@bojowonastawionaowca Raczej uważam, że nie była słuszna, chociaż zaznaczę "To zależy". Nie sądzę, żeby odebranie medalu wywołało wśród Ukraińców silniejsze refleksje nad decyzjami ich rządu/prezydenta niż wywołałyby same rozmowy z ambasadorem czy oświadczenia rządu/MSZ albo inne wyrazy oburzenia. Niestety jak już powiedział, że rozważa odebranie to musiał to przepchnąć bo by wyszedł na takiego co tylko szczeka i grozi, a potem nic nie robi. A akurat Karol Nawrocki bardzo nie chce na takiego wyjść, kult "siły i męskości" jest tu dość silny, a jak wiadomo Prawdziwy Mężczyzna zdania nie zmienia i robi co chce.
Uważam też, że na dłuższą metę ta sprawa wiele nie zmieni. My wiemy swoje, oni swoje, interesy mamy niezmienione, oni chcą żyć, my nie chcemy rusków, ani nam lewarów nie przybyło ani nie ubyło. Wojna trwa. Tylko cuchnie trochę bardziej niż miesiąc temu.
Zdecydowanie najbardziej mi przeszkadzają ludzie klaszczący uszami i piejący o "twardej polityce", którą to rzekomo Prezydent w ten sposób prowadzi. Twarda polityka to interesy, wpływy i pieniądze. Nadanie czy odebranie medalu to jest biegunowe przeciwieństwo "twardej polityki". Irytuje mnie niesamowicie ilość ludzi, którym się wydaje, że "twarda polityka" jest wtedy, kiedy się tupie nogą, krzyczy, warczy i wszystkich obraża, a potem stawia warunki i żądania. "Bo jak się warczy to się groźnie wygląda i wtedy oni zrobią co chcemy bo się boją."
Reakcja poprzedniej władzy na wybuch wojny była szybka, gwałtowna i możliwie emocjonalna. Ruszyli z pomocą, tak militarną jak humanitarną, nie oczekując niczego w zamian, nie biorąc kwitów, nie stawiając warunków czy żądań. Nie winię ich za to, mogli się obawiać, że Ukraina padnie i szybka pomoc jest kluczowa. Mogli też grać na rynek wewnętrzny, chrystus narodów, poświęcenie, bohaterstwo, bić moskala itd. Nie wiem, więc nie oceniam. Ale zostawiło nas to z małą liczbą kart przetargowych. Nie mamy już czym na Ukraińców naciskać, bo co mieliśmy dać to już daliśmy. To co zostało jest niewielkie (Starlinki, druga porcja MiGów), tym możemy lekko grać, ale nie zależy od tego ich przetrwanie i oni to wiedzą. Zmiana kursu na twarde stawianie warunków jest zatem katastrofalna wizerunkowo, a wcale nie tak korzystna w kwestii interesów bo nie mamy już czym nacisnąć.
Uważam, że należało dotychczasową politykę serdecznej pomocy kontynuować publicznie i głośno, wyrażać swoje rozczarowanie niewdzięcznością czy niechęcią do współpracy z drugiej strony, ale i tak deklarować przyjaźń, miłość i w ogóle, naprzód wiara, bić moskala. Gdzieś za kulisami po cichu może grać nieco twardziej, ale tak żeby można było w razie czego zwalić winę na opóźnienia czy awarie na elementy losowe albo może nawet na samych Ukraińców, przy okazji przypomnieć o korupcji u nich. W stylu: "-Czemu jeszcze nie ma? -No przecież wysłaliśmy do tego i owego, nie przekazał? Nie dostał? Może ktoś po drodze zasabotował proces? Ah ci cholerni rosjanie, to na pewno ich sprawka! Pewnie macie kreta, zbadajcie to!". Oni wiedzą że to bzdura, ale opinia publiczna już nie.
W mojej opinii kluczowe jest zatrzymanie u nas młodych Ukraińców. A na nich wpłynie właśnie ta miękka polityka, ogólna opinia publiczna i wrażenia społeczne, które to właśnie wojenka orderowa tylko pogarsza.