A ja jestem trochę zły. W lutym br. pytałem się specjalnie o dodruki ostatnich brakujących Artefaktów, to dostałem odpowiedź, że nie są zagrożone. Teraz nagle już nie ma sensu. W odwrotnej sytuacji, tak jak to było np. z Esslemontem lub Księgami krwi 4-6, gdzie mówili, że nie da rady, bo agent ciul albo słaba prognoza sprzedaży, to po prostu akceptowałem, bo nie obiecali wpierw, że to wydadzą, a że jednak jakimś sposobem się udało, to fajnie. Z Wattsem też dziwna sytuacja: po cholerę był dodruk Ślepowidzenia w UW obok nowego wydania, skoro przy Echopraksji dali już tylko nowe wydanie? Ciekawe czy połążą lagę i na serię Edenu. Jakim sposobem taki Rebis daje radę dodrukowywać losowe pozycje z Wehikułu? No bo z pewnością nie z powodu "misji". Teraz trzeba będzie kupić te ostatnie 3 Artefakty od je⁎⁎⁎⁎ch spekulantów za cenę przesadzoną w stanie "prosto z piwnicy", bo głupio z całej serii nie mieć mniej niż 10%. No ale przynajmniej będzie można wydać kolejne romantasy z barwioniunonymi brzegami.
Andrzej Sapkowski Igrzyskach Wolności w Łodzi poinformował o dacie premiery jego nowej książki. Niestety, ze względu na umowę z wydawcą (czyżby SuperNOWA) nie mógł zdradzić jej tytułu.
Redakcja czasopisma „Nowa Fantastyka” na Facebooku opublikowała wpis o tym, że w grudniowym numerze (który ukaże się 22 listopada) będzie można przeczytać przedpremierowo fragment tejże powieści.
Śmieję się, że znając Pocztę Polską, to prędzej otrzymam powieść niż czasopismo. :')
Jednym z moich zarzutów wobec tej „trylogii” jest to, że w każdej powieści narratorem jest inna osoba.
W „Srebrnym grocie” dziennik prowadzi Skrzynka, postać poboczna wprowadzona w poprzednim tomie, który po ogromnej bitwie Zła z Jeszcze Większym Złem, z braku lepszego pomysłu na siebie, postanowił dołączyć do Kruka w jego pogoni za Konowałem i Panią.
Równocześnie z trzeciej osoby opisywane są perypetie czterech nie do końca mądrych śmiałków, którzy postanawiają wybrać się na pobojowisko i „pobawić” w hieny cmentarne. Ich głównym celem jest tytułowy srebrny grot wbity w magiczne drzewo, które ma powstrzymywać Wielkie Zło przed wydostaniem się.
Drugim z moich zarzutów jest to, że w kolejnej „trylogii” wraca wielu ze starych przeciwników, którzy zostali zabici w poprzedniej. Przypomniało mi to trochę zabieg z chyba każdej serii slasherów, kiedy na końcu filmu Wielkie Zło zostaje zabite po to, żeby na początku następnej części wróciło z zaświatów i kontynuowało zabijanie.
„Srebrny grot” zdradza początek fabuły znanej z „Gier cienia”, w której to kronikarzem jest z powrotem dobrze znany Konował, nieświadomy pościgu, który podjął Kruk. Konował postanowił wrócić z resztkami Czarnej Kompanii do Khatovaru, który leży hen daleko na południe. Stąd nazwa tej - „Księgi Południa”.
Oczywiście na drodze stanie wiele niebezpieczeństw, z którymi Czarna Kompania bez problemu sobie poradzi. A nawet jeśli z problemami, to prędzej czy później i tak im się uda je pokonać.
Trzeci z moich zarzutów dotyczy tego, że autor nieodłącznie robi z Czarnej Kompanii coś znacznie większego niż bandę najemników przedkładających fortele nad bezmyślną krwawą jatkę. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że jest to zarzut wynikający wyłącznie z preferencji i niespełnionych oczekiwań, które powstały samoistnie w mojej głowie. Nie spodobało mi się połączenie Czarnej Kompanii z Największym Złym (przynajmniej do tej pory), czyli Kiny, Mrocznej Matki. Jakoś tak wolałem, żeby byli po prostu nie do końca honorowymi żołdakami, a nie prawie że kultystami.
