Serial lepszy, dużo bardziej niuansuje postacie i wydarzenia niż książka. Książka za to bardziej realistycznie podchodzi do Claya - słucha wszystkich kaset w ciągu jednej nocy i nie rozkłada tego na kilka dni...
#czytelniczebingo 13/25 - Książka, która została zekranizowana
Laurka pochwalna błękitnych Japończyków. Nie nazbyt stronnicza, albowiem przeprowadzone pieczołowicie badania i posiadanie koreańskiej żony włącznie ze wsparciem jej rodziny nie pozwoliłyby rozprzęgnąć się koniowi uwielbienia. Bynajmniej jednak zabrakło mi tam ściśle poświęconej rubryki o ciemnej stronie Korei. Oczywiście są wzmianki o wysokim wskaźniku samobójstw, przepracowaniu i korupcji władzy, ale to jako nieodzowne rzeczy, nieprzysłaniające tak wielkiej zajebistości Koreańczyków. To ich nadopiekuńcze wspieranie rodziny, niesamowity upór w dążeniu do prosperowania całego społeczeństwa, kulturowa dbałość do pozazdroszczenia nam Polakom oraz tolerancja, jakiej nie przeszkodzą "prawicowe zwierzęta" wydają wielki blask, dzięki któremu turystom można przekonać do wydawania pieniążków na bilet lotniczy do Seulu (wymawiaj Saoul)
Szczęśliwość najszczersza dzieje się niestety, gdy zaczynają się ujawniać osobiste preferencję autorskie. Jakoś nie jestem przekonany, że to ta zła Ameryka sieje propagandowy ferment, utrudniający proces zjednoczeniowy. "Młody i inteligentny" przywódca północnej części okazało się nie kwapił do oddawania atomówek i bycia mniej nieprzyjemny w stosunku do kejpopu. Także ten uwielbiany nie-prawicowy prezydent uderzajacy w układy tych prawicowych odpowiedników; ci dwaj lewicowi prezydenci niczym bracia Grakhowie rozsupłujący worek nieporządków zimnowojennych dyktatur - tak, takie odnoszenie do rządów pisu. Chciałbym ujrzeć twoją minę, gdy Park Geun-Hye została ułaskawiona, autorze. I może mniej próbuj zrobić gorszących porównań w stosunku do Polski. Nie ma co uważać nas siebie za lepszych od azjatyckiego tygrysa przy podawanych liczbach, ale czasem kolejki do lekarza bywają niskim kosztem od uczynienia z lekarzy najbardziej przepracowaną grupę zawodową, która gdy raz urządziła strajki, to te czułe społeczeństwo wolało im pokazać figę.
Uuk - odparł bibliotekarz. Zdołał przez to wyrazić, że Rincewind znajduje się w krainie, gdzie nawet takie pojęcia jak czas i przestrzeń są odrobinę niepewne, więc zapewne nie warto spekulować na temat jego stanu w konkretnym punkcie czasowym, jeśli w ogóle znajduje się on w jakimś punkcie czasowym. I że, podsumowując, może zjawić się tutaj jutro albo wręcz wczoraj. I wreszcie, jeśli istnieje choćby najmniejsza szansa przetrwania, to Rincewindowi z całą pewnością się to uda.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
I tym cytatem, moi Państwo, dotarliśmy do końca Czarodzicielstwa. Jutro zaczynamy przygodę z kolejnym tytułem - ERYK
Wydawnictwo Znak kontynuuje serię o polskich monarchach autorstwa Michaeal Morysa-Twarowskiego. "Jagiełło Rex. Początek dynastii" rozpocznie panowanie 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 416 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Miał na zawsze zniknąć z kart historii. Zamiast tego zmienił bieg dziejów.
Po kilku latach rządów w Wielkim Księstwie Litewskim Jagiełło traci tron na rzecz stryja. To powinno zakończyć jego polityczną karierę. On jednak zdobywa czapkę Giedymina, a wkrótce potem sięga po polską koronę i rękę pięknej Jadwigi.
