Zastanawiające i pocieszające jest to jak wiele komentarzy jest anty instytucji małżeństwa. Kilka lat temu nie było jeszcze tak dużej świadomości jak bardzo jest to dla mężczyzn szkodliwe. I ja wiem, są szczęśliwe małżeństwa i dla tych mężów to co piszę to abstrakcka. Oni nie przeżyli tego upadku więc po co mieliby się nad tym wszystkim zastanawiać? Za to reszta wie o co chodzi. Wie jakie to uczucie odkryć na własnej skórze, że oddało się swoją najlepszą kartę w talii - niezależność, za puste obietnice i disneyowskie bajki o romantycznej miłości. Od tej pory nie możesz już po prostu wstać i wyjść, bo na szali leży twój majątek, zdrowie psychiczne, czas... Pojebał się świat i to zdrowo. Statystyki rozwodów i to kto je inicjuje mówią same za siebie.
Pamiętajcie frens: she's not yours, it's just your turn. Z fartem 💪