Ja ten moment mam już dawno za sobą. U mnie wszystko posypało się praktycznie z dnia na dzień - dosłownie. Najpierw w wieku 33 lat, przytrafiło mi się kilka jakichś dziwnych rzeczy ze zdrowiem. Zaczęło mnie zastanawiać, że wszyscy lekarze mówili "dziwne, to tak rzadko się zdarza", to pękła siatkówka w oku trzy razy pod rząd, to jakieś dziwne wyniki krwi (limfocyty T wyjebane w kosmos), to nagle objętość płuc spadła. Dotychczas byłem okazem zdrowia, sport, oddawałem krew (w sumie ponad 20litrów), więc zawsze dokładne badanie przed każdym oddaniem. Jedyne co, to miałem kiedyś jeszcze jako nastolatek taki niemal roczny przestój ze snem, przez rok prawie nie spałem (dosłownie po dwie, trzy godziny na tydzień). I nagle zacząłem tracić przytomność w różnych miejscach. Raz w końcu obudziłem się w karetce, która już mnie wiozła do szpitala i nie miałem jak się wymigać. Tam już zostałem na jakiś czas, diagnoza - sarkoidoza, takie autoimmunologiczne gówno, które napierdala człowieka od środka. Pierwszej nocy na takim oddziałowym oiomie, koleś z 3 stopniem sarkoidozy (ja się już 12 rok trzymam na drugim) przy mnie zszedł. Zmartwiłem się, ledwie założyłem rodzinę, żona w ciąży, wszystko za⁎⁎⁎⁎ście się układa i z robotą i prywatnie a tu takie coś i może trzeba się będzie zbierać. Ale spoko, dzisiaj jest naprawdę spoko. Świadomość choroby pomaga mi bardziej wszystko doceniać bo wiem, że w każdej chwili może mi się trafic jakiś gówno, które mnie zmiecie z planszy. Na szczęście nie jest zaraźliwe, nie jest genetyczne, w zasdzie to c⁎⁎j się skąd się bierze. Może Czarnobyl? Nie wiadomo. Jestem w jakimś niemieckim programie badawczym, to czasem tylko biorą moje próbki krwi i badają.
Dobra, nie ma co nudzić, jest spoko, ciesz się tym co masz i korzystaj z życia 😀 Najlepszego!