Do szkol wraca nauka praktycznych umiejetnosci domowych... Przypomnialy mi sie zajecia na ktore ja uczeszczalem. Chodzil ze mna do szkoly taki Tomek: gruby, silny, niezbyt madry. Wraz z bracmi wychowywal ich ojciec bo matka siedziala we Wloszech u ruchacza i przesylala liry na ich utrzymanie. Do czego zmierzam? W okolicy 2 czy 3 klasy podstawowki mielismy zajecia praktyczne z robienia kanapek! Dzieci podjarane, zabawa na calego az w koncu pora na ... kartkowke z robienia kanapek! Szok, zabawa zmienia sie w powazny egzamin. Dzialamy. Pamietam, ze kolezanka tak rowno wysmarowala kanapke maslem, ze lepiej sie nie dalo. Do dzisiaj nie widzialem lepiej posmarowanej kromki! Az tu zaczyna sie afera! Tomek zrobil kanapke po swojemu czyli po chlopsku: chleb grubo krojony, w srodku nawalone wedlina, serem i wszystkim co byli pod reka ... i oczywiscie druga kromka na gorze. Istny chlebowy hamburger! Pani oburzona bo tak sie kanapek nie robi! Szepty, strach, mnostwo emocji na sali. Pani uzyla broni ostatecznej ... wezwala ojca. Ojciec wyrwal sie z pracy bo syn pewnie narozrabial wyjatkowo mocno skoro to az tak pilne i nie moze czekac do wywiadowki. Facet wchodzi rozbiegany do sali, zaczyna sie dyskusja, chwila rozmowy i wtem Pani pokazuje dowod zbrodni ... czyli wspaniala chlopska kanapke! Tomka ojciec zmienil kolor twarzy na czerwony ... i nie wytrzymal. Zwyzywal nauczycielke od debilek, ze kanapka jak kanapka, on takie kanapki je od dziecka i syn tez takie jadl, je i jesc bedzie ... Bylo tam jeszcze troche epitetow, przeklenstw i szyderstw. Na koniec ojciec zabral Tomka z lekcji, pani sie poplakala, a oceny z kartkowki zostaly anulowane. Od tamtej pory jadlem chlopskie kanapki. #wspomnienczas