Dobra, bo jeszcze kilka fajnych fot wygrzebałem, ostatni raz
#shagwestwmaroku #podroze #motocykle




Dobra, bo jeszcze kilka fajnych fot wygrzebałem, ostatni raz
#shagwestwmaroku #podroze #motocykle




@ciemek Szafszawan, niebieskie miasto z elegancką medyną. Merzouga przy wydmach Erg Chebbi, całe miasteczko kręci się wokół wielbłądów, quadów, crossów, buggy, pickupów i tak dalej. Warto wziąć nocleg w obozie na pustyni. Górskie przełęcze Tizi n'Tichka i Tizi n'Test - pierwsza łatwo dostępna, mocno turystyczna, druga z dużo gorszą drogą w remoncie, ale wygrywa widokami. Po drodze masz Dades Gorges, wąwóz z bardzo ciekawymi skałami.
Ogólnie polecam zostać na południu. Casablanka, Rabat czy Tanger to wręcz europejskie metropolie. Nic ciekawego.
Zaloguj się aby komentować
Ostatni raz już spamuję tym Marokiem
Jakoś nigdy wcześniej nie miałem okazji śmigać na quadzie. Na początku trochę śmiesznie i niebezpiecznie, bo prawie się bokiem z wydmy zwaliłem - ja się wychylam, a to cholerstwo nadal prosto jedzie. Ale po kwadransie już śmigałem.
Nawet nas lekka zamieć i deszcz na pustynii złapał. I lisy ganialiśmy.
#shagwestwmaroku #maroko #motocykle #shagwestwhiszpanii
Zaloguj się aby komentować
Yyyyy en casa
Trip niedługi, ale uczciwy. Powtórka na jesień albo na wiosnę. Z odrobinę lepszym planem, ale tylko odrobinę.
Tygrysek jutro dostanie zasłużone spa.
#motocykle #shagwestwmaroku #shagwestwhiszpanii #maroko #podroze



Zaloguj się aby komentować
Wieczorny chill z widokiem na Europę i rano na prom. Ogarnąć się, wyprać brudy, przyciąć zarost, strzelić jakieś podsumowanie i cóż, do roboty.
Ale wiem, że jeszcze tu wrócę.
BTW #pragmata nadal świetna. Pewnie dziś skończę.
#shagwestwmaroku #podroze #motocykle
#shagwestwhiszpanii

