Zdjęcie w tle

Cerber108

Osobistość
  • 208wpisów
  • 1073komentarzy

870 + 1 = 871


Tytuł: Upiór Opery

Autor: Gaston Leroux

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Vesper

ISBN: 9788377313220

Liczba stron: 420

Ocena: 8/10


Po przeczytaniu blurba obawiałem się stereotypowej, zajeżdżającej deskami teatru historii, ale wychodzi na to, że bezpodstawnie. Książka ta doprawdy nieźle łączy elementy pozornie nadprzyrodzone, psychologiczne tortury postaci, stopniowe odkrywanie fragmentów tajemnicy oraz wywoływanie u czytelnika nie tyle sprzecznych, co skonfliktowanych uczuć.

Równowaga pomiędzy zgłębianiem samej tematyki opery oraz wszystkiego co z nią związane, rozkręcaniem wątku romantycznego, wprowadzeniem, a następniem stopniowym rozwijaniem tytułowego tematu oraz przedstawianiem szerszego kontekstu do wcześniejszych trzech (ale nie tylko) elementów jest sprawnie utrzymana.

Nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, choć w tym konkretnym wypadku trochę by mi to ułatwiło pisańsko, nie wiem właściwie dlaczego. Tytułową postać spotykamy osobiście zaskakująco późno - do tego momentu obserwujemy jedynie wyniki jej skrytych działań, mające różne cele, zakres oddziaływania oraz stopień niewytłumaczalności. W tle całego zamieszania rozwija się dosyć niemrawo wątek romantyczny tej powieści, dosyć naiwny, dosyć zabawny, czasami też bardzo poważny, ale - co najważniejsze - nie czułem żenady. Później rzeczy zaczynają się mieć niezbyt wesoło, a do akcji wkraczają wspomniane już wcześniej skonfliktowane odczucia, zwłaszcza po zapoznaniu się z relacją innej osoby, przedstawioną w niemal ostatnich rozdziałach.

Generalnie podoba mi się forma przedstawienia historii nie jako zwykłej książki, a raczej fabularyzowanego reportażu, w którym wstęp jest skonstruowany tak, że nie wiemy właściwie, czy mamy go traktować jako twór autora rzeczonego reportażu i tym samym uważać za element ciągłości tekstu (świata przedstawionego), czy też twór autora książki i w tym natomiast przypadku traktować go jako coś odrębnego od reszty książki, jako kontekst - do tego zakotwiczony w rzeczywistym świecie. Poza tym "reportaż" ten opiera się na relacjach kilku osób wplątanych w przedstawiane wydarzenia, a także na ich zapiskach.

Warto również wspomnieć o ponad dwustu przypisach, z których jednakże lwia część zainteresuje chyba jedynie prawdziwych pasjonatów, bo odnoszą się do cytatów z najróżniejszych sztuk przytoczonych w książce; inne tyczą się m.in. miejsc, osób, niecodziennych słów lub niezgodności - ze strony twórcy zamierzonych lub też nie. Do tego mamy również przedstawienie autora (doprawdy ciekawy to był człowiek), posłowie oraz całkiem sporo ilustracji odpowiadających, mniej więcej, wydarzeniom aktualnie na kartach obserwowanym.

Bardzo dobrze mi się to czytało, pomimo obaw, ale mamy po prostu do czynienia z solidną książką. Dialogi są w porządku, humor jest obecny i za każdym razem daje radę, realia - zarówno świata, jak i opery - są przedstawione skrzętnie, a problem tytułowego upiora krótko mówiąc: ma warstwy. Jedyne co może zakrawać o spełnienie się moich obaw, to niektóre interakcje między młodymi zakochanymi, żywcem wyjęte z jakiejś sztuki, ale na szczęście stanowią one bardzo małą część ich wspólnego "czasu ekranowego", a całej książki to już w ogóle promil. Na koniec muszę wspomnieć, że w niektórych fragmentach faktycznie czuć grozę, bardzo dobrze zrealizowaną: nie flakami, a słowem.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #gastonleroux #vesper #ksiazkicerbera

c099c509-a3ce-470f-904d-94846f9e9cf7

Zaloguj się aby komentować

854 + 1 = 855


Tytuł: Cylinder van Troffa

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

ISBN: 9788375780031

Liczba stron: 232

Ocena: 8/10


Po Lemie poszedłem za ciosem i sięgnąłem po innego polskiego staroszkolnego twórcę scifi. Zamiast jednak zabrać się za najczęściej wymieniane książki tj. "Paradyzję" lub "Limes Inferior", to z półki wyjąłem "Cylinder van Troffa". Powiem tyle: szkoda, że facet tak wcześnie zszedł z tego łez padołu, bo dużo nie napisał, a po tej książce jestem bardzo pozytywnie nastawiony co do reszty jego twórczości.

Nie wiedziałem za bardzo czego się tu spodziewać, a jednak już od pierwszych stron solidnie się wciągnąłem. Mamy tutaj do czynienia z wielowarstwową tajemnicą: narrator przytacza nam krótko losy swojego kolegi, który przy przeszukiwaniu opuszczonego miasta znika w niewyjaśnionych okolicznościach, zostawiając po sobie jedynie przetłumaczony dziennik zawierający z kolei opis przeżyć dawnego kosmonauty, który po niepozbawionym komplikacji powrocie do Układu Słonecznego zastaje ludzkość w niezbyt podnoszącym na duchu stanie.

Kolejny raz mam do czynienia z książką, która pomimo mikrej objętości zawiera mnośtwo treści. Jest tu dłuższy epizod na Księżycu, krótkie wtrącenie co do przygód na odległych planetach - niepozbawione jednak swojej wagi, oraz część na Ziemi, którą to podzieliłbym na 4 podrozdziały nastawione na konkretne działania bohatera.

A ile tu poruszono wątków, tematów i motywów, ło matko bosko: honor wobec członków ekspedycji, wierność - tu już wobec różnych rzeczy, poświęcenie, wytrwałość w swoich działaniach - przeplatana jednakże wątpliwosciami i wyrzutami sumienia, odpowiedzialność - znowu za różne rzeczy. Znalazł sie tu również problem kontroli urodzeń, ale w przeciwieństwie do "Przestrzeni! Przestrzeni!", gdzie szło to mniej więcej jak "chlip, ludzie nie chcą się zgodzić", to tutaj ludzkość, o dziwo, zrozumiała problem i zaczęła współpracować, by jakoś temu zaradzić, ale nic nigdy nie jest takie łatwe, a wchodzenie w szczegóły to już terytorium spoilerowe.

Tak jak czytało mi się to świetnie, tak ciekawie byłoby zobaczyć trochę rozszerzoną w pewnych miejscach wersję tej książki np. w odniesieniu do obcych światów (jako kolejne niewielkie, acz może istotne wtrącenie), choć z drugiej strony grzebanie w takiej przeszłości Ziemi mogłoby zmniejszyć odczucie utraconych bezpowrotnie tajemnic. Czasami jednak niektóre rzeczy zostały zaledwie liźnięte, a ciut więcej kontekstu bywa mile widziane.

Zakończenie też jest niezłe - nie wiem czy ma sens, musiałbym się nad nim mocno pochylić i dłużej pomyśleć, ale zalicza się do tych, które na spokojnie można nazwać niecodziennymi.

Książka świetna, napisana łatwo przyswajalnym językiem, prezentująca na niewielu stronach dużo różnorodnej zawartości, pokazująca też, że nawet pomimo dobrych chęci nie zawsze musi być kolorowo.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #zajdel #supernowa #ksiazkicerbera

9956a035-f0dd-412e-ad18-d9754d4d00c7

To jak cylinder ci siadł to resztą z pewnością się nie rozczarujesz. Ja jak wsiąkłem to chyba w miesiąc przeczytałem wszystkie jego książki :)

@Pstronk kiedyś tak miałem, że ciągiem czytałem wszystko, co od danego autora miałem na półce, ale teraz robię sobie przeplatankę.

Zaloguj się aby komentować

842 + 1 = 843


Tytuł: Opowieści o pilocie Pirxie

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

ISBN: 9788308083994

Liczba stron: 520

Ocena: 8/10


Kupiłem niedawno praktycznie całego Lema dostepnego w kolorowym wydaniu od WL, a na pierwszą jego ksiażkę wybrałem coś grubszego. Interesująca pozycja, przedstawiająca pięcie się tytułowego Pirxa po stopniach kariery, doświadczającego przy tym niecodziennych sytuacji.

Poznajemy go jako świeżaka na uczelni, dosyć niezdarnego, ale poczciwego (jak zresztą nie lubi być nazywanym), potem śledzimy szlifowanie przezeń rzemiosła i faktyczną pracę w zawodzie, aż wreszcie - po gromadzeniu doświadczenia zawodowego i życiowego przez kawałek czasu - osiąga stopień komandora, co wiąże się z nowymi możliwościami, ale i powinnościami.

Nie będę rozwodził się nad każdym utworem, bo choć jest ich niewiele, to są jednak bogate treścią, więc popiszę trochę o tych, który wyszły, jak dla mnie, przed szereg. Wystarczy powiedzieć, że bohater działa na swój nieszablonowy, czasami przypadkowy sposób, dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami związanymi z rzeczami, które - jak można się domyślić - aktualnie go zajmują, a sam styl autora jest zupełnie unikatowy: zdania są doprawdy wielokrotnie złożone, nierzadko na pół strony; z takim użyciem myślników jeszcze się nie spotkałem - zupełnie zmieniają one dynamikę lektury, przybliżając obcowanie z nią do słuchania kogoś, kto bardzo wczuwa się w opowiadanie historii, z podziałem na role i zamierzone pauzy. Poza formą, Lem ciekawie operuje też słowem - z jednej strony mamy poczucie klimatu staromodnego scifi, z drugiej całokształt książki jest o tyle zgrabny, że nie sposób zgadnąć jej wieku.

No i przechodząc do opowiadań, u mnie na pierwszym miejscu ląduje "Rozprawa". Historia nie zaczyna się ani na początku, ani nawet w kluczowym miejscu. Sam tytułowy aspekt nie jest wstępem, a zakończeniem historii, choć bez kontekstu nie daje nam absolutnie nic. Gdy poznajemy już tenże, to wszystko wskakuje na swoje miejsce, ale nie to jest w tym fragmencie najistotniejsze. To głowienie się Pirxa nad tożsamością towarzyszy podróży, zastanawianie nad ich pobudkami i szczerością, dumanie nad coraz to rosnącą ilością implikacji, komplikacji i możliwości rozwiązania (lub też nie) problemu. Następne są "Patrol" i "Opowiadanie Pirxa", które łączą próby kontaktu z obcą cywilizacją oraz nagromadzenie przypadków. Pomimo tych elementów wspólnych opowiadania te są zgoła inne, ale więcej nie będę o nich pisał. Podobał mi się też "Odruch warunkowy" - zaczyna się niepozornie, ale faktyczny rdzeń historii rozkręca się dopiero gdzieś w połowie. Tutaj z kolei obserwujemy starania Pirxa w rozwiązaniu zagadki na małej stacji. Co mu pomaga? To co zwykle: intuicja i przypadek. Z kolei tekst, który podobał mi się najmniej to "Ananke", w głównej mierze przez strumień świadomości pod koniec, który w mojej opinii niczemu nie służył. A szkoda, bo wyjaśnienie głównego motywu opowiadania było całkiem sprawnie złożone, a jednocześnie trochę przygnębiające.

Podsumowując: solidna książka, z tym samym bohaterem, ale zupełnie różnymi zdarzeniami, przypadkami i motywami, poprowadzona niecodziennym stylem, doprawiona całkiem ciekawymi fragmentami dumania (i powie mi ktoś, czemu "nie" z przymiotnikami notorycznie było pisane oddzielnie?).


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #stanislawlem #ksiazkicerbera

73fd1f2c-3452-4b57-8d21-69267d0b4222

Czemu książki Lema muszą mieć tak obrzydliwe okładki...

Ananake było spoko, klimatyczne i trochę inne.


Har har dzisiaj trochę inaczej wygląda machine learning, ale przynajmniej Lem poruszył temat, kiedy pierwszy raz czytałem trochę się śmiałem z tego "tresowania" komputera, teraz widzę że jednak trochę wizjonerskie to było.

Mam pytanie do czytelników Lema, czy również rzuciło wam się w oczy jak pisarz często korzysta ze słowa “jakby”? Wczytując się w Solaris, po pewnym czasie zaczęło mnie to mierzić. Szukałem czy to tylko mnie kłuje, czy ktoś może rozpracował ten temat?

@Cerber108


Po prostu załóż, że się nie wydarzyła.


Fiasko, wśród swoich niedoskonałości, ma np. skomplikowane działania podejmowane bez przyjmowania marginesu błędu.


Zarządzanie projektowe bez zabezpieczeń.


Czy wreszcie ryzykowanie życiem przy bardzo ograniczonym zachowaniu kontroli.


Jak na takiego niesamowitego erudytę jak Lem, tego rodzaju niedociągnięcia bolą.


A juz ludobójstwo to coś, czego nie rozumiem. Gdyby na pokładzie statku byli jacyś faszyści, suprematysci, no to może. Ale żeby dla jednego ambasadora dokonywać holocaustu... To tak, jakby Lem twierdził, że faszyzm to przyszłość. Strugaccy wprost się sprzeciwili w swoich powieściach, ba, w Żuku w Mrowisku uznali, że poświęcenie jednostek dla cywilizacji jest warunkowo dopuszczalne.


Ale Lem? I holocaust? Au.

Zaloguj się aby komentować

834 + 1 = 835


Tytuł: Przestrzeni! Przestrzeni!

Autor: Harry Harrison

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

ISBN: 9788380626089

Liczba stron: 288

Ocena: 3/10


Nie wiem za bardzo o czym ta książka ma być, co powinna przekazywać, ani nawet po co istnieje. Myślałem, że będzie to po prostu krótka historia o walce ludzkości o zasoby na dosyć dużą skalę, a koniec końców motyw ten przewija się zaledwie parę razy - jako sceny, a nie dłuższe epizody.

Fabuła to też dziwny misz-masz, zwłaszcza pod koniec. Na początku - jak to zwykle bywa - rzeczy mają się dosyć sensownie, a poza tym dopiero zapoznajemy się z sytuacją. Potem wszyscy dostają małpiego rozumu po zobaczeniu laski dzianego hochsztaplera, później naturalnie rodzi się romans między nią a głównym bohaterem i tak jak wstępnie twierdzi, że "zupełnie nie obchodzi mnie twoja sytuacja materialna", tak później zaczyna zachowywać się jak rozwydrzony dzieciak (wg mnie po części tak jest) i nie potrafi przyjąć do wiadomości faktu, że jeżeli nie chce wylądować na ulicy wśród najgorszego elementu, to jej facet musi latać do roboty, nawet jeżeli oznacza to niemal ciągłą jego nieobecność, wytłumaczoną zresztą niepokojami w mieście.

Spotykamy też pewnego pseudo-proroka wierzącego w nadejście armageddonu wraz z nastaniem nowego tysiąclecia. Przedstawia biblijne przepowiednie oraz inne znaki, które nas samych przekonują, żeby w to uwierzyć. Tylko czekałem, aż w nowy rok nastąpi jakieś nagłe załamanie, niespodziewana zapaść, ale nie - "szczęśliwego nowego roku, można się rozejść". I na tym książka się kończy.

Tutaj, podobnie jak w "Obcym w obcym kraju", sytuację może nie ratuje, ale umila dziadek - tym razem Solomon. Energiczny, kąśliwy i dosyć samodzielny weteran, z którym swoją drogą związany jest jeden "ukryty" przekaz tej książki tj. kontrola urodzeń. Przy jednej z rozmów z lalą protagonisty odpala się na ten właśnie temat i ciągnie to dobre kilka stron. Później nawet idzie - pierwszy raz w życiu - na demonstrację, by poprzeć swoje racje.

