#poezja

8
1345

Pan Jerzy

czyli ostatni slam w Gorzowie


***


Od Autora


Trochę z opóźnieniem, bo mało mam ostatnio przesrane, to i wena jakoś mnie opuściła, ale w końcu jest i on! A może nawet On, w całej swojej erosomańsko-ssącej osobie wraz z całą resztą zasranych towarzyszy! Oto przed Państwem Szanownem kolejny odcinek tego posranego poematu koniunkturalnego, pisanego ku Waszej uciesze i z Waszej inspiracji (oprócz tego co ukradłem od innych autorów; to się chyba w narzeczu marketingowym nazywa „inspiracja”?), próbując schlebiać waszym gustom skrzywionym. A może zakręconym, jak gówno w sedesie z półką?


Jakby nie było, oddaję oto w Wasze ekrany co poniżej i życzę miłego przy lekturze poematu zasranego.


Wasz Autor.


***


Spis treści


Księga I – Zwycięstwo

Księga II – Do Grecji!

Księga III – W Grecji

Księga IV – Nadal w Grecji

Księga V – Ciągle w Grecji

Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli

Księga VII – W nadodrzańskich lasach

Księga VIII – Pod czerwonym butem

Księga IX – Nadal pod czerwonym butem


***


Księga

Ciągle pod czerwonym butem


Męski romantyzm – Przepowiednia – Demoniczny Łoś – Narada


Gdy rano się obudził Jerzy pode płotem

z głową obolałą, zlany zimnym potem,

za Splashem się rozglądał, ale nie ma jego

no i rzecz też gorsza, bo hajsu wygranego

co to go miał w kieszeni, to też mu brakuje.

– Tyle było pieniędzy! – stratę opłakuje.

Na to Pacha przychodzi, mówi: – Ty łbie pusty!

Soku ci na kaca z kiszonej kapusty

przyniosłam. Nie płacz też już nad straconym sianem

co do Afryki odleciało z bocianem.

Nawet bez tych pieniędzy sobie radę damy.

Pamiętaj! Najważniejsze to, że siebie mamy!

A pieniądze? Przepadły! I cóż teraz zrobić?

Płakać po nich nie ma co, trzeba je zarobić.

Ja nawet zaczęłam działać w tym kierunku

i kupon już kupiłam: milion bowiem funtów

brytyjskich będzie do wygrania, w niedzielę.

A przecież, jeśli wygram, no to się podzielę.

Na te słowa Dżordż z łez otarł swoje gały

a sercem myśli takie mu się pomyślały:

– „Widać że Pacha bardzo kocha swego Dżordża

nawet bez tych straconych pieniędzy za Nobla;

i niejeden to może aż mu pozazdrościć

takiej kobiety, co żeni się z miłości,

(nawet ten Pachy lapsus wcale nic nie szkodzi:

kobieta, bardziej jednak to „za mąż wychodzi”)

nie z innych powodów, zwłaszcza dla mamony

i dlatego też Jerzy, ze swej przyszłej żony,

tak ogromnie się cieszy i wielce jest on rad,

że Pacha go kocha, mimo licznych jego wad.” –

i myśli też: – „Będzie to udane małżeństwo

bo przecież u Pachy od wad to też aż gęsto”.

Pomyślawszy tak, z okazji chcę skorzystać

i pytam się jej: – Pacha, dasz się dzisiaj przyssać?


Nie odpowiedziała, bo z kuchni, gdzie baba

@moll króluje, zapach jej do nas dobiegł; baba

pachnie intensywnie, lecz nie jak jakiś Janusz,

i też nie jak @moll pachnie, bo to baba ghanoush.

Bowiem wtedy właśnie z bakłażana racje

@moll nam postanowiła zrobić na kolację.

A gdy nos Pachy podrażniła oberżyna

ta fioletowieć na całej twarzy zaczyna!

Lecz inne atrakcje, niż te nam dobrze znane

nastąpiły. Tym razem to @moll ma przesrane:

Pasze czoło się marszczy, drgają płatki nosa!

I zła też jest okropnie! Zła jest tak jak osa!

I jedno, czego jej brak, to li tylko żądła;

mnie zaś żądło twardnieje: takiej jej pożądam!

Bo nie zachęca mnie tak ku niej do miłości

nic, jak ta jej uroczość, wówczas gdy się złości.

Ale nie użądlę jej tam, choćbym bardzo chciał,

bowiem naraz w morderczy Pacha wpada szał.

– Już ja babę przyrządzać oduczę tę panią! –

krzyczy i biegnie do kuchni. Ja: biegnę za nią.

Gdy jesteśmy od okna już metr albo cosik

to widzimy jak do ust @moll łyżkę unosi

i jak tylko pastę z oberżyny zjadła

to, tak jak w Grecji, znowu w trans zapadła;

(choć żaden jest z niej trans, czy też inny gender:

jak już ma bakłażan, to kładzie go w blender;

skąd ja to wiem? nie wiem, tylko tak słyszałem;

że Splash byłby na mnie zły, to sam nie sprawdzałem)

jak Pytia delficka, zaczyna Pasze wieszczyć

głosem, że ze strachu to idzie się aż zeszczyć:

– Nad morze wnet polecisz, ale nie nad Bałtyk

wybierzesz się ty bowiem niebawem do Jałty,

czyli nade Czarne, jak czasy te szalone

by tam właśnie zarazę pokonać czerwone

i kres położyć naszego narodu troskom

świat nasz wszak jest okrągły, niechże więc pod Moskwą

skończy się marsz na Berlin, co Stalin go zaczął,

choć to metafora wojskowej proweniencji

bo sprawę rozwiążesz w czasie konferencji.

