Wczoraj pisałem o ministrze sprawiedliwości, który stwierdził publicznie, że nie będzie respektował wyroku sądu bo nie jest po jego myśli.
Dzisiaj jego kolega Matecki nazywa sędziów „patosędziami” a w komentarzach trollkonta domagają się by zrobić porządek z „kastą”.
A ten porządek zrobi Partia jak tylko wygra wybory a kiedy to się stanie osiągnie władzę absolutną w Polsce. Zaraz potem dojdzie do tego polexit i będziemy mogli przyjmować Łukaszenkę jak swojego na Belwederze.
To będą najważniejsze wybory w historii wolnej Polski, nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.
Tymczasem Partia chce zmienić ordynację wyborczą na mieszaną, co może jej zagwarantować wieczne zwycięstwa. Serio, stoi to po prostu w ich programie. Strona 146.
Wedle tego postulatu, 230 posłów byłoby wybieranych tak jak dziś (czyli w okręgach wielomandatowych), a drugie 230 tak, jak obecnie wybieramy senatorów (czyli w okręgach jednomandatowych). Co to oznacza? Że trzeba będzie narysować nowe okręgi, bo obecnie jest ich ledwie 41, a będzie musiało być jakieś 250. A kto będzie je rysował? Partia, a kto?
Najpierw dygresja. Na przykład w takiej Warszawie do wzięcia jest 20 mandatów. Samo to jest już niesprawiedliwe, bo Partia - wbrew rekomendacjom PKW - odmawia precyzyjnej aktualizacji demograficznej. W skrócie chodzi o to, że do dużych miast i okolic migrują ludzie z mniejszych ośrodków. W efekcie, w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu głosuje więcej ludzi niż kilka lat temu, podczas gdy w Siedlcach, Łomży czy Elblągu - mniej. Jeśli nie aktualizujemy liczby mandatów w oparciu o te dane, pojawia nam się nierówność. W Warszawie trzeba oddać więcej głosów na jeden mandat, niż w Siedlcach. A kto wygrywa w Warszawie, a kto w Siedlcach? No właśnie.
Zwracam na to uwagę, by pokazać, że Partia po raz kolejny świadomie pomaga sobie w wyborach. Być może brak aktualizacji da jej ledwie jeden czy dwa mandaty, ale przy obecnych sondażach, te dwa mandaty mogą być wystarczające. Zresztą: TYLKO jeden mandat może jej dać zapchanie komisji zagranicznych, TYLKO jeden te kilka tysięcy nowych komisji, TYLKO jeden czy dwa nieuczciwe finansowanie kampanii... A teraz proponują zmianę ordynacji i rysowanie nowych okręgów.
Wróćmy do Warszawy. W 2019 roku Platforma wzięła 9 mandatów, Partia 6, SLD 3, PSL 1 i Konfederacja 1 (Korwin Krul, Warszawa przeprasza). Łącznie oddano 1,38 miliona głosów. A co gdyby podzielić Warszawę na, dajmy na to, pięć okręgów jednomandatowych? Zapewne Partia nie wygrałaby w żadnym z nich, a całą piątkę zgarnęłyby KO i Lewica. Tyle że na te pięć mandatów zostałoby zmarnowane prawie półtora miliona głosów.
Pozostałe 15 mandatów (bo ogólna liczba 460 ma być zachowana), trzeba by zatem "rozsmarować" po innych okręgach. Nie trzeba sięgać aż do Elbląga, wystarczy graniczący z Warszawą okręg Siedlce (sięgający od Ostrołęki po Garwolin) gdzie Partia zgarnęła aż 9 z 12 mandatów. Załóżmy, że z 15 odebranych Warszawie mandatów, przeniesiemy tu tylko 5, ale zachowamy proporcję. Nagle mamy sytuację, w której Partia dostaje 13 mandatów z 17. Czyli cztery bonusowe mandaty dla Partii, ale tylko 1 dla opozycji. Analogicznie postępujemy z okręgiem podwarszawskim, dodajemy 5 mandatów, dzięki czemu Partia dostaje o 3 więcej, a opozycja 2. Oraz z okręgiem płockim (od Przasnysza po Żyrardów), gdzie również Partia dostałaby 3 nowe miejsca, a opozycja tylko dwa.
Czyli wyglądałoby to tak.
Warszawa:
2019 - Partia 6, opozycja 14
Po podziale - Partia 0, opozycja 5
Siedlce:
2019 - Partia 9, opozycja 3
Po podziale - Partia 13, opozycja 4
Płock:
2019 - Partia 6, opozycja 4
Po podziale - Partia 9, opozycja 6
Obwarzanek:
2019 - Partia 6, opozycja 4
Po podziale - Partia 9, opozycja 6
Razem w tych czterech okręgach w 2019 roku Partia zgarnęła 27 miejsc, a w nowym podziale dostałaby ich o cztery więcej. Głosy wyborców w trzech okręgach mazowieckich nagle zaczęłyby znaczyć bardzo dużo (bo przypadałoby więcej mandatów na tyle samo głosów), czyli dokładnie odwrotnie niż w Warszawie, gdzie na jednego posła trzeba byłoby oddać jakieś 250 tysięcy głosów.
