Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 462wpisów
  • 1978komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

„Helldivers 2”

GRACZE ZWYCIĘŻYLI Z SONY


Drodzy Helldiversi,


Ważny Rozkaz został wykonany - nie ugięliśmy się i wspólnymi siłami odparliśmy wroga! Sony wycofało się z wymogu połączenia konta Steam z kontem PSN, dzięki czemu helldiversi z wielu krajów będą mogli walczyć ramię w ramię z nami przeciwko robalom i robotom.


Bądźcie jednak czujni - wróg może za jakiś czas powrócić i spróbować jeszcze raz wymusić niepożądane przez nas zmiany.


Jeśli ktoś wystawił negatywną opinię na Steam, tak jak ja, uprasza się o zmianę jej na pozytywną. Wygraliśmy tę bitwę, ale nie warto dalej psuć oceny tak fajnej gry od tak fajnego studia.


Link do wpisu, w którym została opisana afera:


https://www.hejto.pl/wpis/helldivers-2-kontrowersje-zwiazane-z-psn-sony-neuromantykpisze-03-05-sony-poinfo


#gry #steam #helldivers2 #playstation

2fae3c95-9b35-43d3-8fa0-b603965c93d4

Dobra robota ze streszczeniem faktów dla ludzi, którzy nie znali całej sytuacji. Ja śledziłem drame na reddit, wygrzewając się na majówce.


Już czekałem z negatywem na poniedziałek, bo i nie miałem takiej okazji w weekend. Co można powiedzieć… “that’s one more victory for the right side of history“.

Trudno uwierzyć, że się ugięli. Będzie grane dzisiaj ( ͡° ͜ʖ ͡°)

c408ff04-06bb-47da-a2d0-fd170266d592

Kluczową rolę miał w tym wszystkim Lord Gaben, steam pozwolił na zwroty nawet powyżej dwóch godzin gry i wielkie korpo usłyszało głos graczy.


Znając sony temat wróci ale stopniowo zaczynając od darmowych skórek za połączenie z kontem PSN.

ee8c5268-d8ec-4b9f-8b47-d28e8b14fa35

@cyberpunkowy_neuromantyk Ktoś fajnie napisał na TT. Wystarczy, że dali by darmowego skina lub inny element kosmetyczny za połączenie i ludzie sami by masowo łączyli konta bez żadnej dramy.

76dea386-c742-43c8-b77b-418cd452e52c

Zaloguj się aby komentować

„Helldivers 2”

Kontrowersje związane z PSN/Sony.


#neuromantykpisze


03.05 Sony poinformowało, że od 06.05 nowi gracze chcący zagrać w „Helldivers 2” będą musieli połączyć konto Steam z kontem PlayStation Network. Obecni gracze mają czas do 04.06.


Konieczność połączenia kont nie jest niczym nowym - jak chcemy zagrać na Steamie w gry na przykład od EA, Rockstara czy Ubisoftu, to wraz z grą włączają się także ich launchery. Nie jest to fajne - w końcu kupiłem grę na Steamie, a nie w innym sklepie, więc po co mają się włączać inne launchery, ale co poradzić? Ja sam połączyłem konta przy pierwszym uruchomieniu gry, więc nie było to dla mnie problemem.


Problemem z „Helldivers 2” jest to, że Sony za pośrednictwem Steama sprzedawało grę w krajach, w których PSN nie działa. Gracze nie mogą legalnie założyć konta w PSN, bo ten po prostu nie obsługuje ich kraju, więc zostaną pozbawieni dostępu do „Helldivers 2”. Niby można skłamać i założyć konto w najbliższym kraju, w którym PSN działa, jednakże zgodnie z regulaminem PSN może to zakończyć się zablokowaniem konta. I przy okazji pewnie też odbiorem dostępu do „Helldivers 2”.


Najgorsze, że Sony w swoim oświadczeniu nie napisało nic o rozwiązaniu dla graczy, którzy nie mogą legalnie założyć konta w PSN. Pewnie myśleli, że jak opublikują takie oświadczenie w piątek, to przez weekend rozejdzie się to po kościach, a gracze zapomną.


Nic bardziej mylnego.


Reddit zapłonął. Oficjalny serwer Discordowy „Helldivers 2” zapłonął. Steam zapłonął - od chwili opublikowania oświadczenia pojawiło się 176 tysięcy recenzji, w przeważającej większości negatywnych (21% pozytywnych), co obniżyło ogólną ocenę do mieszanej (tylko 55% pozytywnych ocen). Nie muszę chyba wspominać, że przed całą akcją oceny były bardzo pozytywne?


Żeby tego było mało - niektórzy gracze poprosili Steama o zwrot pieniędzy za grę, powołując się chociażby na zmianę warunków przez Sony. Pieniądze otrzymali nawet ci gracze, którzy przegrali ponad sto godzin. Regulamin Steama pozwala na automatyczne zwroty gier, w których nie przekroczyło się dwóch godzin, reszta idzie już do akceptacji przez człowieka. Jak widać, dział obsługujący zwroty spisał się na medal.


Dodatkowo Steam wycofał grę z sprzedaży w krajach, w których PSN nie jest obsługiwane. Wiadomo, nie chcą sobie dokładać dodatkowej pracy związanej z ręcznym akceptowaniem zwrotów ani tym bardziej narażać się na pozwy, ponieważ sprzedają grę, w którą nie można legalnie zagrać.


Jak już o pozwach wspomniałem - pojawiły się wątki o konsultacjach z prawnikami w celu wystosowania pozwu przeciwko Sony, jednakże ze względu na niewystarczającą znajomość prawa nie śledzę ich.


Sony zmieniło też regulamin. Wcześniej logowanie do PSN na PC miało być opcjonalne, obecnie ten zapis został zmieniony na „Niektóre gry PlayStation mogą wymagać zalogowania się się i połączenia konta PSN”.


Żal mi twórców, Arrowhead Game Studios, które również oberwało. W ciągu jednego dnia ogromnie zmienił się odbiór ich gry na Steamie, gry, która okazała się ogromnym i chyba niespodziewanym sukcesem (chociażby problemy z przepustowością serwerów). Zresztą, sami zachęcają graczy do wystawiania negatywnych opinii, ponieważ dzięki temu będą mieli odrobinę silniejszą pozycję w negocjacjach z Sony w celu rozwiązania tego problemu.


Ciekawe, jak sytuacja się rozwinie.


Źródła: Steam, Reddit, GRYOnline.pl


#gry #steam #helldivers2 #playstation



-----------------


Sprostowanie od Autora:


Nie Steam, a Sony wycofało grę ze sprzedaży.

82f9b086-8594-44aa-94f9-563e58349703

Ogólnie szkoda twórców bo to spoko ziemeczki bardzo lubię od czasów magicki ale Sony ich wyruchalo ostro zresztą oni sami narzekają że to nie jest cool i wspierają graczy

Zaloguj się aby komentować

Titanfall 2


#neuromantykpisze


Jakoś tak przeszedłem obojętnie obok tej serii i pewnie to by się nie zmieniło, gdyby nie słowa mojego znajomego, że kampania w „Titanfall 2” jest bardzo dobra. A że lubię strzelanki z pierwszej osoby (szczególnie kampanie z serii „Call of Duty”), to postanowiłem spróbować - tym bardziej że akurat była przecena i gierka kosztowała około 12 złotych.


Największym minusem jest oczywiście długość (a raczej krótkość kampanii). Na trzecim poziome trudności z czterech zaliczyłem grę w cztery i pół godziny. Tego akurat można spodziewać się po większości strzelanek, których głównym daniem jest tryb multiplayer, więc nie byłem zaskoczony, że wystarczyły trzy niedługie sesje, by dotrzeć do finału. Więc pytanie, czy warto wydać kilkanaście złotych?


Moim zdaniem bardzo.


Historia opowiada o losach strzelca, Jacka Coopera, który dopiero szkoli się do roli Pilota Tytana. Ale że takie szkolenie nie należy do najłatwiejszych - Piloci to w końcu elita wśród elit - to długo mu jeszcze zejdzie, zanim się tak stanie. No, do najbliższego nieudanego lądowania, kiedy okazuje się, że kapitan Lastimosa, przełożony Coopera, otrzymuje zbyt wielkie obrażenia, by móc przeżyć. Tuż przed swoją śmiercią przekazał Jackowi kontrolę nad swoim Tytanem, BT-7274.


