Zaloguj się aby komentować
Nazwałem tą fotę "odpoczynek wolności"
Aparat: Smiena 8M, film: Kodak Gold Color. Wiem, że poruszone, ale symetrycyzm dodaje uroku.
#fotografia #fotografiaanalogowa #tworczoscwlasna #mojezdjecie #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować
Taki dźwig do elektrowni wodnych postawiono w Gdańsku. Robi mega wrażenie.
#mojezdjecie
#gdansk

Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj siedziałem sobie i uznałem, że wrzucę zdjęcie ptaka. Proszę. Mam więcej i chyba zrobię kolejne.
#fotografia #przyroda #ptaki #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
Dolina Buttermere pol godziny po zachodzie Slonca
#gory #uk #fotografia #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
Istarska Pustinja to jałowy, skalisty kawałek terenu położony w północno-zachodniej Chorwacji, przy samej granicy ze Słowenią.
Znalazłem to miejsce jako ciekawostkę turystyczną i poza nietypowem krajobrazem nie ma tu żadnej infrastruktury. Na skraju wsi, przy ostatnich zabudowaniach stoi tabliczka wskazująca dalszy kierunek i ... na tym się kończy. Przechodzimy kilkadziesiąt metrów i jesteśmy na miejscu.
Zastajemy obszar rozciągającego się na kilkaset metrów czegoś, co przypomina wybetonowany model 3D pasma górskiego. W pewnym sensie matka natura stworzyła to miejsce na podobieństwo klasycznych gór, ale w skali pasujacej raczej do parku miniatur.
Na myśl przychodzi mi jeszcze jedno miejsce - podobnie pozbawione gleby wzgórza (ale już o "właściwych" proporcjach) spotkałem na Malcie, tzw. Clay Hills.
Odsłonięta tu skała fliszowa to podstawowy budulec środkowej Istrii. Dzięki temu miejscu łatwiej zrozumieć, dlaczego środkowa Istria nazywana jest szarą.
Jak ktoś ma czas albo/i ochotę pobawić się i odpowiednio pokadrować fotografie, to z pewnością można wyciągnąć tu ciekawe, nietypowe ujęcia.
13/x
Obserwuj również: YT | IG | FB
Tag do obserwowania/czarnolistowania: #bzdecior #bzdeciorphoto
#ciekawostki #fotografia #mojezdjecie #geografia #podroze
#balkany #chorwacja #europa





Zaloguj się aby komentować
Dzisiejszy mglisty poranek 2
#fotografia#mojezdjecie#rzeszow#rzeszow





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Kto nie lubi czytać, wersja z ruchomymi obrazkami
Tuż granicy albańsko-greckiej ukryta jest ABSOLUTNA PEREŁKA. W górach Pindos #heheszki znajduje się... największy kanion świata. Czy w ogóle kiedykolwiek o nim słyszeliście? No cóż, ja też nie.
Atrakcja jest tak niszowa i nierozpropagowana, że... nawet nie ma artykułu w polskiej Wikipedii. Więc można błysnąć wiedzą na najbliższej domówce czy spotkaniu rodzinnym ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jak tylko natrafiłem na ten wąwóz na mapie i sprawdziłem, że będę tymczasowo pomieszkiwał ledwie 2h drogi dalej - klamka zapadła, koniecznie trzeba było go zobaczyć na własne oczy. Zdecydowanie było warto! Różnica wysokości robi naprawdę wrażenie i mimo tego, że raczej jestem otrzaskany z naszymi Tatrami, to tam lekko się nogi pode mną ugięły.
Region Zagori (niby Grecja, a nazwa brzmi dość swojsko, prawda?) udało się odwiedzić dwukrotnie. Z dwóch perspektyw - z samego szczytu pionowej ściany oraz ze wsi znajdującej się "u jego bram".
Dlaczego ten kanion powstał akurat tu? Co właściwie znaczy największy?
Skąd się wzięli tutaj Słowianie? Jak wygląda typowa grecka, górska wioska i co z tym wszystkim wspólnego mają Turkowie? Wszystko to w najnowszym relacji filmowej. Zapraszam serdecznie!
12/xx
Obserwuj również: YT | IG | FB
Tag do obserwowania/czarnolistowania: #bzdecior #bzdeciorphoto
#ciekawostki #fotografia #mojezdjecie #earthporn #podroze
#balkany #grecja #gory #geografia #europa





Zaloguj się aby komentować
Zdjęcie z punktu widokowego w stronę ruin zamku stary Książ.
#fotografia #mojezdjecie #zamki #historia

Zaloguj się aby komentować
Gdy na początku lutego panowała w Tatrach lawinowa czwórka z oczywistych względów porzuciłem wyjazd w te rejony i w zamian wybrałem się w Beskid Śląski. Nie mogłem sobie wymarzyć lepszych warunków, a wschód słońca był najlepszym jaki wydarzył się w moim życiu.
#fotografia #earthporn #ciekawostki #mojezdjecie #gory

@FocusToInfinity o kurczę. Wczoraj oglądałem Twój film i pierwsze co to przeleciałem oczami przez tekst i nigdzie nie widziałem podpisu. już chciałem gagatka tutaj utemperować, że się zostawia creditsy, kto wykonał foto:D a potem zobaczyłem autora wpisu.
Ładne zdjęcia. Dzięki za robotę, którą robić i za inspiracje
Zaloguj się aby komentować
Ostatnio zacząłem uczyć się błysku. Używam wyzwalacza, lampy Godoxa i parasolki-softboxa.
Udało mi się zrobić kilka całkiem fajnych - moim zdaniem - zdjęć.
Bardzo chciałbym nauczyć się retuszu ale nie wiem jak się za to zabrać. Muszę znaleźć jakiś poradnik albo kanał na YT który tłumaczy to z sensem.
#mojezdjecie #fotografia





Zaloguj się aby komentować
Początek wiosny jak marzenie (ʘ‿ʘ) Dzisiejszy wschód Słońca to po prostu sztos.
#fotografia #mojezdjecie #chwalesie #earthporn #wiosna #podroze
#bzdecior #bzdeciorphoto 11/x

@PaczeIok to zdjęcie wcale nie musiało być obrabiane. W odpowiednim ustawieniu czasu naświetlania/ ogniskowej można otrzymać takie natężenie koloru. Jeśli masz opcję przybliżania w swoim telefonie (wystarczy x2 ale najlepiej x4 i wyżej) zrob fotę zachodzacemu słońcu. Otrzumasz krajobraz jak powyżej, choć zapewne w nieco niższej rozdzielczości.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Pierwsze próby sprzętowe tego roku na stadionie Stal Rzeszów.
20 marca 2023
#fotografia #mojezdjecie #zuzel #rzeszow





Zaloguj się aby komentować
Hej Hejtomki i Hejtomkinie,
Wiadomo, internety głównie służą do śmieszków, ale nie szkodzi ich wykorzystać w trochę innym celu!
O co chodzi? W maksymalnym skrócie, prowadzę działalność - realizuje fotografie i filmy, głównie dla firm, no i jak się domyślacie - w takim prowadzeniu działalności są rzeczy totalnie bezcenne, i jedną z nich są kontakty
Wobec tego, może uda mi się przez Hejto poznać nowych ludzi i wspólnie z nimi, lub dla nich zrobić coś ładnego
Więc, jeśli jesteś osobą która szuka kogoś, kto zrealizuje dla Ciebie czy Twojej firmy film lub fotografie, to odzywaj się śmiało na priv, jeśli pracujesz w agencji reklamowej, czy domu produkcyjnym, to też bardzo chętnie nawiąże kontakt.
A z drugiej strony, jeśli jesteś operatorem kamery, fotografem, montażystą, zajmujesz się makeupem, scenografią, światłem... No profesji jest wiele, chętnie również nawiąże kontakt. Sam pochodzę z Mazowsza, okolice Warszawy, ale wiadomo - są projekty na które jedzie się przez pół Polski. Jeśli też jesteś osobą która chętnie zrealizuje coś wspólnymi siłami, to... No pisz też po prostu. Chętnie też podejmę się projektów TFP, szczególnie jeśli chciałbyś lub chciałabyś zrealizować coś w klimacie 'cinematic videoportrait'.
Na koniec wrzucam swoją foteczkę zrobioną na początku roku na Malcie - żeby nie opierać się tylko na żebropiorunach - niemniej, dając pioruna możesz mi pomóc!
A no i portfolio chętnie podeśle w prywatnej wiadomości.
#praca #pracbaza #fotografia #filmy #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
Zamek Książ uchwycony podczas nocnego spaceru.
#fotografia #mojezdjecie #zamki #historia