A teraz analogicznie powtarzamy we wszystkich dużych miastach. I cyk.
Oczywiście, podaną wyżej liczbę pięciu okręgów w Warszawie wymyśliłem, by pokazać mechanizm. Nie wziąłem pod uwagę tego, jak poparcie ewoluuje w poszczególnych okręgach (nie wiem, czy ktoś to w ogóle zbadał), no i nie wiemy jak będzie wyglądał krajobraz polityczny za cztery lata. Natomiast to są wszystko zmienne, które w momencie wprowadzania zmian w ordynacji będzie można zbadać, opisać liczbami i wziąć pod uwagę. I narysować te okręgi na tyle ostrożnie, by nie wywołać wielkiej awantury oraz na tyle sprytnie, by sobie te, nie wiem, 20, 30, miejsc dodać.
Pewne jest jedno. Jeśli Partia usiądzie do rysowania nowych okręgów, zrobi to z pewnością tak, by sobie miejsc dodać, a nie odjąć. I Partia wprost zapowiada, że chce to zrobić. Podkreślam to, żeby nikt potem nie mówił, że nie było wiadomo. Było wiadomo w 2015 i w 2019, wiadomo też dziś. Partia sama nam o tym mówi. Podobnie jak o tym, że jeśli wygra, to dojedzie sądy, co ostatecznie uniemożliwi pociągnięcie kogokolwiek do jakiejkolwiek odpowiedzialności oraz - równie ostatecznie - pozbawi nas unijnych środków.
Taka zmiana ordynacji będzie niekonstytucyjna, tak, tylko co z tego? Ustawa o ruskiej komisji jest niekonstytucyjna w bodajże 9 punktach (poprzednia wersja w 17, więc jest postęp) i jakoś nic z tego nie wynikło. Pamiętacie czasy, gdy mieliśmy taką instytucję, która mogła takie rzeczy władzy uniemożliwiać? Powinniście, bo to było raptem kilka lat temu.
Na koniec uprzedzająco odpowiem na argument, że "Polacy nie pozwolą ruszyć wyborów". Otóż pozwolą, bo już pozwalają od czterech lat. Pegasus, TVP, nielegalne finansowanie kampanii, nowy kodeks wyborczy, prawdopodobne zapchanie komisji zagranicznych - to wszystko już miało miejsce i nic z tego nie wynikło. Jestem pewien, że Partia będzie potrafiła ładnie przedstawić zmiany w ordynacji jako "profrekwencyjne", "oddające głos mniejszym ośrodkom" (bo im przybędzie mandatów, więc będzie je można "dowartościować") czy nawet "prodemokratyczne". A my, wystarczająco wielu z nas, to łykniemy.
Zresztą już teraz przedstawiają to w programie jako "wzmocnienie głosu obywateli".
Otóż jak się okazuje, minister sprawiedliwości nie będzie respektował postanowienia sądu. Bo nie jest po jego myśli i już.
Postanowienie to dotyczy zakazu wypowiadania się na temat Agnieszki Holland przez ministra. Jest to następstwo publicznej sugestii jakoby Holland była nazistką działającą na zlecenie Niemców.
Będę mówił prawdę, niezależnie jakie rozstrzygnięcia miałyby tutaj zapadać. Dlatego że żaden sąd na świecie nie może zakazać komukolwiek, w tym mnie, mówić prawdy.
Przypomnę tylko, że zero chce wykreślenia z Kodeksu karnego art. 212 mówiącego o odpowiedzialności karnej za zniesławienie. Jako minister sprawiedliwości nie ma też problemów z publicznym okazywaniem niechęci do sędziów i nazywaniem ich swoimi przeciwnikami.
Skoro zero na stanowisku ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego od lat jest nietykalny ciężko oprzeć się wrażeniu, że jego sposób postępowania to ten oczekiwany przez Partię a więc Partia dąży do całkowitego upolitycznienia sądów tak by wyroki były wydawane na jej zlecenie.
Ale będą wybory więc Polska to kraj prawa i demokracji.
Uprzejmie informuję, że Donald Tusk wygrał w trybie wyborczym z Komitetem Wyborczym Bezpartyjni Samorządowcy. Tusk w czwartek na wiecu w Pile powiedział, że Bezpartyjni to przystawka Partii i pomocnicy Prezesa i za to został pozwany.
Bo KW Bezpartyjnych Samorządowców powstał z inicjatywy Partii i za pieniądze Partii (podatnika). Na listach Bezpartyjnych są działacze Partii. Partia również pomagała im zbierać podpisy.
Jest to kolejna przybudówka Prezesa po Suwerennej Polsce, Polsce Razem, Kukizie i Konfederosji mająca oszukać wyborców celem odebrania głosów Opozycji.
"Jest to kolejna przybudówka Prezesa po Suwerennej Polsce, Polsce Razem, Kukizie i Konfederosji mająca oszukać wyborców celem odebrania głosów Opozycji."
Nie znam Prezesa, Konfederosji, Opozycji. To też jakieś ewentualne obiekty do ewentualnego pozwania w trybie wyborczym? Pisane z dużej, dawaj linki do nich. Trochę beka pisać z dużej litery o leśnych skrzatach
W okręgu lubelskim startuje Marek Woch. W poprzednich wyborach startował od Gwiazdowskiego z Polski Fair Play. Rozumiem, że tokiem myślenia, Gwiazdowski to też była przybudówka PiSu?
Pamiętacie Pegasusa? Wiecie, tę aferę, gdzie władza kupiła sobie broń cybernetyczną do zwalczania terroryzmu, po czym zaczęła nią atakować opozycję, w tym sztab wyborczy KO i reprezentującego Tuska Romana Giertycha, uzyskując tym samym dostęp do ogromnej ilości kompromatów, wpływając na wynik poprzednich wyborów, łamiąc wielokrotnie prawo i nie ponosząc za to absolutnie żadnej odpowiedzialności? No, to okazuje się, że Pegasusem zaatakowano także trzech generałów Wojska Polskiego, w tym Waldemara Skrzypczaka, byłego dowódcę Wojsk Lądowych oraz wiceministra obrony. Powód? W 2019 roku Skrzypczak rozważał kandydowanie z list opozycji. Tyle. Żadnej zbrodni, postępowania, zarzutów, nic. Tylko niedostateczne umiłowanie Put… sorry, Prezesa. Ale Polska to demokracja, pamiętajcie. [6]
Ciąg dalszy ma także afera wizowa. Okazuje się, że wizy bez weryfikacji mogli dostawać także przyjeżdżający do Polski “studenci”. Cudzysłów jest celowy, bo ciężko nazwać normalnym studentem kogoś, kto nie umie powiedzieć na jaki przyjechał kierunek albo nie mówi w ogóle po angielsku, choć właśnie w tym języku ma się uczyć. Do tego okazało się, że wizy na niektóre prywatne uczelnie były załatwiane bardzo szybko, podczas gdy na państwowe procedury trwały i trwały. A wisienką na torcie niech będzie fakt, że niektórzy “studenci” po prostu znikali, czyli najprawdopodobniej przyjeżdżali do Polski i od razu przeprowadzali się na Zachód. Z kontroli poselskiej KO wynika, że MSZ i MEiN były świadome problemu już w marcu 2022. Ale pamiętajcie, afery nie ma. Tak mówił Ziobro, a on by przecież nie kłamał. Pewnie dlatego główny oskarżony Edgar K. jest właśnie po stalinowsku usuwany z partyjnych mediów, w tym z kontrolowanych przez Orlen gazet i portali grupy Polska Press.[7][8]
Ale to nadal nie wszystko. Okazuje się bowiem, że prawo do wydawania wiz bezpośrednio przez ministra spraw zagranicznych, Partia wpisała sobie już trzy lata temu w tzw. ustawy covidowe. Wychodzi zatem na to, że Nowogrodzka celowo otworzyła sobie kanał przerzutu, z którego potem przez dobre dwa lata intensywnie korzystała, wpuszczając do UE każdego z kilkoma tysiącami dolarów w portfelu, w tym także ludzi wypchniętych przez granicę z Białorusią. [11]
Ale to również nie jest wszystko. Oto bowiem minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny i Wielki Wezyr Polexitu, czyli Zbigniew Ziobro, oznajmił, że “ostrzegał Tuska”, że podnoszenie tematu wiz mu się odbije. I oto Ziobro słowa dotrzymuje, a podległa mu po putinowsku prokuratura nagle odkrywa, że trzeba się zająć procedurami wydawania wiz w latach 2009-2015. Rozumiecie, bo tam się straszne rzeczy działy, tylko Partia, z dobrego serca, przez osiem lat nic z tym nie robiła. Zwracam też Waszą uwagę na ten sposób komunikacji. Minister sprawiedliwości wprost mówi, że groził liderowi opozycyjnej partii śledztwem. Brzmi jak normalna wiadomość z Rosji, wiem, ale miało miejsce w Polsce. [18]
Film “Zielona Granica” Agnieszki Holland nie zdążył jeszcze na dobre wejść do kin, a już sprowokował ogromny incydent kałowy reżimu z przybudówkami. Zgodnie z tradycją polskiej prawicy, najwięcej do powiedzenia na jego temat mieli ci, którzy go nie widzieli. “Recenzje” powstawały w oparciu o trailer i jakieś kilkusekundowe wyrywki, które - nie wiedzieć zresztą skąd i jakim prawem - publikowała reżimowa telewizja. Główna oś narracji jest taka, że oto zła lewaczka Holland, z czystej nienawiści do Polski i Polaków, postanowiła ich oczerniać i szkalować, tym samym (biedna naiwniaczka!) realizując cele wojny informacyjnej Kremla i Białorusi. Ponieważ w tym powtarzanym do znudzenia zarzucie nie odnoszono się w żaden