleksyjnie rzucają się na Hel i nie stanowią żadnego zagrożenia. Tak po prawdzie, to są wyłącznie źródłem generowania Furii. 


Skoczność Hel wpłynęła także na projekt poziomów. Areny są bardziej rozległe i otwarte, żeby Hel miała wystarczająco dużo miejsca na swoje susy. Fragmenty stricte zręcznościowe również mają większy „rozmach”. 


Jednocześnie sam dodatek wydał mi się o wiele łatwiejszy od podstawki. Może to kwestia mojego „doświadczenia”, a może zamierzona decyzja twórców. W końcu wiele osób narzekało na wysoki poziom trudności podstawki, o trybie hardcore już nie wspominając. 

Bossowie


Obowiązkowy punkt programu, także z mojej strony, ponieważ bardzo narzekałem na projekt bossów w podstawowej kampanii i trybie hardcore. W przypadku „Project Hel” nie jest inaczej. 


Pierwszy z bossów, Bakunin, jest banalny. Walka z nim to dwa quick time eventy (mam przebłyski z walki z Hel z podstawki, jak ironicznie…) i radosne skakanie od wroga do wroga, żeby podbić pasek szału, wykorzystywanego do atakowania Bakunina Falą, z jednoczesnym unikaniem granatów przeciwnika, które wybuchają w narysowanym okręgu na podłodze. Przy powtórnym przejściu dodatku, w ramach przypomnienia, nie zauważyłem, kiedy pokonałem tego bossa. Nuda.  


Drugi i zarazem ostatni również nie należy do trudnych. Unikanie poziomego lasera wystrzeliwanego przez Golema, mecha, w którym siedzi jeden ze Wspinaczy, bardzo przypomina walkę z Marą. Tak samo, jak przeskakiwanie z platformy na platformę, gdy te rażone są prądem. Twórcy też na chwilę przed walką dodali nową mechanikę… uderzanie w „przekaźnik” w celu wygenerowania Szału. Zrobili to chyba tylko po to, żeby gracz wiedział, że musi to samo zrobić także podczas walki z bossem.  


Podczas tej walki pojawił się także plot twist – Golem okazał się na tyle trudnym przeciwnikiem (dla protagonistki), że Hel ponowiła prośbę o uwolnienie jej potencjału, na co Mara niechętnie, ale jednak się zgodziła. Od tego momentu Hel mogła bez przerwy atakować przeciwnika Falą, co zdecydowanie ułatwiło i tak już prostą walkę. 


Drugi raz z rzędu twórcy nie wykazali się pomysłowością przy projektowaniu walk z bossami, za co ogromny minus. Na ich obronę mogę powiedzieć, że w sumie sam nie wiem, jak zaprojektowałbym swoją własną walkę… ale to nie moje zmartwienie. :P 

Muzyka:


Tak samo jak w podstawce, także tutaj za soundtrack odpowiada Daniel Deluxe. Co tu się więcej rozpisywać: ponownie wykonał bardzo dobrą pracę. Poniżej link: 


https://youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_n7SeYATnsnlJ18ezNu6ncinsRqgMp6BcY&si=0POngMIiYug4PPEe


Osiągnięcia


Dodane zostały także nowe osiągnięcia, z czego niektóre skłaniają do powtórnego przejścia poziomu w określony sposób. 


Chociażby moje ulubione, które wymaga od gracza… niezabijania nikogo/niczego oprócz generatorów tarcz. Bardzo logiczne, jako że w trakcie misji mamy do czynienia z co prawda wrogo nastawionymi jegomościami, którzy jednocześnie teoretycznie wciąż są naszymi sprzymierzeńcami (trochę zawiłe, ale to wynika z fabuły). Takie jest też nasze zadanie: „spróbuj uniknąć strat w ludziach”, nieprzypadkowo sformułowane w taki właśnie sposób. Gdy gracz zawiedzie (czytaj: nie powstrzyma się od zabijania), Mara po pewnym czasie zapyta Hel o status, na co Hel odpowie, że liczba zlikwidowanych do tej pory rebeliantów wynosi na przykład siedemnastu. Gdy Mara zapyta, czy tak właśnie wygląda unikanie strat w ludziach, Hel odpowie, że rozkaz brzmiał „spróbuj”, a ona zawiodła.


Oprócz tego były też takie jak „nie zgiń w pierwszym poziomie”, „nie korzystaj z ulepszeń/Fali” czy „pozostań w trybie Szału przez 20 sekund”. Nie należały do trudnych, chociaż nie ukrywam, że przy nieginięciu potrzebowałem kilku czy nawet kilkunastu podejść. Jednakże na Steamie zaledwie 3% graczy pokonało finałowego bossa, co jest kiepskim wynikiem. Analogicznie podstawkę ukończyło 25% graczy. 

