#matura #szkola #nostalgia #hejto30plus #hejto40plus

Lecimy dalej z egzaminem dojrzałości, jak to się kiedyś mówiło. Dziś maturzystów czeka angielski na poziomie podstawowym. Jak tam u Was było? Coś anderstand in inglisz? Pamiętam, że mój rocznik musiał zdawać język, ale... nie obowiązywało to liceów zawodowych a w każdym razie ja, będąc w tzw. ekonomiku nie zdawałem matury z języka. Chyba dobrze, bo nauka angielskiego przez pięć lat w mojej szkole była raczej komedią. Mieliśmy w tym czasie cztery różne nauczycielki, każda ze swoim sposobem nauczania. W związku z tym nie nauczyliśmy się absolutnie niczego. Co ciekawe w trzeciej klasie wprowadzono nam język angielski zawodowy a więc z pojęciami z zakresu ekonomii i gospodarki oraz rolnictwa, bo taki miałem profil klasy. Szczęśliwie byłem na tyle kumaty, że w czwartej klasie sam zacząłem się uczyć angielskiego i dziś spokojnie sobie radzę.

d6c5eddb-03e9-429b-bf5c-78d056e3204c

Komentarze (21)

Nam zmienili nauczycielkę i mieliśmy wrażenie, że się cofamy (była strasznie chaotyczna). Stąd część olała angielski i wybrała maturę z niemieckiego. Dziś większość YT oglądam po angielsku, niemieckiego właściwie nie pamiętam.

@Nemrod ja miałem niemiecki w podstawówce i to tylko w trzech ostatnich klasach i dziś jestem zdziwiony, jak dużo pamiętam. Mówić bym nie mówił, ale jak np. czytam jakiś prosty tekst, to sporo rozumiem. Myślę, że tutaj dużo zrobiła nauczycielka, która nas uczyła tak byśmy rozumieli i potrafili coś powiedzieć a mało męczyła gramatyką.

@WatluszPierwszy Tzn. generalnie pamiętam konstrukcję zdań, bardzo proste rzeczy rozumiem, ale nie używałem już tak wiele lat, że musiałbym po prostu sobie to przypominać (no chyba, że ktoś mnie poprosi o opis co widzę na obrazku, albo żebym się pochwalił co dostałem pod choinkę xD).

@WatluszPierwszy Jak większość z nas co roku miałem inną nauczycielkę angielskiego (i żadna nie zasługiwała na to, by opisywać je cytatami z "Spalam się" Kazika). Pierwsza połowa miała w nosie prace, druga dopierdala się o wszystko, łącznie z wymową. Nauczycielek niemieckiego miałem przez 10 lat (od czwartej klasy do matury w technikum) cztery i żadna z nich nie opieprzyła mnie za wymowę czy przekręcenie słowa. Jak zwracano mi uwagę to tylko na to, że za mało się staram.


Przy angielskim sprawy nie ułatwiał fakt, że dopierdalanie się do akcentu czy błędnego użycia słowa, "bo to w AmE, a nie w BrE" jest dość powszechne i poza szkoła parokorotnie ktoś miał do mnie o to problem. Efekt? O ile na angielski poświęciłem o wiele więcej czasu, to uczyłem się jako samouk i do dzisiaj nienawidzę mówić w tym języku, bo zawsze czuję się jak cham, który nie umie zachować się na salonach. Niemiecki znam na poziomie B1 i o ile od trzech lat nie miałem okazji mówić w tym języku, to gdybym musiał na szybko odświeżyć sobie chociażby podstawy, zrobiłbym to szybko i zdecydowanie większą pewnością siebie.


Nauczanie języka angielskiego w Polsce od lat jest nic nie warte. Dobrze, że Internet jest powszechny i oferuje sporo możliwości, przez co pozwala nadrobić część zaległości. Nie zmienia to jednak faktu, że szkoły są tak zaprojektowane, by obrzydzić i zniechęcić do wszystkiego ( ͠° ͟ʖ ͡°)

@WatluszPierwszy Częste zmiany nauczyciela i zaczynanie znowu od początku bo sporo osób nie znało podstaw. Całe szczęście, że jako dziecko nie miałem wyjścia i pierwsze gry jakie miałem były głównie po angielsku przez co osłuchałem się z językiem i szybko zacząłem rozumieć.

