#pasta

36
648

Dobry wieczór,


Czy ktoś z szanownego grona próbował? Opinie, sugestie, spostrzeżenia mile widziane.


1 litr wódki, 3 piwa (najlepiej mocne), butelka taniego wina musującego, 1 litr napoju energetycznego, ok. 1/2 litra syropu żurawinowego, malinowego lub wiśniowego, poza tym: duży garnek.


1


Do odpowiednio dużego garnka wlewa się kolejno: wódkę, piwo, wino musujące, napój energetyczny, syrop. Najlepiej po ściankach garnka, aby nam nie zmusowało.


2


Po wlaniu wszystkich składników, trzeba je ze sobą bardzo dokładnie wymieszać, najlepiej w rytmie celtyckiej muzyki.


3


Teraz wystarczy alkohol rozlać do szklanek. Ten mocny alkoholowy napój można pić zarówno jako drinki, jak i tzw. shoty.


Podobno upojenie jest silnie odurzające.


https://youtu.be/dcTVSr8pV\_Q


#alkohol #alkoholizm #hejeszki #heheszki


#pasta #hyperreal

Zaloguj się aby komentować

XDDDD


właśnie byłem świadkiem w galerii krakowskiej jak goście sobie kulturalnie stawiali dwójkę w sraczu a babcia klozetowa pukała im po drzwiach i kazała wychodzić bo musi umyć kabinę a kolejka czeka xD pospieszała ich aż nie zaczeli spuszczać wody xDD


Panowie jeśli jesteście na hejto to pozdro i wyrazy współczucia dla was za wyjscie w stanie niedosrania 🫡


#srajzhejto #heheszki #krakow #gownowpis i troche potencjał na #pasta #titta

a3591c35-d8f6-4a95-9659-21342825f37e

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wiecie, jak to jest być ślepą uliczką ewolucji? Bo konie wiedzą. Te genialne w swej zmyślności istoty potrafią ważyć nawet tonę. Jobane 1000 kg. Więc sprytnie wymyśliły, że będą tę tonę nosić na czterech palcach.


Chwila, chwila, chyba nogach? No niby tak, ale te zwiechutronixy na kazdej nodze mają po JEDNYM (cyfrowo - 1) palcu. Bo na c⁎⁎j mu więcej, jak i tak nie potrafi liczyć. Nie ma jak u krowy, że jak rozjebie sobie jeden palec, to najwyżej się amputuje i jakoś na drugim sobie poradzi, nie, koń w takim wypadku ma One Way Ticket.


I dobrze. Bo ich przemyślana budowa jest jeszcze lepsza. Co robicie, jak napierdala was ząb, i trzeba go usunąć? Idziecie do dentysty, dentysta ten ząb łapie, rwie i elo, cześć pieśni, ew. ósemkę trudniej wy⁎⁎⁎ać. A koń? No k⁎⁎wa. Jakby złapać go za zęby i próbować je „ukiwać" to się uda. Kiwając tak z osiem godzin. Dziennie. Przez dwa tygodnie. Więc u tych bęcwałów zęby usuwa się od zewnątrz, przez policzki. Wyobraźcie to sobie u ludzi, jakby stomatolog (albo jakiś lekarz) Wam j⁎⁎ał dłutem po mordzie, żeby usunąć ósemkę.


SPRYTNY DESIGN. Ale to nie koniec. Wiecie jak się dostać najłatwiej do żołądka konia? K⁎⁎wa, przez nos. Bo łatwiej niż przez tę tępą mordę. W ogóle ich układ pokarmowy zasługuje na osobny akapit spierdolenia.


To co tam, żołądek może najpierw? No, to jak normalne, zdrowe zwierzęta mają żołądek, który im nie robi na złość, tak konie postanowiły, że będą pomyłką ewolucji. Najpierw to sobie tępaki wymyśliły, że będą miały wejście do niego pod kątem ostrym, co tylko utrudni przejście żarcia. Jakby zamiast parkować samochody prostopadle na wielkich parkingach, to wymusić parkowanie równoległe. Sprytnie, prawda? To dodajcie do tego robienie tego w tunelu, i to ciasnym, bo tak wygląda ich wjazd do żołądka. No k⁎⁎wa, genialne. Jest ciekawiej, to nie koniec. Te cymbały mają tzw. worek ślepy, czyli miejsce tuż za tym wjazdem, które jest WYŻEJ niż sam wpust. Jakby zrobić wyjazd z piętrowych parkingów, ale na piętrach. W praktyce oznacza to tyle, że tam się potrafią zbierać gazy. Nie no, spoko, może wystarczy sobie beknąć i będzie po problemie, co nie? A C⁎⁎J, K⁎⁎WA! NIE! Bo ten ciasny tunel, o którym wspominałem, nie pozwala im bekać. Ani rzygać. Jak koń jest zdrowy, to nie potrafi rzygać ani bekać. Te nieparzystkopytne patałachy prędzej padną od wzdęć niż bekną. A co do rzygania, to rzygają, ale dopiero, jak już im ten j⁎⁎⁎ny żołądek pęknie. Są jak te janusze, co prędzej pojadą chujowo naprawionym przez siebie wozem bez hamulców, żeby udowodnić, że zrobili dobrze, a potem zginą, niż przyznają się, że to był błąd. Tak jak ewolucja tych biegających na palcach gór mięsa. Taki skurwol się wtedy nadyma jak kardynał po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu". A później pęka. 


Jeśli myślicie, że tylko żołądek mają spierdolony, to iks-k⁎⁎wa-de. Konie jedzo gów… znaczy rośliny, więc gdzieś to muszą sobie sfermentować. Krowy mają swój rozum, więc ewoluowały o wiele sprawniej, i robią to w przedżołądkach. ALE NIE KOŃ! KOŃ MUSI PO SWOJEMU COŚ SPIERDOLIĆ. Więc im to fermentuje w okrężnicy. Za⁎⁎⁎⁎sta jest, taka dwupiętrowa, z poduszeczkami w środku, i w ogóle. No fajnie, tylko żeby to w jego d⁎⁎ie upakować, to trzeba to jakoś złożyć lub zgiąć. I dokładnie każde miejsce, w którym się zgina, tam może się zatkać lub dostać jakiegoś zapalenia. Bo czemu nie, w końcu jak być zjebem, to po całości. Konie też są świetnym porzekadłem, „być zdrowym jak koń", i tak dalej bułki czy wędliny. Jasne. Zajeb takiemu w słabiznę (miejsce między zjebanymi żebrami a tylnym zjebanym palcem), to jeszcze mu tę okrężnicę rozjebiesz i się wysra do środka brzucha. Zdrowo, w c⁎⁎j. Nie ogarniają też, że da się srać w jednym miejscu, po prostu srają gdzie popadnie i jak im wygodnie. Takie mądre. Takie majestatyczne gówno robią. Mało Wam? Koń potrafi popełnić jedzeniowe samobójstwo. Jak się nażre tak, że mu tę d⁎⁎ę wezdnie, a następnie uzna, że warto zgłębić Tajemnice Magiczne i postanowi zrobić „hip", a potem „hop" to tak mu zarzuci tym gównem w środku, że aż uderzy w aortę i ona pęknie. No debil. A, jeszcze bonus: w tej d⁎⁎ie noszą normalnie tężca, bo tak.