I tylko pamiętaj: z Rooseveltem tam trzymaj

i Churchillem! Razem pokonacie Stalina!

I portret swój ty wtedy na słoniu zobaczysz,

jak książę Poniatowski, co ma go na klaczy.


Ktoś się mnie może zapytać: gdzie się podział Splash?

Łoś przydybał go w krzakach: – Czemu tutaj srasz? –

żekł do niego tam szybko, a bardzo bojowo –

Obrzarłeś się za bardzo? To trochę niezdrowo.

A że Łoś jest teraz Król Lasu Nieumarły,

Splashowi, rozkazem jego, tyłek podtarły

tam wampir, zombie, kościej i dwa szkieletory.

Lecz trupim zakaziły go jadem i chory

stał się, niespodziewanie i zupełnie nagle:

rogi jemu wyrosły i iskierki diable

jakieś w tych stoickich oczach zapłonęły

(a rogi, rzecz wyjaśniam, nie od @moll się wzięły;

bowiem koleżanka @moll to jest dobra żona,

na mężów cudzych wcale łasa nie jest ona).

I Splash wraca do zamku, krokiem jakby skocznym

w głowie jego rodzi się plan taki mroczny

że zamek to on przejmie, że niby jest Hrabia:

papiery rodowe już w myślach podrabia.

A Król Łoś tymczasem wrócił w leśne knieje.

Zwierzęta wsze w strachu! Jeżu! Tam się dzieje!

Wpierw wziął się za krecicę, później też wiewiórce

coś zrobił przy ogonie, przy piórze przepiórce,

a również i łanie, te samice jeleni,

wabił on tam ku sobie śpiewem swym syrenim

Ktoś spyta: – Skąd Łoś śpiewać umie, proszę pana?

– A musiał się nauczyć ode @DiscoKhan a!

I nie mówię już o tym, że także i owce

Król Łoś zmartwychwstały sprowadzał na manowce!

Co on tam komu zrobił, kto by to spamiętał!

Na śmierć wychędożył gospodarskie zwierzęta!

Myślą chłopy: – Czy to wilk grasuje tu jaki?

A to tylko @Moose je prowadza w krzaki.

Lub, innymi słowy, hodowlane dziewczyny

on, w celach zdrożnych prowadza w maliny.

Później, gdy już tam były, dla niego to banał,

najzwyczajniej w świecie: puszczał on w kanał,

choć samego siebie, nie, jak w przysłowiu, że je;

co ja chcę tutaj powiedzieć? Łoś już dobrze wie!

Lecz najbardziej ze wszystkich Łosia bał się zając

korek od szampana z bólem wspominając.

Wracając do Splasha, bo to o nim być miało:

jak wiemy, przemienione było jego ciało

iskierki miał w oczach i rogi na głowie

a na palec założył pierścień z łosiowej

kości. I miast stoikiem, to został Nazgulem,

a całe jego ciało przepełnione bólem!

Tak urządził go Łoś, choć to nie jego wina

@Moose był sterowany bowiem przez Stalina.


A tymczasem na zamku właśnie trwa narada

bo Pacha ze swej misji ogromnie jest rada:

– Misję mam tajną! – mówi – Ocalenia świata! –

i z tego powodu puszy się jak wata.

I tą-że swoją misją tak się radowała

że z tej radości w majty się zesrała.

Tworzymy więc jeszcze lepiej dobraną parę

bo i ja od dłuższego czasu, przez ksiąg parę,

mam gacie obesrane, co wiszą jak torba:

pamiętacie co było, gdy zjawił się Zorba?

I tak się zdarzeniami zaaferowałem

że aż majtów na czyste zmienić zapomniałem.

A @moll na to: – Ależ bije Fantastyczny Blask

od cię Pacho! To że nas ocalisz, ja za fakt

już uznaję. I czuję od ciebie of change wind,

Będziesz naszą bohaterką, jak mag Rincewind

(lecz niech czytelnik wie to z poematu kart,

że żaden nie był to wind, lecz zwykły tylko fart)

co to dzięki panu Pratchettowi Terremu

on w książce zapobiegł wydarzeniu złemu

bo uchronił tam świat przed śmiercionośną jazdą

na kursie kolizyjnym ze czerwoną gwiazdą!

Naradę tę przerwało pewne wydarzenie:

było nim nagłe Splasha do izby wkroczenie.

I powiało zgnilizną, no i siarką trochę,

kąśliwie @moll się na to odzywa: – O! Proszę!

To mąż mój postanowił jak gdyby nic wrócić!

Wiesz, mój Splashu kochany, ja nie chcę się kłócić

i nie pytam gdzie byłeś… Ej, Splash! Pokaż rączkę!

Czemu masz pierścień z kości, a nie obrączkę?!

I czemu masz na głowie takie wielkie rogi?!

Wszak ja tylko przed tobą swe rozkładam nogi.

A Splash nic nie mówi, lecz dalej zieje siarką

i oczami nas wierci jakoby wiertarką

i pochyla swe czoło: zaraz nas ubodzie!

Wtem twarz jego syczy, cała mokra w wodzie,

którą to @moll na męża swojego wylała

z garnka, co to w rękach go tam trzymała.

I mówi, choć, z racji trzęsącej się brody

troszeczkę niewyraźnie: – Odeszły mi wody!

