#wedrujzhejto

1
218

Siema,

W dzisiejszym #piechurwedruje opis mojego ostatniego, rodzinnego wypadu w góry. Zapraszam do czytania i oglądania zdjęć

---------

Szczyt: Lubomir (Beskid Makowski)

Data: 16 wrzesień 2023 (sobota)

Staty: 11.5km, 6h30, 450m przewyższeń


Decyzja o wyjściu wyszła bardzo spontanicznie - próbowałem namówić rodzinkę na piknik, a okazało się, że brat wcześniej zorganizował już ekipę na wypad w góry. Kleszczowym zwyczajem doczepiliśmy się z córą do większej grupy, na którą składali się brat ze szwagierką, mama i babcia.


Wyruszyliśmy z miejscowości Lipnik, z parkingu na Majdówce. Nazwanie tego "parkingiem" może być tu sporym nadużyciem, mimo że tak jest oznaczony na mapach. Jest to raczej miejsce, w którym na własną odpowiedzialność można zostawić samochód - nie jest nawet wysypane żwirem, dookoła hałdy ziemi, kto wie jak długo jeszcze będzie służyć zanim ktoś się tam wybuduje.


Ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę szczytu. Cała grupa, z babcią na czele, wypruła do przodu, zostawiając mnie i Myszora z tyłu. Zabieg był celowy, ponieważ jak zwykle na początku każdej wycieczki młoda (3 lata) zaczęła się dąsać. To była dopiero jej trzecia wyprawa w góry na własnych nóżkach, więc nie naciskałem na tempo i starałem się ją zainteresować rzeczami w odpowiedniej dla niej skali.


Tutaj ważna uwaga: w przypadku wychodzenia na szlak z małym dzieckiem dobrze jest oficjalny czas przejścia, jaki pokazuje mapa, pomnożyć przez 2. Do tej pory taki przelicznik zawsze mi się sprawdzał.


Zielony szlak na Lubomir nie jest skomplikowany. Przez około połowę trasy idzie się nieco stromiej pod górę zdobywając wysokość, później droga łagodnieje. Trasa prowadzi przez wysoki las i nie powinna sprawić nikomu problemów. Dość powiedzieć, że bez większego trudu weszła nią zarówno moja mama (lat 62), jak i babcia (lat 89).


Na Lubomirze znajduje się obserwatorium astronomiczne, które jako jedyne w Polsce organizuje pokazy obiektów na niebie. Ciężko mi coś na ten temat powiedzieć, w momencie naszego przybycia było ono zamknięte. Może jakiś Tomek albo Tosia byli i mogą podzielić się wrażeniami.


Oprócz tego można usiąść sobie na ławeczkach i odpocząć, co też uczyniliśmy. Dostępna jest także pieczątka, gdyby ktoś zbierał do #koronagorpolski. Po chwili przerwy i napełnieniu żołądków udaliśmy się w dalszą drogę czerwonym szlakiem do schroniska Na Kudłaczach.


Ta część trasy jest już zwykłym spacerkiem w miłych okolicznościach przyrody. Jakieś 10 minut od szczytu można zatrzymać się także na polance z dwoma ławami, z której rozpościera się widok na Pogórze Wiśnickie.


Po dojściu do Łysiny namówiłem towarzystwo, abyśmy do schroniska udali się szlakiem czarnym (czerwonym już szedłem kilka razy). Drugi raz raczej nie będzie mi się chciało nim iść - mimo, że jest krótki, początkowo dość stromo opada w dół, a ścieżka jest wąska.


Dotarliśmy w końcu na miejsce i zrobiliśmy ponownie chwilę przerwy. Schronisko Na Kudłaczach jest raczej małe, kameralne, ale jako jedno z nielicznych, które odwiedziłem, posiada mini placyk zabaw, co dla Myszy było miłą niespodzianką. Mi w końcu udało się przybić pieczątkę - poprzednimi razami budynek był zamknięty (nocne wyprawy). Ludzi jest całe mnóstwo, praktycznie same rodziny z dziećmi, co niespecjalnie zaskakuje, bo pogoda jest wyśmienita, w sam raz na takie wypady.


