559 + 1 = 560


Dziś będzie recenzja domu spokojnej starości, czyli:


Tytuł: Diabeł ubiera się u Prady 2

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Komedia

Reżyseria: David Frankel

Czas trwania: 2h

Ocena: 4/10


Spodziewałam się odgrzewanego dla kasy kotleta i odgrzewanym kotletem ten film się okazał. Fabularnie jest bardzo miałko, w dodatku kilka ważniejszych wątków jest dość niewiarygodnych nawet jak na standardy omawianego gatunku, np. wielka burza medialna po jednym wtopionym artykule, czy związek Emily - kierowniczki sklepu i chada pierdyliardera nachalnie wzorowanego na Zukerbegu (nawet kolesiowi dali byłą żonę - Azjatkę, lol). Chociaż w filmie poruszono ważkie tematy, jak gównowacenie legendarnych marek przez skupionych tylko na Excelu inwestorów, czy gównowacenie samego dziennikarstwa przez niskie standardy pracy dziennikarzy i rozwój AI, sequel nie jest nawet w połowie tak zgryźliwą satyrą na światek korporacji modowych i rozbuchanego konsumpcjonizmu, jaką była jedynka.


Wykastrowano fabułę, żeby była family friendly średniakiem, wykastrowani (i skopani) zostali również bohaterowie, i to zarówno przez scenarzystów, jak i odtwórców głównych ról. Miranda Priestly na początku usiłuje być po staremu wredna, ale dość szybko zmienia się w przyjazną Babcię Józię z Plebanii. Andy niby jest Poważną Dziennikarką, ale równie szybko wychodzi z niej nieopierzona trzpiotka, zupełnie, jakby 20 lat pracy, a zwłaszcza poprzedni staż w Runway, nie nauczyły jej powagi i pewności siebie w dealowaniu z bucowatymi przełożonymi. Stanleyowi Tucciemu to widać, że się nie chciało wgl grać w tym filmie i ciągnął rolę z miną "Jak długo jeszcze". Jedynie Emily Blunt trzymała poziom z pierwszej części. Z nowych postaci, to chińska sekretarka Andy i utyty sekretarz Mirandy byli spoko.


Uwaga, teraz kącik dla pań: co do mody, to stylizacje w dwójce d⁎⁎y nie urywają. W jedynce było rzeczywiście na co popatrzeć, w sequelu nie ma. Andy ubiera się jak typowa hrówka, Emily jak nowobogacka karyna, a Mirandę stylizowali od czapy (nie wiem, może chcieli dodatkowo podkreślić, że jest już starą, zniedołężniałą babą i nie ogarnia?).


Jak to zwykle z kręconymi dla kasy kontynuacjami i remake'ami bywa, miało być tak pięknie, ale najprawdopodobniej wyjdzie klapa finansowa. Na sali było łącznie może z 20 osób, w dodatku, co ciekawe, były to głównie osoby powyżej 30. (wypatrzyłam tylko dwie Julki licealistki), czyli pewnie inni, przywiedzeni, tak jak ja, ciekawością i pewnym sentymentem do jedynki. Ja tam polecam - jak ktoś już naprawdę chce zobaczyć, jak wyszło - poczekać, aż film znajdzie się na streamingach albo pożeglować do zatoczki, bo nie ma co nabijać kabzy leniwym twórcom.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter

16c54d2b-eb12-4cbb-a69e-9fadc6ef4ea6

Komentarze (9)

@lexico bo niepotrzebnie wprowadzali poboczne wątki Zukerberga i jego byłej czy sporo młodszego męża Mirandy, skoro i tak ich, koniec końców, porządnie nie rozwinęli. No chyba, że chcieli się tylko popisać "patrzcie, mamy w obsadzie Branagha i Lucy Liu".

@Telezajaczek ten film to typowy odgrzewany kotlet, ale jednak o dziwo oglądało się go dobrze, więc ja bym dał nawet 6/10. Miranda wg mnie akurat trzymała poziom, Andy jako już 40+ nadal oczekująca klepania po pleckach i chichocząca w nieodpowiednich momentach nieco wkurzająca. Nowa "Emily" to lekki powiew świeżości wśród starych bab, ale jednak nie mój typ... Na modzie się nie znam, wiec szmaty jak szmaty - parę ładnych, reszta w stylu "co to kurde jest".