Stosunek ceny do oferowanej zawartości


Prawdopodobnie powodem**, dlaczego dodatek nie cieszy się równie dużym zainteresowaniem (40 tysięcy recenzji na Steamie vs… 428) jest jego zaporowa cena***. Za 59,99 złotych dostajemy zawartości na 2-3 godziny – i mam tu na myśli przejście dodatku na 100% (znalezienie znajdziek i zrobienie osiągnięć). Tymczasem podstawka wraz ze wszystkimi trybami dodanymi po premierze wystarcza na luźno dwadzieścia kilka godzin, a na początku kosztowała zaledwie dwa razy więcej. 

Podsumowanie


Mimo że dodatek wniósł trochę świeżości i bawiłem się świetnie, to nie jestem w stanie go polecić z czystym sercem, głównie przez wysoką cenę, jak na oferowaną zawartość. W przecenie na 20-30 złotych jeszcze ujdzie****, ale nie radziłbym kupować go po wyższej cenie. 

*OGROMNY SPOILER


Pod koniec dodatku Hel trafia do kryjówki Wspinaczy, w której znajduje się jeszcze nieuruchomiony Jack. Myślę, że wiedziała, do kogo należy ciało, jednakże nie zniszczyła go, ani tym bardziej nie poinformowała swojej przełożonej o tym. Prawdopodobnie dlatego, że była już zdecydowana zdradzić Marę.


Co lepsze, po finałowej walce Hel zostaje zabita przez… drugą Hel, swoją bardziej posłuszną kopię. Chwilę po tym, jak główna bohaterka wyłącza się po wskoczeniu do lawy, słychać charakterystyczne „you’re… alive”, znane z początku podstawowej kampanii. Czyżby program zbuntowanej Hel trafił potem do ciała Jacka? Albo to po prostu zabieg twórców mających na celu pokazanie ciągłości wydarzeń. 


**drugim może być to, że dodatek wyszedł półtora roku po premierze podstawki. I mimo że gra była wspierana przez ten czas (przez dodawanie nowych trybów gry), to gracze mogli stracić zainteresowanie tym tytułem.


    ***muszę dodać, że podstawka często była dostępna w bardzo niskiej cenie i trafiła chociażby do Humble Choice


****przy kupowaniu rzeczy stosuję przelicznik „10 złotych za 1 godzinę spędzonego czasu”. Jeśli dany tytuł spełnia tę prostą zależność, wtedy uważam, że „się opłaca”


Za pomoc przy tekście bardzo dziękuję Althorionowi


#gry #steam #gog #tworczoscwlasna

8238becc-da4a-4105-9518-1018baf31800

Zaloguj się aby komentować

Terrifier” i „Terrifier 2”.


Uwaga, delikatne spoilery.


Ostatnio postanowiłem nadrobić zaległości i jednym ciągiem obejrzałem obie części serii „Terrifier” i oh boy, z miejsca stały się moimi ulubionymi slasherami, a Art the Clown moim ulubionym „bohaterem” z tego gatunku horrorów.


Połączenie mima i clowna to świetna decyzja, tym bardziej, że... ta postać zachowuje się jak połączenie tych dwóch profesji. W sensie nie jest to kolejny psychopata, który chce się zemścić/zabić jak najwięcej osób, bo klątwa czy coś tam innego. Mam wrażenie, że Art the Clown chce się przede wszystkim... dobrze bawić. Śmieje się ze swoich ofiar, gra z ich strachem, a jak już zaczyna się nad nimi pastwić fizycznie, to stara się to robić w dość finezyjny sposób. No bo jeszcze nie widziałem w slasherze, żeby morderca najpierw oskórował kobietę, a potem posypał ją solą i nawet wcierał sól w ranę. Pewnie źle to o mnie świadczy, ale niezmiernie ubawiłem się przy tej scenie, bo czegoś takiego jeszcze nie widziałem w slasherach. Tak, powtarzam się. Albo jak odciął kobiecie głowę, usunął mózg i nasypał tam cukierki, by rozdać dzieciom, kiedy te przyszły do drzwi (rzecz dzieje się w Halloween). A te, razem z opiekunką, były pod wrażeniem tak realistycznie odwzorowanej ozdobie. Świetne pomysły i świetnie zagrana postać.


Oczywiście nie są to wybitne filmy - to w końcu slashery, więc nigdy nie spodziewam się po nich czegoś naprawdę dobrego. Może właśnie niskie oczekiwania sprawiają, że tak dobrze się przy nich bawię? Może nie aż tak dobrze, jak Art the Clown podczas zabijania swoich ofiar, ale wystarczająco dobrze, żeby polecić serię „Terrifier”. Pozostaje tylko czekać na premierę kolejnej części, która po zwiastunie zapowiada iście świąteczny klimat. Idealny film do obejrzenia z rodziną podczas wigilijnej kolacji.


