Wczoraj cały dzień z dziećmi w Farmie Iluzji a dzisiaj z dziećmi na baseny. Więc przestrzeń tylko o nieludzkiej porze ... miałem wyjść o 6tej wyszedłem prawie godzinę wcześniej :) ale wiało... Ale tempo mocne wyszło powyżej 25 km/h bez upałów i trasa mosty ogarnięta bardzo szybko. No i jadę z dziećmi tramwajem i się zorientowałem, że zapomniałem spodenek do wody...może nie takie spektakularne jak jeden futrzaszty od szosy bo ogarnąłem w + 20 minut.
Aha
Robię sobie przerwę na wale koło piaskarnia jem batonika i usiadłem na schodkach prowadzących do piaskarnia to mnie przez megafon przegonili żebym spadał z ich teren i że wzywają grupę interwencyjna... No co za ch... może na ich terenie bylem może 40 cm nogami...
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Nie dodaje stacjonarki, bo do żadnych monitorów nie podłączona to pewnie oszukuje (w nogach wiem że tak). Ale cegiełkę jakąś dorzucam. Papatony niezamierzone, mam taką trasę, że tyle akurat wychodzi. Albo ja nie umim albo jesteście leszcze, że dystansów po przecinku nie chcecie :D Dlatego zaniżam w dół. Trasy nie z papatonu dlatego, że trzeba jeszcze było paczkomat zaliczyć.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Opowieść to będzie o tym, jak spierdzieli się prawie wszystko, oczywiście przy dużym udziale opowiadającego, lecz i tak skończyć z tarczą, a nie na niej. Serdecznie Państwa zapraszam na relację z wyścigu.
Start w Lubuskiej Szosie planowałem od dawna. W ubiegłym roku gdybałem 250 czy 500 km, ale szybko nastawiłem się na najdłuższy dystans. Kusiła szybka trasa i korzystne okoliczności logistyczne, więc pozostało wybrać właśnie tę opcję.
Ten wyścig stanowił dla mnie główny punkt sezonu 2026. Wszystko szło dobrze, noga w tym roku pięknie podaje, waga zredukowana względem ubiegłych lat, udało się pozytywnie ukończyć Pierścień Tysiąca Jezior 610 km, pico bello. Do tego na wspomnianym PTJ poznałem typa, który ukończył wyścig w prawie identycznym czasie jak ja, choć nie widzieliśmy się zupełnie na trasie. Mieliśmy razem startować w jednej grupie, z jego znajomkiem.
Niestety problemy zaczęły się po środowej przejażdżce. Wskutek awarii ratchetu (taki system zazębiania tylnej piasty), zaczęło mi się robić ostre koło. Nie było to bardzo problematyczne, ale w obliczu wyścigu na długim dystansie, wolałem to naprawić. No i spierdoliłem jeszcze bardziej, a w sumie nie wiem nadal dlaczego xD Wyczyściłem z syfu okolice łożysk, pierścienie, sprężynki, a po zamontowaniu koła, okazało się że piasta przez 1/4 obrotu, praktycznie staje w miejscu. Łańcuch hałasuje, spada, normalnie kataklizm. Pozostał zatem w praktyce jeden dzień, a ja mam niesprawny rower. Zajekurwabiście. Ani oddać do serwisu, ani nic. Decyzja: spróbuję ogarnąć to w piątkowy wieczór. Na próbie się skończyło. Całe 2 minuty przed północą.
Czas na bilans zysków i strat. Zysków nie ma. Straty: nie mam narzędzia pracy na kilka godzin przed startem, a powinienem już spać. Szybka decyzja, przerabiam starą szosę, dodaję lemondkę, ogarniam napęd, montuję akcesoria, zmieniam koszyki na bidon etc. Przed 1:00 skończyłem, trudno, jakoś dotrwam. Pozostało poprawić gpx, bo organizator dodał mały objazd. I wtedy sobie to uzmysłowiłem. Och, co za gamoń, co ja odpierdoliłem.
