@sireplama
skąd ta nagła zmiana narracji na "telefony na lekcji"?
To nie zmiana narracji. Powiedziales jaki scenariusz "najbardziej gwarantuje" mozliwosc kontaktu dziecka z rodzicem. To nie bylo prawda, bo tak naprawde najbardziej gwarantuje to brak jakichkolwiek ograniczen, w tym na lekcji.
Podejmuje się skomplikowane rozwiązania tworzenia urzędowych zakazów i ich egzekwowania zamiast po prostu zdać się na rodziców czy uważają, że dziecko powinno mieć komórkę i czy powinno moc z niej korzystać na przerwach. Jest to do osiągnięcia banalnymi i tanimi metodami (rodzic nie daje dziecku komórki lub daje ale z jakimiś ograniczeniami - np. softwareowymi).
Takie banalne, wiec na pewno jak sie powie doroslym ludziom "ludzie, patrzcie co wasze dziecko robi na telefonie i jak spedza czas w internecie", to wszyscy to potraktuja powaznie, co nie? To, to jest dopiero trudne do wyegzekwowania. To, o czym mowimy nie jest skomplikowane. Kwestia zlozenia telefonu w depozycie. Tyle i az tyle.
A gdyby decyzja tej nieporadnej Nowackiej była, że szkoły będą prowadziły lekcje DLA RODZICÓW jakie zagrożenia może nieść uzależnienie od smartphonów i jakie sposoby (np aplikacje) mogą pomóc rodzicom kontrolować relacje dziecko-smartphone-internet-spolecznościówki, to ja bym pierwszy temu przyklasnął.
Szczerze powiedziawszy, to nie sposob ci uwierzyc. Moze jeszcze te lekcje dla rodzicow mialyby byc opcjonalne? I nie musieliby potwierdzic, ze cos z tych lekcji wyniesli?
Ale nie, urzędowy zakaz - zamknij mordę gowniaku i ty też rodzicu.
Praktyka pokazuje, ze zakaz jest najprostszym rozwiazaniem. Co jest prostsze? Wyedukowac cale spoleczenstwo na temat nie wiem, narkotykow, zeby moglo je rekreacyjnie zazywac (bo niektorzy podobno sobie pozwalaja i zycie im sie nie wali), czy zakazac?
Tak naprawde, to ja nie wiem, po co dziecku ciagly kontakt z rodzicem w szkole. Dziecko nie potrafi niczego zrobic bez skonsultowania tego z rodzicem? Bo jesli tak, to jest wrecz argument za zakazem. Jesli dziecku sie cos stanie, to kontakt na pewno bedzie.