Whoa, dawno mnie tu nie było (depresja ty k***o!), wchodzę, i widzę że Hejto prze do przodu bardzo szybko, bo portalem zainteresowali się ci "duzi"


Co tu tak śmierdzi?
Whoa, dawno mnie tu nie było (depresja ty k***o!), wchodzę, i widzę że Hejto prze do przodu bardzo szybko, bo portalem zainteresowali się ci "duzi"

Zaloguj się aby komentować
Zostałem senior java developerem. Powinienem się cieszyć a trzęsę portkami.
Zaloguj się aby komentować
Mam dla Was coś przepysznego. Dla fanów rapu pozycja obowiązkowa, dla osób które nie są fanami rapu ale nie mają w jego kierunku negatywnych uczuć - bardzo polecam.
Tyler, The Creator - "Call me if You get lost".
Zaloguj się aby komentować
Stwierdzam że najbardziej irytującym przeciwnikiem w serii Dark Souls są... komary w Blighttown. Tak jakby sama lokacja nie była wystarczająco trudna i niebezpieczna. Te małe k⁎⁎⁎ie byłyby w stanie doprowadzić Senekę do szału.
Oto lista rzeczy które sprawiają że te cholerstwa są tak irytujące:
mają doskonały wzrok, widzą gracza z bardzo dużej odległości i od razu zaczynają lecieć w jego kierunku
podczas gdy się do gracza zbliżają powoli obniżają wysokość na jakiej lecą, więc jeśli podlatując do naszej postaci będą trochę wyżej niż my to mamy bardzo małe szanse na trafienie
nie da się ich odaggrować, chyba że wybiegniemy poza zasięg ich wzroku. Tylko pamiętajmy o jednym - to jest Blighttown. Dolną część lokacji pokrywają jeziorka wody z gangesu, która nas dość szybko zatruwa, a uciekając przed jednymi komarami możemy trafić na inne
jako jedyni przeciwnicy w Dark Souls mają swoje spawn pointy - i z każdego spawn pointa może ich się zespawnować 7. Na szczęście nie na raz, ale to i tak spora liczba.
potrafią zarówno zaatakować jeden raz, jak i walnąć czteroatakowe kombo. Da się to zablokować, ale blokowanie zużywa staminę, A jeśli postać oberwie takim pełnym cztertoatakowym kombem to robi się niebezpiecznie.
mają atak który polega na wypluciu z odwłoka krwi w gracza, który poza zadaniem obrażeń dodatkowo zatruwa. A to jest Blighttown, tu wszystko Cię zatruwa, więc złapanie statusu zatrucia jest bardzo proste, wręcz nieuniknione.
ciężko jest je trafić
z reguły podlatują do nas dwójkami co czyni walkę dużo trudniejszą, a jak znajdzie się na widoku dwóch spawnpointów to bez problemu może dojść do sytuacji w której będziemy na raz walczyć z czterema.
gdy dziś grałem, i farmiłem tytanit na pijawkach to na drodze od ogniska do lokacji gdzie zaczynają pojawiać się robale, po drodze walczyłem ze średnio 13-14 komarami. Nie na raz oczywiście xD
Jak więc to cholerstwo tępić? Na pewno nie tak jak ja xD Doskonale nadaje się do tego kusza, a że lekka oraz ciężka kusza są dość łatwe do znalezienia. Albo łuk. Łuk też się nada. Do tego komary mają dość mało życia, więc broń dystansowa jest na nie skuteczna. I ja kuszę miałem. Ale jeśli robię 12 cykli farmienia to już przy trzecim cyklu skończyły mi się bełty xD I należy pamiętać o tym że jeśli będzie się stało zbyt blisko komara to strzał z kuszy prawie na pewno chybi. Lepiej strzelać z odrobinę większej odległości. A co do broni to miałem buławę +10, tą co kleryk dostaje na start (bo gram klerykiem), więc jej zestaw ruchów oraz krótki zasięg nie były zbyt pomocne przy tępieniu komarów.
Myślę że jedną z najlepszych broni której można by tu użyć jest halabarda, i o ile ją miałem to moja postać miała za mało zręczności by jej używać, sporo za mało. Magia byłaby też skuteczna, tylko przy ilości komarów jakie trzeba ubić można się szybko z czarów wystrzelać. Piromancja? Potężniejszych piromancji szkoda na komary, kulą ognia ciężko je trafić, myślę że zapłon by się sprawdził. Cuda? Niezbyt, chyba że moc żeby je od siebie odepchnąć. Mało jest cudów ofensywnych, miałem przy sobie co prawda włócznię błyskawic, ale szkoda mi było używać ich na komary...

