@nbzwdsdzbcps
Nie widzisz problemu by traktować ludzi, którzy przyjeżdżają i pracują u nas w kraju na wspólny dobrobyt jako gorszych?
- oczywiście że to widzę ale wolę być "Adwokatem diabła" ponieważ ktoś musi bronić drugiej strony identyfikującej się jako strona polska żyjąca (jeszcze póki co) u siebie we własnym kraju.
Nie ma żadnego „syndromu oblężonej twierdzy”. Jest zwykła niechęć do tego, żeby ktoś przyjechał i od razu oczekiwał, że kraj dostosuje się do niego, a nie odwrotnie.
Ludzie, którzy przyjeżdżają i realnie pracują, nie są problemem. Problemem jest skala, struktura i roszczeniowość części migracji. To nie to samo.
A porównanie do tego, jak traktowano Polaków na Zachodzie, kuleje. Polacy nie organizowali tam marszów o specjalne prawa, nie domagali się nauczania po polsku w szkołach państwowych ani nie twierdzili, że lokalna kultura jest „przemocowa” i trzeba ją zmienić. Większość po prostu pracowała i wracała albo się integrowała.
Można nie lubić podwójnych standardów — akurat w tę stronę również.