Komentarze (45)
@xepo rozmowa z moją teściową
Typowa rozmowa z moją teściową. Na kredensie trzyma dyżurne słodycze i jakieś owoce od czasu, jak się okazało, że wnuki wolą jabłko od ciasta z kremem.
Ja: za pół godziny będzie obiad, mama mu nic nie daje do jedzenia
Teściowa: ale tylko kawałek ciasta!
Ja: nie, za pół godziny jest obiad, a jeśli dostanie coś słodkiego, nie będzie chciał zjeść normalnego posiłku
Teściowa: to cukiereczka/kawałek czekolady mu dam.
Ja: nie, nie ma słodyczy przed obiadem.
Teściowa: to ja mu dam jabłko!
Ja: jak się zapcha owocami, to też nie zje. 30 minut spokojnie wytrzyma. Po obiedzie może coś dostać
I tak za każdym razem...
@LondoMollari @koszotorobur problem jest taki, gdzie tą naukę o żywieniu przeprowadzać. W szkole za wcześnie bo i tak zapomnisz w ciągu tych 10-15-20 lat zanim się na dziecko zdecydujesz (a dodatkowo wiemy, jakie dzieciaki mają podejście do lekcji - byle odbębnić, bo "nic z tego mi się w życiu nie przyda"), dorosłego zmusić nie możesz do takiego kursu. A nawet jak spróbujesz to usłyszysz: całe życie tak jadłem i żyje i jest mi dobrze (przy 150 kg wagi)
dorosłego zmusić nie możesz do takiego kursu.
@damw Zmusić nie zmusisz, ale można uzależnić świadczenia od odbycia kursów. Np. do wniosku o 500+ należy załączyć zaświadczenia o odbyciu kursu na temat odżywiania, wychowania, podstaw psychologii dzieci. I oczywiście będzie kupowanie zaświadczeń i ściemnianie na kursach, ale jeśli nawet 30% ludzi, jacy biorą się za rodzicielstwo coś z tego wyniesie, to będzie wielka korzyść dla społeczeństwa.
@damw To co mówię to nie jest projekt ustawy, a tylko koncepcja. W każdym razie nie zaczynałbym od obierania uprawnień tym, co już mają świadczenie, a jedynie od wprowadzenia obowiązku dla nowo rejestrujących się. Więc nie miliony a jedynie tysiące miesięcznie. Potem można by to rozszerzać o jakieś powtarzalne kursy.
Zawsze i w każdej dziedzinie znajdą się tacy co "wiedzą lepiej", ale sporo jest takich, których można jeszcze czegoś nauczyć. Jeśli uda się poprawić dobrostan nawet części nowych dzieci to będzie już sukces. Abstrahując od diety - w tym kraju 49% kobiet przyjmowało alkohol w ciąży - samo zbicie tego wskaźnika o połowę już nam sporo da - https://kobieta.wp.pl/coraz-wiecej-takich-kobiet-w-polsce-to-jest-zgroza-7119515510721312a
@koszotorobur zazdroszczę....moja babcia nikogo do kuchni nie wpuszcza. Jak z nimi mieszkałem po studiach to se kurwa kanapki nawet sam zrobić nie mogłem, bo wchodząc do kuchni czułem się jak intruz. Dopiero po wyprowadzce zacząłem gotować i jak z nią gadam i pyta się co jem i mówię że coś tam sobie ugotowałem to słyszę w głosie że niedowierza i myśli że sciemnam. Mój dziadek nie potrafi sobie kurwa sam kanapki zrobić.
@HolQ - babcia chętnie korzystała z mojej pomocy w kuchni - myślę, że chciała komuś przekazać wiedzę a ja byłem pierwszy co zadawał pytania i chętnie pomagał. Najpierw nauczyła mnie piec ciasta. W wieku 12 lat umiałem sam upiec biszkopt na tort. Potem gotowanie już przyszło łatwo.
W ogóle babcia nie korzystała z żadnych przepisów - wszystko robiła z głowy - więc zostało mi po niej jedynie to co pamiętam w moje głowie. Oczywiście ja teraz większość rzeczy też robię z głowy i na oko - bo czym skorupka za młodu nasiąknie
@koszotorobur super
Mnie to w sumie nie bawi nic a nic, bo sam byłem ofiarą takiego żywienia. Mama jest otyła od kiedy pamiętam, ojciec też był otyły i 140kg wagi mocno przyczyniło się do wczesnej śmierci. Mama oczywiście od zawsze "nic nie je", ale codziennie znika u niej pół chleba, kapusta musi być zasmażona na smalcu, schabowy w grubej panierce i smażony na smalcu, ziemniaki muszą być polane masłem, u nas nawet do zupy pomidorowej, w której już był makaron dodatkowo dopychało się chleb. Sałatka jarzynowa? Z chlebem. Karp na święta. No oczywiście, że z chlebem.
Po przeprowadzce dopiero zacząłem odkrywać, ze warzywa mają jakiś smak, a nie smak tłuszczu, a z chleba to jem jedną kromkę pełnoziarnistego na dzień. Po wyprowadzce od rodziców okazało się, że u nas w rodzinie otyłość to nie kwestia genetyki, a my z bratem mamy BMI idealnie w normie.
Teraz jako młody rodzic trochę boję się zostawiać bombla z babciami. Moja mama pyta, czy zagęszczamy mleko krupczatką, bo takie jest smaczniejsze, albo czy dosypujemy do mieszanki mleka w proszku (w sensie takiego typu łaciate), bo te bebilony to takie mało słodkie i ona nam takie dawała...
Ostatnio byliśmy u teściów i wspomnieliśmy, że zaczynamy rozszerzać dietę, dajemy po troszku marchewki, czy innego brokuła, no to od razu wyskoczyli "o no to dajcie zaraz chlebka obierzemy, żeby bez skórki sobie zjadła".
Edukacja żywieniowa w tym kraju nie istnieje. Nauka o żywieniu to powinna być podstawa w szkołach. Tym bardziej szkoda, że konfedepisowcy zrobili taką nagonkę na edukację zdrowotną
@xepo A ja mam wrażenie, że to się bardzo szybko zmienia na lepsze. Zdrowsze jedzenie jest dostępne na każdym kroku, do tego była (jest?) moda na pieczenie własnego chleba. Te "weź sobie chleba..." kiedyś było w moim domu ciągle, ale daawno już tego nie słyszałem. Pamiętam, że śp. dziadek tak mówił, ale go tłumaczy pochodzenie ze wsi i praca fizyczna w fabryce. Imho w naszym pokoleniu takie gadanie kompletnie już nie istnieje, a częściej zdarzają się ludzie silnie zakręceni na punktach różnych diet: czy to keto, czy wege czy jakiejś innej.
Zaloguj się aby komentować