I w tym momencie żałuję, że kampania nie była dłuższa o kilka czy nawet kilkanaście godzin. Historia budowania więzi pomiędzy człowiekiem a maszyną bardzo do mnie przemówiła - bardzo lubię ten motyw, nie będę tego ukrywał. Aktorzy głosowi świetnie odegrali dialogi pomiędzy głównymi bohaterami. BT wykazuje się poczuciem humoru, które idealnie pasuje do maszyny właśnie - o ile można stwierdzić, że maszyna może posiadać poczucie humoru. Kilkukrotnie przekonuje swojego Pilota do bardzo ryzykownych rozwiązań, by finalnie poprosić Coopera o to, żeby mu zaufał.


Rozgrywka też jest świetna - już wiem, że w opinii o „Ghostrunnerze” powinienem dopisać jeszcze jedną inspirację, „Titanfallem 2” właśnie. Jest sporo podobieństw: ślizganie się, bieganie po ścianach i odskakiwanie, co przyspiesza ruch naszej postaci, ba, nawet można wyświetlić duszka, który pokazuje jak przebiec dany fragment, nazwany tutaj... „Ghost Runner”.


Widziałem parę gameplayów z multiplayera i skutecznie mnie zniechęciły do tego trybu - mnie nie udało się opanować trudnej dla mnie sztuki szybkiego poruszania się po terenie. W samouczku także nie próbowałem pobijać kolejnych rekordów. Skończyło się bodajże na czasie poniżej 50 sekund, potem już nie dawałem rady. :')


Przede wszystkim brakuje tutaj jakichkolwiek irytujących fragmentów/sekwencji, przez co te cztery i pół godziny były naprawdę przyjemnie spędzonym czasem. No, oprócz chwil, kiedy byłem zmuszony do biegania jako Cooper - często po prostu rzeczywiście przebiegałem obok wrogów, korzystając z kamuflażu. :')


Zdecydowanie bardziej podobało mi się sterowanie Tytanem, który dodatkowo z czasem zbiera różne zestawy uzbrojenia i umiejętności. Urozmaica to rozgrywkę i pozwala grać takim zestawem, który podoba się najbardziej.


W grze dostępne są także znajdźki - tutaj hełmy Pilotów - jednakże nie rozglądałem się zbyt mocno po lokacjach. Jak zauważyłem, to zbierałem.


Jeśli nie graliście, to polecam nadrobić ten tytuł. Szczególnie że na wyprzedażach można kupić za 10-20 złotych.


#steam #gry #tworczoscwlasna

210cab87-6799-4a0d-acb1-8864bfde4697

@cyberpunkowy_neuromantyk Respawn, obiecaliście Titanfall 3. Dawać, a nie, k⁎⁎wa, tylko ten Apex i Apex. Ja wam tego nie zapomnę…

e776ddcc-636d-452e-9e8f-abd3c6d6730e

Zaloguj się aby komentować

500 NUMERÓW "NOWEJ FANTASTYKI"


To niesamowite, że w dzisiejszych czasach, kiedy kolejne pisma powoli upadają albo skończyły już swój żywot, na rynku wciąż utrzymuje się "Nowa Fantastyka", której początki sięgają 1982 i w której przez lata swoje początki miały kariery Dukaja, Sapkowskiego i wielu innych uznanych dzisiaj autorów oraz autorek.


Oczywiście, dzisiaj czasopismo pewnie nie wygląda tak, jak kiedyś - sam zacząłem czytać w 2017 roku i dopiero od niedawna nadrabiam "zaległości" od pierwszego numeru. Niemniej jestem zachwycony każdym kolejnym numerem, głównie ze względu na publikowane opowiadania: i polskie, i zagraniczne.


Oby redakcja przygotowała dla nas kolejne pięćset numerów.


A teraz oddaję głos wspomnianej redakcji:


"Do sprzedaży trafiło właśnie jubileuszowe, pięćsetne wydanie "Nowej Fantastyki". To wyjątkowa chwila i dziękujemy wszystkim, którzy ją z nami dzielą.


Przez miniony tydzień ujawnialiśmy kolejne fragmenty okładki i smakołyki czekające na Was w numerze. Teraz możecie ją obejrzeć w pełnej krasie.


Oprócz tego, co widzicie na załączonym obrazku, mamy dla Was w środku szpiegowski Lamus, kolejne spotkanie z Lilem i Putem, nową promocję prenumeraty (z książkami Ursuli Le Guin i Terry'ego Pratchetta do wyboru w prezencie), a także zwyczajową porcję recenzji i felietonów.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najlepszą opcją kupna jest roczna prenumerata. NF jest też dostępna w naszej aplikacji oraz w Nexto. Wielu czytelników zapewne ucieszy fakt, że to wydanie znajdziecie także w Legimi, w formatach czytnikowych - jeśli ta forma zyska dostateczną popularność, być może zostanie z nami na dłużej.


Linki do miejsc, gdzie możecie się zaopatrzyć w nasz miesięcznik, znajdziecie tradycyjnie w pierwszym komentarzu.


Świętujcie z nami!"


#ksiazki #nowafantastyka #czytajzhejto #fantasy #sciencefiction

925a7ad4-3810-4595-8e6a-baeb2d90698b

Komentarz zapożyczony z facebookowego fanpage'a:


"Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:

https://www.gildia.pl/szukaj/seria/nowa-fantastyka


Jeśli wolicie wersję elektroniczną, możecie skorzystać z naszej aplikacji na Androida i iOS:

https://onelink.to/nowafantastyka


albo z e-wydania, które również możecie zaprenumerować na platformie Nexto:

https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa_fantastyka_p1204368.xml


Tradycyjnie też część naszych tekstów znajdziecie w aplikacji Lecton w wersji audio:

https://lectonapp.com/pl/podcast/nowa-audio-fantastyka


Archiwalne wydania w Legimi:

https://www.legimi.pl/katalog/?searchphrase=nowa%20fantastyka&sort=score"

PUBLICYSTYKA


  • DWOROWY Witold Vargas

  • NA ARCHIPELAGACH Michał Cetnarowski

  • FANTASTYCZNY KOMBATANT Wywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem

  • POLSKI SMUTEK Wywiad z Bartoszem Sztyborem

  • KTO CHCE UKRAŚĆ WYNALAZEK? Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz

  • THE FUTURE IS NOW Wywiad i galeria Deathburgera

  • MINISTERSTWO PRAWDY Rafał Kosik

  • LIL I PUT Maciej Kur, Piotr Bednarczyk

  • RAPORT Z WNĘTRZA GŁOWY SERYJNEGO MORDERCY Łukasz Orbitowski

  • RECENZJE: KSIĄŻKI, KOMIKS


PROZA POLSKA


  • ZIARNO Istvan Vizvary

  • MAGIA U KRESU Adrianna Filimonowicz

  • PODAREK Szymon Stoczek


PROZA ZAGRANICZNA


  • KWESTIA HONORU Valentino Poppi

  • PINGWINY Lavie Tidhar

  • WIECZNY BAL POTĘPIONYCH Fonda Lee

  • DOWÓD PRZEZ INDUKCJĘ Jose Pablo Iriarte

  • WILK Z WCZORAJ Ray Nayler


Spis treści zapożyczony z https://katedra.nast.pl/nowosci/33624/Nowa-Fantastyka-500/

Zaloguj się aby komentować

366 + 1 = 367


Tytuł: nanoFantazje

Autor: wielu autorów

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fantazmaty

ISBN: 9788366058729

Liczba stron: 161

Ocena: 5/10


Bardzo lubię porównanie zbiorów opowiadań różnych autorów, których łączy jedynie długość tekstów i przynależność do fantastyki, do otrzymanego pudełka czekoladek nieznanej marki. Z grubsza wiemy, czego się spodziewać (czekoladek), jednakże nie mamy pojęcia jak będą smakować. Owszem, na pudełku czasem są opisane, ale to nie samo, co próba empiryczna. :') 


Od tej słodkiej analogii muszę przejść do niestety gorzkiej opinii. 


Jest to antologia, z których żadne opowiadanie nie zapadło mi szczególnie w pamięć. Tak na szybko, bez zaglądania do zbioru, który skończyłem czytać dwa dni temu, przypominam sobie może ze dwa, trzy. Normalnie zrzuciłbym winę na moją kiepską pamięć, jednakże wciąż pamiętam jedno opowiadanie przeczytane kilka lat temu, więc to chyba nie to. :') 


Jak zwykle nie zawiodła Agnieszka Fulińska ze swoim „Skarbem”. Uwielbiam twórczość tej autorki, uderza w czułe struny mojej duszy, pisząc o fantastycznej dziewiętnastowiecznej Francji. Tym razem napisała o smutnym i samotnym człowiekiem, który został sam na tym świecie - też nie do końca, ponieważ odwiedza go Katagorri - wiewiórka.


