@ZohanTSW Zna język niemiecki w stopniu komunikatywnym, co jest bardzo dobrą wiadomością, bo będzie mogła się dogadać z miejscowymi. W Czechach mama była zdenerwowana, bo angielskiego nie znała i jak cokolwiek trzeba było zrobić, od kupna biletu po przetlumaczenie opisu danego zabytku to musiałem wszystko robić. Przy okazji Pragi wyszło, że moja mama po raz pierwszy korzystała z metra. Parę razy była w Warszawie, ale nie jeździła metrem, tu była konieczność.
Przez te parę miesięcy słyszałem: nie poradzisz sobie z organizacją (dzięki mama za zaufanie!), jak się dogadamy (znam angielski, a czeski idzie zrozumieć, o ile miejscowi mówią wolno), jaki to drogi dojazd (ceny porównywalne z Bałtykiem, ale jakość lepsza. Finalnie wyszło drożej, ale różnice stanowił wyłącznie dojazd pociągiem), wreszcie kwestia dojazdu (nie mam prawka, co pisze ze wstydem, ale skoro PKP uruchomiło Baltic Express to grzech nie korzystać. W tym roku z przesiadka w Bydgoszczy, a od kilku tygodni mam bezpośrednio pociąg z Torunia do samego centrum Pragi, więc dojazd do Czech nie stanowi już żadnego problemu. I tak krok po kroku. Jakoś poszło.
Warto było chociażby dla mojej ciotki, siostry mojej mamy, która przez tydzień popisywala się, że jej córka zorganizowała jej wyjazd... do Poznania, gdzie mieszka. Jak mama wysłała zdjęcia z Hlavni nadrazi to potem przez kilka dni mi dziękowała, że siostra siedzi chyba obrażona, bo przestała gadać o Poznaniu.