W „Snach o stali” pieczę nad Czarną Kompanią przejmuje Pani, która, chyba nikogo nie powinno zdziwić na tym etapie, zaczyna odzyskiwać swoje moce, które utraciła w finale „Białej Róży”. Te ciągłe powroty są bardzo męczące i sprawiają, że trudno się przejmować śmiercią kogokolwiek, czy przyjaciela czy wroga. Bo i po co, skoro za jakiś czas może się okazać, że jakimś cudem się uratowali?
Mimo tych paru niepodobających mi się rzeczy, to wciąż kawał całkiem solidnie napisanego fantasy. Może i nie jestem do końca przekonany do kierunku, w którym poszedł cykl, jednakże coś sprawia, że chciałbym poznać koniec historii Czarnej Kompanii.
Najbardziej ceniona częścią przeze mnie są losy Kompanii w pierwszym tomie, bo łączą podwójna egzotykę: najemników działających w europejskim, bardzo wspolczesnym stylu i tło, które z brak porownania, nazwałbym silnie orientalnym.
Zderzenie tych światów, zwłaszcza w starciu z forwalaka, tworzy smak, który powraca zbyt rzadko w dalszych czesciach.
Dalej mamy dark high fantasy, w którym dostęp do magii pozwala przekraczać ludzkie możliwości w zamian za utratę człowieczeństwa - użytkownicy magii to w najlepszym wypadku długowieczni dewianci (patrz Jednooki, Milczek i Goblin), a na ogół to nadludzie wg definicji Nietzsche'go z niefajnymi tendencjami. Schwytani to, spoiler, liches, a Pani i Dominator to coś pomiędzy lichami a czymś jeszcze (powiedziałbym, że to liches z bardzo specyficznym rodzajem phylactery i umiejętnościa trwałego utrzymywania żyjącego ciała. - Pani nie tyle traci moce ile zostaje uwięziona w swoim aktualnym klonie, i dlatego się starzeje).
Ten przydługi wstęp wskazuje na powód wyczerpania formuły - bohaterowie tracą zaczepienie w świecie egzotycznym, ale z drugiej strony żyją za krótko by wkroczyć jako równoprawni bohaterowie do świata czarodziejów.
Więc Cook każe im się tułać... rozsądnie zauważając, że kolejny Dominator nie ma sensu, ale jednocześnie nie mając pomysłu na kolejne wyzwania. Zwłaszcza, że dopuszcza do tego, że Pani odzyskuje moce, a Konował, co tu ukrywać, zaczyna się po prostu starzec. Więc ich drogi się po prostu rozchodzą.
Czego zabrakło?
Konsekwentnego i rozbudowanego świata. Antagonistów z królewskich rodów, kupieckich magnatow i wielkich natchnionych kultów. Saladyna, Piusa I Ryszarda Lwie Serce.
Głodnych mocy i władzy magów, chętnych do sojuszy z armia. Karierowiczów, ale niekoniecznie zdrajców. Partnerów i niekoniecznie wrogów.
Ericsson w tak przeze mnie nielubianym cyklu Malazanskim potrafił jednak zainteresować nas losami nowych postaci (a potem padł i sczezł pod ciężarem nadmiernie rozbudowanych wątków wiodących donikąd), więc gdyby Cook trochę podgapil i dodał coś podobnego do wątków migracji ludów czy po prostu wojny o nowe terytoria, to byłoby ciekawiej.
No ale cóż.
Na osłodę mamy Tyranie Nocy, ktorej idzie zdecydowanie lepiej.
Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję na Twój komentarz.
Więc Cook każe im się tułać... rozsądnie zauważając, że kolejny Dominator nie ma sensu, ale jednocześnie nie mając pomysłu na kolejne wyzwania. Zwłaszcza, że dopuszcza do tego, że Pani odzyskuje moce, a Konował, co tu ukrywać, zaczyna się po prostu starzec. Więc ich drogi się po prostu rozchodzą.
Intrygowało mnie, jak autor rozwiąże kwestię powtórnego przyjścia Komety. Według obliczeń miała przyjść za kilkadziesiąt lat – Konował wiecznie mówił o sobie jak o starym człowieku i zastanawiałem się, jak autor sprawi, że główny bohater przeżyje do tego czasu. A ten po prostu przyspieszył nadejście Komety. :')
Czego zabrakło?
Konsekwentnego i rozbudowanego świata. Antagonistów z królewskich rodów, kupieckich magnatow i wielkich natchnionych kultów. Saladyna, Piusa I Ryszarda Lwie Serce.
Rozbudowanego świata akurat mi nie brakuje. Fajnie jest przeczytać coś nowego bez konieczności zagłębiania się w skomplikowane relacje pomiędzy państwami, kultami et cetera. Lubię poznawać nowe uniwersa, jednakże w przypadku fantasy odnoszę wrażenie, że autorzy uwielbiają wręcz światotwórstwo i to na nim się skupiają, zamiast na ciekawej opowieści. „Czarna Kompania” oferuje właśnie dobrą historię i jednocześnie nie zarzuca czytelnika mnóstwem nieznanych mu nazw.
Jeśli chodzi o antagonistów, magnatów, kulty et cetera - cykl szczyci się tym, że teoretycznie tego nie ma, jednakże moim zdaniem wciąż występują, tylko pod nieco zmienioną nazwą. W pierwszej „trylogii” mamy Panią, potem dochodzi Dominator. W wyprawie na Południe pojawiają się Władcy Cienia, pojawia się kult Kiny (który wielki to nie jest, ale przynajmniej natchniony), wracają niektórzy ze Schwytanych.
Największym problemem jest dla mnie to, że Cook sprawia wrażenie, jakby nie miał pomysłu na dalsze losy Kompanii. Skończyła się kampania przeciwko Panii i dawni towarzysze wyruszyli w różne strony świata. I tu pojawia się problem, ponieważ autor potrafił przez część albo czasem nawet przez połowę książki opisywać te same wydarzenia, tylko z perspektywy innej osoby.
Na przykład pościg Kruka za Konowałem i potem w kolejnej części jest ta sama podróż Konowała, tylko bez świadomości o byciu śledzonym. W kolejnych tomach jest oblężenie miasta opisane z perspektywy Konowała, Pani i Murgena. I jasne, kroniki Murgena dodają o wiele więcej szczegółów, których nie mieliśmy prawa poznać, ale w mojej opinii wskazuje trochę na brak pomysłu na kolejne tomy.
Co nie zmienia faktu, że wciąż czyta mi się to dobrze. :')
Ponownie coś w klimatach #wladcapierscieni - małe, drewniane, ręcznie zdobione pudełeczko z motywem rozgwieżdżonego nieba i Jeziora Zwierciadlanego Na wieczku i od wewnątrz wieczka grafika na życzenie zamawiającego, do tego lekko wypukłe zdobienia z opalizującej pasty szklistej po bokach i wypukłe motywy roślinne uzupełnione o małe, naturalne kamienie księżycowe. Na obrzeżu napis zapisany elfickim skryptem. Wewnątrz wyściółka na dwa wałeczki z wełnianego filcu w kolorze granatowym.
Pudełeczko zostało zamówione na bardzo wyjątkowy pierścionek Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart .
@Apaturia widziałem na necie takie szkatułki z pozytywką w środku z filmów. Może fajny pomysł kupić pozytywkę z LOTR I w takim klimacie zrobić pudełeczko.
@Gadu_gadu Pomysł nawet fajny - ale chyba niemal wszystkie popularnie dostępne egzemplarze to chińskie pozytywki z Aliexpress... W swoich projektach staram się nie używać takiej masówki. Wiadomo, nie zawsze da się tego uniknąć, bo np. dostępne na rynku komponenty metalowe do skrzynek są niemal wyłącznie chińskie, ale jeśli tylko mogę, unikam
Dziś przypada 69. rocznica wydania Powrotu króla Ostatni tom Władcy Pierścieni J. R. R. Tolkiena po raz pierwszy ukazał się drukiem 20 października 1955 roku.
Na ilustracji szkic Tolkiena przedstawiający Orodruinę, Górę Przeznaczenia.
Oto kamień wojowników, potężny kryształ, którego dzierżąc, rozgromisz najsilniejszego z bossów! Heliotrop, krwawnik, smocza krew - bo tak jest nazywany - nie jest byle kamieniem z podwórka, ma swoje magiczne właściwości. Może chronić przed złośliwymi zaklęciami, urokami i negatywnymi energiami, a do tego zapobiega krwawieniom i ranom. Jest wzmacniaczem siły witalnej, dodaje energii i odwagi, wspomaga intuicję i ma zapewnić długowieczność. Przynosząc ten zestaw kości na sesję, nie zapomnij wspomnieć o jego właściwościach DM-owi, może podbije Ci jakieś staty.
"Drodzy czytelnicy, czym jest Stary Świat? Jest nazwą uniwersum, w którym rozgrywa się Warhammer Fantasy. Ale czym tak naprawdę jest? Dlaczego jest? Skąd wzięły się w nim wszystkie rasy, których możemy używać podczas sesji? Odpowiedź na te pytania jest jedna – Przedwieczni."
Jaka kryje się za tym historia? Dowiecie się czytając nasz nowy wpis na blogu! Zapraszamy!
Potrzebujecie nowych akcesoriów do rpgowania? Zgubiliście jakieś kostki lub żadne nie pasują do Waszej nowej postaci? Macie okazję na żywo nabyć coś nowego, a my chętnie Wam w tym doradzimy! Widzimy się zatem na Fantastycznym Festiwalu Wyobraźni StarFest już w ten weekend! Wpadajcie do Lublina i pamiętajcie o rzucie k20 na rabat!
Niektórzy z Was, ci najwierniejsi fani (), zapewne jeszcze pamiętają, jak dodaliśmy wpis na blogu, w którym skupiliśmy się na tym, jak zewnętrzne elementy (rekwizyty, muzyka czy światło) mogą wzmocnić immersję podczas sesji RPG.
Teraz czas zanurzyć się w samą rozgrywkę, we wnętrze sesji i przyjrzeć się temu, co może zrobić Mistrz Gry oraz gracze, aby przygoda była jeszcze bardziej angażująca. Skupimy się na technikach narracyjnych, sztuce prowadzenia historii oraz sposobach angażowania graczy w trakcie gry, aby zwiększyć poziom immersji wewnątrz rozgrywki.
Zapraszamy do czytania!
O tym, jak zwiększyć immersję podczas sesji papierowego RPG
Żył w ciepłych krajach sławny bard, wierszokleta i lutniarz. Piękny miał wąs i głos, panie wzdychały do niego, a mężowie ich prychali z zazdrością. Bogactwo swe na śpiewie zdobył, a jego słabością były drogie, wykwintne stroje pełne przepychu. Czy coś jeszcze zaprzątało umysł naszego birbanta? Tak! Ten wierszokleta był także zapalonym graczem, lecz jak na dandysa przystało, nie chciał turlać po stole byle kostkami spod budy. Zaszedł więc do krasnoludzkiego złotnika z samej stolicy, którego dom słynny był w całej południowej dzielnicy. Sypnął złotem z mieszka z ostatniego tournee i nakazał mu wykonać dla siebie zestaw strojny jak on sam. Jubiler popatrzył na klienta, prychnął, się uśmiechnął, a potem z lekkością mistrza rzemiosła do pracy się zabrał. Trzy dni mistrz siedział i badał, czwartego oddał dzieło. W przezroczystych ściankach fiolet tańczył, a rdzeniem był szkarłat. Bard zachwycił się kunsztem kościanym i czym prędzej pobiegł grać. Czy wygrywał? Różnie bywało, ale grać - grał zawsze ze stylem.
Jakiś czas temu postanowiłam (w końcu) zrobić skrzynkę dla siebie, stylizowaną na "Historię Martwej Trójki" z Baldur's Gate (dla niewtajemniczonych - księga opisująca, jak Bane, Bhaal i Myrkul przejęli boskie moce starego boga śmierci, Jergala). Jak to w takich razach bywa, na jednym egzemplarzu się nie skończyło
Skrzynka jest z drewna sosnowego i brzozowego, zdobiona w technice decoupage, ręcznie malowana i lakierowana z zewnątrz i od wewnątrz. Do tego formowane z glinki, malowane i lakierowane elementy ozdobne, plus wzór z pasty szklistej. Wnętrze wieczka zdobione. Po bokach ręcznie robiona wypukła imitacja stron podmalowana na złoto, a z przodu metalowe zamknięcie. Grafika opracowana we własnym zakresie, napis na "okładce" lekko pozłocony.
To na razie zdjęcia robocze przed końcowym lakierowaniem - co rusz dokładałam kolejne detale, ale chyba już wystarczy.
Więcej moich szpargałów twórczych tradycyjnie na #apaturiart
@Tomekku Noszona w ekwipunku umożliwia rzucanie czaru Eksplodująca Czaszka raz dziennie, ale uwaga - utworzona przez zaklęcie czaszka obrzuca Cię obelgami, wykłóca się i narzeka, zanim nie eksploduje. Masz też 10% szansy na to, że razem z czaszką zostanie przyzwany jej właściciel, wkurzony szkielet-wojownik, i 1% szansy na to, że zamiast czaszki zostanie przyzwany (również wkurzony) demilisz.
Wydawnictwo MAG zapowiada następny tom serii Uczta Wyobraźni. "Włócznia rozcina wodę" Simona Jimeneza w księgarniach od 30 października 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 496 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Lud cierpi pod trwającym od wielu wieków panowaniem Księżycowego Tronu. Cesarz-despota i jego potworni synowie, Pierwszy, Drugi oraz Trzeci Zgroza, trzymają kraj w żelaznym uścisku. Wykrwawiają ziemię, a poddanych zastraszają, gnębią i mordują dzięki przerażającym mocom, jakie odziedziczyli po matce - bogini więzionej w pałacowych podziemiach.
Ale bogini nie można wiecznie trzymać w zamknięciu.
Z pomocą Juna, strażnika przytłoczonego ciężarem dawnych przewin, oraz Keemy, wyrzutka, który chce wywalczyć dla siebie przyszłość, bogini udaje się uwolnić z cesarskiej niewoli i zbiec przed własnymi potwornymi synami, którzy chcą zawlec ją z powrotem do nędznej ciemnej celi. Tak oto bogini wraz z dwoma młodymi towarzyszami wyrusza na pięciodniową pielgrzymkę w poszukiwaniu wolności - jak również klucza do położenia kresu Księżycowemu Tronowi. Żadne nich nie przypuszcza nawet, jak niebezpieczna będzie to podróż.
Włócznia rozcina wodę to zarówno powieść przygodowa o imponującym rozmachu, jaki i głęboko intymna refleksja na temat tożsamości, dziedzictwa i naszego miejsca w świecie. To fascynująca i głęboka saga, która zabierze was w podróż i przyniesie przemianę - i będzie inna od wszystkiego, co już znacie.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Vesper wyda pierwszy tom cyklu Lyonesse. "Ogród Suldrun" Jacka Vance'a wyląduje na sklepowych półkach w 2025 roku. Poniżej krótko o treści i zagraniczna okładka.
Wyspy Elder, położone na obszarze dzisiejszej Zatoki Biskajskiej, u wybrzeży Starej Galii, składają się z dziesięciu rywalizujących ze sobą królestw, zmagających się o władzę. W centrum wielu intryg znajduje się Casmir, bezwzględny i ambitny król Lyonesse. Jego piękna, lecz nieco nieziemska córka, Suldrun, jest częścią jego planów. Casmir zamierza umocnić swoje sojusze poprzez korzystne małżeństwo córki. Jednak Suldrun jest równie uparta jak on i sprzeciwia się jego woli. W odpowiedzi Casmir zamyka ją w zarośniętym ogrodzie, który dziewczyna uwielbiała odwiedzać. To właśnie tam Suldrun spotyka swoją miłość, a jej tragiczna historia zaczyna się rozwijać.
Polityczne intrygi, magia, wojna, przygoda i romans splatają się w bogatą i rozległą opowieść, osadzoną w niezwykle szczegółowo odtworzonym, mitycznym świecie.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Filet z węża, oko traszki, palec żaby, psi ozór i… No nie! Czyżby któryś autor niechcący zamiast pliku z opowiadaniem przysłał nam przepis na podejrzany gulasz? Nawet jeśli, to tym razem wyjątkowo nie mamy nic przeciwko. W Gastronomiconie znalazło się wiele dziwnych potraw i nie chodzi o pospolity wywar z mandragory czy pieczeń ze świeżo upolowanego jackalope. Znajdziecie tu dwanaście dobrze doprawionych, pożywnych opowiadań. Długo marynowały się w wyobraźni autorów, potem zostały starannie posiekane ich ostrymi piórami i na sam koniec zapasteryzowane w postaci antologii. Wszystko po to, aby ten kulinarno-literacki przysmak pozostawał dla was zawsze świeży i gotowy do… przeczytania.
Zauważyłem u siebie problem z cyklami - z reguły pierwsza część bardzo mi się podoba, druga natomiast już niekoniecznie. Do tego stopnia, że powieść o połowę krótszą czytałem dwa razy dłużej.
Uważam, że niestety „Mesjasz Diuny” stracił urok, który mnie zaczarował w „Diunie”. Ponownie autor skorzystał z możliwości zdradzenia czytelnikowi na samym początku, jak zakończy się historia, co ponownie można odbierać za ogromną wadę. W pierwszej części nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo - wtedy z przyjemnością obserwowałem przemianę Paula Atrydy z obiecującego potomka w przyszłego Imperatora. W drugiej części już jest tym Imperatorem i czar prysł, dlatego nie śledziłem intryg z tak dużym zaangażowaniem, co wcześniej.
Czy sięgnę po kolejne tomy? Nie wiem. Zacząłem czytać „Dzieci Diuny”, jednakże początek nie zachwycił mnie, przez co zrobiłem przerwę na inne książki. Kiedyś spróbuję wrócić, ale kiedy to nastąpi, trudno powiedzieć.
Cykl Diuny to moje największe rozczarowanie czytelnicze na równi z cyklem Mroczna Wieża Kinga. O ile jeszcze pierwsza część się broni, wprowadza w ciekawy i oryginalny świat i nakręca na więcej o tyle kolejne częściej tylko zaliczają ostry zjazd - im dalej tym gorzej. W każdej kolejnej części cyklu jest coraz więcej jakichś pseudointelektualnych dialogów i wewnętrznych przemyśleń które ciągną się na kolejne strony, nic nie wnoszą do fabuły i nic ciekawego nie przekazują. Jak już z rzadka coś się dzieje to wydarzenia z reguły są bez sensu i pozbawione logiki. Doszedłem do "Boga imperatora..." i stwierdziłem, że szkoda ciągnąć to dalej bo trend od drugiego tomu jest jednoznaczny i szkoda na to czasu - jest tyle innych świetnych książek na które i tak nie starczy życia.
Jak ktoś się zainteresował Diuną po udanych ekranizacjach to dobrze radzę - niech poprzestanie na pierwszym tomie, który jeszcze się broni, potem im dalej tym gorzej.
Co... Co... Co to się stanęło? Proszę @administrator administrację o uprzątnięcie tego mojego balaganu powyżej. Nie wiem jak to się stało - "ja tylko pociagnął"....