Chrum kwii FSO upadło bo wykończyli z Unii i VW. A tutaj jak bylo naprawdę jeden z byłych pracowników opowiedział w komentarzu.
#samochody #daewoofso #dajkurwiemiodu #motoryzacja #takaprawda #gownowpis

Chrum kwii FSO upadło bo wykończyli z Unii i VW. A tutaj jak bylo naprawdę jeden z byłych pracowników opowiedział w komentarzu.
#samochody #daewoofso #dajkurwiemiodu #motoryzacja #takaprawda #gownowpis

@Fox w 2000 roku mogles miec poloneza za 20k pln - 20 letnia konstrukcje, lanosa za 30k pln - 10 letnia konstrukcje, golfa za 50k pln - nowy model i nowoczesna konstrukcje ;) jakosc polonezow byla taka, ze nikt ich praktycznie nie kupowal, ludzie rzucili sie na lanosy albo kupowali uzywane auta z zagranicy
@starebabyjebacpradem Te "polskie" fabryki to banda dyletantow produkujących podroby na zagranicznych licencjach. Zero rentowności czy potencjału sprzedażowego na zachód. Każdego matoła ktory mi opowiada o polskiej potędze motoryzacyjnej pytam czemu zamiast kupić potężnego polskiego Lublina to wolał nastoletniego VW Transportera xD
@starebabyjebacpradem taa, wszyscy winni, zły zachód winny tylko nie FSO. Oni byli kryształowo czyści xD Można mieć nawet jakiś sentyment do polonezów i licencjonowanych fiatów, chociaż ja tego nie rozumiem, ale Polska motoryzacja to był paździerz. I nie- Warszawa i Syrena to też nie były cuda techniki swoich czasów. To były auta na miarę naszych możliwości tamtych czasów. Te klika prototypów, które może wyglądały ciekawie to tylko właśnie...wyglądały. Jakoś nikt się nad technologią nie rozwodzi, bo nie ma nad czym. Składaki z części od fiatów i polonezów w innej budzie z nieśmiertelnym OHV. No, postęp, postęp. Tak to i Józek hobbysta potrafiący w garażu wyklepać karoserie na istniejącej płycie podłogowej i zrobić takiego pająka sztukując wiązkę, że potem gniazdo zapalniczki odpala prawy kierunkowskaz, ale tylko wtedy, kiedy włączy się światło kabinowe. Gdzie nam do Skody i ich projektów, byli lata świetle przed nami. Generalnie FSO i tak mieli szczęście, że w ogóle ktokolwiek z zachodu chciał inwestować w taki techniczny bantustan. Oczywiście PRLowskie łby nawet nie zdawali sobie sprawy jak mizernie to wygląda i przeszacowali swoją pozycję w negocjacjach o kilka rzędów wielkości.
I tak obserwuje, że niektórzy i po 30 latach nie pozbyli się podobnego myślenia, że wystarczą chęci, trochę czasu, dwie ręce i klucz 13...
Ja do tych gratów co najwyżej czuję ciekawość z racji tego w jakich warunkach powstawały, ale do sentymentu to mi baaardzo daleko, bo tak naprawdę... to nie ma czego dobrze wspominać. To od samego początku był gruz robiony na drucie. I to nie tak, że sram na Polskę żeby się dowalić- historycznie mieliśmy przejebane, bo najpierw uszczęśliwił nas taki jeden Austriak z zachodu, potem dołączył do niego taki jeden Gruzin ze wschodu, potem znowu kacapy postanowiły nas uszczęśliwiać i w momencie, kiedy zachód się odbudowywał po wojnie, jak kumulował kapitał, zaczynał tworzyć swoje własne know-how, marki, projekty, fabryki, to my byliśmy uszczęśliwiani na siłę różnymi "darami Stalina". A w międzyczasie podejmowaliśmy jeszcze sami głupie decyzje. No bo jak to szło...
W bodaj 1931 podpisaliśmy z Fiatem umowę licencyjną na produkcję samochodów Fiata zakazującą produkcji własnych samochodów (jakichkolwiek!) i tak na przykład zniszczone zostały będące w fazie montażu samochody CWS T1. I kiedy inne kraje budowały własne zaplecze wiedzy motoryzacyjnej, my budowaliśmy pierdolone fiatoidy i inne spierdolonezy. Później wojna wiadomo, później dostaliśmy "dar Stalina" czyli licencję za darmo (a za grube miliony projekt i sprzęt do produkcji xD) na klepanie Pabiedy, to zaczęliśmy klepać Warszawę. Ruskie zajebały włoski projekt Fiata? To zaczęli klepać Ładę. A my Polskiego Fiata. Później staruch Gomułka sam jeżdżąc Mercedesem "Adenauerem" był zagorzałym przeciwnikiem samochodu dla ludu jako fanaberii niegodnej prawdziwego komsomolca i tak wszystkie projekty racjonalizatorskie zbudowania jakiegokolwiek polskiego samochodu były kasowane przez wierchuszkę (na przykład smutna historia Mikrusa czy Meduzy). Nadal nie budowaliśmy bazy wiedzy i technologii motoryzacyjnej tylko klepaliśmy Syrenę do 1985 czy coś koło tego.
Swoje dorzucała partia i w sumie to jest historia dosłownie wszystkich klepanych samochodów... żeby nie powiedzieć produktów samochodopodobnych. Względnie trzymająca poziom jakość na starcie, żeby zadowolić partię, która potem z braku laku i części zaczynała zjeżdżać w dół i kanibalizować części z innych aut. I tym sposobem możemy znaleźć klamki z Malczana, lusterka z Malczana, kierunki z Fiata, pająka z Poloneza, prędkościomierze z Żuka, zestawy świateł z Fiata, te fikuśne chromowane listwy (które i tak potem zostały zastąpione plastikami) w każdym innym późniejszym modelu... czegokolwiek. Jak kilkoma wymieszanymi zestawami Lego- weź co chcesz, zbuduj co chcesz. Dość powiedzieć jaką abominację zrobili z Żukiem pod koniec, który był klepany grubo za długo. Albo to jak to dzięki cudowi gospodarki centralnie planowanej postanowiono, że 2 fabryki będą klepać dokładnie to samo- to jeśli mnie pamięć nie myli casus Nysy. Oczywiście "pod stołem" obie fabryki wymieniały się ze sobą informacjami na pełnej, żeby to jakoś pociągnąć, bo PRLowska wierchuszka ostatnie co potrafiła to logicznie myśleć.
Chyba jedynym jako-tako trzymającymi poziom przez cały czas były modele eksportowe, które jednak generowały dewizy, wiec musiały jakoś się sprzedawać, a nikt by przecież nie kupił gruza made in PRL z jakością, która była prezentowana u nas, gdzie wyjeżdżając z fabryki drzwi potrafiły się nie otwierać i zamykać. A i nawet na eksportówkach nasi potrafili poszaleć, jak choćby z Polonezem Truckiem- Amerykańce chcą pickupy? To dostaną pickupy- Wiesiek bierz przecinak i spawarkę, upierdalamy budę za kierowcą i dospawujemy przedłużenie do mostu!
@starebabyjebacpradem A potem już zwyczajnie było za późno na cokolwiek. Tak zwany Zachód odskoczył z tym tak daleko, że nie mieliśmy możliwości budowy swojego (konkurencyjnego) samochodu, bo kiedy na zachodzie ludzie jeździli już Golfami i E21, to nasi się dalej spuszczali nad zajebistością kaszlącego gaźnikiem Malucha. Kiedy Czesi zaczynali budować sukces Skody, NRD klepało Wartburgi i Trabanty, a nasi dalej walili konia do Poloneza. Minęło 30 lat, a dalej potrafi się trafić janusz z piwnym brzuchem, który zacznie się z tobą kłócić, że psujący się średnio raz na tydzień pierdolonez wciąga każde współczesne auto nosem i jak to "kuuuuuuuuurła kiedyś było lepiej tylko trzeba było mieć chęci i można było sobie samemu wszystko naprawiać nie to co teraz". A potem jedziesz tym jego "lepiej" na przegląd i diagnosta łatwiej jest w stanie wymienić co w tym gracie NIE dyskwalifikuje go z jazdy.
Jak FSO chyliło się ku nieuchronnemu upadkowi i trwały rozmowy z Volkswagenem jeśli mnie pamięć nie myli, żeby przejęli fiatowskie fabryki, taki ostatni desperacki podryg, żeby to uratować. Haczykiem było to, że nasi tytani intelektu... chcieli mieć ciastko i zjeść ciastko. Krótko mówiąc utrzymać się na powierzchni, ale bez zmiany dalej klepać przestarzałe gówna śniąc na jawie o tym, jak to byli państwową firmą w socjalistycznym raju i nie musieli w ogóle się przejmować czymś takim jak konkurencyjność czy rentowność. Tak więc nie dość, że pod dyktando (a jakże) wyjących związków zawodowych żądali, żeby VW nie zwolnił żadnego pracownika, to jeszcze żeby po przejęciu przez 2 lata dalej klepać poloneza. W momencie, kiedy załoga była ekstremalnie przeszacowana już na start, a VW i tak nie potrzebował nawet połowy tego, bo u nich już wtedy była automatyzacja na pełnej, a nie jak u nas j⁎⁎⁎na manufaktura i klepanie karoserii na worku piasku, żeby zmieściło się obsrane ohv i drzwi domykały. Sytuacja z wymogiem klepania spierdoloneza jeszcze 2 lata była już w ogóle gwoździem do trumny, gdzie herr Hans się roześmiał i wyszedł trzymając za brzuch, bo ten j⁎⁎⁎ny szrot nie był jakkolwiek technicznie konkurencyjny już od minimum kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu lat. Jak to się skończyło? No... nasi "dobili targu". Z Daewoo, które jako jedyne nie uciekło. Jak skończyło Daewoo wszyscy wiemy. I wot historia polskiej motoryzacji w 1000 słowach.
@NiebieskiSzpadelNihilizmu Ale jednak Tychy i FSO miały pewną wartość dla zagranicznych motoryzacji: były hale, była dorowadzona energia itp. co najważniejsze była tania siła robocza bo jednak dalej złożenie samochodu to było sporo roboczogodzin ręcznej pracy no i ostatnie czego my nie rozumieliśmy ale kapitaliści tak: perspektywiczny w okresie dekad rynek zbytu.
Dziś jesteśmy dużym producentem części bo to się u nas opłaca robić (póki chinole nie zagarną całości).
Gx
miałem przyjemność pracować w UK na linii spawalniczej podwozi samochodowych z byłym spawaczem z FSO. dużo się z nim nie nagadałem, ale jeżeli chociaż część z tego co opowiadał to prawda, to dziwię się że te polonezy nie jeździły jakoś bokiem. oczywiście "angole debile. chujowo robią. dobrze że chociaż na nocce tak nie patrzą na ręce. no i te fotokomórki ch⁎⁎⁎we, co tam chce coś pucnąć młotkiem jak widzi że robot krzywo spaw kładzie, to zatrzymuje się wszystko".
Wyobraźcie sobie dzisiaj, że w normalnej fabryce samochodów
NO ELOOOOO xDDDDD
https://www.mazdaspeed.pl/forum/viewtopic.php?f=494&t=207695
Zaloguj się aby komentować