Wyprawa do El Dorado pod przywództwem buntownika Lope de Aguirre. Peru, wiek XVI. Aguirre wraz z grupką buntowników postanawia samemu odnaleźć i zdobyć mityczną krainę złotem płynącą. Podróż do jądra ciemności peruwiańską rzeką odsłoni stopniowo szaleństwo hiszpańskiego konkwistadora.
Film był kręcony w bardzo trudnych warunkach, bowiem Herzog uparł się kręcić film w peruwiańskiej dżungli - analogia do tytułowego bohatera narzuca się sama.
Z drugiej strony gdyby nie to ten film nie miałby tej atmosfery - faktycznego obcego lądu z całym wachlarzem niebezpieczeństw, z czego największym jest sam bohater, który nazywa siebie Gniewem Bożym. Jest przekonany o swojej boskości, chociaż dookoła niego ludzie padają jak muchy przez choroby i ataki Indian.
Aguirre o twarzy Klausa Kinskiego hipnotyzuje, on nawet nie jest pełen wiary w to, że może sam zmienić historię, on to po prostu chce zrobić, chociaż w filmie jego droga to powolna męczarnia przez trupy swoich towarzyszy. Jednak zbuntowany konkwistador nie widzi tego.
Dla mnie ten film to właśnie takie conradowskie "Jądro ciemności", tylko zamiast podróżować rzeką do szaleństwa, podróżujemy rzeką z szaleństwem (prawdziwy Aguirre, na losach którego oparto fabułę filmu miał resztą przydomek "Szalony").
Film opowiada historię Daisy Clover, nastoletniej, ekscentrycznej dziewczyny, która zostaje odkryta przez łowcę talentów w Hollywood lat 30. XX wieku. Szybko zyskuje ogromną popularność, stając się wielką gwiazdą, jednak jednocześnie doświadcza niszczycielskiego wpływu sławy.
Jeżeli czytaliście książkę to wiernie oddane, minimalne różnice. Jeżeli nie czytaliście to też świetna zabawa.
Film sci-fi o typie co się obudził sam na statku kosmicznym i nic nie pamięta, a potem dzieje się cała reszta. To nie jest komedia ale można się szczerze uśmiechnąć z interakcji pomiędzy głównymi bohaterami, coś na zasadzie przytyczek dwóch dobrych kolegów w trakcie pracy.
Ryan Gosling pasuje w sumie do tej roli, po przeczytaniu książki i trailerach ciężko mi się było z tym aktorem pogodzić ale jest naprawdę ok.
Naprawdę polecam, byłem w kinie z osobą która nie czytała książki i też się świetnie bawiła.
Pozwolę sobie zawołać @Deykun i @owczareknietrzymryjski bo Wy chyba też na ten film czekaliście. Warto.
Agent brytyjskiego wywiadu odchodzi ze służby i zakłada własną agencję detektywistyczną. Jego pierwszym zadaniem jest dostarczenie tajemniczego kontenera do Finlandii.
Obejrzałem. Trąci myszką. Trochę abstrakcji, trochę ( nie wiem czy zamierzony) pastisz wczesnych Bondów. Drą łacha z Jankesów, ale tak zbyt bezpośrednio. Dałbym ledwie 6.5, bo nie najlepiej się zestarzało.
Astronauta próbuje uratować Ziemię, będąc sam w przestrzeni kosmicznej.
Wybrałam się na niego, gdyż 3 miesiące temu przeczytałam powieść na podstawie której powstała ta ekranizacja. Książka była dla mnie super więc i bardzo chętnie wybrałam się do kina na premierę.
Obawiałam się, że jednak to nie będzie to samo co książka, nie miałam bardzo wysokich oczekiwań, po prostu chciałam aby było spoko.
No i pozytywnie się zaskoczyłam bo uważam że film jest również świetny. Wzbudził we mnie wiele emocji, 3 razy się wzruszyłam na nim. Kawał dobrej roboty, tak jak forma filmów rzadko do mnie przemawia - tak tutaj te 2,5 godziny minęło mi w moment.
Książkę oceniłam 10/10, ekranizacji daje 9/10. Chcąc nie chcąc nie da się wszystkiego upchać w filmie i rozumiem pewne drobnostki które były zmienione bądź pominięte fabularnie pod widza kinowego.
Na "największy" minus u mnie tutaj wypadła postać Evy Stratt. W książce moim zdaniem totalnie inny był jej odbiór.
10/10 to raczej nie ale mocne 8/10. Jeżeli ktoś oczekuje typowego scfi to się nie doczeka. Gosling dobra mimika (info dla biednego kolesia). To film podobny do Marsjanin.
PS. Jakość obrazu w kinie to jakieś nieporozumienie.
Generalnie spodziewałem się w tym filmie więcej sportu, tenisa stołowego, a dostałem nieco chaotyczny film o pewnym siebie egoiscie, narcyzie i zapatrzonym w siebie bucu. Mimo zaskoczenia bardzo podobał mi się seans, taki film pode mnie trochę akcji, szaleństwa, trochę powagi, tematy rodziny, więzi, stosunków międzyludzkich, a a pomiędzy akcje typu ta z psem. Jestem pod wrażeniem jak Chalamet zagrał główną rolę i osobiście uważam, że zrobił to lepiej niż zdobywca Oskara w Grzesznikach. Dobrze się bawiłem, nie dłużył się mimo, że trwa ponad dwie godziny, są to niezłe emocje i rozrywka
Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia młodego Amerykanina osadzonego w tureckim więzieniu w latach 70. za przemyt narkotyków.
Film dobrze zrealizowany i dobrze zagrany, z klimatycznym soundtrackiem. Jednak ani przez moment nie było mi żal protagonisty, trzeba mieć ujemne IQ, żeby jechać do bantustanu i przemycać stamtąd narkotyki. Bardziej żal mi było jego starego - typ całe życie ciężko pracował, a wychował bananka mającego problem z kojarzeniem faktów. Trochę mi się ta historia skojarzyła z ostatnią aferą wokół prób wybielania Patryka Perettiego.
@Vampiress Ok, but still. Każdy był młody i popełniał błędy. Myślę, że typ był "zresocjalizowany" po tych kilku latach i nigdy więcej czegoś takiego by nie zrobił.