A, zapomniałbym o największej według mnie wadzie tych filmów. Po pierwszej części spodziewałem się, że mamy do czynienia z „typowym” psycholem, który przebrany za mimo-clowna chce spełnić swoje psycholskie fantazje. Niestety, końcówka pierwszego filmu i praktycznie cały drugi wprowadzają klimat nadprzyrodzonego zła, czym się po prostu zawiodłem. Wolę kreację właśnie tego psychola, któremu zabijanie w różny sposób sprawia przyjemność, niż wskazówki, że ludzie mają do czynienia z Większym Złem.


No i pomimo moich zachwytów, zdecydowanie nie chciałbym spotkać kogoś takiego w prawdziwym życiu. :')


#filmy #horror #tworczoscwlasna #terrifier2

a6cf7d84-10ff-4855-a728-d1d138086458

@cyberpunkowy_neuromantyk W All Hallows Eve było pokazane, że on jest częścią paczki demonów, ale wątek nadprzyrodzony średnio poprowadzono w dwójce. Jakoś uwierał mnie cały czas, a zakończenie rozczarowało. Za to trójeczka szykuje się fajnie z tego co się pojawia w necie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Ale Arta to się w feedzie nie spodziewałam ( ͡o ͜ʖ ͡o)

Bardzo fajny opis filmu! Od siebie dodam, że jak ktoś lubi sieczkę i flaki to naprawdę warto - chociaż imo druga część mogłaby być nieco krótsza.

Poluję sobie na jakieś fajne wydanie Terrifiera na VHS bo twórcy wypuścili i nie mogę się doczekać 3 części bo już wyszedł trailer

@cyberpunkowy_neuromantyk o tak, to jest coś co mnie też ucieszyło bo motyw halloween oklepany. Ale poziom bólu tylnych części ciała niektórych o ten trailer był niesamowity.

Taki bardziej slasher porn. Gdzie wycieli praktycznie fabułę, bohaterów i tylko efektami koleś lata i zabija osoby. No i nagle nadprzyrodzone sily ma, co pojawia się bez zapowiedzi. Więc zbytnio nie ma do czego wracać. Nie ma kontekstu, gdzie oglądając dobry slasher masz nadzieję, że bohaterowie mają jakiś plan i nadzieję go powstrzymać.


W sensie nie jest to kolejny psychopata, który chce się zemścić/zabić jak najwięcej osób, bo klątwa czy coś tam innego. 


W sensie większość z tych filmów to oni lubili zabijać. Teksańska Masakra po prostu ludzi traktował jak mięso, Ale np. motyw zemsty jak w np. Freedy Kruger wynikał z faktu, że mścił się dlatego, że ktoś go powstrzymał przed mordowaniem for fun.


Gdzie akurat tam tortury Freediego nie tylko były poryte ale też odzwierciedlały wewnętrzne strachy samych bohaterów. No i też bohaterowie planowali go powstrzymać pokonując wewnętrzne traumy.


Film ma atut bycia obrzydliwym ale finalnie jak na kimś to nie robi wrażenia to nic innego nie oferuje niestety.

@VanQuish 


Taki bardziej slasher porn. Gdzie wycieli praktycznie fabułę, bohaterów i tylko efektami koleś lata i zabija osoby. No i nagle nadprzyrodzone sily ma, co pojawia się bez zapowiedzi. Więc zbytnio nie ma do czego wracać. Nie ma kontekstu, gdzie oglądając dobry slasher masz nadzieję, że bohaterowie mają jakiś plan i nadzieję go powstrzymać.


Ja się niczego innego po slasherach nie spodziewam, jak właśnie sekwencji kolejnych zabójstw. :')


I nawet jeśli zabiją Tego Złego, to on i tak cudem przeżywa, by powrócić za jakiś czas.


Film ma atut bycia obrzydliwym ale finalnie jak na kimś to nie robi wrażenia to nic innego nie oferuje niestety


To prawda. Ja obejrzałem do końca głównie dlatego, żeby zobaczyć, w jakie jeszcze ciekawe sposoby Art zabije kolejne ofiary. Efekty specjalne były w porządku, ale po „Martwicy mózgu” mało co robi na mnie wrażenie. :')


To taki średniak, ale moim zdaniem mocno się wyróżnia postacią Głównego Złego.