Ciekawe było też opowiadanie Wiktora Orłowskiego „Śpij, królewno”. Ostrzegam, że SPOILER - lubię tematykę upadłych cywilizacji w postapokaliptycznym świecie, które odkrywają historię sprzed lat.


Pozytywnie zaskoczył mnie Adam Raglan w „Ludzkości historia prawdziwa” - głównie dlatego, że nawiązywał do danikenowskich teorii o tym, że w rozwoju ludzkości palce macali Obcy/kosmici. Obecnie sam pracuję nad opowiadaniem korzystającym z tej teorii, więc miło było przeczytać współczesny tekst w podobnej tematyce. : ) 


Reszta, jak wspomniałem, nie za bardzo zapadła mi w pamięć = niezbyt mi się spodobała. Czy w takim razie odradzam przeczytanie antologii? Wręcz przeciwnie! Tym bardziej zachęcam, ponieważ zbiory opowiadań zbierają wiele różnych tekstów wielu różnych autorów i to, co mi się nie spodobało, może trafić na podatny grunt w przypadku innej osoby. Tylko że też mam problem z oceną antologii, z której naprawdę przypadły mi do gustu zaledwie trzy z szesnastu tekstów. Z drugiej strony żadnego z nich nie mogę określić mianem kiepskiego - stąd 5/10.  


Antologię można za darmo pobrać z strony Fantazmatów: 

https://fantazmaty.pl/czytaj/antologie/#nanofantazje-3


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka #fantasy

784a75b0-3093-452c-882c-1834838b2dea

Zaloguj się aby komentować

Jako że dzisiaj obchodzony jest Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, chciałbym zaprosić Was do zapoznania się z moimi przemyśleniami na temat tego, czy e-booki to czytelnicza przyszłość.


https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/2021/01/cyberpunkowe-przemyslenia-czy-e-booki.html


#ksiazki #tworczoscwlasna #czytajzhejto #ebook

95166752-7caa-484d-94d1-f9cf4d788892

O cytacik Lema już na samym starcie, klasyka (☞ ゚ ∀ ゚)☞


To jest najpiękniejsze

>Skończyło się na tym, że w torbie podróżnej znalazło się ponad trzydzieści różnych pozycji


raz lazłem w góry z plecakiem wypełnionym do połowy książkami. Chyba z 8 czy 9 pozycji. Po tygodniu skończyła mi się lektura i patrząc w siną dal konstatowałem "co ja teraz k* będę czytał". Pół roku później kumpel kupił knedla 4 i miałem możłiwość pożyczenia na wyjazd. Już po pierwszym rozdziale wiedziałem że potrzebuję takiego urządzenia bo jeżdżenie z opasłymi knigami w plecaku wykończy mnie.


Swoją drogą to wrzucasz przemyślenia sprzed 3 lat. Coś się zmieniło od tego czasu? (´・ᴗ・ ` )

I bardzo źle mi się czytało niebieski tekst na czarnym tle pomimo powiększenia fontu.

Musiałem włączyć tryb czytelniczy w przeglądarce.

Po kolorach wnosiłbym, że jest to związane z WAI, ale czort tam wie

E booki czytałem wcześniej na tablecie 10 cali, tablet ciężki, niewygodny ale z pojemną baterią. Długo się zastanawiałem czy kupić czytnik, wysoka cena ( koszt 560 PLN - Touch Lux 5 ) i mały ekran 6 cali. W końcu kupiłem i kilka uwag:

Wzrok się nie męczy, długo trzyma bateria, w pamięci można pomieścić dużo książek.

minus za mały ekran. Do czytania potrzebne mi okulary i większa czcionka.

Jak czytnik 10 cali będzie w rozsądnej cenie to będzie miało to sens ( teraz ceny zaczynają się od 1600 PLN do nawet 3K XDXDXD).

Teraz temat ebooków.

Oryginalne Ebooki kosztują prawie tyle co wersje papierowe, z punktu widzenia kupującego to bezsensu.

Na szczęście są strony gdzie można pobrać za darmo.

Zanim ktoś to skrytykuje, to powiem że bardzo chętnie kupiłbym na stronie wydawnictwa oryginał i wspierał autora, ale nie za taką cenę. Może autorzy powinni założyć spółdzielnie i sprzedawać wersje cyfrowe na swojej platformie bez pośredników?

@cyberpunkowy_neuromantyk w argumentach nie ująłeś ważnego aspektu - kolor, zapach, faktura. To jest bardzo ważny aspekt, na który wieeelu ludzi, którzy dużo czytają, zwraca uwagę.

Jakaś wstawka o tym pojawila się dopiero pod koniec tekstu.

Zaloguj się aby komentować

356 + 1 = 357


Tytuł: Sandman: Uwertura

Autor: Neil Gaiman, Dave Stewart, J. H. Williams III

Tłumaczka: Paulina Braiter-Ziemkiewicz

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Egmont Polska

ISBN: 9788328157088

Liczba stron: 240

Ocena: 8/10


Nie mam zbyt dużego doświadczenia z komiksami - wcześniej jakoś ta forma nieszczególnie do mnie przemawiała. Mimo to po wielu latach postanowiłem dać im szansę i powoli nadrabiam zaległości z listy „najbardziej docenionych komiksów”. 


Po latach czytania książek początkowo miałem problemy z komiksami. Przyzwyczajony do tekstu często nie zwracałem uwagi na rysunki, skupiając się na dymkach. „Uwertura” skutecznie mnie z tego wyleczyła - to ŚWIETNIE narysowany komiks. Mam też wrażenie, że jednocześnie bardzo odważny - J. H. Williams III według Gaimana narysował to, co sam Neil uważał za niemożliwe do zilustrowania. Rysownik był bardzo pomysłowy. 


Na przykład Los jest w posiadaniu książki, w której zapisane jest wszystko. I gdy dotarłem do plansz poświęconych Losowi, zostały one przedstawione właśnie na kartach księgi. Albo w innym momencie zostałem zmuszony do powolnego obracania całego komiksu, ponieważ dymki z tekstem także się przekręcały, aż trzymałem album do góry nogami. Nie spotkałem się wcześniej z niczym podobnym, stąd też moje zachwyty. :')


Mniej podobała mi się sama fabuła, jednakże zrzucam winę na to, że pomimo że jest to prequel całej historii, to jednocześnie został napisany ponad dwadzieścia lat po pierwszym komiksie z serii. Wydaje mi się, że jednak lepiej byłoby przeczytać go po zapoznaniu się z resztą, co też może kiedyś zrobię. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #komiksy #fantastyka #sandman #czytajzhejto

e26902a1-f820-40b8-be9e-c7cc50bf0472

Zaloguj się aby komentować

Helldivers 2


Tak sobie grywam ostatnio (okropecznie wciągnęła mnie ta gra - moich kumpli zresztą też) i jednocześnie obserwuję społeczność graczy zorganizowanych wokół subreddita poświęconego tej gierce.


Jak pewnie dobrze wiecie, za fabułę w „Helldivers 2” odpowiada niejaki Joel, który wyznacza też Globalne Rozkazy dla całej społeczności. Na przykład zabicie dwóch miliardów robali w celu pozyskania z nich biopaliwa, co zresztą zostało wykonane w około czternaście godzin. A mieliśmy na to pięć dni.


Zmasowany atak automatów został odparty, szeregi robali przerzedzone, a zapasy paliwa uzupełnione. Wśród graczy zapanowała euforia, że tak sprawnie idzie nam wojna, et cetera.


Ale cóż to? Pojawiła się informacja, że atakują nas jednocześnie z dwóch stron i został wydany rozkaz obrony łącznie 10 planet w przeciągu czterech czy pięciu dni! No i gracze zaczęli wylewać swoje żale na Reddicie, że przecież to niemożliwe do wykonania, ten cel jest zbyt trudny i tak dalej.


Ja wiem, że słyszy się tych najgłośniej narzekających (tak jak i ja teraz narzekam na graczy), ale to nie pierwsza taka sytuacja. I zastanawiam się - czy gracze nie są przyzwyczajeni do wiecznego wygrywania?


Oczywiście mowa o grach singleplayer/co-opowych. W multi zawsze któraś strona musi przegrać. Tutaj walczymy przeciwko robalom/automaton i „złośliwości” twórców.


Na przykład mnie cieszy taki obrót spraw. Jedni mieli czas na odbudowę sił, drugich wkurzyliśmy masową eksterminacją - to oczywiste, że będą się chcieli zemścić. A że prawdopodobnie nie uda nam się obronić wszystkich planet - trudno. To w końcu wojna dwa fronty, z któregoś trzeba zrezygnować, by wzmocnić drugi.


Nie chciałbym, żebyśmy cały czas odnosili sukcesy. To byłoby zbyt nudne. Na przykład pierwotne zepchnięcie automatów z naszej galaktyki i ich nieobecność wydawało mi się zbyt łatwe. Na szczęście absencja była chwilowa i po chwili automaty wróciły z większymi siłami.


Wiadomo, szkoda medali, których prawdopodobnie nie zdobędziemy. Ale dzięki temu rozgrywka jest o wiele ciekawsza. Dobrze jest czasem przegrać, jeśli dzięki temu historia zostaje urozmaicona.


A co Wy o tym sądzicie?


#gry #steam #helldivers2 #przemyslenia #playstation

967bd805-b1e2-455c-b1ba-f760081c5720

trochę racja, że gracze się przyzwyczaili że zawsze muszą wygrywać. Chociaż taki Dark Souls i podobne gry też innego podejścia nauczyły.

@cyberpunkowy_neuromantyk oczywiście, że tak jest. Zaś nawet w grach multiplayer idzie zauważyć spadek popularności trybów jednoosobowych. Przyczyna jest prozaiczna, jeżeli przegrywa cała drużyna to winę za przegraną ponosi na pewno ktoś inny niż "ja".


Zresztą nawet jak się przegrywa to przynajmniej musi być wirutalna nalepka - achievement - na osłodę porażki czy nabijanie punktów do jakiegoś skina... No coś być po prostu musi. Gry takie jak Quake przypadkiem popularności nie wytraciły, przy powiekszajacym się rynku gier indywidualne podejście bez konkretnych nagród po prostu nie jest tym czego spora część graczy szuka.


Obecne podejście do tego jak wygląda droga do wygarnej, do osiągnięcia satysfakcji z rozgrywki mocno różni się od tego jak to wyglądało 20 lat temu, zupełnie inna filozofia pod tym względem dominuje.

@cyberpunkowy_neuromantyk i bardzo dobrze, game master musi docisnąć śrubę żeby była jakaś satysfakcja z wygranej. A casual wiadomo co wiadomo czym.

Zaloguj się aby komentować

Noc z grami fabularnymi RPG w „Strefie”.


20.04 o 18:00


https://www.facebook.com/events/s/noc-z-grami-fabularnymi-rpg-w-/1125373642212519/


„Centrum Hobbystyczne "Strefa" powraca do organizacji Nocek z RPG'ami! Na naszych spotkaniach będą prowadzone sesje gier fabularnych, w których jako gracz może wziąć udział każdy niezależnie od poziomu zaawansowania. Na naszej nocce minimum dwie sesje będą przygotowane dla poczatkujących graczy.


Tym razem współpracujemy w organizacji wydarzenia z lokalnym wydawnictwem Dark Rabbit.


Jeśli jesteś graczem to zapraszamy do dołączenia się do jednej z sesji lub też spróbowania swoich sił jako Mistrz Gry!

Zapraszamy osoby chętne do poprowadzenia sesji do kontaktu - mamy miejsce i im więcej sesji będzie prowadzonych, tym lepiej.”


Opis zapożyczyłem z oficjalnej strony wydarzenia. Nie jestem powiązany z organizatorami. :')


#bielskobiala #gryfabularne #grybezpradu #rpg

Zaloguj się aby komentować

W piątek 19.04 o godzinie 17:00 w Książnicy Beskidzkiej w Bielsko-Białej odbędzie się spotkanie autorskie z Radkiem Rakiem, laureatem nagrody literackiej Nike, autorem „Baśni o wężowym sercu albo Wtórego słowo o Jakóbie Szeli“.


A dla tych, którzy nie boją się słowa na literę „f” - także zdobywcy Nagrody Głównej w Nagrodzie Literackiej im. J. Żuławskiego, nagrody „Nowej Fantastyki” w kategorii Polska Książka Roku, Nagrody im. J.A. Zajdla.


Zadebiutował w 2014 roku książką „Kocham cię, Lilith”.


Za wydaną w 2022 roku powieść „Agla. Alef” otrzymał Nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO 2022.


W 2023 roku ukazała się książka „Agla. Aurora”.


W swojej twórczości chętnie sięga do mitów i legend, a wątki historyczno-obyczajowe łączy z baśniowymi.


Ukończył studia weterynaryjne na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie.


Spotkanie odbywa się w ramach Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich.


Opis zapożyczyłem z facebookowej strony Książnicy Beskidzkiej.


#bielskobiala #ksiazki #fantasy #fantastyka #czytajzhejto

79521033-402d-4ce3-8b66-5530c93854dd

Wężowe serce choć mające pewne negatywne cechy, uważam za bardzo udaną książkę. Do dziś pamiętam o czym była, a to dlanie jest wykładnikiem dobrej historii.

Zaloguj się aby komentować

„Ghostrunner” za darmo w Epic Games Store.


Zgodnie z tytułem, w Epic Games Store przez tydzień można za darmo zdobyć grę „Ghostrunner” - cyberpunkowe połączenie „Hotline Miami” z „Mirror's Edge”.


Gdyby ktoś się zastanawiał czy warto zagrać, zostawiam link do swojej opinii o gierce:


https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/2021/08/pseudo-recenzja-gra-ghostrunner.html


Oraz drugi do wszystkich wpisów poświęconych pierwszej części:


https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/search/label/ghostrunner


#gry #cyberpunk #ghostrunner #darmowegry

6e2d9c40-80e8-4284-8b40-93b7a9c8f317

@cyberpunkowy_neuromantyk wydaje mi się, że pod koniec ubiegłego roku została udostępniona z okazji świąteczno-noworocznego rozdawnictwa, bo widzę, że czekała już na mnie w biblitece Swoją drogą - druga część już wyszła?

@aerthevist 


Była chyba rozdawana w ramach Amazon Prime i chyba też w Epic Games Store.


Tak, dwójka już wyszła i na pewno ją też opiszę na blogu - czekam tylko, aż skończą ją rozwijać. Chyba ostatnia nowa rzecz ma się pojawić w październiku tego roku.

Zaloguj się aby komentować

O twórcach gier, którzy dobrze traktują swoich graczy.


Nie podobają mi się tak zwane „Battle Passy”. Nie podoba mi się idea płacenia za dodatkową zawartość (co z tego, że najczęściej kosmetyczną, więc i niepotrzebną do szczęścia) w sytuacji, kiedy wydałem już pieniądze na grę i to często niemałe. Rozumiem, że twórcy w jakiś sposób próbują utrzymać graczy przy grze i jednocześnie zarobić na niej trochę więcej, jednakże w czasach takiego „Call of Duty 2” nikt nie musiał mnie dodatkowo zachęcać do spędzenia kilku czy nawet kilkunastu godzin tygodniowo w trybie multiplayer. Podobnie było w przypadku wielu innych tytułów.


Tym bardziej, że twórcy próbują też wykorzystać tak zwane FOMO, czyli strach przed tym, że coś mogłoby nas ominąć. Battle Passy są najczęściej ograniczone czasowo. Dla kogoś, kto gra w miarę regularnie, to pewnie nie problem, ale też nie każdy ma na to czas i też mało kto ogranicza się do tylko jednego tytułu. Dlatego twórcy gier, na przykład z stajni EA, wpadli na świetny pomysł, żeby udostępnić droższą wersję „przepustki sezonowej”, która pozwala na przyspieszenie progresu. Nie masz czasu? Zapłać więcej, żebyś nie musiał grać i żebyś przypadkiem czegoś nie ominął. Bo to, czego nie odblokujesz, najczęściej przepadnie na zawsze.


Osobiście nie kupuję „Battle Passów”, ponieważ malowania broni czy różne wyglądy postaci nie interesują mnie na tyle, żeby jeszcze za to płacić. Nie zmienia to faktu, iż krytykuję takie rozwiązania.


Na szczęście istnieje studio o nazwie Ghost Ship Games, które stworzyło „Deep Rock Galactic” - chyba najprzyjemniejszą kooperacyjną grę, w jaką grałem. Ani „Left 4 Dead 2”, ani „Killing Floor 2”, ani podobne co-opy PvE nie wciągnęły mnie tak bardzo (ostatnio udało się „Helldivers 2”, jednakże już zacząłem odczuwać zmęczenie materiału).


Oni też wprowadzili „Battle Passy”, tutaj znane jako „Performance Pass”. Jednakże wszystko jest całkowicie darmowe. Do tego czasu jest naprawdę sporu (przynajmniej pół roku na sezon), a często w trakcie pojawiają się wydarzenia, podczas trwania których przyznawane są podwójne punkty wykorzystywane do wbijania kolejnych poziomów z tej „przepustki sezonowej”. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jak „Perfomance Pass” się skończy, to wszystkie niezdobyte przedmioty lądują w growym sklepie (obowiązuje jedynie growa waluta) albo w skrzynkach ładunkowych, które można znaleźć w trakcie misji.


