W 1998 roku Karl Bushby założył się w barze, że potrafi przejść pieszo z Chile do Anglii. 27 lat później wciąż idzie.

Przeżył Przełęcz Darién, 57 dni w rosyjskim więzieniu i przeprawę przez Cieśninę Beringa po przesuwającym się lodzie.

Zaczęło się tak, jak wiele złych pomysłów. W barze. Powiedział, że potrafi dojść do domu.

Nie przejść przez kraj. Nie przejść przez kontynent. Dojść do domu z najbardziej wysuniętego na południe krańca

Ameryki Południowej do Hull w Anglii. 1 listopada 1998 roku wyszedł z Punta Arenas w Chile i ruszył na północ.

Bez rozgłosu. Bez sponsorów. Tylko plecak, para butów i mała ręcznie ciągnięta przyczepka, którą nazwał Bestia.

Ustalił dwie zasady, które nigdy się nie zmieniły. Żadnego transportu zmotoryzowanego. Nie wracać do domu,

dopóki nie dotrze pieszo. To było 27 lat temu. Od tamtej pory Karl Bushby przeszedł — według szacunków — około 30 000 mil przez 25 krajów, przez pustynie, dżungle, góry, zamarznięte oceany i miejsca, które większość ludzi

nigdy nie zobaczy nawet na mapie.

Został okradziony, zatrzymany, deportowany, ugryziony, głodzony, prawie się utopił i niemal zamarzł na śmierć.

I nadal szedł. Przeszedł Amerykę Środkową i stanął przed Przełęczą Darién, pasmem gęstej, bezprawnej dżungli między Kolumbią a Panamą tak niebezpiecznej, że nie ma tam drogi. Przemytnicy narkotyków. Zbrojne grupy. Bagna.

Węże. Ludzie tam znikają. Karl przeszedł przez nią mimo to. W 2006 roku dotarł do Cieśniny Beringa i zrobił coś, co prawie nikt wcześniej nie zrobił. Przeszedł z Rosji do Alaski, ciągnąc sanki przez 150 mil przesuwającego się lodu morskiego, lodowatej wody i kruchych głazów lodowych, które mogły rozdzielić się w każdej chwili. Jeden zły krok oznaczał śmierć

w subzero wodzie. Przeżył. Granice go zatrzymywały. Polityka go opóźniała. Wizy niweczyły lata postępu.

Czasem był zmuszony czekać miesiącami lub latami, by móc zrobić kolejny krok. Mimo to się nie poddał.

W 2024 roku, gdy lądowe trasy wokół Morza Kaspijskiego stały się niemożliwe, zrobił coś, co brzmi niewiarygodnie.

Przepłynął je. Nie jako popis. Nie dla uwagi. Bo zasady zabraniały skrótów, a woda była jedyną drogą naprzód.


Teraz, pod koniec 2025 roku, Karl Bushby jest w Europie. Po prawie trzech dekadach wędrówki, po pustyniach, dżunglach i lodzie, zostało mu około 1 000 mil. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ma nadzieję wreszcie wejść do rodzinnego miasta około 2026 roku. Bez planowanej ceremonii na mecie. Bez gwarancji, że mu się uda. Po prostu człowiek,

który założył się i odmówił złamania zakładu. To, co zaczęło się jako żart, stało się jednym z najdłuższych ciągłych marszów w historii ludzkości. Nie dlatego, że było to łatwe. Nie dlatego, że to było mądre.

Ale dlatego, że kiedy zaczął, nigdy nie pozwolił sobie przestać.


tłumaczenie AI. Żródło: profil fb "interestingasfuck"
#ciekawostki #podroze #swiat

fa37672d-3294-4df3-84be-ac9af9c7f30e

Komentarze (31)

ai tłumacz kuternoga, za wiki:

From late 2008 to 2010, Bushby spent his time in Mexico for cost reasons and was unable to travel to Russia. This was both because of trouble getting a visa and permits, and because of financial trouble; Bushby lost several of his sponsors due to the 2008 financial crisis

Nie ma też nic o zakładzie w barze, ale za to na innej stronie znalazłem informację, że będąc jeszcze w wojsku zastanawiał się co robić i rysował linie na mapie. Po kilku szkicach ruszył samolotem wojskowym na Falklandy, stamtąd już po cywilu do wioski startowej.

@myoniwy zabronione są spalinówki, jakaś łódka czy kajak da radę.
Bardziej to mnie dziwi... chyba powinno być na odwrót z Alaski do roSSji:

Przeszedł z Rosji do Alaski, ciągnąc sanki przez 150 mil przesuwającego się lodu morskiego

@radek-piotr-krasny W 30 lat dookoła świata. Angielska fantazja.

Widać, że Azja strasznie go spowolniła. W Ameryce szedł 11 kilometrów dziennie, a w Azji szybciej by szedł, gdyby był ślimakiem.

Tylko to że w międzyczasie lata samolotami to trochę oszustwo jak dla mnie. To znaczy podziwiam wyczyn, ale ta informacja jest zawsze pomijana.

Warto zauważyć że on nie idzie od 26 lat ciągiem. On wraca do UK samolotem, odpoczywa po czym wraca w miejsce w którym ostatnio skończył.

@radek-piotr-krasny zawsze zastanawia mnie finansowanie takich wypraw, zwłaszcza przed laty, gdy nie było internetu i "donejtów" cze sponsorów medialnych.

@Lubiepatrzec pewnie miał majątek ale dużo podróżników pisało artykuły do gazet pokoroju National Geographic, czy sprzedawało swoje zdjęcia albo zdobywali granty na badania naukowe przy okazji. Działał też sponsoring od firm outdoorowych.

@ciszej no jakoś dawali sobie radę jak widać. Dziś dzięki internetowi i kurierom można robić takie rzeczy dużo łatwiej. Powiem Ci, że kusi mnie taki styl życia. To co zrobiłem dwa lata temu jest super ale coś mi chyba mało i zaczynają mnie swędzieć stopy 😉

@ciszej aż tak to może nie ale domek w lesie zamiast mieszkania w mieście i cokolwiek, aby nie mieć szefa to już bardzo chętnie. Kurcze, trudno wyrwać się z tego kieratu.

Zaloguj się aby komentować