#necrobook

14
1184

Autor: Jan Bochenek

Opis: Pomnik Zofii Chrzanowskiej wybudowany w ubiegłym wieku w Trembowli, zniszczony w roku 1944. Zdjęcie wykonano pomiędzy 1925 i 1939.


"Według przekazów, w czasie wojny polsko-tureckiej w 1675 roku, wojska tureckie pod dowództwem Ibrahima Paszy, przez dziewięć dni oblegały trembowelski zamek. Załoga zamku była nieliczna – około 200 osób, wśród nich 80 dragonów pod dowództwem Jana Samuela Chrzanowskiego. Broniono się ostatkiem sił.


Nieprzyjaciel cztery razy zakładał pod zamek miny, ale gdy te wybuchały, więcej szkody zadawały oblegającym niż obrońcom. Jednak obrońcom powoli zaczęły puszczać nerwy i zaczęto myśleć o kapitulacji, aby zachować życie. Tę rozmowę podsłuchała żona Chrzanowskiego. Gdy radzono o kapitulacji, otworzyły się drzwi, a do komnaty weszły kobiety i dzieci. Na czoło wysunęła się pani Chrzanowska z dwoma nożami i powiedziała: „Nie może być żadnych rozmów z najeźdźcą. Będziemy walczyć razem i razem zginiemy lub obronimy zamek”. A potem zwróciła się do męża: „Mój mężu, jeżeli poddasz fortecę, to jeden nóż przebije twoje serce, a drugi moje, jeżeli w nich zgaśnie miłość do wolności i Ojczyzny”.


Takim argumentom komendant nie mógł nic przeciwstawić, kontynuowano obronę i do 5 października forteca trzymała się, aż podeszły z odsieczą główne siły Rzeczypospolitej z Janem III Sobieskim na czele. W nagrodę Samuel Chrzanowski otrzymał kolejny stopień wojskowy, a żołnierze po 100 dukatów. Decyzją Sejmu obrońca Trembowli otrzymał tytuł szlachecki i pięć tysięcy złotych.


Mieszkańcy Trembowli pamiętali o swej dzielnej obrończyni. Już w XVII wieku sporządzono pomnik, który ustawiono na pagórku poza zamkiem. Nie wiadomo jak wyglądał. W XX wieku Rada gminy postanowiła uczcić Zofię Chrzanowską nowym pomnikiem. Autorem był trembowelski rzeźbiarz Jan Bochenek. Pomnik przedstawiał kobietę o zdecydowanym, a jednocześnie błagalnym wyrazie twarzy, jedną ręką trzymającą nóż, a drugą – wskazującą na miasto. Pomnik był okrasą miasta, został jednak zniszczony w 1944 roku. W 1982 roku uporządkowano cokół pomnika i wmurowano niezniszczoną płytę. Na cokole ustawiono symboliczną wazę."


#necrobook #sztuka #rzezba #bochenek

89d62e42-9719-49ff-8666-183d7daf2315

Zaloguj się aby komentować

"Pocztylioni miłości"- tekst na podstawie artykułu Marii Kwaśnik opublikowanego pod tym samym tytułem


W średniowieczu na terenie Krakowa roznoszeniem korespondencji, głównie handlowej, trudnili się tzw. posłańcy cechowi. Po tych czasach pozostały dostępne do obejrzenia w muzeach obesłania cechowe: sygnety czy też skrzyneczki, w których umieszczano wiadomość dla odbiorcy. Urzędowe wieści rozgłaszano z kościelnej ambony, ewentualnie czynił to woźny magistratu-ratusza w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu. Przesyłki krajowe i zagraniczne najpierw przewozili kupcy, a od XVI wieku czyniła to poczta uruchomiona w tym czasie na polecenie króla.


Od roku 1863 na terenie Krakowa działalność rozpoczął Instytut Posługaczy(ostatecznie w 1886 roku zmieniono nazwę na Stowarzyszenie Posługaczy Publicznych). Instytut ten funkcjonował przez około 80 lat, mniej więcej do końca II wojny światowej.

