#necrobook

15
1134

Zaloguj się aby komentować

Encyklopedia mitologii japońskiej


393/1000- Tesso


Mała legenda o japońskim "królu szczurów".


Opowieść ta miała wydarzyć się w XI wieku, w czasie panowania cesarza Shirakawy. Władca ów miał poważne problemy ze spłodzeniem męskiego potomka, co było dla niego sporym zmartwieniem. W końcu zdesperowany zwrócił się do kapłana imieniem Raigo, który to żył w świątyni Mii-dera u stóp góry Hiei. Władca miał nadzieję, że błagania słynącego z wielkiej pobożności Raigo dotrą do uszu japońskich bogów.


Kapłan modlił się bardzo żarliwie przez bardzo długi czas i finalnie owe modlitwy odniosły pozytywny skutek. W roku 1074 cesarz doczekał się syna, który otrzymał imię Taruhito. Szczęśliwy władca obiecał spełnić każde życzenie kapłana z Mii-dery. Po namyśle Raigo poprosił o zbudowanie na terenie klasztoru budynku, w którym mógłby kształcić nowych duchownych. Cesarz natychmiast zgodził się, jednak obietnica ta miała zostać złamana.


Wszystko z powodu świątyni Enryaku-ji, która to znajdowała się na szczycie góry Hiei. Władze owej świątyni przez lata zebrały w swoich rękach wielką polityczną władzę, a także posiadały prawdziwą armię złożoną z mnichów-wojowników. Musiał się z nimi liczyć nawet japoński władca. Prezent obiecany rywalizującej z nimi świątyni był wyjątkowo nie w smak władzom z Enryaku-ji, dlatego też wywarli polityczny nacisk na cesarza, który ugiął się pod ich żądaniem i odmówił dotrzymania złożonej Raigo obietnicy.


Nie mogąc pogodzić się z decyzją cesarza Raigo rozpoczął strajk głodowy. Czas mijał, a zmiany decyzji nie było. W końcu w setnym dniu głodówki kapłan wyzionął ducha. Jego serce w chwili śmierci przepełniał wielki gniew skierowany na cesarza oraz konkurencyjną świątynię. Gniew ów po śmierci Raigo przemienił go w onryo, mściwego ducha, który za pierwszy cel obrał sobie władcę, którego to postanowił ukarać w wyjątkowo dotkliwy sposób. Krótko po śmierci kapłana pojawiły się plotki donoszące o pojawieniu się jego ducha w pobliżu łóżka małego księcia, Taruhito. Kilka dni później dziecko zmarło ponownie pozostawiając władcę bez następcy tronu. To nie był jednak koniec zemsty mściwego ducha.


Duch kapłana uległ transformacji w olbrzymiego szczura o ciele wytrzymałym niczym kamień oraz "żelaznych" pazurach. Raigo przyzwał pod swoje rozkazy olbrzymią armię szczurzych sług, które zalały Kioto, a następnie ruszyły na górę Hiei, by tam najechać świątynię Enryaku-ji. Szczury dostały się na teren kompleksu, gdzie rozpoczęły plan zemsty swojego pana. Wielka armia gryzoni dosłownie zjadała świątynny kompleks, a przy tym atakowała jego mieszkańców. Ich ofiarą padły też cenne księgi czy też posągi.


Niszczycielskich działań Raigo i jego szczurzej armii nie mogło powstrzymać absolutnie nic, dopiero wybudowanie dla niego miejsca kultu zdołało złagodzić gniew ducha i zakończyć wendettę. 


#necrobook #mitologiajaponska #demonologiajaponska #szczury

97f1b4f2-48fa-4d9c-a8ce-8e3464affc17

Zaloguj się aby komentować

Tytuł: Dzień tryfidów

Autor: John Wyndham

Rok wydania: 1951

Ocena: 7/10


Wyobraź sobie świat, w którym z dnia na dzień 99 procent populacji traci wzrok w wyniku niewyjaśnionego bliżej fenomenu. W ten właśnie sposób zaczyna się "Dzień tryfidów", my zaś towarzyszymy jednemu z "farciarzy", którym udało się zachować zdolność widzenia.


