#pseudorecenzja

0
11

Autor: John Steinbeck

Tytuł: Na wschód od Edenu

Rok: 1952

Ocena: 7/10


"Na wschód od Edenu" to epicka powieść Johna Steinbecka, saga rodzinna Trasków i Hamiltonów, która splata losy dwóch rodzin w dolinie Salinas w Kalifornii, odzwierciedlając biblijną historię Kaina i Abla.


Dobra, to tyle, jeśli chodzi o opis fabuły, książka podobała mi się głównie dzięki historii Samuela Hamiltona i jego rodziny, to najlepiej poprowadzony wątek w książce, a Samuel to najlepsza postać. UWAGA SPOILER Żałuję, że postać ta w drugiej połowie znika z kart powieści.


Główny wątek braci za to zawodzi, oczywiście jest on napisany całkiem dobrze, jednak historii czegoś brakuje. Nie potrafiłem się w nią wczuć, być może dlatego, że autor stworzył słabych, papierowych bohaterów, którzy żyją tylko po to, by mógł on przekazać swoje rozważania okołobiblijne. Bezpłciowy Adam Trask, przerysowana psychopatka Cathy, a takze dwójka braci, którzy grają swoje role, ale cóż, nie są to role wybitne. Tyle dobrego, że jest jeszcze Li, "Chińcyk", który podbija tą część książki swoją osobą.


Całościowo jest to jednak nadal kawał naprawdę dobrego czytadła.


#necrobook #pseudorecenzja #johnsteinbeck #steinbeck

83e75ec5-a889-4354-b2f8-017d66fc742a

Zaloguj się aby komentować

Lubię filmy wojenne. A gdyby dodać do tego jeszcze filmy z wojny która jeszcze się nie zakończyła? Obowiązkowo trzeba było sprawdzić. Jestem już po Batalionie Donbas,Cyborgach i po Białym Kruku o którym chcę napisać kilka słów więcej ale bez nadmiernego spoilerowania.


Głównym bohaterem jest tytułowy Kruk - wykształcony mężczyzna pracujący jako nauczyciel w małomiasteczkowej szkole.

Zdarzenia sprawiają,że porzuca dotychczasowe życie by stać się „Krukiem”.


Bardzo fajnie przedstawiony jest jeden wątek a mianowicie pacyfizm - niejednokrotnie tutaj dyskutowaliśmy o wojnie,ojczyźnie czy wartościach,które decydują o tym czy ktoś weźmie broń do ręki czy nie. Ale jak to w filmie - wojna nie wybiera. Nie do wszystkich trafiają boguojczyźniane peany czy hasła jak naród i ojczyzna,patriotyzm ale czasami okoliczności potrafią obrócić wszystko o 180 stopni i o tym jest ten film.


Fabuła niespecjalnie skomplikowana ale ujęcia za to nadrabiają - mi osobiście bardzo się podobały i cały seans minął przyjemnie choć są momenty bardzo podniosłe to moim zdaniem jest bez nadęcia. Przede wszystkim ciekawa i fajnie przedstawiona historia - moim zdaniem najlepsza z przytoczonych wcześniej produkcji choć tamte też są zdecydowanie warte obejrzenia. A za całe 8 zł na TVP VOD moim zdaniem warto tym bardziej,że zarabiają na tym nasi sąsiedzi zmagający się z plagą kacapską atakującą ich ziemię.


#filmy #pseudorecenzja

8673cc59-54e8-43b5-b1ee-f49b8713d5ce

Zaloguj się aby komentować

Autor: Jean Giono

Tytuł: Huzar na dachu

Rok wydania: 1951

Ocena: 6/10


Staroć opowiadający o żołnierzu, który przybywa do Francji w czasie, kiedy szaleje tam epidemia cholery. Całość dzieje się w XIX wieku, a my towarzyszymy głównemu bohaterowi podczas podróży po pogrążonym w chaosie kraju.


Całkiem interesująca pozycja, przedstawienie choroby bardzo mi się podobało, było wyjątkowo mroczne, choć muszę przyznać, że autor zrobił z cholery potwora zabijającego właściwie każdego, kto na nią zachorował(a jeśli dobrze pamiętam, to bez leczenia umierało jakieś 50 procent chorych). Minusem jest długość książki, jest zbyt obszerna, a pozycja ta skupia się głównie na choróbsku licząc ponad 400 stron, przez co ma sporo niepotrzebnych dłużyzn.


Główny bohater ze swoimi zasadami średnio dał się lubić. Zbyt idealny, a jak wiadomo, ideały nie istnieją. Nierealnie empatyczny, szarmancki, pan perfekcyjny, niestety takie typy w książkach szalenie mnie wkurzają. O reszcie postaci się nie wypowiem, bo żadna nie zapadła mi w pamięć.


Werdykt: Niezła powieść, ale mogło być lepiej.