Zakres oferowanych usług był bardzo szeroki:

-Tansport mebli

-Transport towarów z fabryk do sklepów i mieszkań

-Dostarczanie pism, pakunków i przesyłek pieniężnych

-Prace porządkowe w ogrodach

-Organizacja zabaw dla osób prywatnych jak i instytucji publicznych

-Opieka nad chorymi

-Nocna straż przy sklepach, fabrykach oraz magazynach.

Wynagrodzenie za daną pracę było znane z góry dzięki istniejącemu cennikowi usług.


Posługacze potwierdzali wykonanie usługi uzupełniając tzw. "Markę Posługacza", na której zapisywali rodzaj usługi i swój indywidualny numer. Podczas pracy korzystali z różnorodnych pomocy: wozów, wózków ręcznych, taczek, koszy do noszenia kwiatów, sanek do spuszczania i wyciągania kas ogniotrwałych, poduszek pod fortepiany, młotów czy też haków.


Posługacz musiał spełniać kilka warunków, "umieć język krajowy, rozumieć mowę niemiecką, mieć poświadczenie miejscowej policji, że jest moralny, trzeźwy i charakteru nieposzlakowanego, przy tym powierzchowność zgrabną i nieodrażającą, zachowanie się skromne i uprzejme. Musi być zdrów i do pracy zdolny. Wiek ogranicza się do 50 roku życia".


Strój posługacza składał się z niebieskiej bluzy z czerwonym kołnierzem, czerwonej czapki rogatywki z indywidualnym numerem oraz napisem "Stowarzyszenie Posługaczy", skórzanego pasa oraz kaletki na dokumenty.


W dobrych okresach zarobki posługaczy były podobno bardzo dobre. Ich liczba wynosiła maksymalnie 108 osób, co miało miejsce w latach 1892-1894. W końcowych latach istnienia czyli po roku 1930 w Stowarzyszeniu było przeciętnie około 20 osób. Członków Stowarzyszenia nazywano "posłańcami", byli też określani jako "ekspresi" lub "pocztylioni miłości", często bowiem za ich pośrednictwem zakochani przekazywali sobie dowody miłości.


O posłańcach pisał w swojej książce Stanisław Broniewski:

"Do nabycia zająca lub dzika należało zwrócić się do sklepu Hawełki, nie tylko dlatego, aby liczni znajomi przechodnie mogli skomentować zamożność nabywcy, ale i dlatego, że odniesienie do domu można było powierzyć posłańcom czyli ekspresom, którzy na Rynku i ulicy Szczepańskiej zawsze podpierali skarpy Krzysztoforów(członkowie Stowarzyszenia przebywali w dziesięciu punktach Krakowa, gdzie czekali na ewentualnych klientów). Łatwo ich było rozpoznać po czerwonych, płaskich rogatywkach z daszkiem i mosiężnym otokiem. Czerwony nos i takiejże barwy twarz zahartowane na wiatrach przeciągających tu od ulicy Sławkowskiej, sumiasty wąs i francjozefowskie bokobrody i poczciwe spojrzenie siwych oczu. Taksa(opłata) ekspresów nie była zbyt wygórowana, za świadczenia nie objęte taksą płaciło się według dyskretnej umowy. Bardziej krzepcy posłańcy nie tylko transportowali do domów dzika czy sarnę, zdarzało im się też targać fortepiany. Znali praktycznie całe miasto, a przy okazji także bardzo wiele sekretów swych licznych klientów."