Jeszcze ich fanklub. No k⁎⁎wa mać. AJ TITI JAKI ŚLICZNY KONIK, JAK ŁADNIE PACHNIE. JAK K⁎⁎WA CUDOWNIE GO UJEŻDŻAĆ MMMMM, TAKIE PIĘKNE ZWIERZĘTA, CHLIP, CHLIP. A powiedz takiej, że koń nie jest specjalnie inteligentny, albo, że nie lubisz ich zapachu, to zobaczysz w ich oczach jak włącza im się rewolucja i zaraz będziesz robił to samo, co robili w Katyniu. Tylko Ty będziesz po złej stronie lufy. O JAK MY SI ROZUMIEMY Z NIM, ON JEST TAKI ZMYŚLNY, TAKI CUDOWNY. Jasne, dlatego Cię zrzuca i łamie Ci kilka kręgów, bo tak za⁎⁎⁎⁎ście Cię zrozumiał, koniaro. HURR DURR ON PO PROSTU WIE, ŻE MAM MYŚLI SAMOBÓJCZE, NIE ZROZUMIESZ. Potem sie pewnie z nimi ru⁎⁎⁎ją na smutno.


I tyle spierdolenia dostało w spadku od natury rozmiary pozwalające osiągnąć 1000 kg. Tysiąc, k⁎⁎wa, kilogramów. I te końskie paluszki, z kopytkiem na końcu, jak przyjebią, to nie ma c⁎⁎ja we wsi. Już widywałem, jak klacz miała być połączona z ogierem. Wiecie, SEKS RUCHANIE. No, ale klacz była wybredna. Ona nie potrafi zarżeć „anon, zostańmy przyjaciółmi", jak cywilizowane gatunki, nie, nie, nie. Ona musi za⁎⁎⁎ać z kopyta ogierowi w mordę, bo przecież musi być stanowczo. No to ogierowi z nudów pęka czaszka. Składa się wtedy lepiej jak Popiełuszko do bagażnika.


Wycieczka do skupu „Kucyk" powinna być obowiązkową częścią rytuału dojrzewania u koni, słowo daję.


Patataj, sk⁎⁎⁎⁎syny.


#pasta #codziennymakaron trochę #ciekawostki no i #heheszki

8bf6ff3e-0bbc-4269-bad6-2af37e70dab3

Jak konie mogą wiedzieć że są ślepą uliczką ewolucji, jak to są konie? I co sobie taki koń żuje owies i nagle myśli ale mam spierdolony układ trawienny xd I co i potem wsiada na traktor rozpędza się ile fabryka dała w opór i sru #!$%@?ć w stodołę, tak żeby zwaliła mi się na łeb?

Zaloguj się aby komentować

Uważam męskie kiwanie głową za szczytowe osiągnięcie kultury. Nic lepszego nie powstanie. Ten kod jest rozumiany i respektowany przez mężczyzn na całym świecie i nikt nawet nie zastanawia się dlaczego. Wszyscy wiedzą że machanie głową w górę i w dół oznacza "tak" (chociaz nawet nie wszędzie) a w prawo i lewo "nie". To jest zbyt proste na tęgie męskie mózgi. Nasz kod jest dużo bardziej zaawansowany. Jedno kiwnięcie głową w dół to oficjalne przywitanie w męskim świecie, korzystają z niego biznesmeni na całym świecie, ale też mężczyźni którzy chcą sobie pokazać szacunek bez słów, bo na przykład stoją po drugiej stronie ulicy. Natomiast dwa, lub trzy kiwnięcia w dół pokazują że zaimponowało mężczyźnie wykonującemu ten gest, to co zrobił odbiorca kiwnięcia. Sprawa się komplikuje przy kiwnięciach w górę. Jedno kiwnięcie w górę oznacza zazwyczaj "siema", po prostu luźnie przywitanie z ziomeczkiem, ale jeśli nadawca kiwnięcia robi to powoli, to stawia drugiemu mężczyźnie wyzwanie, chce pokazać swoją wyższość, a w ekstremalnych przypadkach nawet obrazić odbiorcę. Kod ten jest używany na codzień przez miliardy mężczyzn na całym świcie i większość nawet sobie nie zdaje sprawy. Moja teoria jest taka, że w chromosomach XY gdzieś jest zapisana mowa głowoszyjna i ewidentnie powinno to zostać badane przez naukowców jako niezwykle ciekawy element biologii człowieka. Innym ciekawym pytaniem badawczym jakie można zadać jest "na c⁎⁎j machasz głową czytając jakąś pastę głupi cepie".


#pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

W Polsce teraz odbywa się granie. W wielu mieszkaniach, na blokowiskach, w domkach jednorodzinnych i szeregach, w pociągach, hotelach.


Granie leje się strumieniami. Spocone nerdy skaczą na fotelach, wydają dźwielęki typu "plantuj na B". Mówiąc krótko jest młucone. Być może nawet za Waszą ścianą ktoś kampi na długiej na dd2. Wy szykujecie się do snu, konsumujecie ulubione ciperki, uprawieacie seks, a w Polsce granie unosi się w powietrzu, ręce wręcz parują.


Niebieskie paski krzyczą, przeklinają, jęczą i wzdychają, no po prostu grają.


Wiecie co łączy te wszystkie gierki? Jaką cechę wspólną mają? Już Wam mówię. Wszystkie te gry są ogrywane przez nerdów, zakolaków, gamerów, pro playerów itp. Zwykły sebix, łobuz czy chad nie ma nawet podjazdu na najmniejszy kawałek tego tortu bo jest totalnym noobem.


Granie chadowi nigdy nie będzie dane, nigdy chyba że w rzutki czy piłkarzyki w knajpie ale nawet tam nie ma gwarancji, że nie będzie noobem.


#pasta #przegryw

Teraz tak sobie pomyślałem jakie to będzie epickie do opowiadania wnukom! Wykop nie będzie już istnieć, hejto w najlepsze prosperować, a ktoś zapyta dziadku dziadku a skąd się wzięło powiedzenie niebieskie/różowe paski?

Zaloguj się aby komentować

Stoję w kolejce, przede mną jakaś para, przed nimi jakaś laska, wcześniej wężyk starych bab. Laska się obraca i zauważa ją ta z pary. I się zaczyna.


- Ewa!?


- Klaudia?! O jaaa, Za⁎⁎⁎⁎ście się tak spotkać. W mięsnym, hihihi


- Za⁎⁎⁎⁎ście! Dawno się nie widziałyśmy. Kiedy ostatnio? U Marcina na melanżu? Naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście hihihi.


- U Maćka i Magdy się widziałyśmy chyba


- Nie byłam wtedy, nad morzem byłam, z Moniką pojechaliśmy do Marty i jej tego nowego ich odwiedzić


- No ale i tak za⁎⁎⁎⁎ście no.


- No. Za⁎⁎⁎⁎ście wyglądasz! Byłaś u fryzjera? Za⁎⁎⁎⁎ście!


- No byłam, dzięki, dzięki. Wiem, za⁎⁎⁎⁎ście. Hi hi.