Aha, żeby nie było, trzeba też dodać, że nagła ślepota nie jest jedynym zmartwieniem bohaterów świata przedstawionego. Na całym globie bowiem żyją sobie tryfidy, roślinki będące wynikiem jakiegoś wyjątkowo pokręconego eksperymentu ruskich naukowców. Roślinki te mogą sobie chodzić, gdzie chcą, a do tego bardzo lubią zabijać przedstawicieli gatunku ludzkiego.


Bohater książki musi nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości oraz odpowiedzieć sobie na pytanie: jak żyć? Ratować tylko siebie czy próbować ocalić także tych, którzy sami nie mają szans na przetrwanie. W tym świecie to najważniejsza kwestia, która przewija się praktycznie cały czas. Nowa rzeczywistość ostatecznie okaże się być wyjątkowo brutalna(od razu napiszę, że ta brutalność to bardziej tak w cudzysłowiu, autor stroni od "soczystych" opisów).


To klasyczek, który wszedł jak w masło.Lubię tego typu książki, a jak są jeszcze napisane porządnie tak jak to dzieło, to już w ogóle miodzio. Cóż można więcej dodać, polecam.


#necrobook #sciencefiction #tryfidy #pseudorecenzja #polecajki

6c613530-d429-4fcf-917e-b462774b2dd3

Zaloguj się aby komentować

Nowe pierdu pierdu o czytanych książkach 


Postanowiłem trzymać się klimatów wojennych i po przeczytaniu "Stąd do wieczności" niemal od razu zabrałem się za "Bunt na okręcie" Hermana Wouka. Fajna książka, zdecydowanie podobała mi się dużo bardziej niż pozycja Jonesa. 


Problem z poprzednią książką miałem taki, że autor za bardzo skupiał się na tematach alkoholizmu, seksu i innych aktywności bohaterów, po prostu było tam za mało aktywności okołowojskowej. Inaczej do sprawy podszedł pan Wouk, który z działań załogi USS Caine stworzył główną oś fabularną. Rzecz dzieje się podczas wojny amerykańsko-japońskiej, okręt przemierza Pacyfik pomagając w działaniach wojennych, a w międzyczasie załoga "walczy" z wyjątkowo upierdliwym dowódcą. Naprawdę ładnie opisano tutaj wszelkie rutynowe czynności załogi statku, autor wiedział, co pisze, bo sam przed napisaniem książki nabył spore doświadczenie na morzu. 


"Stąd do wieczności" to trochę taka książka o patologii systemu wojskowego, "Bunt na okręcie" w sumie także nie ucieka od tego tematu, robi to jednak znacznie delikatniej. Ukazuje problem, ale nie wali nim po głowie niczym cegłą, raczej pozwala czytelnikowi wyciągnąć własne wnioski. Otrzymujemy przykład słabego dowódcy, który mimo wszystko jest chroniony przez system. System nie przewidujący tego, że może się mylić, działający zgodnie z zasadą: "Mierny, ale wierny". 


Od początku w książce towarzyszymy postaci niejakiego pana Keitha, od chwili zaciągu do armii, następnie w czasie jego służby na USS Caine aż do końca wojny. Dużo lepsza to postać od głównego bohatera "Stąd do wieczności", którego trudno było polubić. 


Obie pozycje najbardziej cierpią w sferze romansu, Jones jak i Wouk stworzyli wyjątkowo słabe wątki miłosne, szczerze mówiąc wszystkie książkowe starocie jak do tej pory budzą u mnie w tej kwestii potężne rozczarowanie, może tak widziano romans w tamtych latach, nie mam pojęcia. 


8/10 będzie chyba dobrą oceną, Pulitzerek zasłużony.


Bonus.

Przyznam, że zanim zacząłem czytać powyższy tytuł, zabrałem się za "Buszującego w zbożu". Absolutny amerykański klasyk, pomyślałem sobie: "Może to być wspaniała lektura". Takiego wała, jak się okazało, cierpliwości starczyło mi na jakieś 40 stron tych wypocin. Nie przeczę, dla młodego czytelnika może to być fajniejsze czytanko, dla mnie wynurzenia 16-letniego bęcwała, już nie pamiętam skąd on tam był, okazały się być mało ciekawe. To tyle na dziś, bez odbioru. 


#necrobook #pseudorecenzja #hermanwouk

597f7982-02cd-4ad5-a7d9-af77effe5f10

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Potężny to był klocek(jakieś 650 stron), ale udało mi się w końcu go wymęczyć. Mowa o "Stąd do wieczności" Pana Jamesa Jonesa. Książka została wydana w 1951 roku i tyczy się fikcyjnych przygód pewnej kompanii stacjonującej na Hawajach.


To historia o wojsku, ale nie z gatunku tych chwalebnych, autor postanowił bowiem skupić się na patologiach trapiących to środowisko w tamtym czasie. W ten sposób mamy tutaj żołnierzy przedstawionych jako dziwkarzy, pijusów i degeneratów, a to tylko część ich zalet. Mamy też oczywiście do czynienia z nepotyzmem i chorymi układami, a wszystko to dla "dobra" żołnierzy.


Trzeba przyznać, że główny bohater jest chyba jedną z najmniej sympatycznych spośród książkowych postaci, które było mi dane poznać. Bohater tragiczny, który sam sprowadzał na siebie wszystkie nieszczęścia(a spotkało go sporo rzeczy, których, gdyby nie jego głupi upór, mógłby spokojnie uniknąć). 


Oczywiście wiele z tych rzeczy nigdy nie powinno wyniknąć, mimo wszystko patologia to nadal patologia(szczególnie ukazany w książce Obóz Karny, który przechowuje w swoich murach największych skur...synów).


Niemal cała fabuła dzieje się w czasie "pokoju", konkretnie w roku 1941, kiedy to wojska amerykańskie wciąż siedzą na dupskach. Otrzymujemy tutaj sceny z ataku Japońców na Pearl Harbor, ale jest to bardzo niewielka część książki.


Pewnie w czasie wydania takie przedstawienie wojska musiało być czymś nadzwyczajnym, dzisiaj za to, kiedy już zostaliśmy dawno oswojeni z takimi tematami, zdecydowanie nie robi już takiego wrażenia. Dzisiaj uznałbym to dzieło za średniaczka z notką 5/10. Ale jest to też ciekawe spojrzenie na tamte czasy(traktowanie gejów przez żołnierzy to mokry sen każdego konserwatywnego chłopa, oczywiście nie pochwalam i jestem za równym traktowaniem każdego bez względu na jego preferencje seksualne). 


#necrobook #pseudorecenzja #jamesjones #staddowiecznosci #wojenneopowiescidziwnejtresci

61874229-e589-4399-a2c9-4299172990b2

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Nowy "Nosferatu" odhaczony i werdykt jest taki, że zdecydowanie warto było poświęcić czas na obejrzenie tego filmidła. Fajny klimacik, mroczna atmosferka no i mój ukochany(no homo) Willem Dafoe. Jedyny mały zgrzyt miałem z przedstawieniem wampirzego złodupca, współczesne produkcje przyzwyczaiły mnie do ładnych chłoptasiów o ostrych ząbkach, tak więc wąsaty Janusz z Karpat był dla mnie czymś niezwykłym, no ale taka była wizja twórcy i trzeba ją zaakceptować. Ogólnie polecam, film to takie mocne 7/10. Swoją drogą muszę w końcu się zabrać za książkę Brama Stokera, bo trochę wstyd nie znać klasyki, na podstawie której powstały filmowe wersje. 


#necrobook #dracula #nosferatu #pseudorecenzja

730e2929-5e8e-4e3c-988f-08751a7174d8

Twórcy zapewne stwierdzili, że nie mają szans w starciu z łysym Klausem Kinskim z poprzedniej ekranizacji (i to nie jednej), więc poszli w zupełnie inny wygląd wampira, w sumie wyszło im to na dobre uważam. Najnowsza ekranizacja jest bardziej brutalna od poprzednich, ale jednocześnie pięknie robi klimat takich ciasnych, puchatych, niby-przytulnych domów, słabo oświetlonych ciepłym światłem. A gdzieś tam na zewnątrz lata wampir

Zaloguj się aby komentować

Giercowe myśli niepoukładane 


Jest sobie taka gra jak Portal i nie chodzi tutaj o hit z 2007, tylko niemal zapomniany tytulik wydany przez Activision w 1986 roku. Zacząłem w nią grać zaintrygowany fabułą, w której to wcielamy się w postać pewnego astronauty, który po wielu, wielu latach powraca na ziemię, by odkryć, że na planecie nie ma nikogo oprócz zwierząt. Ludzie zniknęli, a zadaniem graczy jest odkrycie, co się z nimi stało. W tym celu nawiązujemy połączenie ze sztuczną inteligencją, która posiada wszelkie potrzebne nam do rozwiązania zagadki informacje.


Ta gra to jedna wielka ściana tekstu, przez cały czas tylko czytamy, czytamy i czytamy(nie, żeby mi to przeszkadzało). Teoretycznie są dodane elementy graficzne, ale w sumie równie dobrze mogłoby ich nie być. Trzeba przyznać, że nie da się tutaj przegrać, twórca gry stworzył po prostu cyfrową "książkę", gdzie przechodzi się od jednego pliku do drugiego i tak aż do samego końca. 


Cóż, na szczęście najważniejsza rzecz czyli fabuła okazała się być dość dobra, jak na medium growe powiedziałbym nawet, że bardzo dobra. Dostajemy wpisiki o rozwoju technologii, nowych choróbskach z tym związanych, ważnych momentach w historii świata itp. Mamy też tak dziwaczne rzeczy jak wykresy ukazujące funkcje życiowe czy też mocne i słabe strony każdego bohatera gry. W sumie nie wiem, jaki był ich cel, ale prawdopodobnie były zapychaczem sztucznie wydłużającym rozgrywkę. 


Minusem było to, że niestety musiałem grać w języku oryginalnym, po polsku gierka byłaby dużo przyjemniejsza w odbiorze. Druga sprawa to wersja gry, miałem okazję zagrywać się w nią online, a online jest dostępna jedynie wersja dosowa, która jest dość paskudna, tak samo jak paskudne było sterowanie. Cóż, gdybym chciał pobawić się w pirata, mógłbym zainstalować emulator Amigi i zagrać w dużo lepszą wersję, niestety jestem leniwą bułą. 


Ciekawostka: Autor w 2013 roku próbował uzbierać pieniążki, które następnie przeznaczyłby na stworzenie bardziej wyczesanej wersji gierki, ale cóż, wpłacono mu nędzne 20 tysięcy z 520, które wyznaczył jako ostateczny cel. 


#necrobook #starocie #activision #portal

b31c5cd4-8cc6-4b0c-b678-870cfaeb9ddb
f43f7dcf-5f87-460d-93fb-381bbcd58a18
1144df96-56ab-4aa4-98b5-127fae73b165

Zaloguj się aby komentować

Tak sobie pomyślałem, że w sumie mogę opisywać nocnikom, co tam ciekawego wyczaiłem wśród staroci książkowych i growych. No więc dzisiaj znalazłem tak fascynujące dzieło jak "Southern cross" pana Laurence'a Hyde'a. Niby książka, ale tak w sumie to z literek składa się tam tylko wstęp. Poza tym są tam wyłącznie obrazki wykonane techniką drzeworytu. Nie powiem, pierwszy raz spotkałem się z takim czymś. Autor postanowił za pomocą owych obrazków wyrazić swój sprzeciw wobec testów broni jądrowej na południowym Pacyfiku. Co do przedstawionej historii mam mieszane odczucia, ale wizualnie wyszło całkiem nieźle, przynajmniej dla mnie. Jeśli ktoś jest zainteresowany zapoznaniem się z książką pana Hyde'a, może ją znaleźć na Internet Archive. Bez odbioru. 


#necrobook #stareksiazki #obrazki #drzeworyt

676672d6-b95d-4d0b-b29e-dee5880b549f
a3fb927f-d22a-4d0b-8588-4cec78ddf622
ef8ac841-8119-40e5-a6e9-a4495bd7ddc9

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Encyklopedia mitologii japońskiej


392/1000- Tenome


Tenome na pierwszy rzut oka przypomina starszego mężczyznę pozbawionego oczu, dopiero spojrzenie na jego ręce pozwala dostrzec, że jest to istota rodem z najgorszego koszmaru. Stwór posiada gałki oczne nie na twarzy, a na wewnętrznych stronach swoich dłoni.


Tenome można spotkać na cmentarzach lub na otwartych przestrzeniach takich jak pola, gdzie poluje on na ludzi. Żywi się kośćmi, a po uczcie zostaje praktycznie tylko skóra upolowanego nieszczęśnika. Jego dość niepozorny wygląd sprawia, że może on zbliżyć się do ofiary bardzo blisko, nim ta zorientuje się, że ma do czynienia z potworem. Zwykle oznacza to, że nie ma ona już szans na ucieczkę. Tenome to niezwykle szybki yokai, a do tego jest wyposażony w wyśmienity węch, który zawsze doprowadzi go do raz upatrzonego celu. Gorzej sprawa ma się z jego wzrokiem, który jest podobno nie najlepszy. 


Jak powstał stwór, wyjaśnia jedna z ludowych opowieści. Według niej pewien ślepiec wędrujący jedną z polnych dróg został zaatakowany przez bandytów i obrabowany. Mężczyzna został przy okazji poważnie ranny, a w pobliżu nie znajdował się nikt, kto mógłby mu pomóc. Nim wyzionął ducha, ślepiec wypowiedział te słowa: "Gdybym tylko mógł widzieć. Gdybym tylko miał oczy, choćby na swoich rękach". Tak też się stało, duch pogrążonego w żalu mężczyzny przemienił się w żądnego krwi yokai, a ostatnie życzenie zostało spełnione. 


Legenda: Pewien młody mężczyzna postanowił przetestować swoją odwagę udając się nocą na cmentarz, co miało okazać się dla niego pomysłem tragicznym w skutkach. Już na terenie cmentarza ujrzał on staruszka zmierzającego w jego stronę. Gdy postać podeszła wystarczająco blisko, wydało się, że jest tenome, który zmierza po świeżutkie, pyszne kości. 


Mężczyzna w te pędy opuścił cmentarz i ukrył się w pobliskiej świątyni, gdzie błagał miejscowego kapłana o udostępnienie dobrej kryjówki. Ten ukrył swojego gościa w długiej skrzyni i zatrzasnął wieko. Niedługo potem do przybytku wtargnął stwór, który głośno węsząc starał się zlokalizować swoją ofiarę. Młody mężczyzna słyszał, jak stwór podchodzi coraz bliżej i bliżej, aż w końcu zatrzymuje się tuż przy skrzyni. Po chwili świątynię wypełniły dziwne ssącopodobne dźwięki, które trwały przez jakiś czas. Gdy zapadła cisza, kapłan uznał, że czas na wypuszczenie mężczyzny ze skrzyni. Po jej otwarciu jego oczom objawił się potworny widok: w środku pozostała tylko sama skóra. Wszystkie kości nieboszczyka zostały dosłownie wyssane z jego ciała. 