Zaloguj się aby komentować
Bitwa pod Grochowiskami 1863.
Wczoraj 18 marca miała miejsce 160 rocznica bitwy pod Grochowiskami. Strzały, wybuchy i oczywiście nasze zwycięstwo.
Dużo fot, trochę za dużo a wstawić mogę tylko 5, wiec pewnie jeszcze coś podrzucę.
#fotografia #mojezdjecie





@ReheatedCutlet jakiekolwiek celebrowanie powsatania styczniowego to kompletna ignorancja. to jak do niego doszło, jak go nie przygotowano, jak nim przewodzono i ostatecznie do czego doprowadziło powinno być wystarczającym powodem by każdy Polak w szkole uczył się na jego przykładzie jak nie przeprowadzać zrywów niepodległościowych. drugim powstaniem jest powstanie warszawskie, a trzecim listopadowe.
o dziwo powstania wielkopolskiego czy śląskiego nie celebrujemy co świadczy o autodestrukcyjnych cechach naszego narodu. im bardziej nas biją tym bardziej jesteśmy dumnymi Polakami.
Zaloguj się aby komentować
Najpiękniejszy zachód słońca w Chile widziałem nieopodal mojego nowego miejsca noclegowego, dla którego opuściłem wygodne mury hostelu. Rezygnowałem z murowanego budynku
znajdującego się w odległości 5 minut marszu od głównej uliczki San Pedro de Atacama na rzecz campingu, do którego trzeba było dreptać jakieś 50 minut wzdłuż prawie całkowicie wyschniętego koryta rzeki, mijając po drodze właściwie jedno wielkie nic. No ok, widać było dookoła pnące się na 2 metry murki, prawdopodobnie kryjące za sobą domostwa miejscowych, ale z zewnątrz wyglądało to wszystko wyjątkowo nieprzystępnie i surowo. Idąc po raz pierwszy w stronę mojego campingu czułem się jak wygnany poza mury miasta banita. Czułem też niesamowity skwar, będący swoistym źródłem dla rzeki potu spływającej z obciążonych bagażem pleców wprost między wzgórza mych jakże jędrnych pośladków.
Nie ukrywam, lokalizacja nowego miejsca noclegowego była jednoczesnym przekleństwem i błogosławieństwem. Przekleństwem właśnie ze względu na sporą odległość od miasta, do którego wybierałem się to na zakupy, to na piwo z kolegami poznanymi wcześniej. Błogosławieństwem, bo dzięki tej izolacji miałem naprawdę komfortowe warunkiem do obserwowania gwiazd nocą - wystarczyło wyjść z namiotu i pogapić się w niebo.
Gwoli ścisłości, nie był to zwykły camping lecz glamping. Dla niewtajemniczonych - glam camping, czyli nieco bardziej luksusowy camping z własnymi przestronnymi namiotami na metalowej konstrukcji, a nawet niewielkim basenem zewnętrzym. Dostrzegłem też... teleskopy. Tak, okazało się, że właśnie na ten camping docierała część wycieczek z miasta w celu oglądania czerwonych karłów, mgławic i galaktyk, które oglądałem kilka dni wcześniej. Najlepsze warunki do star gazingu miałem więc poniekąd za darmo w moim nowym miejscu noclegowym. Uściślając - gdybym chciał znów pogapić się przez obiektyw, musiałbym uiścić stosowną opłatę, ale mnie interesowało przede wszystkim niezanieczyszczone sztucznym światłem nocne niebo oglądane gołym okiem, a dokładnie takie warunki oferował mój camping.
