Pierwsze starcie z systemem kaucyjnym w Polsce.
Reklamówka zapełniła się puszkami więc trzeba je wywieźć. No to w drogę do biedronki zajebanej. Wchodzę, nigdzie nie widać miejsca, w którym mógłbym puszki oddać, żadnego oznaczenia, nic. Szybki spacer po sklepie, no nie ma. Na sklepie kobieta rozpakowuje warzywa, idę się zapytać. Baba ewidentnie wnerwiona, że jej d⁎⁎ę zawracam, jak w ogóle śmieć śmie śmieć, ale każe mi iść za sobą. Okazuje się, że za kasami samoobsługowymi jest mały kartonowy pojemnik.
,,Aplikację poproszę, bo pieniędzy pan nie dostanie." wypowiedziane takim tonem, żeby człowiek poczuł się jak ostatni robak.
Szczerze, to lekko się zagotowałem i odpowiedziałem, że zgodnie z prawem jeśli będę chciał to mają prawny obowiązek dać mi pieniądze, ale że nie chce mi się z nimi teraz przepychać to niech jej będzie ta aplikacja.
W ogóle dobrze, że matka ją miała, już widzę jak moja babcia na alcatelu typu motorolka v3 ją instaluje. Może nie pije monsterków jak ja, ale wodę w butelkach kupuje.
No dobra, zeskanowała puszki zebrą, niby 4,50 wpadło do aplikacji.
No i teraz pytanie, czy mogłem gruby hajs z kaucji wykorzystać podczas zakupów?
NIE XD
Gdyż iż ponieważ matka miała kupon na 15 zł z jakiejś promocji i kaucja z nim się pogryzła xd. Albo kaucja, albo kupon. Gdzie do ch#ja, co do k#rwy?
Dlaczego w Polsce zawsze musi być jak w chlewie? Korzystałem z systemu kaucyjnego w Holandii, w Niemczech, w Szwecji i nie było żadnych cyrków. Ale nie u nas, tu zawsze musi wyjść gówno
#blog #biedronka #systemkaucyjny #wpolscejakwchlewie