Gość z pary milczy. Stoi. Lampi się w kiełbasy. Chyba je liczy. Medytuje w mięsnym.


- Byłam u fryzjera i wyobraź sobie, że jak wracałam autem, to mi wszyscy kierowcy migali światłami. Masakra, mówię ci. Dobry stylista to podstawa.


Nie dowierzam. Zerkam do kolesia od kiełbas. On też chyba nie dowierza. Odpłynął do odległej mięsnej krainy, wzrok wbity gdzieś w ostatni rząd z polędwicami. I nie odrywając wzroku od wędlin, robotycznym głosem mówi:


- A światła miałaś włączone?


- Co?


- Czy miałaś światła mijania włączone w samochodzie?


- Hihihi nie wiem, od fryzjera wracałam. Skąd Ty go wytrzasnęłaś Klaudia? Hihihi.


Wtedy spotkałem wzrok kolesia. Pustka. Zabrała mu duszę. Odwrócił się w ciszy, znowu do kiełbas. Szkoda człowieka.


#pasta #heheszki

Ależ klasyk. Trzeba wrzucać na hejto więcej past aby pierwsze wyskakiwały w Google zamiast serwisu którego imienia nie wolno wymawiać.

Zaloguj się aby komentować

>witaj w naszej aplikacji randkowej, drogi przeciętny facecie


>najpierw sztucznie podbijemy ci pozycję w rankingu, żebyś połknął przynętę


>masz już kilka par i znamy twoje upodobania? doskonale


>jakby co, to mamy opcję premium, ale taki przystojniak jej nie potrzebuje


>o popatrz, skończyły się dziewczyny w promieniu wyszukiwania?


>co za szkoda, może rozszerzysz?


>chciałeś dać superlajka dziewczynie twoich marzeń?


>niestety są płatne, ale jeśli kupisz więcej, mamy promocję


>oj, zaczyna brakować ci par?


>przewijaj więcej w prawo, nie zaszkodzi to twojej pozycji w rankingu


>chyba że chcesz wykorzystać boosta, wystarczy, że zaprosisz znajomych albo skorzystasz z oferty ważnej tylko 24 h


>jesteś w nowym mieście?


>damy ci na godzinę niewidzialnego boosta, trzy nowe pary pomogą


>pozycja w rankingu zależy od pozycji osób, które przesuwają cię w prawo?


>nie bój się, na pewno wyświetlasz się top 10% kobiet


>o, więc usuwasz apkę, żeby oszukać algorytm?


>dobrze, dobrze, zapamiętamy


>wróciłeś, jak dobrze cię widzieć


>polubiłeś setną dziewczynę z rzędu?


>damy cię na drugie miejsce, kiedy znowu otworzy apkę, jak będzie para, wróci ci nadzieja


>wyślemy ci powiadomienie, przeżyjesz strzał dopaminy, nieważne, że to para przeszła ci koło nosa


>pamiętaj, promocja na konto premium zaraz się kończy


>pokażemy ci, że ktoś cię polubił, ale tego profilu to już nie


>o, czy to nowe konto?


>spokojnie, nie zapomnieliśmy cię, mamy dane o twoim typie kobiet


>zawsze wracacie


#tinder #pasta #przegryw

111ba61d-4873-487a-b0c8-cd11b296f148

Zaloguj się aby komentować

Oooo, rosówka! Ale na takiej głębokości? Dziwne... a wiecie jak odróżnić samice od samca? Samiec ma k⁎⁎⁎sa ... a więc to jest samiczka

Zaloguj się aby komentować

Jedni twierdzą, że to prawdziwa historia, chociaż brzmi jak sroga #pasta . Na pewno są niezłe #heheszki . Dziś coś o szybach, pociągach i… kurczakach.


Amerykańska Administracja Federalna ds. Aeronautyki (FAA) opracowała unikalny sposób testowania odporności przednich szyb samolotowych. System składa się z miotacza, który wystrzeliwuje martwe kurczaki w kierunku testowanej szyby z prędkością odpowiadająca w przybliżeniu prędkości lecącego samolotu.


Teoria jest prosta: jeśli szyba wytrzyma uderzenie martwego kurczaka, powinna również być odporna na prawdziwe zderzenia z ptakami żywymi.


Niedawno zainteresowali się tym pomysłem Anglicy i chcieli zastosować go do testowania szyb lokomotyw super szybkich pociągów, które właśnie opracowują.


Wypożyczyli wiec amerykański miotacz kurczaków, załadowali i wystrzelili.


Kurczak ziemia-ziemia rozstrzaskal szybę pociągu, przebił fotel motorniczego, rozbił konsole układu sterowania i w końcu wbił się w tylna ścianę kabiny.


Zaskoczeni Anglicy poprosili agentów FAA, o zweryfikowanie poprawności ich testu.


FAA po wykonaniu wnikliwej ekspertyzy odbytego doświadczenia przysłała następująca rekomendacje: ''używać kurczaków rozmrożonych.''

Idę z psem na wystawę do galerii sztuki nowoczesnej.


- Tu nie wolno z psami - mówi ochroniarz.


- To nie jest pies - odpowiadam. - To jest performance.


- A, to przepraszam.


Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smefra centaura. Pół koń, pół Smerf.


- Zawsze się zastanawiałem - mówię do psa - komu kibicują centaury w czasie rodeo.


- Srać mi się chce - odpowiada pies.


- Trzeba było srać przed wejściem.


- Wtedy mi się nie chciało.


Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu.


- Z, Y, X - krzyczy. - U, V, W.


Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi.


- Fajfus - mówię do niego. - Fajfus, nie sraj tutaj.


- Kiedy mnie ciśnie - odpowiada i zaczyna srać na podłogę.


Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z d⁎⁎y.


- To jest interesująca propozycja - mówi.


Ktoś inny też podchodzi i patrzy.


- To jest świeże - mówi.


Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno.


- Odważne - mówi.


- Ja państwa bardzo przepraszam - mówię do nich.


- Jak się nazywa ta instalacja? - pyta kobieta.


- Gówno - odpowiadam, zatykając palcami nos.


- Mocne.


Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem "Gówno, 2015". Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad.


- Coż, zawsze kontestowałem opresyjne dla mojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim - mówi mój pies.


- A pan jest kuratorem - pyta reporter. - Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego.


- Sądzę, że to gówno - odpowiadam.


- Brutalnie prawdziwe - mówi kobieta z winem.


- Ostentacyjnie szczere - mówi fotograf.


- U, T, S - krzyczy kobieta w basenie z moczem


#pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymało. Podczas "uniesienia" z Joasią, coś we mnie pękło, i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały. Szybciej niż Polonezem Siwego.


Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się, że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr 2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego. Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami, Cherubin, #!$%@? jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:


- Nazwisko?


- C., Ryszard C.


- Miejsce zamieszkania na Ziemi?


- Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej.


- Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie? A potem burdel w papierach...


Zimny pot mnie oblał. Więc jednak #!$%@? umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja #!$%@?, dożywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę, na jaka mnie było stać i cicho spytałem:


- Piekło?


- D⁎⁎a tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skierują do sektora Krakowskiego. No szczęść Boże!


Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:


- Halo, obywatelu! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie, bo następna wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.


Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od #!$%@? dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować, że do Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek.


Zobaczyłem w końcu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają. Zaraz też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się, że to góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A ćmiki rozdaje Św. Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy, siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach.


Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipka, wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, że można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać, których tu więcej niż na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą. Mały chudy, taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię.


- Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.


Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.


- #!$%@?, piwka bym się napił - powiedział Góral, okazało się, że piwko nam dadzą, ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno.


Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było w sumie ok, a u Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.


Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMINISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. #!$%@?, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego. Obiecałem mu, że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i specjalne okazje. #!$%@?, jak w wojsku... magazynierem był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole jak zgubię, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują.


Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem, bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko. Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w życie Niebiańskie.


- Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Za⁎⁎⁎⁎ście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają, bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim we wszystkich językach nie pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów, zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypią jak choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać, bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy, Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i #!$%@?łem z pokoju. Takie to #!$%@? przebierańcy. Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leja się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam #!$%@?, tęgo. Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz #!$%@?. Do raportu idziesz. W każda niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami #!$%@? jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i skrzydła z aureolą zajebią, a wtedy raport. Dużo znanych umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało, #!$%@?. Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37 powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi #!$%@?ł. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi chłopa. Z taka #!$%@?ą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te XXX. W wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata są Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 58. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88 piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie strzelił. Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.


Marian polazł, a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra się ze skrzydłami!!! Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok. Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa wpadła.


-#!$%@? mać!


Poszedłem po jakiś przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić? Idę się rozglądnąć, po sektorze Krakowskim, skoczę do knajpy, może jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. Może niedługo Joasia ze smutku za mną wykituje i dołączy? Fajnie by było.


Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co chwila spotykałem zawianych aniołów - znak, że dobrze idę.


Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa - no, to jest knajpa!! Wielkości Maracany, stoliki 4 -osobowe, bar cały ze złota. Przyśpieszyłem kroku, wyminąłem grupkę #!$%@? w trupa aniołów śpiewających:


- NIECH ŻYJE NAM REZERWA!!!!


I już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi wąsami. Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki. Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się zażarta kłótnia między kilkoma aniołami:


- Ty d⁎⁎a jesteś nie Janosik!


- Ja nie jestem Janosik?!! Ty #!$%@? #!$%@?... Jak ja ludzi prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś...


Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu #!$%@?. Kopłem go w biodro i mówię:


- Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą


Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany zapisane, nad moim pisuarem widniał napis: PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKĘ SPRZEDAŁ. Niżej było: CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927 he, he... dopisałem: III LIGA - A.D. 2001.


Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole, a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi, ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem, można by go przenieść, bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręką:


- To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim zostawiła. Aureole zostawia w barze i chleje na umór. Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś. Zastanawiałem się, czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale zdecydowałem, że jeszcze nie czas. Może później.


W drodze do pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Mi się spać chciało, tyle emocji.... Obudziło mnie szarpanie i krzyk bladego jak prześcieradło Mariana:


- Wstawaj, coś ty narobił!! Wstawaj... chłopie coś ty wykręcił?!


Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, że szuka mnie od godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do Głównego.... Przeraziłem się. #!$%@?, za co? Za kopnięcie Bieruta? A może za wyrwanie jakiejś szychy niebiańskiej? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego Nieba, czy poddać się. Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że do Raportu idę.


Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem: DYREKCJA - GŁÓWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało. Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował ćmikiem. Potem tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu:


- Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W.


Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.


- No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie?! Co?!! - zagrzmiał Główny.


- Ale.. ja...


- Jakie, #!$%@? mać, JA... Jakie ja? Opiliście się i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu taki kawał wycinacie. Pokoje żeście pomylili. Ryszard miał żyć, a obok w pokoju już tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera. Zdegraduję was!!! - grzmiał dalej Główny.


Ja sobie ćmika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie...


- I co my z panem, panie Rysiu zrobimy? - popatrzył na mnie po ojcowsku - Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać...


Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla dołączą, Polska gra w ćwierćfinałach, laski są świetne. ale znów na Ziemi, Lew, Joasia, chłopaki ze spirytusem, Polska w finałach, Legia mistrzem, Wisła z każdym prawie dostaje..., Mamusia mi gotuje...


- Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę.


Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok. Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu, z którego wylatują co chwila kolejne dusze.


Błysło, hukło, jebło i znalazłem się znów w mym ciele. Spocony, ciężko oddychając leżałem na Joasi. Tak samo spoconej i ciężko oddychającej:


- Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałam jazdę...


- Oooo, a jaką ja....


#pasta #heheszki #gimbynieznajo

Zaloguj się aby komentować

#pasta #hejto #internet


jak chodzi o konie to nie obędzie się bez tego:


Wiecie, jak to jest być ślepą uliczką ewolucji? Bo konie wiedzą. Te genialne w swej zmyślności istoty potrafią ważyć nawet tonę. Jobane 1000 kg. Więc sprytnie wymyśliły, że będą tę tonę nosić na czterech palcach.


Chwila, chwila, chyba nogach? No niby tak, ale te zwiechutronixy na kazdej nodze mają po JEDNYM (cyfrowo - 1) palcu. Bo na c⁎⁎j mu więcej, jak i tak nie potrafi liczyć. Nie ma jak u krowy, że jak rozjebie sobie jeden palec, to najwyżej się amputuje i jakoś na drugim sobie poradzi, nie, koń w takim wypadku ma One Way Ticket.


I dobrze. Bo ich przemyślana budowa jest jeszcze lepsza. Co robicie, jak napierdala was ząb, i trzeba go usunąć? Idziecie do dentysty, dentysta ten ząb łapie, rwie i elo, cześć pieśni, ew. ósemkę trudniej wy⁎⁎⁎ać. A koń? No k⁎⁎wa. Jakby złapać go za zęby i próbować je „ukiwać" to się uda. Kiwając tak z osiem godzin. Dziennie. Przez dwa tygodnie. Więc u tych bęcwałów zęby usuwa się od zewnątrz, przez policzki. Wyobraźcie to sobie u ludzi, jakby stomatolog (albo jakiś lekarz) Wam j⁎⁎ał dłutem po mordzie, żeby usunąć ósemkę.


SPRYTNY DESIGN. Ale to nie koniec. Wiecie jak się dostać najłatwiej do żołądka konia? K⁎⁎wa, przez nos. Bo łatwiej niż przez tę tępą mordę. W ogóle ich układ pokarmowy zasługuje na osobny akapit spierdolenia.


To co tam, żołądek może najpierw? No, to jak normalne, zdrowe zwierzęta mają żołądek, który im nie robi na złość, tak konie postanowiły, że będą pomyłką ewolucji. Najpierw to sobie tępaki wymyśliły, że będą miały wejście do niego pod kątem ostrym, co tylko utrudni przejście żarcia. Jakby zamiast parkować samochody prostopadle na wielkich parkingach, to wymusić parkowanie równoległe. Sprytnie, prawda? To dodajcie do tego robienie tego w tunelu, i to ciasnym, bo tak wygląda ich wjazd do żołądka. No k⁎⁎wa, genialne. Jest ciekawiej, to nie koniec. Te cymbały mają tzw. worek ślepy, czyli miejsce tuż za tym wjazdem, które jest WYŻEJ niż sam wpust. Jakby zrobić wyjazd z piętrowych parkingów, ale na piętrach. W praktyce oznacza to tyle, że tam się potrafią zbierać gazy. Nie no, spoko, może wystarczy sobie beknąć i będzie po problemie, co nie? A C⁎⁎J, K⁎⁎WA! NIE! Bo ten ciasny tunel, o którym wspominałem, nie pozwala im bekać. Ani rzygać. Jak koń jest zdrowy, to nie potrafi rzygać ani bekać. Te nieparzystkopytne patałachy prędzej padną od wzdęć niż bekną. A co do rzygania, to rzygają, ale dopiero, jak już im ten j⁎⁎⁎ny żołądek pęknie. Są jak te janusze, co prędzej pojadą chujowo naprawionym przez siebie wozem bez hamulców, żeby udowodnić, że zrobili dobrze, a potem zginą, niż przyznają się, że to był błąd. Tak jak ewolucja tych biegających na palcach gór mięsa. Taki skurwol się wtedy nadyma jak kardynał po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu". A później pęka.


Jeśli myślicie, że tylko żołądek mają spierdolony, to iks-k⁎⁎wa-de. Konie jedzo gów… znaczy rośliny, więc gdzieś to muszą sobie sfermentować. Krowy mają swój rozum, więc ewoluowały o wiele sprawniej, i robią to w przedżołądkach. ALE NIE KOŃ! KOŃ MUSI PO SWOJEMU COŚ SPIERDOLIĆ. Więc im to fermentuje w okrężnicy. Za⁎⁎⁎⁎sta jest, taka dwupiętrowa, z poduszeczkami w środku, i w ogóle. No fajnie, tylko żeby to w jego d⁎⁎ie upakować, to trzeba to jakoś złożyć lub zgiąć. I dokładnie każde miejsce, w którym się zgina, tam może się zatkać lub dostać jakiegoś zapalenia. Bo czemu nie, w końcu jak być zjebem, to po całości. Konie też są świetnym porzekadłem, „być zdrowym jak koń", i tak dalej bułki czy wędliny. Jasne. Zajeb takiemu w słabiznę (miejsce między zjebanymi żebrami a tylnym zjebanym palcem), to jeszcze mu tę okrężnicę rozjebiesz i się wysra do środka brzucha. Zdrowo, w c⁎⁎j. Nie ogarniają też, że da się srać w jednym miejscu, po prostu srają gdzie popadnie i jak im wygodnie. Takie mądre. Takie majestatyczne gówno robią. Mało Wam? Koń potrafi popełnić jedzeniowe samobójstwo. Jak się nażre tak, że mu tę d⁎⁎ę wezdnie, a następnie uzna, że warto zgłębić Tajemnice Magiczne i postanowi zrobić „hip", a potem „hop" to tak mu zarzuci tym gównem w środku, że aż uderzy w aortę i ona pęknie. No debil. A, jeszcze bonus: w tej d⁎⁎ie noszą normalnie tężca, bo tak.


Jeszcze ich fanklub. No k⁎⁎wa mać. AJ TITI JAKI ŚLICZNY KONIK, JAK ŁADNIE PACHNIE. JAK K⁎⁎WA CUDOWNIE GO UJEŻDŻAĆ MMMMM, TAKIE PIĘKNE ZWIERZĘTA, CHLIP, CHLIP. A powiedz takiej, że koń nie jest specjalnie inteligentny, albo, że nie lubisz ich zapachu, to zobaczysz w ich oczach jak włącza im się rewolucja i zaraz będziesz robił to samo, co robili w Katyniu. Tylko Ty będziesz po złej stronie lufy. O JAK MY SI ROZUMIEMY Z NIM, ON JEST TAKI ZMYŚLNY, TAKI CUDOWNY. Jasne, dlatego Cię zrzuca i łamie Ci kilka kręgów, bo tak za⁎⁎⁎⁎ście Cię zrozumiał, koniaro. HURR DURR ON PO PROSTU WIE, ŻE MAM MYŚLI SAMOBÓJCZE, NIE ZROZUMIESZ. Potem sie pewnie z nimi ru⁎⁎⁎ją na smutno.


I tyle spierdolenia dostało w spadku od natury rozmiary pozwalające osiągnąć 1000 kg. Tysiąc, k⁎⁎wa, kilogramów. I te końskie paluszki, z kopytkiem na końcu, jak przyjebią, to nie ma c⁎⁎ja we wsi. Już widywałem, jak klacz miała być połączona z ogierem. Wiecie, SEKS RUCHANIE. No, ale klacz była wybredna. Ona nie potrafi zarżeć „anon, zostańmy przyjaciółmi", jak cywilizowane gatunki, nie, nie, nie. Ona musi za⁎⁎⁎ać z kopyta ogierowi w mordę, bo przecież musi być stanowczo. No to ogierowi z nudów pęka czaszka. Składa się wtedy lepiej jak Popiełuszko do bagażnika.


Wycieczka do skupu „Kucyk" powinna być obowiązkową częścią rytuału dojrzewania u koni, słowo daję.


Patataj, sk⁎⁎⁎⁎syny.

Zaloguj się aby komentować

#pasta


Moja robota jest je⁎⁎⁎ym zartem.


Moze zaczne od powiedzenia wam z kim musze codziennie pracowac. Na pierwszy ogien idzie laska uwazajaca sie za supermodelke, to prawda, jest z niej calkiem niezla loszka ale jest calkowicie bezuzyteczna. Caly czas spedza na poprawianiu wlosow, albo nakladaniu tapety na morde, uwaza sie za pepek swiata, nigdy nie troszczyla sie o potrzeby innych zawsze tylko ona i ona. Jej iloraz inteligencji mozna porownac do skrzynki kamieni, ciagle zaskakuje mnie ze jeszcze nie zapomniala ze trzeba oddychac.


Kolejna jest calkowitym przeciwienstwem tej pierwszej, nie zdziwilbym sie gdyby byla najmodrzejsza osoba na swiecie, gdyby chciala moglaby pracowac gdzie tylko zechce, z jakiegos jednak nieznanego mi powodu marnuje swoje zycie z nami. Gdybym mial oceniac jej urode w skali od 0 do 10 to mysle ze -1 najlepiej by ja opisywalo, czesto zastanawiam sie czy kiedykolwiek wziela prysznic, nie wspominajac o goleniu nog, boze chron czlowieka ktory bedzie musial spojrzec na jej miejsca intymne.


Ale k⁎⁎wa klejnotem w koronie jest moj wspolpracownik - ćpun, nie bylo dnia zeby nie byl upalony w trzy d⁎⁎y, zaloze sie ze jara przed przyjsciem do pracy, w trakcie i zaraz po powrocie do domu. Podejrzewam ze ani razu nie zdazylo mu sie nie byc na haju od 10 lat, a ma 22. Ubiera sie jak hipis, a co najlepsze przychodzi do roboty ze swoim psem. Kazdego jebanego dnia musze patrzec patrzec na tego bydlaka, na wpol spalonego jak jego wlasciciel. Co wiecej wlasciciel pies ciagle sa glodni, pewnie przez marihuanen, kiedy jestesmy w drodze do roboty trzeba sie zatrzymywac pierdyliard razy przy macu czy innym kfc, i tak k⁎⁎wa kazdego dnia.


K⁎⁎wa i tak jezdze z tymi debilami moim vanem i rozwiazujemy jebane zagadki i tajemnice swiata.

Koale to są jednak k⁎⁎wa okropne zwierzęta. Proporcjonalna wielkość mózgu koali w stosunku do reszty jej ciała jest z jedną z najmniejszych wśród ssaków, dodatkowo ich mózgi są GŁADKIE. Mózg jest pofałdowany jak wiemy po to żeby zwiększyć przestrzeń użytkową dla neuronów.


Jeśli pokażesz koali liście zerwane z drzewa i położone na płaskiej powierzchni, koala nie uzna ich za jedzenie. Koale są zbyt głupie żeby dostosować swoje nawyki żywieniowe do radzenia sobie z jakimikolwiek zmianami. W pomieszczeniu pełnym jedzenia mogą one dosłownie umrzeć z głodu, ponieważ ich mózgi są tak niezdolne do radzenia sobie ze zmianami, to nie jest raczej cecha zwierzęcia wygrywającego w życie i w walce o przetrwanie.


Skoro już o głupocie i jedzeniu - jednym z możliwych powodów dlaczego ich płaskie mózgi są tak prymitywne jest fakt że liście eukaliptusa nie dość że są trujące (jedyna rzecz którą wpierdalają) to jeszcze praktycznie nie posiadają wartości odżywczych! One zwyczajnie nie pozyskują z nich dość energii by myśleć, przesypiają więcej niż 80% swojego pierdolonego życia. Kiedy nie śpią jedyne co robią to jedzą, srają i czasami wrzeszczą jak małe posrane demony.


Skoro liście eukaliptusa mają tak niską wartość odżywczą kochane misie koala muszą je fermentować w swoich bebechach przez całe dnie. Wśród ssaków proporcja ich układu trawiennego w stosunku do całego ciała jest jedną z największych. Wiele gatunków roślinożernych ssaków jest przystosowane do radzenia sobie z niesprzyjającymi roślinami działającymi na ich zęby, gryzoniom np zęby nigdy nie przestają rosnąć, niektóre zwierzęta mają zęby umieszczone tylko w dolnej szczęce i miażdżą tkankę roślinną na swoich wzmocnionych podniebieniach. Jeszcze inne mają powiększone zęby trzonowe żeby bardziej efektownie mielić sobie roślinki. Koale oczywiście nie są wyjątkiem i kiedy ich zęby zamienią się w pył rozwiązują sytuacje w bardzo prosty sposób - po prostu zdychają z głodu ponieważ są absolutnie beznadziejnymi zwierzętami.


Jako ssaki koale karmią swoje młode oczywiście mlekiem (warto zaznaczyć że wśród ssaków dają najmniej mleka w stosunku do wielkości ciała). Kiedy młode musi przejść z bogatego i pożywnego pokarmu jakim jest mleko na liście eukaliptusa (rośliny która wyraźnie daje znać że nie chce być jedzona) okazuje się że nie jest do tego w ogóle przystosowane, ponieważ nie ma w swoich jelitach flory bakteryjnej niezbędnej do strawienia tego badziewia. Rozwiązanie? Młode zaczyna całkiem dosłownie polegać na d⁎⁎ie swojej matki która musi wysrać trochę mniej strawionego eukaliptusa i później sobie to ze smakiem sączy i dzięki temu może zacząć przystosowywać swój układ trawienny do tej wspaniałej diety.


Oczywiście młode mogło też łyknąć trochę sików, bo jego matka najpewniej nie trzyma odpowiednio moczu. Czemu? Bo prawdopodobnie cierpi na jakąś chorobę weneryczną, podobnie jak reszta tych zwierząt. Na niektórych obszarach zachorowania to jakieś 80% i więcej. Bo widzicie, jedną z aktywności na jakie koale poświęcają swoją cenną energię są gwałty. Mimo iż koale rozmnażają się sezonowo samce albo nie wiedzą albo mają to totalnie w d⁎⁎ie i po prostu gwałcą samice niezależnie od tego czy akurat jest w cyklu.


Jeśli samicy przyjdzie do płaskiego mózgu się bronić, samiec może zachcieć zrzucić ją z drzewa (i spaść razem z nią oczywiście) co prowadzi nas do ostatniej ciekawostki o mózgu tego gatunku idiotów.


Koale mają ponadprzeciętną ilość płynu mózgowo-rdzeniowego w tych paskudnych łbach (maja tam dużo miejsca który zaoszczędziły na neuronach). Czemu mają go więcej? By chronić swoje mózgi przed urazami na wypadek gdyby spadły z zasranego drzewa pełnego toksycznych bezwartościowych liści.


Zwierzę tak za⁎⁎⁎⁎ście głupie że ma wbudowany w mózg swój własny mały hełm bezpieczeństwa. Jak ja ich k⁎⁎wa nienawidzę.


#pasta #codziennymakaron #heheszki i trochę #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować

Pozwolisz, że wtrącę się na momencik. Rzecz do której się odnosisz jako Linux, to w gruncie rzeczy GNU/Linux lub jak ostatnio zacząłem to nazywać - GNU plus Linux. Sam Linux nie jest systemem operacyjnym, lecz kolejnym wolnym (od wolności) składnikiem w pełni funkcjonalnego systemu GNU, użytecznego dzięki głównym bibliotekom GNU, narzędziom powłoki oraz niezbędnym składnikom systemu, składającym się na kompletny system operacyjny, zdefiniowany przez POSIX (ang. Portable Operating System Interface for Unix – przenośny interfejs dla systemu operacyjnego Unix).


Wielu użytkowników komputera, nie zdając sobie z tego sprawy, codziennie używa zmodyfikowanej wersji systemu GNU. Poprzez dziwny zbieg okoliczności, wersja GNU używana na szeroką skalę, nazywana jest "Linux" i wielu jego użytkowników nie jest świadomych, że w rzeczy samej jest to system GNU rozwinięty przez GNU Project. Linux naprawdę istnieje i ci ludzie go używają, ale to jest tylko jeden ze składników systemu operacyjnego.


Linux to jądro - program w systemie operacyjnym, odpowiedzialny za przydzielanie zasobów sprzętowych do innych programów których używasz. Jądro jest niezbędną częścią systemu operacyjnego, ale samo jest bezużyteczne - może funkcjonować jedynie w odniesieniu do całego systemu operacyjnego. Linux jest zazwyczaj używany w połączeniu z systemem operacyjnym GNU - cały system to w zasadzie GNU z dodanym Linuxem, lub GNU/Linux. Wszystkie tak zwane dystrybucje "Linuxa" to w rzeczy samej dystrybucje GNU/Linux.


#linux #pasta

Zaloguj się aby komentować

Moją pasją jest chodzenie do lekarza ale nie takie zwykłe żeby się zbadać ale o tym za chwilę. Żeby móc realizować swoją pasje musiałem kilka lat ciężko na to pracować oddając krew XD W d⁎⁎ie miałem chorych ludzi, chodziło tylko o profity a zwłaszcza o jeden konkretny. Co dwa miesiące punkt 8 byłem pierwszy w kolejce żeby spuścili ze mnie 450 ml czerwonej cieczy, nie policzę ile zeżarłem czekolad które za to dawali, dorobiłem się z czasem nawet darmowej komunikacji miejskiej jako zasłużony dawca żeby móc jeździć po wszystkich przychodniach w mieście za darmo.


Kiedy te pijawki wyssały już ze mnie 20 litrów krwi odebrałem swój artefakt, najcenniejszą rzecz jaką posiadam istny godmode mianowicie legitymacje honorowego dawcy krwi, spełniły się moje najskrytsze marzenia. Ludzie marzą o różnych rzeczach o domu za miastem, kochającej żonie czy mercedesie z salonu, moim celem było wchodzenie przed starymi babami do lekarza bez kolejki XD


Jako bonus mogłem też kupować w aptece po za kolejnością ale to nie cieszyło tak bardzo jak mój główny cel czyli wizyty u lekarza. Oczywiście kilka razy w miesiącu wpadałem do apteki, zazwyczaj w dni w które wypłacane są emerytury i renty, żeby #!$%@?ć się staruchom w kolejke i delektować się ich bólem d⁎⁎y.


Kupowałem zawsze paczkę prezerwatyw głośno prosząc o nią przy ladzie XD Kiedyś skończyło się to przyjazdem bagiet bo jakaś Janina oskarżyła mnie, że posługuje się sfałszowaną legitymacją. Po okazaniu mojego świętego grala wąsatemu policjantowi dostałem od nich wyrazy szacunku a wysuszonej mumii kazali mnie przeprosić i #!$%@? mandat za nieuzasadnione wezwanie bagiet


Mam nadzieje, że przez to nie starczyło jej na leki XD Prezerwatyw oczywiście nie używałem bo jestem stulejem, w domu nadmuchiwałem je i robiłem z nich śmieszne dmuchane zwierzątka.


Do pierwszej wizyty u lekarza rodzinnego w lokalnej przychodni nie przygotowywałem się długo, postawiłem na klasykę. Przy wejściu byłem chwilę przed otwarciem licząc tylko wchodzące stare baby żeby mniej więcej oszacować liczebność kolejki, gdy ciasne pomieszczenie poczekalni wypełniło się wapnem postanowiłem działać. Otworzyłem drzwi i spokojnym krokiem wszedłem do środka, zgromadzone w środku kółko różańcowe nawet nie podejrzewało co tu się zaraz #!$%@? XD


Zamiast standardowego pytania "Kto ostatni?" zapytałem "Kto teraz wchodzi?" Staruchy zaczynały powoli odczuwać, że coś tu nie gra. W ciągu ułamku sekundy otyła 70 latka o kulach i z wąsem odpowiedziała "Ja wchodzę".


Pomyślałem sobie no na pewno, wejść to możesz do zakładu pogrzebowego wybrać sobie trumnę XD


Postanowiłem zaregować błyskawiczną kontrą. Odpowiedziałem, że jestem honorowym dawcą krwi i jestem upoważniony do wejścia bez kolejki.


Hurr durr "Ale jak to? Ja się rejestrowałam telefonicznie na godzine" inna Jadwiga stwierdziła, że "Pan chyba żartuje, tu są starsi ludzie!" Oj są są, właśnie dlatego tu jestem #!$%@? XD Powiedziałem tylko "Tak to, jestem upoważniony przez samego Ministra Zdrowia który wydał tą oto legitymację."


Pomachałem im przed pomarszczonymi ryjami moją papierową supermocą i gdy obsługiwany aktualnie pacjent wyszedł z gabinetu kilka sekund później już sciągałem koszulkę przy miłej pani doktor w celu osłuchania. Zawsze narzekałem na lekki kaszel, notoryczny ból głowy czy inna dolegliwość przy której nie można mi udowodnić, że kłamię xD


Kiedyś przy jednej z wizyt starucha kłóciła się ze mną dobre 10 minut aż zaalarmowany odgłosami z poczekalni lekarz musiał interweniować, oczywiście nie weszła niczym koleś z filmiku "jestem hardkorem" XD po tej sytuacji byłem już gotowy na każdą bitwę i prócz legitmacji zacząłem nosić ze sobą wydrukowaną podstawe prawną XD


Ta starucha była albo bardzo chorowita albo nudziło jej się w domu bo praktycznie zawsze była obecna w poczekalni, stała się moim największym wrogiem i po tygodniu wiedziałem już o niej wszystko łącznie z miejscem zamieszkania. Do lekarza chodziła zazwyczaj w środy w godzinach porannych, lubiła dominować inne stare baby i być pierwsza w kolejce ale nie ze mną te numery. XD Pewnej środy punkt 7:30 byłem w okolicy jej klatki, siedziałem na ławce w kapturze w bezpiecznej odległości i czekałem aż odziana w beret i laskę pojawi się w zasięgu mojego wzroku, śledziłem ją w drodze do przychodni.


Gdy tylko usiadła w poczekalni po kilku sekundach wchodziłem ja i już wiedziała, że to nie jest jej szczęśliwy dzień, musiała ustąpić i uznać moją wyższość XD Potrafiłem jej fundować bycie drugą średnio raz w tygodniu a gdy lekarka stwierdziła, że jestem tu za często i podejrzewać hipohondrię specjalnie otwierałem okno w nocy lub włączałem wiatrak żeby się lekko przeziębić.


Przegrałem tylko jeden raz, trafił mi się zbyt mocny przeciwnik. Gdy standardowo powiedziałem, że wchodzę pierwszy choć często już nawet nie musiałem tego mówić bo większość staruch mnie kojarzyło, odezwał się on. Waga szkieletu, chłodne przenikliwe spojrzenie i drewniana laska. Wyglądał jak starszy brat Bartoszewskiego. Zarówno legitymacją jak i podstawą prawną mogłem jedynie wytrzeć sobie d⁎⁎e, miał dużo silniejszą broń. Legitymacja inwalidy wojennego, do tego był kombatantem i osobą represjonowaną, #!$%@? combo, 3 przywileje w jednej wątłej, starczej osobie.


Wiedziałem, że jestem bez szans, wycofałem się i upokorzony tego dnia wróciłem do domu. Nawet zakupy w aptece mnie nie pocieszyły, doszedłem do siebie dopiero wieczorem podczas konkretnej openki w tibii i pieniężnym fapie w cottonworldy. #heheszki #pasta

Zaloguj się aby komentować

Michael Protein was finishing his night shift in the server room. Outside the window of the indebted villa, the Poznań goats rubbed against parts that Białek would rather never have. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki #wykop #pastaoserwerowni #pasta

Zaloguj się aby komentować

K⁎⁎wa, co za uberfajnydzień wczoraj miałem to jest mało powiedziane.


Jestem młodym, szczupłym mężczyzną, ubieram się raczej normalnie, nie mam żadnych k⁎⁎wa tuneli w uszach, czerwonych włosów, nie chodzę w rurkach - innymi słowy swoim wyglądem nikogo nie prowokuję i nie wkurwiam. Nigdy nie spotkałem się z jakąś agresją wymierzoną we mnie, tak było i wczoraj.


Dzień jak co dzień, wychodzę z domu o 9:34, o 9:37 jestem na przystanku, 9:44 przyjeżdża autobus i jadę do roboty. Już w autobusie miałem jakieś dziwne wrażenie, że ludzie się na mnie jakoś miło patrzą, uśmiechają. Odpaliłem sobie aparat w telefonie, żeby sprawdzić, czy nie jestem ubrudzony, obejrzałem ciuchy, czy nie usyfione. Taka mnie ogarniała paranoja, że nawet sobie dłoń do d⁎⁎y przyłożyłem a potem do nosa, żeby sprawdzić, czy się nie zesrałem. No ale nic, wszystko ze mną było ok. a cały czas miałem to wkurwiające wrażenie, że każdy w autobusie na mnie przyjaźnie patrzy, i się uśmiecha. Jak już dojeżdżałem na miejsce, stanąłem przy drzwiach i przygotowuję się do wyjścia. Autobus wjeżdża w zatoczkę, drzwi się otwierają i wychodzę. I jak już wychodziłem, to tylko usłyszałem takie cichutkie "Białke k⁎⁎as".


No k⁎⁎wa, odwracam się, drzwi od autobusu się zamykają, i tylko widzę jak jakiś stary fiut (65-70 lat na oko) coś mruczy pod nosem i mi kciuk w górę pokazuje. No co za gość, o co tu chodzi? Mocno już poddenerwowany idę piechotą do roboty. I dalej czuję na sobie wzrok wyraźnie zadowolonych przechodniów - to chyba od tej marichuaniny się nabawiłem takich ataków paranoi. Tylko jeden koleżka, jakiś kuc z mordą podziurawioną przez pryszcze się skrzywił na mój widok, i zaburczał coś pod nosem, że "wcale tak źle nie działa nowa wersja" i też k⁎⁎wa nie miałem pojęcia dlaczego. Kolejna myśl jaka mi się urodziła w głowie, to że może po pijaku zrobiłem coś głupiego, ktoś to nagrał i wrzucił na youtube'a, jestem teraz sławny i dlatego ludzie mnie rozpoznają.


Idę dalej, mijam jakiegoś rycerza ortalionu, i znowu słyszę życzliwe słowa w swoim kierunku "spoko ziomek z ciebie jest"


udawałem, że nie słyszę. Nie chciałem się z nim konfrontować, bo widziałem, że rozbawiony był, i pewnie paliłby głupa nie mówiąc mi o co chodzi. A 100 metrów dalej jakaś laska młoda uśmiechnęła się do mnie i przybiła piątkę. No tego już nie wytrzymałem, złapałem ją za ramiona, potrząsnąłem i mówię o co k⁎⁎wa ci chodzi, dlaczego wszyscy są dla mnie mili dzisiaj? A ona z szerokim uśmiechem mówi do mnie "j⁎⁎ać Wykop, tylko Hejto kolego".


Mgła, która zaślepiała mój umysł natychmiast zniknęła. k⁎⁎wa, jak mogłem się nie domyślić. Już wam mówię o co chodzi.


Mój ojciec prowadzi sklep motoryzacyjny, jeden z lepszych w okolicy, bo mamy w tym sklepie praktycznie wszystko, nawet taki specjalny piasek do posypywania asfaltu z którego korzysta straż pożarna po wypadkach. Do sklepu przyszedł niedawno taki Tomasz, i powiedział, że mu sąd nakazał uprzątnąć miejsce wypadku, bo niedawno przejechał jakąś staruszkę na przejściu, i by tego piasku potrzebował, a poza tym to by chciał zwrócić ten olej silnikowy, co ostatnio kupił, bo po wypadku auto do kasacji i już nie będzie go potrzebował. Mój tata lekko pokręcił nosem, ale zgodził się, bo Tomasz miał paragon, a po za tym to super chłopak jest, i ponoć żywa legenda piłki nożnej. W ramach wdzięczności Tomasz dał mojemu tacie koszulkę z logiem hejto.pl (taka stronka ze śmiesznymi obrazkami). chłopaczyna tych koszulek ponoć dużo dostał, bo mu ludzie dla beki wysyłali, a z niewiadomych względów nie chciał ich nosić. A mojemu tacie bardzo się ten t-shirt spodobał, bo wiedział, że przeglądam hejto.pl. i mi tata tę koszulkę dał a ja wczoraj założyłem ją po raz pierwszy. I zdecydowanie nie ostatni.


Po tym jak zrozumiałem jakie są konsekwencje noszenia tej koszulki, od razu kupiłem sobie jeszcze kilka, by nosić je codziennie. Dziewczynę przeprosiłem i do pracy poszedłem w tejże koszulce dumny, że mogę reklamować tak prężnie rozwijający się portal. Ludziom mówiłem, żeby wchodzili na hejto, i srali na wykop, bo tam nic nie działa.


hejto.pl fajna stronka ze śmiesznymi obrazkami, a opinie majom taką, że gadżety z ich logo można nosić bez problemu na mieście.


#hejto #pasta #wykop #bekazwykopu #pdk #tworczoscwlasna #autorskie

adc970ba-0894-450b-a5eb-704eff266765

@Zgrywajac_twardziela Nie wiem czy dają tu bany, na ile można sobie pozwolić. Jakbym dostał perma w dniu zakupu to w ogóle byłby dzień... xd

Zaloguj się aby komentować

Moja żona to fanatyczka Harrego Pottera. Pół mieszkania zajebane różdżkami. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżąca na ziemi zaostrzoną różdżkę i trzeba wyciągać w szpitalu. W swoim trzydziestoletnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania, to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła, to kazała buta ściągać xD, bo myślała, że znowu różdżka w nodze.


Druga połowa mieszkania zajebana „Prorokiem Codziennym”, „Żonglerem”, czy „Tygodnikiem Czarownica”. Co tydzień żona robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować te czarodziejskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem ją into internety, bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach, ale teraz nie dosyć, że je kupuje, to jeszcze siedzi na jakichś forach dla czarodziejów i kręci gównoburze z innymi mugolami o najlepsze zaklęcia, eliksiry itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wy⁎⁎⁎⁎⁎olić klawiaturę za okno. Kiedyś mnie wkurwiła, to założyłem tam konto i ją trollowałem, pisząc w jej tematach jakieś losowe głupoty, typu „czekoladowe żaby jedzo guwno”. Pobliska cukiernia nie nadążała z pieczeniem tarty melasowej na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę WYBITNY CZARODZIEJ, za najebanie 10 tysięcy postów.


Jak jest ciepło, to co weekend zapierdala na Quidditcha. Co sobotę budzi ze swoją znajomą całą rodzinę o czwartej w nocy, bo hałasują pakując miotły, tłuczki, robiąc kanapki itd.


W tym roku sama sobie kupiła na święta nową miotłę. Oczywiście do wigilii nie wytrzymała, tylko już wczoraj ją rozpakowała. Ubrała się w ten swój cały strój do Quidditcha i siedziała cały dzień na tej miotle na środku mieszkania.


#heheszki #pasta #harrypotter #memy

Zaloguj się aby komentować