#necrobook #historia #poczta #pocztylion

847efe24-42c9-42fd-8183-2dbb48d11410

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Pomniki zwierzęce, część 4:


- Przekazy dotyczące niemieckiego miasta Kahl am Main podają, że zostało ono założone przez uciekinierów, którzy wędrowali przez bardzo długi czas, byle dalej od wojennej zawieruchy. Kiedy ujrzeli kicające zajączki, uznali, że w pobliżu musi się znajdować las, a także rzeka, jest to więc perfekcyjne miejsce, by się osiedlić. Obecnie zając zdobi herb miasta, a rzeźba długouchego stoi na głównym placu. (Zdj.1)


- Rzeźba londyńskiego kota jest powiązana z opowieścią o Dicku Whittingtonie, który to jako młody chłopak przybywa do miasta, by zarobić trochę grosza. Dick rozpoczyna służbę u londyńskiego kupca, który kwateruje go na poddaszu. Jako że na poddaszu razem z nim pomieszkuje mnóstwo niechcianych gryzoni, chłopak postanawia kupić kota. Ten odwdzięcza się likwidacją wszystkich małych "współlokatorów". Po pewnym czasie kupiec, który szykuje się na kolejną wyprawę do zamorskich krain, pozwala swoim sługom na przekazanie kapitanowi statku rzeczy, które ci pragnęliby sprzedać. Dick nie posiadając nic innego postanawia zaoferować swojego kota. Statek dociera do królestwa zmagającego się z plagą gryzoni. Kot zostaje zakupiony w owym miejscu za niemałą sumkę. Uczciwy kapitan wszystko oddaje chłopcu, który dzięki temu staje się bardzo bogaty. Pieniądze przeznacza na swoją edukację, staje się szanowanym obywatelem, a nawet zostaje trzykrotnie wybrany na burmistrza miasta. Po śmierci Dicka na jego cześć zostaje wybudowany pomnik kota.(Zdj.2,3)


-Swoją statuę ma także delfin znany jako Pelorus Jack. Zwierzę żyło na przełomie XIX i XX wieku w wodach otaczających Nową Zelandię. Jack pojawiał się przed statkami wypływającymi z Wellington do Nelson przeprowadzając je przez bardzo niebezpieczną cieśninę w pobliżu wyspy D'Urville. Swoją pomoc Jack oferował przez 24 lata, od 1888 do 1912 roku, kiedy to zniknął. Niedługo potem postawiono mu pomnik.(Zdj.4)


#necrobook #delfiny #zwierzeta #kotki #rzezba

b535952f-a903-4843-a50f-8bc4d1cf8937
497c55fe-44d5-421b-ad92-f09506a7da83
8b17b03a-2459-47c0-a0ff-31271a6e92d6
a2f6ff92-02d7-4764-923d-4ab01051722a

Zaloguj się aby komentować

Pomniki zwierzęce, część 3:


-Historia ze Szkocji, okres to XIX wiek, mniej więcej środek stulecia. Opowieść dotyczy Johna Graya i jego pieseła o imieniu Bobby. Opowieść można łatwo znaleźć na kilku dużych portalach, ale wersja, którą pożyczam, troszkę różni się od tego, co można znaleźć w necie(i w sumie ta tutaj jest ciut mniej wiarygodna). W tej historii John Gray jest pasterzem, który będąc już w dość zaawansowanym wieku bierze na wychowanie szczeniaka. Gdy pies dorasta, zaczyna pracować przy stadzie, a także raz w tygodniu jedzie razem ze swoim panem na targ owczy w Edynburgu. Przed powrotem do domu zawsze odwiedzają miejscową gospodę prowadzoną przez niejakiego Traila. Po ośmiu latach John nie ma już sił do pracy na wsi, dlatego też przenosi się do Edynburga, psa zaś odsyła do dawnego domu. Bobby nie potrafi znieść rozłąki i pomimo dzielącej ich odległości odnajduje ukochanego pana. Staruszek ma w planach odwiezienie psa, jednak śmierć nie pozwala mu tego planu zrealizować. Zostaje pochowany na cmentarzu Greyfriars, a Bobby dzień i noc spędza przy jego grobie robiąc co jakiś czas wypady do jadłodajni, którą odwiedzał z Johnem wielokrotnie w przeszłości. Pewnego dnia zostaje znaleziony martwy przy grobie swojego pana, krótko potem powstaje pomnik upamiętniający wiernego psiaka.(Zdj.1)


-Hachiko, dobra, tutaj wrzucę tylko zdjęcie, ponieważ ta historia jest tak znana, że szkoda mi czasu, by ją opisywać.(Zdj.2)


- Pomnik ze zdjęcia numer 3 ukazuje Shepa, psa rasy Border Collie, który w roku 1936 pojawił się na stacji kolejowej w Fort Benton, gdzie do jednego z wagonów załadowano trumnę z ciałem jego pana. Pies przez kolejnych ponad pięć lat cierpliwie czekał na stacji na powrót właściciela. W międzyczasie ogłuchł, a finalnie w roku 1942 wyzionął ducha po bliskim kontakcie z pociągiem, którego nie mógł usłyszeć.


-Pomnik z 4 znajduje się w kraju orków, a konkretnie w dawnym Leningradzie(na dzisiejsze to Sankt Petersburg). Jeśli wierzyć netowi, jest znany jako "Pies Pawłowa" i to sam badacz miał zabiegać o wybudowanie owego pomnika. Na ścianach cokołu znajdują się płaskorzeźby ukazujące doświadczenia z zakresu fizjologii.


PS. Prawie bym zapomniał, oczywiście źródełko to artykuł "Pomniki zwierząt" Romana Karczmarczuka.


#necrobook #piesy #pomniki #rzezba

47cd3be1-febf-441d-af15-14de52ddc8e1
61b5936d-67ee-418d-b076-fe4bf04d39b3
08234d0b-cd0a-4446-bfb3-cd893c1be8e7
bddf0c6a-b847-4956-b488-d802d455c130

Zaloguj się aby komentować

Zwierzęce pomniki, część 2:


-Jesli mówimy o pomnikach piesków, nie sposób nie wspomnieć o tym należącym do Balto, pieska, który w roku 1925 uczestniczył w wyprawie do miejscowości Nome na Alasce. Startująca z miasta Nenany psia sztafeta, której przewodził właśnie Balto, otrzymała ważne zadanie dostarczenia surowicy do ogarniętej epidemią dyfterytu miejscowości Nome. Misję udało się wykonać w rekordowo krótkim czasie, dzięki czemu można było utrzymać przy życiu wielu chorych. W nagrodę piesu otrzymał swój własny pomnik, który stanął w jednym z parków Nowego Jorku.(Zdj.1)


- Pomnik(a nawet dwa) postawiono także pieskom pozostawionym na jednej z antarktycznych wysp. W wyniku awarii lodołamacza nie zdołano wymienić załogi miejscowej stacji badawczej ani też dostarczyć im zapasów żywności. Ludzi finalnie uratowano dzięki akcji amerykańskiego helikoptera, niestety przez pogarszające się warunki atmosferyczne nie zdołano ewakuować 15 żyjących na stacji psów. Te przykre wydarzenia zasmuciły obywateli Japonii, którzy zebrali pieniądze na budowę pomnika. Ten powstał na terenie jednego z parków w stolicy Japonii.(zdj.2) Rok po opisanych wydarzeniach ekipa kolejnej wyprawy odkryła, że dwa psy zdołały przeżyć żywiąc się pingwinami oraz ich jajami. Wynikiem tej radosnej nowiny był kolejny pomnik, który w roku 1960 stanął w mieście Wakkanai.(Zdj.3)


-Na psim cmentarzu w Hartsdale znajduje się pomnik upamiętniający psy służące podczas I wojny światowej.(zdj.4) W okolicy podobno postawiono pomnik dla psów-ofiar wiwisekcji, brak jednak bardziej szczegółowych informacji na ten temat.


Źródło: "Pomniki zwierząt", Roman Karczmarczuk.


#necrobook #psy #rzezba #pomniki

a5e7b30b-92f5-4bb7-ba2e-e6362f051711
856c84d2-1b98-447c-aef5-c7deb4064463
aaf882a2-93b3-4922-8ab6-be67379ad9bc
6df6623b-37bc-4c0a-8c48-beb2cbf402a9

Zaloguj się aby komentować

Pierdu pierdu o zwierzęcych pomnikach.


-Jednym z najsłynniejszych pomników zwierzęcych jest etruskie dzieło z brązu(prawdopodnie z V wieku p.n.e.) ukazujące wilczycę kapitolińską, zwierzę rzymskiego boga wojny i ojca założycieli Rzymu, Marsa. Wilczyca, która miała wykarmić porzucone bliźniaki, Romulusa i Remusa, otrzymała miejsce przed pałacem laterańskim, gdzie znajdowała się jeszcze w X wieku. W 1471 roku posąg przeniesiono na Kapitol, gdzie znajduje się do dziś w Pałacu Konserwatorów. Podobizny ssących wilczycę bliźniąt wykonał w 1474 roku włoski rzeźbiarz, Antonio del Pollaiuolo.(Zdj.1)


- W XIV wieku na terenie Francji miał żyć faworyt króla Karola V znany jako Aubry de Montargis. Mężczyzna miał wroga w osobie niejakiego Macaira, królewskiego dworzanina, który zamordował Montargisa, a ciało zakopał w lesie Bondy, niedaleko Clichy. Należący do zabitego pies natrafił na ślad swojego pana, a następnie odkrył tożsamość mordercy. Powiadomiony o wszystkim władca zasądził "sąd boży". W 1371 roku Macaire stanął przeciwko psu, a następnie powalony przez niego na ziemię przyznał się do winy i poniósł zasłużoną karę. Karol V postanowił postawić pomnik na cześć czworonoga z takim oto napisem: "Wy śmiertelni, jesteście ślepi, Gwałcąc najświętsze uczucia, Gdy nawet nieme zwierzę was poucza, Aby być wdzięcznym. Niechże więc nawet cień wasz drży ze strachu Gdyby was naszła chęć czynienia zła". Pomnik stanął podobno w lesie Bondy. Ogólnie brak informacji, czy faktycznie takowy kiedykolwiek istniał.


- Newstead Abbey, dawna posiadłość George'a Byrona, skrywa monument na cześć ulubionego psa angielskiego poety, Boatswaina, który zmarł w 1808 roku. Inskrypcja zamieszczona na pomniku głosi: "Tu spoczywają zwłoki psa, który był piękny nie będąc próżnym, był mocny nie będąc zuchwałym, był odważny nie będąc dzikim."(Zdj.2)


-Barry to słynny piesu żyjący pomiędzy 1800 i 1812 rokiem w jednym z alpejskich schronisk. Rzekomo miał uratować 40 osób, za co został uhonorowany aż dwoma pomnikami. Najwspanialszy mieści się na psim cmentarzu w okolicach Paryża. Barry jest ukazany z dzieckiem siedzącym na jego grzbiecie, napis na cokole brzmi: "Barry z Wielkiej Przełęczy Świętego Bernarda uratował czterdziestu ludziom życie. Zabił go czterdziesty pierwszy."(Zdj.3) Powyższe wyjaśnienie jest jednak mało wiarygodne, ponieważ psy w owym czasie poszukiwały ludzi nie pojedynczo, lecz grupowo, dlatego trudno ustalić, czy faktycznie Barry odnalazł tylu ludzi. Nie ma też wątpliwości co do tego, że pies umarł śmiercią naturalną w Bernie. Drugi posąg odsłonięto w roku 1934 w Berlinie podczas obchodów światowego Dnia Ochrony Zwierząt. Brak niestety informacji o owym pomniku i jego losach.


Źródło: "Pomniki zwierząt", Roman Karczmarczuk.


#necrobook #zwierzeta #psiaki #piesy #rzezba

38604229-31fa-40e8-84b3-e827f1eb8c4c
7edfbd3a-9afc-4236-81f6-a47cc91a9c09
369a1616-e1de-402b-82cc-93cda48ecdbf

Zaloguj się aby komentować

Pierdu pierdu o tytoniu, część 2, informacje pochodzą z artykułu Romana Kaczmarczuka pt. "Tytoń-chleb dla milionów". Fuck, gdybym wiedział, że wyjdzie takie krótkie, to bym dorzucił to do pierwszego tekstu.


W Polsce tytoń pojawił się w roku 1590 jako okaz botaniczny przysłany ze Stambułu królowej Annie Jagiellonce. Jako używka stał się popularny w wieku XVII. Tabakę importowano głównie z Europy zachodniej. Istnieją przekazy mówiące, że sporo tytoniowego wyrobu rozprowadzali po kraju wędrowni kramarze szkoccy, w owych czasach dość liczni na polskich ziemiach. Nie każdemu podobała się taka sytuacja, do krytyków należał choćby polski poeta, Jakub Trembecki, który pisał tak: "Odtąd ten swój towar brzydki, lada jaki, Szoci wykli przedawać za przednie przysmaki, O brzydcy śmierdziuchowie, którzy takie smrody zbywacie ludziom, godni śmierdzącej nagrody".


Nałóg w swoje szpony chwycił także polskich księży i zakonników. Niektóre klasztory produkowały najlepszą tabakę w kraju, m.in . słynną w tamtych czasach bernardynkę, dobrze znany byl też produkt jasnogórskich paulinów. Tytoń przygotowywano poprzez suszenie liści, palenie, tarcie przy pomocy moździerzy w celu uzyskania sproszkowanej tabaki. Niekiedy dodawano ekstra substancje dla nadania ostrości i smaku. Dodawano m.in . takie bonusy jak sok wiśniowy czy też chrabąszcze. Używano też lawendy lub olejku pomarańczowego.


Tabakę przechowywano w rożkach lub blaszanych pudełkach, po pewnym czasie bogatsi obywatele zaczęli używać tabakierek. Niektóre z nich były wspaniałymi dziełami sztuki wykonanymi ze srebra, masy perłowej czy złota, zdarzały się egzemplarze dodatkowo ozdobione diamentami.

Fanami tytoniu stało się także kilku polskich władców, m.in . Jan III Sobieski, który uwielbiał zażyć lulkę będącą "deserem" po sycącym obiedzie. Tytoń lubił także August III, jednak prawdziwego bzika miał Stanisław Leszczyński, który podobno potrafił wypalić 30 fajek jedna po drugiej. Na organizowanym przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I tzw. Kolegium palaczy bił na głowę resztę uczestników.


Wśród wielkich nazwisk można wymienić także Józefa Poniatowskiego, który wyjątkowo mocno umiłował sobie ów nałóg. Tytoniem nie gardzili także nasi wielcy poeci: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński.


#necrobook #fajkamniejszkodzi #tyton #papierosy #pierdupierduotytoniu

6d2fcf04-82a5-4dd3-8599-6e90abcb6b27

Zaloguj się aby komentować

Pierdu pierdu o tytoniu, informacje pochodzą z artykułu Romana Kaczmarczuka pt. "Tytoń-chleb dla milionów".


W starożytnym Meksyku palenie było wyrazem elegancji przestrzeganej w wyższych sferach społeczeństwa. Fajka aztecka nie miała czaszy i była wykonana z gliny lub też trzciny w formie długiego cygara. Korzystali z niej także ówcześni lekarze podczas ustalania diagnozy. Zapalali fajkę bądź też przekazywali ją choremu i z uzyskanych wizji wyciągali powód niedomagania chorego. Mieszanka oprócz tytoniu często zawierała w sobie pejotl, narkotyk, w którego skład wchodziła powodująca barwne wizje meskalina. Podczas innej wersji badania lekarz wcierał tytoń w ręce, a następnie za pomocą swojej prawej dłoni badał lewe ramię chorego.


Nie wszędzie znano fajki, w południowej części Ameryki Środkowej, w Gujanie i na terenach przylegających do Amazonki palono zwinięte liście tytoniowe o takiej długości, że nieodzowne były specjalne podpórki w kształcie widełek. Wspólne palenie polegało na tym, że mistrz ceremonii wydmuchiwał dym na twarze obecnych, którzy wdychali go z nabożnym przejęciem. Bardziej znanym zwyczajem była tzw. fajka pokoju- kalumet. Nazwa ta pochodzi z francuskiego "chalumeau"(fujarka), ponieważ długi, drewniany cybuch fajki nieco ten instrument przypominał. Ozdabiany był on piórami, a główkę fajki wykonywano z czerwonego kamienia znanego jako catlinit. Święty kamieniołom, z którego pozyskiwano kamień, znajduje się na terenie Minnesoty koło miejscowości Pipestone. Wydobywający się z fajki dym miał zapewniać przychylność sił nadprzyrodzonych, a zdobiące ją pióra dzięcioła symbolizować słońce. Posiadacz fajki mógł bezpiecznie odwiedzać obóz nieprzyjaciela, nadawała ona również ważność wszelkim układom pokojowym.


(W tym miejscu mogą być małe powtórki z ostatniego artykułu)

Pierwsze nasiona tytoniu trafiły do Europy w roku 1496, kiedy to towarzysz Kolumba, Juan Ponce de Leon, przytargał je do Portugalii. Hiszpan Hernandez de Oviedo y Valdes w książce "Historia Natural de las Indios" wydanej w 1535 roku opisał roślinę i nadał jej nazwę tobaco, która przyjęła się wśród Hiszpanów w Ameryce. Takson rodzajowy Nicotiana pochodzi za to od Jana Nicota de Villemain, posła francuskiego, który używał sproszkowany tytoń jako lekarstwo. Po usłyszeniu, że królowa Francji Katarzyna Medycejska odczuwa nieznośne bóle głowy, przesłał jej w 1561 roku nasiona i liście. Kuracja musiała okazać się skuteczna, ponieważ od tej pory Katarzyna stale zażywała tabakę i polecała ją innym. W taki oto sposób wśród dworskiej arystokracji zapanowała moda częstowania gości tabaką. Rzekome lecznicze właściwości tytoniu przykuły uwagę włoskiego dyplomaty i kardynała, Santa Croce Publicola Prospero, który przesłał pewne ilości do Rzymu. Fanem tytoniu był również hiszpański lekarz, Nicolas Monardes, który pisał: "Ziele to oczyszcza podniebienie i głowę, usuwa zmęczenie, bóle głowy i porodowe, zapobiega dżumie, przepędza wszy, leczy zakażenia, stare wrzody i rany".


Tytoń bardzo szybko stał się popularny na terenie Europy. Wszędzie powstawały sklepy z tytoniem, gdzie można było uzyskać informacje dotyczące jego użytkowania. Używka nie przypadła za to do gustu niektórym przedstawicielom kościoła katolickiego, którzy nazwali roślinę "diabelskim zielem". W roku 1650 papież Innocenty X zagroził klątwą księżom, którzy próbowali wprowadzać tytoń do świątyń. W Szwajcarii posunięto się do karania palaczy wysokimi grzywnami, pręgierzem, a nawet więzieniem. W 1742 i 1744 zakazano palenia w Królewcu i Szczecinie, głównie ze względu na obawy przed pożarami. W Rosji wymierzano chłostę i zsyłano za Ural. Za panowania Piotra Wielkiego zaprzestano prześladowań, a to dlatego, ponieważ władca był namiętnym palaczem. Sułtan Murad IV walczył z nałogiem w najbardziej brutalny sposób, karał bowiem palaczy śmiercią, a lokale, w których unosił się zapach dymu tytoniowego, kazał palić.


Z czasem wszyscy władcy ulegli urokowi tytoniu, mogła tu też dopomóc kwestia nakładanych na tytoń podatków, które zasilały kasy rządzących. Trzeba jednak dodać, że w większości niemieckich państewek dopiero od 1848 roku można było bezkarnie dymkować na ulicach miast.

C.D.N.


#necrobook #tyton #papierosy #zapalicmuszebosieudusze #dymkowanie

83f7c17d-e2b5-4fe7-918e-0bf833ad3b24

Zaloguj się aby komentować