A Pacha ją pyta: – Ja wiem, że dobrze chciałaś

ale dlaczego ty Splasha wrzątkiem oblałaś?

@moll na to zapytanie się uspokoiła

i tak rzekła: – Nie wrzątkiem. Woda zimna była.

Do gotowania ją z kościoła czerpałam

bo w Odrze jest zatruta i trochę się bałam.

Pojęliśmy wtedy, że stoik nasz kochany,

tak jak Łoś, przez Stalina został opętany.

Z tej racji strach wszystkich obleciał nas równo

tym bardziej, że miast siarki, pachnie teraz gówno

bowiem wody @moll Splasha tak mocno paliły

że z tego wszystkiego zwieracze puściły.

Śmierdziało tak okropnie, więc nie wina nasza

że zamknąć w piwnicy musieliśmy Splasha.


***


Posłowie


Czasami mam wrażenie, że świat naprawdę sprzyja poetom, bo żadna to licentia poetica, i pan Pratchett w Blasku fantastycznym naprawdę pisał o złowróżebnej czerwonej gwieździe. To fajna zabawa, jeśli szuka się jakiegoś cytatu i okazuje się, że on tak kapitalnie pasuje do tego co się powypisywało. Z tego zrządzenia losu w tej księdze chyba ucieszyłem się najbardziej. Możecie to zmienić, wypisując pod poematem komplementy (jeśli na nie zasłużyłem) lub pochlebstwa (jeśli na komplementy nie zasłużyłem). Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w Księdze XI!


***


Stopka redakcyjna


Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem

Internet, 2024


@George_Stark , 2024

Redakcja: @George_Stark

Korekta: @George_Stark


#tworczoscwlasna #poezja

@George_Stark Morze Czarne, czerwona gwiazda i bakłażan xD w ogóle na pastę to mi smaka narobiłeś, muszę spróbować coś takiego zrobić

Zaloguj się aby komentować

#tworczoscwlasna #poezja #wiersze

#zafirewallem


to bolesne wracać

do tych wszystkich wspomnień


stawiam wazoniki

Matce Objawionej

przynoszę w naręczach

omdlałe konwalie


znowu jestem Łucją

co cierpliwie klęczy

w sanktuarium ciszy

z głową pochyloną

nad czernią skarbczyka


przewiercam na wylot

cieńsze niż opłatek

bibułki z modlitwą

szukając tej jednej

co uniesie ciężar


gdy nie znajdę żadnej

wyszepczę je wszystkie

od świtu do świtu

najdłuższe litanie


w zaciśniętych wargach

zaniosę na wzgórze

każdą jedną skargę

przed Twoje oblicze


i będzie mi błogo

kiedy w jednej chwili

u stóp Twoich sina

złożę przebłaganie


za rękę podniesioną

na żarliwe dziecko:

wybacz Madonno temu

co nie wie, co czyni


ile trzeba wiary

nawbijanej dziecku

żeby uwierzyło

że moc się zatrzyma

na drugim policzku?


.


fotografia: Laura Makabresku

e475c0a1-e402-41d1-b2af-c5ae8ee5ff8e

Zaloguj się aby komentować

Jeśli dobrze liczę, to chyba na mnie spadł dzisiejszy obowiązek i jednocześnie wyróżnienie.


Zatem bez zbędnej zwłoki:

Rymy: ruchy - okruchy - latarnie - ofiarnie

Temat: miejscowość uzdrowiskowa nad ranem, po sezonie.


#naczteryrymy #poezja #zafirewallem

Statyczny_Stefek userbar

@Statyczny_Stefek 


Na ławce para, frykcyjne ruchy.

Gołębie dziubią z chleba okruchy.

Już wygasają miejscowe latarnie.

Wschód słońca dzieli się ciepłem ofiarnie.

Zaloguj się aby komentować

Jak zwykle nie wiedziałem o czym napisać, ale w końcu wymęczyłem jakiś twór do IX edycji konkursu #nasonety


***


Historia powstania stoickiego ćwiczenia - perspektywa kosmiczna


Cesarz Rzymu - Krwawy Marek, więc kosmosu chciał podboje.

"Tu na ziemi całkiem nudno: niechaj sobie niebo zwiedzą."

"Me legiony wystrzelimy poza świata tego miedzą."

"Przy okazji zobaczymy jak latają rzymscy woje."


"Na początek, więc na trebusz załadujmy może troje."

"Znaczy trzech ,a że nie chcą lepiej niech wcale nie bredzą."

"Jak tak zaraz poszybują, z perspektywy tej prześledzą;"

"Tak jak orły będą widzieć, więc wypatrzą może Troję?"


Siedzą już załadowani, jej konstrukcja jest domowa.

W sensie, że tej katapulty. "Czy gotowi są do skoku?"

"Zresztą mnie to nie obchodzi. Kurtuazyjne takie słowa."


W nocy trebusz tak wystrzelił, woje lecą w stronę mroku.

"Chociaż jak się zastanowię mogła lecieć w sumie krowa."

"Ale nic już nie poczniemy jak jesteśmy w testu toku."

¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯


***


To było coś w rodzaju #poezja , zdecydowanie #tworczoscwlasna przygotowana do publikacji w kawiarni #zafirewallem

f6abf8ce-9aff-49e3-9beb-64779cdffe79

Zaloguj się aby komentować

Dziś zapisałem w dzienniku "200 dzień wolności". Jest to moje święto i z tej okazji pozwoliłem sobie na popełnienie takiego o, wiersza:


***


Demon umysłu 


Rzucam to w diabły! - Mówię tak po raz dwusetny.

