Anna Lee Fisher ze swoją córką Kristin. To pierwsza matka, która poleciała na Księżyc 8 listopada 1984 roku. Z wykształcenia jest chemiczką, natomiast doktorat obroniła z ratownictwa medycznego. Została przydzielona do misji STS-51-A, gdzie wraz ze swoim zespołem wzięła udział w pierwszej misji ratunkowej NASA mającej na celu sprowadzenie dwóch satelitów z powrotem na Ziemię. Anna obsługiwała system zdalnego manipulatora (RMS). W czasie misji, która obejmowała osiem dni w kosmosie i tydzień kwarantanny, Fisher miała 14-miesięczną córkę czekającą na nią w domu. W trzy dni po porodzie brała udział w spotkaniach w NASA wyposażona w specjalną poduszkę do siedzenia.
Mimo że zarówno mama, jak i tata byli astronautami, córka wybrała ścieżkę dziennikarstwa.
Dziwaczne, gigantyczne struktury okalające centrum Drogi Mlecznej. Bąble eRosita, bo o nich mowa, zastanawiają astronomów. Ostatnie badania nowym amerykańsko - japońskim satelitą Suzaku dało kilka odpowiedzi, ale dołożyło pytań o genezę tych tworów.
"Otaczający ją dysk gwiazd, pyłu i gazu ma promień 50 000. W połowie odległości od środka do zewnętrznej krawędzi, w odległości od około 27 000 lat świetlnych od centrum znajduje się Układ Słoneczny"
Niech już lepiej używają AI do pisania artykułów...
Za pomocą jednego z instrumentów Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, a mianowicie spektrografu bliskiej podczerwieni (Near-Infrared Spectrograph), po raz pierwszy potwierdzono obecność gazu - a konkretnie pary wodnej - wokół komety w głównym pasie asteroid. Sugeruje to, że w tym regionie może być zachowany lód wodny z pierwotnego Układu Słonecznego. Daje to też jednak uczonym kolejną zagadkę do rozwiązania: w przeciwieństwie do innych, na komecie 238P/Read nie wykryto dwutlenku węgla. Było to zaskoczenie dla astronomów, gdyż dwutlenek węgla stanowi około 10 procent materiału uwalnianego przez kometę i jak do tej pory jego ślady znajdowano we wszystkich obiektach tego typu.
Autorzy publikacji opisujących odkrycie podają dwie potencjalne przyczyny takiego obrotu spraw. Kometa Read mogła więc pierwotnie posiadać dwutlenek węgla, lecz w miarę przebywania w relatywnie wysokich temperaturach pasa głównego asteroid zaczęła go stopniowo tracić - substancja ta odparowuje nawet łatwiej niż para wodna. Drugim wyjaśnieniem jest powstanie rzeczonej komety w swoistej "kieszeni" naszego układu gwiezdnego, w którym, m.in. na skutek działania ciepła, powstanie dwutlenku węgla było niemożliwe.
Wspomniana kometa Read to kometa pasa głównego znajdująca się w pasie planetoid, która okresowo wykazuje aktywność typową dla komet jak choćby posiadanie komy. Była ona jednym z trzech obiektów, które zostały wykorzystane do stworzenia kategorii "Komety Pasa Głównego". Wcześniej zakładano, że komety rezydują w Pasie Kuipera i Obłoku Oorta, poza orbitą Neptuna, gdzie ich lód mógł być zachowany dalej od Słońca. Zamrożony materiał, który odparowuje podczas zbliżania się do Słońca, jest tym, co nadaje kometom charakterystyczną komę i charakterystyczny ogon, odróżniające je od planetoid. Naukowcy od dawna spekulowali, że lód wodny może być zachowany w cieplejszym pasie asteroid, wewnątrz orbity Jowisza, ale brakowało na to dowodu - aż do teraz. Jak twierdzi autor badania, astronom Michael Kelley z uniwersytetu w Maryland:
Dzięki obserwacjom komety Read przez Webba możemy teraz wykazać, że lód wodny z wczesnego Układu Słonecznego może być zachowany w pasie asteroid.
Teraz uczeni chcą zbadać inne komety z pasa głównego, by sprawdzić, co się z nimi dzieje i czy tak jak na komecie Read brakuje na nich dwutlenku węgla.
Soczewkowanie grawitacyjne pozwala na obejrzenie obiektu z kilku różnych pozycji i okresów. Bardzo odległa supernowa pokazuje nam, jakich cudów obserwacyjnych można dokonywać przy użyciu tych naturalnych narzędzi.
Według ogólnej wiedzy zderzenia galaktyk wywołują masowe procesy gwiazdotwórcze. No właśnie nie do końca, badacze są świadkami czegoś innego. Okazuje się, że kąt i impet mają bardzo istotny wpływ.
Pod-Neptun klasa najpopularniej występujących planet wśród dotąd odkrytych. Z racji braku takiej w Układzie Słonecznym, wiedzę o nich mamy nikłą. JWST ostatnio przyjrzał się jednej z przedstawicielek "gatunku". Klasycznie zdobyliśmy garść nowych informacji, ale pojawiły się też kolejne pytania.
Za pomocą instrumentu Multi Unit Spectroscopic Explorer (MUSE) na należącym do ESO teleskopie VLT w północnym Chile uchwycono obiekt gwiezdny w Mgławicy Oriona o nazwie 244-440 i wyrzucony w jej pobliżu dżet w kształcie litery S (ta magentowa struktura). Wspomniany obiekt znajduje się w Mgławicy Oriona i jest oddalony o około 1350 lat świetlnych od Ziemi. Jak czytamy w oświadczeniu ESO:
Bardzo młode gwiazdy są często otoczone dyskami materiału opadającego w kierunku gwiazdy. Część tej materii może być zatem wyrzucana w postaci potężnych dżetów w kierunku prostopadłym do dysku.
Zakrzywiony kształt zaobserwowanego strumienia materii może sugerować, że może on pochodzić od innej gwiazdy orbitującej wokół innej. Inną możliwością jest to, że silne promieniowanie od innych gwiazd w Obłoku Oriona - który jest aktywnym regionem gwiazdotwórczym, może powodować ten kształt strumienia.
To zdjęcie wykonane przez Teleskop Webba, a konkretniej dzięki instrumentowi średniej podczerwieni (MIRI), przedstawia pierścienie wokół gwiazdy Fomalhaut, położonego w konstelacji Ryby Południowej obiektu oddalonego od Ziemi o około 25 lat świetlnych. Nigdy wcześniej niewidoczne wewnętrzne pasy pyłowe nie zostały zarejestrowane - aż do teraz.
Istnieją zatem trzy takie zagnieżdżone pasy rozciągające się na odległość 14 miliardów mil (23 miliardów kilometrów) od wspomnianej gwiazdy - to 150 razy więcej niż wynosi odległość dzieląca Ziemię od Słońca. Skala najbardziej zewnętrznego pasa jest mniej więcej dwa razy większa od Pasa Kuipera.
Pasy pyłowe, często określano też jako "dyski szczątków", pochodzą ze zderzeń większych ciał analogicznych do asteroid i komet. Za ich rzeźbę odpowiadają najprawdopodobniej siły grawitacyjne wytwarzane przez niewidoczne planety, których istnienie jest przedmiotem sporu naukowców. W podobny sposób kształt wewnętrznej krawędzi Pasa Kuipera nadaje Neptun, natomiast za sposób formowania się jego zewnętrznej części może odpowiadać nieznane nam ciało, jak choćby słynna Planeta X.
Teleskop Webba zarejestrował też "wielki obłok pyłu", który może być dowodem na kolizję zachodzącą w pierścieniu zewnętrznym pomiędzy dwoma ciałami protoplanetarnymi. Mówiąc inaczej, to chmura bardzo drobnych cząstek pyłu z dwóch lodowych ciał, które zderzyły się ze sobą.
PS. Oznaczenia w prawym dolnym rogu to 25,5 mikrona (F2550W) i 23 mikrony (F2300C) - długości fal światła podczerwonego.
Pierścienie Saturna, klejnoty Układu Słonecznego. Nie są wieczne, nasza cywilizacja ma szczęście, że trafiła nam się gratka w postaci ich obecności. Teleskop Jamesa Weba niebawem im się przyjrzy.
Wraz z wiekiem gwiazdy "puchną", wielokrotnie zwiększając swoją średnicę. Po drodze zdarza im się pochłonąć planety na najbliższych orbitach. Zjawisko jest całkiem popularne, ostatnio nawet udało się je zaobserwować.
1600 lat świetlnych stąd dwie gwiazdki kręcą się wokół siebie i perspektywy obserwatora na Ziemi przysłaniają się - jedna drugą i druga pierwszą, periodycznie, co sześć godzin. Czyli ich okres orbitalny jest sześć godzin. Ziemi potrzeba 365.25 dnia, żeby obturlać się wokół Słońca, a tym wystarczy tylko 0.25 dnia, by jedna obiegła drugą. Whoosh.
Gwiazdki są tak blisko siebie, że się fizycznie stykają, mają rozmiary podobne do Słońca, jedna jest tylko trochę większa od drugiej, ale mają te same temperatury. A ich wzajemne przyciąganie grawitacyjne i siły Coriolisa rozciągnęły je w prawie-łezki.
A ja jestem sobie tym obserwatorem na Ziemi, który paczy jak ta kropka na niebie zmienia jasność i sobie to notuję w elektronicznym kajeciku, w szafce mam czipsy i batony, a z głośników leci Dynazty z powermetalowej playlisty.
Zaćmienie w tym układzie gwiazdek było teraz około 22:30. W tym to ta mniejsza gwiazda się schowała za większą. Znaczy chyba. Tak to wygląda. Ale pewność będę miał za godzinę, jak się objawi kolejne zaćmienie i będę miał coś do porównania.
Wykresik zmienności blasku tego układu na żywo sprzed chwili daję tu poniżej. Tak to wygląda. Wykres rośnie w prawo. Całość będzie przypominać wyglądem takie trochę bolońskie arkady (w sensie takiego McDonalda).
A teraz znikam kontrolować sytuację, bo mi się teleskop kurczy z zimna i trzeba wysunąć nieco kamerę.
A tak serio to podziwiam za pracę, żmudna, pewnie nudna ale gdzieś kiedyś może przyjdzie efekt albo nagły przełom. Albo nigdy ale ważne że płacą ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@bizonsky teraz ci Urania przeszkadza? Serio ty masz coś nie tak z głową. Tłumaczyłem, próbowałem wyjaśnić, bez sensu. Zapraszam do "czarnej", tam jest miejsce dla kolegi.
SpaceX Crew-2 was the second operational flight of a Crew Dragon spacecraft, and the third overall crewed orbital flight of the Commercial Crew Program. The mission was launched on 23 April 2021 at 0902 UTC, and docked to the International Space Station on 24 April at 09:08 UTC.
⠀
[...]
⠀
Wake-up calls
NASA began a tradition of playing music to astronauts during the Gemini program, and first used music to wake up a flight crew during Apollo 15. Each track is specially chosen, often by the astronauts' families, and usually has a special meaning to an individual member of the crew, or is applicable to their daily activities.[20]
⠀
Day 2: An off-key, all flute comedic cover of A-Ha's "Take On Me", made by YouTube artist "Shittyflute".[21] A-ha (original) - Shittyflute (Cover) - Thomas Pesquet
Słynna galaktyka M8, ta od pierwszego "zdjęcia" centralnej czarnej dziury, zmienia swoją kategorię. Z radiogalaktyki przechodzi w kwazar, tak pojawiły się dżety. Olbrzym zasiadł do poważnego posiłku.