Wyruszyliśmy dalej, kierując się zielonym szlakiem do przełęczy Suchej, na której znajduje się duża polana. W trakcie drogi słychać było strzały i wybuchy nie brzmiące raczej jak traktor. W głowie przemknęła mi myśl: "Zaczęło się". Ale się nie zaczęło. Na miejscu okazało się, że odtwarzano walki powstańcze, także polana pełna była SS-manów, partyzantów i oglądających widowisko ludzi. Ciekawy miks.


Z przełęczy Suchej do Majdówki poprowadził nas już czarny szlak, ponownie czysto spacerowy. Przez większość czasu prowadził szeroką, szutrową drogą, pod koniec skręcając w las. Na miejscu na szczęście auto czekało na nas w stanie nienaruszonym.


Cała wyprawa była bardzo miła. Jak to przy wypadach z dziećmi bywa, musiałem się czasami gimnastykować, aby zachęcić córę do stawiania kolejnych kroków, momentami sięgając po rezerwy cierpliwości, o których nie miałem pojęcia. Jednak ostatecznie całą trasę przeszła sama, bez większego narzekania, i brakuje mi słów aby opisać, jak byłem i jestem z niej dumny. Brawo Mysz!


Trasa dla zainteresowanych:


https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.7713970,20.0742870;49.7667194,20.0722270;49.7668280,20.0594160;49.7773670,20.0477690;49.7794204,20.0401448;49.7824330,20.0223860;49.7830630,20.0509880;49.7713970,20.0742870&utm_source=android_app&utm_medium=share&utm_campaign=share_route


#gory #wedrujzhejto #podroze #fotografia

22a36df3-1542-45e6-b874-5193eb59d31e
9b1e30de-147d-410a-a6af-ca9e65e8fa3f
73fb3400-bb8c-4d44-a3ea-d70ac8fd8773
e29ed40b-2200-4b3c-a88a-8f23d7859998
de052082-4ded-4503-8056-972d8d52e00f

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Zapraszam na serię wpisów udzielających prostych wskazówek dla osób, które chciałyby zacząć chodzić po górach, ale nie wiedzą jak się za to zabrać. Planuję zamieszczać tu także opisy sprzętów i dzielić się moimi przemyśleniami.

Poniższy post jest trochę testowy, ponieważ nigdy nie pisałem poradników, także zobaczymy jak to wyjdzie

Niniejszym otwieram pierwszy rozdział w #poradnikpiechura

---------

1. JAK ZACZĄĆ ?

---------

Część 1


Najprostsza odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: jak najszybciej. W gruncie rzeczy chodzenie po górach to po prostu... chodzenie. To aktywność, która nie wymaga dużych przygotowań, wykonujemy ją codziennie i jest dla nas najbardziej naturalną.

Dlaczego więc nie zamienić chodzenia między blokami, po chodnikach lub asfalcie, na leśną ścieżkę? Poniżej postaram się rozwiać kilka wątpliwości, które mogą powstrzymywać przed podjęciem decyzji o wyjeździe w góry.


1.1. BRAK SPRZĘTU

Wyjście na prosty szlak - a do takich zaliczam większość szlaków dostępnych w niskich górach, np. w Beskidach - nie wymaga inwestowania w żaden specjalistyczny sprzęt. Jeśli masz wygodne adidasy i plecak, to spokojnie możesz ruszyć w trasę.

Jakikolwiek dodatkowy sprzęt, w tym buty górskie, stanowi jedynie ułatwienie i nie jest konieczne. Kupno obuwia, kijków, plecaka, spodni itd. rozważyłbym dopiero po drugiej wycieczce, kiedy w Twojej głowie pojawi się myśl, że podoba Ci się takie spędzanie czasu.

Więcej o sprzęcie w kolejnych wpisach.


1.2 BRAK KONDYCJI

Jeśli wyjście do sklepu po zakupy i wchodzenie po schodach nie stanowi dla Ciebie problemu, to jesteś wystarczająco przygotowany na odwiedzenie większości szlaków dostępnych w polskich górach. Wszystko zależy od tempa, w jakim planujesz iść oraz trasy (długości i przewyższeń), które chcesz pokonać. Tak naprawdę Twoim największym wyzwaniem może okazać się pokonanie własnych negatywnych myśli.

Na szlaku zobaczysz szybko, że w góry chodzą najróżniejsze osoby, różniące się wiekiem, stopniem wysportowania, preferujące chodzenie w grupie jak i samotne wędrówki, okazjonalni turyści oraz doświadczeni wędrowcy. Każdy jest mile widziany.


1.3. BRAK CZASU

Z racji tego, że przyczyny wpływające na brak czasu mogą być różne, ten obszar może być ciężki do zaadresowania, jednak nie niemożliwy. Podam dwa przykłady z własnego doświadczenia.

Przez długi okres nie mogłem znaleźć chwili na to, żeby wyrwać się z miasta i uderzyć na szlak - w pracy ciężko z urlopem, popołudnia zajęte różnymi sprawami. Wtedy pomyślałem, że skoro nie mogę znaleźć czasu w dzień, to spróbuję pójść w nocy. Od tamtej pory nocnych wypraw zaliczyłem już kilkanaście (jeśli nie więcej) i bardzo je polubiłem. Zgodzę się, że to rozwiązanie może wydać się dość ekstramalne, ale łatwo się do niego przekonać po pierwszym razie.

Drugi przykład to brak czasu związany z posiadaniem dziecka - małe stworzenie wymaga opieki, z różnych powodów może być ciężko zostawić je pod opieką drugiego rodzica lub dziadków. Najprostszym rozwiązaniem jest wzięcie dziecka w góry ze sobą. To dość oczywiste, ale widzę po znajomych, że dużo osób ma jednak związane z tym wątpliwości. Pragnę w tym miejscu uspokoić - odpowiednio dobrana trasa sprawi przyjemność i jednej, i drugiej stronie.

Postaram się rozwinąć ten temat w którymś z kolejnych wpisów - swoją córę biorę na różne wyprawy odkąd skończyła 6 miesięcy


1.4. BRAK MOTYWACJI

W tym momencie dochodzimy do najtrudniejszego zagadnienia - jak zachęcić (nie "zmusić") się do wyjścia w góry?

Jeśli zacząłeś rozważać taką możliwość, to jesteś na najlepszej drodze, żeby wprowadzić ją w życie.

Najlepiej, żeby pierwszy wypad nie był wymuszony. Osobiście uważam, że najbardziej pomocną może być tu spontaniczność. Masz wolne popołudnie lub weekend? Odwołano jakieś spotkanie? Jesteś na urlopie w miejscowości leżącej niedaleko gór? Dlaczego nie wybrać się na szlak?

Metodą pomagającą rozbudzić w sobie pasję jest także ustalenie celów - oczywiście realistycznych. Może to być zarówno cel w formie zdobycia określonej liczby szczytów (np. zapisanie się do klubu zdobywców Korony Gór Polski - 27 szczytów), przejścia określonej liczby kilometrów (popularny tu #ksiezycowyspacer lub uczestnictwo w wyzwaniach np. w Stravie), zebranie pieczątek (książeczka GOT PTTK), czy też przejście całego konkretnego szlaku (np. Małego Szlaku Beskidzkiego - w odcinkach lub w całości). Istotne jest, aby mieć możliwość śledzenia swojego progresu.

Dobrym pomysłem może być też połączenie pasji. Lubisz robić zdjęcia? Lubisz biegać lub jeździć na rowerze? Interesuje Cię astronomia? Lubisz malować? Wszystko to można z powodzeniem robić także w górach.

---------

W tym miejscu zakończę pierwszy wpis. Będę wdzięczny za jakiekolwiek słowa krytyki, wskazówki, lub Wasze sugestie, co chcielibyście zobaczyć w tej serii

Tymczasem: do zobaczenia na szlaku!

#gory #wedrujzhejto #pasja

cb3c157d-c6f7-4448-8dd7-9ba05433df1e

@Piechur super wpis! Kocham chodzić po górach, zazwyczaj z kumplem we dwójkę. Do tej pory raczej niższe pasma, bo najbliżej mam do Karkonoszy, jednak w kwietniu wybraliśmy się w Tatry. Zdumiony byłem ile jeszcze śniegu tam zalega, gdzie w reszcie kraju nie było po nim śladu. Oczywiście jesteśmy mocnymi amatorami, aczkolwiek 40km dziennie nie stanowi większego problemu. Niestety nasze małe doświadczenie dało o sobie znać, gdy w raczkach w śniegu po pas (tatry w kwietniu) chcieliśmy wejść na Zawrat... no bo akurat po mapce turystycznej pasowało nam odległościowo.


Wybraliśmy się tam bez żadnego riserczu i w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie. Samo to, że w koło wszyscy mieli masę sprzętu i wyglądali jak profesjonaliści już w nas rodziło pytania. Na szczęście nic się nie stało i mimo dużej adrenaliny, przed ostatnim stromym podejściem odpuściliśmy (w zasadzie mijający nas ludzie też wykazali się czujnością i pewna grupka zdecydowanie nam odradzała, aby iść dalej).


Tak więc, kilka marszy w niskich górach dało nam zbyt dużą pewność siebie i nie mieliśmy pojęcia na co się piszemy. Teraz oczywiście planujemy tam wrócić, bo było przepięknie. Zaopatrzymy się w niezbędny sprzęt, bo dostaliśmy nauczkę (na całe szczęście bez konsekwencji). Dzisiaj wspominamy, jak było super i jednocześnie jacy głupi byliśmy, bo jakby któryś stracił równowagę i zjechał na dół, to ufffff.


Czekam na kolejne wpisy, bo z chęcią dowiem się więcej w temacie, pozdro!

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Kawa zaparzona, Outlook odpalony, więc można zabrać się do roboty i napisać coś nowego w #piechurwedruje

---------

Szczyt: Babia Góra (Beskid Żywiecki)

Data: 13 luty 2022 (niedziela)

Staty: 15.5km, 6h, 760m przewyższeń


Wschód na Babiej marzył mi się już od dłuższego czasu i w końcu trafił się odpowiedni moment - prognozy pokazywały bezchmurne niebo, wiatr miał być w okolicach 30km/h, a ja dostałem w domu przepustkę. Szybki telefon w sobotę: "Tato, jest temat...". "No pewnie, że tak!", słyszę w odpowiedzi zanim dokończę mówić.


Na parking w przełęczy Krowiarki dojeżdżamy o 3:30. Mimo wczesnej godziny aut jest już bardzo dużo - Babia to dość popularna góra. Ubieramy kominiarki, czołówki, stuptuty i ruszamy w drogę.


Wschód ma być o 6:50, także czasu jest sporo - oczywiście doliczyłem 1h buforu bezpieczeństwa w razie trudności na szlaku, tym bardziej, że idziemy zimą, a tydzień temu Gorc nauczył nas już pokory.


Na Sokolicę wchodzi się w kolejce, ludzi jest bardzo dużo. Niektórych wyprzedzamy my, inni wyprzedzają nas, ale ogólnie jest raczej mało miejsca na takie manewry. Zaczynam się obawiać, że cała trasa będzie wyglądać w ten sposób, co było by średnio przyjemne.


Na szczęście od Sokolicy zaczyna się przerzedzać - ludzie idą w grupach, miejsca na wyprzedzanie jest więcej, także dość szybko idziemy już w ciemności sami. Próbuję robić jakieś zdjęcia, ale ręce tak szybko przemarzają, że szybko ubieram grubsze rękawice i nie tracę czasu na zatrzymywanie się.


Wiatr, który miał być delikatny, wieje jednak z prędkością ok. 50km/h i smaga po twarzy drobinkami lodu. Próbujemy z tatą porozmawiać, ale nic nie słychać, więc po prostu idziemy dalej.


Trasa jest bardzo dobrze ubita i wydeptana, raczki, które zawsze biorę zimą, leżą w plecaku, ale nie ma momentu, w którym by się przydały. Na szczyt docieramy szybko - za szybko. Do wschodu została godzina, wiatr zacina, a my stoimy w miejscu. Czas się gdzieś skitrać.


Na szczęście osłonę przed wiatrem łatwo znaleźć. Chowamy się za oblodzoną ścianą, na ziemi rozkładamy piankę, okrywamy się folią termiczną, przykrywamy z wierzchu śpiworem i raczymy herbatą. Mogłoby być wygodniej, ale nie jest źle. Obok nas ciekawy widok - kilkanaście osób było chyba na zachodzie i postanowiło przenocować na szczycie do rana.


Nadchodzi wschód, więc wychodzimy z ukrycia i przebieramy nogami w miejscu, desperacko próbując wykrzesać z siebie trochę ciepła. Widoki są obłędne, jak z innego świata. Promienie nagle wylewają się zza horyzontu i malują świat ciepłymi barwami. Jest pięknie, ale nie kameralnie, chętnych do oglądania widoków przyszła cała masa i brakuje chyba tylko budki z kebsem.


Szybko schodzimy ze szczytu i kierujemy się do schroniska Markowe Szczawiny. Idzie się świetnie, śnieg fajnie amortyzuje kroki. Z przełęczy Brona kawałek trasy udaje mi się pokonać dupoślizgiem - to chyba najlepsze miejsce do jego robienia.


W schronisku przybijam pieczątkę do #koronagorpolski, jemy szarlotkę (obowiązkowo), pijemy kawę i ruszamy dalej. Reszta trasy mija bez niespodzianek i niebieskim szlakiem wracamy spokojnie do przełęczy Krowiarki. Odjeżdżając żegnam się z kapryśnym Babskiem - jak się później okazuje nie na długo, bo odwiedzam ją ponownie już po miesiącu.


Trasa dla zainteresowanych:

https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.5878110,19.5818090;49.5730870,19.5294460;49.5815150,19.5101880;49.5874260,19.5166330;49.5878110,19.5818090&utm\_source=android\_app&utm\_medium=share&utm\_campaign=share\_route


#gory #beskidzywiecki #fotografia #wedrujzhejto

8bcf68ba-e3af-4aaf-8bb0-56b44cf06c1e
8138d52a-a42b-41fa-b8ab-c52df9c93f0c
7494f89b-7ba1-489e-9f33-f2074a521651
b406771d-ba19-40a7-b939-42fd74c896c2
ada8e3cf-2b7d-4efb-9e12-e4955e3c728c

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Chciałbym rozpocząć tym wpisem serię wspominek z moich górskich wędrówek - mam nadzieję, że format Wam się spodoba

--------

Tag do śledzenia/blokowania: #piechurwedruje

--------

Szczyty: Kudłoń, Kiczora, Gorc (Gorce)

Data: 7/8 lipca 2023 (czwartek/piątek)

Staty: 34km, 9h30, 1.370m przewyższeń


Pomysł na wyprawę zrodził się rankiem - nosiło mnie już dłuższy czas, pogoda zapowiadała się fajna, córa zdrowa, ciężko było nie skorzystać. Zwykle proponuję taki wyjazd kilku moim znajomym i rodzinie, ale przeważnie na zew odpowiada tylko mój niezawodny tata, który we wpisach będzie przewijać się nie jeden raz.


Wystartowaliśmy z Rzek o 20:30 z planem, aby o 4:30 podziwiać wschód słońca na Gorcu. Czasu i dużo, i mało - nigdy nie wiadomo co się zdarzy po drodze, także przy wschodach zwykle uwzględniam ok. 1h buforu bezpieczeństwa.