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Kochany Pamiętniczku. Po piaskach Sahary zapragnąłem odrobiny górskich klimatów, ale i miejskiego zgiełku. Wszyscy mówią, bierz nocleg w medynie w Marakeszu. No to wziąłem. I wjechałem do niej Tygrysem.
Ale to zaraz. Po drodze do Marakeszu miałem przełęcz Tizi n'Tichka w Atlasie Wysokim. Bardzo zachwalaną jako niezwykle widowiskowa ze świetną drogą. I szczerze, bez szału. Asfalt owszem, bardzo dobry (jak na górską przełęcz oczywiście), ale co do widoków - po motocyklowej Rumunii i Alpach chyba dość ciężko mnie już zachwycić. Za to po drodze setki ludzi próbują sprzedać geodę, skamielinę czy serduszko z płatków róż.
Sam wjazd do Marakeszu wygląda trochę jak wjazd do Bydgoszcza. Nawigacja pokazuje, że jesteś 5 km od centrum, a ty nadal na jakimś zadupiu. Ale jak już dotarłem... Miałem odpalonego i Garmina, i nawigację z Google, a za cel obrany parking polecony przez recepcję riadu. I obie poprowadziły mnie przez medynę. Trasa podejrzana, ale lokalsi śmigają tam skuterami i nie tylko, więc cisnę. Wyobraźcie sobie popołudniowy tłum, upał, ultraciasne uliczki w dodatku zastawione straganami i tam ja - na turystyku z kuframi bocznymi. Pół godziny walki o dojechanie do celu, po czym się poddałem i pytałem już tylko, jak stąd wyjechać. Trzeba przyznać, że byłem niemałą atrakcją, nikt mnie nie opieprzył, jedni kibicowali, inni się dziwili, jeszcze inni się śmiali, ale nikogo nie rozjechałem, o nic nie zahaczyłem. I sprzęgła nie spaliłem ani Tygrysa nie zagotowałem. Aż sam się dziwię.
Na parking w końcu dotarłem (jakieś 300 metrów normalną ulicą odbijając od głównej alei...). Ten był już pełny, ale zaparkowałem w sąsiednim warsztacie samochodowym. Ruch uliczny w Marakeszu jest szalony, jeszcze gorzej niż w Tangerze. Po przygodzie w medynie byłem już tak wymęczony i skołowany, że w pewnym momencie wystraszyłem się własnego kufra w lusterku. Mógłbym przysiąc, że zbierał się do wyprzedzania.
Sobota wieczór na targu w Marakeszu - miasto tętni życiem. Nie tylko turyści, ale i tysiące miejscowych. Mnóstwo stoisk ze wszystkim, występów muzycznych i nie tylko. Mnie najbardziej wciągnęła ekipa z absolutnie fantastycznym kolesiem grającym na banjo. Z godzinę u nich spędziłem (z przerwą na kolację w knajpie). Nie wiem co grali, może coś na poziomie Majteczki w kropeczki, ale pełno Marokańczyków się do nich przyłączało i śpiewało te przeboje. Miazga.
Zajrzałem w kalendarz i spostrzegłem, że jeszcze nie wracam do domu, więc można z powrotem w góry. Druga przełęcz, Tizi n'Test. Spytałem znajomych, czy to na pewno asfalt - tak, asfalt, jedź. Heh, nazwałbym to desperacko utrzymywanym górskim szlakiem. Tak pół na pół bardzo marny i brudny asfalt z po prostu szutrem, ziemią czy kamieniami i brakiem barierek. Osuwiska są co chwilę, tak naturalne jak i sztuczne, gdy są roboty i przestawiają drogę. Po 150 km miałem średnią 38 na godzinę
Męczące strasznie, ale warto było. Widoki i klimat zdecydowanie przebijają Tizi n'Tichka. I nikt nie machał do mnie geodą ani tym serduszkiem. Kompletnie pusto. Polecam.
W połowie drogi źle skręciłem i musiałem dojechać do wioski, przez którą turystycznie w ogóle się nie przejeżdża, by zawrócić. Dopiero wtedy pierwszy raz zobaczyłem to, o czym mówią ludzie podróżujący przez Maroko. Na wjeździe do wioski w 5 sekund wybiegło na mnie dobre 15 dzieciaków w wieku od 3 do może 10 lat, z obu stron, na środek drogi. Widok dosłownie jak z kreskówki, wyskakiwały z krzaków, rowów, domów, zza węgła. Akurat tam, gdzie zamierzałem zawrócić - na szczęście jakoś się udało i uciekłem czym prędzej, choć po kilometrze zatrzymałem się i sprawdzałem, czy mam rejestrację i kierunki, bo ewidentnie któryś za coś złapał. Jakbym miał coś dla nich, jakieś czekolady czy piłki, to może i bym się zatrzymał, ale w takiej sytuacji nie ma opcji. Może następnym razem.
Kolejny nocleg w eleganckim ośrodku z basenem i chillowy przelot autostradą do Casablanki. Casablanca na pierwszy, drugi i piąty rzut oka, to normalna europejska metropolia. Tylko ruch uliczny typowo marokański, ale powiem, że po Tangerze i Marakeszu (zwłaszcza tej medynie) ja już jadę na takim god mode, że zupełnie bez stresu tu wjechałem. A musiałem przebić się przez całe miasto od wschodu, bo nocleg nad brzegiem oceanu, przy samym meczecie Hasana II.
Miałem napisać o naganiaczach i innych łajzach. Prawdę mówiąc, jest ok. Jasne, w bardziej turystycznych miejscach co chwilę ktoś zaczepia mniej lub bardziej natrętnie, ale raczej rozumieją słowo nie. Na parkinach górskich zawsze ktoś podejdzie i będzie próbował sprzedać wspomnianą geodę (w sumie nawet kupiłem, bo ładna była), w Marakeszu co 3 metry próbują wcisnąć hasz (ten sobie odpuściłem tym razem). Na pewno nikt nie łapał mnie za rękę czy nie próbował założyć darmowej bransoletki, za którą jednak wypada zapłacić. Czyli lepiej niż w Grecji. Jak najbardziej można jechać samemu.
Plan na jutro. Rano do meczetu i w stronę Tangeru. Niedługo do domu.
#shagwestwmaroku #maroko #podroze #motocykle #shagwestwhiszpanii





Zaloguj się aby komentować
Tizi n'Test asfalcik, mówili. Jedź śmiało, mówili.
#shagwestwmaroku #podroze #motocykle #maroko #shagwestwhiszpanii



Zaloguj się aby komentować
W środę ruszyłem z Mideltu w kierunku Sahary. W Maroko za wiele tej piaszczystej pustynii nie ma, a takim oczywistym kierunkiem jest Merzouga. Droga tam - bajka. Świeżutki asfalcik przez prawie całą trasę z Mideltu. Maroko prężnie przygotowuje się do Mundialu 2030, południe robi się bardzo dobrze skomunikowane. A i tak ruch niewielki, jakby zupełnie inny kraj od północnej części.
Zarezerwowałem sobie dwie noce w riadzie, czyli takim jakby domu gościnnym z pokojami wokół ogrodu. W google zdjęcia pokazują przepych i złocenia. Takie riady to może i są w Marakeszu, ale nie na pustynii. Skromnie, ale czysto, jest swój pokój i kibelek (europejski), bajka.
Bardzo mi się podobało spokojne podejście właściciela. Nie ma tak, że wpadam, płacę, dostaję klucz do pokoju i nara. To trzeba usiąść, pogadać, wypić herbatę, ustalić plany. Rezerwując pokój napisałem, żeby mi quada załatwili, a po drodze uznałem, że w sumie to chcę spędzić drugą noc w obozie na pustynii - a tam mogą mnie dostarczyć albo na wielbłądzie, albo samochodem. No to wiadomo, co wybrałem.
Dwie godziny śmigania po wydmach quadem (Yamaha 350) z przewodnikiem - petarda. Na początku trochę zapoznawczo, oszczędzał mnie i sprawdzał, czy się nie wypieprzę. A było blisko kilka razy, bo jako motocyklista mam odruch wychylania się, żeby skręcić, a to cholerstwo nadal wtedy jedzie prosto
20 minut później wydzierał mnie już na najwyższe wydmy i tylko przy pierwszej spytał, czy zjeżdżamy stromym zboczem czy zawracamy. W połowie herbatka w oazie i ganiamy dalej.
Zastanawiałem się rano, czy się nie wygłupię wdziewając cały mój motocyklowy szpej na siebie, ale nie. Nie dość, że wcale gorąco nie było, to jeszcze napatoczyła się ulewa i dość mocna zamieć piaskowa. Przewodnik jeździ bez kasku, ale z tego co mówił, to dlatego, że musi czuć kierunek wiatru. W oazie od razu poleciał przemyć oczy, bo już ledwo widział.
A wieczorkiem pod hotel przyjechało moje Taxi w postaci Youssefa z wielbłądem. Podziwiam tych ludzi - typ se idzie w klapeczkach przez pustynię przez godzinę, ciap, ciap, ciap. I tak w jedną i w drugą całe życie. Jak ja mam gdzieś dalej iść w ciapkach, to mi się słabo robi. W ogóle myślałem, że Youssef mnie tylko dostarczy na miejsce, a on był jakby moim osobistym przewodnikiem na cały wypad. Porobił mi miliard zdjęć, coś tam próbował tłumaczyć (słabo z angielskim, ale starał się), zawsze kręcił się gdzieś w pobliżu.
Plan był taki - zachód słońca, kolacja, spać, wstać po zachodzie księżyca i obadać gwiazdy, spać, wstać na wschód słońca, śniadanie, na wielbłąda i wracamy. Wykonany w 120%. Jakieś tańce czy śpiewy przy ognisku mnie nie interesowały, poobserwowałem sobie siedząc na oddalonej wydmie z Youssefem. Wschody i zachody fajne, ale gwiazdy - magia. Na początku trochę takie meh, ale jak w ciągu 20 minut oczy stopniowo zaczęły przyzwyczajać się do ciemności, to widok zrobił się niesamowity. Godzinę na wydmie spędziłem na gapieniu się w górę (już bez mojego strażnika). W ogóle Youssef nadal do mnie pisze na WhatsAppie, byle nie chciał mnie w domu odwiedzić.
Sama pustynia - ciekawa sprawa. Że piach pustynny nie nadaje się do betonu, to wiadomo, ale i tak jego gramatura mnie zaskoczyła - prawie cukier puder. Z temperaturą i wilgotnością też ciekawie. 25-30 stopni, a jak słońce schowa się za chmurką, to można bluzę założyć. Powietrze tak suche, że pijesz wodę, robisz wdech i wydech i już masz suche wargi. Właściciel riadu mówił, że w lecie przy 50 stopniach miejscowi sobie radzą na luzie, turyści znacznie gorzej, ale i tak jest lepiej niż w zimie przy 20 - wtedy idzie wilgotne powietrze znad oceanu i jest duszno nie do wytrzymania. W kwietniu zaczyna wiać Chergui z Sahary i robi się przyjemnie.
No, a teraz jestem już 300 km na zachód, w okolicach Gorges Dades. W elo hotelu z basenem i widokiem na ośnieżone góry Atlas. Wymyłem z włosów (i nie tylko) z pół kilo piachu, jutro z rana cisnę obczaić kaniony, a później do Marakeszu. Chyba.
A i patrzcie, jakiego leniwego bociana spotkałem. Nie chce mu się na Podlasie wracać.
#shagwestwmaroku #podroze #motocykle #shagwestwhiszpanii #maroko





Zaloguj się aby komentować
Takie tam, z piasku.
#shagwestwmaroku #astrofotografia #podroze #maroko #shagwestwhiszpanii

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Żeby nie było, że pojechał na Saharę, a nawet z asfaltu nie zjechał.
#shagwestwmaroku #podroze #maroko #shagwestwhiszpanii

Zaloguj się aby komentować
Allahu Akbar! Niech żyją kafejki internetowe. Na stanie tylko maszyny z Win7, ale Pan Właściciel pozwolił mi użyć swojego laptopa z Win10. Pół godziny walki z gównianą apką Garmina i francuskim układem klawiatury, teraz pół godziny ściągania map, ale w końcu będę wiedział, gdzie jadę!
Może.
#shagwestwmaroku #podroze #komputery #motocykle #shagwestwhiszpanii

Zaloguj się aby komentować
Dzień drugi #shagwestwmaroku. Rano wyruszyłem z Szafszawanu w kierunku Mideltu. Po 50 km przejechanych w godzinę zacząłem się zastanawiać, ile ja dzisiaj zrobię, ale na szczęście później dało się już trochę rozpędzić, a dwa razy nawet piątkę wrzuciłem. I zaczynam nawet łapać flow w tym miejskim ruchu.
Dzień raczej tranzytowy, ale mam kilka spostrzeżeń. Marokańczycy uwielbiają Dacię. Połowa spotkanych samochodów jak na razie to właśnie Dacie. A połowa tych Dacii to Dacie Lodgy.
Taksówki to codzienny środek transportu. Ludzie jeżdżą nimi po mieście, po wioskach, a nawet do pracy i z pracy na kompletnych zadupiach. Zupełną normą jest widok Grażynek wsiadających do taksówki przy jakiejś plantacji czy pastwisku.
Policja stoi praktycznie na każdym wjeździe i wyjeździe z miasta. I nie stoi bezczynnie, cały czas ktoś jest zatrzymany. Ogólnie musisz zwolnić i czekać, aż ci machną i pozwolą jechać (no albo ściągną do kontroli). Wydają się nie interesować turystami. Fotoradarów mnóstwo, a jak stoją z suszarką, to kierowcy mrugają jak u nas. Ale weź tu się rozpędź na tych drogach - asfalt przypomina mi moją rodzinną ulicę z lat '90.
Jadę sobie jadę i naszła mnie myśl, że oprócz zwierząt hodowlanych i bezpańskich psów, to na razie nic mi przez drogę nie przełaziło. I jak na zawołanie. Małpy, sztuk trzy. Makaki berberyjskie.
Pogoda trochę odpuściła, podczas przejazdu przez góry miałem nawet 11 stopni i deszcz. Zgadnijcie, kto nie wziął ze sobą kubraczka przeciwdeszczowego.
Midelt to miasto kompletnie nie skupione na turystach - takie ło nic w środku drogi między północą a południem. Więc oczywiście mój przyjazd do hotelu to święto lasu, co chwilę ktoś się przyczepia i chce mi pokazywać zdjęcia swoich znajomych. A ja jestem tak asertywny, że po kilkuminutowym lekko przymusowym oprowadzaniu po medynie (akurat dużo mniejszej i bardziej autentycznej niż wczorajsza) skończyłem z Panem Marokańczykiem w kantorku, gdzie pokazywał mi swoje klejnoty. I dywany, i srebra, i skamieliny. Wszystko w dobrej cenie.
Jutro dalej na południe. Będzie pustnia, bo teraz większośc drogi była bardziej zielona i zalesiona niż Andaluzja.
#shagwestwhiszpanii #podroze #motocykle #maroko




@Shagwest Duster - w tym roku w czerwcu stuknie piąty roczek - do zrobienia kwiecień/maj: klocki hamulcowe przód -mają 8mm, czyszczenie hamulców bębny tył, sprawdzenie linki od ręcznego, olej, filtry, czynnik do klimatyzacji. w lato do odświeżenia fabryczne zabezpieczenie antykorozyjne podwozia.
przez 4 lata zepsuły się:
3x żarówka H7
nieźle jak na rumuńską kuchenkę gazową bieda edyszion z silnikiem 1.0 HWDP
Zaloguj się aby komentować
Oooookej, pierwsze wrażenia z Maroka są dość mieszane.
Przejazd przez Tanger to najbardziej traumatyczne doświadczenie w moim motocyklowym życiu. A jeździłem po Bałkanach, jeździłem po Hiszpanii, jeździłem po Włoszech, a nawet po Radomiu. Atakują z każdej strony, parkują w dowolnym miejscu i momencie, linie są tylko niezobowiązującą wskazówką, piesi wolą iść ulicą niż chodnikiem, dzieci na rowerkach zresztą też. Na krajówkach spokojniej, ale tiry podjeżdżające na milimetry czy ścinanie zakrętów na krętych drogach są normą.
W nocy był standardowy reisefieber, więc spałem tylko dwie godziny. A że już koło południa zaczęło mnie odcinać (a dodajmy do tego jeszcze 120% koncentracji wymaganej do przeżycia na tych drogach), a ja nie miałem wyraźnego celu, do jakiego mam koniecznie dotrzeć, zaklepałem sobie nocleg w Szafszawanie. Na pierwszy rzut oka okolica dość obskurna, taka nie wiem, bido-przemysłowa. I jeszcze przysrał się do mnie jakiś dziad narzekający, że wszyscy uczą się angielskiego, a nikt arabskiego. I że jak będę wracał, to żebym też się tu zatrzymał na tym parkingu, to mi sprzeda swoją najlepszą kozę (real beast!).
Ale pozory mylą - po regeneracyjnej sjeście poszedłem do bankomatu i po wodę (tej z kranu to moje usta tu nie tkną).
Trafiłem niechcący do medyny i tam już już naprawdę super klimat. Alejki z masą chińskich bibelotów, magnesikiami, oryginalnymi torebkami i perfumami, nawet wielki sklep z łapaczami snów. Ironizuję, bo asortyment jak tak się zastanowić, to dość przykry, ale przyprawy czy po prostu normalne sklepy z lokalną spożywką albo małe knajpki też tam były i robiły klimat. I oczywiście naganiacze, uparci strasznie. Akurat uwierzę, że pierwszy lepszy typek ma "najlepszy hasz w mieście".
Na jutro już sobie wyznaczę jakiś konkretniejszy cel.
A w ogóle to powietrze jest tu chyba strasznie zapylone. Wszystko jakby za mgłą, bardzo mały kontrast na zdjęciach wychodzi i w ogóle dziwnie się w czymś takim jedzie.
#shagwestwmaroku #shagwestwhiszpanii #podroze #motocykle #maroko





Zaloguj się aby komentować
أهلاً!
Witam bdb kolegów na tagu #shagwestwmaroku
Mieszkać w Hiszpanii i nie wyskoczyć na tydzień do Maroka, to jak tankować na Orlenie i nie wciągnąć parówy. Bilet na prom ogarnąłem miesiąc temu i dziś w końcu nadszedł ten czas. Trochę nie miałem czasu ogarniać reszty, oprócz spytania Claude'a, co tu jest ciekawego. Nawet nie mam żadnego noclegu
Zjechałem więc z promu, pokrążyłem chwilę po Tangerze, zdążyłem nabrać szacunku do kultury jazdy w Hiszpanii i teraz szukam jakiegoś celu.
Nawet nawigacji porządnej nie mam. Kupiłem w sobotę mapy Maroka do Garmina i okazało się, że bez Windowsa nie da się ich wrzucić. Kilka godzin kombinowania z Wine i Virtualboxem i nic. Trudno, nikt mi nie będzie mówił, gdzie mam jechać
Mam w kufrze kanapkę, wodę i wafle ryżowe. Przeżyję.
Jadę chyba na południe. Więcej info po 16.
#shagwestwhiszpanii #maroko #motocykle #podroze

Zaloguj się aby komentować