Dziwna książka, dziwne i nagłe wydarzenia zakrawające o brak pomyślunku i opieranie się na przypadku, dziwne zachowania niektórych osób. Szczerze powiedziawszy nie polecam. I tak zdradziłem trochę fabuły, ale właściwie nic nie tracicie. Przynajmniej dialogi nie są aż tak drewniane.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #papierowywehikulczasu #rebis #harryharrison #ksiazkicerbera

67073426-233f-4513-8e72-74d2892b8e67

Zaloguj się aby komentować

829 + 1 = 830


Tytuł: Green Town

Autor: Ray Bradbury

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788366409163

Liczba stron: 800

Ocena: 9/10


Przed lekturą byłem delikatnie zaniepokojony po zapoznaniu się z blurbem, gdyż ten obiecał przedstawianie historii w głównej mierze z perspektywy dzieci, poza tym nie miałem właściwie żadnych konkretnych oczekiwań. Okazało się, że przedmiot mojej obawy był jednym z silniejszych elementów tego niemal w całości pierwszorzędnego kawałka literatury.

Książka ta składa się z trzech zbiorów tekstów oraz jednej powieści. Pierwszy zbiór skupia się na letnich doświadczeniach Douga i Toma Spauldingów - kolejno 12- i 10-letnich chłopców z tytułowego Green Town. Teksty (a czasem wręcz tekściki) traktują o dosyć przyziemnych zajęciach i zdarzeniach, czasami jednak urastając w oczach młodzieńców do rang co najmniej wiekopomnych. Jest tu obecna zabawna, dobrze zrealizowana naiwność oraz pozytywnie nacechowana nostalgia. Drugie zestawienie nie skupia się już tylko i wyłącznie na braciach, choć wciąż oscyluje w ich pobliżu. Tutaj, powiedziałbym, głównym motywem jest odwieczna wojna "dzieci kontra dorośli", objawiająca się w obustronnym braku zrozumienia własnych racji i przekonań. Ostatni zbiór jest najbardziej swobodny i różnorodny, gdyż skupia się na szerokim przekroju mieszkańców Green Town, a sama tematyka tekstów zahacza dosłownie o co tylko dusza zapragnie. Nic więcej o nich nie napiszę, bo w innym wypadku musiałbym się chyba schylić nad każdym z osobna.

Teraz przejdę do elementu, przez który książka ta dostała ode mnie - z wielkim bólem - 9. Chodzi o powieść. Czy jest ona zła? Nie, choć wspaniała również. Chodzi o to, że nie pasuje do wszystkiego, co było przed nią. Po pierwsze i właściwie jedyne: występują tu elementy fantastyczne. Gryzło mi się to z zupełnie przyziemnymi przypadkami opisanymi na wcześniejszych stronach. Szczerze mówiąc utwór ten idealnie pasowałby do MAGowej serii grozy i nie kolidował wtedy ze zbiorami, no ale niestety w momencie premiery ta jeszcze nie istniała. Pamiętam kilka momentów, gdy napięcie i niepokój były faktycznie wyczuwalne - zupełna odmiana od letnich perypetii.

Jak dla mnie najmocniejszą stroną książki jest przedstawianie mrowia tematów, zagadnień i uczuć jak dorastanie, pamięć o sobie i innych, niezrozumienie - ponownie siebie i innych, przemijanie, wiara - tym razem głównie w siebie, niepewność jutra, strach przed nieznanym i - jak już wcześniej wspomniałem - wiele, wiele innych w sposób na tyle umiejętny i sympatyczny, że nawet jeżeli dany fragment traktuje o rzeczy generalnie uważanej za np. smutną lub przygnębiającą, to kończąc lekturę mamy na twarzy ten specyficzny rodzaj uśmiechu - nie radosny, ale... no właśnie, nie mogę dobrać słowa, ale mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi. Dużą rolę odgrywa tutaj też uczucie nostalgii, silne zarówno dzięki częstemu śledzeniu "przygód" z perspektywy młodych oczu, jak i osadzeniu akcji w kilkunastotysięcznym miasteczku w Ameryce lat 20. XX wieku. Nie mogę również nie wspomnieć o stylu autora: kwiecisty, opisowy - momentami może za bardzo, choć mi to nie przeszkadzało - ale jednak przyjemny w odbiorze. Jedno porównanie bardzo mi się spodobało: "Dziadek, Douglas i Tom wracali do domu. W połowie drogi minęli ich Charlie Woodman, John Huff i inni chłopcy. Pędzili jak rój meteorów, a siła ich przyciągania była tak wielka, że wyrwali Douglasa spod wpływu dziadka i Toma i pociągnęli go za sobą w stronę wąwozu." - jak dla mnie coś wspaniałego.

Polecam z całego serca. Jeśli lubicie granie na nostalgii, fabułę bez eksplozji opierającą się na codziennych wydarzeniach oraz ciekawy styl, to zabierajcie się za czytanie bez wahania. Najlepiej jednak traktować "Jakiś potwór tu nadchodzi" jako zupełnie odrębną pozycję, bo za bardzo gryzie się ona tematycznie z pozostałą częścią książki. Bez tego "Green Town" dostałoby ode mnie solidne 10.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #artefakty #mag #raybradbury #ksiazkicerbera

6efac07b-7431-4ecb-8e7e-600070497d20

@Cerber108 Nie czytałam tej książki ale znam powieść "Jakiś potwór tu nadchodzi" i jest to jedna z moich absolutnie ulubionych książek. Jedną z przyczyn jest właśnie ten piękny, prawie poetycki język autora. Muszę przeczytać "Green town"

Zaloguj się aby komentować

807 + 1 = 808


Tytuł: Cudzoziemiec w Olondrii

Autor: Sofia Samatar

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788374804578

Liczba stron: 336

Ocena: 3/10


Ostateczny (przynajmniej póki co) podręcznikowy przykład przerostu formy nad treścią. Porównania do Le Guin w blurbie są jak najbardziej trafne, ale chyba w odrobinę innym kontekście niż autor zamierzał, dosłownie 80% książki to ekspozycja i wodolejstwo - fakt, miejscami ładne, ale wciąż. Nie potrafię wyrazić jak ja się przy tym nudziłem, co rozdział musiałem robić sobie przerwę, a te miały tylko po kilkanaście stron.

Rzeczony blurb nawet mnie zaciekawił, z drugiej strony zastanawiałem się, jakim cudem autorka zmieści tak szumnie zapowiadane wątki na odrobinie ponad 300 stronach. Okazało się po prostu, że wszystko zostało wyolbrzymione do granic możliwości, a obiecane wątki może i zostały przedstawione, ale zupełnie po łebkach. Koniec końców tylko pierwszy akt w rodzinnej wiosce mi się podobał - trochę o przesądach, wykluczeniu, oczekiwaniach rodziny i tego typu sprawach. Ewentualnie jeszcze fragment, w którym Miros opowiada o swojej przeszłości był dosyć zjadliwy.

Wszystkie wiersze, recytacje i piosenki pozbawione są rytmu, rymów i zgrabności poza jedną, która tak czy siak wykoślawia się w połowie.

Książka ta to jeden wielki opis świata przedstawionego - ubranego w dygresje dygresji i doprawionego na początku ciekawym, ale szybko nużącym stylem - do którego autorka pamięta czasem wpleść szczątkowe fragmenty fabuły.

Szczerze powiedziawszy, wg mnie ten koncept znacznie lepiej sprawdziłby się w postaci bardziej standardowej trylogii, podobnej np. do Sagi o Zielonych Kościach. Po pierwsze - pozwoliłoby to wyraźnie wybrzmieć i rozwinąć się przedstawianym wątkom, a po drugie - obszerna kreacja świata miałaby jakiś sens oraz cel i nie stanowiła lwiej części książki.

A z czepialstwa i głupotek: w podobnym do renesansowego świecie dosłownie co drugi przybytek to albo kawiarnia wypełniona studentami, albo księgarnia wypchana woluminami po sufit. Do tego w absolutnie pierwszym zdaniu książki zjedzona została litera - "ocen" zamiast "ocean".

Nie mogę tego polecić, no chyba że ktoś chce książkę czytać, ale nie przeczytać, bo ból głowy lub znużenie to uniemożliwią. A trochę poważniej - jeżeli ktoś lubi do bólu opisowy, pełen dziwnych form i zabiegów styl, to kimże jestem, by zabronić trochę pocierpieć?