Od około 21:30 zapanował mrok, więc musieliśmy odpalić czołówki i rozpoczęliśmy wspinaczkę na Kudłoń (szlak żółty). Trasa niewymagająca, miejscami nieco ostrzejsze podejścia, ale po drodze mija się kilka polan oferujących ładne widoki, także jest różnorodnie.


Z Kudłonia udaliśmy się do schroniska pod Turbaczem - zejście do przełęczy Borek i ponowne zdobywanie wysokości do samego schroniska, cały czas żółtym szlakiem. Tempo mieliśmy bardzo dobre i na miejscu byliśmy już o północy (od startu minęło 3h30, a przebyty dystans wynosił 13km).


Postanowiliśmy tym razem nie zdobywać samego Turbacza, zwłaszcza że w tym roku byliśmy już dwukrotnie, zamiast tego udaliśmy się na pobliską Kiczorę (szlak czerwony), opuszczając tym samym największą imprezownię w górach.


Z Kiczory na Gorc prowadzi szlak zielony, przebiegający przez polanę przy Jaworzynie Kamienickiej. Jest tam ładna kapliczka bielona wapnem w starym górskim stylu; świetnie komponuje się z dostępną za nią panoramą. Dodatkowo, można stamtąd zejść do Zbójeckiej Jamy - małej jaskini szczelinowej. My zeszliśmy, szału nie było.


Dalsza część trasy do Gorca była niewymagająca I w sumie niewiele z niej pamiętam, oprócz ostatniego odcinka jakiś czas za Średniakiem - w pewnym momencie szlak odbija w lewo i opuszcza szeroką leśną drogę, łatwo przeoczyć ten skręt i zamiast na szczyt trafić do bazy namiotowej.


O 3:40 dotarliśmy pod Gorc, więc do wschodu została prawie godzina. Pozostały czas wykorzystaliśmy na regenerację i podziwianie powoli rozjaśniającego się nieba. Wędrując nocą łatwo zapomnieć o tym, że istnieje coś takiego jak światło, tym bardziej docenia się eksplozję barw, którą dostarcza poranek.


Wieża na Gorcu oferuje przepiękny widok na Beskidy, Gorce, Pieniny i Tatry. Słońce przywitaliśmy z tatą w towarzystwie dwóch innych wędrowców, których gorąco pozdrawiam jeśli jakimś cudem czytają ten wpis.


No cóż, słońce wzeszło, czas wracać. Do Rzek poprowadził nas szlak niebieski, którego najładniejszą częścią jest zdecydowanie polana na Gorcu Kamienickim - wykąpana w ciepłych promieniach wyglądała baśniowo.


Trasę polecam wszystkim, dla których Gorce kojarzą się tylko z Turbaczem i uważają, że góry te nie mają za wiele do zaoferowania. Po kilku latach chodzenia zostały jednym z moich ulubionych pasm


#gory #wedrujzhejto #gorce #fotografia

f299b753-9db7-46c4-8126-57d683633e75
2e6882a8-0e29-49db-8c65-85a7ea23f849
0eb7158a-4458-4dad-9641-a3bf044af986
b9663166-025f-4af5-84e5-c511aaa300c0
3603d1a8-215c-42b3-ad67-5e25463325dd

Jaki kontakt z naturą wybierasz?


To samo miejsce - Rezerwat Przyrody Piekiełko


Kajak - https://www.hejto.pl/wpis/splyw-welem-lidzbark-piekielko-trzcin


czy


Wędrówka - https://www.hejto.pl/wpis/spacer-krajobrazowy-rezerwat-przyrody-piekielko


#ankieta #natura #przyroda #wycieczki #wedrujzhejto #splywkajakowy #glupiehejtozabawy #turystyka

221c7dcf-b1e3-4cc8-92d6-905cc1942383
0890edd9-8c37-4886-abdb-00382eba8dbc

Co wybierasz?

15 Głosów

378 610,4 - 4,4 = 378 606


Niedzielny rodzinny spacerek na zaostrzenie apetytu


#ksiezycowyspacer #spacer #wedrujzhejto #las #przyroda

2958259a-61fd-49f3-9888-cb120fc09546
89f33e29-e17b-4704-b6dd-8671fbcb9c5a
0a514956-ed4a-4a13-b9d9-110ecfb68fb2
11faff8d-53da-4b1e-a8a6-8fa5c3b7803d

@yeebhany Z Zawilcami Gajowymi konkretnie.

Rywalizowały o las razem z przylaszczkami i były całe połacie porośnięte, ale że byłem z rodziną to nie skupiałem się na pstrykaniu fotek


Aktualnie jest bardzo dobry czas na obserwację kwitnących kwiatów, jest Kwiecień (co mówi samo za siebie), a poza tym wyższe warstwy lasu jeszcze nie zdążyły zarosnąć więc widoczność między drzewami spora


Co prawda większość owadów się dopiero budzi i nie są jeszcze uciążliwe, ale kleszcze już niestety mocno aktywne i sprawdzenie siebie, dziecka i psa po powrocie do domu OBOWIĄZKOWE

@Mr.Mars Nie no tym razem to chyba ja


Dla dzieci i psów jakieś tam zaopatrzenie miałem, bo jak dziecko paliwa w postaci suchego prowiantu nie ma to dalej nie idzie

A sam o suchej wodzie tym razem

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jak się martwiliście to żyję ;)


Było kolorowo - Przylaszczki, Knieć i Wawrzynek Wilczełyko.

Bociany, Żurawie, Dzięcioły.

Udał się też niechcący spłoszyć sarnę i później jelenie.


Spacerek wzdłuż początkowego odcinka Drwęcy, potem wzdłuż jej dopływu - potoku „Potok” no i lasem do punktu startu.


#wedrujzhejto #spacer #las #wycieczka #przyroda

29cec005-963b-4c1f-982c-9e15ab37925c
16063d5e-3cc0-4ed8-87f1-ae62197a8872
888b9c6a-4fe9-4abc-b377-be16f4db526f
48e54017-57f5-4100-b417-c776993f4908
fe5a61e7-326d-4479-9c6f-55122c8febec

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Chłopa na wolne jutro wypychają ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯


Chyba nie będę protestował.. Zawiozę robaka do przedszkola, wezmę kawę, jakieś bułki i wyskoczę się dotlenić ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ


Może znajdę wiosnę albo jakieś poroże


Start przy ruinach młyna.


Cel ruiny dawnego gospodarstwa.


Trasa w sumie dowolna, ta narysowana to tylko orientacyjna, już myślę, że będę wracał jednak tym ciekawym wąwozem , którym płynie sobie potok


Zobaczymy na miejscu


#wedrujzhejto #spacer #las #wycieczka #przyroda

c925bd7e-81dd-4a17-a1ab-1992c79563dc
df232ecb-bdb8-4925-a4c0-85e43706dbd4
03a0d0af-b7ef-4a3f-b276-bee8374541d7
eebe2c4c-f09f-4a7e-8fbe-fa40a2c94a67

Zaloguj się aby komentować

Nie byłbym sobą gdybym po donacji nie poszedł się zregenerować do lasu!


Tym razem obrzeża Brodnickiego Parku Krajobrazowego, spacer wzdłuż rzeczki Czerwonki do jeziora Wielkie Partęczyny, może z 8km w sumie, sprawdzę później na kompie.


edit: 381 302,4 - 7,7 = 381 294,7


#ksiezycowyspacer #las #przyroda #chwalesie #wedrujzhejto

cd43410d-9a4e-4d55-b9f8-1a717296b4e8
d9aaf0e6-d63e-4b3e-a265-30088a17f5cc
605b2e27-5871-418c-a50b-c4bb53c465aa
8c74788d-20e4-40ea-9fd6-14f43b642937
f47e75c2-405c-4083-a00b-9bdc521b2300

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować