To jest skomplikowany temat... Dziś jest wiele opcji zarobienia sensownych pieniędzy, więc na studia warto pójść albo żeby zdobyć naprawdę sensowny zawód/umiejętności, ale to trzeba chcieć się uczyć i być ambitnym, albo po to żeby się pobawić i przedłużyć młodość. To też w sumie niezła motywacja, skoro przy okazji zdobywa się nawet dyplom...
Ja jestem rocznik '82. Jestem z czasu wyżu demograficznego, a gdy szedłem na studia w kraju była bida, bezrobocie i wydawało się że to studia to naprawdę jakaś szansa żeby wybić się z biedy. Tym bardziej że media głosily wówczas że ledwo 8% Polaków ma wyższe, a jeszcze trzeba było przed wojskiem uciekać...
Wszystko wskazywało na to że jak tylko zrobisz tego magistra, to będziesz stał na rynku pracy wyżej jak 90% rodaków...
Więc szliśmy owczym pędem.
Na pedagogiki, politologie, psychologie potrafiło być po paręnaście osób na jedno miejsce na mało prestiżowych państwowych uczelniach, nie do uwierzenia dzisiaj...
Tyle że jak kończyliśmy to okazało się że co prawda bezrobocie jest dalej wysokie, ale mało kto potrzebuje absolwentów...
Mimo wszystko większość znajomych z mojego niszowego i mało popularnego kierunku pracuje w zawodzie. Ja nie, ale studiów nie żałuję. Magister nie przeszkadza w wykonywaniu żadnej roboty, a przyznać muszę że piękny był to czas...