Tytuł: Bezsenność
Rok produkcji: 2002
Kategoria: Kryminał / Thriller
Reżyseria: Christopher Nolan
Czas trwania: 1h 58min
Ocena: 7/10
Robote w tym filmie robi rola chorego na bezsenność Al Pacino. Czasem jak sie na niego patrzy w tym filmie, to aż oczy pieką samego oglądającego. Poza tym nie wyróżnia sie niczym, jak uwielbiam Nolana a szczegolnie Incepcje, tak tutaj nie czuć nic "Nolanowskiego", ale rozumiem, ze to dawne czasy i jeszcze nie mial wyrobionego tego czegoś co ma dzisiaj.
Generalnie dobrze sie bawiłem, ale niczym specjalnym sie ten film nie wyróżnia.
Młody diler narkotykowy zostaje zastrzelony w trakcie akcji policyjnej, po czym jego dusza rozpoczyna podróż, odwiedzając bliskich znajomych oraz zagłębiając się w jego przeszłość.
Ech, mam z tym filmem niezłą zagwostkę. Z jednej strony jest to obraz wizualnie dopieszczony, reżyser fantastycznie posługuje się kolorami, światłem i mrokiem, zdjęcia są bardzo przemyślane. Wskakujemy w narkotyczną wizję, płynąc przez czas i przestrzeń wraz z głównym bohaterem, nigdy nie będąc pewnym co czai się za zakrętem. Jest to film odważny, próbujący czegoś nowego, dostarczającego innych, niekoniecznie miłych, wrażeń. Za to go cenię. Jednak ci, którzy znają twórczość Gaspara Noégo wiedzą, że lubi on szokować, często zbyt przesadnie. Jak zwykle bawi się on (czy też znęca nad) widzem robiąc wszystko, żeby naruszyć jego strefę komfortu w najróżniejsze sposoby - tematyką, nadmierną dosadnością, łamaniem wszelkich tabu. Często można odnieść wrażenie, że zwyczajnie się z widza nabija, chcąc jak najsprytniej zrobić mu na złość. Film ocieka pornografią, jest wręcz brudny zarówno od niej, jak i pozostałych wątków, co swoją drogą stanowi jednak ciekawy kontrast z jaskrawą stroną wizualną oraz płynnym prowadzeniem kamery. Wiem, że ludzie klasyfikują go w kategorii "mind fuck", i pomimo, że osobiście nie miałem problemu z nadążeniem za fabułą, to wielokrotnie przez głowę przelatywała mi jedna myśl: "Co do ch...?" Ucinam mu punkty za długość, przez którą już ciężki obraz robi się zwyczajnie męczący. Nie polecam epileptykom, osobom wrażliwym, oraz tym, którzy nie lubią eksperymentów filmowych.
@Piechur Jeden z najnudniejszych filmów, jakie kiedykolwiek zacząłem oglądać. Nawet nie wiem do którego momentu obejrzałem, ale na pewno było to więcej niż połowa i to na raty (kilka dni). Obok "Amadeusza" najbardziej sennotwórczy film, jaki kiedykolwiek zacząłem oglądać i nie dałem rady.
@Dybala Kiedyś go obejrzałem przy jednym posiedzeniu, teraz oglądałem na 4 raty, bo nie miałem kiedy. No męczący jest, ale to już napisałem. Ale że Cię Amadeusz uśpił?
@Piechur No "Amadeusz" za długi jak dla mnie. Początek ma bardzo dobry. Ne powiem, że nie ale przez dalszą część nie przebrnąłem. Mimo to chętnie do niego wróce jak będę miał czas, bo aktorzy świetni, bohaterowie ciekawi. W przeciwieństwie do "Enter the Void".
Kiedyś oglądałem go na solidnej bańce. Chyba doznałem podczas oglądania objawienia. Ale wytrzeźwiałem i zapomniałem, o co chodziło. Film, jaki by nie był, zapamiętałem jako wybitny.
Trwa wojna secesyjna. W wojskach Unii, która przegrywa kolejne potyczki, powstaje pomysł stworzenia oddziału składającego się jedynie z czarnoskórych ochotników. Misja stworzenia z nich żołnierzy zostaje powierzona młodemu pułkownikowi Shawowi.
Film nakręcony w typowym dla tamtych lat i gatunku stylu - podniosła muzyka, sceny mające wzbudzić pozytywne odczucia, ale także zmusić do refleksji, jednak podane w (jak dla mnie) zbyt toporny sposób. Sceny batalistyczne trącały myszką, choreografia pozostawiała trochę do życzenia, a podczas scen nocnych, które rozgrywały się pod koniec, ciężko mi było nie zwrócić uwagi na scenografię, która aż krzyczała, że jest złożona z rekwizytów. Gra aktorska raczej ok - młody Denzel Washington i wiecznie stary Morgan Freeman odwalają dobrą robotę. Do swoich ról zupełnie nie pasowali mi natomiast Matthew Broderick, wcielający się w pułkownika Shawa, oraz Cary Elwes, grający jego przyjaciela; te buzie zwyczajnie mi tam przeszkadzały, gryzły się z tym, kogo miały przedstawiać. Tematyka filmu porusza kwestie rasizmu, niesprawiedliwości społecznej, a także chęci walki o swoją godność, jednak nie czułem się jakoś specjalnie zaangażowany - może przez to, że jest to obraz opowiadający część historii i problematyki obcego mi kraju. Ogólnie mogę polecić tym, którzy lubią filmy historyczne z dużą dawką dramatu, np. w stylu Patrioty z Melem Gibsonem.
Krótki opis: Nastolatek przez przypadek odcina sobie penisa. Z pomocą przyjaciół stara się odzyskać cenny narząd, zanim będzie za późno.
Miałem ochotę i potrzebę na coś idiotycznego i ten film nawet spełnił to zadanie odmóżdżenia. Szkoda, że uśmiechnąłem się może ze dwa razy oglądając to bo film ma potencjał na idiotyczne poczucie humoru, niestety niewykorzystany. Plusem też jest moim zdaniem uroda aktorki Sadie Calvano, podobała mi się.
Zmieniłem zdanie i stwierdzam, że jednak czasem warto wrócić do raz obejrzanych filmów. Szczególnie, jeśli ogląda się je z potteromaniaczką, która zna je na pamięć. Wtedy w trakcie seansu można śmiało podyskutować o różnych niespójnościach (na przykład w kwestii finansów) czy zastanowić się nad różnymi aspektami świata przedstawionego.
Ciekawe, czy obecne dzieciaki również czują magię związaną z Harrym Potterem. Ja się w pewien sposób wychowałem na książkach, szóstą część czytałem tuż po polskiej premierze, w trzeciej klasie podstawówki i do dzisiaj odczuwam sentyment do tej serii. Podsycany regularnymi ponownymi seansami, na przykład w wakacje na TVN. : D
Dzień z życia grupy nastolatków wychowujących się na ulicach Nowego Jorku.
Rozprawka o wpływie braku konstruktywnych autorytetów na dojrzewajace młode umysly i nieuchronne konsekwencje, które może przynieść życie pełne beztroski i nieprzestrzegania żadnych norm.
Norm narzuconych przez przodków. Często wydających się nie pasować do rzeczywistości, w której przychodzi nam dorastać, ale wciąż na tyle uniwersalnych, że trzymają w ryzach pokrętną konsystencję gatunku homo sapiens.
Temat stary jak świat, ale w tym przypadku poruszany bez oceniania, moralizowania i wskazywania jakiegokolwiek rozwiązania. Ot chłodne bezstronne spojrzenie na zjawisko.
Film raczej dla rodziców niż nieletnich rowiesnikow bohaterów opowieści. Krzyczący "Patrz! jest źle, zrób coś".
Młody odbiorca może wynieść zgoła co innego, czego najlepszym przykladem niech będę ja i moi rówieśnicy z dokładnie tamtych lat, ktorym życie dzieciaków z filmu po prostu imponowało.
I tak. Zdawalismy sobie sprawę z ostatecznego wydźwięku seansu. Ale czy palacza odstraszają zdjęcia wyciętych płuc na paczce papierosów?
Mnie ten film po ponownym obejrzeniu mocno zasmucił, bo przypomniał mi minone już dla mnie czasy i bliskich mi ludzi, ktorzy zakonczyli swoje życie na tak wczesnym etapie, nie mając okazji dojrzeć i zrozumieć co w tej naszej patologicznej codzienności było nie tak.
Ciężko mi się to pisało, co chyba widać po pewnej chaotyczności.
6. O jeden film z Jamesem Wanem na reżyserce za mało
7. I o jeden film z Michaelem Chavesem na reżyserce za dużo
8. Nie było punktu nr 5
Co tu dużo napisać. Pożegnanie serii, niestety najgorszym filmem ze wszystkich, aczkolwiek nie słabym. Potrafił wciągnąć, czasem przestraszyć, ale raczej do niego nie wrócę.
Za epilog recenzji niech posłuży plakat. Podoba Wam się? Zapamiętacie? Ja już go zapomniałem, jest tak do szpiku kości przeciętny. A ten z Ludzkiej Stonogi czy Piły pamiętam.
Tytuł: Na noże
Rok produkcji: 2019
Kategoria: Komedia kryminalna
Reżyseria: Rian Johnson
Czas trwania: 2h 10m
Ocena: 7/10
Detektyw Blanc bada sprawę śmierci bogatego pisarza, głowy ekscentrycznej rodziny. Wszyscy jego krewni są podejrzani.
Na początku troche mnie nudził, ale potem delikatnie sie rozkręcił, nie bardzo ale wystarczająco, doszło do tego kilka zabawnych sytuacji, imo dobra gra i dosyć zabawna Jamesa Bonda. Drugie podejście do tego filmu to było w moim wykonaniu bo przy pierwszym wlasnie mnie znudził z początku, ale nie zaluje, ze dałem mu szanse i z chęcią sprawdzę druga część.
Krótki opis: Szkocja, XVIII w. Przywódca klanu MacGregorów Robert Roy zostaje okradziony i oszukany przez angielskich szlachciców oraz wyjęty spod prawa.
Kawał porządnego kina przygodowo-historycznego: piękne plenery + nostalgiczna muzyka + świetne aktorstwo.
Reżyseria: Serial „Strefa gangsterów” (oryg. „MobLand”) reżyseruje kilku twórców, w tym Guy Ritchie (reżyser 2 odcinków), Anthony Byrne (reżyser 4 odcinków), Lawrence Gough (reżyser 2 odcinków) oraz Daniel Syrkin
Czas trwania: 10x50min
Ocena: 8/10
Niby nic odkrywczego ten serial nie pokazuje, bo to co zwykle seriale gangsterskie pokazują - jeden gang na drugi itd. Perełką tutaj jest moim zdaniem Tom Hardy, który pasuje idealnie do roli fiksera mafijnego, zresztą ja go lubię bardzo. Ogląda się to przyjemnie, wciąga i gwarantuje rozrywkę a chyba o to chodzi.
Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Rok produkcji: 2007
Kategoria: Psychologiczny / Thriller
Reżyseria: Gregory Wilson
Czas trwania: 1h 31m
Ocena: 7/10
Nastoletnia Meg, po śmierci rodziców trafia wraz z niepełnosprawną siostrą pod opiekę ciotki Ruth, która wraz z mlodocianymi synami i ich kolegami zaczyna się nad dziewczynami znęcać.
Bardzo trudny w odbiorze film na podstawie książki Jacka Ketchuma, który utrzymywał, iż zdarzenia w niej przedstawione miały miejsce naprawdę.
Bezsensowna przemoc i nienawiść wystawiają niemoc widza na ciężką próbę, aż do nieuchronnej kulminacji.
To jest ten nieuchwytny "Prawdziwy horror" o jakim mówił pułkownik Kurtz w Czasie Apokalipsy.
Krótki opis: losy trzech pokoleń chilijskiej rodziny Estebana Trueby, bogatego właściciela ziemskiego i później polityka, które znajdą swój finał podczas dyktatury Pinocheta.
Piękne zdjęcia, świetne role aktorskie, ale sama historia nie ujęła mnie na tyle, bym mogła dać wyższą ocenę - momentami wyszło za bardzo patetycznie jak na mój gust.
Do tych paru scen z Estebanem i Clarą, gdy byli 20+ lvl, to mogli dać młodszych aktorów, bo jednak rzucało się w oczy, że Irons i Streep są za dojrzali (niestety, zwłaszcza Streep ucharakteryzowana na podlotka wyglądała jak dzidzia piernik).
Klasyczny napad na bank, zakładnicy, mnóstwo policji i negocjator. Okazuje się jednak, że wcale aż tak klasyczny nie był, a skończył się konsternacją. Niestety skoro już pokazali co i jak, to nie da się tego powtórzyć. Dlatego przestałem napadać na banki.
Tytuł: Burza mózgów
Rok produkcji: 1983
Kategoria: Sci-Fi
Reżyseria: Douglas Trumbull
Czas trwania: 1h 46m
Ocena: 7/10
Grupa naukowców opracowuje urządzenie rejestrujące i odtwarzajace przeżycia wraz z działaniem wszystkich zmysłów. Gdy jedna z naukowców dostaje zawału w laboratorium, postanawia zarejestrować moment swojej smierci. Jej kolega Michael zrobi wszystko by odtworzyć to nagranie.
Ciekawe kino popularnonaukowe z nutą metafizyki. Nie należy jednak oczekiwać niczego po za dobrą rozrywką.
Scenariusz jest konsekwentny, główne role odegrane poprawnie.
Bardzo ciekawy efekt odtwarzania przeżyć uzyskano dzięki użyciu obiektywu fisheye.
Pierwszy sezon był świetny i trwale zapisał się w polskiej memografii (i moim serduszku). Niestety, drugi sezon to kompletna pomyłka.
Nie powiem, było trochę śmiesznych gagów, ale reszta wątków, które miały bawić, robiła wrażenie mocno wymuszonych (ot, choćby wątek Gerarda z Rumii - lepsze parodie Wiedźmina zrobili parę lat temu Darwini). Nawet Jan Paweł w tym sezonie bardziej żenuje, niż śmieszy (chociaż pan Topa jak zwykle starał się w roli). Wątki obyczajowe, w tym sezonie wyeksponowane mocniej, niż w pierwszym, raziły swoją kliszowatością.
Osobiście irytowały mnie też niepotrzebne mhroczne wstawki w niestrasznych scenach, czyli jak np Zofia siedziała sobie sama w ciemnym pokoju. Wgl w tym sezonie było dużo fantastyki wciśniętej na siłę, czyżby #netflix celował w zagraniczną widownię kojarzącą słowiański folklor z Wiedźminem?
Szkoda takiej świetnej franczyzy, wątpię, by sezon trzeci wrócił do klimatów pierwszego.
Jak dla mnie humor w pierwszym sezonie to tez byl cringe (ale jeszcze taki smieszny) i za wiele sie nie zmienilo. To po prostu troche smieszniejsze i troche blizsze nam ze wzgledu na produkcje i swiat opisany, gowno z netflixa ¯\_(ツ)_/¯ drugi sezon oceniam tak samo jak pierwszy - no spoko, zero oczekiwan i pare razy sie usmiechnalem, czyli na plus
Tytuł: Siedem
Rok produkcji: 1995
Kategoria: Psychologiczny / Thriller
Reżyseria: David Fincher
Czas trwania: 2h 7m
Ocena: 10/10
Wypalonemu zawodowo detektywowi Williamowi Somerset, który odlicza swoje ostatnie 7 dni do przejscia na emeryturę, zostaje przydzielony za partnera, młody porywczy detektyw David Mills.
Pech chce, że trafia im się sprawa seryjnego mordercy.
Kryminał absolutny, który wziął co najlepsze z poprzedników i zdefiniował gatunek na nowo.
Film, który będzie zawsze aktualny w swej rozprawce na kondycją ludzkości.
Wybitne role (to ta, która do dziś zaszufladkowała Freemana), reżyseria, zdjęcia, muzyka.
Najlepszy i najdoskonalszy film Finchera.
Wysmakowana uczta dla zmysłów.
Byłem na tym w kinie jako młody szczyl. Do dziś nie wiem jak mnie wpuścili, ale emocje w końcówce były niesamowite. Film w swoim gatunku prawdziwie 10/10.
Film dokumentalny, który opowiada o zbrodniach instytucji podległej bojówkom (szwadronom śmierci) działającym w Indonezji w latach 60. dwudziestego wieku. Film jest trudny w odbiorze i ta trudność przejawia się na wielu poziomach.
Pierwszym poziomem trudności jest sama forma filmu. Jest po prostu mega nudny. Ponad dwie godziny łażenia po różnych miejscach i gadania. Mają miejsce jakieś dziwaczne przebieranki, jakieś dziwne uzgodnienia. Temat jest poruszający, bardzo dramatyczny, ale jednak nawet w filmie dokumentalnym potrzeba wg mnie narzucania swego rodzaju tempa akcji. Gadanie w kółko, do tego w wielu przypadkach gadanie o pierdołach sprawia, że bardzo ciężko było mi wysiedzieć do końca.