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #ucztawyobrazni #mag #ksiazkicerbera

2f1869e1-0e82-4f72-b763-7f74142e4a4e

@Cerber108 Chyba większość książek z serii "Uczta Wyobraźni" trochę taka jest. Albo wyszukany styl albo zagmatwana treść. Książki wydane w tym cyklu potrafią zmęczyć ale też jakoś fascynują i mają urok takiego zagmatwanego snu.

@serotonin_enjoyer póki co przeczytałem 8 i jest ogromny rozsztrzał: w pierwszym Swanwicku pełno było dewianckiego seksu i aluzji do niego, w drugim na szczęście tego zabrakło, a i historia stała się bardziej klarowna i przyjemna w śledzeniu. Rzeka bogów i Nakręcana dziewczyna miały mrowie wspólnych wątków (do tego trochę opowiadań w książce Bacigalupiego), momentami było ciężko, ale raczej ok. Poklatkowa rewolucja mnie nie porwała wcale, Nayler nie był objawieniem jak to niektórzy zapowiadali, z kolei Ptaki, które zniknęły weszły bardzo dobrze.

Zaloguj się aby komentować

792 + 1 = 793


Tytuł: Dym i lustra

Autor: Neil Gaiman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788374808965

Liczba stron: 480

Ocena: 6/10


Ot, kolejny Gaimanowy zbiór nie odstający poziomem od poprzednio przeze mnie przeczytanego. Na oko połowa utworów się dubluje (być może przy okazji wpisu dot. ostatniego zbioru wkleję jakieś zestawienie porównujące zawartość wszystkich 4 w formie tabeli) i była to niestety ta połowa lepsza. Pozycje, których przy wcześniejszej lekturze nie uświadczyłem zaliczają się raczej do spektrum dziwne/niezrozumiałe/pretensjonalne (niepotrzebne skreślić). Przy ponownym podejściu do niektórych z nich - wyglądających swoją drogą na pseudo-biograficzne - odniosłem wrażenie, że autor popisuje się swoim niesamowitym obeznaniem w temacie strzelając niczym z karabinu tytułami przeróżnych dzieł kultury, jak i nazwiskami - niekoniecznie z tymi wcześniejszymi związanymi. Za dużo też, jak na mój gust, jest w niektórych tekstach mocno opisowego seksu. Gdyby mi na tym aspekcie zależało, to sięgnąłbym po coś z topki bestsellerów Empiku. Nie mogę jednak Gaimanowi odmówić specyficznego humoru - kiedy już trafi, to w dziesiątkę. Ironiczne, zgryźliwe i lekko absurdalne teksty, zwroty lub wyrażenia kilka razy faktycznie wywołały uśmieszek na twarzy.

Stosunek tekstów lepszych do gorszych jest raczej podobny jak w poprzednim zbiorze, tamten jednak ma większą objętość, więc siłą rzeczy na start z autorem jest lepszym wyborem. Zobaczymy co zaoferują kolejne dwa zestawienia, ale trochę jeszcze wody upłynie zanim się za nie zabiorę.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #neilgaiman #mag #ksiazkicerbera

a2d90913-bd04-46cd-adfa-be87cbbba9d3

Zaloguj się aby komentować

783 + 1 = 784


Tytuł: Legion Wspomnień

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788367023375

Liczba stron: 448

Ocena: 8/10


Był to zdecydowanie najlepszy zbiór opowiadań jaki dotąd przeczytałem (nie żebym miał ich wiele na koncie). Właściwie każde z nich trzymało poziom, jedynie "Rzeźnik stacji Anderson" był w swoich założeniach trochę sztampowy, co nie przeszkodziło jednak w przedstawieniu  rozterek tytułowego bohatera. Za najmniej porywającego uznałbym "Auberona" choć w dalszym ciągu było nieźle. Ciężko jednoznacznie postawić mi któreś opowiadanie na podium, ale najbardziej podobał mi się pierwszy w kolejności "Napęd". Fakt, był przewidywalny, może trochę naiwny, ale do tego życiowy i w pewnym sensie poetycki. Gdy padło pewne nazwisko, to wszystko wskoczyło na swoje miejsce. O innych utworach nie będę pisał z osobna, bo nie chcę popełnić najdłuższego wpisu - przedstawię zamiast tego ogólny zamysł, który w nich widzę.

Praktycznie wszystkie teksty mają sporo elementów wspólnych, ale w mojej opinii na czoło wysuwa się motyw braku poczucia przynależności, przybierający najróżniejsze formy, co prowadzi z kolei do podejmowania przez bohaterów zupełnie odmiennych od siebie wyborów życiowych. Utwory traktujące o postaciach nam już znanych pozwalają spojrzeć na przeszłe wydarzenia, które ukształtowały osoby znane nam z głównego cyklu i robią to zdecydowanie w dobry sposób. Pozostałe opowiadania skupiały się raczej na przedstawianiu funkcjonowania pewnych fragmentów społeczeństwa na przestrzeni wielu lat (teksty ułożone są chronologicznie), wraz z problemami panującymi w danym otoczeniu.

Czytając nie odnosiłem wrażenia obcowania z wynikiem odcinaniem kuponów, wręcz przeciwnie - w każdym tekście czułem swoistą autentyczność i może nie tyle "potrzebność" ich istnienia, co schludne wpasowywanie się w nieprzedstawione elementy świata. No i często zostawiały nas chwilę po kulminacyjnym momencie, z pytaniami i wątpliwościami.

Zbiorek ten zdecydowanie polecam, ale nie należy od niego zaczynać przygody z "Ekspansją" - zepsujemy sobie tylko zabawę.


No i przechodząc do zapowiadanego podsumowania cyklu. W moim odczuciu najsilniejszym jego elementem jest oczywiście załoga Rosa i ich wzajemne relacje, względny brak sztampowości w kreacji postaci (choć Amos w pewnym momencie jest tym zabawnym mordercą) oraz ciągłe dążenia do poprawy ogólnej sytuacji, często bez baczenia na własne bezpieczeństwo. Inne postacie póltoraplanowe (bo jednak wiele z nich otrzymuje rozdziały z własnej perspektywy) też trzymają fason, z Avasaralą na czele. Na plus przeważne utrzymywanie równowagi między przedstawianiem problemów małej i większej skali, politykowaniem i wybijaniem sobie dziur w statkach. Jak to zauważył pewien użytkownik, od ciężkiego do jednoznacznego określenia momentu seria stała się raczej bezpieczna i nie oferowała już aż tak dramatycznych zwrotów akcji, co nie zmienia faktu, że mi cały czas czytało się ją dobrze, może za wyjątkiem dłuższego epizodu w 4. tomie. No i ponownie wychwalę 10-stronicowe rozdziały - jest w tym może trochę chłodnego rzemieślnictwa, ale mi bardzo takie rozwiązanie pasuje.

Z perspektywy czasu "Przebudzeniu" dałbym 8. W średnim rozrachunku seria tyle nie otrzymuje, ale w ogólności zasługuje na mocne 8. Nie będę robił rankingu, bo za dużo tego jest - pierwsze i ostatnie miejsce jest jednoznaczne, a tyle chyba wystarczy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

63e4b4bf-7b4d-4353-a0d6-d22d11283e51

Muszę nadrobić ten zbiór opowiadań jednak. Nie przepadam za tego typu dziełami, ponieważ wolę gdy książka opowiada jednolitą historię. Stąd odkładanie tej, można rzec, ostatniej części cyklu. Ogólnie jest to jedna z niewielu powieści, które czytało mi się tak dobrze, że pochłaniałem jedną książkę za drugą. Od siebie również polecam.

Zaloguj się aby komentować

766 + 1 = 767


Tytuł: Upadek Lewiatana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788367023191

Liczba stron: 528

Ocena: 8/10


Czy łatwo jest w odpowiedni sposób skończyć taki długi cykl? Nie. Co to właściwie znaczy "odpowiedni"?

W ostatniej części działo się dużo i gęsto, można by nawet pomyśleć, że nowe rzeczy pojawiały się ciut za często, choć z drugiej strony tworzyło to pasującą do tonu prezentowanych wydarzeń atmosferę niepewności, pośpiechu i tym razem już faktycznie ostatniej szansy.

