#animedyskusja

55
459

#anime #animedyskusja


Reincarnated as a Sword


12-letniej kotodziewczynce-niewolnicy marzącej o byciu super potężną, wpada w ręce miecz. Nie byle jaki, bo tym mieczem jest MC, który po śmierci odrodził się jako ów broń biała o ogromnej mocy i udziela swoich zdolności młodemu klakierowi, dzięki czemu mogą mieć do bólu generyczne przygody.


Po mega beznadziejnym początku, gdzie w ramach ekspozycji MC chodzi sobie po growych menusach i głośno myśli, a co to jest, a to jest co, a co będzie jak tu kliknę, w dalszej części bajka trzyma całkiem przyzwoity poziom jak na standard growych gówno-isekaiów. Oczekiwałem niewiele i właściwie niewiele otrzymałem, więc wszystko się zgadza. Całość serii to proces levelowania głównej bohaterki oraz jej oręża, zyskują nowe skille, podwyższają swoje statystyki, walczą z co raz silniejszymi przeciwnikami, etc. Poza tym kotodziewczynka podczas kąpieli ze swoim mieczem intensywnie go szoruje, jest napastowana przez MILF elfkę, a jej błyskawiczna kariera w gildii poszukiwaczy przygód jest złośliwie komentowana pedofilskimi skłonnościami guild mastera. Ogólnie rzecz biorąc nawet oglądalne, bo w przeciwieństwie do wielu tego typu tytułów niespecjalnie krindżowe i umiarkowanie zabawne. Ale jeśli mam być szczery to jest jeden z takich tytułów do wrzucenia na PTW i nigdy nie obejrzenia.

110bdaf1-2c53-41dc-86ce-c7bc5f386549

@kinasato Przez te pierwsze odcinki chcialem odpuscic. Seria byla puszczana do kotleta codziennie w ilosci 2-3 i to glownie przewazylo, ze zdecydowalem sie jednnak dokonczyc . Jak dla mnie z czasem poziom troche wzrosl i teraz smialo moge wystawic ocene tak 6+/10. Czekam na nastepny sezon, ktory rowniez obejrze do kotleta, bo zeby zmeczyc serie na 1 podejscie raczej nie podolam. Jestem calkiem zadowolony ze swiata, ktory stworzyli i w miare wszystko ma tam sens.

f8af7219-dc5f-41e3-8388-da31a0f54e56

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Odmawiałem sobie seansu Hellsing Ultimate (2006) przez bardzo długi czas z powodu osobistej fobii - usiłowałem jako człowiek młodszy i cieszący się bardziej imponującą linią włosów obejrzeć pierwszy serial telewizyjny Hellsing z 2001, i nie podołałem. Ba, rzuciłem go w kąt nader prędko, bo chyba po pierwszym lub drugim odcinku, dogłębnie zniesmaczony imponującą z perspektywy czasu sceną pocałunku jakichś dwóch wampirów, których Alucard za minutę rozwali na strzała. 


Scena owa była umiejscowiona w jamach ustnych pocałunkowiczy, w sposób tak niepokojąco obrzydliwy animowano tam ruchy języków, że wyłączyłem natychmiast i zwyzywałem kolegę, który mi serial podsunął, od przygłupów zboczonych. Być może to dołożyło swoją cegiełkę do mojej długotrwałej awersji do anime w ogóle, a którą przezwyciężyłem jako stary dziad, oglądając "klasyczne" filmy dla nawiedzonych pięknoduchów, którzy to udają jeden przed drugim, że im się Angel's Egg podobał. 


Minęło od tamtego felernego seansu ładnych parę już lat, i niejedno w życiu widziałem. Statki w ogniu, sunące ku ramionom Oriona. Promienie kosmiczne, błyszczące w ciemnościach blisko wrót Tannhausera. Jakiegoś gościa, który wsadził sobie słoik do d⁎⁎y. Na szczęście, od tamtej pory nieodległa Japonia podołała w zakończeniu pełnej adaptacji mangi Hellsing, którą to pełną adaptacją nie był serial telewizyjny. Nowa adaptacja to OVA, i dziesięć tomów mangi mieści w dziesięciu odcinkach.


Co, jak to? Jakoś krótko to wychodzi? Kochani, Hellsing Ultimate na papierze to raptem dziesięć odcinków, jednak każdy z nich ma od 40 do niemal 70 minut. Cięto tu zgrabnie jakieś poboczne suchary, kastrując serię z koszmarnie nieśmiesznych żartów prawie całkowicie (pojawiają się, jednak już tylko niekiedy). Nie ostrzyżono jej z niekończących się, wprawiających w torpor monologów majora SS, za co hańba twórcom i kij w oko. 


Hellsing jaki jest, każdy widzi - to niekończący się festiwal juchy, swobodnie szermujący całą tą wampiryczno-kościelno-hitlerowską symboliką bez jakichkolwiek prób umiejscowienia jej w spójnym kontekście. Wszystko tutaj pojawia się, bo autor mangi uznał, że tak będzie fajnie, i jest to bardzo odświeżające. Zasadniczo gros serii będą stanowiły kolejne sceny masakry czy to grupowej, czy w pojedynkach. 


Specyfika tego, jak tu wampiryzm jest pojmowany, tyle sprawia, że nasz bohater, Draku- Alucard celowo przyjmuje całe salwy na klatę, zachlapując nam ekran własną juchą w równych stopniu, co juchą mordowanych przez siebie złodupców. Nie tylko cała ta kraśna breja lejąca się z niego potokiem po prostu wróci na swoje miejsce, ale i jest medium dla imponujących wizualnie wyczynów magicznych - wspaniałe są to trikasy, i wtedy Hellsing Ultimate zyskuje, gdy nie oglądamy jakichś dwóch gości na ekranie, tylko właśnie powykręcane bestie. 


Nie jest to seans ani dla delikatesów, ani dla pięknoduchów, ani dla wielbicieli pokrzepiających, heroicznych obrazków - to nawet nie jest seans dla tych zboczeńców, którzy dają Shigurui 10/10, bo wszystko tu jest tak bardzo na poważnie, że nic nie jest na poważnie, tworząc zupełnie unikatowe widowisko. Nie warto w ogóle Hellsinga z czymkolwiek porównywać, co najwyżej można powiedzieć, że późniejsze Drifters jest na nim wzorowane. 


Niemal dałem się pochwycić w sidła dublażu - uznałem bowiem, że skoro jest to bajka z tego a tego okresu, to pewnie ma jakiś wspaniale siermiężny dub. Owszem, jej dub jest bardzo miły, ale nie ma startu do oryginału, w którym te debilne kwestie dialogowe zyskują dodatkową grupę inwalidzką za niebezpiecznie wysokie natężenie Engrishu. Raczej nie polecam duba, skoro sub również jest dostępny. 


Kto widział, ten zapewne poprawia fedorę i wydrwiwa moje długoletnie hellsingowskie prawictwo. Kto nie widział, ten zapewne może mieć problem, by wiedzieć o istnieniu Hellsinga w ogóle - wydaje mi się, że ta seria już nie istnieje w świadomości co młodszych konsumentów chińskich bajek, to fenomen idealnie wpisujący się we wczesne lata dwutysięczne, częstokroć mocno anachroniczny. Dla tych, komu w smak takie frykasy, polecam sobie nie odmawiać.

49a78934-9b0e-4af7-888a-d9472bac54f2

@tobaccotobacco No to jak zaliczyłeś OVA to teraz obowiązkowo parodia Hellsing Abridged TFS. Opowiedzieli całą historię po swojemu, wszystkie odcinki... Tylko że z hmm... Dystansem XD

@tobaccotobacco

Minęło od tamtego felernego seansu ładnych parę już lat, i niejedno w życiu widziałem. Statki w ogniu, sunące ku ramionom Oriona. Promienie kosmiczne, błyszczące w ciemnościach blisko wrót Tannhausera. Jakiegoś gościa, który wsadził sobie słoik do d⁎⁎y.


Srogo parsknąłem.

https://www.imdb.com/title/tt6342306/

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Sonny Boy


Dawno nie mieliśmy prawdziwego animu typu IQ200. Z takimi bajami jest ogromny problem, bo bardzo ciężko o obiektywną ocenę. Weźmy chociażby na patelnie Tehxnolyze. Wszyscy przecież doskonale wiedzą, że Texhnolyze powstało po to by Chiaki Konaka mógł do niego codziennie walić konia jednocześnie przeklinając, że ludzie są za głupi by zrozumieć to dzieło. Gdzie tu w ogóle jest miejsce dla widza i jego wrażeń? Nie ma.


A co z tytułami, które powstały jednak dla widzów? Tu też jest problem, ponieważ wrażenia po ich obejrzeniu z grubsza można podzielić na cztery kategorie:


- Widz zrozumiał i mu się podobało, o ile nie jest sztucznie nadęte i zbędnie przeintelektualizowane.


- Widz nie zrozumiał, ale mu się podobało, bo chce w ten sposób zmylić innych, że zrozumiał.


- Widz zrozumiał i mu się nie podobało bo to prosta seria dla debili, a nie ananasów IQ300 takich jak on.


- Widz nie zrozumiał i mu się nie podobało, ale nie dlatego że jest za głupi, tylko myśli że on też ma IQ300 i dlatego mu się nie spodobało.


Tak więc wyciągając wspólny mianownik przed nawias - każdy powie, że zrozumiał, nikt nie przyzna, że seans był za trudny, ale też każdy ochoczo podzieli się swoją opinią o bajce. I jak to zinterpretować? Komuś się nie podobało, tylko nie wiadomo czy był na seans za głupi czy za mądry? Komuś się spodobało, ale to dlatego że lubi proste debilizmy, czy dlatego że odkrył trzecie dno fabularne nadające wszystkiemu sens?


Po co w ogóle taki przydługi wstęp? Żeby uświadomić czytelnika, że wrażenia po obejrzeniu takiego tytułu w całości zależne są od osoby widza, który sam sobie wystawia laurkę. A że każdy chce wypaść dobrze to wszelakie recenzje są gówno warte. Tak więc zapraszam do konsumpcji miski guano ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Sednem opowieści są perypetie grupy uczniów pewnej szkoły, którzy nagle odkryli że budynek przybytku oświaty jest odcięty od świata zewnętrznego, niczym obiekt na czarnej pustej planszy. Zostali całkowicie odseparowani i są sobie teraz sami sterem, żaglem i okrętem. Co więcej, okazuje się że każdy z nich posiada teraz jakąś super moc. Więcej wstępu pisać nie trzeba, ponieważ szybciutko wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie i bardzo szybko się dezaktualizuje.


Sonny Boy jest to skrzyżowanie serialu Sliders z czystą abstrakcją prosto z Kyousougiga, a treścią jest coming of age. Czyli innymi słowy - pomieszanie z poplątaniem. Widz nie jest tutaj przesadnie oszczędzany i z marszu jest uświadamiany - jeżeli chce konsumować ten tytuł, musi wykonać pewną pracę i poświęcić mu całkowitą uwagę, bo inaczej ten pociąg odjedzie sam, a on dalej będzie oglądał luźno powiązane ze sobą obrazki. Jeżeli ktoś się za to zabierze z myślą - to w sumie może być całkiem ciekawe sci-fi to będzie miał really bad time .Całe szczęście tutaj sprawa nie jest aż taka trudna, ponieważ nie jest to sensu stricte anime IQ200, bliżej mu do znacznie przystępniejszej pozycji IQ180 i nie wymaga praktyczne żadnej wiedzy zewnętrznej. Wystarczy skupić się na tym co się ogląda, nie rozpędzić za bardzo, zatrzymać na chwilę i przetrawić/zastanowić się, co właśnie stało się na ekranie i jakie to może mieć implikacje. A jak mu się nie uda, to i tak c⁎⁎j z tym, bo to nie jest bajka o fizyce kwantowej i choć wiele niuansów jest jak najbardziej do rozwikłania to wszystko i tak rozbija się o coming of age, które jest na tyle uniwersalne, że może funkcjonować bez żadnej obudowy.


Potężnym plusem tej serii są postacie - nikt nie jest jednowymiarową wydmuszką, wszyscy są odpowiednio przedstawieni, umotywowani i ubrani w swój własny garnitur wad oraz zalet, ciężko tutaj obok kogokolwiek przejść obojętnie. Mamy też świetną reżyserię z wykorzystaniem sfery audio-wizualnej nie tylko jako obraz i dźwięk, ale też jako narzędzia do budowania historii. Bardzo fajna muzyka gra wtedy kiedy powinna, milczy gdy jej brak też coś znaczy, szata graficzna zmienia się zależnie od nastroju na ekranie, traci szczegóły gdy chce zaakcentować dystans, zmienia kolorystykę by podkreślić emocje, a w skrajnych przypadkach potrafi się rozsypać. Efektem finalnym tego jest mnóstwo wspaniałych scen, chociażby zakończenie pierwszego odcinka, cały epizod psiej retrospekcji czy koncept z wyświetlaniem filmów w kinie. A na finisz gorzko-melancholijne zakończenie, które nie zadowoli absolutnie nikogo i pewnie nie jeden kręcił tutaj po obejrzeniu nosem. Idealnie. Życie to nie koncert życzeń, widzowi też trzeba o tym czasem przypomnieć xD


Stawiam na półce obok Serial Experiment Lain.


https://www.youtube.com/watch?v=-UfD8Lel1jI&t=17s

@kinasato Mi bajka przypominała trochę lost, w niego też tak wsiąkłem na amen. 2deep4me, ale z cotygodniowymi streamami z analizami bawiłem się bardzo dobrze. A obrazki w bajce są prześliczne XD

Zaloguj się aby komentować

Czas na kolejny niedzielny pokepojedynek.


W poprzedniej ankiecie ulubionym starterem trzeciej generacji został Torchic (42%), na drugim Mudkip (33%), ostatnie miejsce ma Treecko (25%).


Dziś wybieramy ulubionego legendarnego tytana. Kiedyś nazywani byli "Regi trio" albo "Titan trio", dzieś jest ich już piątka. W tym pojedynku wezmą udział przedstawiciele 3 generacji, pozostała dwójka będzie miała kiedyś swój pojedynek, a daleko w przyszłości powlaczą wszystkie naraz.


Bez przedłużania dzis do wyboru mamy:


1. Dwayne „The Rock” Johnson


2. O'Shea „Ice Cube” Jackson


3. Sylvester Stallone


Zapraszam do głosowania.


#pokemon #pokemongo #animedyskusja #pokepojedynki

9f6b2fb9-e210-44d4-bb83-8f656f553ffe

Jaki jest twój ulubiony legendarny tytan?

11 Głosów

Pieprzniczka, solniczka i kosz na śmieci. Cała rodzina regi jest nudna, a jest przecież jeszcze Regigigas, Regieleki, Regidrago, przynajmniej te nowsze ładniejsze.

Zaloguj się aby komentować

@Strigon o to, ze Naruto swoja moca przyjazni byl w stanie nawrocic na dobra strone nawet najwiekszych zwyroli. Tu na obrazku insynuuje, ze nawet Hitler moze sie nawrocic.

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Kakumeiki Valvrave (2013), czy Valvrave the Liberator, to imponująca beczka śmiechu, seans tak kiepski, że twórcom pozostaje już udawać do końca zawodowej kariery, że tak to miało być, że to taka parodia. Mamy tu, przede wszystkim, bajkę typu mecha w licealnej obsadzie, i to nie koniec wad.


To strasznie złudny rollercoaster, który zaczyna się niby tą nieszczęsną inwazją kosmicznych hitlerowców na japońskie liceum, odpartą ostatkiem sił przez przebudzonego mecha z piwnicy, i dużo się tu pointuje scen tym, jak ludzie komentują walki na twitterze - skojarzenia z Gatchaman Crowds. Ten motyw ląduje za oknem bardzo szybko, a w zamian dostajemy wampiry, które do tego są porywaczami ciał, a tak w ogóle zjadają wspomnienia?


Śmietnik fabularny, i to wcale nie w tym pełnym charyzmy stylu, co chociażby Cross Ange. Nic tu nie współgra ze sobą, i przychodzi nam regularnie rżeć jak koń, gdy serial z gracją słonia w składzie porcelany usiłuje zasypać te wszystkie dołki, które sam pod sobą wykopał. Drugi sezon to już chyba pełna kapitulacja kadry od scenariusza.


Mecha mają się niewiele lepiej. Hitlerowcy latają w maszynach nudnych i brzydkich, a tytułowe valvrave mają ustawiczne problemy z przegrzewaniem się, które to rzadko kiedy dodają walkom dramatyzmu, a raczej pozwalają na częstszy rechot z kolejnych zbiegów okoliczności. 


Nie da się polecić tego badziewia, zatem polecam.

d8e28d3b-64ac-4464-91f7-a101fea569ee

Zaloguj się aby komentować

Obejrzałem ostatnio po raz pierwszy GTO - Grand Teacher Onizuka i muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Oglądanie wyszło przypadkiem i raczej spodziewałem się, że zakończy się na 2-3 odcinkach. Anime okazało się jednak bardzo wciągające. Kreska i jakość trochę odbiega od dzisiejszych standardów, ale to anime ma już prawie 25 lat.


Mimo wieku fabuła jest dość uniwersalna i sądzę, że produkcja całkiem nieźle się zestarzała mimo iż w dzisiejszych czasach raczej by nie powstała, a wiele przedstawionych tam postaw i zachowań jest obecnie dość szokujące.


Jeśli nigdy nie oglądaliście tej produkcji to polecam dać jej szanse i spróbować - jest śmiesznie, czasem groteskowo, świetne dialogi, wspaniała muzyka. No generalnie polecam.


#animedyskusja #filmy #seriale

a37e1303-c20a-41dd-b03d-649aa771a966

Pamiętam tyle, że początek bardzo mi się podobał, a później jakoś szybko mi się przejadło, chyba nawet całego sezonu nie skończyłem.

@MG78 To świetne anime, bo Onizuka jest świetnym pedagogiem, mimo braku kwalifikacji. Próbuje rozwiązać problemy i zachęca młodych ludzi do myślenia, jednocześnie nie mając kija w d⁎⁎ie.

Zaloguj się aby komentować

Zblizamy sie do konca sezonu. Mozna okreslic co zatrybilo, a co lepiej sobie odpuscic.


https://myanimelist.net/anime/50606/Ayakashi_Triangle


Jestesmy troche w lesie z tlumaczeniem, ale I tak widac, w ktorym kierunku idzie seria. Mamy do czynienia z typowymi japonskimi stworkami – duchami I dbajacym o rownowage zabojcy. Cos w stylu wspolczesnego ninja, tylko poluje na potworki, ktore widzi tylko on I pewnie 0,0001% spoleczenstwa. Do tego dochodzi niewybredne ecchi z urocza kolezanka z sasiedztwa. Mozna nawet podpiac pod yuri, bo glowny bohater w pierwszych odcinach zamieniony zostaje w babeczke. Smiechom nie bylo konca, podkochujaca sie w nim kolezanka dostaje przegrzania mozgu a akcja stoi w miejscu. Takie 5-6/10 moze byc, ale bez szalu. Ni to ladne, muzyka tez nijaka, szczuje cycem, ale to dalej tylko nastolatkowie.


https://myanimelist.net/anime/50854/Benriya_Saitou-san_Isekai_ni_Iku


O, tu mozna czasem parsknac. Takie tam o druzynie poszukiwaczy jak z dobrego starego rpg. Dosc ciekawa zgraja sie tutaj zrobila, ale meczy troche skakanie z kwiatka na kwiatek. Pierwszy zalazek dluzszej historii I pojawiaja sie jednak zgrzyty. Juz nie tak zabawnie a akcja nie porywa, srednia kreska I muzyka jakos malo nastrojowa. Co prawda broni sie ladunkiem emocjonalnym, ale chyba nie takiego seansu oczekiwalem. Wole parodie fantasy z glupkowatym zdziadzialym magiem, niezdarnym lotrzykiem, chytra leczaca wrozka I tomboyem w pelnej plytowej. Troche ten charakter sie gubi, ale wg mnie I tak warto dac szanse. 7/10


https://myanimelist.net/anime/53213/Revenger


Jest fajnie I calkiem ladnie. Zebralo sie kilka osob I stara sie dokonac zemsty czesto za ludzi, ktorzy sami odeszli juz z tego swiata. Duzo gorzej klei sie za to glowny watek. Troche jak jelitowka. Myslisz ze juz oddales wszystko a tu wraca z podwojna moca. Dla mnie poki co 6-7/10. Przypomina mi klimatem Saraiya Goyou, ale troche brakuje mi grania na emocjach. To taki tytul, przy ktorym czekasz az ciebie wchlonie, wszystko niby jest na swoim miejscu. Tylko ten moment ekscytacji nie nadchodzi. Sam w sumie nie wiem dlaczego.


https://myanimelist.net/anime/52446/Kaiko_sareta_Ankoku_Heishi_30-dai_no_Slow_na_Second_Life


Zdecydowanie to tytul skierowany do mojej grupy wiekowej. Sam chetnie rzucilbym prace w korpo I zaczal takie drugie zycie. Piekna zonka, wioska na odludziu do tego hajs sie zgadza. Jedyne czym zarzadzasz to relacjami miedzy emocjonalnie slabiej rozwinietymi ludzmi od siebie I ot co cala seria. Milo jest, przyjemnie jest I z zalem to mowie, ale raczej seria dla ludzi 30+. Lubie takie serie, 6/10.


https://myanimelist.net/anime/51940/Boku_to_Roboko


Od poprzedniego wpisu niestety nie pojawily sie tlumaczenia dalszych odcinkow, poki co hold.


https://myanimelist.net/anime/49612/Ningen_Fushin_no_Boukensha-tachi_ga_Sekai_wo_Sukuu_you_desu


Druzyna w swiecie fantasy. Historie raczej nie porywaja. Dosc ciekawie sie zaczelo, troche inny pomysl na siebie, ale robia to samo co w innych seriach. Jakies mini dramy do tego bicie potworkow, sciganie przestepcow bla bla bla. 5-6/10. Ogladam glownie dlatego, ze postaci wydaja sie ciekawe.


https://myanimelist.net/anime/51462/Isekai_Nonbiri_Nouka


I to jest fajny isekai. Duzo ladnych babeczek, op sojusznicy, op mc a akcja glownie o tym, jak wszyscy robia pod siebie myslac jaka to armie nie zebral pod swoja komenda mc. Historie glownie o zarciu, chlaniu I zawieraniu znajomosci. 6/10 I mily seansik.


https://myanimelist.net/anime/50932/Saikyou_Onmyouji_no_Isekai_Tenseiki


Kolejna pozycja dla koneserow, Isekai, gdzie glownym bohaterem jest najsilniejszy egzorcysta swoich czasow. Tym razem trafia do swiata magii. Stara sie nie wzbudzac zainteresowania swoja osoba, ale co tam hormony buzuja. Harem rosnie jak sie patrzy. Sluzace, arystokratki, plebejuszki czy nawet ksiezniczka co to sie bedzie dzialo ho ho. Ojczulek I mama przygladaja sie temu z zaciekawieniem z kim teraz sie synek zaprzyjaznil. Glownie blabling o uczuciach dosc malo akcji, kreska I muzyka pomijalne. Napiecia tez nie potrafi zbudowac. Do zaliczenia 5-6/10 lub ominiecia.


https://myanimelist.net/anime/50739/Otonari_no_Tenshi-sama_ni_Itsunomanika_Dame_Ningen_ni_Sareteita_Ken


To ten z gorszych romansow tego sezonu. Urocza parka sasiadow powoli zbliza sie do siebie. Zaloty nastolatkow. Dosc duzo niezgrabnosci w tym wszystkim. Przyglada sie temu z duzo doza cierpliwosci. Seria mila, ale nic specjalnego. 5-6/10


https://myanimelist.net/anime/53446/Tondemo_Skill_de_Isekai_Hourou_Meshi


Iii kolejny isekai. Z kolei tu jest dosc smiesznie, mc ma dwoch chowancow. Dochodzi do calkiem zabawnych interakcji. Wszystko za to kreci sie wokol zarcia I jak potezna jest to druzyna. Mozna pominac, dla mnie calkiem spoko 5-6/10.


https://myanimelist.net/anime/52305/Tomo-chan_wa_Onnanoko


To tez ten gorszy romans. Tomboy, ktory chce byc traktowany jako kobieta a zachowuje sie jakby byla na cyklu I to nie jednym. Lezy na holdzie, nadgonie pewnie wraz z zakonczeniem sezonu. Dla mnie 5-6/10


https://myanimelist.net/anime/51105/NieR_Automata_Ver11a


Tu mielismy przerwe I jeszcze nie wrocilem do ogladania. Do 3 ep bylo ok.


https://myanimelist.net/anime/51252/Spy_Kyoushitsu


Pierwsza czesc dosc ciekawa. Ta niemozliwa misja wzbudzila moja ciekawosc I nawet odrobine ekscytacji. Panie wciaz urocze, mistrz wciaz irytujacy. Ale czego to sie w zyciu nie ogladalo. Po glownej misji jest hmm… nijako. Zrobil sie taki plac zabaw bez jakiegos odgornego planu. 5-6/10


https://myanimelist.net/anime/52461/Rougo_ni_Sonaete_Isekai_de_8-manmai_no_Kinka_wo_Tamemasu


Nie wiem co mnie trzyma przy dalszym ogladaniu, bo czesto czuje sie zazenowany. Kobieta potrafi przenosic sie miedzy swiatami I zarabia na przenoszeniu dobr z naszego swiata do swiata fantasy. Malo w tym jakiegos dobrego pomyslu. Wszystko opiera sie na znajomosciach mc z coraz to wazniejszymi osobistosciami. 4-5/10


https://myanimelist.net/anime/50481/Eiyuu-ou_Bu_wo_Kiwameru_Tame_Tenseisu__Soshite_Sekai_Saikyou_no_Minarai_Kishi%E2%99%80


Krol poswieca sie dla dobra krolestwa, na lozu smierci bostwo chce spelnic jego zyczenie, krol chce zreinkarnowac sie i sprawdzic co moglby osiagnac gdyby skupil sie na ciaglym rozwoju. Tylko reinkarnuje sie jako babeczka. Glowny motyw to walka klas spolecznych. Poki co zbieranie druzyny I jakies mniejsze potyczki. Akcja calkiem spoko, reszta kuleje. 6/10.


https://myanimelist.net/anime/52093/Trigun_Stampede


drop, nie polecam


https://myanimelist.net/anime/52274/Nokemono-tachi_no_Yoru


Mala dziewczynka wchodzi w relacje ze starszym facetem (w tym przypadku demon). Troche pedo kontent. Poki co hold.


https://myanimelist.net/anime/51711/Hyouken_no_Majutsushi_ga_Sekai_wo_Suberu


Weteran wojenny po sluzbie wraca uczyc sie w zwyklej akademii. Troche nudne ale I calkiem urocze dla konesera. Wstawki kulturystyczne zabawne. Harem zbiera sie jak ta lala. Tylko przeciwnikow brak, ale juz sie cos rodzi. 6/10 I dla mnie calkiem ok.


https://myanimelist.net/anime/53411/Buddy_Daddies


Poki co nie jestem na biezaco, ale pierwsze epki zabawne. Dwojka platnych mordercow przygarnia kilkuletnia dziewczynke. Inspiracja Anya z spyxfamily uderza. Ladna kreska, szykuje sie sporo humorku. 6-7/10.


https://myanimelist.net/anime/52736/Tensei_Oujo_to_Tensai_Reijou_no_Mahou_Kakumei


Ksiezniczka rewolucjonistka isekai w swiecie fantasy. Chyba jedno z ladniejszych anime dodatkowo dobre sceny akcji. Jest dobrze, warto obejrzec 7/10.


https://myanimelist.net/anime/51815/Kubo-san_wa_Mob_wo_Yurusanai


Tez z tych slabszych romansow. Tos w stylu takagi lub uzaki-chan. Dziewczyna droczy sie z niesmialym jegomosciem. Takie 5/10, ale rozumiem koneserow.


https://myanimelist.net/anime/49154/High_Card


Ladny akcyjniak. Wszedzie flaki, spluwy, katany, poscigi samochodami wszystko jest na miejscu. Motyw przewodni supermoce aktywowane za pomoca talii kart. 6-7/10.


https://myanimelist.net/anime/52173/Koori_Zokusei_Danshi_to_Cool_na_Douryou_Joshi


To ten lepszy z romansow. 8-9/10 postaci bardzo fajne, relacje buduja sie naturalnym rytmem. Jest troche niesmialosci, ale dodaje to uroku. Postaci dorosle, randkowanie I duzo szacunku do siebie. Jest w pyte.


https://myanimelist.net/anime/50652/Tsundere_Akuyaku_Reijou_Liselotte_to_Jikkyou_no_Endou-kun_to_Kaisetsu_no_Kobayashi-san


Po prostu nie. Nie dosc ze otome to z komentarzem jak z wydarzenia sportowego. Wylaczylem po paru minutach, straszne przezycie.


https://myanimelist.net/anime/43760/Hikari_no_Ou


Tutaj hold po 2 epach. Kreska kluje w oczy I raczej bedzie drop. Sprobuje jeszcze 1-2 odcinki. Nawet nie pomaga ciekawosc co sie tam wlasciwie odwala.


https://myanimelist.net/anime/49387/Vinland_Saga_Season_2


Vinland saga osadzona w czasach najazdow wikingow na polnocne rejony europy historia o zdradach, grabiezy, zemstach i nawalaniu sie po facjatach. Drugi sezon pokazywany jest poki co od strony ofiar najazdow a glowny bohater zostal niewolnikiem I stara sie wykupic sobie wolnosc. 8-9/10


https://myanimelist.net/anime/50608/Tokyo_Revengers__Seiya_Kessen-hen


ciezkostrawny ten 2 sezon. Gubie sie w relacjach miedzy bohaterami raczej drop.


https://myanimelist.net/anime/41514/Itai_no_wa_Iya_nano_de_Bougyoryoku_ni_Kyokufuri_Shitai_to_Omoimasu_2


Dalej jest fajnie polecam dla koneserow. Dla mnie 7/10, bo ma momenty kiedy parskne


https://myanimelist.net/anime/53111/Dungeon_ni_Deai_wo_Motomeru_no_wa_Machigatteiru_Darou_ka_IV__Fuka_Shou_-_Yakusai-hen


Poczatek dosc niemrawy, ale rozkreca sie. Jest dobrze 8/10. Zwykle danmachi nie daje wiecej niz 6, ale tu jest akcja, sa emocje lubie takie watki.


https://myanimelist.net/anime/4841/Maou_Gakuin_no_Futekigousha__Shijou_Saikyou_no_Maou_no_Shiso_Tensei_shite_Shison-tachi_no_Gakkou_e_Kayou_II


Drugi sezon oddaje. Polecam.


https://myanimelist.net/anime/49109/Kami-tachi_ni_Hirowareta_Otoko_2nd_Season


Jak to okreslil moj znajomy, ten ziomek nie ma zadnych problemow. No I tak jest. Seria dla koneserow 5/10.


https://myanimelist.net/anime/51495/Shin_Shinka_no_Mi__Shiranai_Uchi_ni_Kachigumi_Jinsei


No jest gorzej jak w pierwszym sezonie. Nie jest juz tak zabawnie, a akcja nie porywa. Raczej 4-5/10.


https://myanimelist.net/anime/50197/Ijiranaide_Nagatoro-san_2nd_Attack


Dalej to samo w nowych miejscach, bo w szkole juz tak duzo nie siedza.


Ode mnie polecam jeszcze Lupin zero


https://myanimelist.net/anime/53414/Lupin_Zero?q=lupin%20zero&cat=anime


Widac jak opadalem z sil przy kolejnych tytulach. Jakby ktos chcial zebym sie rozwinal daj znac.


#animedyskusja

@Wojbody z jednej strony chcialbym sie zgodzic z toba ale z drugiej to samo mushoku tensei jest dla mnie miejscami obrzydliwe. Gdyby tylko chcialo sie wszystkim tworcom tak rysowac kazda serie to mysle, ze duzo lepiej mowiloby sie o isekaiach.


Ale i tak mysle, ze nie ma co narzekac na te fajniejsze isekaie. Dostalismy kolejny sezon honzuki no gekokujou, mairimashita iruma kun no i dostalismy pare spoko otome w ostatnich sezonach. Dodajmy do tego bardzo duza rzesze sredniaczkow i mi to wystarcza jesli chodzi o ten gatunek.


A co do samych powaznych tytulow to ich brak patrzac na caly przekroj gatunkow anime. Chcialoby sie dostawac kazdego sezonu kandydatow do top 10 of the decade, ale tak niestety nie bedzie.

@GniezSenpai Jezeli w Mushoku tensei chodzi ci o te sceny Ecchi to mogloby ich dla mnie nie byc, bo mi sa one obojetne. Na szczescie do takiego Kaifuku Jutsushi no Yarinaoshi to tam jeszcze daleko.


Jak odkrylem gatunek isekai to ogladalem jeden tytul za drugim tate no yusha, drifters, mushoku tensei, Tsuki ga Michibiku Isekai Douchuu...i w sumie dosc szybko wyczerpalem praktycznie temat lepszych tutulow gatunku. Pamietam, ze jeszcze na wykopie poleciles mi Honzuki no Gekokujou, gdzie jakos tego tytulu nigdy nie dostrzeglem przy szukaniu(bardzo fajny zreszta). Takze sam jestem ciekawy czy te nowosci z gatunku isekai trafia w moj gust i na nowo bede ogladal jednego isekaia za drugim dd(jak juz trafie np. dobry dramat to potem ogladam z 3-4 pod rzad xd)

@Wojbody A to taka sama ciekawosc mi towarzyszy z kazdym kolejnym sezonem. Jest to ten moment ekscytacji, dzieki ktoremu ogladanie anime jest jedna z moich ulubionych rozrywek.


Co do isekai to nie da sie ukryc obok shounenow jest to obecnie najpopularniejszy gatunek i nie dziwi, ze kazdy chce sie pod to podpiac. Dalej sa ludzie probujacy tworzyc cos ambitniejszego, ale ginie to w tej przytlaczajacej masie ekranizacji LN.


Nie da sie za to ukryc, ze oglada sie to zwykle dobrze. Jak wlaczam isekaia to przynajmniej jest to sredniaczek 5/10 do obejrzenia. Sufit zwykle nie jest wysoko, za to podloga nie zgrzybiala jeszcze i daje solidne poczucie bezpieczenstwa pod stopkami.


Gdybys chcial sie o cos bardziej niszowego pokusic to polecam

https://myanimelist.net/anime/1045/Elf_wo_Karu_Mono-tachi

https://myanimelist.net/anime/14765/Ixion_Saga_DT

https://myanimelist.net/anime/306/Abenobashi_Mahou%E2%98%86Shoutengai


Moja zona lubi tez to:

https://myanimelist.net/anime/845/Kiba

<br />

ale mi specjalnie nie podeszlo wiec na wlasna odpowiedzialnosc

Zaloguj się aby komentować

Czas na kolejny niedzielny pokepojedynek.


Tydzień temu mieliśmy ostatni pojedynek z 2 generacji. Wygrywa Ho-Oh (47%), Lugia na drugim (37%), Celebi na trzecim (16%). Tym akcentem opuszczamy Johto.


Witam w Hoenn, czas na generację 3.


Rozpoczynamy od starterów i wybieramy z tej oto trójki:


1. cool gekon


2. karate kurczak


3. memiczny aksolotl


Zapraszam do głosowania.


#pokemon #pokemongo #animedyskusja #pokepojedynki

6da54a74-0b62-483a-86cb-34367130e502

Jaki jest twój ulubiony starter z trzeciej generacji pokemonów?

27 Głosów

Wybór był trudny, bo startery z tej generacji podobają mi się o wiele bardziej od tych z poprzedniej.


Torchic jest spoko, ale Blaziekn totalnie do mnie nie trafia. Wygląda zbyt dziwnie, jakby tracił cały ten koncept kurczaka.


Mudkip to gwiazda internetowych memów, ale przez to stał się nudny. Zresztą jego ewolucje wyglądają średnio, dopiero Mega Swampert wygląda fajnie.


Treecko najbardziej przypadł mi do gusty. Z trawką w pysku wygląda jak cowboy. Sceptile i jego wersja Mega wyglądają trochę za bardzo jak choinka, ale najprzyjemniej mi się nimi grało. Dlatego głos na niego.

e4317974-2fff-40f2-965e-f098a6cc4bc5

Zaloguj się aby komentować

#anime e #animedyskusja


ORESUKI Are you the only one who loves me?


Szkolny harem romcom. Niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził...


Seria rozpoczyna się doskonale. Mamy MC, który niby jest typowym haremowym protagonistą, ale szybko okazuje się, że tylko rżnie głupa. Tak naprawdę jego osobowość wygląda zupełnie inaczej, co sam regularnie komentuje łamiąc czwartą ścianę. Piękne dziewczęta go otaczające są wyraziste, mają swoje charakterki i świetnie realizują się w przewidzianych dla nich rolach. Bardzo dużo się dzieje, jest zabawnie (nawracający żart z ławeczką daje radę), dobrze się bawię i nie mogę poskarżyć się absolutnie na nic. Do czasu...


Pary starcza na jakieś 3-4 odcinki, przez następne kilka zjeżdżamy w dół, a gdzieś w okolicach dziewiątego w podłodze otwiera się klapa i spadamy w otchłań. Dochodzą następne dziewczęta w ilościach hurtowych i robi się tłoczno jak w kolejce do mięsnego. Kolejne masowo wprowadzane orbiterki zdecydowanie tracą na jakości i nie reprezentują sobą niczego więcej niż mielonka tyrolska. Jeżeli chodzi o MC to jego potencjał zostaje zmarnowany przez potworne grafomaństwo scenarzysty objawiające się w przechujowej dramie i sposobie w jaki sobie z nią nasz bohater radzi. Niekonsekwencja jego charakteru jest porażająca i ociera się o schizofrenię. W jednym momencie jest oschłym dupkiem niemalże dosłownie plującym swym adoratorkom w twarz, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale jeżeli jednocześnie jest propagatorem ultimate mocy przyjaźni gotowym zostać ukrzyżowanym by zapewnić uśmiech na ich twarzach, to coś już tutaj nie klika. Problemów jest tutaj więcej, ale głównie mam na myśli sposób w jaki nasz bohater popada w tarapaty - za każdym razem jest to zbieg absolutnie niewiarygodnych okoliczności, często spowodowany przez nagłe epizody "złamania charakteru" w grupie przyjaciół. Ktoś nagle dostaje małpiego rozumu i knuje jakieś głupoty, potem jest mu przykro, przeprasza i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. A potem ktoś inny odpierdala jakiś kolejny szajs z d⁎⁎y, z totalnie absurdalnych pobudek. Kto w ogóle czyta te light novelki, ludzie lepsze rzeczy do szuflady piszą...


Niestety, Sezon2/OVA wieńczące serię stawia na najgorsze elementy i w całości się na nich opiera. O ile pierwszy sezon dokończyłem siłą rozpędu i nawet umiarkowanie dobrze się bawiłem, to podczas oglądania filmu z finałem całkowicie zeszło ze mnie powietrze. Zakończenie i intryga do niego prowadząca są po prostu głupie i nieprzyjemnie się to ogląda. W dodatku jestem w pełni przekonany, że całość godzinnej OVA można by beż żadnych negatywnych konsekwencji skompresować do 20 minutowego odcinka.


W sumie nie jest to dobra seria, ale bardzo pozytywne pierwsze wrażenie zostało ze mną na dosyć długo, nawet na chwilę wróciłem do początku by obejrzeć parę scen jeszcze raz. Seria jest bardzo ładna i przez znaczną część ma dobry pacing, co pozwala przełknąć coraz słabszy scenariusz przez 3/4 serii. Tak więc z bólem serca oceniam tytuł na bardzo mocno naciągane oczko powyżej średniej, choć obiektywnie rzecz mówiąc, nie powinienem.


Ps. Fani gdzie jest Wally? mają w tej serii niemałą ucztę. Przez całą serię główny bohater jest pod ścisłą obserwacją. Co ważne, nie jest to jakiś super ważny element scenariusza, tylko taki easter egg, który można po prostu przegapić.


https://www.youtube.com/watch?v=W7eXT7_MGhE

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Czas na kolejny niedzielny pokepojedynek.


W poprzedniej ankiecie wybieraliśmy ulubionego baby pokemona z 2 generacji. W sumie bez niespodzianek wygrywa Togepi (46%), dalej mamy Pichu (32%) i Elekid/Magby (18%). Duet Cleffa/Igglybuff miał zero głosów xD


Dziś ostatni pojedynek z 2 generacji, którym pożegnamy Johto. Powinna być to walka duetu legend z wieży, ale dołożyłem tu jeszcze mitycznego leśnego duszka. Którego nie miałbym z kim potem sparować, wiec też weźmie udział w ty pojedynku. Walkę czas zacząć, wybieramy między:


1. Mistrz legendarnych ptaków


2. Mistrz legendarnych psów


3. Mityczna leśna cebula


Zapraszam do głosowania.


#pokemon #pokemongo #animedyskusja #pokepojedynki

d3d1da92-f824-4473-88bc-4e78b70971a9

Kogo lubisz bardziej?

25 Głosów

Głos na Lugię. Ten pokemon przynajmniej wygląda interesująco, trochę dziwnie ale lepsze to niż kompletna nijakość. Bo z czym tu konkurować? Z kolejnym feniksowatym ptaszkiem czy może z cebulą.

Nie przepadam za Celbi, bo jeden z najgorszych filmów pokemon był właśnie o nim. Ho-Oh jeszcze się jakoś się trzyma, ale i tak wybieram Lugię.

e4374a56-58b9-401e-af87-e681b4246aaf

@Habemus_canem niechciane przez nikogo ciekawostki: Twoje kości są najlepszym możliwym wzmacniaczem, przez co Twój głos słyszany przez Ciebie jest inny.

Zaloguj się aby komentować

Cześć! Zacząłem oglądać Kaguya-sama i po półtorej odcinka nie jestem wstanie znieść tego narratora który ciągle się wpieprza i sposobu montażu z ciągłymi scenami myśli głównych bohaterów, musiałem to wyłączyć i udać się do was po poradę. Czy wszystkie 3 sezony są zrobione w ten sposób? czy może tylko kilka pierwszych odcinków i później jest już lepiej? Oglądał ktoś z was całość i może mi odpowiedzieć na to pytanie? Zainteresowało mnie to że Kaguya ma dobre oceny, ale jeśli całość wygląda tak jak pierwsze odcinki to nie zdzierze tego psychicznie i muszę podziękować


#anime #animedyskusja

96e2efbc-5786-47ca-801d-b8c9cd341ca6

@GniezSenpai Z wiosny odpuściłem sobie Koi wa Sekai Seifuku no Ato de, resztę obejrzałem, ale Yofukashi no Uta mnie zainteresowałeś więc wielkie dzięki

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Obejrzałem sobie ten słynny Mob Psycho 100 (trzy sezony, 38 odc.), i bawiłem się w sumie nieźle. Kiedyś próbowałem przeczytać tę mangę, ale rysunki autora są tak szkaradne, że nie mam zupełnie pojęcia, kto mu te komiksy kupuje. Adaptacja studio Bones o tyle dobrze oddaje ten styl, że pomimo kompletnego ucywilizowania go na rzecz widzów z minimalnym zmysłem estetycznym, wciąż pozostaje dostatecznie kanciastą (i niekiedy celowo pokraczną), by rodowód serii pozostał zachowany. Taki urok Moba, i nie ma co tu walczyć z wiatrakami.


Co frapuje mnie nieco bardziej, to fakt, że autor znowu pisze tę samą historyjkę – znowu bohater jest wszechwładny, i de facto jego wszechwładność sprowadza wszelkich jego przeciwników, uznawanych za nie lada mocarzy, do roli błaznów. Różni się natomiast bardzo dobitnie sposób serwowania tego, co idzie przy okazji tej hecy. O ile Saitama był jakimś tam prostolinijnym oportunistą, który nie przejmował się specjalnie superbohaterskim pierdolamento, o ile miał z niego pieniądze na chleb, to Mob jest gimnazjalistą.


Paradoksalnie, znacznie bardziej shounenowe ujęcie Mob Psycho 100 otwiera drogę do znacznie bogatszego społecznego komentarza, chociaż tu też nie spodziewajmy się kanonów chińskobajecznej filozofii – to jest, bardzo świadomie, shounen dla młodych ludzi. Rozterki naszego bohatera to rozterki gówniarza w jego wieku, na które nakłada się cała ta paranormalna fanfaronada w tle.


Nasz bohater to dobroduszny i nieco naiwny chłopaczek, który chciałby się zmienić, by zaimponować dziewczynie, do której zupełnie nie ma startu – cała jego osobista droga ku dojrzałości na tym polega, by nauczył się żyć bez supermocy, a zamiast tego mierzył się z własnymi uczuciami jak każdy inny. Wszystko w fabule orbituje wokół rozwoju osobistego bohatera, i ostateczne rozwiązanie tej kwestii stanowi katharsis serialu, wcale zgrabnie podsumowane rodzajową sceną z kotem na słupie.


Wtedy właśnie Mob jest bardzo udaną shouneniastą komedią, gdy te problemy dojrzewania nakładają się na paranormalne sytuacje, z których bohater zawsze wychodzi zwycięsko, bo jest wszechpotężny. Moim zdaniem, znacznie gorzej ma się bajka, gdy usiłuje nieironicznie grać na jakieś paranormalne pojedynki z battle shounena, które rozwiązuje sprowadzając przeciwników do śmieszności. Jest tu niby parę pojedynków, w których łudzić się można przez moment, że trafiła kosa na kamień, ale formuła nie pozwala na zbyt wielkie odchyły.


To seria niedługa i adaptowana w całości, do tego pozwala sobie na psychologizowanie poczynań bohaterów i idącą w ilości hurtowe autoironię, stąd stanowi łakomy kąsek dla co bardziej przemądrzałych koneserów chińskich bajek. Nie jest wcale zła, ale tematyką i klimatem celuje w ten segment rynku, który już nie daje się łapać na przestarzałe bajki typu NAKAMA POWER, a mimo to pooglądałby coś, żeby mieć ten słynny „rel.” Staruchom też wolno to obejrzeć, i wcale nie wyrządzą sobie krzywdy.

064ff7a5-1c8a-4978-bf09-39f73dbcdddb

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Human Bug Daigaku


Główny bohater wcale nie jest pół-człowiekiem, pół-robalem. Tu chodzi o inny rodzaj buga, takiego w sensie błąd w oprogramowaniu. Pewne wydarzenia, których jest częścią, nie można inaczej wytłumaczyć niż glitch w rzeczywistości.


Hirofumi Satake to człowiek skazany na śmierć za zamordowanie swojej narzeczonej oraz jej kochanka. Gdy zostaje zaprowadzony na stryczek i następuje egzekucja, rzeczywistość łapie errora, a ten przeżywa. Jak się wkrótce okazuje, to nie jest pierwszy taki przypadek. Nasz bohater z jednej strony w sposób anormalnie częsty trafia w sytuację zagrożenia życia, a z drugiej nie jest w stanie zginąć, albowiem następuje jakiś przedziwny fikołek i wychodzi z tego cało.


Niby jest to sensu stricte Plot Armor the Animiation, ale jednak nie do końca, ponieważ tytuł z niezłomną konsekwencją postanawia wyjaśniać widzowi dlaczego tak się właśnie stało i dlaczego to ma sens. Właściwie gdzieś jedna czwarta czy jedna piąta czasu ekranowego to wstawki edukacyjne lub pseudoedukacyjne mające zaznajomić widza z przeróżnymi faktami, ciekawostkami lub konceptami. A to dowiemy się czegoś o systemie penitencjarnym w Japonii, dowiemy się jakichś ciekawostek historycznych, funfactów o rybach, anatomii, zjawiskach fizycznych, etc.


Jest tego mnóstwo.


Pierwsze co się rzuca w oczy to tragiczna animacja. Taka absolutnie najgorsza z możliwych. To nawet nie jest do końca animacja, to są właściwie panele z mangi z podłożonym głosem. Amatorskie solo projekty studentów potrafią wyglądać zdecydowanie lepiej. Fabularnie jest... śmiesznie. W sensie historia nie jest specjalnie zabawna, mamy co prawda czarny humor, ale jest dosłownie suchy jak wiór. Raczej chodzi o to niedorzeczne wydarzenia, połączone z pokraczną animacją dają temu tytułowi taką holistyczną aurę kupy gówna, które z ciekawości się szturcha patykiem by zobaczyć, czy będzie jeszcze bardziej śmierdzieć. Nie jest to jednak tytuł tak zły, aż dobry. Jest zwyczajnie zły, ale ma ten swój jakiś taki dziwny niewytłumaczalny urok. Coś jak Koń Rafał Walaszka ( ͡° ͜ʖ ͡°)


https://www.youtube.com/watch?v=5eqNBouoSVI

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


JINSEI -Life Consulting-


MC tej bajeczki zostanie przymuszony przez swoją kuzynkę do wstąpienia do klubu dziennikarskiego, gdzie ma się zajmować kolumną dotycząca porad udzielanych uczniom. Stan początkowy kącika dobrych rad wygląda tak, bo oprócz głównego bohatera mamy trójkę dziewczyn:


Rino - zamiłowana w naukach ścisłych, kierująca się logiką i rozsądkiem, lecz całkowicie nieradząca sobie w interakcjach społecznych.


Fumi - słodziutka dusza towarzystwa, zjednująca sobie wszystkich wokół propagatorka tezy, że każdy konflikt należy przedyskutować.


Ikumi - fit tomboyka z ADHD o IQ ślimaka.


Do tego zestawu w późniejszym okresie dołącza też Emi, utalentowana artystycznie ekshibicjonistka.


Przeważająca część serii opiera się na bardzo prostym schemacie - Yuuki odczytuje list od czytelnika proszącego o radę, a jego koleżanki sugerują rozwiązania zgodne ze swoim charakterem. Oczywiście odpowiedzi są całkowicie rozbieżne jak osobowości naszych bohaterek, więc następuje panel dyskusyjny, często wzbogacony o przeprowadzane ad hoc przeróżne eksperymenty mające dowieść racji którejś ze stron i wyłonienie odpowiedzi, która zostanie udzielona na kanwach szkolnej gazetki. Powyższe szukanie konsensusu jest jednak nietypowe i bardzo często ma przebieg prowadzący ulicą jednokierunkową do fanserwisu lub wręcz napastowania seksualnego.


Jednym z wyróżniających ten tytuł elementów jest fakt, że dziewczęta potrafią mieć zaskakujące przebłyski osobowości w stylu "kiedyś jeden chłopak mnie zdenerwował, to nasrałam mu do butów które trzymał w szkolnej szafce a potem je obszczałam". Tej bajeczce zdarza się nonszalancko, bez absolutnie żadnego uprzedzenia, rzucić jakimś naprawdę soczystym tekstem lub gagiem, który można uznać tylko i wyłącznie za skandalicznie obsceniczny, po czym udawać że absolutnie nic się nie stało. Za pierwszym razem całkowicie zbiło mnie to z tropu i aż musiałem przewinąć, czy czegoś nie nadinterpretowałem, albowiem w przekroju całościowym humor ma tu raczej charakter stonowany i umiarkowany.


Summa summarium jest to tytuł troszkę powyżej średniej, choć potrafi przynudzić, to z nawiązką wynagradza widza momentami w których można zapluć monitor. Na dole picrel typowy poziom do którego eskalują perypetie szkolnego klubu.

a7f878aa-df42-4992-b813-4dd3ada83e5a

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


The Wind Rises


Kaze Tachinu to seans zupełnie inny od tego, do jakich przyzwyczaiło nas Studio Ghibli. Zdecydowanie poważniejszy, pozbawiony fantastyki, bardziej stonowany i bez Disneyowskiego zacięcia, którym Miyazaki przebił się na salony zachodniej animacji, propagując chińskobajszczyzne Amerykanom.


Film to miks fabularyzowanej biografii Jiro Horikoshiego, inżyniera odpowiedzialnego za stworzenie słynnego myśliwca "Zero" z okresu drugiej wojny światowej oraz noweli "The Wind Has Risen" Tatsuo Horiego, która z kolei jest autobiograficzną próbą autora pogodzenia się ze stratą ukochanej osoby. Jako bonus - odniesienia do "Czarodziejskiej Góry" Tomasza Manna.


To nie jest pozycja dla przeciętnego mangozjeba do obejrzenia w przerwie pomiędzy dwoma isekaiami. Skonsumowanie tego na krzywy ryj jest jak najbardziej możliwe, ale raczej poleciłbym chociaż pobieżną znajomość powyższej tematyki. W innym przypadku recenzja po seansie może wyglądać tak "Typ robi samolot ale coś nie pykło, potem jakaś babka pojawia się i znika, a potem są napisy końcowe. 2/10, dałem punkt za ładną animację". Bardzo mi przykro, znajomość standów z JoJo niestety nie wystarczy.


Przegapić tu można wszystko - od komentarza realiów polityczno-ekonomicznych Japonii dwudziestolecia międzywojennego po autorefleksje na temat zgubnego zaślepienia w imperialistycznych zapędach kraju kwitnącej wiśnii. Wiele scen może wydawać się niezręcznych, pokracznych albo nawet wręcz nienaturalnie dziwnych, począwszy od sennych majaczeń, w których życiowych rad udziela pewien włoski inżynier kończąc na mocno niejasnych wydarzeniach w kontekście choroby i pobytu w sanatorium. A są to po prostu odniesienia do innych dzieł kultury oraz interpretacje filozoficznych zagwostek typu "Czy spełnienie swoich niewinnych pięknych marzeń jest moralnie słuszne, jeżeli ich pokłosie można wykorzystać do szerzenia zła?"


Jest to seans długi oraz niezwykle melancholijny, przez co dla wielu wydawać może się nudny. Tak naprawdę dzieje się tu niewiele mimo tego, że historia adaptuje ponad 20 lat życia głównego bohatera. Jiro Horikoshi nie prowadził życia na krawędzi, był mocno zapracowanym typem oddającym się całym sobą swojej pasji. A kolizja tej pasji z jego filmowym życiem prywatnym (całkowicie nieprawdziwym, bo przeszczepionym niemalże 1:1 z nowelki Horiego) daje bardzo ciekawy materiał do obserwacji. Dobry bajka, chociaż nie tak porywająca, jak implikuje tytuł. Ale życie to nie tylko alerty RCB. Ot, przyjemny zefirek.


Niestety wszystkie AMV strasznie spoilerują, więc macie tu filmik z żółtymi napisami jak stary pierdziel gotuje kluski.


https://www.youtube.com/watch?v=0BPTNdmdJSc

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#anime #animedyskusja


Ranma ½ (1989), TV, 14-cour, 3 filmy, 2+6+3+1 OVA


studio Deen


Jednym z filarów mangi jako typu rozrywki jest niewątpliwie wielce czcigodna p. Rumiko Takahashi, która osobiście wymyśliła, bądź na stałe skodyfikowała, pewne kulturowe kody, które czytając komiksiki (i oglądając bajki) same pchają się na talerz – jej to możemy zawdzięczać tsundere, haremowe romcomy, popularyzację absurdalnych nieporozumień jako metody na zamrożenie fabuły, czy stosunkowo mało już popularny w romcomach gender bender. Większość z tych wynalazków tyczy się bezpośrednio przedstawiania kobiet w fikcji, im dalej od nudnej yamato nadeshiko, tym bardziej w stylu autorki – co ciekawe, p. Rumiko niemal wcale nie pisze ani wampów, ani kobiet fatalnych.


Raczej daleki jestem od psychologicznych dywagacji nt. tego, dlaczego autorka pisze kobiety w ten właśnie sposób. Jak sama twierdziła przy okazji jakiejś pogadanki o Lum z Urusei Yatsura – wtedy chciała napisać osobowość daleką od własnej, aby udowodnić, że potrafi. Niemniej jednak wciąż jej dziełka drążą i eksplorują osobowości niestandardowe, a już szczególnie upodobała sobie dziewczyny na pierwszy rzut oka zachowawcze, a przy tym straszliwe choleryczki. Taką jest, par excellence, Akane Tendo z Ranmy, klucz do właściwego odczytywania tej serii. Wszystkie momenty Ranmy, które nie są konkretnie o Ranmie, ani nie stanowią jakiegoś epizodu z życia postaci pobocznych, będą wracać stale do Akane.


Ranma Saotome, nasz bohater, to chwat nad chwaty, postać raczej staroświecko pisana. Silny, bystry, leniwy junak, który nie przeżywa w zasadzie żadnych uniesień serca, a interesuje go wyłącznie utrzymywanie statusu najsilniejszego z wojowników w serii. Nie znaczy to, że Ranma czasem pojedynków nie przegrywa, jednak zdarza mu się to wyłącznie z dwóch powodów. Pierwszym jest komizm sytuacyjny – Ranma ½ to komedia o gigantycznej dozie slapsticku, i sam Ranma często zbiera po łbie, bo to zabawne. Drugim – Ranma arogancko lekceważy przeciwnika, i musi nauczyć się, jak go pokonać. To cecha wyróżniająca naszego bohatera, jest zwyczajnie zadufany w sobie, chociaż nieszczególnie się z tym obnosi. Bardzo źle znosi jednak obniżenie statusu, a szczególnie – niedobory atencji od płci przeciwnej.


Kołem zamachowym całej serii jest pojawienie się Ranmy i jego ojca w domu rodziny Tendo, która to rodzina prowadzi dojo stylu walki Musabetsu Kakuto-ryu (Nieograniczony Chwyt, a raczej – Zwycięstwa Jako-tako, gdyż to wyłącznie slogan dla walki absurdalnie nieczystej). Dojo nie ma następcy, jako że Sounowi Tendo urodziły się wyłącznie trzy córki, zatem zgodnie z umową zawartą ze swym kolegą z młodości, starszym Saotome – Ranma wżeni się rodzinę Tendo, i poprowadzi dojo. Najstarsza Kasumi jest dla Ranmy nieco zbyt dojrzała, środkowa Nabiki zupełnie niezainteresowana, stąd branką dla Ranmy musi być – Akane właśnie, jego rówieśniczka. Postać ta wcale nie cieszy się dużą popularnością wśród żeńskiej widowni Ranmy, być może dlatego, że jest zbyt dobitnie napisana.


Nie jest Ranma żadnym ciepłym kolegą, jednak ostentacyjnie nie w smak mu migdalić się z Akane, którą komicznie zbywa pomówieniami o paskudny charakter, mało kobiecości, brak jakiejkolwiek ręki do gotowania, wreszcie nieciekawą figurę (ostatni argument to chyba kwestia konwencji, bowiem anime konsekwentnie rysuje Akane równie śliczną, cycatą i dupiastą, co resztę stawki). Akane, rzecz jasna, jest wszystkimi powyżej. To, co wspomniałem wyżej, choleryczka o zupełnym braku cierpliwości do babskich robótek i niejednoznacznych sytuacji, której również nie uśmiecha się przybyły znikąd wybranek, która sama trenuje sztuki walki i łamie cegły z piąchy, a jednocześnie martwi się o to, by być chociaż trochę dziewczęcą. Gotuje straszliwie źle, i ma zazdrość cyca wobec swojego kawalera.


Co, jak to? Szanowni czytelnicy, pionki zostały ustawione na szachownicy. Mamy mało zainteresowanego ożenkiem aroganta, mamy jego równie sceptyczną wybrankę o sporych kompleksach na punkcie własnej kobiecości, jak tu wsadzić kij w szprychy? Kochani, Ranma, pod wpływem klątwy, sam zmienia się w kobietę.


To drugi, najważniejszy filar serii, będący zarazem pretekstem do wprowadzania kolejnych postaci, stojących w opozycji albo do Akane jako wybranki dla Ranmy, albo do Ranmy samego, zadufanego w sobie i przekonanego o swojej sile. Ranma, pod wpływem ochlapania zimną wodą, zmienia się w kobietę. Jest jako kobieta śliczny i zgrabny, ma zdecydowanie lepszą figurę od Akane (i potężniejsze bimbały), i straszliwie drażni go ta przypadłość, bo jest jako kobieta fizycznie słabszy. Nie ma tu żadnej mowy o odkrywaniu swojej wewnętrznej kobiecości i innych queerowych dyrdymałach – dla Ranmy klątwa ta jest jednoznacznie klątwą, i najchętniej nie zmieniałby się w babę w ogóle. Ranma jest jednak Ranmą, a zatem – arogantem i chytrusem.


Mimo iż nie w smak mu zmienianie się w dziewczynę, to ceni sobie fakt, że jest jako dziewczyna bardzo atrakcyjny – i źle znosi brak atencji również w tej formie, co wprowadza Akane w osłupienie. Nagminnie używa kobiecych wdzięków do wyzyskiwania spermiarzy i wydostawania się z niewygodnych dla siebie sytuacji, i nie czuje jakiejkolwiek żenady w zmienianiu się w dziewczynę, by zjeść sobie babski deser w lodziarni, bo chłopu takich pierdół zamawiać nie wypada. O ile Ranma w początkowej fazie serialu jest niemal pozbawiony wstydu, jako mężczyzna idealnie zaznajomiony z gołymi babami (bo sam widzi się w lustrze, gdy ma kaprys się umyć), to zanika nieco ta wada w głąb seansu, być może pod wpływem Akane.


Jednocześnie oskarża ją o zerową kobiecość, a mimo to pozycjonuje się na ten nie-romans na odległość wyciągniętej ręki, i w zasadzie w ogień by za nią wskoczył, ale nigdy nie przyzna, że ją lubi. Ta męska odmiana tsundere bywa trudna do zniesienia, ale dobrze wpisuje się w to, jaka Akane jest wobec niego – którego uważa za chama, chorobliwego chytrusa, a wreszcie zboczeńca, choćby miał się zapluć w zapewnieniach, że to klątwa go takim uczyniła, a on jest niewinny zupełnie. W przeciwieństwie do Maison Ikkoku, w którym p. Rumiko, niezręcznie bo niezręcznie, ale doprowadziła do jakiegokolwiek progresu w stosunkach między Godaiem a Kyoko, tutaj wszystko zamarza właśnie na tym stadium, i zamarzniętym pozostaje na amen.


Byłoby kłopotliwym dla autorki naruszać tę niepisaną umowę, że Ranma i Akane pozostają w swoim zasięgu, ale za nic w świecie nie ośmielą się przyznać wzajemnie, że im na sobie zależy. Byłoby kłopotliwym, gdyż formuła serii domaga się zachowania status quo. Ileż można by jednak oglądać leniwego Ranmę, który obija się w domu rodziny Tendo i szuka okazji do bitki, podczas gdy Akane podejrzewa go o chamstwo i perwersję? P. Rumiko robi to, co wychodzi jej bardzo dobrze – poszerza stawkę, niemal nieustannie poszerza listę postaci o, przede wszystkim, alternatywnych amantów i dla Akane, która zasługuje lepiej, niż na bucowanego Ranmę, i dla Ranmy, któremu należna jest lepsza wybranka, niż chłopczycowata Akane. I wreszcie dla Ranmy-dziewczyny, która też ma swoich adoratorów, ku zgrozie Ranmy.


Autorka wspaniale wpisuje nowe postacie w tłum, i kilkuodcinkowe wątki wprowadzające kolejnych bohaterów to bezsprzecznie wyżyny ranmowskiej formuły. Ma dobre wyczucie proporcji i prawie zawsze nowi wpasowują się bezboleśnie w obraz serii, do tego nieustannie zalewani jesteśmy postaciami epizodycznymi, które pojawiają się raptem na chwilę. Jakościowo, z tymi akurat bywa różnie. Największym problemem Ranma ½ jest jednak to, że ten tłum dobrze dodanych do fabuły postaci rzadko ma cokolwiek ciekawego do roboty po wprowadzeniu. Nie ma jakiejkolwiek dynamiki między nimi, i wszelkie próby naruszenia status quo są natychmiastowo obracane w żart. Nie ma też poza wprowadzeniami postaci prawie żadnych arców choćby i dwuodcinkowych, można je zliczyć na palcach jednej dłoni.


Stąd, gdy postać pojawi się już w serii w takiej czy innej formie, to w takiej właśnie pozostanie na wieki. Seans przez to wygląda na zamrożony w czasie, co mimo wszystko jest naturalniejsze, niż w silącym się na progres Maison Ikkoku, gdzie przez wymienianych w fabule kilka lat scenariusza nie zmienia się wizualnie nic. W Ranmie, uwierzcie lub nie, zmienia się aż jedna fryzura – konkretnie włosy Akane. Myślę, że komentarz Ranmy nt. jej nowej fryzury to dobra cezura dla zamknięcia wątku obwąchiwania się dwójki narzeczonych, a rozpoczęcia już wiecznego wątku ich tsundere życia. Dobra to też cezura dla obecności Ranmy-dziewczyny – od tej pory pojawiać się będzie niemal wyłącznie dla żartu, i to w bardzo zaburzonej proporcji, ¾ seansu dominuje Ranma-mężczyzna.


Czy to źle? P. Hayashibara jako Ranma-dziewczyna gra bardzo fajnie, ale Ranma-mężczyzna od p. Yamaguchiego (którego to była zresztą pierwsza poważna rola) też wychodzi spoko. Mało tu naprawdę nieudanych pokazów mikrofonowych, to prawie zupełnie postacie-filtry, wymienione przeze mnie nieco niżej w tekście.


Celowo nie wymieniłem kolejnych amantów Akane i Ranmy, jako że de facto nie są kluczowi dla istnienia tej formuły, chociaż istotnie dodają jej najwięcej pieprzu. Zachęcam do obejrzenia ich w akcji, ale wcale nie spieszę zachęcać do oglądania całego serialu. O co chodzi, już wyjaśniam.


Ranma ½, już pomijając kwestię monotonii kolejnych wątków, to seans produkcyjnie bardzo wymagający wobec widza. Dostał cancel po pierwszym sezonie, dacie radę uwierzyć? Ja bym nie dał. Jedynie pierwszych osiemnaście odcinków Ranmy wyprodukowano zgodnie z oryginalnymi wytycznymi, ze świetną animacją, w formie pełnej werwy i polotu. Bardzo dobrze się je ogląda. Następnych 143 odcinków to już Nettou-hen, czyli kontynuacja emisji serialu, o zdecydowanie bardziej ograniczonym budżecie. Nettou-hen najczęściej bywa taki sobie, a częstokroć zwyczajnie brzydki. Różnica jest porażająca.


Wyliczyłem trzy odcinki, które osiągnęły poziom animacji pierwszego sezonu – odc. 102, 110, i 127. Stosunkowo łatwo zauważyć, który odcinek będzie nieco ładniejszy – charakterystycznie zmrużona brew bohaterów to najwidoczniej znak autorski zdolniejszych rysowników w ówczesnym studio Deen. Seria wreszcie zalicza niewielki redesign w ścisłej końcówce, który przenosi się na filmy i OVA – łatwo zauważyć po ciemniejszych oczach i włosach bohaterów, i nieco innym kształcie fryzury Akane.


Drugim krzyżem dla potencjalnych widzów Ranma ½ jest chorobliwa tendencja zarówno autorki, która te postaci napisała, jak i scenarzystów, którzy wybrali je do adaptowania, do umieszczania wprost filtrów na widza – ja naliczyłem cztery, które odbierają smak życia, gdy pojawią się na ekranie, umieszczone w mniej-więcej równych odstępach na przestrzeni serialu. Na samym początku Nettou-hen, w jednych z najbrzydszych odcinków tej serii w ogóle, tuż po wznowieniu emisji, jesteśmy bombardowani łyżwiarką Azusą, jazgotliwą kleptomanką, i jej obleśnym partnerem. Osłupiałem oglądając, zapewne widzowie przed telewizorami jeszcze bardziej. Później pojawia się sprośny dziadek Happosai, mistrz starszych Tendo i Saotome, który potrzebuje dobrych kilkudziesięciu odcinków w serii by stać się postacią znośną, aż tu przybywa na pohybel widza dyrektor szkoły. Pod sam koniec seansu, do stawki dołącza równie okropny Gosunkugi, kolega z klasy Ranmy. Bajka zwyczajnie grzęźnie pod wpływem tych postaci.


Trzecim krzyżem jest fakt, że jest to adaptacja niepełna, do tego poprzetykana wymyślonym na kolanie fillerem – już pomińmy fakt, że w Ranma ½ nie ma jakiejkolwiek progresji w relacjach między bohaterami, bo to możemy zrzucić na karb rzekomo komediowej formuły i braku ciągłości między odcinkami. Inaczej niż w serii Gintama, nie ma uczciwej rotacji bohaterów, byśmy raz po raz wracali do różnych twarzy. W momencie, gdy pojawia się jedna, najczęściej będziemy zasypywani tą jedną, aż nie spowszednieje. Czym to jest spowodowane? Moim zdaniem, to kwestia czysto produkcyjna, i dialogi nagrywano pod możliwości rozchwytywanych aktorów, a nie pod jakikolwiek ciąg logiczny. Moją tezę umacnia fakt, że odcinki bywają przetasowane, i zapowiedzi kolejnego odcinka to zaledwie sugestia, bo bywa, że zapowiadany pojawi się trzy odcinki później. Mimo tych fikołków, Ranma ½ ma wyłącznie jeden recap. Dzięki Bogu.


Pierwsza część Ranma ½ to wciąż dobra zabawa. Pod względem jakości animacji, absolutna klasyka gatunku. Jeżeli ktokolwiek ma problem ze strawieniem tych pierwszych osiemnastu odcinków, to po prostu nie pasuje mu styl p. Rumiko, i jestem w stanie to zaakceptować. Nettou-hen to jednak nie lada wyzwanie, i jedynie niekiedy opłacalne – bajka to seans tego typu, który wspomina się wspaniale, ale ogląda częstokroć boleśnie. To bardzo, bardzo staroświecka komedia, a zarazem przełomowa w kilku co najmniej aspektach dla anime jako takiego. Jednym słowem, tylko dla wygłodniałych ćpu- koneserów.


Równolegle do ostatnich odcinków serii wypuszczono trzy filmy kinowe, z czego dwa to godzinne historie oryginalne, a jeden to, wybaczcie, po prostu puszczona w kinie OVA, adaptacja jednego z późniejszych rozdziałów mangi. Muszę się głośno poskarżyć na te filmy. Pierwszy, mimo aspektu 16:9, nie jest drastycznie ładniejszy od serialu, do tego niemal 1/3 jego długości zmarnowana jest na cokolwiek nudną sekwencję podróży na łódce. To historia przygłupiego księcia, który prawie odbiera Akane Ranmie, gdyż odważył się jeść jej beznadziejne jedzenie. Ten żart, powtarzający się nagminnie na przestrzeni serialu, naprawdę nie miał prawa być filarem udanego filmu, i nie był – to kiepski pokaz.


Drugi film to fanserwis plażowy, pełen dygających cycochów od początku do końca, sexy kreacji wieczorowych i powrotu do starego dobrego Ranmy w babskiej postaci, który nie może uwierzyć, że się komuś nie podoba. Trochę tu niekanonicznego szczucia na pomniejsze pairingi, które przecież nie mają prawa istnieć w rumikolandii, gdzie wszystkie bohaterki muszą być ranmoseksualne. Końcówkę tych pierdół umila nam funkowa muzyka. Ten film mi się nawet podobał, ale jego główne przymioty mają charakter prawie wyłącznie spermiarski.


O trzecim nie chce mi się nawet pisać. Otwiera go sekwencja z najlepszą dziewuszką, i to bardzo miło z jego strony, ale reszta odcinka to ranmowa sztampa.


Ranma ½ ma co najmniej kilka kompilacji OVA, z czego część to recapy, fabularyzowane lub nie, część to zaledwie teledyski, część to drobne exclusivy na rzecz tej czy innej telewizji. Interesują nas wyłącznie OVA stanowiące nowy, odrębny content, niemal zupełnie na podstawie mangi – a zatem 11 odcinków w trzech zbiorkach. 2 odcinki cyklu Reawakening Memories, 6 odcinków luźno zebranych w zbiorku Ranma OVA, 3 w zbiorku Ranma SUPER. Ostatni odcinek SUPER został wydany w roku 1995, stąd łącznie Ranma ½ emitowano sześć lat, i na ich przestrzeni seria zmieniła się bardzo, bardzo niewiele – niemal wyłącznie wizualnie. OVA odzyskują te wyżyny stylu, które miała pierwsza część sześć lat temu, mimo zaliczenia lekkiego redesignu po drodze. Naprawdę, nie są to złe odcinki – są bardzo poprawne, a część nawet dobra. Oglądało mi się je spoko, mimo że raczej z obowiązku.


Serial wieńczy wydany w 2008 special, It’s a Rumic World!, z okazji pięćdziesięciolecia pracy p. Rumiko. Nie oglądajcie go. Tych trzynaście lat między OVA a specjalem zrobiło swoje, i jest to zupełnie inne studio Deen, zupełnie inna Ranma ½, i zupełnie inni aktorzy. Szczególnie ci ostatni to bolesna zmiana. W międzyczasie kilka osób z oryginalnej obsady po prostu zmarło, a żywi brzmią nieco inaczej. Zamrożone w czasie są chyba tylko głosy samej Ranmy-dziewczyny (p. Megumi Hayashibara) i trójki pretendentek do ręki naszego bohatera. Nawet sama Akane to już nie to samo. To przykry pokaz, i mogłem go sobie oszczędzić.


Tl;dr – pierwszych osiemnaście odcinków uczciwie polecam, reszta to ciężki kawałek koneserskiego chleba, i lepiej wypada na kompilacjach scenek na YT, niż w rzeczywistości. OVA można zobaczyć z ciekawości, poza tą z 2008.


serial – 2/10


filmy – 2/10


OVA – 2/10

97961054-a8b9-48b0-88ca-f8b541e5adb4

@Merenbast no ale jest to czaso- i energochłonne, a zatem po ludzku drogie, i na dłuższą metę nie sposób utrzymać dostatecznie imponującej jakości przez zbyt długi czas emisji - stąd najładniejsze nawet serie farbkowane mają gówniane odcinki, a w ogóle najcieplej pod tym względem wspomina się filmy i krótsze formy, jak OVA - kolos typu Ranma musiał się w końcu zawalić

Zaloguj się aby komentować