#necrobook #mitologiajaponska #demonologiajaponska

f864125b-3286-4a65-b557-704ae7bfa41d
e4f246cc-567b-4503-891b-fb0d8e44af89
7dae6328-4a9f-4a87-992a-4c3d16af1281

Zaloguj się aby komentować

Encyklopedia mitologii japońskiej


391/1000- Tennyo


Tennyo to istoty zamieszkujące buddyjskie niebo, tendo. Według przekazów w każdym calu wyglądają jak ludzkie kobiety, są jednak podobno od nich o wiele, wiele piękniejsze. Ich ubiór stanowi strój znany jako hagoromo, to dzięki niemu zyskują one zdolność latania.


Tennyo umilają czas innym mieszkańcom niebiańskiego wymiaru, w tym buddom i bodhisattwom. Śpiewają, tańczą, muzykują, recytują poezję, ogólnie robią te same rzeczy co ich ludzkie odpowiedniki na ziemskim dworze cesarskim, ale we wszystkim tym są o wiele lepsze. Pomagają każdemu, kto owej pomocy potrzebuje, a w wolnym czasie wyprawiają się do ziemskiego wymiaru.


Bóstwa te wywodzą się od apsar, boginek wody znanych z terenów Indii. Apsary podczas przenikania religii buddyjskiej do Chin zostały tam delikatnie zmodyfikowane, by w jeszcze późniejszym czasie odbyć kolejną podróż i znaleźć się w Japonii, gdzie nazwano je tennyo. Po przeniknięciu do folkloru japońskiego stały się bardzo popularnym tematem poruszanym w niezliczonej ilości legend. 

Najczęściej opowieści tyczą się relacji pomiędzy tennyo i ludzkimi mężczyznami. Często przewija się w nich motyw utraty hagoromo, który to strój pozwala na podróż pomiędzy niebem i ziemią. Bez niego tennyo nie może opuścić ziemskiego wymiaru. Tutaj zwykle na scenę wkracza człek, który przekonuje boską istotę do ożenku lub innych czynności. Zwykle to on ukrywa strój, który po pewnym czasie zwraca bogince, a ta może w końcu wrócić do niebiańskiej krainy. 


#necrobook #mitologiajaponska #demonologiajaponska

e2facb70-0216-405a-9ee8-edfc92faf139

Zaloguj się aby komentować

Encyklopedia mitologii japońskiej


390/1000- Tenko


Wśród wszystkich rang, które może osiągnąć kitsune, tenko jest uważana za najwyższą. Magiczne lisy, które ją osiągają, żyją już zwykle co najmniej 1000 lat. Jako tenko całkowicie porzucają swoje fizyczne ciało, dzięki czemu mogą bez żadnego problemu przybrać dowolny wygląd. Najczęściej można je zobaczyć pod postacią pięknych bogiń o ludzkim obliczu. 


Kitsune wraz z wiekiem nabywają coraz większą moc, kiedy więc stają się tenko, ich potęga jest zbliżona do tej dzierżonej przez bogów. Uznaje się je za najbardziej życzliwe wśród wszystkich rodzajów kitsune.


Ludzie bardzo często czczą tenko, które w zamian potrafią nagrodzić swoich wyznawców na różne interesujące sposoby. Jednym z nich jest opcja opętania, jest to jednak opętanie wyjątkowo przydatne, daje ono bowiem osobie "natchnionej" przez lisiego ducha moc przewidywania przyszłości. 


#necrobook #mitologiajaponska #demonologiajaponska

74c0bd83-5c05-42da-8dbf-72d5da7b2f0e

Nasuwa się jedno bardzo istotne pytanie w związku z opisem tego stworzenia, które nurtuje prawdopodobnie nie tylko mnie, ale także wielu tutaj zebranych czytelników. Czy można z tym uprawiać seks?

@Alembik W tej formie porzucają takie zbereźne rzeczy, ale jak mają swoje fizyczne ciało, to wtedy podobno lubią zabawiać się jako młode, ładne dziewuchy.

Zaloguj się aby komentować