Dzisiaj w radio zespół, do którego jestem bardzo mocno przywiązany emocjonalnie. Warstwa instrumentalna zespołu X Japan to dla mnie czysty geniusz - bezbłędna mieszanka fortepianu z heavy metalowym graniem. Do tego świetne solówki gitarowe!
7 czerwca 1982 roku ukazał się nakładem wytwórni Liberty Records debiutancki album amerykańskiej grupy heavy metalowej Manowar zatytułowany Battle Hymns. W porównaniu do ich późniejszych pozycji zawiera on jeszcze muzykę bardziej osadzoną w stylistyce rockowej. Takie kawałki jak otwierający Death Tone, brzmiący nieco jak Judas Priest Fast Taker czy Shell Shock to przyjemnie bujające kawałki utrzymane w charakterystycznym dla rocka z lat 80-tych stylu. Wyróżnić jednak trzeba przede wszystkim majestatyczny hymn Battle Hymn ze znakomitą solówką i wolny, posępny Dark Avenger z narracją Orsona Wellesa.
Album ten nadal daje radę, niemniej to było nieśmiałe preludium tego, co DiMaio i spółka mieli zaoferować na następnych albumach. W 2010 został on na nowo nagrany, jednak w moim odczuciu było to kompletnie nieudane i niepotrzebne wydawnictwo.
29 maja 2000 wydany został dwunasty album brytyjskiego formacji heavymetalowej Iron Maiden zatytułowany Brave New World. To pierwszy album nagrany po powrocie do składu wokalisty Bruce'a Dickinsona i gitarzysty Adriana Smitha. Nie chcąc pozbywać się piastującego stanowisko wioslowego Jannicka Gersa, Iron Maiden przeistoczył się w sekstet.
Patrząc z perspektywy czasu, można stwierdzić, że muzyka na tym albumie wyznaczyła nową formułę, którą zespół eksploatował na kolejnych wydawnictwach. Kompozycje są przeważnie rozbudowane, długie i nie stronią od flirtów z progresywnym rockiem. Ale przy tym są one niesamowicie chwytliwe i osiadają w pamięci na długo jak dla przykładu Dream of Mirrors, Ghost of the Navigator czy świetny utwór tytułowy.
Nic dziwnego, że album okazał się sukcesem zarówno artystycznym, jak i komercyjnym, pokrywając się złotem w wielu krajach.
Wybrałem po prostu kawałek, który w miarę oddaje styl dominujący na płycie. A że większość utworów jest rozbudowana i progresywna, to tak trafiło na utwór tytułowy.
25 maja 1983 roku utworzona przez Ronniego Jamesa Dio grupa zatytułowana po prostu Dio wydała swój debiutancki album zatytułowany Holy Diver. Nagrana we współpracy z takimi personami jak Vinny Appice, Vivian Campbell i Jimmy Bain płyta okazała się sukcesem zarówno komercyjnym, jak i artystycznym. Nagrali oni 9 kompozycji utrzymanych w klimatach klasycznego heavy metalu. Mamy szybkie Stand Up And Shout, kultowy już wolny utwór tytułowy, niesamowicie przebojowe Caught In the Middle czy obdarzone super partiami klawiszy Rainbow in the Dark. Wydawnictwo spotkało się z bardzo pozytywnym przyjęciem ze strony krytyków, co przełożyło się na dobre wyniki sprzedaży. A dziś Holy Diver uważane jest za jedno z najbardziej ikonicznych wydawnictw heavymetalowych w historii.
17 maja 1976 roku ukazał się drugi longplay amerykańskiej grupy hard rockowej Rainbow o tytule Rising. Wielu artystów takich jak Lars Ulrich czy Rob Halford wskazuje go jako jeden z najważniejszych albumów w historii muzyki rockowej. Zaś brytyjski magazyn Kerrang! uznał go za najwspanialszy heavy metalowy album w historii. Wyprodukowana przez znanego ze współpracy z Deep Purple Martina Bircha album skrzy się od ognistych riffów, świetnych melodii i porywających wokaliz Ronniego Jamesa Dio. Z przyjemnością słucha się takich utworów jak otwierający płytę Tarot Woman, zwarte Starstruck czy rozbudowany, będący najjaśniejszym punktem tego arcydzieła Stargazer. A wymieniłem już połowę albumu, bo Rising zawiera raptem 6 kompozycji trwających łącznie 33 minuty. Ale za to jakich - te dźwięki to już praktycznie kanon muzyki rockowej.
W sumie jeden z bardziej znanych i lepszych kawałków Saxonów. Zainspirowany jest autentycznym wydarzeniem - (przerwaną) próbą lądowania lotu Scandinavian 911 w Nowym Jorku, podczas blackoutu z 1965 roku. Kawałek świetnie łapie klimat, więc kilka nieścisłości trzeba im wybaczyć. W tekście np. śpiewają, "Scandinavian 101", a nie "911". Innym błędem jest tytułowy "747" - Jumbo Jet nie mógł być bohaterem tego zdarzenia, bo 1965 roku tego samolotu po prostu jeszcze nie było (pierwszy lot Boeinga 747 to 1969 rok).