Chiński student musiał zostać dwukrotnie uratowany w ciągu 4 dni podczas wspinaczki na górę Fudżi w Japonii - za pierwszym razem wysłano po niego śmigłowiec ratunkowy po tym, jak utracił swoje raki na wysokości 3000 m n.p.m., natomiast 3 dni później wrócił po swoje rzeczy i ponownie musiał zostać uratowany z powodu choroby wysokościowej. Wszystko to w czasie, gdy szlaki wspinaczkowe na górę są zamknięte z powodu trudnych warunków (oficjalny sezon wspinaczkowy to lipiec-wrzesień).


https://www.bbc.com/news/articles/cn0w7xx0kk5o


#wiadomosciswiat #japonia #ludzietodebile

#owcacontent <- do blokowania moich wpisów

43527778-f490-4576-9b2d-93faf8cf3e60

Komentarze (16)

Kojarzy mi się z tym gościem, co w zeszłym roku albo dwa lata temu musiał być dwa razy ratowany przez GOPR w odstępie kilku dni: najpierw z Babiej, a potem chyba z Policy

@bojowonastawionaowca


To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci - koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem - najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! - spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim - ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję!

Zaloguj się aby komentować