Użytkownik Ryptun na wykopie zorganizował petycje by umieścić 3 metrowe fumo w sejmie. Postanowiłem ją tutaj nagłośnić, dlatego wstawiam tu link do petycji. Wierze, że to ważna petycja i będzie symbolem walki o demokracje i wolność słowa oraz wypowiedzi.
Obejrzałem Ruchomy Zamek Hauru i nie wiem, jakieś mieszane uczucia mam.
Animacja, oprawa wizualna i dźwiękowa super. Wykreowany świat fajny, ale ta fabuła była jakaś taka nijaka. Co 10-20 minut jakiś nowy motyw, który nie spina się logicznie z poprzednimi, koniec końców musiałem doczytać o czym to właściwie było w sferze przenośni xD
GANTZ:O - to japoński pełnometrażowy animowany techniką 3D film akcji science fiction z 2016 roku w reżyserii Yasushiego Kawamury i Keiichiego Sato, napisany przez Tsutomu Kuroiwa, animowany przez Digital Frontier i oparty na mandze Gantz, która została napisana i zilustrowana przez Hiroyę Oku. Film został wydany w Japonii 14 października 2016 roku przez Toho.
Uwaga będzie pytanie dla pamiętliwych lub tych co umieją przekopać internet.
W okolicy roku 1995 do 2001 prawdopodobnie na Canal+ (choć mógł to być jakiś bajkowy kanał jak fox kids lub inny) leciała bajka-program opowiadający dużo o zwierzętach. Był to jakby reportaż gdzie szmaciane kostiumowe wersje zwierząt siedziały jakby w studiu wiadomości i opowiadały różne ciekawostki o zwierzętach kwitując "czy chcecie czy nie chcecie to prawda znana w świecie".
Nie mogę za cholerę odnaleźć co to była za seria choć kopałem już wielokrotnie na różne sposoby przeglądając nawet archiwalne pogramy tv.
Wiem że było to jako blok bajek i leciało raz czy 2 razy w tygodniu.
@tomilidzons to nie było Sigma i Pi. Tam nie było takiego tekstu. Po za tym oni byli kosmitami i to były lata 80te.
Najpierw myślałem, że chodzi o „Polskie Zoo”, ale to też nie to. Potem pomyślałem, że to „Zwierzyniec”, ale Zwierzyniec był dużo starszy. Ale dałeś rozkminę teraz @Odwrocuawiacz bo mi też ten cytat świta w głowie….
@koszotorobur Ja też oglądam anime, ale AOT wydawał mi się strasznie idiotyczny, przemęczyłem tylko kilka odcinków i trochę poczytałem o Lore na wiki fanów.
Nie chcę zrzędzić jak stary dziadu, ale ostatnimi laty ciężko o cokolwiek dobrego z anime. Bue Eye Samuraj mnie miło zaskoczył.
@koszotorobur szczerze to średnio mi się podobało, ten rumbling w zasadzie sensu nie miał skoro na końcu i tak wyszło jak wyszło. Wiadomo, można to podciągnąć pod niekończącą się spirale nienawiści czy coś takiego, ale do mnie to nie trafia. Były też jakieś nielogiczności, ale już nie pamiętam. Z tym najlepszym anime też bym nie przesadzał, są lepsze, a fanatycy znajdą się wszędzie.
Ogółem to dobrze że to w końcu się skończyło, tyle
(dodaję grafikę, kto miał obejrzeć to obejrzał, a kto nie to i tak nie zrozumie)
@Naiken - już też marzyłem by się AoT skończyło bo Final Season zaczęł mnie męczyć - zwłaszcza że tyle czasu trzeba było czekać pomiędzy odcinkami (które stały się pełnometrażowymi filmami).
Samo przesłanie z powtarzającą się spiralą nienawiści jest ok - ale fakt, że tak naprawdę kluczowi bohaterowie ostatecznie nie mieli na nic wpływu bo każdy był sterowany jakoś do mnie nie trafiło (chociaż z filozoficznego punktu widzenia jestem w stanie podjąć argument, że nasze życia są predeterminowane i co nam się wydaje wyborem - naprawdę nim nie jest).
Kończę to co na razie wyszło Mushoku Tensei, więc proszę o polecenie czegoś podobnego, żeby się dało zżyć z bohaterami. Chyba niedługo zacznę Made in Abyss, ale nie wiem jeszcze czy podobne (pewnie nie takie śmieszne).
Basilisk: Kouga Ninpou Chou (2005) od Gonzo to chyba już klasyka edgekino, do tego stosunkowo późno wydany produkt kina stricte ninjacentrycznego - późno, bowiem powieść stanowiąca podstawę dla tej fabuły została wydana w roku 1958, i zaszczyt ojca bajek o ninja zgarnął Ninja Scroll z 1993, który jest książką ledwie inspirowany. Echa Ninja Scrolla są, jak najbardziej, wtórnie obecnie i w Basilisku.
Nurt bajek o ninja jest doskonale czytelny, i widzimy jego owoce równie dobrze tak w Kenshinie, jak i w Gintamie. Ninja są tu odczłowieczeni, przypisuje się im nadprzyrodzone moce i częstokroć bardzo powykręcaną powierzchowność. Jednocześnie, w Basilisku animowanym zwłaszcza, zachowują normalne, ludzkie cechy charakteru, i są bohaterami wcale wielu niewinnych scenek rodzajowych.
Rzecz się ma tym razem nt. wielkiego pojedynku na śmierć i życie klanów Kouga i Iga, do tej pory związanych z trudem zaakceptowanym pokojem szogunackim. Jednak tutaj właśnie szogunat znowu pragnie poróżnić klany, a to z powodu, przyznajmy szczerze, raczej dętego - pojedynek ma rozwiązać problem sukcesji i wyznaczyć osobę trzeciego szoguna.
Kto w temacie się orientuje, ten w zasadzie zna konkluzję z marszu - Takechiyo zostaje szogunem, znanym historii jako Iemitsu, kosztem młodszego, zdolniejszego brata, Kunichiyo. A zatem, w pojedynku muszą zwyciężyć Iga, reprezentujący Takechiyo, aby fabuła była historyczna, nie zaś historycyzowana. Tak się też dzieje.
Szczęśliwie dla widzów, motywy pojedynku są odległe i, przez większość czasu, zupełnie nieznane nawet dla ninjów, zaś osią fabuły staje się zerwanie wyżej wspomnianego pokoju między klanami. Świeży rachunek krzywd doskonale napędza bitkę, zaś część starych członków klanu doskonale pamięta dawne podłości. Młodzi, jak to młodzi, już niekoniecznie.
Gennosuke, obecny przywódca Kouga, i młoda Oboro, z grzeczności traktowana jako głowa Iga, urodzili się już w trakcie trwania pokoju, i nie rozumieją wcale zaciekłej nienawiści swoich wasali. Mało tego, ich rychłe małżeństwo miało ostatecznie zakopać topór wojenny, tym silniej, że młodzi szczerze mieli się ku sobie. Co szogun dał, to i szogun zabrał, i przychodzi im się bić.
Możecie zapewne się domyślać, że ich wasale są do bitki znacznie bardziej wyrywni, niż sami przywódcy, i w zasadzie cały serial to seria podstępnych pojedynków, do pewnego momentu za plecami Gennosuke i Oboro, po dramatycznym kryzysie zaś już z ich udziałem. Znaczną część tej hecy kradnie Tenzen, starszy z rodu Iga, pożerający nagminnie sceny i napędzający dramę w drugiej części serialu. Nie jest to wcale zła historia, jakkolwiek cierpi na spowolnienia z powodu wyżej wspomnianych scenek rodzajowych.
Wbrew znanej mi krytyce, nie uważam wcale, by najistotniejszymi dla kulawego pacingu były te majestatyczne sceny, gdy dwóch wojowników sobie siedzi i sączy pod nosem te samurajskie mądrości. To kwestia konwencji, którą osobiście sobie cenię, i naprawdę nierozsądnym jest się z nią bić. Równie dobrze można krytykować z tego samego powodu film Śmierć herbacianego mistrza.
Stosunkowo mało intensywne tempo zabawy pozwala napawać się bardzo udaną oprawą audio-wideo. To autentycznie dobrze narysowana bajka, z atrakcyjnymi projektami postaci, niegłupią animacją, i siląca się niekiedy na te jakże orientalne przyrodnicze metafory. Muzyczkę podzielmy uczciwie - o ile w trakcie seansu będziemy słyszeć przeważnie te wszystkie flety, bębenki, i Bóg wie na czym jeszcze 400 lat temu w Japonii grano, to OP i ED są zupełnie innym doznaniem. To bangery, po prostu, OP wrzucam niżej.
Jak najbardziej polecam Basilisk. W segmencie seansów o dziwacznych ninja, to zapewne topka. W segmencie jidaigeki w ogóle, również uczciwie plasuje się raczej w wyższych stanach średnich. Jako seans - przykuwa, i nie puszcza. Wspaniała zabawa dla całej rodziny.
kuurhwa obejrzalem se wszystkie epizody goblin no suana i walilem do tego kolnika bo gobliny to paskudne potwory a ja tez wygladam jak jakies jebane obrzydliwe monstrum zezowate z cofnieta szczeka wiec czulem sie jakbym ogladal siebie posuwajacego jakies hot femboty #przegryw #anime #animedyskusja