#necrobook #pseudorecenzja #huzarnadachu #jeangiono

15d18fe9-d41e-4602-a528-501c16384d33

Zaloguj się aby komentować

Tytuł: Oszukać przeznaczenie: Więzy krwi

Premiera: 2025

Ocena: 4/10


Kolejny, tym razem już szósty, film z fabułką: hehe, śmierć chce mnie wykończyć. I tak wiadomo, że każdy ogląda to tylko po to, by zobaczyć, co też za tragiczny koniec scenarzyści wymyślili dla każdego z bohaterów tego wspaniałego dzieła. Przyznam, że nie widzę różnicy między tą i ostatnimi częściami cyklu: fabuła jest tak samo płytka, a śmierci równie absurdalne. Nie rozumiem zachwytów krytyków na takim filmwebie, dla mnie to czysta przeciętność i zdecydowanie nic nie wyróżnia tej części, aby stawiać ją nad poprzedniczkami.

Nadal drogowa jatka najlepszym fragmentem w całym cyklu.


#necrobook #pseudorecenzja #oszukacprzeznaczenie

fcb2f626-1e56-453a-8942-60eb546b8ec8

@AbenoKyerto właśnie też wczoraj oglądaliśmy z teściami i ja pi⁎⁎⁎⁎le xD ja lubię słabe filmy, więc nieraz się śmiałem, ale jako że nigdy wcześniej nie oglądałem żadnej części to miałem większe oczekiwania

Zaloguj się aby komentować

Autor: Italo Calvino

Tytuł: Wicehrabia przepołowiony

Rok wydania: 1952

Ocena: Pół/10


Główny bohater wyrusza walczyć z Turkami i podczas bitwy zostaje trafiony przez kulę armatnią, która cudownym trafem dzieli go na dwie idealne połowy. Od tej pory połówki te żyją oddzielnie, jedna z nich posiadając złą naturę, druga zaś dobrą. Dość krótkie opowiadanie i dość dziwaczna historia, ale historia, którą czytałem z zainteresowaniem. Dobro, zło, w sumie całość przypomina bardzo prostą przypowieść, ale nie jest to dla mnie wada, a raczej zaleta tego utworu. Werdykt: zdecydowanie fajne opowiadanko, które dzięki swojej krótkości nie zdążyło mnie zmęczyć.


#necrobook #opowiadanie #pseudorecenzja #recenzjeksiazek

e985297b-c9c0-4def-9b6b-03ecb4429de4

Polecam pozostałe opowiadania z trylogii Nasi przodkowie: Rycerz nieistniejący oraz Baron drzewołaz (mój ulubiony z serii). Jest fajne polskie wydanie w twardej oprawie, którego akurat jestem posiadaczem

762cf11d-acc4-4630-be67-fd5c92e50157

Zaloguj się aby komentować

Autor: Iwan Bunin

Tytuł: Życie Arsieniewa

Rok wydania: Międzywojnie

Ocena: wieś/10


Polubiłem tą książkę głównie za część opowiadającą o życiu poety na rosyjskiej wsi, jego opisy przyrody wyjątkowo mi się podobały. Druga część książki już niestety nie była taka dobra.


#necrobook #autobiografia #pseudorecenzja #poetaupadly

8a62dc56-b2fd-4de7-853e-65141395706e

Zaloguj się aby komentować

Tytuł: Until dawn(film) 

Rok: 2025

Ocena: 2/10


Until dawn to horrorek o grupie przyjaciół, która przyjeżdża do chaty w górach, gdzie zostaje uwięziona i musi walczyć o przeżycie. Pierwsza "filmowa" gra, w którą miałem okazję zagrać. Multum wyborów, możliwość ubicia wszystkich bohaterów no i dość fajna fabuła. Zakończeń podobno jest całe mnóstwo, osobiście zagrałem tylko raz, nie lubię bowiem przechodzić drugi raz tego samego tytułu, nawet jeśli tytuł ten oferuje różne drogi do finału. Podsumowując to dobra gra i zdecydowanie ją polecam, szczególnie jeśli ktoś lubi filmogry.


No dobrze, czas na właściwą recenzję czyli nieszczęsny film. Nie jestem pewny czy gra potrzebowała swojej filmowej wersji, raczej nie sądzę. Z pewnością nie potrzebowała takiego guana, jakim jest to dzieło. Jeśli olać growy pierwowzór, twórcom wyszedł horrorkowy "Dzień świstaka", gdzie grupka młodych ludzi trafia do chaty w lesie. Tam wpadają w pętlę czasową wciąż i wciąż przeżywając swoją śmierć. Przeciętny przedstawiciel gatunku z mało angażującą historią i nijakimi bohaterami(ciężko mi jest przypomnieć sobie ich twarze, a oglądałem go dosłownie kilka dni temu). Takie 4/10.

No ale twórcy niestety uznali, że podepną się pod znany growy hit i to już jest niewybaczalne. Mieć dobrą historię z gry i przemielić ją w taką tandetę to trzeba mieć talent. W sumie dostajemy kilka smaczków z gry i to tyle. Główna atrakcja tego filmidła to w sumie kolejne śmierci postaci, które nie są jakoś wyjątkowo interesujące. Dodajmy mdły finał i tak powstaje kupa. 2/10 i to tylko za giganta( bo lubię duże stwory, szkoda, że był tak krótko, ale to raczej dobrze, bo ten wątek też by pewnie sp⁎⁎⁎⁎zyli). 


#necrobook #untildawn #film #pseudorecenzja

09039686-f52e-49f8-b826-d74d17edc4ab

Zaloguj się aby komentować

Tytuł: Dzień tryfidów

Autor: John Wyndham

Rok wydania: 1951

Ocena: 7/10


Wyobraź sobie świat, w którym z dnia na dzień 99 procent populacji traci wzrok w wyniku niewyjaśnionego bliżej fenomenu. W ten właśnie sposób zaczyna się "Dzień tryfidów", my zaś towarzyszymy jednemu z "farciarzy", którym udało się zachować zdolność widzenia.


Aha, żeby nie było, trzeba też dodać, że nagła ślepota nie jest jedynym zmartwieniem bohaterów świata przedstawionego. Na całym globie bowiem żyją sobie tryfidy, roślinki będące wynikiem jakiegoś wyjątkowo pokręconego eksperymentu ruskich naukowców. Roślinki te mogą sobie chodzić, gdzie chcą, a do tego bardzo lubią zabijać przedstawicieli gatunku ludzkiego.


Bohater książki musi nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości oraz odpowiedzieć sobie na pytanie: jak żyć? Ratować tylko siebie czy próbować ocalić także tych, którzy sami nie mają szans na przetrwanie. W tym świecie to najważniejsza kwestia, która przewija się praktycznie cały czas. Nowa rzeczywistość ostatecznie okaże się być wyjątkowo brutalna(od razu napiszę, że ta brutalność to bardziej tak w cudzysłowiu, autor stroni od "soczystych" opisów).


To klasyczek, który wszedł jak w masło.Lubię tego typu książki, a jak są jeszcze napisane porządnie tak jak to dzieło, to już w ogóle miodzio. Cóż można więcej dodać, polecam.


#necrobook #sciencefiction #tryfidy #pseudorecenzja #polecajki

6c613530-d429-4fcf-917e-b462774b2dd3

Zaloguj się aby komentować

Nowe pierdu pierdu o czytanych książkach 


Postanowiłem trzymać się klimatów wojennych i po przeczytaniu "Stąd do wieczności" niemal od razu zabrałem się za "Bunt na okręcie" Hermana Wouka. Fajna książka, zdecydowanie podobała mi się dużo bardziej niż pozycja Jonesa. 


Problem z poprzednią książką miałem taki, że autor za bardzo skupiał się na tematach alkoholizmu, seksu i innych aktywności bohaterów, po prostu było tam za mało aktywności okołowojskowej. Inaczej do sprawy podszedł pan Wouk, który z działań załogi USS Caine stworzył główną oś fabularną. Rzecz dzieje się podczas wojny amerykańsko-japońskiej, okręt przemierza Pacyfik pomagając w działaniach wojennych, a w międzyczasie załoga "walczy" z wyjątkowo upierdliwym dowódcą. Naprawdę ładnie opisano tutaj wszelkie rutynowe czynności załogi statku, autor wiedział, co pisze, bo sam przed napisaniem książki nabył spore doświadczenie na morzu. 


"Stąd do wieczności" to trochę taka książka o patologii systemu wojskowego, "Bunt na okręcie" w sumie także nie ucieka od tego tematu, robi to jednak znacznie delikatniej. Ukazuje problem, ale nie wali nim po głowie niczym cegłą, raczej pozwala czytelnikowi wyciągnąć własne wnioski. Otrzymujemy przykład słabego dowódcy, który mimo wszystko jest chroniony przez system. System nie przewidujący tego, że może się mylić, działający zgodnie z zasadą: "Mierny, ale wierny". 


Od początku w książce towarzyszymy postaci niejakiego pana Keitha, od chwili zaciągu do armii, następnie w czasie jego służby na USS Caine aż do końca wojny. Dużo lepsza to postać od głównego bohatera "Stąd do wieczności", którego trudno było polubić. 


Obie pozycje najbardziej cierpią w sferze romansu, Jones jak i Wouk stworzyli wyjątkowo słabe wątki miłosne, szczerze mówiąc wszystkie książkowe starocie jak do tej pory budzą u mnie w tej kwestii potężne rozczarowanie, może tak widziano romans w tamtych latach, nie mam pojęcia. 


8/10 będzie chyba dobrą oceną, Pulitzerek zasłużony.


Bonus.

Przyznam, że zanim zacząłem czytać powyższy tytuł, zabrałem się za "Buszującego w zbożu". Absolutny amerykański klasyk, pomyślałem sobie: "Może to być wspaniała lektura". Takiego wała, jak się okazało, cierpliwości starczyło mi na jakieś 40 stron tych wypocin. Nie przeczę, dla młodego czytelnika może to być fajniejsze czytanko, dla mnie wynurzenia 16-letniego bęcwała, już nie pamiętam skąd on tam był, okazały się być mało ciekawe. To tyle na dziś, bez odbioru. 


#necrobook #pseudorecenzja #hermanwouk

597f7982-02cd-4ad5-a7d9-af77effe5f10

Zaloguj się aby komentować

Potężny to był klocek(jakieś 650 stron), ale udało mi się w końcu go wymęczyć. Mowa o "Stąd do wieczności" Pana Jamesa Jonesa. Książka została wydana w 1951 roku i tyczy się fikcyjnych przygód pewnej kompanii stacjonującej na Hawajach.


To historia o wojsku, ale nie z gatunku tych chwalebnych, autor postanowił bowiem skupić się na patologiach trapiących to środowisko w tamtym czasie. W ten sposób mamy tutaj żołnierzy przedstawionych jako dziwkarzy, pijusów i degeneratów, a to tylko część ich zalet. Mamy też oczywiście do czynienia z nepotyzmem i chorymi układami, a wszystko to dla "dobra" żołnierzy.


Trzeba przyznać, że główny bohater jest chyba jedną z najmniej sympatycznych spośród książkowych postaci, które było mi dane poznać. Bohater tragiczny, który sam sprowadzał na siebie wszystkie nieszczęścia(a spotkało go sporo rzeczy, których, gdyby nie jego głupi upór, mógłby spokojnie uniknąć). 


Oczywiście wiele z tych rzeczy nigdy nie powinno wyniknąć, mimo wszystko patologia to nadal patologia(szczególnie ukazany w książce Obóz Karny, który przechowuje w swoich murach największych skur...synów).


Niemal cała fabuła dzieje się w czasie "pokoju", konkretnie w roku 1941, kiedy to wojska amerykańskie wciąż siedzą na dupskach. Otrzymujemy tutaj sceny z ataku Japońców na Pearl Harbor, ale jest to bardzo niewielka część książki.


Pewnie w czasie wydania takie przedstawienie wojska musiało być czymś nadzwyczajnym, dzisiaj za to, kiedy już zostaliśmy dawno oswojeni z takimi tematami, zdecydowanie nie robi już takiego wrażenia. Dzisiaj uznałbym to dzieło za średniaczka z notką 5/10. Ale jest to też ciekawe spojrzenie na tamte czasy(traktowanie gejów przez żołnierzy to mokry sen każdego konserwatywnego chłopa, oczywiście nie pochwalam i jestem za równym traktowaniem każdego bez względu na jego preferencje seksualne). 


#necrobook #pseudorecenzja #jamesjones #staddowiecznosci #wojenneopowiescidziwnejtresci

61874229-e589-4399-a2c9-4299172990b2

Zaloguj się aby komentować

Nowy "Nosferatu" odhaczony i werdykt jest taki, że zdecydowanie warto było poświęcić czas na obejrzenie tego filmidła. Fajny klimacik, mroczna atmosferka no i mój ukochany(no homo) Willem Dafoe. Jedyny mały zgrzyt miałem z przedstawieniem wampirzego złodupca, współczesne produkcje przyzwyczaiły mnie do ładnych chłoptasiów o ostrych ząbkach, tak więc wąsaty Janusz z Karpat był dla mnie czymś niezwykłym, no ale taka była wizja twórcy i trzeba ją zaakceptować. Ogólnie polecam, film to takie mocne 7/10. Swoją drogą muszę w końcu się zabrać za książkę Brama Stokera, bo trochę wstyd nie znać klasyki, na podstawie której powstały filmowe wersje. 


#necrobook #dracula #nosferatu #pseudorecenzja

730e2929-5e8e-4e3c-988f-08751a7174d8

Twórcy zapewne stwierdzili, że nie mają szans w starciu z łysym Klausem Kinskim z poprzedniej ekranizacji (i to nie jednej), więc poszli w zupełnie inny wygląd wampira, w sumie wyszło im to na dobre uważam. Najnowsza ekranizacja jest bardziej brutalna od poprzednich, ale jednocześnie pięknie robi klimat takich ciasnych, puchatych, niby-przytulnych domów, słabo oświetlonych ciepłym światłem. A gdzieś tam na zewnątrz lata wampir

Zaloguj się aby komentować