Zaloguj się aby komentować

Colony Ship: A Post-Earth Role Playing Game wydane! Gra od twórców The Age of Decadence wreszcie została ukończona i można udać się w podróż statkiem kosmicznym, gdzie będziemy musieli stawić czoła wyzwaniom, z którymi będzie można sobie radzić na wiele sposobów, pora na przygodę in spaaaaaaaaaaace!


https://store.steampowered.com/app/648410/Colony_Ship_A_PostEarth_Role_Playing_Game/


#gry #steam #rpg #crpg

06f9c0b4-3d38-436f-a296-cb37365e5b4a

@SuperSzturmowiec 


Ano szkoda. Niestety, to jest bardzo małe studio z jeszcze mniejszym budżetem. Jednakże! „Age of Decadence” po latach otrzymało spolszczenie, więc może i tak samo będzie w przypadku „Colony Ship”.

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio studio Ghost Ship Games podczas transmisji zaprezentowało nowy tytuł, „Deep Rock Galactic: Rouge Core”, który ma być spin-offem głównej gierki, czyli „Deep Rock Galactic”. 


Jeśli ktoś nie wie, czym jest „Deep Rock Galactic”, to takie szybkie wyjaśnienie, że to co-opowa strzelanka science fiction z kosmicznymi krasnoludami w roli głównej. Zdecydowanie polecam. 


Jednocześnie zapowiedzieli, że w związku z pracami nad nową grą, kolejny, piąty już sezon, do Deep Rock Galactic pojawi się jakoś w czerwcu 2024 roku. 


No i część graczy się oburzyła. 


„Sezon 4 będzie tak długo trwaaał...” 

„Jestem już znudzony obecnym sezonem” 

„Prawie rok bez nowych aktualizacji? Strasznie słabo” 


Oczywiście to parafrazy, ale ogólne narzekania są w podobnym tonie.


No i tak się zastanawiam: czy rzeczywiście brak nowej zawartości przez dłuższy czas po ponad trzech latach wypuszczania DARMOWYCH aktualizacji z nowymi broniami, granatami et cetera, to aż tak duży problem? 


Obecna moda na sezony w grach sieciowych jest nieco męcząca. Co kilka miesięcy pojawia się nowy sezon, nowa zawartość, nowy Battle Pass do kupienia. Odblokowanie wszystkich oferowanych nagród zajmuje trochę czasu, a tego za wiele nie ma, bo w przeciągu trzech-sześciu miesięcy pojawi się nowa zawartość. 


Wiadomo - nie trzeba tego wszystkiego robić, nikt nie zmusza. Ale twórcy bardzo ładnie wykorzystują FOMO, by niejako do grania jednak zmusić - nieodblokowana zawartość najczęściej po prostu przepada i nie będzie możliwości jej zdobycia. No chyba że poprzez wydanie kolejnych pieniędzy w growym sklepiku, ale to też nie zawsze. 


Ktoś powie/napisze, że kilka miesięcy to wystarczająco dużo czasu, żeby takiego Battle Passa skończyć. Wszystko zależy od tego, ile ktoś tego czasu wolnego rzeczywiście posiada, bo z tym bywa różnie. No i też nie ma co uzależniać się od tylko jednej gierki, bo tych wychodzi multum. 


Między innymi dlatego podoba mi się podejście twórców „Deep Rock Galactic”. Nie dość, że ichniejszy Performance Pass jest darmowy, to jeszcze twórcy dają przynajmniej pół roku na zdobycie nagród ze wszystkich stu poziomów. A nawet jeśli ktoś nie zdąży, to cała niezdobyta zawartość ląduje do skrzyń ładunkowych czasem znajdowanych podczas misji. Nikt niczego nie traci. 


A najbardziej podobało mi się to, jak wyglądało to kiedyś. Kupowało się grę z trybem dla wielu graczy, na przykład „Left 4 Dead 2” i... po prostu się grało. Bez przejmowania się jakimiś skórkami, Battle Passami, sezonami et cetera. Czysta roz(g)rywka. 


Jak oficjalne kampanie się znudziły, to pobierało się te zrobione przez innych graczy. Bez narzekań, że Valve mogłoby dodać nowe*. Co i tak zrobiło po wielu latach przerwy, ale to inna sprawa. 


*Nie przypominam sobie takich narzekań, ale równie dobrze mogę być w błędzie


#gry #steam #deeprockgalactic #zalesie

@cyberpunkowy_neuromantyk Ja dość lubię takie przepustki i zachęcają mnie one do spędzania większej ilości czasu w grze i zazwyczaj je kupowałem w csgo i dota 2.

Natomiast zgodzę się z tym, że mogłyby być lepiej zrobione. Na przykładzie dota 2 denerwowało mnie, że przepustka miała np. 1000 poziomów, a grając byłeś wstanie odblokować 200 poziomów. Aby zdobyć nagrody za resztę, to zwyczajnie trzeba było je kupić. Albo pojawiające się codzienne zadania, które niejako "przymuszały" do gry, żeby punkty nie przepadły.


Na pewno nie chciałbym, aby pojawiał się battle pass za battle passem, bo to byłoby przytłaczające. Idealnie właśnie jest jak robi to volvo, że raz na rok wrzucą na 3-5 miesiące (mam nadzieję, że nie popłynąłem z ilością miesięcy) battle passa, a tak to gra się bez żadnych pierdół.

Zaloguj się aby komentować

557 + 1 = 558


Tytuł: Cieszę się, że moja mama umarła

Autorka: Jennette McCurdy

Tłumaczka: Magdalena Moltzan-Małkowska

Kategoria: autobiografia

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena: 6/10


Sięgnąłem po tę książkę głównie z powodu tytułu. Jak można się domyślić, moje relacje z mamą nie należały do najłatwiejszych, jednakże to nic w porównaniu z tym, przez co przeszła Jennette.


Jej matka przeniosła swoje niespełnione ambicje na córkę. Kontrolowała jej życie w praktycznie każdym aspekcie: mówiła co ma jeść (a raczej czego nie jeść, bo doprowadziła córkę do anoreksji), jak się ubierać, co robić, co myśleć et cetera. Dochodziło do tego, że nawet w czasach nastoletnich kąpała swoją córkę, czego nie potrafię sobie wyobrazić. Zmuszała do rzeczy, których Jennette nie chciała robić, ale robiła, ponieważ chciała uszczęśliwić swoją matkę. 


Opis relacji z matką to pierwsza część, która kończy się śmiercią rodzicielki. Druga zaś opowiada o zmaganiach autorki z próbami poradzenia sobie z całym tym syfem, który zafundowała jej matka. Co nie należy do łatwych, szczególnie jak człowiek uświadomi sobie, że całe jego życie, całe jego jestestwo zostało przez kogoś zaplanowane.


Jak rozumiem poszczególne oceny:

1 - beznadziejna

2 - bardzo słaba

3 - słaba

4 - może być

5 - przeciętna

6 - dobra

7 - bardzo dobra

8 - rewelacyjna

9 - wybitna

10 - arcydzieło


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

d0ddd5ec-0063-4538-869a-a385868a9bac

Zaloguj się aby komentować

Ujawniono datę premiery „Ghostrunnera 2” (26 października 2023), czemu towarzyszy wypuszczony dzisiaj „ Official Release Date Trailer ”.


No i fajno, bo pierwsza część była bardzo dobra. Jednak coś innego przykuło moją uwagę.


Gdy wyszedł „Ghostrunner”, kosztował 124 PLN (a z premierową zniżką niecałe 100 PLN). Na dzień dobry dostępna była podstawowa kampania , po kilku miesiącach udostępniono tryb hardcore , w którym przerobiono kampanię na trudniejszą wersję (pomijając cyberprzestrzeń). Z czasem twórcy dodali także parę mniejszych trybów ( Kill Run Mode oraz Wave Mode ) - prawdopodobnie testowali nowe opcje. Jak za sto złotych, to otrzymaliśmy całkiem sporo zawartości.


Aż pojawił się dodatek - „Project Hel” (tekst o nim dopiero kończę, jakoś mi się nie śpieszyło :')). Wyceniony na 60 złotych - połowa podstawki - oferował kilka misji, które wystarczyły na... zaledwie dwie-trzy godziny zabawy. Trochę mało jak na tak wysoką cenę. Poczułem się zawiedziony, ale cóż, trzeba było wcześniej sprawdzić, chociażby na YouTube, czy cena jest adekwatna do oferowanej zawartości.


„Ghostrunner 2” w podstawowej wersji kosztuje 179 PLN. Nowe gierki w ostatnim czasie podrożały o 10 dolarów, inflacja robi swoje, więc wyższa cena jest zrozumiała - zawsze można poczekać na przeceny, więc pretensji nie mam.


Przy przedpremierowym zakupie otrzymamy dodatkowo dwa zestawy skórek broni/rękawic... które i tak będą później dostępne do kupienia, w osobnym pakiecie.


Zastanawiają mnie jednak inne wersje.


Deluxe Edition, wycenione na 49,99 dolarów/229 PLN zawiera dodatkową kosmetykę i hologram ręki z nickiem (? Nie do końca rozumiem, co to może być). Niby spoko, ale to aż 10 dolarów za cztery zestawy skórek. Dla porównania, analogiczne DLC w jedynce kosztowało 5 dolarów. W pakiecie do dwójki dochodzi „hand hologram with gamertag”, więc pewnie dlatego cena jest dwa razy wyższa. :')


No i pozostaje Brutal Edition, wycenione na 69,99 dolarów/319 PLN, w skład którego kolejne skórki, w tym dla motocyklu, oraz season pass. I to ten season pass jest dla mnie najbardziej kontrowersyjny. Według infografiki wart 19,99 dolarów. Co oferuje? Nowy tryb gry i skórki.


