Słuchałem sobie dzisiaj trochę pana Vivaldiego, więc przy temacie podanym na dziś, takie skojarzenie wydaje mi się oczywiste:
Cztery pory roku
***
Jesień – wersja alkoholowa
Już spirytusem nasącza się arbuz,
najwyżej nad kiblem się zegnę jak garbus
gdy rzygnę, bośmy coraz wrażliwsi,
gdy jesień za oknem w kałużach lśni.
***
Jesień – wersja filmowa
Mój synek Danny mówi mi: – Arbuz
coś mi tu pachnie. W pokoju garbus.
Koniec jesieni, ten hotel na wsi,
i tylko mi Danny coś tutaj lśni.
***
Jesień – wersja rozkojarzona
Bułgarska dynia nazywa się arbuz.
Samochód Hitlera nazywał się garbus.
Spokojna i… jaka jest ta nasza wsi?
Jesień nie służy mojej pilśni .
***
Jesień – wersja z Notre-Dame
– Jak za koszulę se włożę arbuz
to będę wyglądał jak jakiś garbus
i jak Esmeralda przyjedzie do wsi
jesienią, to może ją mój na mój widok olśni?