Tuż obok campingu wyrastało strome wzgórze z dziwnym łukiem na szczycie oraz sporym pomnikiem z krzyżami nieopodal - to właśnie tę miejscówkę upatrzyłem sobie na zachód słońca. W aplikacji maps.me widziałem dwie ścieżki prowadzące na szczyt. Ta, która zaczynała się tuż obok wyjścia z campingu była chyba bardziej hipotetyczna niż prawdziwa - wejścia bronił wysoki płot z metalową siatką, uszkodzoną w kilku miejscach. Początku drugiej ścieżki nie chciało mi się szukać (szacowany czas dojścia do jej startu - pół godziny), bo nie miałem pewności czy nie zastanę podobnego widoku. Pozostało więc przecisnąć się przez dziurę w siatce i piąć w górę po stromym terenie nieco na czuja.
Wejście zajęło mi prawie pół godziny. Ze szczytu rozpościerał się przyjemny widok, choć na prawdziwy spektakl wciąż czekałem. Ustawiłem moje goPro do nagrywania timelapsu zachodu słońca i czekałem. Miałem ze sobą butelkę wina, ulubioną muzykę i kłęby własnych myśli.
Podczas samego zachodu słońca nagle pojawiło się na szczycie kilka dodatkowych osób, które dotarły drugą ścieżką (z góry było ją całkiem dobrze widać, w przeciwieństwie do tej którą przyszedłem - ta praktycznie nie istniała). Brak samotności trochę mnie zasmucił, bo zamiast spokojnej kontemplacji wkurzałem się na fakt zepsucia mojego timelapsu przez ich sylwetki. No ale kij z tym. Skupiłem się na zachodzie słońca i niebie, które przybrało te niesamowite barwy jakieś 20 minut później. W międzyczasie wpadłem na pomysł zrobienia sobie zdjęcia samowyzwalaczem, czego efekty możecie podziwiać na głównym zdjęciu. Jak na tylko jedną próbę chyba całkiem nieźle.
Jedyne czego żałowałem, to że nie było ani jednej chmurki na niebie, bo to wtedy wschody czy zachody słońca są najpiękniejsze. Ale nie narzekałem. Wciąż byłem oniemiały intensywnością pomarańczu na niebie, którego źródłem był najpewniej unoszący się w powietrzu pył pustynny, załamujący światło słoneczne.
Gdy zachód dobiegł końca pomyślałem sobie - koniecznie muszę wrócić tu na wschód słońca! Tylko czy będzie chciało mi się wstawać super wcześnie rano? Jednocześnie skonstatowałem, że jest to genialne miejsce na obserwowanie nocnego nieba. A że od dawna marzyłem o spędzeniu nocy pod gołym niebem, pomyślałem - why not both?
Plan był prosty - wrócić na camping, spakować śpiwór oraz karimatę i wrócić w to samo miejsce na noc. Może był to pomysł głupawy, bo jednak nocą na pustyni bywa zimno, w dodatku teoretycznie tu też mówiło się o występowaniu pum w górach (w co do tej pory nie chce mi się wierzyć), ale butelka wypitego wina dodała mi animuszu, więc ruszyłem nieistniejącą ścieżką w dół. No właśnie - jako że ścieżka za bardzo nie istniała, szedłem na czuja oświetlając sobie drogę gównianą czołówką z Decathlonu, która pomagała mi dostrzec jedynie to, co było bezpośrednio pod moimi stopami, ale nie była bezużyteczna w kontekście zrozumienia co zastanę za metrów paręnaście. Tym sposobem zboczyłem z nieistniejącej, choć w miarę wygodnej ścieżki, którą właziłem na górę, a zamiast tego trafiłem do żlebu z niepewnymi kamieniami pod stopami.