Choć obiecał jedynie odzyskać utracone ziemie Królestwa Polskiego, robi dla tego państwa znacznie więcej. Zmienia bieg jego historii.
Poganin, który chrzci Litwę i Żmudź. Analfabeta, który funduje Uniwersytet Jagielloński. Miłośnik pokoju, który zwycięża Krzyżaków pod Grunwaldem.
Stroni od piwa i wina, ale ma inne słabości. Dzięki jego miłości do polowań Białowieża po raz pierwszy pojawia się na kartach kronik, a królewskie zamiłowanie do słodyczy sprawia, że na polskich stołach goszczą pierogi z serem. Czterokrotnie żonaty, ku zaskoczeniu wszystkich u schyłku życia daje początek nowej dynastii.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Pierwszy z dodatków, w którym Ania pojawia się jedynie epizodycznie.
Każdy z rozdziałów opisuje krótki wyrywek z życia mieszkańców Avonlea oraz okolic.
Całkiem przyjemne ale nie porywające.
Prosta, mroczna historia, w której bloger wpada na trop tajemniczych wydarzeń w słowackich górach i stopniowo popada w obsesję, a im bliżej sil nieczystych, tym więcej szaleństwa.
Trochę to oklepane, zabrakło realizmu w zachowaniach bohaterów, by dało się to śledzić z dużym zaangażowaniem. Literacko też nie dzieje się tu na tyle dużo, żeby można było dać się pochłonąć klimatowi, brak również jakichkolwiek zaskoczeń.
Kłopot z bogami polegał na tym, że kiedy coś im się nie podobało, nie ograniczali się do delikatnych napomknień. Zdrowy rozsądek sugerował więc, że niemądrze jest stawiać bogów w sytuacji, w której muszą decydować.
Na wstępie chciałem zauważyć, że za pisanie takich książek powinno się autora kilka razy publicznie wybatożyć! I to nie dlatego, że seria obniżyła poziom albo coś nielogicznego stało się ulubionym bohaterom. Dlatego, że nie wolno, nie wolno! pisać po jednym tomie raz na kilka lat i zostawiać ludzi z tyloma nowymi wątkami, tak wielką ilością pytań i takim oczekiwaniem.
To jest zdecydowanie najlepszy z sześciu tomów. Każda strona niesie coś nowego, każda ma w sobie jakiś potencjalny zwrot akcji. Nie brakuje wzruszeń i scen, które powracają długo po przeczytaniu ostatniej strony. Pojawiają się, jak już wspomniałem, nowe wątki, na szczęście autor nie zapomina o ciągnięciu i domykaniu tych, które otworzył uprzednio. I na szczęście idzie w zupełnie inną stronę, niż można było oczekiwać. Każde trącenie wątku z poprzednich tomów to niespodzianka.
Będę z olbrzymią niecierpliwością czekał kolejne lata na następny tom.
@Cerber108 Tak, to, że krótkie to boli bardzo w sercu. Ale ja jestem wielkim fanem tego autora i uniwersum i co jak co, ale krótszą książkę (i cenę) akurat mogę wybaczyć.
Jak cała seria mi się podoba to mam problem z zakończeniami, że są dla mnie jakieś takie nijakie. Nawet teraz, po miesiącu od przyswojenia audiobooka nie mogę sobie przypomnieć jakie było zakończenie i co z niego wynikało. Pamiętam, że fabuła była super, że dobrze się bawiłem, ale zakończenie? Podobne odczucia miałem co poprzedniej części.
Ostatnia ze "starszej" części książek, czyli piąta w serii. Robi się zdecydowanie mrocznie i poważnie. Już nie jesteśmy na etapie hulania po stepach albo w górach i przeżywania (wspaniale opisanych!) przygód przypominających opowieści płaszcza i szpady. O nie, teraz wchodzimy w zdecydowanie cięższe klimaty, wpychamy się pomiędzy pradawne legendy i domagamy uwagi.
Nijak nie można było się spodziewać po pierwszych tomach, że historia zaprowadzi nas tutaj, ale ani razu nie żałowałem.
Dom Wydawniczy REBIS wyda następną książkę historyczną. "Bogowie Polski" Szymona Zdziebłowskiego ukażą się 2 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 352 strony, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jak wyglądały świątynie wznoszone nad Wisłą tysiące lat przed powstaniem państwa polskiego? Czy chrześcijaństwo rzeczywiście jest najdłużej wyznawaną religią na naszych terenach? Jakich bogów czcili pierwsi Słowianie?
Szymon Zdziebłowski rzuca wyzwanie powszechnym przekonaniom i proponuje czytelnikom fascynującą archeologiczną podróż po świecie dawnych wierzeń, rytuałów i zapomnianych bóstw. Wyprawa zaczyna się ponad 100 tysięcy lat temu, a kończy na próbie zrozumienia religii wczesnych Słowian. Czytelnik pozna zdumiewające artefakty i obiekty, takie jak wizerunki „Wenus” sprzed kilkunastu tysięcy lat, gigantyczne konstrukcje ziemno-drewniane starsze od egipskich piramid (tzw. polskie Stonehenge) oraz sensacyjne figurki starożytnych bóstw i amulety.
Bogowie Polski to lektura dla każdego, kto chce zrozumieć tożsamość mieszkańców tej części Europy. To opowieść o tym, że już nasi przodkowie żyjący tysiące lat temu zastanawiali się nad sensem życia i poszukiwali wsparcia w sferze duchowej.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nie wiem, co ma w sobie ten autor, ale wszystkie jego książki wciągam jak odkurzacz i bawię się przy tym świetnie.
Od pierwszych stron książka nie zostawiają złudzeń - będzie ciężko, duszno i bardzo mrocznie. Cosby wrzuca nas w świat małego, amerykańskiego miasteczka, gdzie główny bohater - syn marnotrawny, powraca do domu rodzinnego, gdy jego ojciec (właściciel krematorium) trafia do szpitala. Okazuje się, że sprawy w domu mają się nieciekawie, a jego młodszy brat wpadł po uszy w długi zaciągnięte u lokalnych wataszków. Na domiar złego siostra wdała się w romans z żonatym policjantem półgłówkiem.
Roman próbuje trzymać się z dala od przemocy i przeszłości, którą dawno chciał zostawić za sobą. Problem w tym, że przeszłość bardzo szybko się o niego upomina. Zostaje wciągnięty w układ z lokalnym półświatkiem, na którym nie może wyjść dobrze i zmuszony do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Zaczyna schodzić coraz głębiej w świat, z którego kiedyś próbował uciec.
Najbardziej uderza klimat - ta książka jest czarna. I to naprawdę czarna. Czarniejsza niż Snape w nowej ekranizacji Harrego Pottera. Cosby świetnie buduje wielokulturowe środowisko, w którym funkcjonują bohaterowie. Czuć ciężar miejsca, historię, uprzedzenia rasowe, napięcia społeczne, konflikty między organizacjami - to nie jest tylko tło, ale coś, co aktywnie wpływa na każdą scenę i każdą decyzję.
Autor bardzo dobrze prowadzi fabułę w kierunku nieuniknionej katastrofy. To nie jest historia o tym, czy coś pójdzie źle - tylko kiedy i jak bardzo. Bohater, chcąc chronić siebie i swoich bliskich, wpada w spiralę decyzji, które tylko pogarszają jego sytuację, a policja śledzi każdy jego krok. I właśnie to poczucie braku wyjścia działa najmocniej.
Świetnie wypada też warstwa emocjonalna. Strach o własne życie, napięcie wynikające z presji otoczenia i świadomość, że każdy krok może być tym ostatnim - wszystko to jest bardzo namacalne. Cosby nie daje czytelnikowi chwili oddechu i konsekwentnie prowadzi historię w stronę coraz większego ciężaru.
To jeden z tych thrillerów, które nie tyle opowiadają historię, co budują doświadczenie - mroczne, gęste, tłuste jak krew i ulotne jak popiół ze spalonego ciała. Na książkę trzeba było poczekać 2 tygodnie, bo tyle opóźnienia miała premiera w stosunku do planowanej daty, ale zdecydowanie było warto. Jeden z lepszych kryminałów jakie czytałem, choć momentami lekko naiwny, do czego przyzwyczaił nas autor w poprzednich książkach. Ale mi to nie przeszkadza, bo dostaję starcie inteligentnego gościa walczącego o życie rodziny, z mafią, w której niemal każdy jest słabym ogniwem i tylko czekamy, aż się zerwie z łańcucha.
Książka zalicza #wyzwaniagoodreads - Community Picks w ramach Spring Challenge.
@saradonin_redux moze nie wszystko, ale faktycznie sa naprawde mocne momenty - zwlaszcza pierwsze 4 ksiazki to mocny strzał ktory zmienił u mnie conieco
Prószyński i S-ka wznowi dzieło duetu Stephena Kinga i Petera Strauba. "Talizman" w księgarniach od 28 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 944 strony, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Dwunastoletni Jack Sawyer wyjeżdża z matką – chorą na raka aktorką – z Kalifornii do opustoszałego miasteczka letniskowego w New Hampshire. Nie chce dopuścić do świadomości choroby matki. Chłopiec poznaje dozorcę wesołego miasteczka, który wyjawia mu zdumiewającą prawdę. W równoległym do naszego świecie, zwanym Terytoriami, Dwójniczka jego matki, Laura DeLoessian, również jest śmiertelnie chora. Tylko Jack może uratować obydwie kobiety, jeśli pójdzie na drugi koniec kontynentu, gdzie w groźnym, pełnym zła czarnym hotelu znajduje się Talizman o uzdrawiającej mocy. Jego wyprawa ma jeszcze bardziej doniosłe znaczenie, niż sobie pierwotnie wyobrażał.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Pierwsza polska biografia kultowego zespołu The Smiths. Zespołu, który zawsze ceniłem, ale nigdy nie byłem miłośnikiem ich twórczości. Pewnie miał na to wpływ wybitnie wkurzający mnie Morrissey a sytuacji nie ratował nawet sympatyczny i utalentowany gitarzysta Johnny Marr. Do lektury zachęciło mnie to, że książkę napisał Polak, Maciej Koprowicz a nie zniechęciło mnie nawet to, że związany jest zawodowo m.in. z miesięcznikiem "Teraz Rock" czyli najbardziej boomerską i dziaderską gazetą o muzyce jaka kiedykolwiek wychodziła w tym kraju. Jednak Koprowicz to młody chłop, wiedzę o muzyce posiada sporą a poza tym jest oddanym fanem The Smiths. Co więc dostajemy? Ano solidną, w miarę zwięzłą ale nie pozbawioną fajnych smaczków i ciekawostek historię zespołu Morrisseya i spółki. Autor wywiązał się z zadania bardzo dobrze. Uniknął fanowskiego tonu i pisania z poziomu ugiętych kolan. Zgrabnie wybrał cytaty z piosenek i wypowiedzi muzyków dzięki czemu udało mu się pokazać niełatwą historię Kowalskich z wielu perspektyw. Widać, że przekopał się przez masę materiałów prasowych, książek i publikacji w internecie. Na koniec, jako bonus dostajemy rozdział o wpływie The Smiths na polskie zespoły i muzyków. Kawał solidnej roboty.
Johnny Marr jest jednym z moich ulubionych gitarzystów, w czasach tego całego hairmetalu, graniu jak EVH czy inny Malmsteen chłop zdecydował że nie będzie używał przesteru, a ścianę dźwięku zbuduje nagrywając kilka śladów z tymi swoimi chorusami czy innymi efektami.
Nie mieści mi się w głowie jak to jest mieć 19 lat i napisać taki riff jak Charming Man. Jest to jeden z nielicznych kawałków na gitarze który tłukłem godzinami i umiem w miare poprawnie zagrać, jezu jak tam każdy akord fajnie przechodzi w drugi, jakie to satysfakcjonujące
W 2025 roku z inicjatywy Fundacji iatelier oraz Magazynu "Biały Kruk" powstał nowy projekt publicystyczny: Emarginacje. Ideą było stworzenie miejsca dla publicystyki poświęconej współczesnej literaturze popularnej. Dla artykułów, dyskusji, przemyśleń, kłótni i dygresji. Czegoś, co nie będzie akademicką analizą, zbiorem sponsorowanych reklam ani zwykłym stwierdzeniem "podobało mi się/nie podobało".
Brakowało nam miejsca, gdzie można by publikować dłuższe teksty o literaturze, nie skupiające się na recenzjach najnowszych pozycji, tylko z możliwością refleksji i zastanowienia się nad tendencjami, pomysłami i tym, jak zmieniają się książki i czytelnictwo na przestrzeni lat.
Pierwszy tom, "Dlaczego warto czytać polskich autorów" zebrał na tyle ciepłych komentarzy (oraz rozszedł się cały nakład), dlatego idąc za ciosem, przygotowaliśmy drugi tom.
W drugim tomie skupiliśmy się na formie, która jest z nami od zawsze, a uważana jest za "coś gorszego": na opowiadaniach. Dlaczego jest tak, że w czasach, gdy mówi nam się, że nikt nie ma czasu na czytanie dłuższych form, te krótsze jakoś nie zyskują popularności? Kim są twórcy najciekawszych opowiadań współczesnych? Jakie wrażenia daje dzisiaj lektura klasyków?
Łącznie do przeczytania będzie 272 strony dobra.
W drugim tomie do przeczytania będą następujące artykuły:
1. Wielka Dyskusja Redakcyjna – Anna Nieznaj, Grzegorz Czapski, Tomasz Kozłowski, Aleksandra Kryca
2. Meandrując wśród dygresji. W poszukiwaniu złotego wieku fantastyki – Natalia Karga
3. Myślę obrazami. Teksty traktuję jak układankę – Rozmowa z Agnieszką Hałas
4. Jak najmniej powodów, żeby nie czytać. O potencjale małych form – Marta Leszek
5. Dokonanie jakiegoś rozszczelnienia – rozmowa z Grupą Wydawnicza Alpaka
6. Prequel, dodatek i inne oblicza – Michał Radtke
7. Stanisław Lem i Jorge Luis Borges. Dwóch teologów w bibliotece (nie licząc wieczności) – Tomasz Kozłowski
8. Mądrze wycinać słowa, żeby niosły tylko to, co chcemy – Rozmowa z Anną Hrycyszyn
9. Krótka historia krótkiej formy. Od antyku po postmodernizm – Jakub Kozakiewicz
10. Więcej kosmosu zmieścić – rozmowa z Wojciechem Gunią
11. Wielkie Pytania Emarginacji – odpowiedzi udzielili Igor Banaszczyk (grafzero), Michał Jakuszewski, Łukasz Kucharczyk, Anna Traut-Seliga, Wojciech Gunia, Wojciech Moska, Małgorzata Lewandowska, Marta Kładź-Kocot
Ostatnia część opowieści o Ani i jej rodzinie, główną bohaterką jest tu jej najmłodsza córka Rilla.
Tym razem trudno szukać tu beztroski i ciepła poprzednich części, bowiem tłem historii jest pierwsza wojna światowa.
Bracia Rilli oraz okoliczni chłopcy, z którymi jeszcze niedawno bawiła się w Dolinie Tęczy zaciągają się do służby.
Życie w okolicach Glen staje się podporządkowane pracom na rzecz wsparcia wojsku oraz wiecznemu strachowi, ile jeszcze potrwa wojna i kto wróci z niej żywy. Niestety nie każdemu jest to dane.
Są też pozytywne akcenty, jak uratowanie przez Rillę niemowlaka, 'wojennego dziecka', które przyjęła na wychowanie mając zaledwie 15 lat.
Jak pisałam, to koniec opowieści o Ani. Zostały mi jeszcze dwa dodatki z historiami mieszkańców Avonlea.
W fantastycznym świecie piątka nastolatków (trzech chłopaków i dwie dziewczyny) żyje sobie spokojnie w wygwizdowie. Ich sielanka kończy się, gdy na rodzinną wieś napadają potwory nazywane trollokami. Z pomocą zagrożonym wieśniakom przychodzą przebywający w okolicy czarodziejka (Aes Sedai) Moiraine i jej bodyguard. W następstwie ataku i w obliczu zagrożenia kolejnymi, wspomniani wyżej nastolatkowie wyruszają z Aes Sedai w drogę. Nikt z młodzieży nie wie, iż jedna osoba z ich grona to Smok Odrodzony, przepowiedziany zbawca świata.
Gdybym miała jednym słowem określić Oko świata, powiedziałabym oczywiście, że to sztampa. Dziwi mnie, jakim cudem ta powieść zyskała na tyle dużo fanów, że powstało kolejne 13 tomów, toż to najbardziej generyczne 80s-90s fantasy, jakie można sobie wyobrazić. Typowa do bólu questowa fabuła, niestarannie zakamuflowane motywy z LOTR, Diuny i oryginalnej trylogii Gwiezdnych wojen, postacie płaskie jak Keira Knightley, w dodatku historia rozwleczona do ok. 1k stron, gdy faktycznej fabuły jest może na 350-400, za co winić należy zamiłowanie autora do raczenia czytelnika m.in. opisem wyglądu i historią każdego epizodycznego Dżona Korniszona. Szkoda, że taki sam pietyzm, jaki towarzyszył autorowi przy opisywaniu pojawiających się na pół strony randomów czy generycznego uniwersum, opuszczał go w chwilach, kiedy trzeba było głębiej zastanowić się nad logiką świata przedstawionego. Nie notowałam wszystkich faili logicznych, ale rzuciły mi się w uszy takie kwiatki, jak quasi-średniowieczni wieśniacy z zadvpia posiadający na własność całe księgozbiory czy Moiraine puszczająca wolno kolesia mogącego stać się w tym uniwersum drugim Stalinem.
Teraz czas na trochę prywaty: w liceum przeczytałam pierwsze sześć tomów cyklu Miecz prawdy Goodkinda. Jeśli ktoś się otarł o anglojęzyczne subreddity poświęcone fantastyce, ten zapewne wie, że Miecz prawdy jest tam powszechnie hejtowany i uznawany za zrzynkę z, właściwie to pełnoprawny plagiat, Koła czasu. Czy tak jest w istocie? Może na podstawie jednego przeczytanego tomu Jordana ciężko się wypowiadać, jednak powiem, że owszem, pewne podobieństwa były, tylko, że i u Jordana i u Goodkinda analogiczne elementy fabuły i świata przedstawionego zostały zaczerpnięte z Tolkiena i Herberta.
@Vampiress a dalej jest jeszcze gorzej. Czytanie wielu stron emo-Randa i jego zamulania doprowadzało mnie do szału. Nawet w czasach gdy dosłowne połykałem książki, ten cykl przerwałem w okolicy 6.
Zdecydowanie czytałem fajniejsze i przydługie cykle xD
Bardzo dobra książka w klimatach fantasy, dosyć banalna fabuła, ale ma kilka ciekawych zwrotów akcji, a bohaterowie są bardzo charakterni i każdego z osobna polubiłem. Ciężko mi się było oderwać od tej książki, a trafiłem na nią zupełnie przypadkowo na jakiś shorts na YouTube. Nie dużo elementów fantasy w niej, tak w sam raz dla mnie, bo takiego hardkorowego fantasy za bardzo nie lubię, a tutaj idealnie mi spasowało.