Inny poziom to sam klimat. W filmie występują zbrodniarze, którzy rzeczywiście masowo mordowali ludność. Z uśmiechem na twarzy demonstrują jak dusili ludzi kablem. Z dumą opowiadali, że wzywali na przesłuchanie wszystkich jak leci i tych wszystkich przesłuchiwanych potem od razu uśmiercali, bo dla nich każdy był komunistą, i rolnik, i urzędnik, żebrak, prostytutka czy student. Zarzynali jak leci, niezależnie od tego co wyszło podczas przesłuchania.
Kolejny poziom to jednak trudność w ocenie sytuacji. I tutaj nie chciałbym być zrozumiany źle - nic nie usprawiedliwia masowej eksterminacji. Z drugiej jednak strony, przedstawiono, że przed tą rzezią, indonezyjska polityka była na prostej drodze, aby stać się tym, czym obecnie jest Korea Północna. Już wtedy rozpoczęto filtrowanie wszelkiego zła napływającego z zachodu, a jedyną słuszną postawą było wielbienie partii komunistycznej. Czy podjęte środki podczas puczu to adekwatna cena tego, że uniknięto totalitarnego reżimu, który być może pochłonąłby więcej istnień? Nie wiem i nawet nie próbuję odpowiedzieć na to pytanie.
Cała produkcja jest w klimacie lekkiej groteski. Zbrodniarze uważają się za bohaterów narodowych, że to dzięki ich działaniom kraj uniknął politycznej katastrofy, brylują, są niesamowicie podnieceni na myśl o kręceniu filmu (cała produkcja to oni sami inscenizujący poszczególne etapy swojej działalności).
Film jest bardzo wysoko oceniany na Filmweb, IMDB czy na Zgniłych Pomidorach - dla mnie jednak okazał się nie do przejścia. Po godzinie wymiękłem, trochę zszokowany narracją, ale przede wszystkim wynudzony, trzeba być chyba mocno zafascynowanym historią Indonezji, aby dojść do końca.
Jaggerzy to Zawodnicy brutalnej futurystycznej dyscypliny sportowej uprawianej po wojnie nuklearnej.
Ich celem jest zwycięstwo w mistrzostwach ligi.
Takich filmów są dziesiątki. Ot drużyna, która ma aspiracje wygrywać stawiając czoła sportowym przeciwieństwom losu. Od zera do bohatera.
Jednak akcja żadnego innego nie dzieje się w tak ponurym i brudnym świecie jakim bez wątpienia może być świat postapo.
Brutalne, pełne przemocy starcia na błotnistych boiskach dwóch bezwzględnych drużyn robią ogromne wrażenie. Dyscyplina to trochę wariacja na temat futbolu amerykańskiego.
Sam wątek jest dość typowy. Mamy tu wypalonego lidera w postaci jak zwykle znakomitego Rutgera Hauera, mamy świeżą krew, której rola przypadła bardzo czesto partnerujacej temu pierwszemu Joan Chen i drugoplanowe tło (m.in. D'onofrio, Lindo), które nie odstaje i dodatkowo kipi testosteronem o co nie łatwo we współczesnym kinie.
Film wciąga w swoj bezwzględny klimat i udanie angażuje widza w dopingowaniu przedstawionej drużyny.
Za reżyserię i scenariusz w jednym odpowiada autor scenariuszy do takich dzieł jak Blade runner, 12 małp czt Bez przebaczenia. To już powinna byc wystarczająca rekomendacja.
Horroru w tym niewiele, ale fajna zagadaka, nawet trzyma w napięciu. Może trochę klimatu odbierał dubbing, przy którym choćby wulgaryzmy brzmiały nieco komicznie, zresztą wiecie jakie są dubbinigi. Choć nie oglądałem filmu z dubbingiem polskim lata, to tutaj już mi się nie chciało szukać wersji bez dubbingu i się poświęciłem, podejrzewam, że nieco sobie filmu trochę tym popsułem, ale trudno. Mimo wszystko film polecam (choć z napisami) aktorsko na wysokim poziomie, nie nudzi i jest ok.