Tak samo postępują z nagrodami, które można zdobyć podczas ograniczonych czasowo wydarzeń. Nie zdążyłeś zdobyć czegoś rok temu albo nawet wtedy nie grałeś? Nic straconego - możesz to zrobić właśnie teraz.


Dodatkowo ostatnio poinformowali, że w czerwcu tego roku wprowadzona zostanie możliwość rozegrania poprzednich sezonów nawet wtedy, jeśli grę kupiliście dopiero niedawno. Nie spotkałem się z czymś takim w żadnej grze, która oferuje „Battle Passy” czy sezony (jeśli istnieją takie, to proszę o informację w komentarzu). W „Deep Rock Galactic” gram bodajże od trzeciego sezonu (kiedyś tam pogrywałem, kiedy tytuł był w Early Accessie, na koncie znajomego), więc ominąłem dwa poprzednie. Z chęcią w nie zagram, jak będzie już taka możliwość. Dotyczy to także „Performance Passów”.


Drugim przykładem dobrego traktowania graczy przez twórców jest „Helldivers 2”, z którym ostatnio spędzam sporo czasu.


Tutaj także są dwa rodzaje „Battle Passów” (znane jako „Warbondy”): darmowe i dodatkowo płatne. Początkowo mocno to mnie zniechęciło do zakupu gry - jak wspomniałem, nie przepadam za chowaniem czegokolwiek za paywallem. Co prawda, wciąż można kupić walutę premium (super kredyty) za realne pieniądze, jednakże super kredyty można znaleźć podczas gry (raz trafiło mi się nawet 100 sztuk, gdy do odblokowania jednej przepustki potrzeba ich 1000) i nic nie stoi na przeszkodzie, by przy odrobinie cierpliwości i samozaparcia odblokować wszystko za darmo.


Tym bardziej, że twórcy poinformowali, że wszystkie „Warbondy” będą dostępne bez ograniczeń, więc też nie ma poczucia, że trzeba się śpieszyć, bo coś może za chwilę zniknąć.


Jednakże trochę przeszkadza mi, że w dodatkowo płatnych „Warbondach” umieszczone zostały bronie/pancerze/granaty. Jak wspomniałem wcześniej, wszystko można odblokować całkowicie za darmo, jednakże nie podoba mi się takie rozwiązanie. Wolałbym, żeby nowy ekwipunek trafiał do darmowych „Warbondów”, a w płatnych powinny zostać tylko nowe emotki, hełmy i inne całkowicie kosmetyczne rzeczy. No ale wtedy pewnie gracze nie byliby odpowiednio zachęceni, by na nie zbierać grową walutę, a inni nie byliby na tyle cierpliwi, by nie wydać na nie prawdziwych pieniędzy.


A co Wy sądzicie o „Battle Passach”?


#steam #gry #deeprockgalactic #helldivers2

adc9eb37-2f53-48aa-b285-227337bc86b9
d5c5b0fe-1268-477a-ad25-ab59f98dd198

@cyberpunkowy_neuromantyk Możliwość zakupienia dowolnego dotychczas wydanego battlepassa była w Gwincie. W Helldivers 2 farmienie kredytów jest tak banalne że nie przeszkadza mi zamieszczanie tam broni. W jeden dzień zebrałem około 3000 a warbond za 1000 wychodzi co miesiąc.

@Soviel 


W Helldivers 2 farmienie kredytów jest tak banalne że nie przeszkadza mi zamieszczanie tam broni


To prawda. Jestem świeżym graczem i dosłownie przed chwilą bardziej doświadczony kumpel pokazał mi, jak w bardzo łatwy sposób to zrobić. :')

@cyberpunkowy_neuromantyk Gra musi jakoś zarabiać jeśli dalej ma być wspierana. Przypominam, że takie Call of Duty 2 o którym wspomniałeś po prostu wyszło, twórcy ewentualnie wydali jakiś patch z poprawkami błędów co nie wyłapali przed premierą w testach i tyle. Zabierają się, za następną grę. Tymczasem tutaj podajesz przykład gry z sezonami gdzie ktoś po kilku latach od premiery dalej pracuje nad tą grą, utrzymuje serwery itp. Nie ma niczego za darmo.


Dopóki wszelkie mikropłatności, passy itp nie są pay2win i nie sprawiają, że nie mam szans z moim oponentem bo ma więcej pieniędzy to totalnie mi nie przeszkadzają. Oczywiście wiadomo niektóre korporacje trochę jednak przesadzają z chciwością ale na to jest jedno proste rozwiązanie. Po prostu nie grajcie w ich gry oraz nie kupujcie mikropłatności. Jest masa świetnych gier single player (z ewentualnym multi) za które płacisz raz i bawisz się dożywotnio bez dodatkowych kosztów (polecam serię Dark Souls, kocham multi w tej grze a w szczególności pomaganie innym graczom jako żółty duch).

W LoLu są battle passy, jako eventy - niektorzy nazywaja te rodzaj passow jako przepustkologia. Kiedyś chociaż przy eventach byly jakies fajne nowe tryby, inne niz one for all czy urf jak ostatnio. I tez lapie sie na tym ze czesto je kupuje - efekt FOMO nie chce stracic zasobów xD

Zaloguj się aby komentować

319 + 1 = 320


Tytuł: Żołnierze kosmosu

Autor: Robert A. Heinlein 

Tłumaczka: Paulina Braiter-Ziemkiewicz

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

ISBN: 9788367353489

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10


Jako że ostatnio pochłonęła mnie gierka „Helldivers 2”, która sporo rzeczy (walka z robalami, faszystowskie metody et cetera) zaczerpnęła z ekranizacji „Żołnierzy kosmosu”, postanowiłem przeczytać pierwowzór. Trochę to pokręcone, ale film oglądałem już kilka razy, a książki nigdy nie przeczytałem. No, teraz już tak.


Prawie cała pierwsza połowa powieści niespecjalnie różni się od innych fabularyzowanych wojennych książek - główny bohater, Juan Rico, wiedziony niespodziewanym patriotycznym obowiązkiem, postanawia wstąpić do wojska. Ale że nie osiągnął wybitnych wyników w szkole, nadaje się jedynie do piechoty, zmechanizowanej w dodatku (no i do jednostki współpracującej z ulepszonymi psami, ale to tam szczegół). Na własnej skórze poznaje, czym jest życie w armii: przechodzi przez wymagające fizycznie i psychicznie szkolenie, które ma odsiać wszystkich nienadających się do wojska. W końcu służba jest dobrowolna, nikt nie trzyma nikogo na siłę. Dlaczego więc ludzie się zaciągają?


Autor przedstawił wydawałoby się, że idealny ustrój państwa - obywatelami, którym przysługuje prawo głosu w wyborach, mogą zostać jedynie ci, którzy ukończyli minimum dwuletnią służbę wojskową. Jeśli ktoś dobrowolnie zrezygnował albo został wyrzucony przez złamanie regulaminu, tracił tę możliwość bodajże dożywotnio.


Jak napisałem, wydawałoby się, że to system wręcz idealny. Zgodnie z ideą głosować mogą jednostki, które po pierwsze, udowodniły, że potrafią przejść przez mordercze szkolenia i przeżyć do dnia zakończenia służby, a po drugie, posiadają odpowiednie cechy do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, czyli także głos. W końcu dobry żołnierz jest oddany swojej ojczyźnie, a przede wszystkim swojej jednostce i zrobi wszystko, nawet rzuci się ciałem na granat, by ocalić współtowarzyszy. Czy jakoś tak.


Pozwala uniknąć to sytuacji, w której za przyszłe losy odpowiadają osoby, które na przykład nie znają się na ekonomii albo kierują się uprzedzeniani czy nawet złośliwością.


Służba wojskowa przybiera różne oblicza, więc to nie jest tak, że tylko piechociarze mają szansę na obywatelstwo. Wszystko zależy od predyspozycji i wstępnych testów, które tak jak w przypadku Rico, pozwalają na określenie idealnego przydziału.


No bo Rico z problemami, ale jednak przechodzi przez szkolenie, dostaje przydział do jednostki i bierze udział w pierwszej poważnej bitwie. A potem w kolejnych i kolejnych, w międzyczasie pnąc się wyżej w łańcuchu dowodzenia.