Co może się stać, gdy opierdzieli się w pojedynkę całą butelkę wina i schodzi się stromym żlebem po ciemku? Bingo - wypierdoliłem się po podkręceniu kostki na jednym ze zdradliwych kamieni. Szczęśliwie poza bólem stawu skokowego, zdartą skórą na goleniu i zranianą dumą nic mi nie było, więc kontynuowałem zejście.
Na campingu szybko spakowałem niezbędne rzeczy i ponownie ruszyłem w mozolną drogę pod górę. Tym razem udało się uniknąć trudnego terenu, a panujący dookoła chłód sprawiał, że wchodziło mi się przyjemniej niż poprzednio. W końcu dotarłem na szczyt.
Rozłożyłem karimatę i śpiwór oraz wpełzłem do środka. Miałem ze sobą nawet kolejną butelkę wina, którym miałem się raczyć oglądając rozgwieżdżone niebo. Z tym że leżąc tak i wpatrując się przez kilkanaście minut w firmament w ciepłym śpiworze w absolutnej ciszy, nagle poczułem, że zaczyna morzyć mnie sen. Walczyłem jeszcze z powiekami przez jakiś czas, ale zrobiło mi się tak błogo, mimo leżenia w absolutnie nieosłoniętym i narażonym na ataki prawdziwych i wyimaginowanych wrogów miejscu, że koniec końców poddałem się i zasnąłem, wcześniej ustawiając jednak budzik na 40 minut przed wschodem słońca.
Przyznam, że spałem jak zabity, więc gdy zadzwonił budzik średnio chciało mi się wyjść ze śpiwora, zwłaszcza że wciąż było co najwyżej szaro i nieciekawie. Nie chciałem jednak znów zasnąć i ryzykować przegapienia wschodu słońca, więc obserwowałem okolicę - najpierw na leżąco, a ostatecznie w pozycji wyprostowanej (choć raczej zgarbionej i zziębniętej). W końcu niebo zaczęło nabierać dość dziwnych kolorów, a złoto wciąż czającego się pod linią horyzontu słońca rozlało się nierównomiernie po firmamencie.
Zanim jeszcze słońce w końcu pojawiło się na niebie, przebiegłem się w stronę drugiego szczytu wzgórza z pomnikiem krzyży, które oglądałem też dzień wcześniej. Ku mojemu zdziwieniu, pośrodku ścieżki, nieopodal mojego miejsca noclegowego, widniałalo świeże i niemałe gówno pochodzenia zwierzęcego. Świeże, to znaczy na pewno nie było go wieczorem. Kto je tam zostawił w nocy oznaczając teren? Pies? Puma? Cholera wie. W każdym razie przez chwilę poczułem się nieco nieswojo, że zwierzę to mogło, albo i podeszło mnie obwąchać.
W końcu słońce zawitało na niebie, dodając uroku pomarszczonym wzgórzom Valle de la Luna za pomocą gry światłocienia. Naprawdę, nie chciało mi się stamtąd schodzić. Było absolutnie przepięknie. Spędziłem tam chyba kolejną godzinę zanim się w końcu udałem się w dół. Tego dnia miałem już opuszczać San Pedro de Atacama i lecieć ponownie do Santiago de Chile na ostatnie dwa dni w Ameryce Południowej. Ale o ostatnim weekendzie w chilijskiej stolicy opowiem w kolejnym wpisie.
#polacorojo #podroze #chile #atacama #mojezdjecie





Zaloguj się aby komentować