@JSON tak, i na tym to polega. Trynkiewicz jest Trynkiewiczem, nawykowy kłamca nawykowym kłamcą, borderka -borderką. Ja jestem sobą, a Ty sobą. Nie należy uważać, że ktoś może być kimś, kim nie jest. Może, w określonych okolicznościach, być trochę "lepszy" niż jest, bo ludzie na siebie wpływają. Może, tak jest chyba rzadziej, na przestrzeni wielu lat stać się zauważalnie "lepszy" w indywidualnej perspektywie. Ludzie czasem obierają nowy kierunek. Dalej: zazwyczaj ludzie mają określony stosunek do siebie i swojej przeszłości. Nie wiem, być może Trynkiewicz brzydzi się sobą za to, co zrobił; a może zupełnie nie. Jedno i drugie wpływa z kolei na to, co myślą inni i jaką przyjmują wobec niego postawę. Inny przykład: jeśli założę, że moja partnerka stanie się inna, zmieni się znacząco na lepsze, to oszukuje i unieszczęśliwiam samego siebie. To byłoby takie wygodne kłamstwo, jakim mógłbym się karmić - być może ze względu na samotność, pragnienie posiadania rodziny, dzieci itd. Natomiast będzie to kłamstwem, które przychodzi się zemścić i nawet lepiej, żeby zemściło się jak najszybciej. W przypadku takich kłamstw ciekawe jest to, dlaczego są potrzebne. Czy w tym przypadku nie jest np. tak, że samotność doskwiera tak bardzo, że czuję się przewlekle nieszczęśliwy. A jeśli tak, to czy nie jest tak dlatego, że przyjąłem, że istnieje tylko jedno rozwiązanie samotności, jedna recepta na bycie nieszczęśliwym - bo może istnieją różne. Może istnieje zasadnicza, jakościowa różnica między przeżywaniem samotności a byciem nieszczęśliwym...