sposób do treści filmu (bo prawie nikt go jeszcze wtedy nie widział), a autorzy nie byli - ehem ehem - ludźmi zdolnymi do przeprowadzenia jakiejś analizy, wartość tych “recenzji” była zerowa. Nie muszę dodawać, że nikt nie zadawał takich oczywistych pytań jak “ale czy pani Holland tę scenę z tłuczeniem termosu wymyśliła, czy takie coś jednak miało miejsce?” - bo absolutnie nie o to w tej kampanii chodziło. Wedle wzorców chyba naprawdę zaczerpniętych z kremlowskich podręczników, Partia uruchomiła machinę hejtu, której nie powstydziłby się sam Moczar. Reżyserkę zaczęto wyzywać od komunistek, nazistek, Niemek, polakożerców i zdzir, wyciągać przeszłość jej przodków (sam Naczelnik), widzów wyzywać od świń (facet podający się za prezydenta, potem się bronił, że “tylko cytował”) oraz twierdzić, że to przygotowanie pod demontaż zapory na granicy (premier). Równocześnie, jak zwykle przy takich okazjach, Partia odkryła nowe przestrzenie absurdu, próbując zakazać kinom emisji filmu lub przymusić je do poprzedzenia go specjalnym spotem, który miałby suwerenowi odpowiednio “wyjaśnić” co ma myśleć oraz odmawiając emitowania reklam Orlenu, co miało zaszantażować kina finansowo. A w takim Kędzierzynie-Koźlu, to nawet odwołano licealne wyjście na film, bo oburzem zapłonęło kilkoro rodziców, zresztą związanych z Partią. Tylko recenzje ludzi, którzy film akurat widzieli i nie są związani z władzą, jakoś tak znacząco odbiegały od tej linii i podkreślały, że to film pokazujący trudne wybory moralne i odcienie szarości. Ale to pewnie przypadek.
Krótko mówiąc: nic się nie stało, to normalna sytuacja w normalnym, demokratycznym i cywilizowanym kraju. Można się rozejść. [1-5]
Senator Krzysztof Brejza opublikował zdjęcia gabinetu szefa policji Jarosława Szymczyka z grudnia zeszłego roku. Ze zdjęć jasno wynika, że nie ma mowy o jakimkolwiek “pomyleniu granatnika z głośnikiem bluetooth”. Widać za to wyraźnie dwa (!) przedmioty, które z kilometra wołają “jestem granatnikiem, w dodatku z oznaczeniem bojowym”. Z analizy dziur w podłodze i suficie wynika, że Jarosław Dzielny musiał trzymać odbezpieczony i załadowany granatnik niemal pionowo, bawiąc się jednocześnie spustem. Szczęściem idioty, pocisk nie wybuchł i nikogo nie zabił. Szymczyka oczywiście nie spotkała za to żadna odpowiedzialności. [9][10]
Tymczasem nieangażujący się w politykę Kościół, wydał “vademecum wyborcze katolika”, w którym stwierdza, że osoby wierzące nie mogą głosować przeciwko “prawu do życia” (czyli za prawem do aborcji i eutanazji), “prawu monogamicznej rodziny” (czyli za małżeństwami homoseksualnymi), “prymatowi rodziców w wychowaniu dzieci” (czyli np. za edukacją seksualna w szkołach) czy przeciw “wolności sumienia i wolności religii” (czyli za prawem do krytyki Kościoła, ale też np. za prawem do badań prenatalnych czy antykoncepcji). Krótko mówiąc, według episkopatu, nie wolno głosować za jakimkolwiek prawem i wolnością z szeroko pojętego życia seksualnego, które odkryto na przestrzeni ostatnich 50 lub 100 lat. Władimir Władimirowicz lubi to, wszak już w 2013 roku, polski Kościół i rosyjska Cerkiew oficjalnie ogłosiły wspólną walkę z dżęderem. [12][13]
Dziewięć miesięcy po Cudzie na Orlenie nadszedł Wtóry Cud na Orlenie. Ceny nagle spadły do poziomu niemal dumpingowego, co oczywiście nie ma związku z wyborami, wcale. Nagle okazało się też, że nie grozi nam inwazja ubogich Niemców i Czechów na nasze stacje. A najzabawniejsze jest to, że Orlen na tym szczególnie nie traci, bo płaci z tego wielkiego stosu pieniędzy, który uzbierał w zeszłym roku, gdy ceny sztucznie zawyżał. Pamiętacie jak Partia mówiła, że polskie firmy zagwarantują nam bezpieczeństwo? [14]
Policja przesłuchała dziennikarzy Wyborczej i Nowej Gazety Trzebnickiej za napisanie artykułu, w którym ujawnili, że siostra Pinokia dostała fikcyjną posadę w trzebnickim ratuszu. [15][16]
Borys Budka z KO został napadnięty i pobity w Katowicach. Incydent pozostaje zupełnie bez związku z wyzywającymi go od niemieckich pachołków i zdrajców mediami Partii. [17]
Z kolei posłanka KO Kinga Gajewska została zatrzymana w Otwocku, mimo iż policjanci byli wielokrotnie informowani, że mają do czynienia z osobą z immunitetem. Fun fact? Zatrzymaniem kierował nadkomisarz Sławomir Grzegorzewski, ksywa “dusiciel”. Ten sam, którego rok temu sfotografowano, jak bez powodu dusił aktywistę Lotnej Brygady Opozycji, za co oczywiście nie spotkała go żadna odpowiedzialność. [19]
CEBULA NA TORCIE
Chopcy konfederosjanie, do spółki z ultraprawackimi i wielbiącymi Putina szurami, założyli Fundację Patriarchat. W programie ruchu jest usunięcie kobiet ze strefy publicznej i nadanie im statusu własności mężczyzn. Tak, w XXI wieku. [20]
Jakby komuś w 2014-2015 roku zacząć opowiadać, że Polska w ledwo 8 lat z kraju, który może nie był jakąś lokalną potęgą, ale dobrze funkcjonował i sobie radził zmieni się w zdegenerowanego teoretycznego potworka, gdzie nie działa nic, a prawo jest łamane dosłownie przy każdej okazji, a wszystko za już nie przyzwoleniem, a żarliwymi prośbami elektoratu, to ten ktoś by się na mnie popatrzył na jakiegoś wariata, puknął w czoło, albo zaczął zastanawiać, czy nie powinienem się w trybie przyspieszonym udać na leczenie. I wiesz co? Miałby pełne prawo tak uważać, bo jak tak stanąć z boku i zacząć sobie to wszystko mówić, co pis przy przyzwoleniu swojego elektoratu odwalił przez ostatnie 2 kadencje, to ma się wrażenie, że peron odjeżdża.
Premier, któremu właśnie udowodniono, że w samych nieruchomościach ma 120 baniek (więcej niż ten plebejusz Biden), które ukrywał przed opinią publiczną na koncie żony, ale zapewnia, że "dla Polski zrezygnował z wielkich pieniędzy".
Minister sprawiedliwości, który chce pakować ludzi do więzienia za krytykę Kościoła, a któremu sąd zakazał właśnie wyzywać wybitną reżyserkę od nazistek, więc ubolewa, że "w Polsce atakowana jest wolność słowa".
Naczelnik, który kręcił inwestycję za 1,2 miliarda, ale i tak musiał okraść kontrahenta na 50 tysięcy, by przekupić zaprzyjaźnionego księdza, ale kreuje się na biednego starszego pana w rozdeptanych butach i z Polską w sercu, co to nie ma nawet konta w banku, bo taki jest uczciwy.
Ministerstwo Obrony, które nie raczy poinformować o incydencie z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej i poderwaniem NATO-wskich myśliwców, więc dowiadujemy się o tym przez włoską agencje informacyjną, ale oczywiście oni nas jakby co obronią.
Policja, która mimo dowodów i zeznań świadków przez dwa tygodnie kłamie na temat wypadku, w którym zginęły trzy osoby, bo kryje sprawcę, który jest policji ziomeczkiem, więc śledztwo muszą prowadzić internauci.
Partia, która wprowadza kontrolę na granicy ze Słowacją, ale nie przeszkadza jej to rzygać na złych Niemców, którzy chcą wprowadzić taką samą kontrolę na Odrze.
Matecki przegrał właśnie proces w trybie wyborczym z Onetem i Bartoszem Węglarczykiem. [1]
Onet napisał, że Matecki nawołuje do mordowania ludzi.[2]
Przypomnę, że Andrzej Szalawski, Michał Pluciński oraz Igo Sym to przedwojenni polscy aktorzy, którzy w czasie wojny kolaborowali z Niemcami. Szalawski i Pluciński zostali za to skazani na karę infamii, ale Igo Sym, który współpracował przy tym z Gestapo, został skazany przez Państwo Podziemne na śmierć i zabity przez likwidatorów z Armii Krajowej.
Przypomnę również, że Matecki już wkrótce prawdopodobnie zostanie posłem na sejm RP. Ten syn konfidenta SB donoszącego na Polaków i wnuk UK-a walczącego z Polakami.
@Wyrocznia Nie żebym broniła PISu, ale PO nie przegrało przez ośmiorniczki i zegarek. Przegrali przez podniesienie VATu, a przede wszystkim - przez drastyczne podniesienie wieku emerytalnego.
To dało PISowi możliwość przekonania wszystkich pracowników fizycznych, że PO to partia przedsiębiorców i elit.
Pamiętam, jak wtedy w telewizji pokazywano sędziów itd., którzy mówili, że cieszą się, że mogą pracować dłużej. Jednak pracownicy fizyczni, delikatnie mówiąc, nie podzielali ich entuzjazmu.
"Ale to ludzie chyba wybierają" i ci ludzie wciąż dochodzą do wniosku, że pis u władzy bardziej im się opłaci niż ta tzw "opozycja".
W tym kraju jest najwyraźniej dużo starych i biednych ludzi dla których kolejne emerytury i 500+ są najważniejsze, zresztą co ci ludzie zyskają jak nastąpi zmiana i nie będzie pis przy władzy? tv bedzie się dało oglądać bez zażenowania? Coś poza tym?
@Wyrocznia nigdy nie glosowalem na pis ale mowienie, ze PO przegralo przez osmiorniczki to gruba przesada. Pracowali na to przez 8 lat swoich rządow, pozwalajac sobie na coraz wiecej. Z drugiej strony jest efekt zmeczenia wyborcow, normalny w demokracji.
Mnie to najbardziej rozjebalo, ze mlodzierz lyknela propagande pisowska, bo nie pamietali, jak pis rzadzilo z Lepperem i Giertychem i na nich glosowali, teraz wielce przeciw juz do 30 dobijają xD.
Braun słusznie się pyta: on się pchał wszędzie, gdzie coś sie działo, nazwać go nierobem, bo nie chciało mu się odstawiać szopek w sejmie (jak on to lubił robić) to zwykła tępa propaganda.
Sami Polacy z dziada pradziada, nie to co Tusk! Nawet mi się nie chce, ale fajnie by było zrobić taki swoisty any% speedrun na to ilu z nich było/jest umoczonych w jakieś afery.
Miałem sen, w którym lider Konfederacji Sławomir Mentzen przyjechał do Poznania na wiec wyborczy i przez bite dwie godziny wyjaśniał ludziom, jak chce zreformować system podatkowy. Na ścianie kamienicy wyświetlano liczby, wykresy i wyniki symulacji. Nagle, na scenę wtargnął Ryszard Petru, który chciał ośmieszyć Mentzena i jego program. Wywiązała się z tego debata, w której doktor Sławek zmiażdżył Rysia mocą swoich argumentów i wykazał, że oponent ma bardzo ogólne pojęcie w temacie. W pewnym momencie Petru, zrozumiawszy swoją porażkę, próbował przerwać tę orkę, ale Sławek nie odpuścił.
- Panie Ryszardzie, chwila, chwila, proszę nie uciekać. Przecież wyborcy domagają się konkretów! - Tutaj Mentzen zwrócił się do widzów - Prawda? Chcecie konkretów?
- Taaaak - huknęło po poznańskich ulicach.
- To świetne - skonkludował Mentzen - dobrze, że chcecie wiedzieć za czym głosujecie, to bardzo ważne. A co gdybym wam tu obiecywał, dajmy na to, likwdację ZUS, nie dodając, że oznaczałoby to, że wasze matki, babcie i dziadkowie po prostu umrą z głodu? Chyba byście woleli wiedzieć, co nie?
Drugie "taaak" wstrząsnęło dzielnicą. Oranie Ryszarda Petru trwało jeszcze chwilę. Po fakcie wszyscy obserwatorzy się zgodzili, że Mentzen jest merytorycznym kandydatem na posła, a jego wyborcy prawdopodobnie najlepiej poinformowanym i świadomym elektoratem w Polsce.
A potem się obudziłem w Polsce, w której około 10% z nas chce zagłosować na typa, który od roku nie powiedział
ani
k⁎⁎wa
razu
na czym mają polegać jego rzekomo cudowne reformy, w jaki sposób zniknięte setki miliardów mają jednak nie zniknąć oraz, taki drobiazg, skąd miliony emerytów mają dostawać emerytury - i że ten typ nie musi robić z tego jakiejś tajemnicy, bo wprost pyta wyborców czy chcą wiedzieć jaką katastrofą skończyłaby się jego korwinistyczna utopia, a ci z radosnymi uśmiechami odkrzykują, że nie.
J⁎⁎ać konfederosję ale zus to i tak j⁎⁎⁎ie bo już jest bankrutem a kiedy pomyślę, że przez 23 lata oddałem tym złodziejom z pół bańki i ani raz nie skorzystałem z nfz czy czegokolwiek co oni "oferują" to wniosek nasuwa się jeden - płakał po nich nie będę.
@Wyrocznia przecież powiedział że z niewprowadzania 800+ zarobimy 25 miliardów złotych. To wystarczy nie wprowadzić 8000+ i już masz 250 miliardów. Myśl lewaku!
Przykład Węgier, czyli dlaczego możesz żyć w państwie autorytarnym, choć na ulicach nie ma czołgów.
Raz na jakiś czas, szczególnie, gdy moje posty przenikają do innych baniek informacyjnych, ktoś zarzuca mi, że nie można nazywać Polski państwem autorytarnym, pół-autorytarnym, zmieniającym się w autorytarne, państwem z erodującą demokracją i rządami prawa, ponieważ “na ulicach nie ma czołgów, a ty nie siedzisz w więzieniu, ani nie leżysz w lesie z dziurą w głowie”. Według mnie, ten pogląd wynika z potrzeby posiadania komfortu psychicznego, jaki daje poczucie, że nic specjalnego się nie dzieje. Według mnie, ten pogląd jest mylny i bardzo niebezpieczny. No bo spójrzmy na Węgry.
Na Węgrzech nie ma masowych represji. Nikt nie wtrąca setek dziennikarzy i opozycjonistów do więzienia. Nie ma żadnych obozów pracy, węgierskiej Łubianki, ani politycznych morderstw. Zwykły Węgier może sobie napisać w internecie, że Orban to menda i nic mu się nie stanie. Z całą pewnością, nie ma też czołgów na ulicach.
A mimo to, Orban rządzi już 13 lat i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić, bo system, który stworzył, po prostu taką zmianę utrudnia tak bardzo, że właściwie czyni ją niemożliwą. Orban nie wtrąca do więzień dziennikarzy, bo kontroluje przygniatającą większość mediów w kraju i po prostu nie musi tego robić. Nie delegalizuje partii opozycyjnych, bo przed każdymi wyborami tak zmienia ordynację, że partie te i tak nie mają szansy wygrać. Nie wypuszcza na ulicę wojska, bo na tyle skutecznie manipuluje nastrojami społecznymi, że nie ma tego wojska na kogo wysyłać.
Krótko mówiąc, Orban nie zachowuje się jak tyran, jakiego możemy znać z podręczników do historii, bo po prostu nie musi, gdyż osiągnął dokładnie ten sam efekt środkami mniej efektownymi. Efektem tym jest zapewnienie sobie niekontrolowanej przez nikogo władzy. Bowiem Orban jest dyktatorem. A mimo to, przez 13 lat nie oddał do nikogo ani jednego strzału.
Wróćmy do Polski. Jestem pierwszym, który się zgodzi, że od początku rządów Partii, niektórzy z antypisu nadużywają na przykład określenia “ustrój totalitarny”. Zgodzę się również, że takie nadużycie dezawuuje ten termin i powoduje szyderczą reakcję. Ten fakt nie wyklucza się jednak z faktem, że liczne działania Partii, które - co nieustająco podkreślam - zostały wprowadzone w życie w pierwszych miesiącach jej rządów, wprost demontowały elementy demokratycznego państwa prawa i zastępowały je… no właśnie, elementami autorytarnymi. Sorry, ale jeśli prawem nie jest to, co jest zapisane w ustawach i w konstytucji, tylko to, co Naczelnikowi się uwidzi danego dnia jako prawo - to z czym my mamy niby do czynienia? Bo z pewnością nie z demokracją czy praworządnością, prawda?
Demokratyczne państwo prawa to nie lewacki wymysł, czy fanaberia sączących latte hipsterów z dużego miasta, tylko system, który narodził się po setkach lat okropnych doświadczeń z królami, cesarzami, dyktatorami i innymi pierwszymi sekretarzami. I według mnie, podstawową cechą tego ustroju jest OGRANICZANIE władzy. Dlatego władza jest podzielona, żeby prezydent, parlament, rząd i sądy, mogły się nawzajem kontrolować i uniemożliwiać zaprowadzenie tyranii jednego człowieka lub ośrodka politycznego. Po to mamy konstytucję, by rządząca partia nie mogła sobie uchwalać dowolnego prawa. Po to mamy zagwarantowaną wolność wypowiedzi i mediów, by obywatele mogli być możliwie dobrze poinformowani o tym, co się dzieje. Po to mamy wybory, by umożliwić bezkrwawe i stabilne przekazanie władzy.
Partia w dużej mierze wymiksowała się z wielu tych ograniczeń. Po prostu już im nie podlega. Jak Orban. I jak u Orbana, nie oddano przy tym ani jednego strzału, a na ulicy nie pojawiły się żadne czołgi.
W Polsce nie ma w zasadzie żadnej instytucji, która ograniczałaby Partię na polu stanowionego prawa. No sorry, ale nie ma. Mieliśmy taką instytucję, nazywała się Trybunałem Konstytucyjnym i przez 25 lat działała bardzo dobrze, skutecznie ograniczając władzę kolejnych rządów. Aż przyszła Partia, która w - podkreślmy to wyraźnie - pierwszych tygodniach swoich rządów, po prostu ten Trybunał zniszczyła. Od tej pory, Prezes może sobie uchwalić dowolną ustawę, która może łamać konstytucję (teraz wartą tyle, ile papier, na którym ją spisano) w dowolnie wielu punktach - i absolutnie nic się nie stanie.
Nie ma żadnej instytucji, która ograniczałaby Partię na płaszczyźnie karnej. Ilość spraw, które ziobrowa prokuratura umorzyła, zanim komukolwiek postawiono jakieś prawdziwe zarzuty, idzie już w setki. Aparatczyk Partii może ukraść dowolne pieniądze i złamać dowolne przepisy i póki nie wpadnie akurat w trakcie kampanii (jak wiceminister Wawrzyk), to nic mu się nie stanie.
Wreszcie Partia nie podlega normalnej, demokratycznej procedurze wyborczej, przez którą może stracić władzę. Wybory w Polsce nie są fikcją (jak na Węgrzech), ale reguły gry są już tak nagięte, że nie ma sensu udawać, że są jeszcze uczciwe. Kilka milionów ludzi jest karmionych toporną propagandą, wydalaną przez telewizję, która de facto stanowi sztab wyborczy Partii. Kolejne kampanie wyborcze są nielegalnie finansowane z państwowych środków, co daje ogromną przewagę nad pozbawionymi takiego kanału partiami opozycyjnymi. Kodeks wyborczy został ewidentnie napisany tak, by dodać Partii kilkaset tysięcy głosów. Wreszcie przynajmniej w trakcie jednych wyborów, Partia po prostu szpiegowała platformerski sztab, a zdobyte wtedy informacje z pewnością do dziś są wykorzystywane do szantażowania i zastraszania opozycyjnych polityków.
Mimo to, Partia zachowuje nad KO ledwie kilkuprocentową przewagę i wedle wszystkich sondaży nie ma samodzielnej większości, a wedle większości zachowuje skromną przewagę w koalicji z Konfederacją. Czy zatem można powiedzieć, że gdyby nie te wszystkie narzędzia wpływu na proces wyborczy, a także gdyby nie fakt, że Partia od ośmiu lat nie ma żadnych ograniczeń w uchwalaniu prawa oraz nie podlega żadnej kontroli karnej (czyli nie pada ofiarą własnych afer, co rujnowałoby jej słupki) Partia już dziś przegrałaby wybory? Tak. Czy zatem wychodzi na to, że Partia utrzymuje się na powierzchni dzięki całej tej palecie autorytarnych zachowań? Owszem. Zatem czy to jest demokratyczne państwo prawa? Nie.
Ale czołgów na ulicach nie ma, podobnie jak nowej Berezy Kartuskiej. CBA nie wpadło mi jeszcze z drzwiami do domu, nikt mnie nie pobił, ani nie skazał w pokazowym procesie. Więc wiecie, może przesadzam, bo w Polsce nic się nie dzieje, nie ma żadnego reżimu.
>Orban nie wtrąca do więzień dziennikarzy, bo kontroluje przygniatającą większość mediów w kraju i po prostu nie musi tego robić.
Super, u nas trzeba wysłać ABW do zabrania laptopa (Latkowski), Marcin Torz z SE dostaje ofertę przekupstwa od Sutryka, obecnie dziennikarze są wypytywania o pisanie na siostrę Mateusza Morawieckiego.
>Krótko mówiąc, Orban nie zachowuje się jak tyran [...] bo po prostu nie musi, gdyż osiągnął dokładnie ten sam efekt środkami mniej efektownymi. Efektem tym jest zapewnienie sobie niekontrolowanej przez nikogo władzy. Bowiem Orban jest dyktatorem.
Ale żeś dowalił. Czyli Orban nie zachowuje się jak tyran, ale jest dyktatorem. Sprzeczność.
Nie jest dyktatorem, jest premierem.
Tony Blair był 10 lat premierem, Merkel 16 lat.
>Demokratyczne państwo prawa to nie lewacki wymysł, czy fanaberia sączących latte hipsterów z dużego miasta, tylko system, który narodził się po setkach lat okropnych doświadczeń z królami, cesarzami, dyktatorami i innymi pierwszymi sekretarzami.
Wytłumacz mi, jak po rewolucji francuskiej, Napoleon przejął władzę absolutną XD
Ale chociaż Amerykanie pokazali klasę. Bo oprócz wywalczenia sobie wolności, zdali sobie sprawę z pytania "jak nie popaść ponownie w tyranię".
>Demokratyczne państwo prawa to nie lewacki wymysł, czy fanaberia sączących latte hipsterów z dużego miasta, tylko system, który narodził się po setkach lat okropnych doświadczeń z królami, cesarzami, dyktatorami i innymi pierwszymi sekretarzami.
#kurwaopie , ale to jakieś urojenia, czy kogoś cytujesz?
>I według mnie, podstawową cechą tego ustroju jest OGRANICZANIE władzy.
Pic related
>W Polsce nie ma w zasadzie żadnej instytucji, która ograniczałaby Partię na polu stanowionego prawa. No sorry, ale nie ma.
>Nie ma żadnej instytucji, która ograniczałaby Partię na płaszczyźnie karnej.
>Wybory w Polsce nie są fikcją (jak na Węgrzech), ale reguły gry są już tak nagięte, że nie ma sensu udawać, że są jeszcze uczciwe.
Nie rozumiem, piszesz tezę o Węgrach, potem przenosisz się do Polski, "moving the goalpost", a potem, że "jak na Węgrzech".
Z twojego artykułu wnioskuję, że Węgry są bardziej praworządne i mniej represyjne. Udaje im się dłużej rządzić?
A w Polsce mamy większy rozpierdol robiony przez obecną partię i jest ogólnie ch⁎⁎⁎ia
To już wolę Węgry od naszego kraju na to wygląda.
>Ale czołgów na ulicach nie ma
No nie ma też ich nigdzie w UE. Wniosek z tego jest prosty, ŻODYN!