@JackDaniels dla mnie Miranda była najgorzej poprowadzoną postacią w porównaniu do jedynki. Meryl Streep jak zwykle trzymała poziom, ale nawet jej gra nie mogła przykryć braków scenariusza. Mam wrażenie, że twórcy nie wiedzieli, jak właściwie chcą pokazać Mirandę - czy ma być dalej megierą rozstawiającą wszystkich po kątach, kobietą u progu śmierci, która przemyślała swoje życie i postępowanie wobec innych i postanowiła się zmienić, czy zniedołężniałą starą babą, która nie ogarnia własnej kuwety. W efekcie, wrzucili te wszystkie pomysły do kreatora postaci i Miranda całkowicie straciła pazur.

@Telezajaczek wiadomo że kotlet, ale faktycznie 4/10 można mu dać. Jeśli chodzi o postaci - nie nazwałabym owego pierdyliardera chadem. Emily Blunt zaś dostała rolę karyny, której się w doopie poprzewracało. Podobnie groteskowy był ten nowy właściciel Runway. Sama Andy... no cóż - wiem po sobie, że można być po czterdziestce, mieć niby "poważne" stanowisko i nie koniecznie być "poważną panią". W dzisiejszych czasach to już raczej coraz większy mit. Dziury fabularne były większe niż dziura ozonowa w latach 80. i 90. I do tej pory nie wiem czemu czasopismo modowe miałoby urządzać pokaz mody. Przecież jej nie projektuje. Ale - nie znam się na tym biznesie, może to ma jakiś sens. Podobał mi się za to mercedes, którym wożono bohaterów.

@rain w przypadku tego Zukerberga z filmu było parę razy podkreślone, że wcześniej był typowym nerdem-ulańcem, ale jak się dorobił miliardów zrobił looksmaxxing i teraz jest chadem.

Emily w tym filmie zdecydowanie była karyną, tylko mam wrażenie, że w 1 była o wiele inteligentniejsza, a tutaj nawet jej "cięte" riposty były przewidywalne (ten tekst że wszyscy na pogrzebie noszą Dolce czy jakoś tak).

A u Andy ta trzpiotowatość nie razi w kontekście wieku, a bardziej tego, że jej postać zatoczyła jakby koło na odwrót - w sensie jak w jedynce na początku jest niedoświadczoną trzpiotką, by na końcu zrozumieć, co jest w życiu ważne i nauczyć się pewności siebie, tak tutaj jakby puścił od tyłu taśmę z tej ewolucji charakteru.


Co do pokazu - możliwe, że czasopismo pokroju Vogue mogłoby zorganizować taki w ramach jakiejś akcji specjalnej, zbiórki charytatywnej czy urodzin gazety.


Mnie to bawiło, jak Miranda musiała podróżować jak plebs w drugiej klasie xDD

@Telezajaczek faktycznie - Miranda w klasie ekonomicznej to było prawdziwe zderzenie klas. Ale potem w Mediolanie i tak była wożona drogimi autami. Więc też jest tu jakiś zonk. Co do ewolucji postaci - chyba najbardziej nie podobał mi się Nigel -zrobili z niego większego dupka niż było to konieczne. Bo potem trudno zrozumieć dlaczego niby jest takim fajnym facetem i Andy tak go lubi.

@rain o ile się nie mylę, to w filmie było powiedziane, że Miranda dla podtrzymania image będzie wożona dobrymi autami, ale reszta kadry już musiała zamawiać uberki.


Nigel - poniekąd co pisałam w recenzji, postać, na którą nie było chyba większego pomysłu, ale największa wina leży po stronie Tucciego, który w niemal każdej sekundzie na ekranie miał minę srającego kota na pustyni i widać było, że aktorowi po prostu grać się w tym nie chciało i tylko wyczekiwał końca

Zaloguj się aby komentować