Przypomniała mi się historia. Wychowuję z żoną jej syna z pierwszego małżeństwa. Były mąż mojej żony pochodzi z typowej rodziny katolików "na pokaz". No i żona oznajmiła ojcu mojego pasierba, że żadnej komunii nie będzie, że młody nawet nie chodzi na religię i tyle. Tam oczywiście wielkie oburzenie, że jak to, że o boże, o k⁎⁎wa. Na co żona mówi, że jak mu tak bardzo zależy to nie ma sprawy - niech organizuje przyjęcie, niech chodzi z młodym do kościoła, niech się tym zajmie od a do z. My nie będziemy robić problemu. Powiedzieliśmy tak, bo doskonale znamy tego typa i wiedzieliśmy jak to się skończy. Okazało się, że tematu ucichł szybciej niż się zaczął. Jakoś tak przestało mu zależeć. Do katolików nic nie mam, ale katolami-hipokrytami to gardzę. Ha tfu.
A młody miał powiedziane - skończysz szesnaście lat, to sam zadecydujesz czy chcesz chodzić do kościoła i przystąpić do komunii. Za 2 miesiące osiągnie ten wiek, ale** **na razie jakoś cisza.