@JapyczStasiek piorun za Stawiszyńskiego, spoko filozof
Książka, która przekonała mnie do czytania to zdecydowanie Hrabia Monte Christo. Wcześniej czytałem jakoś tak z doskoku, jak coś wpadło, jak się przypomniało. A gdy złapałem za nią, to przeleciałem całe 3 tomy za jednym strzałem z przerwą na sen. Tak się wkręciłem, że świat nie istniał.
A dalej niczego nie wyróżnię. Z każdej dobrej książki biorę coś dla siebie. Zwłaszcza, że ja rzadko czytam tylko samą książkę, ale wsiąkam całym sobą i w międzyczasie przeglądam też artykuły i neta w temacie Ostatnio po reportażu o Saharze Zachodniej z pewnością spędziłem więcej czasu poza książką niż w niej. A teraz lecąc odkładanego wiecznie Wiedźmina, wręcz uczę się na pamięć całego świata i lore.
Stąd w sumie wszystkie mnie w znacznym stopniu kształtują. Nie tylko czytam, ale żyję nimi. Dlatego też gdy tego nie czuję - odkładam pozycję i nie kończę. Nie mam zwyczaju kończyć słabych wypocin do końca. A wyróżniać też nie chcę, bo zrobiłaby się z tego bardzo długa lista i z każdą kolejną pozycją przypominałbym sobie o kolejnych, które skrzywdziłbym nie dodając ich jako "ważne dla mnie". Zwłaszcza, że w podobnym stopniu oddziałuje na mnie Tolkien, jak Sagan, choć jedno z drugim nie ma wiele wspólnego