ZAPOMNIAŁEM
K⁎⁎WA
SPODENEK
Ale jak?!?!?! I wtedy sobie przypomniałem. Późną porą w czwartek, zabieram koszulkę i potówkę, tutaj są skarpetki, a tam bibsy. Ale nie te, one na takiej trasie zatrą mnie jak papier ścierny, 3h jazdy to max. Idę do suszarki, bo robiłem pranie we wtorek. O, a tutaj jest pomiar tętna, bo znowu zapomnę. Do suszarki już nie docieram.
No i c⁎⁎j, no i cześć. Pół godziny deprechy.
Przychodzi mi myśl. Sprawdzam jedno, drugie, dobra, spróbuję. Decathlon otwarty od 9, numer do orga znaleziony. Piszę z prośbą o zmianę dystansu, rano przeczytam. Z wkurwienia przez blisko godzinę nie mogę zasnąć, a budzę się ponad pół godziny przed budzikiem. 4,5 godziny snu, elegancko. Spoglądam na telefon:
"nie ma problemu, ale nie gwarantujemy medalu"
Ciul z medalem, here we goooooooooo
Za dziesięć 9:00 jestem pod roletą sklepu, wpadam, przymierzam, płacę, przebieram się w kiblu (słuchając jak gość w kabinie obok walczy o życie) i rura na start. Tracker odbieram 3 minuty przed startem. Izi pizi.
Rozglądam się, a tam sama konina. Dyski, kaski aero, wytopione łydy. Będzie wesoło.
Ruszamy dosyć żwawo... żartuję, bo to jest po prostu galop. Zmiany mocne, poniżej 30 km/h jest tylko na podjazdach 5%+. Na pierwszym punkcie kontrolnym, na 71. km średnia wynosi 36,7. Matko święta. Przerwa max 5 minut, jedziemy dalej. Po kilku km, brak ostrzeżenia i wpadam w dziurę. Uff, dętki całe, ale połamało się gniazdo od licznika i ten dynda na lince xDD Za⁎⁎⁎⁎ście. Myślę sobie o tym, jak przetrwam ten dystans po takim śnie i na 108. km otrzymuję odpowiedź, tam gdzie zawsze. Łapie mnie skurcz na wewnętrznej części uda. Udaje mi się z nim wygrać, przypuszczam że to może być kwestia mozolnej pracy z rozciąganiem. W ubiegłych latach takie ekscesy kończyły się zsiadaniem z roweru. Jeszcze tego nie wiem, ale skurczów tego dnia zaliczę blisko 10. Nie jestem jednak jedyny, przez nie z koła spada nam nawet znany w ultrasowej całej Polsce jeden kozak. Upał również robi swoje. Z trudem docieram do PK2 i tam mam już więcej czasu na parę rzeczy. Tylko jakimś cudem, jedno gniazdo odłożyłem do starej podsiodłówki i mimo braku idealnego spasowania, montuję na nowo licznik. Do tego ściągam buty, bo stopy pieką (ale tylko w 1 punkcie, a nie tak jak wcześniej) i się rozciągam. Szybkie uzupełnienie kalorii i gnamy dalej. Do mety pozostaje 90 km i jazda pod wiatr. Ten niestety okazuje się kręcić i sporo jest jazdy z podmuchem bocznym. Końcówka jest już ciężka, skończyła mi się woda w bukłaku, a żołądek nerwowo reaguje na samą myśl o izo w bidonach i słodkich żelach. Ogólnie najchętniej bym wszystko zwrócił. Z trudem pochłaniam wymagane minimum i toczę się do mety. Tempo spadło, ale nie tylko u mnie. Grupka się rozrywa na licznych końcowych podjazdach. Walczę na nich ze skurczami i bólem stóp. Nie mogę rozluźnić nóg, bo stopy bolą. Nie mogę odciążyć stóp, ponieważ mnie spina. Udaje mi się jednak ostatecznie dotrzeć do mety i to w bardzo dobrym czasie, którego się kompletnie nie spodziewałem.
Piękny to był wyścig, nie zapomnę go nigdy.
PS. Medal też dostałem
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Panie @Furto ogromne gratulacje, bo brzmi jakby cały świat miał być na nie jeśli chodzi o ten wyścig xD Piękna relacja, super mi się czytało 😃
Podziwiam za upór i kombinowanie.
Jakieś kolejne fajne starty w niedalekiej przyszłości jeszcze Cię czekają?
bo brzmi jakby cały świat miał być na nie jeśli chodzi o ten wyścig
Bez kitu w pewnym momencie tak się właśnie czułem. Cały świat, na którego czele stałem ja xD
@Trypsyna
Jakieś kolejne fajne starty w niedalekiej przyszłości jeszcze Cię czekają?
Na chwilę obecną nie, raczej na pewno nie wpadnie żadne 300+, bo nie mogę znaleźć nic atrakcyjnego pod kątem logistycznym. Mam na oku jeszcze dwie imprezy we wrześniu i październiku na 100/200 km, może jedną wybiorę
Przy czym rozmawiamy o zawodach, bo jeszcze dwa cele mam w kalendarzu na sierpień
O ile w ubiegłym tygodniu trasa chciała mnie zniszczyć (udanie) to dziś jechało się kapitalnie, nie licząc krótkiego fragmentu podjazdu na Jamną (od Siekierczyny), która zaczęła się od 11% przez 18% a na końcu zluzowała do miłych 13%.
Interesujący był cmentarz wojenny w Staszkówce (Staszkówka ♰ №118 / 2). Na pierwszy rzut oka niby nic specjalnego. Cztery olbrzymie wieże z wbitymi w nie solidnymi mieczami i schludne nagrobki dookoła. Gdy się jednak wejdzie w cień tych wież i zerknie do góry... Wtedy coś się zmienia.
Ciekawe miejsce. Warto pojechać.
Podobnie interesująca jest wieża w Bruśniku (strome i wąskie schody). Piękny widok na pobliskie wzniesienia, a dodatkowo tablice objaśniające na co patrzymy. Niestety mocno podniszczone przez jakichś dupków.
Gdy tak sobie staliśmy koło wieży (ze mną jechał ten, którego łydy nie bolą - to jego trasa) na elektrycznych rowerach podjechała rodzina 2+2. Zero wysiłku. Zsiedli, popatrzyli z szacunkiem na wieżę, a po chwili usłyszałem "nogi mnie bolą". Kumpel nie wytrzymał i "próżnię" rzucił tekst: a po czym?
Potem już bardzo malownicze zjazdy i podjazdy w kierunku Jamnej i Paleśnicy. Dalej Zakliczyn i Tarnów.
To był dobry dzień!
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Pipidówki i dzisiaj lekko dłużej. Fajna pogoda, chciałoby się więcej, ale też pierwsza normalna pogoda żeby skosić trawę, a w niedzielę we wsi nie wolno xd
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Powolny powrót bo leczeniu tej rukwy boreliozy. 2 jazda od 2 miesięcy :( Dodatkowo odkryłem, że mam krzywą felgę, coś strzela w okolicy przedniej zębaki, terminy w serwisie odległe. A za niecały miesiąc szykuje się grubszy, dłuższy, wakacyjny, rowerowy temat.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Km za wczoraj, po południu założyłem nowe obuwie do gravela, pirellki 700/50c, teraz to się śmiga po lesie, piach i korzenie nie straszne przy takich balonach, ciekawe jak z wytrzymałością na kamieniach będzie.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Mam taki mały cel na ten sezon, aby złamać solo 3h/100km. No i tak sobie myślę, że gdyby nie kilka okoliczności tentygodniowych, w takiej formie jak dzisiaj, zrobiłbym to nawet licząc czas brutto z przerwą na siku i drożdżówkę z żabki. Średnia 33 przy tętnie 133, nie wiem co tu się odwaliło.
Nowa pozycja za sprawą lemondki super, ale spina mnie coś na prostownikach, podobnie jak 2 lata temu. Muszę szybko coś na to zaradzić, a mam ledwie parę dni, ehhh.
Wiatr po⁎⁎⁎⁎ny, zrobiłem pętlę wokół Lasów Grędzińskich i nie wiem nawet skąd wiał, chyba zewsząd.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin