Wydawnictwo MAG dodrukowało pierwszą część trzeciego tomu Archiwum Burzowego Światła. "Dawca przysięgi. Tom 1" Brandona Sandersona ponownie w księgarniach od 18 sierpnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 650 stron, w cenie detalicznej 65 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Alethyjskie armie pod dowództwem Dalinara Kholina odniosły chwilowe zwycięstwo, jednak cena była straszliwa: Parshendi przywołali gwałtowną Wielką Burzę, która teraz niszczy świat, a jej przejście uświadamia niegdyś spokojnym i potulnym parshmenom prawdziwą grozę ich trwającego wiele tysiącleci uwięzienia. Podczas desperackiej misji, by ostrzec rodzinę przed nowym zagrożeniem, Kaladin Burzą Błogosławiony musi pogodzić się ze świadomością, że ich gniew może być całkowicie uzasadniony.
Wysoko w górach pond burzami, w wieży Urithiru, Shallan Davar bada cuda starożytnej twierdzy Świetlistych Rycerzy i odkrywa mroczne tajemnice kryjące się w jej głębinach. Dalinar zaś uświadamia sobie, że jego święta misja zjednoczenia ojczystego Alethkaru miała zbyt ograniczony zasięg. Jeśli wszystkim narodom Rosharu nie uda się zapomnieć o krwawej przeszłości Dalinara, by się zjednoczyć – i o ile samemu Dalinarowi nie uda się stawić czoła tej przeszłości – nawet powrót Świetlistych Rycerzy nie zapobiegnie końcowi cywilizacji.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tytuł: Poza dobrem i złem. Z genealogii moralności
Autor: Fryderyk Nietzsche
Kategoria: filozofia
Wydawnictwo: Officyna
Format: ebook
ISBN: 978-83-62409-88-4
Liczba stron: 344
Ocena: 7/10
Prywatny licznik: 10/24
W końcu po ponad pół roku poczytywania udało mi się przebrnąć przez tę książkę. Nietzsche krytykuje w niej kościół, wiarę katolicką, ale też buddyzm, stoicyzm, oraz wielu filozofów. Czyni też wiele trafnych spostrzeżeń co do świata i natury człowieka.
Ogólnie książka mi się podobała, czy może raczej podobały mi się spostrzeżenia i sposób myślenia autora. Natomiast sama forma książki czyni ją ciężkostrawną. Pełno w niej odnośników do myśli innych filozofów, poetów, oraz bieżących i historycznych wydarzeń. Ma też mnóstwo wtrąceń w języku francuskim i greckim. Przez to musiałem wciąż przeskakiwać do przypisów, z których dowiadywałem się jedynie szczątkowych informacji.
Myślę, że jeszcze wrócę do pana Nietzschego. Być może jeszcze raz podejdę do tej książki, bądź skorzystam z jakichś opracowań.
Jak to Kościelny, czyli jest miejscami bardzo krwawo i bardzo obrazowo, drastycznie wręcz obrzydliwie.
Niby jest to kolejna książka tego autora, niby akcja toczy się podobnie jak w innych książkach czy seriach, czyli główny wątek i sprawy poboczne, ale czyta się dziwnie, zwłaszcza początek. Jest bardzo chaotyczny, a sama główna sprawa rozwiązuje się sama, nie przez śledztwo ale ktoś coś zgłosił, ktoś coś zobaczył, ktoś coś przypadkiem odkrył.
No i jak w innych książkach autora jak wyżej wspomniałem, miejscami jest ohydnie i krwawo, no i autor jeńców nie bierze i …. a nie będę spoilerował
Na plus to, że historia kończy się wraz z książką, a nie jak w przypadku serii o Sikorze autor robi serial i pozostawia kupę niezamkniętych wątków.
Kontynuacja historii teraźniejszego polskiego batalionu przeniesionego w czasie w okres drugiej wojny światowej.
Kategoria według LC ale jak dla mnie raczej fantastyka
Powstanie Warszawskie skończyło się porażką Niemców, Sowieci za miedzą i coraz bardziej się rozzuchwalają w Warszawie, korpusowi kończy się nowoczesny sprzęt, jednak wyszkolenie robi różnicę. Przewijają się postacie historyczne, gdzie nie wszyscy złole doczekują końca zgodnie z historią.
Trochę wątków szpiegowski, trochę brawurowych akcji, zwłaszcza ostatnia, pachnąca bardzo fantastyką. Całokształt może być.
Pan Stelar opuszcza Szczecin w książkach i przenosi akcje do Świnoujścia. Kilka zbiegów okoliczności, które trochę spłacają historię. Niemniej książka może być.
Taka w sumie książka o niczym. Jakaś akcja na koniec książki, ale większość to opowieść z życia kilku czarownic w małym miasteczku, przeplatana knowaniami kościoła jak je znaleźć i zrobić im permanentne kuku. Nie jest zła, niektóre postacie charakterystyczne, ale jednak no takie to jakieś „zwykłe”. Inne książki czy całe serie tego autora był dużo bardziej oryginalne.
Licznik prywatny: 43/52 (gdzieś zgubiłem jedną książkę przy dodawaniu wcześniej, ale z obecnym internetem się nie doszukam, także dodam kiedy indziej)
Tytuł: Didaskalia. Osiem rozmów o przyszłości Polski
Autor: Patrycjusz Wyżga
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Wydawnictwo Port
Format: książka papierowa
ISBN: 9788368380309
Liczba stron: 312
Ocena: 7/10
Książka ta to zapis ośmiu wywiadów, rozmów o przyszłości Polski. Patrycjusz Wyżga to dziennikarz, autor kanałów na YT - Didaskalia oraz Horyzonty. Bardzo doceniam jego warsztat. Są to obecnie moje dwa ulubione kanały z gadającymi głowami. Skusiłem się więc na książkę, w której zawarte są rozmowy które nie pojawiły się na Youtube.
Występują prof. Antoni Dudek - o rozłamie w polityce, przyszłości polityki, tym co należałoby poprawić by zachować jedność w społeczeństwie
Prof. Marcin Piątkowski - omawia złoty wiek, który właśnie Polska przeżywa. Rozmowa o strategicznych inwestycjach, rozwoju i sposobie na utrzymanie dalszego tempa wzrostu PKB
Prof. Katarzyna Pisarska - omawia rolę Polski na arenie międzynarodowej. Czy możemy stać się prawdziwym liderem regionu, co myślą i wymagają od nas inny i jak bardzo blokuje nas pasywność/reaktywność polskiej polityki.
Gen. Tomasz Piotrowski - W jakiej kondycji jest polska armia, jak powinna wyglądać obronność Polski w ujęciu holistycznym, problemy proceduralne na najwyższych szczeblach dowodzenia.
Dr. hab. Maciej Duszczyk o migracji - czy jest nam niezbędna, jak powinna być prowadzona polityka migracyjna w sposób, który pozwoli nam zachować spójność społeczną
Prof. Agnieszka Legucka - Opis polskiej polityki wschodniej, strategia działania wobec Rosji
Dr. Tomasz Lasocki - Przyszłość systemu emerytalnego, czy czeka nas całkowita zapaść systemu, co należy poprawić, aby odwlec problemy w czasie o kolejne dekady.
Mateusz Łakomy - Demografia i dzietność, dlaczego jest tak źle, czy wszędzie jest tak źle, co jeszcze możemy zrobić, a się wahamy.
Z niektórymi tezami się zgadzam, inne odrzucam, niektóre pokazują mi obraz z nowej perspektywy. Interesujący wstęp do trudniejszych książek o Polsce, jak choćby "Polska do Potęgi" Krzysztofa Wojczala.
Wydawnictwo Znak przedstawia nowość historyczną. "Nowe Imperium Rzymskie. Przebudzenie Wschodu. Historia Bizancjum. Tom 1" Anthony'ego Kaldelisa ma zaplanowaną premierę na 9 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 720 stron, w cenie detalicznej 119,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Nowa historia Bizancjum
Nowa historia Rzymu
Starożytny Rzym nie upadł, on się przekształcił. Przez setki lat po końcu cesarstwa na Zachodzie mieszkańcy Bizancjum nazywali siebie Rzymianami, a ich państwo pozostawało jedną z największych potęg średniowiecznego świata.
„Nowe Imperium Rzymskie“ to monumentalna panorama, a zarazem pierwsze opracowanie losów Bizancjum przez jednego autora od ponad pokolenia. Anthony Kaldellis odmalowuje pełne dzieje imperium, które istniało przez ponad 1100 lat – jedną piątą całej historii ludzkości.
Tom pierwszy „Historii Bizancjum“ rozpoczyna się od symbolicznego przeniesienia cesarskiej stolicy do Konstantynopola (330 rok), a kończy się tuż przed wielką wojną z Persją (602 rok), która utorowała drogę arabskim podbojom.
Kaldellis łączy historię polityczną i wojskową z opowieścią o religii, społeczeństwie, demografii i gospodarce. Korzysta z najnowszych ustaleń badawczych, podważa utrwalone schematy i pokazuje słynne postaci oraz wydarzenia w nowym świetle.
To książka dla czytelników, którzy chcą zobaczyć Bizancjum jako jedno z najważniejszych imperiów w historii Europy oraz świata. Opowieść Kaldellisa jest na przemian radosna i bolesna, ale niezmiennie fascynująca.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
A teraz wycofajmy się na chwilę z mokrych ulic Ankh-Morpork, przefruńmy nad porannymi mgłami Dysku i zogniskujmy obraz na młodym człowieku, zmierzającym do miasta z całą otwartością, szczerością i niewinnością góry lodowej, dryfującej po ruchliwym torze żeglugowym.
...
Chłopiec ów niesie też miecz wręczony mu w tajemniczych okolicznościach. Bardzo tajemniczych okolicznościach. Aż dziw zatem, że jest w tym mieczu coś nieoczekiwanego: nie jest magiczny. Nie ma imienia. Kiedy się nim macha, człowieka nie wypełnia poczucie mocy, tylko wyrastają mu bąble na dłoniach. Można by uwierzyć, że miecz ten był używany tak często, aż zatracił inne swe cechy i stał się kwintesencją miecza: długim kawałkiem metalu z bardzo ostrymi krawędziami. I nie ma wypisanego na klindze przeznaczenia.
Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie z tego cyklu pochodzi mój ulubiony cytat:
"If you have to look along the shaft of an arrow from the wrong end, if a man has you entirely at his mercy, then hope like hell that man is an evil man. Because the evil like power... So they’ll talk. They’ll gloat... A good man will kill you with hardly a word." [1 ]
Książka podzielona została na dwa zasadniczo odrębne wątki. Pierwszy oznaczony przez autora jako numerowane ‘interwały’ dotyczy podróży Gwardii Śmierci przez osnowę w kierunku Terry. Przy okazji opowiada o trudnej młodości Mortariona na planecie Barbarus oraz jego przyjaźni z Calasem Typhonem. Szczególnie podobały mi się retrospekcje z Barbarusa, które w istocie budują osobę prymarchy, tym bardziej, że tak naprawdę po zakończeniu trylogii początkowej bardzo niewiele miejsca poświęcono XIV Legionowi, a Mortarion pokazywał się jedynie epizodycznie. Trochę smutne, że Mortarion, który w młodości kazał Imperatorowi Ludzkości się gonić, później okazał się zmanipulowanym przegrywem.
Drugi wątek, oznaczony standardowo numerowanymi rozdziałami, ma miejsce na Terze, gdzie Błędni Rycerze Malcadora niespodziewanie odnajdują niektóre z Sióstr Ciszy, które wcześniej uznane zostały za poległe lub zaginione. Śledztwo prowadzi do pewnych nieoczekiwanych odkryć, a końcówka decyduje o dalszych losach kilku kluczowych postaci.
We wszystko zamieszany jest dziadek Nurgle, a skoro tak, to musi być fujka, tak więc co wrażliwszych muszę ostrzec, że książka pełna jest opisów wszelkich obrzydliwości: chodzące trupy, patchworki ze zwłok, wypadające jelita, larwy itd
Przyznaję się do również faktu, że wszystkie dialogi wypowiadane przez Malcadora w języku angielskim mój mózg odczytywał głosem kancelerza Palpatina. Podobieństwo tych postaci jest po prostu uderzające, zarówno ich fizyczne przedstawienie jako zakapturzonych starców, posługiwanie się potężną mocą psychiczną, jak i prowadzone przez nich skomplikowane intrygi.
Choć James Swallow nie jest moim ulubionym autorem Black Library, to tym razem się spisał. Co prawda czytanie go wymaga pewnego skupienia, gdyż często stosuje on wyjątkowo złożone zdania o nieraz przestawionym szyku, ale udało mu się wciągnąć mnie w opowieść i sprawić, że niecierpliwie wyczekiwałem dalszego rozwoju wydarzeń.
Na tym chwilowo zamykam Herezję Horusa. Ukończyłem łącznie 42 tomy tej serii, pominąłem natomiast 12, dotyczących głównie mniej istotnych wątków pobocznych lub antologii opowiadań. Nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do nich wrócę, bo lubię uzupełniać sobie obraz całości kolejnymi puzzlami. Teraz jednak nie mogę doczekać się wielkiego finału całego tego galaktycznego zamieszania - czeka mnie 10 powieści i 3 nowele składające się na “The Siege of Terra”.
Państwowy Instytut Wydawniczy przygotowuje jeszcze jedno wznowienie w serii Rodowody Cywilizacji. "Historia terroryzmu. Od starożytności do Da’isz" Gérarda Chalianda i Arnaud Blina wyląduje na sklepowych półkach 8 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 584 strony, w cenie detalicznej 89 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Pierwsza tak ambitna i szeroko zakrojona historia terroryzmu to wyjątkowe dzieło, pozwalające na głęboką analizę samego zjawiska oraz ewolucji jego postrzegania. Autorzy śledzą skrupulatnie wszystkie przejawy i formy terroryzmu na przestrzeni dziejów ‒ od Zelotów i Asasynów, poprzez XIX-wiecznych anarchistów, terror rosyjski w służbie państwa, współczesne formy wyrosłe po roku 1968, aż po radykalny fundamentalizm muzułmański bojowników Al-Ka’idy i Państwa Islamskiego. Obszerny wykład historyczny został wzbogacony bogatym wyborem tekstów źródłowych – wystąpień, manifestów i pism teoretycznych najbardziej wpływowych postaci ‒ od Bakunina po Ibn Ladena i Az-Zawahiriego ‒ w większości niedostępnych dotąd polskim czytelnikom. Rozmach tego dzieła ‒ będącego wynikiem pracy międzynarodowego zespołu specjalistów ‒ pozwala śmiało nazwać je wielką encyklopedią terroryzmu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Po "Wdowie" zostałem z poczuciem, że John Grisham potrafi mnie naprawdę mocno wciągnąć w prawniczą historię, nawet jeśli później nie do końca dowozi jej zakończenie. W przypadku "Raportu Pelikana" moje odczucia są trochę inne. To nadal bardzo dobry thriller, który momentami czyta się znakomicie, ale tym razem po zakończeniu zostałem przede wszystkim z niedosytem.
Punktem wyjścia jest niemal jednoczesne zamordowanie dwóch sędziów Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Policja, FBI i inne służby próbują znaleźć związek między ofiarami oraz odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto mógł skorzystać na ich śmierci?
Do sprawy zupełnie przypadkowo włącza się Darby Shaw, studentka prawa, która zaczyna analizować możliwe powiązania pomiędzy zamordowanymi. Na podstawie własnych poszukiwań tworzy teorię wyjaśniającą motyw zabójstw – tytułowy Raport Pelikana. Początkowo jest to właściwie intelektualne ćwiczenie. Jedna z wielu potencjalnych hipotez.
Problem zaczyna się wtedy, gdy dokument trafia w ręce ludzi, którzy są w stanie zweryfikować, jak wiele jest w nim prawdy i przyznają, że więcej niż sporo.
I nagle zaczynają ginąć kolejni ludzie.
To bardzo dobry punkt wyjścia dla thrillera spiskowego i Grisham przez sporą część książki wykorzystuje go naprawdę dobrze. Darby z osoby stojącej całkowicie z boku wydarzeń staje się kimś, kto musi uciekać i jednocześnie zrozumieć, dlaczego jej teoria okazała się tak niebezpieczna. Do tego dochodzi dziennikarz Gray Grantham, który dostrzega w całej historii materiał mogący wywołać polityczne trzęsienie ziemi.
Podobała mi się skala tej historii. Są prawnicy, FBI, Biały Dom, wielkie pieniądze, polityka, media i ludzie posiadający wystarczająco duże wpływy, żeby próbować zamiatać problemy pod dywan. Jednocześnie Grisham nie robi z Darby superbohaterki, a z historii wydarzenia z ogromnym rozmachem. Zamiast tego, jej największą bronią pozostają inteligencja, wiedza i umiejętność łączenia faktów.
Problem w tym, że przy tak dużej liczbie interesujących elementów część z nich została potraktowana trochę po łebkach. Autor otwiera kilka naprawdę ciekawych tematów dotyczących wpływu wielkiego biznesu na politykę, niezależności Sądu Najwyższego, działalności służb czy relacji pomiędzy mediami a władzą. Chciałbym, żeby część z nich została rozwinięta znacznie bardziej. Momentami miałem wrażenie, że Grisham pokazuje mi kolejne interesujące drzwi, uchyla je na chwilę, a następnie mówi: dobra, idziemy dalej.
Podobnie jest z niektórymi postaciami i relacjami. Przy takiej objętości książki spokojnie znalazłoby się miejsce, żeby nadać im trochę więcej głębi. Tym bardziej że sama intryga naprawdę na to zasługuje.
Nie zmienia to faktu, że "Raport Pelikana" jest bardzo sprawnie napisanym thrillerem. Szczególnie dobrze działa pierwsza połowa, kiedy razem z Darby próbujemy zrozumieć, dlaczego jej raport wywołał tak ogromne poruszenie. Jest tutaj poczucie zaszczucia, niepewności i przekonanie, że bohaterka weszła w konflikt z ludźmi dysponującymi praktycznie nieograniczonymi możliwościami.
Ostatecznie dostałem dobrą książkę, ale jednocześnie taką, która miała potencjał na coś jeszcze lepszego. Paradoksalnie mój niedosyt wynika więc przede wszystkim z tego, jak dobry jest jej główny pomysł. Chciałbym, żeby Grisham wycisnął z niego trochę więcej.
Książka doczekała się ekranizacji w 1994 z Julią Roberts i Denzelem Washingtonem.
Wydawnictwo Znak zapowiada nową książkę Adrienne Mayor. "Amazonki. Wojowniczki starożytnego świata" w księgarniach od 9 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 656 stron, w cenie detalicznej 119,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Pierwsza kompletna biografia Amazonek – mit, który okazał się prawdą
Wojowniczki galopujące przez pola bitew, kobiety wyzwolone i równe mężczyznom, nieustraszone królowe stające na czele wielkich armii – podobne postaci zamieszkiwały opowieści i legendy ludów od Morza Śródziemnego po Wielki Mur Chiński. Przez tysiące lat ich istnienie uważano za mit. Archeolodzy odkrywają jednak kolejne groby kobiet pochowanych z mieczami, łukami i końmi – kobiet, które naprawdę walczyły i budziły strach swoich wrogów. Kim były Amazonki?
Adrienne Mayor, światowej sławy badaczka starożytności, wyrusza w fascynującą podróż tropem jednej z największych zagadek historii. Łącząc najnowsze odkrycia archeologiczne ze starożytnymi przekazami z Grecji, Persji, Indii czy Chin, rysuje pełen rozmachu portret kobiet, które rzuciły wyzwanie męskiemu światu. Amazonki zmieniły oblicze starożytności – i dziś wołają o napisanie historii na nowo.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Każdy duży zbiór nawet zwyczajnych książek deformuje przestrzeń, o czym łatwo można się przekonać, odwiedzając jeden z tych naprawdę staroświeckich antykwariatów - jeden z tych, które wyglądają jak zaprojektowane przez M. Eschera, kiedy miał zły dzień, mają więcej schodów niż podestów i długie rzędy półek kończące się małymi drzwiczkami, z pewnością zbyt niskimi, żeby przeszedł przez nie pełnowymiarowy człowiek. Tłumaczy to następujące równanie: wiedza = potęga = energia = materia = masa. Dobra księgarnia to po prostu elegancka czarna dziura umiejąca czytać.
Nadchodzi premiera nowej książki China Mieville - „The Rouse”
Objętość typowa raczej dla Sandersona - 1260 stron
Data premiery angielskiego wydania to 15 września.
Na ten moment brak informacji o polskim wydaniu.
Książka dostępna na polskim Amazonie w twardej oprawie za 105,87zł oraz na amerykańskim jako ebook na Kindle za 55,80zł
Krótko o fabule od wydawcy:
„Ewan is a preternaturally quiet child, a fact that his single mother, Maur Towns—Maur being short for Maureen—has remarked on from the moment he could speak. But then, after a childhood spent drawing pictures of guns and tanks and planes, Ewan rebels against Maur’s hippie-ish lifestyle, enlisting in the army and becoming an elite soldier. It doesn’t end well. As Miéville writes, “There was a person and she had a baby and she grew up and the baby grew up and he died.” But did he? In a novel that expertly blends horror and mystery, Miéville introduces a parallel story that tracks the military career of one Trooper Allardyce, who fights his way around the world, an expert at killing—and at reviving the dead. As he explains to Maur, once their storylines meet, “Mostly…the dead are memories. No good to anyone. But if you’re the right sort of person and you die just right? Then get up at once, the bugle’s sounding.” It’s a military necromancer’s dream: an army of corpses. Maur is horrified, naturally enough, as she tells Allardyce, who now sports the name Stallo: “Those were people.…Soldiers or something. That void army you talked about? Whoever they were, it wasn’t revenants, that was people.” One of those ex-people, of course, is Ewan, of whom the principal villain of the piece explains, “Your son was a soldier…He took an oath, and I do him the courtesy of taking that seriously.” Miéville’s inventive story has its share of violence, but the psychological dimension is the main attraction, in the end morphing into a ghost story—and, as Stallo says by way of valediction, “Ghost stories don’t work that fucking way…They’re not about justice.”
Najnowsza książka Grishama, no dobra ma już blisko rok, ale w polskim wydaniu wyszła w tym tygodniu ;)
W niej autor po raz kolejny przypomniał mi, dlaczego tak dobrze odnajduje się w historiach, w których prawo jest tylko punktem wyjścia do znacznie większych problemów. "Wdowa" bardzo szybko mnie wciągnęła i przez zdecydowaną większość książki byłem przekonany, że może to być jedna z tych pozycji autora, którym dam nawet więcej niż 8/10. Niestety na drodze stanęło zakończenie.
Głównym bohaterem jest Simon Latch, prawnik z niewielkiej kancelarii, którego kariera zdecydowanie nie wygląda tak, jak kiedyś sobie wymażył. Problemy finansowe i niezbyt imponująca praktyka sprawiają, że pojawienie się starszej (85 letniej), zamożnej klientki, potrzebującej pranwika, wydaje się dla niego szansą, która może odmienić jego sytuację. Eleanor Barnett potrzebuje pomocy przy sporządzeniu testamentu, a informacje o jej podobno ogoromnym majątku (dużej ilości akcji Coca Coli i Wallmartu) bardzo szybko zaczynają komplikować pozornie rutynową sprawę.
Grisham robi tutaj to, co potrafi najlepiej - bierze zwyczajnego prawnika i stopniowo dokręca mu śrubę. Początkowo problemy wydają się możliwe do opanowania, później pojawiają się kolejne komplikacje, pytania i wątpliwości, aż w końcu Simon znajduje się w sytuacji, w której jego zawodowe i prywatne życie zaczyna się rozpadać i już nie bardzo da się je pozbierać.
Bardzo podobało mi się, że główny bohater nie jest kryształowy. Podejmuje dyskusyjne decyzje, popełnia błędy i momentami sam dokłada cegiełkę do problemów, w których później tonie. Dzięki temu nie dostajemy prostego podziału na dobrego prawnika i złych ludzi próbujących go zniszczyć. Grisham pozwala nam zastanawiać się, jak wiele z tego, co spotyka Simona, jest wynikiem pecha, a ile konsekwencją jego własnych kiepskich wyborów.
Im dalej w historię, tym mocniej książka zmienia się z dramatu prawniczego w thriller. Pojawiają się oskarżenia, śledztwo i pytanie, komu właściwie można wierzyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej. Grisham świetnie wykorzystuje znajomość systemu prawnego, pokazując jednocześnie, jak przerażająca może być sytuacja człowieka, przeciwko któremu zaczynają układać się kolejne poszlaki.
Przez większość lektury naprawdę trudno było mi tę książkę odłożyć. Nie potrzebuje szalonego tempa ani zwrotu akcji co trzydzieści stron. Wystarczy świadomość, że pętla wokół szyi bohatera coraz bardziej się zaciska.
I dlatego tym większy mam problem z zakończeniem.
Po tak dobrze poprowadzonej historii oczekiwałem finału, który pozostawi mnie z podobnymi emocjami. Tymczasem rozwiązanie całej sprawy nie dało mi satysfakcji proporcjonalnej do tego, jak bardzo zaangażowałem się we wcześniejsze wydarzenia. Jest zrobione po łebkach i na szybko, jakby autor się zorientował, że podpisał kontrakt na książke, która ma 450 stron, a on jest na 449.
Mimo wszystko "Wdowa" to Grisham w bardzo dobrej formie. Jest prawo, pieniądze, moralnie niejednoznaczny bohater, sala sądowa i sytuacja, która z niewinnej sprawy w kancelarii przeradza się w walkę o własną przyszłość i życie. Szkoda tylko, że po świetnej drodze do celu sam cel okazał się dla mnie najmniej satysfakcjonującą częścią podróży.
Dios siedział na stopniach tronu i ponuro wpatrywał się w podłogę. Bogowie nie słuchali. Wiedział to. Wiedział to najlepiej ze wszystkich. Tyle że nigdy nie miało to znaczenia. Człowiek wykonywał właściwe ruchy i znajdował odpowiedź. To rytuał był ważny, nie bogowie. Bogowie mieli pełnić funkcję megafonu, bo w przeciwnym razie kogo ludzie zechcieliby słuchać?
Terry Pratchett, Piramidy
I tym cytatem kończymy Piramidy i od jutra zaczynamy "Straż! Straż!"
Xdd o 11 ciocia moll juz byla po cytacie, dzieciaki osniadaniowane i umyte i obiad w polowie gotowy, no ale dajesz z siebie wszystko ciezko z nia rywalizowac kobiety maja wiecej godzin w dobie niz my
Od dawna nic nie wciągnęło mnie tak bardzo jak „Gra o tron” właśnie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałem po nocach, czytając po kilka godzin. Do tego stopnia, że potrafiłem „obudzić się”, że jest już druga czy trzecia w nocy, a ja wciąż czytam. Co prawda nie musiałem wstawać rano do pracy, ale nie zmienia to faktu, że nie potrafiłem się też oderwać od lektury.
George R.R. Martin ma niesamowity talent do tworzenia postaci, które po prostu się lubi. Napisałem o tym w opinii o „Rycerzu Siedmiu Królestw” i opinię tę podtrzymuję. Oczywiście perspektywy niektórych postaci (Sansa, Bran) czytałem z mniejszą ekscytacją niż historie Tyriona (mój ulubieniec), Jona czy Daenerys, niemniej wszystkie były ciekawe i ani przez chwilę nie czułem znudzenia. Nawet po obejrzeniu kilku sezonów ekranizacji.
Co zabawne, złapałem się na tym, że pomimo znajomości dalszych wydarzeń, i tak miałem nadzieję, że może w powieści Eddard Stark nie okaże się takim głupcem i nie przyzna wprost, że zna tajemnicę Królowej, a nawet jeśli, to nie odmówi młodszemu bratu Króla, gdy ten zaproponuje przejęcie władzy, póki mają przewagę. Bycie honorowym jest chwalebne, ale lepiej jest po prostu żyć. Poza tym Ned miał już doświadczenie w obalaniu niewłaściwej osoby zasiadającej na Żelaznym Tronie.
Pierwsza część cyklu kończy się wieloma zwrotami akcji - każda z postaci otrzymuje własny - co sprawia, że mam przemożną ochotę zacząć kolejny tom, mimo że obiecałem sobie przeplatać dłuższe książki krótszymi. :' )
Tez mi sie podobalo ale serio gruby to czlowiek bez kszty honoru, sianko za serial przytulil i juz wyjebane. Nawet jak w koncu to skonczy to niewiem czy siegne bo juz dawno zapomnialem w ktorym momencie sie skonczylo.
Dziwisz mu się? Jako pisarz osiągnął chyba wszystko, o czym tylko można zamarzyć. Stał się znany na całym świecie, dostał trzy świetne ekranizacje (wiadomo, „Gra o tron” do pewnego momentu, o „Rodzie smoka” też są mieszane opinie, ale nie można nazwać ich słabymi serialami), na podstawie jego twórczości powstają gierki i mody do gierek. Tak naprawdę to Martin już nic nie musi. x)
@cyberpunkowy_neuromantyk no dziwie, za 20 lat go nie bedzie i to ile zarobil i jak bardzo byl znany bedzie gowno warte, po pisarzu zostaja kartki. Wziol nas w ta zajebista przygode i nie doprowadzil do konca. Szczgulnie teraz kiedy jak juz pisalem finansowo nie musi sie o nic martwic. Jeszcze siedziec i patrzec jak feminninazistowskie scenarzystki z pedo hollywood sraja na wszystko co zbudowales…
Bardzo mnie ta recenzja zachęciła do przeczytania tej książki. Bardzo bym chciał książkę w którą przepadnę tak jak to opisałeś. Niestety tylko 2 razy w życiu na coś takiego trafiłem ;_; ("Kontakt" C. Sagana i cała seria o Wiedźminie).