Powtórzę się już któryś raz, ale znowu mamy do czynienia z różnymi typami zdrad i sojuszy, są ucieczki, są bitwy, są kryzysy tożsamości. Niby wszystkie te rzeczy widzieliśmy już po kilka razy, ale w dalszym ciągu dają radę. Przyczepię się właściwie tylko do pierwszej akcji na planecie - celowo zrobiono z naszej paczki idiotów na krótką chwilę, by rezultat był dokładnie jak zamierzony.

No i przechodząc do zakończenia. Czy było przewidywalne? Wmawiam sobie, że do pewnego stopnia tak - myślę, że mogę to powiedzieć o samych jego konsekwencjach, ale o prowadzących doń sekwencjach już niekoniecznie. Nie mam wobec niego jakichś skrajnych odczuć, choć z ciekawością spojrzałbym na inne podejście do zamknięcia historii. Tak jak teraz o tym myślę, tak wyczuwam tu trochę sosu z Mass Effecta 3. Kto wie ten wie.

Ogólnie bardzo sympatyczna seria. Główne postacie są tak napisane, że nie da się do nich nie przywiązać. Ode mnie na duży plus rozdziały po 10 stron - bardzo nie lubię przerywać czytania w połowie wydarzeń. Generalne podsumowanie cyklu zrobię przy okazji zbioru opowiadań.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

9966644b-a717-4515-b32a-7a5e74059226

No fakt, zakonczenie nie poruszalo moze jak w innych seriach jakie czytalem ostatnio, ale to tez troche inna stylistyka; bardziej Pulp niz Epic. Ale seria ogolnie miodzio jak sie przymknie oko na niektore rzeczy. Mnie osobiscie zdolowalo troche to ze po pierwszych paru tomach, gdzie paszcze rozdziawialem z zaskoczenia, zrobila sie ta seria bardziej przewidywalna. Ale jak to mowia: gorzej bylo i klaskali.

Zaloguj się aby komentować

755 + 1 = 756


Tytuł: Gniew Tiamat

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788366409095

Liczba stron: 544

Ocena: 8/10


To co szczególnie widać w tym tomie to steranie: być może niektórych czytelników (nie mnie), ale z pewnością ludzi - nie tylko głównej drużyny. Kto nie byłby fizycznie zmęczony, ale też psychicznie znużony dziesięcioleciami walk z czym tylko dusza zapragnie, użerania się z nieśmiertelną biurokracją czy też przyjmowania na swoje barki konsekwencji brutalnych, lecz koniecznych decyzji? Widać swoistą melancholię w postępowaniu załogi Rosynanta i tego jak ich drogi potoczyły się zarówno w odniesieniu do tomu poprzedniego, jak i całego cyklu. Koniec końców śledziliśmy ich losy przez co istotniejsze wydarzenia na przestrzeni tego szmatu czasu i pewne uczucia mogą się nam udzielać.

Można zauważyć pewne podobieństwo z tomem 5. w tym, jak cała drużyna - z początku rozdzielona - powoli znów zbiera się do kupy, choć tym razem w zupełnie innych okolicznościach, a sam proces jednoczenia uderza w inne tony. Podobał mi się też mały moment docenienia samego Rosynanta - którego po takim czasie można swoją drogą uważać za członka załogi - w postaci powrotu do akcji po krótkim odstawieniu na bok.

Jedna z lepszych części - dużo zaglądaliśmy do głów ulubionych postaci i obserwowaliśmy ich rozterki przy ciągłych staraniach mających na celu poprawę szeroko pojętej sytuacji. Parafrazując Bobbie: "chcę, żeby moje czyny sprawiły, by po moim odejściu świat był choć odrobinę lepszym miejscem".


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

a6e5f3c5-b2da-41e9-a2ff-a06a45bcd6bb

Całą serię dobrze mi się czytało, autorzy zachowali spójność, dobrze nakreślili bohaterów, opisali świat i nakreślili politykę. Książki napisane ciekawie i z jajem. W całej serii najbardziej podobało mi się przywiązanie do świata fizyki. Zaowocowała współpraca z fizykami, astronautami, by jak najbliżej odwzorować to, co dzieje się poza studnią grawitacyjną.

@Ciuplowski mi podoba się również, że główny złol każdego tomu (poza drugim) może i pojawia się niekiedy znikąd, ale zawsze posiada jakieś sensowne - z jego perspektywy - motywacje, często wiążące się z wydarzeniami opisanymi w poprzednich częściach, a nie że wyskakuje jeden z drugim i postanawiają, że na śniadanie rozdupcą sobie stację, bo tak.

Zaloguj się aby komentować

731 + 1 = 732


Tytuł: Wzlot Persepolis

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788366409439

Liczba stron: 576

Ocena: 8/10


Zacznę chyba od największego zaskoczenia, czyli przeskoku czasowego. Wszystko i wszyscy są starsi o 30 lat, cała ludzkość wypracowała pewne kompromisy, a przyszłość zdaje się malować nawet jeśli nie w kolorowych, to przynajmniej ciepłych barwach.

Oczywiście w tym momencie, cała na biało, z izolacji powróciła frakcja powiązana z dawnym miłośnikiem ciskania kamulcami, wyposażona w cudeńka dosłownie nie z tej ziemi. Czego może chcieć? Powszechnego pokoju i unifikacji ludzkości pod jedną flagą. Pomimo pozornej sztampowości rozwiązania i zawoalowanych gróźb ukrytych pod swoimi szlachetnymi przekazami, każdy rozsądny człowiek postawiony na miejscu szarego mieszkańca losowej stacji zastanowiłby się 3 razy nad stawianiem oporu, gdyż ta korzystna alternatywa była dla przeciętnego człowieka po prostu lepsza niż sianie fermentu.

Ponownie, książka przebiegała raczej standardowo, choć nie znaczy to, że nie trzymała w napięciu. Tak dużo rzeczy mogło tu pójść nie tak, praktycznie wszystkie operacje miały tylko jedno podejście, a człowiek, z czystego przyzwyczajenia, czekał aż coś faktycznie trafi szlag.

Ciekawe było zaobserwowanie przez jedną z postaci korelacji między początkową akcją na Freehold, a późniejszą inwazją Lakonian. Wszystko zależy od perspektywy oraz od tego, kto zwyciężył.

Podobał mi się też inny element, mianowicie wariacja na temat tego, jak to rewolucja zjada swoje dzieci, rozciągnięta swoją drogą na całą książkę. Wewnętrzne rozterki osoby zainteresowanej czasem wywoływały niepokój, czasem odrazę, a później również współczucie.

Pomimo początkowej konfuzji wywołanej obserwowaniem wyczynów dziadków czytało się to zwyczajnie nieźle.

Aha, no i kto do ciężkiej cholery wymyśla dla swojego niemowlaka przezwisko "potwór", jakikolwiek byłby tego powód. Dziecko jest jak najbardziej normalne.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

a9c0f92e-b948-4c7a-855a-e7a8e57ed288

Zaloguj się aby komentować

Zauważyłem ostatnimi czasy niepokojący trend, który zapewne obejdzie tylko mnie. Jako esteta i cholerny pedant zwracam dużą uwagę na stan, w jakim książki do mnie przychodzą. Obserwuję już od jakiegoś czasu, że sporo książek ma po prostu spieprzone grzbiety, w sensie cała grafika jest przesunięta w bok i to na tyle mocno, że widać jak na dłoni, że to co powinno być na środku, na środku nie jest. Czy drukarnie mają już aż tak wylane w procesy produkcji? O różnej wysokości książek przy dodrukach lub nawet po prostu kolejnych pozycjach w serii nie wspominając, czasem odmienny papier czy nawet inne metody klejenia/szycia oraz umieszczania bloku w okładce w jednym cyklu. Czy wydawnictwa mają w d⁎⁎ie kontrolowanie wykonawców? W MAGu też chyba lekko im powiewa kontrolowanie oprawy książki przed wysłaniem do druku: z pięciu Sullivanów tylko czwarty ma logo wydawnictwa na grzbiecie, bodaj w drugim tomie dali inny papier; w trzecim Swanie na grzbiecie grafika jest pokryta lakierem, w dwóch poprzednich nie; loteria w kwestii tasiemek, widoczna zwłaszcza u Eriksona, całe cykle Coreya i Abercrombiego nie mają tasiemek poza ostatnimi tomami. Drugi tom czwartej części ABŚ ma na grzbiecie napis "cześć druga" czy coś w tym stylu, a poprzednie oczywiście nie. Albo umieszczenie w twardookładkowym wydaniu Słów światłości wersji tekstu przed poprawkami, choć miało być odwrotnie, co poprawiono dopiero kawał czasu później. Ogólnie w MAGu kominikacja kwiczy od kilku miesięcy.

Wpis miał tylko ponarzekać na nierówność grzbietów, a zamienił się w pełniprawny wysryw.


#ksiazki #czytajzhejto #mag #narzekanie

@Cerber108 Druk zleca się tej drukarni, która (deklaratywnie) utrzyma termin i ma najniższe ceny na papier i druk. Więc pierwszy tom idzie do jednej drukarni, drugi do innej a dodruk pierwszego jeszcze gdzieś indziej. A każda drukarnia ma własną specyfikację, własne szablony, wykrojniki, profile kolorystyczne, dostępny papier itd. Kiedyś normalną rzeczą było, że wydawnictwo w procesie przygotowawczym, dostosowywało się do wymogów drukarni. Dziś ten etap się pomija, bo tak jest po prostu taniej. Ludzi, którzy mają o tym pojęcie jest coraz mniej i trzeba im zapłacić. Podobnie jest z samą oprawą graficzną. Obecnie pani Kasia z drukarni dostaje od wydawnictwa maila: na froncie proszę umieścić tekst (...). I umieszcza.

Wszystko dziadzieje. Sami jesteśmy sobie winni, bo zgodziliśmy się na to.

@Cerber108 ostatnio jak w Empik dobierałem książki to zapytałem pani o co chodzi to mi wyjaśniła, że teraz są bardziej eko i nie pakują książki podczas transportu osobno do kartonów tylko luzem zbiorczo.

Jedna książka była tak poniszczona, że wymieniłem sobie na lepszy egzemplarz do stał stacjonarnie na półce.


U mnie wszystkie Sullivany (saga epok) są takie same. Twarda okładka na plus podczas transportu empikowego się nie zniszczyła

@inty w kartony nie pakują już od kilku lat, ostatnie książki w paczce od nich dostałem pod koniec 2021. Ogólnie niektóre egzemplarze przychodzą czasem tak porozwalane, że ręce opadają. Ja do tego jestem perfekcjonistą, pedantem i wiele innych, tak więc nawet mniejsze defekty mnie wkurzają, z drugiej strony kupuję produkt "nowy", tak więc też takiego oczekuję.

@l__p @osobliwy @Sahelantrop @inty to jest jakiś nieśmieszny żart. Na 7 książek kupionych w ostatnim tygodniu, 3 mają krzywy grzbiet, 43% procent jest k⁎⁎wa spartaczona, nawet od cholernego Vespera.

b53803e6-f948-4da5-92f0-0cc05ad220b6

Zaloguj się aby komentować

711 + 1 = 712


Tytuł: Prochy Babilonu

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788374806237

Liczba stron: 544

Ocena: 7/10


We wszystkich poprzednich tomach - poza pierwszym naturalnie - wydarzenia obserwowaliśmy z perspektywy Holdena i trzech innych osób; tutaj z kolei było ich tak dużo, że straciłem rachubę, a niektóre z nich dostały dosłownie po 2 rozdziały. Miało to chyba zobrazować jak wielki wpływ na ludzi w różnych zakątkach cywilizacji miały wybryki Inarosa i siłą rzeczy zostało to osiągnięte, brakuje mi w tym jednak bezpośredniej osi łączącej wszystkich "bohaterów" tego tomu, a wojenna zawierucha tej skali to zbyt duże uogólnienie.

Sama fabuła przebiega dosyć standardowo: zdrady, zakulisowe konspiracje, niełatwe sojusze, desperackie plany, do tego obcy - a raczej ich spuścizna - powoli wracają do gry.

Sprawa, o której wspomniałem w poprzednim wpisie została potraktowana tak jak się spodziewałem, ale to było akurat do przewidzenia - w tym wypadku nie wchodzę w szczegóły.

Śmieszy mnie za każdym razem, gdy autorzy co 800 stron wspominają o łykaniu przez Holdena środków przeciwnowotworowych, byle tylko pokazać, że o tym pamiętają, a ich wielki heros posiada w międzyczasie wystarczający zapas nawet na największym odciętym zadupiu. Delikatnie się tym wkopali i mogli mu ogarnąć jakąś nowatorską terapię.

No i to faktycznie w tej części znalazło się całkiem sporo literówek lub o jedno słowo za mało bądź za dużo.

Ot, standardowy tom serii. Nie jestem fanem aż tak obszernej w nim obsady, choć rozumiem zamysł, a ten został spełniony.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

c40040fc-63e1-46fa-a477-4f9fcc35d466

Skończyłem czytanie tej serii na tomie w którym Holden i ekipa są na etapie geriatrii i poraz kolejny pojawia się nowy superzłoczyńca. W końcu seria zrobiła się tak samo męcząca jak Honor Harington. Ale wcześniejsze książki z serii były ok.

Z serialem dałem sobie spokój po tym jak uśmiercili na początku jedną z głównych postaci z książki.

@d_kris Polecam wrócić i dokończyć. Według mnie ta seria miała kryzys w środkowych tomach, a etap emerytalny to powrót do formy i świetne zamknięcie cyklu.


W serialu odpadłem po otwarciu wrót, bo nie mogłem znieść tej historii alternatywnej.

Zaloguj się aby komentować

689 + 1 = 690


Tytuł: Gry Nemezis

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788366065383

Liczba stron: 544

Ocena: 9/10


W wielkim skrócie: póki co najlepsza część. A teraz konkretniej.

Wreszcie dostaliśmy tom, który (przynajmniej na początku) skupia się na drużynie Holdena, a konkretniej na tym, jak każdy - prócz samego kapitana - leci w wolnym czasie ogarnąć prywatne sprawy na starych śmieciach. Wszyscy dostają swoje pieć minut na rozprawienie się z przeszłością, ale oczywiście wybrali sobie na to najgorszy możliwy moment i powoli - mniej lub bardziej świadomie, w mniejszym lub większym stopniu - wikłają się w zupełnie paskudną sprawę.

Wątek każdego członka drużyny oferuje co innego: Holden martwi się o resztę, bo przez ostatnie kilka lat wszyscy trzymali się razem i próbuje sobie z tym radzić; Naomi ma ogólnie przegwizdane, ma mieszane uczucia względem wszystkiego co robi i doświadcza i jest to w sumie najmocniej skomplikowany pod tym względem etap książki; Aleks dostał najbardziej standardową rolę ze wszystkich tj. śledztwo; Amos to Amos, aczkolwiek później znajduje się w niezłym młynie.

Od pewnego momentu napięcie było wysokie jak cholera, wtedy też Amos błyszczał bardziej niż zwykle i w żadnym wypadku nie chciało się przerywać lektury. W wątku naszego ulubionego zabójcy ogarnięto również w pewnym sensie problem, który miałem w jednej z poprzednich części. Czy w sposób dla mnie satysfakcjonujący? Ciut za delikatnie, ale zobaczymy później, bo elementy tego widać w tomie 6.

Kreacja nowego złodupca jest dosyć kliszowa tj. charyzmatyczny jak diabli Alvaro, potrafiący z każdym się dogadać, mogący dopasować maskę do dowolnej sytuacji. Zobaczymy co z niego wyrośnie, bo zdecydowanie nie powiedział ostatniego słowa, wręcz przeciwnie - ledwie wygłosił kilka pierwszych.

Dlaczego podoba mi się ta część? 1. Skupienie się na drużynie Holdena. 2. Wątki powoli się ze sobą łączą nie dlatego, że osoby zaangażowane dzielą podobny cel lub niewielką od siebie odległość (jak w dwóch poprzednich tomach), tylko dlatego, że pewne sprawy były ze sobą powiązane na tak głębokim poziomie, a bohaterowie tak mocno drążyli temat, że siłą rzeczy do stopniowego odkrywania kart i padania kostek domina dochodziło. 3. Stawki wzrosły, delikatnie mówiąc.

Czasami mam tak, że dane dzieło kultury doceniam jeszcze mocniej jakiś czas po zakończeniu niż w trakcie przyswajania - to jeden z tych przypadków, dlatego daję 9, choć w trakcie czytania w głowie siedziało 8. Po prostu lwia część elementów jest na odpowiedniem miejscu i w zgodny sposób ze sobą współgra.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

0b533258-c868-4a2b-9eb8-3f24fb34842e

Zaloguj się aby komentować

680 + 1 = 681


Tytuł: Gorączka Ciboli

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788366065307

Liczba stron: 592

Ocena: 6/10


Bez wstępów. Na początku motywacje dwóch głównych ugrupowań były mniej więcej na równi sensowne i sprawiedliwe, jednak im dalej w las, tym bardziej wszyscy się radykalizowali, prowadząc do niewytłumaczalnych aktów przemocy. Prym w tym wiódł tutaj facet wyłaniający się na przestrzeni stron na - nazwijmy go - głównego złola tego tomu, którego zacietrzewienie osiągnęło tak abstrakcyjne wartości, że po prostu nie da się go nie nienawidzić. Nie zdziwiłbym się, gdyby ta agresja została później wytłumaczona w jakiś nienaturalny sposób, bo na początku konflikty były zrozumiałe i jako tako obrazowały umiejętność ludzkości do skakania sobie do gardeł nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, ale później wszystko wydawało się wręcz przerysowane. A może po prostu nie doceniam naszego gatunku?

Gdyby wspomniany już aspekt "niemożności ludzkości do współpracy w czasie próby" został pociągnięty do pewnego tylko momentu, to byłoby super, ale ciągłe podbijanie poprzeczki tylko to spłyciło. Był potencjał na historię o mniejszej skali niż w poprzednich tomach, a ostatecznie ten podobał mi się najmniej.

Holden dalej jest niepoprawnym idealistą, a pewna doza naleciałości od przebywania z Millerem bardzo by mu się tu przydała.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

b414dbec-5bfe-4c07-a82d-f71900b71ba7

Zaloguj się aby komentować

672 + 1 = 673


Tytuł: Wrota Abaddona

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788366065031

Liczba stron: 544

Ocena: 7/10


W tym tomie nie mamy typowego złola stojącego za wszystkim w danej części, raczej kilku pomniejszych, którzy objawiają się wcześniej lub później i zaczynają bruździć. Powiedziałbym wręcz, że bardziej dominuje tu ukazanie ludzkości jako wroga dla samej siebie, jej umiejętności do kładzenia sobie wzajemnie kłód pod nogi i bycia zupełnymi bestiami, z drugiej natomiast strony pokazanie jej zdolności do niepoddawania się w najbardziej nawet beznadziejnych sytuacjach.

W moim odczuciu książka ta była trochę za długa i na spokojnie dałoby się wyciąć kilka scen bez istotnego wpływu na główny wątek i odchudzić ją o jakieś 100 stron.

Znane czytelnikom stronnictwa znowu postępują pochopnie i niekoniecznie rozsądnie, jednak na to przymykam oko, bo w tym świecie to najwidoczniej norma. Zagotował mnie natomiast fakt, że właściwie wszyscy zbyt łatwo zlewali fakt, czego dokonała Claire, i że - na ten moment - nie poniosła tego konsekwencji.

I zostając przy tej lasce: początkowe wzięcie jej za Julie przez Holdena było jednym z ciekawiej zrealizowanych fragmentów do tej pory; implikacje tej pomyłki, gdyby jednak okazała się prawdą, byłyby nieliche. Irytowała mnie też naiwność i przesadny wręcz optymizm i wiara w innych Anny. Te dwie ostatnie cechy są pożądane, ale w zdrowych dawkach.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

e27c0a31-7b97-4401-8c59-53edd59afb29

Zaloguj się aby komentować

665 + 1 = 666


Tytuł: Wojna Kalibana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788374809245

Liczba stron: 576

Ocena: 7/10


Co tu dużo mówić? Poza znaną drużyną Holdena dostajemy perspektywę pasiarskiego botanika, marsjańskiej marine i ziemskiej polityk, i tak jak ós wydarzeń kręci się przeważnie wokół tego pierwszego, tak mi najbardziej podobała się ta ostatnia, niedająca sobie w kaszę dmuchać, rzucająca bluzgiem babcia-polityk (połączenie to - choć proste i banalne - działa, a chyba o to chodzi).

Początek był wciągający, potem rzeczy toczyły się dosyć standardowo (tj. misja, zdrada, Wenus, flota, stacja, księżyc itd. - kolejność dowolna), by oczywiście znaleźć rozwiązanie problemu. Ogólnie dostrzegam pewne powtarzające się motywy (jestem już po książce 3.), i tak jak niekoniecznie jest to dla mnie problemem, tam żywię nadzieję, że w kolejnych tomach zacznie się to wszystko spinać w większą całość, bo wg mnie części 1. i 2. to niemal zamknięte historie, łączące się jedynie elementem protomolekuły i szeroko pojętych poczynań Holdena.

Trafiło się kilka tych literówek, na jednej stronie było jednocześnie słowo haker i hacker. Obawiam się tomu bodaj 6, bo tam podobno korekta leży i kwiczy. Również w pewnym momencie padło zdanie w stylu "10000kg żarcia, które przejmiemy, starczy na tydzień dla 10mln ludzi na naszej stacji". Problem jest taki, że daje to ok 140mg dziennie na łebka - raczej niewiele.

Jednakże dalej czyta się nieźle, momentami trzeba zawiesić niewiarę, choć przeważnie robi się to nieświadomie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

0061f12a-e056-4d2f-830f-3a31a4f4f3b2

Zaloguj się aby komentować

637 + 1 = 638


Tytuł: Przebudzenie Lewiatana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788374809153

Liczba stron: 576

Ocena: 7/10


Bezapelacyjną zaletą tej książki jest jej łatwa przyswajalność i sprawność czytania. Bohaterów i ich najbliższych ziomków nie tyle co da się polubić, ale łatwo się do nich przywiązać. Trzeba autorom oddać, że w kreacji głównej obsady udało im się uniknąć oczywistej archetypizacji, może jedynie z wyjątkiem Millera jako schlanego detektywa samotnika.

Jak to czasem zaznaczam, tak i tutaj niektóre wydarzenia wydają się ciut zbyt wygodne w danych okolicznościach, inne z kolei nie są dla mnie zbyt jasne, ale to pewnie wyjaśni się w późniejszych tomach.

Przykłady: 1. Najpierw mówią o jak najmniejszym wystawianiu próbki na promieniowanie, a potem, w ramach zabezpieczenia przed ciekawskimi, zamierzają wysadzić atomówki na powierzchni stacji, by srogo ją rozgrzać i w ten sposób uniemożliwić komukolwiek dostępu do niej zapominając, że ciepło może być przenoszone w formie promieniowania. Jedyne wytłumaczenie, jakie jestem w stanie wymyślić, to grubość skał, która nie przepuści tego ciepła w głąb stacji. No chyba że autorzy zastosowali skrót myślowy i przez promieniowanie mieli na myśli ten typ, który kojarzony jest z atomówkami i reaktorami. Tak zapewne też jest i to czepialstwo z mojej strony. 2. Czemu stacja nie poleciała na Słońce, tak jak zresztą było to pierwotnie zaplanowane? Tu już wyjaśnienia nie jestem w stanie wygłówkować, naturalnie poza zostawieniem bardzo istotnego elementu w grze, by móc napisać kolejne 9 książek.

Przydałby się szerszy kontekst złej krwi między Pasem i planetami wewnętrznymi, bo jedyne co wiemy, to że niezbyt się lubią, panuje swoisty rasizm, a przemoc nie jest niemile widziana. To tak jakbyśmy dostali historię, której główną osią jest jedna z wojen światowych, ale akcja zaczyna się miesiąc przed jej wybuchem i tylko z tego fragmentu możemy wnioskować o jej niebezpośrednich przyczynach.

Upływ czasu powinien zostać przedstawiony w bardziej namacalny sposób. Miller mówi pod koniec, że od początkowych wydarzeń minął niemal rok, za to ja czuję, jakby wszystko przewinęło się najwyżej w tydzień.

Humor jest tu raczej dosyć prosty, choć znajdą się i lepsze riposty, pasuje to jednak do takiej kosmicznej drużyny. Romans i roochańsko są obecne, na szczęście potraktowane zostały po ludzku, a nie Swanwickowemu.

Nie wiedziałem o tej książce/serii nic, tak więc z mglistych wspominek innych czytelników wyobrażałem sobie, że będzie to opowieść stricte o politykowaniu i ew. strzelaniu w kosmosie. Te elementy oczywiście się tu znajdują, jednak nie spodziewałem się dosyć brutalnej opowieści w zepsutym świecie, gdzie opisy flaków nie są tabu, a ludzie niezbyt często hamują się przed krzywdzeniem innych.

Fajne czytadło - nic rewolucyjnego, ale też bez elementów obrzydzających lekturę. Nie próbuję nawet odgadnąć co oni tam nagotowali, że aż 9+1 książek nastrugali. Podsumowanie całości przy tomie 9 lub zbiorze opowiadań.

Gdybym miał taką opcję, to dałbym 7,5, jednakże nie mam, a trochę tych lekkich zarzutów wypisałem, tak więc leci 7.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #expanse #jamessacorey #mag #ksiazkicerbera

25296ae1-c715-495b-8a73-2db12a56a8df

No i @sireplama napisał w zasadzie to co ja chciałem przekazać. Akurat lubię tę część „fi” bo samo politykowanie zanudziłoby mnie jak i zapewne rzesze czytelników na śmierć. Choć mimo wszystko uważam, że te wątki też były bardzo dobrze napisane. Jak dla mnie 8/10 cała seria, choć końcówka to takie domykanie wątków i ogólnie już jakość fabuły krzepnie na średnim poziomie. Powiedzmy że pierwsze 5 tomów super, potem jest po prostu ok.

@the_good_the_bad_the_ugly fakt, by ze zwykłego politykowania zrobić sensowny motor napędowy 9 książek, to by się musieli nieźle nagimnastykować.

@Cerber108 miałem jakiś czas temu zacząć to czytać, potem parę spraw mi wypadło i zapomniałem. Dzięki za przypomnienie

@HolQ patrząc na zbiór zdecydowałem, że muszę wreszcie zabrać się za jakąś dłuższą serię, no i wybór padł na to. Sprawnie się to czyta, a dużym plusem (przynajmniej dla mnie) są rozdziały średnio po 10 stron. Nie lubię przerywać w połowie akcji, a nie chce mi się też czasem czytać kolejnych 30 stron, aż dany rozdział dobiegnie końca.

Zaloguj się aby komentować

602 + 1 = 603


Tytuł: Ten drugi

Autor: Thomas Tryon

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Vesper

ISBN: 9788377313978

Liczba stron: 344

Ocena: 8/10


Owszem, to "Ten drugi", ale nie należy go mylić z książką o tym samym tytule o pewnym rudym człowieku. A tak zupełnie na poważnie, mamy do czynienia z pozycją, która horrorem jest niemal tylko i wyłącznie z potrzeby klasyfikacji; znaleźć też można tutaj elementy thrillera i obyczajówki. Cały czas miałem z tyłu głowy genialne "Magiczne lata" McCammona, z którymi omawiana książka ma wspólne m.in. uczynienie bohaterem nastoletniego chłopca oraz obsadzenie miejsca akcji w zaściankowym miasteczku w Stanach (lat 30. XX wieku, w ML 60.). Tutaj większe podobieństwa się kończą, ale nie będę też opisywał wszystkiego w porównaniu do "Lat" - trzeba znać umiar.

Już sam wstęp wprowadza w konsternację specyficznym sposobem narracji, ale zaraz potem otrzymujemy główną część historii. Powoli zostajemy wprowadzeni w kontekst wydarzeń, poznajemy ludzi oraz otoczenie. Przez pierwszą połowę książki wydarzenia toczą się doprawy powoli, momenty pchające wątek delikatnie do przodu są zbyt mocno od siebie oddalone, jednakże przyjemny styl i ciekawość uprzyjemniają oczekiwanie. Muszę oddać autorowi świetne zrealizowanie opowieści pod tym względem, że w pewnych momentach czułem po prostu obrzydzenie w odniesieniu do występków jednej postaci (i nie, flaki nie lały się cysternami). Później aspekt ten nabrał niezłego impetu, a i częstotliwość istotnych wydarzeń również wzrosła.

Najzwyczajniej w świecie podoba mi się przedstawienie postaci bohatera oraz babci, ich słabości oraz całej otoczki, która skutecznie pozwala się w opowiadaną historię wczuć.

Książka bardzo dobra, jednakże nie jest to kaliber "Magicznych lat", tak więc musi zadowolić się mocną ósemką.

Polecam dla tych, którzy chcą przeczytać "horror" przyziemny, z małomiasteczkowym klimatem.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #vesper #horror

ac6bc4a1-3d81-446f-a955-499582171391

Zaloguj się aby komentować

597 + 1 = 598


Tytuł: Trylogia Ciągu

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

ISBN: 9788374805407

Liczba stron: 832

Ocena: 7/10


Jedną z najważniejszych pozycji w nurcie cyberpunku czytało mi się nieźle, jednakże czuję się, jakbym Neuromancera doświadczał jak przez sen - pamiętam główne postacie i orientacyjnie wydarzenia, ale w taki sposób, jak gdyby ktoś mi o nich opowiedział, a nie sam o nich przeczytał. Nie mam absolutnie żadnego pojęcia czemu tak jest, ale przy lekturze Grafa i Mony już tak nie było.

Podobał mi się styl autora, pasujący do przedstawianych wydarzeń. Cały czas coś się działo, mniej lub bardziej istotnego, ale przestojów uświadczyć idzie bardzo niewiele, a przy książce tej objętości to pewien wyczyn. Niewielki aspekt, który przypadł mi do gustu to takie operowanie językiem, by nie dać czytelnikowi absolutnie żadnej wskazówki pozwalającej określić czas akcji. Jedynym co mogłoby się do tego zbliżyć, to wspomnienie - w odniesieniu do Angli - o wojnie mającej miejsce wiek wcześniej, nie wiemy jednak, o której wojnie mowa, choć II umiejscowiłaby historię mniej więcej w roku 2040, co brzmi dosyć sensownie.

Solidnie jest też zrealizowana kwestia nowych słów: na początku nie wiadomo oczywiście o co chodzi, ale bardzo szybko można się domyślić znaczenia danych rzeczy i zjawisk.

Jednakże, dwie rzeczy psują mi trochę odbiór. Pierwsza to cybernetyczne bostwa: kim są, skąd się wzięły i wreszcie po co właściwie one się w tej historii znajdują? Nie wiem, ale gadanie o niejakim Legbie co kilkadziesiąt stron wprawiało mnie w konsternację. Druga to celowość wydarzeń w Neuromancerze i Monie. W Grafie przedstawiane wątki są sensowne (może poza późniejszymi fragmentami dla znawczyni sztuki) i za to właśnie lubię go najbardziej z całej trylogii. W Neuromancerze jeden goni drugiego, trzeci zdradza czwartego, a to wszystko po to, by dwie AI mogły się połączyć (chyba). No dobra, ale po co? Z kolei w Monie jednen goni drugą, trzecia porywa czwartą, piąty szantażuje szóstego, a to wszysto, by... No właśnie. Czytało się to dobrze (zresztą całą bardziej powiązaną historię złożoną z części 2 i 3, choć naturalnie wszystko się łączy), ale brakowało mi tej celowości. Wątki poszczególnych postaci się pozamykały, ale większy obraz, wg mnie, niekoniecznie. Wręcz przeciwnie, dostaliśmy cliffhanger wszechczasów, który pod pewnymi względami może wyjaśniać elementy mi zawadzające.

Książka niezła, z pewnością istotna. Kiedyś będę musiał ponownie ją przeczytać, może wtedy wejdzie lepiej.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #williamgibson #mag #artefakty

9c515579-9669-4975-9547-f9efe8798c4f

Zaloguj się aby komentować