Myślę tak jak świeci słońce, bo gdy dzień jest szpetny,

Lub gdy tylko w szarości zmierzchu zaczyna on tonąć.

Wtedy ten zdradliwy demon może mnie znów pochłonąć.

Załatwiam ćpanie, żadne to lekarstwo dla duszy.

Ucieczka od lęków i siebie - znów mnie tak zagłuszy. 

Lecz nie potrafiłem radzić ze światem i z sobą.

Jak żyć nie wiedziałem, a jestem wrażliwą osobą.


W procesie rozwoju, narzędzia by radzić zyskałem.

Wtedy uciekać przestałem i siebie znów poznałem.

A ten straszny demon, którego tak bałem się w dzień,

To był zwykły chochlik, tylko w nocy rzucał cień. 


***


Jeśli chodzi o te 200 prób rzucania, nie jest to przesadą, a raczej niedoszacowaniem. Miałem taki okres w życiu, który trwał około 2 lata, że każdego dnia podejmowałem próbę rzucenia nałogów.

Do południa byłem zmotywowany i wierzyłem, że dziś już nie wezmę. Jednak gdy tylko nadchodził wieczór, zaczynało wkradać się zmęczenie, nastrój obniżał się też z powodu braku słońca i to wystarczało, żeby uruchomić mechanizmy działania nałogu. 

Takie codzienne nieudane rzucanie robiło mi straszną sieczkę w głowie i było prawdziwym piekłem. Nie polecam. 

Jeśli by ktoś nie wiedział to, w końcu przestałem być niewolnikiem nałogów - dzięki praktykowaniu #stoicyzm


#tworczoscwlasna #poezja #zafirewallem

a1d9ee48-241e-4aa7-8bf8-62fb388eff95

Piękny. Często te ogromne potwory które spotykamy, są wyłącznie małymi stworkami przepełnionymi lękiem. Warto im współczuć, dostrzeć, zlitować się. Wszystko co złe wywodzi się że strachu, który wspołzyje z nami w tak wielu formach i wciąż morfuje. Każdy zna te potwory z szafy.

Cieszę się, że z Twojego sukcesu. Uzyskanie wolności wymaga niebagatelnej odwagi.

Zaloguj się aby komentować

Pan Piotr Bukartyk, jeden z moich ulubionych układaczy słów do rymu, napisał kiedyś takie słowa: bo kiedy patrzy się wstecz, to jednak ważne by mieć kogoś kto byłby winien naszych win. No i trochę mnie to zainspirowało i tak zastanowiłem się, kto jest winny wszystkiemu złemu, co dzieje się na świecie i akurat, zrządzeniem pewnie losu, mijał mnie na ulicy jakiś pan w chałacie. Niebiosa same odpowiedź mi zesłały. No to napisałem i dedykuję:


braciom pejsatym,

co odziani w chałaty

światem jednak rządzić nie mogą.

Niech i oni zrzucać winę

też mają na kogo.


***


Antygoja


Kto za wszystkim stoi? Ano stoją goje!;

ci, którzy światem rządzą poza naszą miedzą.

Jak do tego doszło? Tego to nawet najstarsi rabini nie wiedzą.

Za to ja wiem swoje. A wiem to, że nie ja tam stoję.


Utarło się tak w świecie, że za winy swoje

odpowiedzialności ludzie ponieść nie uredzą.

Żyda ofiarnego potrzebują! Jakiegoś parcha, te gnoje,

żeby żyć dalej mogli sobie ze spokojem.


Znieść tego nie może ma pejsata głowa

że dzień w dzień i że na każdym jednym kroku,

i że ciągle na nowo, i ciągle od nowa


jak konie nas traktują, co za krztę obroku

(albo za garść szekli), potulnie, jak krowa,

winy ich będziem przyjmować, jak zsyp śmieci w bloku.


***


To jest moja pierwsza (a być może, i nawet prawdopodobnie, nie ostatnia) odpowiedź, czyli di risposta do zaproponowanego przez koleżankę @KatieWee sonetu di proposta w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem. No i jeszcze dwa tagi, których nie chce mi się wplatać w tekst, czyli: #poezja i #tworczoscwlasna.


A, tylko teraz zauważyłem, że jest niezgodna z zasadami (chodzi o ten wers: Żyda ofiarnego potrzebują! Jakiegoś parcha, te gnoje), ale podoba mi się tak, jak jest, a poza tym nie chce mi się już dziś myśleć, więc niech zostanie tak i będzie poza konkursem. Będę miał też motywację żeby napisać jeszcze coś innego.

Zaloguj się aby komentować

Dziś prezentujemy:


Rymy: uszy - suszy - firanka - tkanka

Temat: biblioteka


Zapraszam do układania swoich wierszy!


EDIT: sorka za zamieszanie. Trochę się pospieszyłem i nie zauważyłem rymów łosia. Zedytowalem zatem rymy.

Dla przypomnienia zasady #naczteryrymy


https://www.hejto.pl/wpis/no-dobrze-jakem-wczoraj-obiecal-tako-i-dzisiaj-czynie-zaKladam-tag-naczteryrymy-


#poezja #zafirewallem

Ja Ci dam "ciszej proszę"...


Dziury po oczach, ścięty nos i uszy,

Pozbawiony warg biały uśmiech się suszy.