Kosmetyka to jedno - nie jest niezbędna do gry/szczęścia, można ją całkowicie pominąć. Ba, sam chętnie kupowałem kosmetyczne DLC do pierwszej części, żeby dodatkowo wesprzeć twórców. Jednak w momencie, kiedy *PRZED* premierą twórcy już zapowiadają, że nowy tryb gry najprawdopodobniej będzie ukryty za paywallem w postaci season passa... coś tu jednak nie gra.


Rozumiem, że każdy chce zarobić na swojej twórczości - to oczywiste. Niemniej nie podoba mi się takie podejście, żeby jeszcze przed premierą informować, że dodatkowy tryb będzie płatny. Tym bardziej, że w przypadku nowych trybów do pierwszej części nie było zbyt wiele zawartości. Podobnie w przypadku dodatku, który kosztował 60 złotych, a można było ukończyć go w maksymalnie trzy godziny.


Żeby nie było - prędzej czy później i tak kupię (pewnie w okolicach 80-100 PLN za podstawkę), żeby opisać na blogasku, ale raczej nie rzucę się na premierę tak, jak zrobiłem to po premierze jedynki. No i na pewno sprawdzę wcześniej, na ile godzin wystarczy gra, żeby ponownie się nie rozczarować.


#gry #tworczoscwlasna #cyberpunk

d43971d3-7bc0-4922-8dff-9f5a81c05cdc
b44c362a-c823-4a64-b11e-c3eafd02575f
22709432-2f76-42d6-94be-1b539554ce43

@cyberpunkowy_neuromantyk gralem w 1 czesc jak wyszla za free na amazon prime, pogalem z 2 godziny, wylaczylem i nie wrocilem


gierka jest niby spoko niby fajna, ale im dalej to robi sie bardziej meczaca niz rozrywkowa

@Sweet_acc_pr0sa 


„gierka jest niby spoko niby fajna, ale im dalej to robi sie bardziej meczaca niz rozrywkowa”


Poniekąd się zgodzę (bo trochę trudno pisać mi o tym, że jest męcząca, skoro zrobiłem wszystkie osiągnięcia :')). Nie pomaga w tym fakt, że rozpoczęty poziom TRZEBA ukończyć, ponieważ jeśli gra zostanie wyłączona w trakcie, cofa na początek.

@cyberpunkowy_neuromantyk ja jakos wyłączyłem przy pierwszym bosie? Milion laserow i trzeba bylo na pamiec wyuczyc ise patternu, uznalrm ze gimic boss mechanics to nie moja bajka o 2 w nocy i moze wroce jutro, no sle jutro nie nastapilo nigdy

Zaloguj się aby komentować

485 + 1 = 486


Tytuł: „Przerzut”

Autor: Phil Klay

Tłumacz: Krzysztof Cieślik

Kategoria: fabularyzowany reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Cyranka

Ocena: 6/10

Prywatny licznik: 7 + 1 = 8


Jedenaście historii opowiedzianych z różnych perspektyw - marines różnych ras i wyznań, którzy zajmowali się różnymi rzeczami: brali czynny udział w walkach, siedzieli za biurkiem czy podnosili żołnierzy na duchu jako kapelani. 


To zbiór opowiadań, który nie romantyzuje wojska. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie - odebrałem to jako antywojenną, fabularyzowaną próbę pokazania, z czym zmagali się żołnierze wysyłani na misje w Iraku czy Afganistanie. Z trudnościami z przestawieniem się na tym bezpieczne życie w cywilu, z pogodzeniem się z utratą zdrowia czy kumpli z oddziału i tak dalej. 


Autor korzysta po części ze swojego doświadczenia. Po części, ponieważ sam był przez trzynaście miesięcy na misji w Iraku, jednakże nie uczestnił w walkach. Siedział za biurkiem, ale miał do czynienia z zahartowanymi w boju żołnierzami. 


Czy polecam? Myślę, że tak, chociaż mam wrażenie, że najlepsze opowiadania znajdują się na samym początku zbioru, a im dalej, tym coraz gorzej.


Jak rozumiem poszczególne oceny:

1 - beznadziejna

2 - bardzo słaba

3 - słaba

4 - może być

5 - przeciętna

6 - dobra

7 - bardzo dobra

8 - rewelacyjna

9 - wybitna

10 - arcydzieło


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #wojna #ksiazki #czytajzhejto

986ba607-1ebe-4aff-9a91-8e51e00527ff

Zaloguj się aby komentować

„Goście” (2022)


Jeden z ciekawszych horrorów, jakie widziałem w ostatnich latach. Bez niepotrzebnych jumpscare'ów, z narastającym niepokojem w każdej kolejnej scenie i przerażającą przyziemnością opowiedzianej historii.


#filmy #horror #polecanki #kino

70b1b1ad-ae62-41cb-8e72-59836be6fdb5

@Kanciak @Coala


To prawda, zachowanie Duńczyków może irytować, ale wydaje mi się, że o to właśnie chodziło. Nawet Holender pod koniec filmu na pytanie „czemu to robisz?” odpowiada, że „sami na to pozwalacie”.


Niestety, Duńczycy byli czasami zbyt mili i zbyt mało asertywni, żeby po prostu powiedzieć „nie” i wyjechać. Najpierw zrobili to po kryjomu, ale jak wrócili po królika, to Bjorn miał ogromną potrzebę wytłumaczenia, dlaczego podjęli taką decyzję. I dali się namówić na pozostanie na kolejny dzień.


Na zasadzie, że może i jesteśmy cywilizowanymi ludźmi, którzy wiedzą, że niektórych rzeczy nie wypada robić lub mówić, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto tej „dżentelmenskiej” umowy nie będzie się trzymał.

@cyberpunkowy_neuromantyk dokładnie tak jak piszesz. Zawsze kiedy miałem/mam kontakt ze szwedami, duńczykami czy norwegami, to dla "ułańskiej fantazji" polaka ich "bezjajeczność" i poprawność była/jest nieznośna, a traktuje swoich skandynawskich znajomych jako bardzo fajnych ludzi. Czasem ta przyjacielskość jest taka sztuczna i nienaturalna, byle nikogo nie urazić...

@tomwolf 


Utożsamiam się z tym. Ostatnio polscy koledzy zrobili sobie mały żarcik, nawiązujący do obecnej sytuacji na rynku, i szwedzki kolega napisał do mnie lekko oburzony, dlaczego nikt nie wysłał maila do nich w sprawie zlecenia. Nie potrafił zrozumieć, że to tylko nieszkodliwy żarcik. :')

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio wybrałem się do Domu Poezji - Muzeum Haliny Poświatowskiej w Częstochowie. 


Z grubsza można powiedzieć, że to muzeum biograficzne jak każde inne. Do obejrzenia jest film przedstawiający historię Haliny, egzemplarze utworów przełożonych na inne języki (jeden kraj w szczególności mnie zdziwił), różne pamiątki po poetce i zdjęcia. Wiadomo, w końcu to muzeum biograficzne. 


Jednakże jedna rzecz, a raczej osoba, wyróżnia te konkretne muzeum spośród innych, które do tej pory odwiedziłem. Tą osobą jest brat Haliny, pan Zbigniew, który oprowadza zwiedzających i opowiada historie, zabawne abegdotki i inne takie. Przewspaniała osobowość i żałuję, że nie byłem bardziej śmiały, żeby podpytywać go chociażby o ludzi, których poznał dzięki swojej siostrze. Trzeba wspomnieć, że od najmłodszych lat miał styczność z mieszkańcami/bywalcami Domu Literatów i Piwnicy pod Baranami. Coś niesamowitego! 


Oczywiście o swojej siostrze także miał sporo do powiedzenia i to rzeczy, których trudno dowiedzieć się z internetu. W pewnym momencie zrobiło mi się go żal, ponieważ widać było, że opowiadanie o Halinie rozdrapuje stare rany - w końcu kobieta zmarła zdecydowanie zbyt wcześnie. Tym większy mój podziw, że kultywuje pamięć o poetce. 


Jak najbardziej polecam każdemu, kto kiedyś zjawi się w Częstochowie. 


#kultura #ksiazki #poezja #czestochowa

Zaloguj się aby komentować

Black Mirror - Sezon 6


Krótko pisząc - jestem zawiedziony nowym sezonem... już nawet nie „Black Mirror”, bo twórcy najwidoczniej postanowili stworzyć coś nowego z wykorzystaniem uznanej marki, żeby nie wiem, podbić oglądalność?


Z pięciu odcinków jedynie dwa wpisywały się w dawną narrację o tym, że technologia może być szkodliwa dla ludzi, jeśli jest nieodpowiednio używana.


Jednakże pierwszy odcinek („Joan jest okropna”) był zbyt powtarzalny względem poprzednich - niejako wykorzystał motyw z „Białego Niedźwiedzia” oraz motyw z „Rachel, Jack and Ashley Too”. Brakowało czegoś nowego, efektu wow.


Z kolei trzeci odcinek był świetny. Aaron Paul zagrał bardzo dobrze, pomysł również był dobry, tylko... wysyłają kosmonautów na bodajże sześcioletnią misję. Tworzą ich repliki, dzięki którym mogą uczestniczyć w życiach swoich rodzin. Zapominają jednak o wysłaniu z nimi psychologa, chociażby w postaci sztucznej inteligencji? Nie tworzą zapasowej repliki na „wszelki wypadek”, gdyby coś stało się pierwszej? Nikt nie rozmawia z Davidem o tym, co się właśnie stało?


O pozostałych odcinkach nawet nie chcę się wypowiadać. Nie były złe - spodobała mi się historia o mordercy, który torturował ludzi i plot twist, tak samo opowieść o demonie, jednakże nie pasowały do konwencji, którą „Black Mirror” wykreowało przez lata.


Wielka szkoda.


#seriale #tworczoscwlasna #netflix #blackmirror

jednakże nie pasowały do konwencji, którą „Black Mirror” wykreowało przez lata


@cyberpunkowy_neuromantyk ale to właśnie dobrze. Widziałeś 5 sezonów mniej więcej tego samego, tylko w innych scenariuszach i konwencjach. Teraz dostajesz coś innego, ale nadal jest przerażająco i wywołuje to zastanowienie. Wg mnie formuła jest słuszna i nie chodzi o to, żeby tworzyć podobny sezon za sezonem.

@KierownikW10


To dlaczego nie wydali tego pod innym szyldem, tylko skorzystali ze znanej marki?


Chciałem obejrzeć „Black Mirror”. Przez ostatnie lata mieli pojawiło się sporo materiału, z którego mogli skorzystać. Popularność OnlyFans i jego wpływ na kobiety, pandemia, coraz większa popularność influencerów et cetera. Oczekiwałem antologii o technologii i jego wpływu na ludzi, a nie opowieści o wilkołaku czy demonie. :')


Gdybym chciał obejrzeć coś w takich klimatach, to obejrzałbym jeszcze raz „Gabinet osobliwości del Toro”.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

362 + 1 = 363


Tytuł: Przyjaciele, kochankowie i ta Wielka Straszna Rzecz


Autor: Matthew Perry


Kategoria: autobiografia


Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.


Ocena: 4/10


Własny licznik: 6 + 1 = 7


Po pozycję sięgnąłem z powodu sympatii do serialu „Przyjaciele”. A że Matthew Perry zagrał jedną z głównych postaci, Chandlera, który również przypadł mi do gustu, postanowiłem przeczytać, co ma do powiedzenia aktor. I cóż, cieszę się, że książkę wypożyczyłem z biblioteki, a nie kupiłem.


Matthew w głównej mierze skupia się na swojej walce z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Wyjaśnia, z czym mierzył się przez większość swojego życia, co mogło doprowadzić do tego, że stało się tak, a nie inaczej. Odniosłem wrażenie, że książka miała stanowić głównie formę autoterapii - uporządkowanie różnych problemów w kolejności chronologicznej, czego efektem ubocznym było jej opublikowanie dla szerszego grona. Też wydaje się rozciągnięta; w końcu ile można czytać o tym, że pił/ćpał, rozwalił kolejny związek z różnych powodów, szedł na odwyk, czuł się lepiej, po czym wracał do punktu wyjścia?


Za to uświadamia, jak ciężko jest wyjść z nałogu. Nawet wtedy, kiedy ma się mnóstwo pieniędzy, dostęp do najlepszych ośrodków odwykowych i rodziny/przyjaciół, którzy wspierają przy każdym kroku.


Na plus na pewno różne smaczki/ciekawostki z produkcji filmów i seriali, w których brał udział. Jednakże jest to mała część w porównaniu do tytułowej Wielkiej Strasznej Rzeczy.


Jak rozumiem poszczególne oceny:


1 - beznadziejna


2 - bardzo słaba


3 - słaba


4 - może być


5 - przeciętna


6 - dobra


7 - bardzo dobra 


8 - rewelacyjna


9 - wybitna


10 - arcydzieło 


#ksiazki #bookmeter #czytajzhejto #hejtoczyta

09326066-22f0-4425-bd19-8f993f3be846

@cyberpunkowy_neuromantyk kiedyś obiło mi się o uszy, że każdy z głównych aktorów dostaje po 20M dolarów rocznie za emitowany do tej pory na całym świecie serial

masz ogrom kasy, mnóstwo znajomych, imprezy na wyciągnięcie ręki, nie możesz spokojnie przejść ulicą i nie musisz pracować

człowiek bez celu często może popłynąć

@wibromax_4000_500 wlasnie wczoraj mialem dyskusje na podobne tematy. I musze przyznac ze szanuje takiego Daniela Radcliffa ze sie nie stoczyl, a filmy w ktorych gral po Harrym Potterze sa co najmniej nietuzinkowe.

@cyberpunkowy_neuromantyk i jeszcze jedno, chyba najgorsze, jesteś zaszufladkowany jako aktor jednego serialu, doskonale wiesz, że co byś nie zrobił, u kogo nie zagrał to i tak nie przebijesz tego co już było

przechodzisz na emeryturę przed 40-stką i wiesz, że masz za sobą swój szczyt

Zaloguj się aby komentować