Zaloguj się aby komentować
W nocy z wczoraj na dziś do krainy wiecznego brykania odszedł Ikarek. Był bardzo silny i bardzo dzielny, ale niestety przegrał walkę. Żył zaledwie kilka tygodni, ale daliśmy mu tyle ciepła, miłości i opieki ile tylko byliśmy w stanie. Miał do nas dołączyć jako trzeci "stały" kot (mamy już dwa swoje). Nigdy Cię nie zapomnimy. Żegnaj, maleńki przyjacielu. Kochamy Cię.

Zaloguj się aby komentować
Zesrałem się i śmierdzi. Nie, serio. Tzn... nie zwodowałem ładunku w szarawary, ale poległem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych i jest mi smutno. Poległem przez stres. Po jednej i drugiej natychmiast przyszły mi do głowy prawidłowe odpowiedzi na pytania które zawaliłem. Ech. A najważniejsza rozmowa która pozwoli mi od d⁎⁎y strony wejść w gamedev jeszcze przede mną, a boję się że na tej rozmowie to dopiero mnie stres zniszczy. Odechciewa mi się czegokolwiek.
Zaloguj się aby komentować
Hej, nazywam się Ikar, bo chciałem być odkrywcą ale spadłem z dachu i połamałem sobie ogonek i obiłem pyszczek, a moja mama gdzieś zniknęła z resztą rodzeństwa, więc mam nową mamę i tatę którzy mnie uratowali, odkarmili, wyleczyli. Będę miał krzywy ogonek i mój nosek nie będzie najpiękniejszy, ale jestem absolutnym słodziakiem miziakiem i za jakieś 10 tygodni będę dostępny do adopcji

Zaloguj się aby komentować
Jeszcze zanim Christiano Ronaldo odłożył colę na rzecz wody wpadłem na pewien challenge - w dwóch wersjach. Wersja dla wszystkich trwa tydzień, dla wytrwałych - cały miesiąc. Polega on na tym że przez tydzień (lub miesiąc) pijemy tylko wodę. Odstępstwem od reguły jest lekki napar herbaciany lub ziołowy w ilości nie przekraczającej jednego kubka dziennie, naturalny izotonik w postaci miksu wody, soku z połówki cytryny, maksymalnie 1 łyżki cukru i 1/4 łyżeczki soli na litr wody, w ilości maksymalnie 1,5 litra dziennie (mamy lato, upały, szczególnie osoby trenujące powinny dbać o nawodnienie!). Osobnym odstępstwem są wszelakie leki w postaci płynnej które konsumujemy z zaleceń lekarza. Przede wszystkim odstawiamy kawę, energetyki oraz wszelakie gazowane napoje słodzone i alkohol. Ktoś chętny na #podlejsie?
Na zachętę woda która swoją nazwą idealnie pasuje do takich osób jak ja - piwniczaków.