@nbzwdsdzbcps miałem podobnie z muzyką. Tłumaczyłem teksty piosenek ze słownikiem. Poza tym ojciec mi kupował czasami w Empiku angielskie czasopisma o piłce nożnej i na tym się uczyłem.

Mnie rozpieprzyl jeden nauczyciel od anglika. Nazywalismy go pan pozyczka bo mial łysy łeb i zaczesywał dlugie boczne włosy na tą łysine - wyglądało komicznie. Co do samego nauczania tez cieńki. Jedną z jego metod żeby nas nauczyć porpawie wymawiać "the" wkładał sobie dwa paluchy do gęby - nie jeden nie trzy a dwa - to było bardzo ważne wg niego XD.

@ostrynacienkim ja pamiętam, że nauczycielka która przyszła do nas w piątej klasie, to była taka dziewczyna zaraz po studiach. Weszła do klasy a tu siedzą uczniowie młodsi od niej o może pięć lat. Momentami miałem wrażenie, ze ona się nas boi. Nie nauczyła nas absolutnie nic, ale przynajmniej okazała się bardzo fajna, taki typ koleżanki/starszej kuzynki.

@WatluszPierwszy też miałem taką starała się, uczyła jak mogła ale ja zawsze miałem pecha trafiać do klasy samych wykolejeńców.

Gimbaza słabo, choć jak czytam i tak to działało u większości gry nadrabiały za nas braki u nauczycieli. Choć w liceum trafiła mi się świetna babka. Może i feministka, a ja byłem jedynym facetem w klasie więc na każdym angolu, każde sprawdzenie było zawsze... @Tomekku co o tym powiesz, jak to zrobisz itp. Potem zdawawałem rozszerzony angielski. Na poczatku bałem się tej babki, ale potem to już lux. Ciekawe co u tej starej panny słychać. Pewno dalej lata po górach jak szalona.

@Tomekku ma kotka i psiecko ale serio, typ feministki był najgorszy. Faceci mieli przesrane. Miałem taką kobitę z przedmiotu, który zwał się podstawy rachunkowości. Miała męża, ale była tak cięta na facetów, że łeb boli.

@WatluszPierwszy to miałem tak jeszcze z polaka, choć ona była w miarę ok, ale babka z historii to jak mnie raz wkur... bo dziwnym trafem na każdej powtórce ja musiałem odpowiadać i każda pomyłka to było wyżywanie się to jak za 4 razem to zrobiła. Powiedziałem: pierdole i wyszedłem z klasy. Potem było już ciut lepiej. Może stara prukwa potrzebowała twardej męskiej ręki

@WatluszPierwszy Na ustnym angielskim miałem opisać sztukę teatralną. Niby proste, tylko ze stresu zapomniałem jak po angielsku jest "sztuka teatralna".

Po niemożebnych lawiracjach i użyciu "drama" w każdej możliwej formie, zdałem z 19/20 punkótw. xD

@WatluszPierwszy cos tam anderstend, nawet rano jak wchodze do biura to "mornin" mowie, a nie "dzien dobry" #uk
co do angielskiego to uczylem sie go przez 2 lata w liceum i pol roku na studiach. Mowie plynnie (ang. liquid).
to chyba zasluga brata... wzial i mnie nauczyl ogladania filmow z napisami angielskimi, sluchania piosenek i szukania samemu tekstu, uczenia sie wymowy itp itp jak mialem 6 lat
W liceum typiarka z anglika nie mogla pojac czemu sie ucze niemieckiego skoro mowie po angielsku lepiej niz jej angielska rozszerzona grupa. "No wlasnie dlatego" - to byla moja odpowiedz

Ah te trzeszczące boomboxy. Mnie nic do angielskiego na maturze nie przygotowało jak piracenie seriali i oglądanie ich z napisami. Wykręciłem ponad 90% a na lekcjach przez grupę i nauczycielkę średnio szło. Jak pisałem wczoraj dopiero gościa który potrafił uczyć języka trafiłem dopiero na studiach.

@WatluszPierwszy Miałem takiego farta w życiu, że trafiałem na super nauczycieli angielskiego. Podstawówka/gimnazjum spoko babeczki które wtłoczyły mi podstawy do głowy. W liceum bardzo fajny ziomek który nie pierdzielił się w tańcu i całe lekcje prowadził w 99% po angielsku. Na początku było trudno ale po czasie przyniosło bardzo fajne efekty bo praktycznie cała klasa była na dosyć wysokim poziomie. Dodatkowo moi rodzice bardzo cisnęli na naukę angielskiego (już wtedy było wiadomo, że to przyszłość) i przez kilka lat co tydzień chodziłem na korki do gościa z którym czytałem zagraniczne gazety i potem dyskutowaliśmy treść tych artykułów - wszystko po angielsku oczywiście.


To była chyba jedna z najlepszych inwestycji w moim życiu. Matura to był pikuś a pierwszą poważną pracę dostałem właśnie dzięki bardzo dobremu angielskiemu.

@WatluszPierwszy


W gimnazjum przez przypadek udało mi się dostać do lepszej grupy z angielskiego, więc średnio sobie radziłem.


W technikum okazało się, że ogólny poziom klasy jest kiepski, więc nauczycielka zaczęła od podstaw. I to był mój szczęśliwy traf, ponieważ uzupełniłem podstawy, a przez gimnazjum poznałem trudniejsze zagadnienia, więc byłem jednym z lepszych w klasie. Może i najlepszym, ale nie chciało mi się uczyć słówek. :' )


Efektem 100% z pisemnej i ustnej matury. Jedynie na rozszerzeniu miałem 72%, ponieważ było tej samej co podstawowa, a nie chciało mi się już pisać rozprawki.


Czy to oznacza, że dobrze radzę sobie z angielskim? Nie wiem. xD


Rozumiem tak 90-95 tekstu pisanego i mówionego, gorzej z pisaniem, a rozmawianie to już w ogóle dramat - strasznie się faflunię, w szczególności jak rozmawiam z native speakerem.


Chociaż podczas jednej rozmowy o pracę ze SZKOTEM, potencjalny przełożony powiedział, żebym się nie przejmował, ponieważ mój angielski jest o wiele lepszy niż jego włoski.

@cyberpunkowy_neuromantyk 

Rozumiem tak 90-95 tekstu pisanego i mówionego, gorzej z pisaniem, a rozmawianie to już w ogóle dramat - strasznie się faflunię, w szczególności jak rozmawiam z native speakerem.

Ja położyłem laskę na to jak mówię, jak mi z dobre 20 lat temu Amerykanin z którym miałem kontakt ze względu na zainteresowania muzyczne odpowiedział "who cares?" na moje tłumaczenie się, że pewnie mówię słabo i niezrozumiale. Teraz, jak mi przyjdzie mówić, to po prostu mówię i w dupie mam czy popełniam błędy. Nigdy nie było tak, bym się nie dogadał. A jak nie znam słówka, to bazuję na opisywaniu, że coś jest podobne do, albo że chciałem powiedzieć coś tam, ale nie pamiętam słowa.

@WatluszPierwszy U mnie w klasie tylko jedna osoba zdawała - wszyscy inni zwolnieni bo FCE albo wyższe certyfikaty. Potem to chyba ukrócili

Co roku w liceum miałem inną nauczycielkę (a to nowość), ale z każdą miałem dobry kontakt, fajnie nam się razem pracowało. Angielskiego mocno uczyłem się na grach i YouTube. Matura zdana bez problemu, dzisiaj angielskiego używam codziennie w pracy. Dzisiaj bez angielskiego, jak bez ręki. Czasami zdarza mi się niestety dziura w pamięci i na spotkaniach biznesowych szukam zamienników słów xd

Zaloguj się aby komentować