Kokon wieńczy naftą nasiąknięta firanka.

Zapach książek zagłuszy jej palona tkanka.

Mała mysz nastawiła swoje uszy.

Kombinuje co tu zjeść w czasie suszy.

Wczoraj jej łupem padła firanka.

Dziś - bibliotekarki płaszcza tkanka.

Zaloguj się aby komentować

#tworczoscwlasna #poezja #wiersze

#zafirewallem


to będzie wiersz łkany

pisany pod wpływem


dostaniesz to wszystko

czego on sam zechce

krwi więcej łez więcej mięsa

żeby rozrywało

szarpało do kości


a jeśli ci kiedyś przyjdzie do głowy

że mogłabyś poczuć się wyjątkowa

zęby w pięści zaciśnij i milcz


najlepsza jesteś do popychania

ustawiania w cichy kąt:

jeszcze nie pora

jeszcze nie teraz

jutro zapytaj

jak będę się czuć


a teraz idź

dość tego szczebiotania

zaglądania przez ramię

jeszcze ci się w główce namiesza

od wyobrażania

ogniska i świec


spójrz suko w płomień

teraz się bawią dorośli chłopcy

na żywioł pójdą by nakarmić głód

sygnały zebrać na swoją dostojność

kosmos rzęs poruszą

by z ręki chciał jeść


teraz idź suko

i tęsknić się ucz

gdy oczy wypatrzysz

niewidoma ciszej

poprosisz o okruch


.


Autor zdjęcia - Paolo Ra

346912ff-6850-43b8-a86d-423e552b2713

Czy Twoją poezję można nazwać synestezyjną? Chodzi mi oczywiście o aspekt techniczny, nie warstwę liryczną. Jak poprawnie nazywają się stosowane przez Ciebie zabiegi? Jestem kompletnym laikiem w temacie.

Zaloguj się aby komentować

Wszystko co dobre kiedyś się kończy! Dziś zakończyliśmy - według wyliczeń Szanownych Kolegów - VIII edycję bitwy #nasonety w związku z czym, jako przyczyna całego galimatiasu, winnam wszystkim podsumowanie.


Podsumowuję, co następuje:


**zwycięża sonet najwyżej piorunowany, a wyszedł on spod pióra debiutantki @KatieWee**


Niezwykle cieszę się, że tym razem obrodziło w debiuty sonetowe!


Wszystkie sonety, biorące (lub nie) udział:

\

  1. Siwucha - @Moose - 13\

  2. Cytatów diler - @splash545 - 11\

  3. Do Björk - @Magister_Ludi - 15\

  4. Dzika ucieczka - @splash545 - 11\

  5. O miłości - @Moose - 13\

  6. bez tytułu - @erebeuzet-tezuebere - 12\

  7. Śnieżna zawieja - @DiscoKhan - 12\

  8. Powrót kota - @KatieWee - 22\

  9. Kochanka - @Piechur - 11\

  10. Do M. - @Piechur - 16\

  11. O Włóczykiju - @George_Stark - 21\

  12. Kotek - @George_Stark - 21\

  13. Lew, król sypialni - @George_Stark - 7\

  14. Lew i lwica - @George_Stark - 7\

  15. Ach i och - @splash545 - 4\

A MOGŁEŚ WYBRAĆ CHOMIKA - @UmytaPacha - 11


W związku z liczbą sonetów i piorunów przekraczających liczbę 9 nie odpowiadam za potencjalne braki i uchybienia natury matematycznej :stuck_out_tongue:

(a tak serio, jeśli coś przegapiłam proszę zgłaszać, ale wydaje mi się, że po tych kilku odświeżeniach tagu #nasonety wyłapałam wszystko)


Dziękuję serdecznie za uwagę i życzę miłego wieczoru!


#nasonety #zafirewallem #poezja

#podsumowanienasonety

Zaloguj się aby komentować

Pierwsze moje wspomnienie interakcji ze @splash545 to jak zrugałam go, by tagował cholernik swoje pająki, bo to jedyne co mam na czarno. W związku z wczorajszym pokazaniem przezeń swoich okazów pod naczteryrymami oraz jego prośbą rzuconą ostatnio o obrażenie go w sonecie - obrażę mu zwierzątka ( ͡° ͜ʖ ͡°)


"A MOGŁEŚ WYBRAĆ CHOMIKA"

Opinię wnet każdy człek rzuci,

iż Splashowi braknie mądrości,

gdyż żywot swój prędko ukróci

morderców przyjmując w dom w gości.


Już wkrótce rozlegną się jęki,

gdy pająk miast ganiać za muchą

rozewrze ostre swe szczęki

czając się w noc za poduchą.


Ah, biada w tej beznadziei!

Rzucą się zmory nań stadkiem,

umażą go w krwawej brei.


Ostatni raz ciałem wiotkiem

wzdrygnie, trawiony złowrogą

odnóży żaru pożogą.

* * *

minutę przed terminem końcowym obecnej edycji #nasonety w #zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja

@UmytaPacha rymem złowrogim

Hejtuje dziś Splash'a stawonogi

Wygląda mi na to jednak

Że ta złowroga poezja

Zalotne aluzje robi

Zaloguj się aby komentować

Ach i och


Paszka znów nas bałamuci

I próbuje wrażliwości

My przeżuci i wypluci

Nie zaznamy spokojności

Paszko zakończ nasze męki

Bo już pęka nam serducho

A stan naszej duszy pluchą

Czy Ty słyszysz nasze stęki

Oraz jęki beznadziei

Nasze serca zawiniątkiem

Które smutek tak przemieli

Weź je rozkwaś lepiej młotkiem

Albo rozdepcz swoją nogą

Splasz i Khan Twój z rudą brodą


@UmytaPacha @DiscoKhan

#nasonety #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Tutaj już bez komentarza dotyczącego treści, bo ten był poprzednio. Nawet miałem zamiar te dwa wytwory opublikować w jednym wpisie, ale jak pomyślałem, że koleżanka @moll ma liczyć, to zmieniłem zdanie. Niech się dziewczyna uczy, wszak trening czyni mistrza! @moll , taki tip: jak Ci braknie palców, to możesz pożyczyć od dużego Mola, ewentualnie od małych Moli. No i każde z Was ma jeszcze stopy!


Oto efekt numer dwa:


***


Lew i lwica


Ale mam ochotę na ciebie teraz już się rzucić;

i tobie i sobie sprawić trochę przyjemności.

Wieczór miły minął i on już nie wróci

a teraz jestem ciekaw czym noc nas ugości.


W świetle świecy tak przyjemnie widzieć twoje wdzięki

i już gorącą wieje miłości zawieruchą.

My: spleceni gdzieś między kołdrą a poduchą;

za to, że ze mną tu jesteś, co dzień składam dzięki.


Bywało nam różnie, lecz zawsześmy siebie nawzajem chcieli;

choć nieraz ze skręconym z nerwów wzajemnych żołądkiem

byłem i ciągle jestem pewien, że nic nie jest w stanie nas podzielić,


nawet po tylu latach. Bo odkąd byliśmy chłopcem i podlotkiem,

wciąż my: szczęśliwi kochankowie, którzy ciągle mogą

budzić się obok siebie i cieszyć się sobą.


***


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


***


– Aleosochodzi?

– A o to, że jest to pewien eksperyment, który przyszedł mi do głowy przy pisaniu tego wiersza . A druga część tryptyku tutaj .

Zaloguj się aby komentować

Kosztem snu, ale było warto, bo pomysł na to, żeby napisać tryptyk wydał mi się całkiem fajny. Pasjonują mnie cały czas, i chyba (mam nadzieję) już zawsze będą pasjonować słowa, a w tym przypadku ta próba sprawdzenia jak może skończyć się historia, zaczynająca się zawsze tak samo, kiedy w pewnym momencie wprowadzi się jednym wersem zupełnie inny nastrój. Jak mi się to udało? Nie mam pojęcia. Publikuję to na gorąco, zaraz po napisaniu. Do tych trzech wierszy pewnie wrócę za jakiś czas i wtedy sobie odpowiem na to pytanie. Ale bawiłem się dobrze.


Aha, ani w jednym, ani w drugim nie hamowałem w żaden sposób wyobraźni, a tylko pozwoliłem jej podryfować w nadanym kierunku. Oto efekt numer jeden:


***


Lew, król sypialni


Ale mam ochotę na ciebie teraz już się rzucić;

i tobie i sobie sprawić trochę przyjemności.

Wieczór miły minął i on już nie wróci

a teraz jestem ciekaw czym noc nas ugości.


W świetle świecy tak przyjemnie widzieć twoje wdzięki…

I rzucam ci ostro: – Zara bede cie ruchoł!

Jesteś moją własnością, mą prywatną suką.

Co się patrzysz głupio?! No weź go do ręki!


Wiesz z iloma musisz się mną dzielić?

Myślisz, że gdzie chodzę każdym po robocie piątkiem?

To ja mam tak, jak inni pewnie mieć by chcieli.

Wśród wszystkich mężczyzn ja jestem wyjątkiem!


A ty nieśmiałym szeptem cedzisz każde słowo:

– Dziękuję panie. A jeśli sobie życzysz, to zrobię ci głową.


***


#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna


***


– Aleosochodzi?

– A o to, że jest to pewien eksperyment, który przyszedł mi do głowy przy pisaniu tego wiersza .

Zaloguj się aby komentować

#tworczoscwlasna #poezja #wiersze

#zafirewallem


'przewodzenie. niestabilność geometryczna pasm'


wkła­dasz mi w usta i cze­kasz

aż łyknę


nic z tych rze­czy

kon­tek­sty prze­ina­cze­nia nie­do­my­sły

zmy­sły wy­my­sły nie­lo­gi­ka


nad pień staję się głu­cha


ty wręcz od­wrot­nie

wy­czu­lo­ny na bodź­ce wy­bit­nie na­słu­chu­jesz

czy jesz­cze żywię


tak żyję i żywię - urazę

gdy zu­peł­nie bez celu ba­wisz się w stwór­cę

wszyst­ko­wi(e)dzący spo­glą­dasz na dno oka

wtło­czo­na na siłę belka roz­war­stwia się pęcz­nie­je

włók­no po włók­nie za­ra­sta biel­mem


za plamą nocy spró­bu­jesz wy­ma­zać rzekę by wy­bie­lić ka­mień

za­po­mi­na­jąc że w szorst­kość pod­rzu­co­nej kłody wra­sta się po omac­ku


pewny sie­bie

spraw­dzasz czy kru­sze­ję


opusz­ka­mi we­tknię­tych pal­ców

gła­dzisz wrzą­ce za­cho­dy

aż po ru­bi­no­wą czer­wień win

słod­ko ob­ry­so­wu­jąc brzeg pu­cha­ru

by cierp­kość prze­la­na z ust do ust

nie no­si­ła zna­mion spierzch­nię­tej ziemi


pro­szę nie teraz


w po­skrę­ca­nych tęt­ni­cach

roz­le­głe ogro­dy krwi­nek

po­lar­ne róże i wrzo­sy

ze­tla­łych po­wiek


po­spiesz­nie zry­wam skórę

wyj­mu­ję ży­let­ki z oczu

w końcu ma być krwa­wo i do­sad­nie

tak jak lu­bisz

ta­tu­uję nad­garst­ki


ina­czej nie stłu­mię

a ty nie od­pu­ścisz


zanim stanę ci ko­ścią w gar­dle

nim pia­sty słów wy­to­czą ko­lej­ne koła

oswa­jam kwa­dra­tu­rę za­ci­śnię­tych ło­żysk


ro­ze­bra­na do żeber

swo­bod­nie wpra­wiam w ruch pier­si i bio­dra

w esen­cji skro­pleń sy­la­bi­zu­ję twoje imię

opo­wia­da­jąc ci sie­bie cicho za­gry­zam wargi


spójrz


poza wstę­gą wil­got­nych traw

skar­la­łe słoń­ca za­sty­ga­ją w krysz­ta­łach soli

na ru­cho­mych pia­skach wy­ra­sta nie­pew­ność

osa­dzo­na na pal­cza­stych sło­wach


pa­mię­tasz jak wian­ki pod­kre­śla­ły naszą mło­dość

wple­cio­ne cha­bry pach­nia­ły chle­bem

w cie­ple rąk spra­gnio­ne po­licz­ki

ru­mie­ni­ły się ni­czym jabł­ka ze­bra­ne w kosze


maki miały barwę roz­pa­lo­nych ognisk

po­ko­ny­wa­li­śmy szczy­ty by do­trzeć do

polan gdzie gór­skie echo nio­sło ra­dość

i me­lo­dię szep­ta­nych wier­szy


a teraz


przy­droż­na cisza uwię­zio­na w ka­plicz­kach roz­ra­sta się w po­krzyk

za­po­mnia­ne ścież­ki pro­szą o stopy wśród wy­schnię­tych źdźbeł


nie mó­wisz nic

ale twoje sple­cio­ne wokół pier­si palce

i pul­su­ją­ce źre­ni­ce obie­cu­ją źró­dło


do­brze wiesz że je­stem tylko ko­bie­tą


zanim po(d)kor­nie przej­dę w stan kam­bium

pącz­ku­ją­ca we mnie wio­sna znów

pach­nie na­sien­nie zie­leń za­drze­wia korę


cie­pło­lub­na

z pod­pro­go­wą wraż­li­wo­ścią

wciąż uczę się

jak uni­kać


spo­pie­la­łych warstw


.


Autorka obrazu: Izabela Dąbrowska

ae67c0a4-309b-4d1d-b28c-d019187142f3

Zaloguj się aby komentować

Odczuwam niepokojący spadek poziomu erosomaństwa w naszej twórczości, więc postanowiłem (he! he!) wziąć sprawy we swoje ręce i sytuację uratować. Oto proszę:


***


Kotek


Ale mam ochotę na ciebie teraz już się rzucić;

i tobie i sobie sprawić trochę przyjemności.

Wieczór miły minął i on już nie wróci

a teraz jestem ciekaw czym noc nas ugości.


W świetle świecy tak przyjemnie widzieć twoje wdzięki

i już gorącą wieje miłości zawieruchą.

My, spleceni gdzieś między kołdrą a poduchą…

nie trwało to długo, im zrobił się miękki.


Nie masz mi tego za złe, wciąż się do mnie kleisz,

choć nadziei na dziś już nie ma, wnioskując z rozsądkiem.

I mówię: – Może gdy się wyśpię? Jutro, przy niedzieli?


Ty na to: – Nie jesteś, jak mówiłeś, lwem, ale jesteś kotkiem.

Więc mruczę: – Przepraszam za tę noc, we wrażenia ubogą

ale wiesz, w pewnym wieku panowie, choć bardzo chcą, to jednak nie mogą.


***


W ogóle ten wytwór, w odróżnieniu od poprzedniego, to akurat mi się podoba. Podoba mi się w nim to, że udało mi się mimo wszystko opanować, bo w miejsce wersu i już gorącą wieje miłości zawieruchą pierwsze co przyszło mi do głowy to było: zara bede cie ruchoł (choć, być może, jeśli tylko znajdę czas, to sprawdzę co stanie się dalej, jeśli jednak wstawię go w to miejsce?). Podoba mi się też to, i to jest druga opcja otwarta, że jeśli by po wersie: My, spleceni gdzieś między kołdrą a poduchą… nie przejść do mało jednak chlubnych szczegółów fizjologicznych, to całkiem zgrabny erotyk (erotyk, czyli wiersz o miłości, w odróżnieniu od świntuszenia, czyli wiersza o seksie) mógłby z tego wyjść. Jest pole do eksperymentów, a i ciekawość tych eksperymentów także jest. Może się uda.


Ten wierszcz powyższy to moja kolejna odpowiedź, czyli di risposta, na wiersz di proposta od koleżanki @moll (ładny wybrała, to niech teraz cierpi za karę i liczy, aż jej palców zabraknie) w konkursie #nasonety w kawiarni #zafirewallem . No i jeszcze #tworczoscwlasna a czasami to nawet i #poezja .

Pięknie nam tu ejakulowałeś erosomańską twórczością panie Stark, ale proszę teraz posprzątać, inni klienci już czekają

@George_Stark czyli, streszczając:


Droga, nim świt nas zastanie,

Noc wypełnijmy kochaniem!

Kpiący głos brzmi:

"Ach, cały Ty -

- pięć minut. W tym rozbieranie."

Zaloguj się aby komentować

Nasza miłość


Byliśmy młodzi, pełni nadziei.

Niedługo byłaś też przy nadziei.

Lecz na nadziei, to się skończyło.

Naszej córeczki z nami nie było,

Wcale za długo tu na tym świecie.

Po kilku dniach żegnaliśmy dziecię.

Słowa te mogą ogarniać trwogą,

Bo także my umarliśmy z Tobą.

Pogrzeb był córki, wiary, radości.

Nie pogrzebaliśmy jednak miłości,

Do nas nawzajem i naszego Słońca.

Kochać będziemy ją do świata końca.

#poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

@splash545 zadziwiasz mnie. Strunę poruszyłeś.


Pocieszające w tym wszystkim jest jednak to, że są ludzie, którzy mają większe problemy z przecinkami niż ja.

Zaloguj się aby komentować

Jedną z postaci literackich, pierwszą z nich właściwie, które bardzo mocno na mnie wpłynęły i skrzywiły moje postrzeganie świata na tyle mocno, że za nic nie potrafię się czasami w nim odnaleźć, był Włóczykij z Muminków. To właśnie o nim zdarzyło mi się napisać ten wytwór, który niech będzie sonetem di risposta, tą odpowiedzią daną samemu panu Szekspirowi w pojedynku zaaranżowanym przez koleżankę @moll , która to od tego właśnie mistrza zaczerpnęła utwór di proposta w tej edycji konkursu #nasonety .


***


O Włóczykiju


Zastanawiam się czasem czy on kiedyś jeszcze wróci,

czy przyjdzie siąść przy stole, tak jak dawniej, w gości,

czy swoje obecne życie choć na chwilę porzuci

czy może już do końca zgubił się w wolności?


Pamiętam tak dokładnie dotyk jego ręki

nim odszedł raz ostatni, gdy, z początku zimy pluchą,

drzwi naszego domu, aż do wiosny, zamknęły się głucho.


A tu kolejna już wiosna. Znów słyszę harmonijki dźwięki:

serce drga, a nogi same rwą by pognać tą drogą ku kniei

Natychmiast, na skróty, przez łąki!

nad strumyk, gdzie na moście razem żeśmy siedzieli.


Siedzę tam teraz. Nie sam: z Małą Mi, Migotkiem.

I czekamy. Wiemy, że wolność to i to, że jakąkolwiek drogą

nie odeszli by nasi przyjaciele, zawsze wrócić mogą.


***


Trochę mnie samemu się ten wytwór nie podoba i uważam, że nie jest do końca dopracowany. No ale, ostatnio brak mi głównego motywatora do pisania, czyli nadmiaru wolnego czasu, a i wena zdradliwa pokazuje swoje drugie oblicze, czyli jakoś jej nie ma.


Przede wszystkim nagiąłem trochę to, co podpowiadało mi to moje koślawe poczucie rytmu do zasad konkursu, bo gdyby nie zasady sonetowe (które i tak olałem, stosując nieklasyczny układ wersów, ale przynajmniej nie olałem do końca), to wersyfikowałbym ten tekst trochę inaczej. Myślę, że lepiej by się go wtedy czytało. Tyle chyba z tłumaczenia się na zapas. Dziękuję za uwagę.


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

#tworczoscwlasna #poezja #wiersze

#zafirewallem


zapadam w ciszę


zapadam w ciszę mchu kolebkę

z kłębka na kłębek coraz prędzej

przechodzę z miazgi w stan skupienia

wrastając w siebie każdym strzępkiem


za tajemnicą głów uśpionych

trzęsą się we mnie trzęsawiska

noc się rozpada na kordony

cętek i nitek bez rozwikłań


cała się składam z przewężenia

nadgarstków zaciśniętych w ostrze

szukając ciebie gdy cię nie ma

gubię się w bruzdach bezpowrotnie


w każdym rozłamie ścian szczelinie

wrastam po oczy w pnie syczące

gdy cień przemierzam aż po szyje

jestem przeciągiem wstęgą pnączem


setnym z zadrzewień wśród gałęzi

sową i głuszcem płótnem krosnem

miriadą mrowień rojem spiętrzeń

w rozetach czerni wiązką drżącą


z cięcia na cięcie coraz mniej mnie

grzęźnie w oplotach puls i serce

ze słowa w słowo jakby chłodniej

strzępek za strzępkiem mgliwiej senniej


.


Rysunek: Christo Dagorov

(Lips Series 1.10 - Authenticity

2010, ołówek na papierze)

75310f91-8e63-4e1c-9258-9e41e6307b9a

Zaloguj się aby komentować

Parapet zdobi opustoszała konewka,

Posadzki schnie już pierwsza wylewka.

Ten zwija się w bólu, na łydce biała flaga,

Przesiąknięta czerwienią - zniknęła powaga.

Wszedł do piwnicy bo była potrzebna konewka.

A, że nie wyschła w niej wczoraj wylana wylewka.

To się przewrócił, a jego ręka majtała się jak flaga

na maszcie. Takie to było złamanie otwarte - powaga.

Zaloguj się aby komentować