Druga część powieści to oczywiście sławna Wojna z Robalami, które wcale nie są głupie. Są równie inteligentne co ludzie, może nawet bardziej, i przede wszystkim przewyższają ich liczebnie. Do tego nie mają sentymentów i zwycięstwem jest nawet utrata tysiąca robali tylko po to, żeby dopaść jednego człowieka. Zwerbowanie nowego żołnierza w przypadku ludzkości to minimum osiemnaście lat nauki oraz kilka miesięcy szkolenia, w przypadku robali to tylko kwestia wyklucia odpowiedniej jednostki.


Heinlein może i nie jest mistrzem batalistycznych opisów, ale rozdział o misji, które polegała na rozpoznaniu powierzchni planety robali i późniejszej próbie pojmania ichniejszego dowództwa była bardzo klimatyczna. Może dlatego, że w głowie miałem obrazy z ekranizacji oraz świeższe wspomnienia z „Helldivers 2” - bądź co bądź czytało się to świetnie.


Jest też jeszcze jedna kontrowersja - rozdział o wymierzeniu jedynej kary śmierci przez powieszenie, rekrutowi, który zdezerterował po paru dniach służby. Armia nie zaprzątała sobie nim głowy - nie nadawał się na żołnierze, nie nadawał się także na obywatela. Problem pojawił się w momencie, w którym dezerter zamordował dziewczynkę. Zgodnie z regulaminem została mu wymierzona kara śmierci. Chwast został wyrwany.


Kontrowersyjna część zaczyna się przy wspomnieniach z zajęć z historii i filozofii moralnej, w podczas których nauczyciel, zresztą były żołnierz w randze podpułkownika, opowiadał o wychowywaniu najpierw psów, a potem dzieci, metodą karcenia ich fizycznie, gdy coś przeskrobały.


Szczeniak nasikał w pomieszczeniu? Trzeba go okrzyczeć, dać kilka klapsów i wsadzić jego nos w pozostawione siki, wtedy nauczy się, że tak nie można robić. 


Podobnie z dziećmi, a raczej młodocianymi przestępcami. Wielu uważa, że klapsy czy wszelkie inne kary sprawiające ból wyrządzają dziecku trwałe szkody psychiczne. Nauczyciel określił to „przednaukowymi, pseudopsychologicznymi bzdurami”. Młodociany popełni przestępstwo i największą karą, jaką go spotka, może być umieszczenie w zakładzie poprawczym. Tam trafi wśród sobie podobnych - teoria zakłada, że z pomocą wychowawców uda się takiego gagatka zresocjalizować. Często bywa wręcz przeciwnie i po osiągnięciu pełnoletności młodociany przestępca zostaje dorosłym przestępcą i ponownie największą karą jest pozbawienie wolności. Według podpułkownika w takiej sytuacji brakuje właśnie wspomnianych kar fizycznych, które mogłyby nauczyć młodocianych przestępców, że źle postępują. 


Nie mam dzieci, nie planuję ich także, więc nie znam się na ich wychowywaniu. Myślę jednak, że kary fizyczne nie są odpowiednią metodą i mogą przyczynić się do wręcz nienawiści wobec rodzica. Podpułkownik wspomniał przy tym, że kara fizyczna nie może być zbyt często stosowana, ponieważ straci wtedy cały swój sens.


Ostatnio dowiedziałem się o sytuacji z mojego wczesnego dzieciństwa, której rzecz jasna nie pamiętam. Ponoć na spacerze wyrwałem się cioci, które prowadziła mnie za rękę, i pobiegłem w stronę ruchliwego przejścia dla pieszych. Zostałem złapany i został mi wymierzony klaps, dzięki czemu kolejnym razem zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i zapytałem cioci, czy możemy przechodzić. Czy jestem przez to w jakiś sposób skrzywiony? Wydaje mi się, że nie i też trudno mi sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz dostałem klapsa od rodziców, wujostwa czy dziadków.  


Z drugiej strony ból niejako jest skutecznym nauczycielem. Poparzysz się, dotykając gorącego kubka? Następnym razem będziesz bardziej uważać. Nażresz się wieczorem niezdrowych rzeczy i będziesz potem cierpieć przez noc? Następnym razem będziesz jadł z umiarem. Chociaż to ostatnie niezbyt działa w moim przypadku.


Powieść jest bardzo dobra i polecam zapoznać się także z ekranizacją, która moim zdaniem jest świetna, tak samo jak z grą „Helldivers 2”, jeśli grywacie w gierki, rzecz jasna. O tym tytule też kiedyś napiszę, ponieważ twórcy traktują swoich graczy bardzo sprawiedliwie i warto o tym wspomnieć.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #sciencefiction #fantastyka

2f74a16c-a1d5-4d56-9209-e5e66f2c15ac

w karach fizycznych nie chodzi o ból. Destruktywny charakter takiej kary polega na niszczeniu psychyki. Dzieci karane biciem są często niepewne siebie, nie podejmują wyzwań, mają utrudniony rozwój osobowości albo, jeżeli kary fizyczne były stosowane w nadmiarze, powodują agresję.

@Bublik mówisz o dzieciach które dostają wpierdol za byle gowno,


Są też dzieci które dostały w dupe za poważne przewinienia tak aby ich nie powielać,


Dostałem od ojca ba pizde 6 razy w życiu, wszystkie 6 pamiętam i wszystkie 6 mi się należały


Nie mam problemu z podejmowaniem decyzji a ostatnie co można mi przypisać to brak pewności siębie

Bicie jest złe. Nauczyłeś się jako małe dziecko nie wbiegać na przejście dla pieszych tylko wtedy gdy byłeś z ciocią. Bałeś się jej, a nie ewentualnego potrącenia wiec kara, mimo ze sprawiała wrażenie ze działa, tak naprawdę nauczyła Cię tego żeby się zatrzymać, a bo myśleć dlaczego powinienes stanąć.

Ja byłem bity do dorosłości. Nauczyło mnie to tylko tego jak kar unikać czyli kłamać, zwalać na innych, nie zadawać pytan i nie dyskutować. Dzisiaj jako 40 letni facet nie rozmawiam z rodzicami mimo ze pochodzę z tzw dobrego domu

@cyberpunkowy_neuromantyk książka jest świetna i zasługuje według mnie na więcej niż 7. Pamiętaj jednak, że to w dużej mierze satyra i nie bierz wszystkiego co tam przeczytasz na poważnie.

Warto też pamiętać, że były dwie wersje książki - oryginalna i ugrzeczniona. Ty prawdopodobnie masz ugrzecznioną.

@cyberpunkowy_neuromantyk Z tego co wiem, to mało gdzie. Tytuł polski to Kawaleria Kosmosu, musiałbyś szukać używanych. Wersja sprzed cenzury

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 04/2024


Opis pochodzi z facebookowego profilu czasopisma:


Do sprzedaży trafił właśnie kwietniowy numer "Nowej Fantastyki". Na jego okładce tym razem Krysten Ritter, gwiazda serialu "Orphan Black: Echa", spin-offu cenionej produkcji, w której fenomenalny popis aktorstwa dała Tatiana Maslany. Artykuł o obu serialach znajdziecie w tym wydaniu.


"Nową Fantastykę" 04/24 zdominowały gry i seriale. Przeczytacie w niej artykuł o fenomenie serii "Fallout" (wkrótce będzie miał premierę serial Amazona) oraz tekst o mniej znanych, często mocno nietypowych grach, które można nazwać jej potomstwem. W kolejnym artykule przyglądamy się niezwykle bogatemu uniwersum franczyzy "Halo" (która również ma swój serial).


A jeśli kogoś te klimaty mniej interesują, to może zaciekawi go artykuł o przemianach klimatycznych w kontekście SF, a konkretniej najnowszej powieści laureatki Nagrody im. Macieja Parowskiego, Magdaleny Salik - "Wściek". Albo historia nietypowej animacji "Hazbin Hotel" o pewnym bardzo nietypowym przybytku w piekle.


Albo wywiad z Maciejem Kurem i Piotrem Bednarczykiem, których "Lil i Put" jest najdłużej publikowaną serią komiksową w NF (oczywiście rozmowa dotyczy także wielu innych tematów). Cóż, jak co miesiąc jest w czym wybierać.


W dziale opowiadań mamy tym razem pięć propozycji: dwa teksty polskie (Michała Brzozowskiego i Daniela Kordowskiego) i trzy zagraniczne (Wołodymyra Arieniewa, Erica Witcheya i Marty Bonaventury). Do tego proponujemy solidną porcję felietonów i recenzji.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach, empikach i w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka, przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najlepszą metodą zakupu jest wspomniana wyżej roczna prenumerata. I tu trzeba podkreślić jedną rzecz: w informacji o promocji prenumeraty w kwietniowym numerze naszego magazynu primaaprilisowy chochlik podmienił aktualną promocję na tę sprzed dwóch miesięcy. Chciał być złośliwy, ale my go przechytrzyliśmy – w związku z tym macie tym razem do wyboru nie dwie książki, jak zazwyczaj, ale aż cztery: “Joyland”, “Sołżenicyn. Prorok i dysydent”, “Holly” i “Bezgłos”. Wystarczy, że realizując przelew wpiszecie dodatkowo w jego tytule książkę, którą chcecie dostać w prezencie, a przy zakupie w Gildii znajdziecie cztery oferty do wyboru zamiast dwóch.


Linki do miejsc, w których możecie zaopatrzyć się w nasz miesięcznik w wersji papierowej oraz w formatach cyfrowych i audio znajdziecie tradycyjnie w pierwszym komentarzu poniżej. Przypominamy także, że powoli zaczynamy się rozgaszczać na Legimi - sukcesywnie będą się tam pojawiać nasze archiwalne numery, a wciąż pracujemy nad poszerzeniem tej oferty.


Bądźcie z nami! Zapraszamy!


#nowafantastyka #fantasy #sciencefiction #czytajzhejto #ksiazki

14ab1b5a-834e-4639-95cf-445c8d21a648

@cyberpunkowy_neuromantyk to patologia, tak bym kupił, ale nie mam jak odbierać paczek jak mnie częściej nie ma w domu niż jestem, mieszkam sam, a sąsiedzi to chuje. xd

Zaloguj się aby komentować

Kickstarter: Swordhaven: Iron Conspiracy


Na Kickstarterze pojawiła się zbiórka na grę „Swordhaven: Iron Conspiracy” od twórców ATOM RPG.


Fantasy crpg inspirowany „Baldur's Gate” oraz „Icewind Dale” - czy potrzeba większej zachęty?


Jeśli tak, to obecnie wystarczy wpłacić około 65 PLN, żeby w przyszłości otrzymać cyfrową kopię gry. Zresztą, pieniądze zostaną pobrane dopiero po sukcesie zbiórki, więc w tym momencie niczym się nie ryzykuje.


Nie jestem powiązany z twórcami. Po prostu lubię wspierać niezależnych i mniejszych twórców, lubię też grać w ich gierki. :')


Link do zbiórki:


https://www.kickstarter.com/projects/atomrpg/swordhaven-iron-conspiracy


#steam #gry #gog #crpg

0d02e84c-019e-450e-bb1f-1748327f22ab

więc w tym momencie niczym się nie ryzykuje


Z wyjątkiem tego, że ryzykujesz fakt jak skończy im się budżet zanim skończa grę to gry nie dostaniesz i kasy też nie. Jako ktoś kto zainwestował kiedyś na Indiegogo w kilka rzeczy co nie wyszło, to już cierpliwie czekam aż wyjdzie.


A 38 000$ to wydaje się trochę mały budżet.

@PlastikowySmith @SuperSzturmowiec


Oczywiście jest taka szansa, że nie dostarczą gry, jednakże na tych kilka projektów, które wsparłem na bardzo wczesnym etapie, finalnie byłem zadowolony ze wszystkich.


Mały budżet rzeczywiście może niepokoić. W przypadku „ATOM RPG” na Kickstarterze poprosili o 15k, teraz potrzebują 36k. Wiadomo, minęło parę lat i koszty wzrosły. Strzelam, że większość środków finansowych mogą mieć ze sprzedaży poprzedniej gry, a zbiórka służy raczej niedrogiej reklamie nowej produkcji.


Moim zdaniem nie ma co przekreślać gierki z powodu kiepskiej grafiki. W ten sposób można pominąć wiele fajnych tytułów. Ale rozumiem, że jeśli poprzednia gierka nie przypadła do gustu, to są duże szanse, że nowa też się nie spodoba.

Zaloguj się aby komentować

287 + 1 = 288


Tytuł: Zapomnij o Ziemi

Autor: C. C. MacApp

Tłumaczka: Anna Miklińska

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: czasopismo „Fantastyka"

Liczba stron: 233

Ocena: 7/10


Kolejna powieść przeczytana w „odcinkach” publikowanych w czasopiśmie „Fantastyka”. Z tego, co czytałem, można było wyciąć wszystkie trzy części i samemu złożyć w powieść nawet z okładką, ale trudno jest coś takiego zrobić ze skanami. :') 


Ludzkość przestała istnieć. Wszystko przez rasę kosmitów, Vulmotów, która dokonała obliczeń i wyszło, że w dalekiej przyszłości ludzie mogą im zagrozić. Nie chcieli ryzykować i pozbyli się Ziemian. No, prawie - pozostały niedobitki, które rozproszyły się po całej galaktyce. Co najgorsze, przeżyli sami mężczyźni, więc mogą zapomnieć o przetrwaniu swojego gatunku. Tak samo jak o Ziemi, skażonej promieniowaniem radioaktywnym.


Głównemu bohaterowi trudno jest zapomnieć, ale mocno się stara. Jest uzależniony od dronu - lokalnego narkotyku - i przedstawia sobą nieprzyjemny obraz dla oka. W beznadziejnym stanie odnajduje go stary znajomy, który informuje go, że nie wszystko stracone. Inna rasa kosmitów, także podbita i zniewolona przez Vulmotów, zdołała ukryć grupę kobiet. Rozbudziło to nadzieję pozostałych przy życiu mężczyzn, ale oczywiście nie ma nic za darmo - najpierw muszą zebrać flotę i wykonać kilka misji, które pozwolą odwrócić uwagę Vulmotów. 


Obawiam się, że z dzisiejszego punktu widzenia ta historia może być nieco sztampowa - w końcu została wydana blisko sześćdziesiąt lat temu. Są intrygi, są bitwy pomiędzy flotami statków kosmicznych, jest (a raczej była) starożytna rasa, która zostawiła po sobie skomplikowaną i trudną w użyciu technologię. Co prawda nie miałem zbyt dużej styczności z space operami, ale ten ostatni motyw widziałem chociażby w trylogii „Mass Effect”. 


Bardzo spodobało mi się zakończenie. Byłem przekonany, że historia zakończy się szczęśliwie dla mężczyzn i że odzyskają swoje kobiety, by potem osiedlić się wspólnie na podarowanej im planecie z dala od wrogich ras, ale zostałem mile zaskoczony. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka #sciencefiction

e1a818ec-63cd-48a8-b193-68ed4aefe148

Zaloguj się aby komentować

Rusty Lake Hotel


#neuromantykpisze - tag, jakby ktoś chciał zablokować moją pisaninę o gierkach. :')


Do tytułowego hotelu na wyspie przyjeżdża piątka gości -antropomorficzne zwierzęta - którymi trzeba się wieczorem zająć, a dokładniej spełniać ich zachcianki. I tak na przykład Pani Gołąb chce zażyć kąpieli i zjeść kukurydzę, a Pan Jeleń chce wypić Krwawą Mary.


Jest to gierka point and click z dosyć prostymi i na szczęście bardzo logicznymi zagadkami. Z większością widocznych przedmiotów możemy wejść w interakcję, jednakże czasem przypomina to festiwal klikania na oślep w nadziei, że trafimy na właściwy. :')


Na przykład żeby zrobić wspomnianego drinka, trzeba mieć wódkę, krew, tabasco oraz tajemniczy składnik. Wódka to akurat najmniejszy problem. Potem musimy znaleźć nóż, którym rozetnie się poroże Pana Jelenia. Jak poleci krew, to będzie ją można zebrać w słoiczek, który oczywiście też wcześniej trzeba znaleźć. I tak dalej. Jest tutaj ciąg przyczynowo skutkowy - rozwiązanie jednej zagadki umożliwia nam pozyskanie przedmiotów do rozwiązania kolejnej i tak dalej, aż osiągniemy finalny cel, czyli zabicie gościa w celu przyrządzenia z niego kolacji dla pozostałych.


Jest też kilka zagadek wymagających spostrzegawczości i powiązania zagadki z obrazem/wzorem wiszącym na innej ścianie.


I tu jedyny problem-wada, jaki napotkałem: żeby przejść grę w stu procentach, trzeba odwiedzać gości w określonej kolejności, by pozyskać wszystkie opcjonalne dodatki do dań. Niektóre można znaleźć w konkretnych miejscach, niektóre w konkretnym czasie. Nie jest to trudne, ale na pewno wymaga dwóch czy trzech przejść, jeśli chcemy obyć się bez poradnika.


Pierwsze przejście zajęło mi około półtorej godziny.


#steam #gry #pointandclick #tworczoscwlasna

843fe0bf-d5ba-451b-929d-fcaf5b1d2ae2
8c8180db-cc29-4ed2-b266-87947968e815
e59ac566-a70b-4fd8-bf99-eeebe336cf5f

Zaloguj się aby komentować

Adios


#neuromantykpisze - tag, jakby ktoś chciał zablokować moją pisaninę o gierkach. :')


Kolejna krótka gierka (niecałe półtorej godziny) z mojej zbyt dużej kupki wstydu (jeszcze trzysta sześćdziesiąt tytułów... i drugie tyle na liście „chciałbym kiedyś zagrać”), ponownie interaktywna opowieść. Przedstawia ostatni dzień z życia hodowcy świń (oraz kóz, konia i... kasztanowca), do którego przyjeżdża „znajomy”. Naszym pierwszym zadaniem jest powiedzieć mu, że... mamy dość.


To melancholijna opowieść mężczyzny zmęczonego życiem bez żony, dręczonego wyrzutami sumienia przez obecną sytuację i podjęte decyzje w przeszłości. Od początku poczułem do niego sympatię (wystarczyło, że zobaczyłem wspomnianą listę zadań :')), jednakże gra jakoś tak w połowie spuszcza na gracza bombę, która może całkowicie zmienić odbiór głównego bohatera.


Gra opiera się głównie na dialogach i w przeciwieństwie do poprzednich dwóch tytułów, daje graczowi wybór, w jaki sposób główny bohater ma odpowiadać. Miła odmiana po przeklikiwaniu się przez dialogi. Właśnie, można tutaj pomijać tutaj wypowiadane kwestie, jeśli czytamy szybciej, niż mówią postacie, jednakże tak mi się spodobała gra aktorska Ricka Zieffa, że ani razu tego nie zrobiłem. W niektórych sytuacjach jednak nasz wybór ogranicza się do jednej tylko opcji, co sugeruje, że główny bohater chciałby wypowiedzieć niektóre słowa, ale te nie są w stanie przejść mu przez gardło.


Co mi przeszkadzało, to niestety widoczna budżetowość. Grafika stylizowana jest na komiksową, co mi się podobało, ale znajomy naszego farmera czasem wyglądał tak śmiesznie, że nie byłem w stanie przejąć się tym, co mówi. A nie zawsze był miły wobec głównego bohatera, który wyraził chęć odejścia od ich biznesu. Tajemniczość i nieprzyjemne reakcje gościa sugerują, że to raczej mało legalny biznes... tak jak to, że na samym początku karmimy świnie mięsem, które gość przywiózł ze sobą w furgonetce. Wracając do grafiki: w pewnym momencie we dwóch grzebią przy sportowym samochodzie i przez całą procedurę sprawdzania poszczególnych części znajomy farmera kiwał się w lewo i prawo. Brakowało mi trochę bardziej szczegółowych animacji (oraz widoku nóg głównego bohatera xD), ale nie wpływa to jakoś mocno negatywnie na odbiór całości.


Na szczęście twórcy udostępnili nam trochę więcej możliwości rozgrywki. Między innymi musimy nakarmić wspomniane świnie, wydoić kozy, wrzucić trochę nawozu na taczkę i przewieźć go w inne miejsce. Później musimy też przygotować swój ostatni posiłek, możemy też posłuchać płyt winylowych czy pograć na pianinie. Oczywiście wszystko to bardzo proste czynności, wymagające naciskania lewego przycisku myszy, ale to fajne urozmaicenie.


To też opowieść o pożegnaniu, między innymi z bliskimi, znajomymi i psem. Nienawidzę pożegnań, ponieważ bardzo łatwo się przy nich wzruszam, więc „Adios” bardzo celnie uderzyło w moje czułe struny. Pewnie dlatego tak mi się spodobało.


#steam #gry #tworczoscwlasna

ad4e52b7-d085-4c81-8622-597e7379fa38
fbf2dd46-d747-48a9-bd12-fcec41b48c3c
f3e0c531-6ead-46bc-b851-9a9e4e440962

Zaloguj się aby komentować

The Whisperer


#neuromantykpisze - tag, jakby ktoś chciał zablokować moją pisaninę o gierkach. :')


Bardzo krótka gra (mnie zajęła niecałe 30 minut), która stanowi wstęp do „The Whispering Valley”. Długość zależy od tego, jak bardzo jesteście spostrzegawczy i uparci, żeby nie zajrzeć do poradnika. Nie ma trudnych zagadek - wszystkie są logiczne, jednakże trzeba znaleźć odpowiednie przedmioty i nie zawsze wiadomo, z czym można wejść w interakcję. Na przykład spędziłem parę chwil, próbując rozpalić ogniska bądź w kominku, a wcale nie ma takiej opcji. Nie pytajcie. :')


Klimat zimy bardzo fajny, aż ciarki przechodziły (ale to pewnie wina otwartego okna :'). Nie ma zbyt dużo fabuły, która w dodatku serwowana jest w postaci listów do przeczytania - występuje ich raptem pięć. Czy jest ciekawa? Dosyć prosta historia o mężczyźnie, który dociera do opuszczonej faktorii i budynku i odkrywa, dlaczego została opuszczona.


Czy polecam? Raczej nie. Gameplayowo podobne jest bardzo do serii „Myst”, ale jest tu zdecydowanie zbyt mało zawartości, żeby było warto zawracać sobie głowę. No chyba że chcecie przejść także „The Whispering Valley”, jednakże sam nie mam na razie tego w planach.


#steam #gog #gry #tworczoscwlasna

1fd9ff97-7f36-4d75-8edc-d8ebdc8bc546

Zaloguj się aby komentować

Dagon


Postanowiłem przejść parę krótkich gierek z mojej „kupki wstydu”, takich na jedno posiedzenie. No i trafiło na „Dagon”.


Trudno mówić w tym przypadku o grze - gameplayu tutaj naprawdę niewiele. To bardziej interaktywna opowieść, oparta zresztą na opowiadaniu o tym samym tytule, autorstwa Lovecrafta. Niestety, nie zaznajomiłem się jeszcze z jego twórczością, więc trudno mi się wypowiedzieć na temat wierności względem materiału źródłowego, jednakże historia mi się spodobała.


Z dzisiejszego punktu widzenia nie robi większego wrażenia: mężczyzna po ucieczce ze statku, na którym był więziony, płynie łódką przez bezmiar oceanu, aż trafia na ląd (który pojawił się prawdopodobnie po erupcji podwodnego wulkanu) i przezwyciężając swoje (oraz autora) obrzydzenie do ryb i innych owoców morza, zaczyna wędrować po tym lądzie. Natrafia na wielki kamień, na którym wyryte zostały hieroglify przedstawiające żyjątka wodne oraz istoty wykraczające poza wyobraźnię ludzką. Jak napisałem, dzisiaj nie robi to wrażenia, ale sto lat temu... aż będę musiał poszukać informacji o tym, jak odbierana była twórczość Lovecrafta przez ówczesnych czytelników.


Przez to, że sama gra jest bardzo statyczna (gracz nie może chodzić - może się jedynie rozglądać po planszach), twórcy mogli skupić się na warstwie audiowizualnej. Ta jest przyzwoita i pasuje do ogólnego nastroju opowiadania. Na plus wyróżnia się narrator, Martyn Owen, który błyszczy w spokojnych dialogach, ale który niestety nie podołał przy zagraniu przerażonego głównego bohatera. No ale to była tylko jedna kwestia, która raziła me uszy. :')


Twórcy postanowili także ukryć ciekawostki o autorze, ogółu jego twórczości oraz o „Dagonie” rzecz jasna. Z reguły nie trzeba się mocno starać, by je odnaleźć, chociaż sam nie znalazłem aż trzech. I tutaj widać, jakimi fajnymi ludźmi są twórcy - po skończeniu gry można przeczytać wszystkie ciekawostki, nawet te, których nie udało się znaleźć.


Trzeba dodać, że gierka została zrobiona przez polskie studio i jest udostępniana za darmo na Steamie - warto sprawdzić tym bardziej, że nawet jeśli się nie spodoba, nie zmarnujecie dużo czasu. Mnie przejście całości zajęło 42 minuty. :')


#steam #gry #lovecraft

f5200ca2-7aca-415e-a28d-5bc150f7fb4f
99559435-2e93-4051-8436-bed5b0fbdcda
e7a5b7f2-ab65-4d1a-99df-5aeda9c8b359
2a910953-741e-4df8-b24f-7c30ea2fd460

@cyberpunkowy_neuromantyk no ja promce kupilem jak byl jakis eveny chyba weekend lovecrafta, wziolem tez The Shore / Sinking City/ Call of Cuthulu.

Zaloguj się aby komentować