#lata90 #hejto30plus #hejto40plus raczej nie #nostalgia #preczzmitologizacjalat90

Lata 90. Jakoś spokojniej się żyło, człowiek tak nie pędził, nie zapierdalał.


Dziś poważniej i trochę z mojej osobistej perspektywy. Początek lat 90. w moim małym mieście, był dla mnie dobry. Ojciec wziął się za własny biznes. W mieście zlikwidowano księgarnię Domu Książki a mój tata wraz ze swoim kumplem i moją mamą, która zwolniła się z biblioteki, założyli własną księgarnię. Szło dobrze... do czasu aż miasto podniosło o 120 proc. czynsz za lokal. Klops i koniec. Moi rodzice wylądowali na bezrobociu. Nie oni jedni. W tamtym czasie nastąpił szczyt bezrobocia lat 90. Według danych GUS stopa bezrobocia w lipcu 1994 wynosiła 16,9 proc. W moim małym miasteczku panowała degrengolada i poczucie beznadziei. Młodzi ludzie siedzieli na parapetach pod Delikatesami na rynku a starsi siedzieli w knajpie Oaza. W ciągu roku nic się nie zmieniło a moi rodzice byli zadłużeni, bo tata w międzyczasie wpakował całą kasę z oszczędności w nowy interes, który kompletnie nie pyknął. Bezrobocie spadło... do 14 proc. Mama wróciła do biblioteki, gdzie rozpisano konkurs na dyrektora, który wygrała. Ojciec imał się różnych zajęć od stróża nocnego w hurtowni nawozów przez sprzedawcę w delikatesach aż wreszcie znalazł zatrudnienie w Urzędzie Miasta. Wszyscy których obserwowałem mieli słaby czas. Dobrze żyły może jedynie dzieciaki lokalnych szefów januszexów. Realną zmianę w skali kraju przyniosła końcówka lat 90. kiedy to w 1998 bezrobocie spadło do 9,5 proc., by za dwa lata wystrzelić do 15 proc. Badacze tematu mówią, że sytuacja na rynku pracy w tamtym czasie była szokiem nie tylko dla społeczeństwa, ale i dla rządzących. Przygotowywana naprędce prywatyzacja, upadające, bo zakładane na szybko i bez wiedzy o funkcjonowaniu gospodarki innej niż centralnie planowana, firmy i drobne biznesy.

Jeszcze z osobistej perspektywy powiem, że ten czas, gdy moja rodzina przez kilka lat toczyła walkę o każdy grosz, był dla mnie, wtedy 12-14 latka trudnym czasem. Pamiętam, gdy rodzice siedzieli przy stole i liczyli w zeszycie na co trzeba wydać kasę i, że nie starczy na leki dla mamy, która w tamtym okresie chorowała i trafiła do szpitala. Pamiętam, że obliczali kasę na wszystko - rachunki, jedzenie, ubrania. Buty naprawiał nam nasz sąsiad, bo był szewcem i pozwalał żeby zapłacić później. Do moich sąsiadów przyszło pismo o eksmisji, bo nie płacili za mieszkanie. Mieli fatalną sytuację - trójka dzieciaków, bezrobotny ojciec i matka, sprzątaczka w Domu Kultury. Pamiętam, że w domach moim i moich kolegów mówiło się często o tym kogo zwolnili z pracy, kto ma problemy finansowe, kto znalazł szczęśliwie jakąś robotę. Rozumiałem już dużo w tamtym okresie i ten czas wywołał u mnie jakąś traumę i jest chyba takim momentem mojego dzieciństwa, która wspominam najgorzej.

38e1e879-685b-4574-a1d4-164e2c7aa454

Komentarze (79)

lata 90 syf kila i mogila - jedyne dobre bylo to ze konczylem podstawowke i sie szlo do technikum.
Generalnie wszystkim mlodym obecnie co popieraja jakies polexity a srali w pieluchy w tamtym czasie zafundowal bym podroz w tamte realia tak na 2-3 lata ciekawe czy dali by rade ;D

@ostrynacienkim kto nie dawał rady po prostu umierał. @WatluszPierwszy podejrzewam że moja niechęć do rodzinnej #lodzkurwa bierze się z traumy jaka bida wtedy była, nie stać mnie było na kawę w kawiarni więc dziewczyny wyciągałem na spacery po parkach czy lasach żeby się nie przyznać. LOL po raz pierwszy przeczytałem twój nick, wcześniej zawsze czytałem go Wateusz Pierwszy, co odbierałem jako szyderę z Morawieckiego bo tak na niego wołano.

@ostrynacienkim myślę, że wystarczyłoby gdyby zobaczyli, jak polskie miasta wtedy wyglądały. Bez remontów zrobionych za unijne dopłaty... tak fajnie się żyło.

@Opornik to jest Wątłusz Pierwszy, z "ą" ale na hejto nie można mieć w nicku polskich znaków. To bohater książki "Sposób na Alcybiadesa" Edmunda Niziurskiego

Wszystko prawa, co mówisz. Ja w dorosłość zacząłem wkraczać w 2000, kiedy mi stuknęła magiczna osiemnastka. Dobrze, że ojciec już był ustawiony w urzędzie, bo inaczej to też byłby słaby czas.

@WatluszPierwszy pewnie tak, widok szarych obszaroanych budynkow komunalnych (w ktorym notabene mieszkalem) - centrum miasta Poznan lata 90 a ja musialem weglem palic na chacie bo nie bylo centralnego XD, ktore podlaczyli wieki po tym jak sie wynioslem i rodzicie poszli na swoje

@ostrynacienkim piec, to kolejna rzecz o której jak mówię moim dzieciom, to im się oczy robią jak nakrętki od słoików. Ja do 1988 mieszkałem w bloku w którym był taki system ogrzewania. Ojciec w wiadrze targał opał z piwnicy do mieszkania.

@ostrynacienkim A co wtedy nie było szare? Ja pamiętam że widok odmalowanego budynku/czystej elewacji to było wow bo niektóre budynki nie były czyszczone/malowane od zbudowania (bloki PRL) lub od okupacji (kamienice).

Ostatnio oglądałem Pana Kleksa, oczywiście kręconego min. w Łodzi, i była scena jak Adaś idzie do Golarza Filipa, i było widać jaki wszędzie syf, tylko front zakładu fryzjerskiego odnowiony, reszta zaszczana zasrana :P


5fee8312-1893-4167-a891-6ae47a01920a

@ostrynacienkim jak słyszę od młodych pierdolenie o polexicie to mnie krew zalewa i odsyłam do rodziców żeby opowiedzieli jak wspaniale było przed UE

@Opornik Hehe, też miałem ten pomysł na randki. Jedna była zachwycona pomysłem spaceru w lesie, nawet wziąłem wtedy dwa żołędzie i zasadziłem w doniczkach. Wyrosły z nich dwa malutkie dęby, a my zamieszkaliśmy razem. Kiedy się rozstaliśmy po dwóch latach - dęby uschły.

Co do nicku @WatluszPierwszy - widzę, że czytaliśmy te same lektury. Dzisiaj młodzież czyta już zupełnie inne książki, o ile w ogóle coś czyta.

To ja jeszcze podepnę się ze swoim wspomnieniem tego czasu.


Tu nie chodzi tylko o biedę w domu, tylko o biedę "powszechną". Tak samo biedne były instytucje, typu szkoły.


Pamiętam, że w mojej podstawówce (moloch na 1000 uczniów) przez cały okres mojej edukacji 1 raz w 1 sali zostały wymienione ławki. JEDEN raz, w JEDNEJ sali, przez 8 lat. Pamiętam to, bo to było tak niezwykłe wydarzenie.


Jak raz w jednej sali zepsuła się klamka w oknie, to przyszedł woźny, i po prostu to okno przybił gwoździami na stałe do framugi - bo nawet wymiana klamki w oknie przekraczała możliwości finansowe szkoły. Spalone świetlówki na korytarzach były "naprawiane" w ten sposób, że te spalone zamieniano miejscami z działającymi, żeby nie było dwóch spalonych obok siebie, i żeby wszędzie było względnie jasno.

@Opornik 

A co wtedy nie było szare? Ja pamiętam że widok odmalowanego budynku/czystej elewacji to było wow bo niektóre budynki nie były czyszczone/malowane od zbudowania (bloki PRL) lub od okupacji (kamienice).

Akurat szarość to ja kojarzę jeszcze z wcześniejszym okresem (z PRLem, nie '90s).


Jak upadała komuna, to ja byłem dzieciakiem, niewiele z tego rozumiałem, ale do dziś pamiętam to ogólne wrażenie, że nagle wszystko się zrobiło kolorowe. Szyldy na ulicach, reklamy w TV, produkty w sklepach.

@PlatynowyBazant w dodatku nienajgorzej wykształcony, co warto wspomnieć, bo to jeden z powodów dla których firmy u nas inwestowały, nie tylko z powodu niższych kosztów.

@WatluszPierwszy w mojej rodzinie lata 90-te nie były złe. Moi rodzice byli młodzi i obydwoje mieli pracę. Nigdy nie brakowało nam do kolejnej wypłaty i sporo sąsiadów pożyczało pieniądze (z oddawaniem bywało gorzej). Nigdy nie było kokosów, ale żyć się dało.

Obecnie znacznie wyższy standard życia zapewniłaby praca dwóch rodziców za minimalne pensje, a wtedy moi rodzice nie zarabiali źle. Postęp wykonał się ogromny.

Wychowałem się na Śląsku i z mojej perspektywy sytuacja wyglądała całkiem nieźle. O pracę było u nas raczej łatwo. Ojciec robił na kopalni, więc o minimalnej nie było mowy. Mama pracowała w spółdzielni i choć miała odpowiedzialny kawałek w robocie, to przez podejście szefostwa dostawała tylko najniższą krajową.

Mimo to w domu nigdy nie było biednie, nie musieliśmy oglądać każdej złotówki z dwóch stron. Z drugiej strony nikt nie żył na pokaz. Pieniądze szły głównie w to, co potrzebne i co miało się zwrócić w przyszłości – remonty, ocieplenie domu czy wymiana pieca. Auto? Zawsze jakiś mały pierdek, bez szaleństw. W samym regionie tego słynnego bezrobocia z lat 90. w ogóle nie było czuć, u nas raczej nigdy nie przebiło 10%.

@Tomekku nie obraz sie ale ten region i mit czarnego zlota.... (zwiazki na zwiakach i wieczne doplacanie do tego pierdolonego biznesu) no nie odczuwales zbytnio bidy

@ostrynacienkim wiem, mam tego 100% świadomość, jak co to brali opony i do Warszawy na palenie. Całkiem inny świat z porównaniem do rodzinnej wsi ojca w Świętokrzyskim.


Do teraz jak widzę te związki to mi się nóż w kieszeni otwiera. Zaorać i zostawić co rentowne.

Ja wtedy zaczynałem pracę (1996). Studia rzuciłem ze względu na finanse (nie tylko), pracowałem w lokalnej wytwórni win tanich a smacznych, u szewca, jako mechanik maszyn, budowlaniec. Straszne czasy. "Prywaciarze" byli panami "swoich" pracowników. Normalne było że po 10 godzinach ciężkiej harówki na akord szło się jeszcze do Szefa na "drobne" robótki. Pamiętam jak żona naszego właściciela kazała nam liście w ogrodzie pograbić to otrzepywalismy z drzew żeby spadły i nie trzeba było przychodzić znowu w kolejny dzień.

@Ravm Tak, to były straszne czasy. Wtedy byłem jeszcze dzieckiem ale u mnie w domu rzeczy takie jak np. słodycze czy jakieś fajniejsze zabawki były mega luksusem, a szczytem naszych możliwości motoryzacyjnych był maluch (którego już wtedy nienawidziłem). I to mimo tego że oboje rodzice pracowali i (wg ich relacji) zarabiali "niezłe pieniądze".

@Ten_typ_sie_patrzy to mi przypomniało, że jak na moje osiedle na parking przyjechał jakiś inny lepszy samochód, to zawsze ktoś leciał i krzyczał "ej, chodźcie zagraniczny przyjechał". Co za poje...na akcja z dzisiejszej perspektywy.

@WatluszPierwszy Czasy to były okropnie parszywe. Pamiętam, że było już tak źle, że ojciec zdecydował się na wyjazd do niemiec do roboty chociaż strasznie nie chciał tego zrobić. Za kilka miesięcy pracy na budowach rodzice spłacili długi, zrobili centralne ogrzewanie w domu i jeszcze sporo zostało na oszczędności. Przepaść w zarobkach była wtedy ogromna, byliśmy krajem trzeciego świata.


Te wszystkie oszołomy nawołujące do powrotu do komuny czy wyjścia z UE nie mają pojęcia o czym mówią. To co można teraz kupić za jedną pensję, wtedy było rzeczami po prostu nieosiągalnymi.

@lipa13 ja jestem z Opolszczyzny. Połowa ludzi tam, miała pochodzenie niemieckie. Z mojego miasta chyba 1/3 dorosłych facetów wywiało wtedy do Niemiec. Głównie na budowy albo do prac typu zapierdzielanie u bauera. Mój wujek tak pojechał zaraz na początku lat 90. po kilku latach nauczył się języka, zrobili go jakimś tam brygadzistą na budowie. I taki chłop z budowy przywoził do Polski tyle kasy, że wyremontowali za to z ciotką dom i kupili samochód. Tak, jak mówisz, przepaść w zarobkach była powalająca.

@lipa13 @WatluszPierwszy tak, to był jedyny "plus" tamtych czasów, że można było bardzo szybko za granicą, na byle robocie odłożyć tyle kasy stać się było na dom czy mieszkanie. Pod warunkiem że udało to zrobić bo nie było tak lekko, ludzie z mojej rodziny robi na czarno.


Pod tym kątem młodzi dzisiaj mają dużo gorzej.

@WatluszPierwszy Tym bardziej śmieszą mnie wywody wifoniarzy co urodzili się już w czasach UE i łykają bzdury o tym jaką to Polska byłaby superpotęgą gdyby nie unia

@WatluszPierwszy mam znajomego takiego gagatka, pierdoli to samo tyle ze jego rodzice dumnie udzielali sie w PZPR i kasy i wplywow nie brakowalo to i wyladowali w latach 90 na czterech lapach

@kobiaszu @ostrynacienkim @WatluszPierwszy Nie no, jest trochę prawdy w tym że zachód nas wyruchał bez mydła, nawet na hejto ludzie mówili, których rodzice mieli sklepy, jak byli ruchani podczas gdy zagraniczne supermarkety robiły co chciały, nie płaciły podatków pamiętam afery z myciem starych kurczaków Ludwikiem, z tym jak kasjerki siedziały w pieluchach na kasie bo nie mogły się ruszyć.


Podobnie było z wykupywaniem niektórych firm za bezcen, które potem były niszczone. Inny przykład sam pamiętam jak kupowałem francuskie mleko. Jakim kurwa cudem francuskie mleko było tańsze w latach 90 od polskiego? Przykłady można by mnożyć, nie o to tu chodzi.


Ale to jest tylko jedna strona medalu druga strona jest taka że otworzenie się zachodnich rynków na Polskę było dla nich wielkim sukcesem, podobnie napływ zachodniego kapitału i know-how, co zmusiło wiele polskich firm do modernizacji.

Mnie z lat 90 oprócz biedy najbardziej wkurwiała kompletna bezkarność aferzystów (głównie byłych komuchów) i przestępców.

@WatluszPierwszy nie powinno, grunt pod transformację szykowali sobie od wielu lat.

Braun gaśnica, zanim się skurwił, robił dobre rzeczy.

Pamiętam jedno śledztwo dziennikarskie w którym ujawnił że odkrył jak, bodajże w 86 roku, w śmiertelnych wypadku zginęli - szef lokalnej SB, i szef lokalnej solidarności, obaj byli pijani, w dodatku z samochodu wypadły jakieś dokumenty ważne.


Albo taki Bolek: przez większość III RP wszystkie "elity" namiętnie go broniły, mimo że zmieniał wersję wydarzeń z 10 razy, zamknęli się dopiero, kiedy w końcu już to było niemożliwe bo tyle rzeczy wypłynęło. Także ten.

@Opornik @WatluszPierwszy stety / niestety gruba kreska Morawieckiego. Pewnie gdyby nie to to znowu moglo by byc krwawo co moglismy zobaczyc przed i w czesie stanu wojennego. Taka transformacja to przeciez gwaltowne zmiany praktycznie wszystkiego.

No i okragly stol. Czesc solidarnosci dogadala sie z komuchami i wspolnie robili pozniej biznesy i ta druga czesc ktora do dzis pisze o resortowych dzieciach i jak mantre powtarza hanba zdrada bo nie dopuszczono ich do tortu. I tak jedni sie sprzedali drudzy nieniesni ideami sie nie dopchali i tak to do dzis ciagna tylko ewouluje to wszystko zgodnie z trendami wyborczo - obyczjowymi

@WatluszPierwszy Dlatego jak ktoś zaczyna mi romantyzować lata 90te to mam ochotę lać go po pysku. Żeby to jeszcze były dzieci tej wąskiej grupy bogaczy, ale nie cała masa to zaślepieni nostalgią ignoranci, którzy byli wtedy dziećmi i nie kumali jeszcze jak świat działa, a teraz po latach nie chce im się wysilić dwóch szarych komórek by nawet własne wspomnienia przeanalizować bez filtra nostalgii. Bo takich kalkulacji przy zeszycie było wiele w wielu rodzinach. i choć 10 lat mógłby tego nie skumać, to dorosły człowiek już powinien rozumieć.

@Jarasznikos pamiętam jak szanowałem serial Kiepscy głównie za to, że wnętrza mieszkań tam były realistyczne. Taki jaki widziałem u większości ludzi, chociaż u mnie i moich znajomych standard był trochę wyższy.


Tymczasem we wszystkich ówczesnych serialach były wypasione wnętrza i meble, a wszyscy świetnie zarabiali i nigdy nie było poruszanego tematu braku pieniędzy na coś. Często były to reklamy produktów (product placement).

Podejrzewam że może po prostu środowisko filmowców obracało się w takich kręgach (bogatych) I nigdy nie widziało innych mieszkań.

@Opornik No tak. Producenci seriali to byli bogaci ludzie, kręcono je w Warszwie, która zawsze była poziom wyżej niż reszta świata, do tego telewizja częśto przedstwia świat w jego lepszej wersji.

@WatluszPierwszy praca pracą, zarobki zarobkami, ale widzę, że nikt jeszcze nie poruszył tematu przemocy wobec dzieci w tamtych latach i alkoholizmu

@ostrynacienkim planuję któryś z kolejnych wpisów pod tagiem na ten temat a chciałbym, by wpisy opierały się zarówno na moich osobistych odczuciach i doświadczeniach, jak i na danych więc sprawdzę to.

@ostrynacienkim od mopsu? W tamtych latach wpierdol wychowawczy byl norma i nikt zadnego mopsu czy innych instytucji o tym nie informowal, sasiedzi tez nie reagowali bo sami tlukli swoje dzieci. I to co opisuje to wcale nie byla patologia (z dzisiejszego punktu widzenia to tak, ale wtedy to bylo zupelnie normalne). No ale zeby nie bylo, wplyw na moja ocene ma zapewne moje wlasne otoczenie w tamtych czasach, ktos z tzw elit moze i zyl inaczej

@Pirazy nic tak nie wspomagało zapamiętywania tabliczki mnożenia jak wpierdol linijką po łapach od nauczyciela.

Wczoraj czytałem o nauczycielu co go zwolnili bo zwyzywał dorosłych uczniów. "Za moich czasów" to przedszkolanki tak do dzieci mówiły.

@Pirazy z przedszkola pamiętam taką rąbniętą kobitę, która jak za bardzo hałasowaliśmy otwierała pianino, które stało w rogu sali i waliła pięścią w klawisze drąc się "ciszaaa ma być ciszaaa". Ja pierd...le kto dawał takim ludziom prawo do pracy z dziećmi?

@WatluszPierwszy eeee tam, takich akcji to ja nawet nie biore pod uwage, u mnie w podstawowce kiedys nauczycielka rzucila kwiatem w doniczce w goscia, ale nie trafila, kwiat rozbil sie o sciane i tak lezal cala lekcje

@Pirazy 

W tamtych latach wpierdol wychowawczy byl norma i nikt zadnego mopsu czy innych instytucji o tym nie informowal,


Gdy byłam w klasach 1-3 to była norma, że kijem po łapach za coś. W klasach 4-8 już było ok - ale niekoniecznie dla wszystkich. Na lekcjach fizyki typo lał jak wkurwiony ojciec. Ale tylko chłopców. Nie było to straszne dla mnie, wiedziałam, że koleś nigdy mnie nie tknie, a jednak te lania, które dawał kolegom jakoś zapadły mi w pamięć. Najśmieszniejsze jest to, że to był i tak dość lubiany nauczyciel, bo fajnie przekazywał wiedzę i poza TYM był dość sympatyczny. Ech.

@WatluszPierwszy najbardziej z tamtych czasów pamiętam k⁎⁎wa głód

W domu nie, że się nie przelewało, ale wiecznie brakowało.

Ciuchy zawsze z lumpeksu, jedzenie jak najtańsze byle tylko coś do brzucha wrzucić

TRAGEDIA!

To co mamy teraz to z tamtej perspektywy jest abstrakcja i kosmos.

KAŻDY kto pi⁎⁎⁎⁎li "a za komuny było lepiej", "a zła Unia". Powinien pożyć w tamtych czasach tak 2-5 lat. Moment by pała zmiękła.


Co zabawne to, pomimo biedy i ogólnego marazmu rodziny miały 2-3+ dzieci.

Teraz?

"Ło panie, tak niemożna! Co to za warunki"....

@LaMo.zord bo teraz ludzie realnie patrzą i planują. Dlatego wiedzą, że jeśli chcą mieć więcej niż dwoje dzieci, to musi ich być na to realnie stać. Muszą być wydolni finansowo i wychowawczo. Trzeba ogarnąć nie tylko kasę, ale i czas dla dzieci. I bardzo dobrze, że tak jest.

@LaMo.zord Co zabawne to, pomimo biedy i ogólnego marazmu rodziny miały 2-3+ dzieci.


Teraz?


"Ło panie, tak niemożna! Co to za warunki" ....

Bo teraz jest większa świadomość społeczna, mieliśmy w szkołach wychowanie seksualne I ludzi stać na antykoncepcję. A to tylko kilka czynników.

@WatluszPierwszy @LaMo.zord może dlatego ze większość ludzi miała jakieś mieszkania, i zero kredytów.

Mam wrażenie że dzisiaj koszt wychowania dzieci jest dużo większy niż kiedyś.

Ciuchy kosztują grosze żarcie już nie jest takie drogie ale te wszystkie konieczne korepetycje, zajęcia dodatkowe, Sport.


Mam wrażenie że jakość kształcenia ogólnego spadła bardzo i po prostu dzisiaj dziecko nie poradzi sobie bez dodatkowych zajęć.

Widzę to po swoim potomstwie i potomstwie innych znajomych.

Na przykład dzieci które nie będą się uczyły prywatnie angielskiego, będą miały przejebane na rynku pracy, bo angielski w szkole to gówno, a bez języka jesteś dzisiaj nikim.

@Rafau ale na przykład mnie stać na antykoncepcję XD

Zwyczajnie nie mam tak defetystycznego podejścia.

Wiadomo, że na dzieci trzeba środków finansowych i psychicznych, ale z moich obserwacji pałka się przegła w drugą stronę.

"Absolutnie nie zniżę SWOJEGO standardu życia"

Bo to trzeba się opiekować, uczyć itp.

No bez przesady

@LaMo.zord 

Co zabawne to, pomimo biedy i ogólnego marazmu rodziny miały 2-3+ dzieci.

jak was nie było stać na chleb, to tym bardziej na gumki ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯

@Opornik dla żartu. Dobre sobie. Miałeś czas na żarty? U nas w domu trzeba było harować w polu a nie żartować sobie. Mieszkaliśmy w stogu siana a ojciec, gdy wracał z pracy i słyszał jakieś, jak to mówisz, żarty to lał nas gołymi pięściami po twarzach aż krew bryzgała na ściany stodoły.

@WatluszPierwszy Nas było 28, mieszkaliśmy w pudełku po zapałkach przy drodze, wstawaliśmy o 2 w nocy, na śniadanie lizaliśmy asfalt i pracowaliśmy w młynie za złotówkę co 3 miesiące! #pdk

Widzę, że nie jestem jedynym który by prał po mordach tych tęskniących za czasami w których nie żyli.

W dziurach nawet zaopatrzenie w sklepach nie bardzo się różniło od tych komuny. Chciałeś kupić podstawowe rzeczy to była wycieczka do miasta wojewódzkiego.

Pamiętam że tata kupował tam czekoladę na pudełka i potem handlował nawet tym w powiatowej dziurze.

@30ohm taki handel to norma była. U mnie w mieście na targu stał facet i miał np. soczki ze słomką w kartonikach i soki Hotrexu. Oczywiście kupował w mieście wojewódzkim gdzieś w hurtowni i później pchał to "na ryneczku" z łóżka polowego.

@30ohm ja pamiętam jak kupowałem czekoladę i sprzedawca zapytał czy tą lepszą, z "Łedla".

Do dzisiaj to z bratem wspominamy, gość chciał się angielskim pochwalić.

@Ravm mam podobną historię, tylko trochę w drugą stronę. Starsza o kilka lat koleżanka jakoś pod koniec lat 90. pracowała jako ankieterka dla jakiejś sieci sklepów, która miała wejść na nasz rynek. Ankiety wśród przechodniów i pytania o ulubione produkty. Spytała jakiegoś faceta o ulubiony napój a gość mówi, że Zup. Ona, że w takim razie wpisze do pod "inne". A facet, że to przecież znany napój w takiej butelce zielonej. Okazało się, że chodzi o 7 Up.

@WatluszPierwszy cały temat lat 90 i początku 00s przyprawia człowieka o depresję. Niby byłem kilkuletnim gnojkiem, ale trudno było nie zauważyć liczenia każdej złotówki. Bieda, alkohol, mordobicia, kradzieże - wszystko na porządku dziennym. Rodzice kombinowali na lewo i prawo by wyżywić z jednej wypłaty rodzinę. Nie wiem jakim cudem dawali radę. Przez długi czas mama wspominała mi, że dobre dziecko ze mnie, bo nie naciągam na nic. Mimo to, jakimś cudem, w tych 00s były i chipsy, i jajko niespodzianka.

Dzisiaj jak do tego wracam, to k⁎⁎wa ciężko mi z tym, że mimo, że ciężko było wiązać koniec z końcem to i tak rodzice kupowali mi takie rzeczy.

W 2002 jak dostałem hajs na komunie to pamiętam, że kupiłem sobie dwa pierwsze zestawy LEGO, a całą resztę bez wahania oddałem rodzicom. Jak przyjeżdżała jakaś ciotka z wujkiem i wpychali mi do rączki 20pln to zawsze oddawałem.

Ogólnie temat kasy, a raczej jej braku wprowadził mnie w nieciekawe czasy i jak już w Polsce było lepiej to ja i tak tego nie widziałem...

W latach 90 dobre były tylko kreskówki i muzyka. W 00s już nawet tego nie było.

Wielka ch⁎⁎⁎ia, która ciągnęła się przez kilkanaście lat. Za mówienie, że bez UE Polska byłaby potęga gospodarczą powinno się takiemu elementowi pluć w ryj i zostawić boso na granicy z Białorusią. K⁎⁎wa.

@WatluszPierwszy piszesz o latach 90-tych, a ja jeszcze pamiętam lata 80-te.

Było dosłownie gówno w sklepach.

Tydzień czekania w kolejce po meble (komitety kolejkowe).

Mięso i czekolada na kartki.

Kolejki dosłownie po wszystko, nawet po papier toaletowy.

Żeby kupić buty, które nie rozpadłyby się po tygodniu trzeba było jechać do miasta wojewódzkiego.

W latach 90-tych przynajmniej towar pojawił się w sklepach, ale bieda pozostała i pojawiło się bezrobocie i zasiłek.


Zaczęło poprawiać się na początku lat 2000. Wejście do UE dało Polsce takie możliwości, że gospodarka dostała takiego kopa, że do tej pory cały czas się rozwijamy.


Młodzi nie zdają sobie sprawy jaka kiedyś była *ujnia.

@lexico jako rocznik 82 pamiętam lata 80. Słabo, ale pamiętam.

Rodzice stali w kolejce po meble do kuchni. Stali ale nie stali, bo ojciec komuś zapłacił i mieli miejsce w kolejce nie stojąc w niej. Później przyszły meble z niebieskimi frontami a miały być z białymi, ale kto by się przejmował. Grunt, że były.

Kolejka w mięsnym z którego pamiętam białe płytki na ścianach i łażące po nich muchy. Syf.

@WatluszPierwszy W 1998 roku szło ku lepszemu, ale polska gospodarka bardzo opierała się wtedy na eksporcie do r0sji, która w sierpniu zaliczyła gigantyczny fakap. To spowodowało też odpływ inwestorów z naszego regionu. Na domiar złego chwilę wcześniej NBP postanowił "schłodzić" gospodarkę, podwyższając stopy procentowe, a rząd urządził cztery reformy na raz, potęgując chaos. Więc 1998 rok był dość szokowym rokiem.

Bezrobocie byłoby jeszcze wyższe, ale stworzono dużo różnych fikcyjnych stanowisk w administracji, wielu młodych ludzi studiowało na gównokierunkach, dzięki czemu nie byli ujmowani w statystykach bezrobocia. Potem dwa miliony tych ludzi wyfrunęło z Polski na emigrację i tam założyli rodziny, urodziły im się dzieci. Moim zdaniem spadek liczby ludności teraz to pokłosie 1998 roku.

@Lemon_ jak pracowałem w "fabryce" obuwia to nawet magazynu nie było. Całą dzienną produkcję brali handlarze z Białorusi którzy ustawiali się rano w kolejce i czekali aż skończymy. A potem podnieśli albo wprowadzili cła ( już dokładnie nie pamiętam) i fabryka padła w dwa tygodnie. Ale co się chłop dorobił to starczy jemu i jego dzieciom.

Zaloguj się aby komentować