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Jest taka jedna cecha ludzka która mnie jednocześnie mocno bawi, ale też wybitnie wkurwia. Jest nią hipokryzja. Nie żebym sam był kryształowo czysty i przejrzysty, bo w okresie mojego życia w którym byłem zafascynowany korwinizmami wielokrotnie się tejże hipokryzji dopuszczałem.
Ale do rzeczy. Mam takiego kumpla który chyba sam ma problem z określeniem swojego statusu quo w kwestii swoich poglądów, i w zależności od sytuacji jest political fluid. To co mu pasuje bardziej do narracji w danym momencie to przyjmuje to za pewnik i jedynie słuszny fakt, a 10 minut później zaprzecza sam sobie.
Nadszedł więc tak zwany "pride month", więc kumpel obrał stronę tolerancyi i gdzie pokolorował sobie zdjęcia profilowe i bannery na wszystkich profilach w social media gdzie ma konto, z LinkedIn włącznie. Mówi o tolerancji, miłości, inkluzywności, wspólnocie.
A chwilę później chce wyganiać z kraju, palić, wsadzać do więzień i gnębić takich jak ja - katolików.
Czyż hipokryzja nie jest piękna?
@dziki myślę że musimy "go deeper". Kwestią jest dlaczego Twój znajomy tak mówi? Może spotkało go coś złego ze strony kościoła i stąd takie poglądy? Myślę że wyganianie jakiejś religii z kraju nie jest w porządku. Tak samo jak dana religia wyrasta na państwie jak czyrak. IMO, każdy niech sobie wierzy w to co chce, pod warunkiem braku narzucania swoich wierzeń i przekonań innym, niewierzącym osobą. Dodatkowo, zerwanie wszelkich związków władzy świeckiej z jakąkolwiek religią i przeniesienie kosztów danej religii na wyznawców to bardzo dobry pomysł. Ale wyganiać? Nieee, nie ma to sensu żadnego.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mój wczorajszy wpis uznałem za zbyt wylewny z pewnych powodów, a ponieważ chodzą po tym świecie osoby które mogłyby na ten wpis trafić i jego treść wykorzystać przeciwko mnie, to wrzucam go ponownie w formie lekko ocenzurowanej
apitan Dziki Dzik, dziennik pokładowy USS Myszojeleń. Dzień gwiezdny 13126.
Wyjaśniając krótko o co chodzi z dniem gwiezdnym, wymyśliłem sobie że ta cyfra będzie wywodziła się z ilości dni jakie żyję na tym łez padole.
Ostatnimi czasy moja żona obserwowała ile, jak często i kiedy jem. A potem oboje trafiliśmy na poradę (którą od lat powtarzała mi moja rodzona matula) żeby jeść posiłki mniej-więcej wielkości własnej pięści. Oczywiście trzeba było mamy słuchać, ale dopiero jakiś losowy dietetyk z internetu dał mi do myślenia.
Do tej pory jadałem dziwnie. Niby było to coś a'la przerywany post, gdzie jadłem zwykle od 11-12 do 17-18, ale przez braną przeze mnie pregabalinę w godzinach 21-22 miałem takie ssanie że nie raz się obżarłem. Ale nawet jak udawało mi się post trzymać, to zwykle koło 12 zjadałem śniadanie mające ~1500 kcal, około 16
Od 3 dni przerzuciłem się na jedzenie porcji wielkości mojej pięści. Porzuciłem chwilowo poszczenie, i całkowicie przestałem przyjmować inhibitor pompy protonowej (omeprazol) który brałem na zgagę i refluks który miałem przez przejedzenie.
Jedząc małe porcje, ale częściej - zauważyłem że nie potrzebuję omeprazolu. Nie dopada mnie refluks, nie mam właściwie zgagi. Oczywiście to wszystko nie jest takie proste, i jedzenie małych porcji wszystkiego nie rozwiąże.
Dziś w porze kolacji przesadziłem, bo zjadłem dwa spore placki ziemniaczane z jogurtem, niedługo potem doprawiłem orzeszkami w karmelu, a kolejną rzeczą którą w siebie w krótkim odstępie czasu wcisnąłem była bułka z salcesonem, więc nie dość że mnie wzdęło, to jeszcze dostałem lekkiej zgagi. Cóż, od jutra będę musiał się pilnować bardziej.
Żeby nie przedłużać, jeszcze krótko o stanie psychicznym. Dzisiaj całkiem nieźle, z kilkoma momentami lekkiego zdołowania i kilkoma napadami wyjątkowo dobrego nastroju.
Ogólna ocena dnia: 7/10 (ostatni raz siódemkę zanotowałem jakieś 4 miesiące temu)
Siema, uwazam ze twoim problem nie jest jedzenie. Obzarstwo jest skutkiem, ale do tego powaznym, skoro obzerasz sie tak, ze az musisz lekami blokowac reakcje obronne organizmu. W necie jak wylewasz gorzkie zale to cie najpredzej po plecach poklepia jaki jestes dzielny. No super ale chcesz byc zdrowy, a nie dzielny do k⁎⁎wy nedzy. Byles u psychologa/psychiatry czy bardziej dietetycy, holistic approach, Facebook studies I inne czary-mary?
Zaloguj się aby komentować
Czy ja mogę sobie tutaj pisać mój "dziennikorelację" z tego jak powoli wychodzę na prostą? Bo zaczynam powoli wychodzić na prostą.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować