Zdjęcie w tle

saradonin_redux

Gruba ryba
  • 332wpisów
  • 2116komentarzy

Wj 30,34-38

W końcu udało mi się przetestować kilka zapachów z kolekcji Memento.


Filippo Sorcinelli Domm

Otwiera się ciekawie - gorzką czekoladą z kadzidłem i jest to bardzo niecodzienne połączenie. Niestety po chwili wychodzi mi na skórze coś kwaśnego, jakby cyprys skropiony bergamotką i nie pasuje mi to do czekoladowej dominanty. Jeszcze później dołącza tandetna paczula rodem z Reminiscence, który nie wiadomo dlaczego jest zapachem niemal kultowym, będąc podłym syntetycznym gównem. No nie. Starałem się do tych perfum przekonać, ale niestety za każdym razem w pewnym momencie mam ochotę je zmyć.


Filippo Sorcinelli Santa Casa

Filippo Sorcinelli jest artystą na tyle charakterystycznym, że w przypadku perfum Santa Casa już od pierwszego psika nie ulega wątpliwości, kto jest ich autorem. Sercem kompozycji jest bowiem sygnaturowy akord kurzu, drewna i smużki kadzidła znany już wcześniej z Plein Jeu. Nawet żona stwierdziła, że pachnie starymi, pożółkłymi książkami. Coś w tym jest. Akord ten został podany w otoczeniu morsko-mszanym, ale nie jest to ohydne słodko-melonowe calone, a bardziej zmurszałe drewno wyrzucone na brzeg. Blisko skóry daje się też wyczuć odrobinę słodkiej róży, jednak nie czuję jej w powietrzu. Po chwili pojawia się również jakiś ciepły pudrowy motyw oraz waniliowy benzoes i wówczas kompozycja odrobinę się wysładza, nigdy natomiast nie wkracza w obszary spożywcze czy ulepowe. Ogólnie to fajne pachnidło, już nawet wypsikałem dekant, jest tylko jeden problem - nie jestem fanem nut morskich. 


Filippo Sorcinelli Pont. Max.

Gdzieś już to wąchałem. No tak, znów ten akord kurzowo-kadzidlany tylko tym razem wzmocniony do kwadratu. Dym z kadzidła jest zagęszczony mirrą, warstwa kurzu jest gruba, a element drewniany przybiera postać suchych wiórów. Z czasem zapach się nieco wysładza, ale żywicznie-benzoesowo i w tym momencie trochę przypomina bardziej wytrawną i przez to lepszą wersję Contre Bombarde. Można więc powiedzieć, że Filippo się nie wysilił, ale z drugiej strony dobrze to pachnie i podoba mi się bardziej niż wspomniane manubria organowe.


To tylko 3 z 8 zapachów z linii Memento w epicko wyglądających flakonach. Ciekawią mnie jeszcze Notre Dame Notte di Natale, Sacristie des Arbres i Basilica di Assisi, ale nie mam ciśnienia. Tak sobie myślę, że jak się jednocześnie wypuszcza kilka różnych zapachów, to część zawsze będzie nie do końca przemyślanych. Z perspektywy bogatego portfolio artysty, to tak średnio-słabo bym powiedział. Nie mogę się oprzeć wrażeniu wtórności, perfumy wykorzystują motywy znane m.in. z linii Extrait de Musique. Natomiast w odniesieniu do ogółu współczesnej niszy, jej miernoty i milionowej inspiracji bakarata, to mimo wszystko poziom jest co najmniej przyzwoity, a kompozycje ambitne i oryginalne. Taki paradoks.


Ilustracja: filipposorcinelli . com

Pisałem słuchając: Deus salutis meæ by Blut aus Nord

#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

a7dbc737-ba45-4ff1-9e45-fbcdcc6ddb27

Zaloguj się aby komentować

Nie samymi kadzidlakami i Beaufortami człowiek żyje.


Etro Messe de Minuit 

Ciekawa sprawa, bo na mojej skórze ten zapach odbieram jako przede wszystkim miodowy. Do tego miodu szybko dołączają okraszone cynamonem cytrusy oraz żywiczna mirra. Przez to ciepłe żywiczno-przyprawowe otoczenie cytrusy wcale nie wypadają świeżo, a sprawiają wrażenie cytryn w syropie, w dodatku na miodzie. Kadzidło kościelne też jest, ale gdzieś na drugim/trzecim planie, więc zapach w ogóle nie wywołuje skojarzeń sakralnych. Początkowo byłem z tego powodu rozczarowany, ale z każdą kolejną aplikacją lubię go coraz bardziej, bo to zapach oryginalny, ale zupełnie nie polaryzujący, cytrusowo-miodowo-żywiczny przyjemniaczek o nieco orientalnym brzmieniu.


Roja Apex 

Nie zawiodłem się, bo nie spodziewałem się artystycznej awangardowej niszy. Tymczasem Apex pachnie jak klasyczne, archetypicznie męskie zielone perfumy, z tą tylko różnicą, że nie daje drogeryjną taniochą. Wiecie, taka współczesna interpretacja retro perfum z cytrusami w otwarciu, iglakami, szczyptą ziół, skórką w tle, a to wszystko na mszysto-paczulowej bazie. Współczesności dodaje słodko-kwaskawy akcent owocowy, coś w stylu zielonego jabłka, ale bez płynu do naczyń. Całość ładnie okrągło zmieszana, składniki się uzupełniają i przenikają, nie czuć dziadem, ani Brutalem. Po kilku godzinach wychodzi w głębi bazy jakiś znajomy syntetyczny utrwalacz, ale musiał być dawkowany z umiarem, bo nie gryzie. Jeśli chodzi o ogólne wrażenie, to Apex pasuje mi gdzieś pomiędzy Duc de Vervins L'Extreme a Meo Fusciuni Spirito. Roztacza męską, czystą, profesjonalną aurę jak np. Beau de Jour czy Eau Sauvage Parfum, dzięki czemu pasowałby dla eleganckiego faceta pracującego na co dzień w garniturze, czyli do obdartusa saradonina tak średnio. Parametrowo jest średnio, ale i tak podoba mi się, jest potencjał na biurową sygnaturę. 


Ramon Monegal Ten Fresh Notes

Cytrusowy świeżak z kwiatkami. Codzienny świeżak, który osobiście klasyfikuję w tej samej kategorii co XJ Renaissance, Carner Bo-Bo czy L'Eau d'Issey Pour Homme. Oczywiście od strzała dominują soczyste cytrusy, podane w sposób typowo perfumowy, ale na szczęście jest to poziom wyżej od wersaczowo-łazienkowej cytryny. Żeby nie było za płasko, to drugi plan stanowi akcent zielony i liściasty, jakieś krzaczory i chwasty, a także motyw białokwiatowy, który sprawia wrażenie lekko pudrowe. Baza natomiast jest typowo męska, mszano-wetyweriowa, a więc zahaczająca o terytoria barbeshop-fougere. Nie są to wybitne perfumy, raczej normickie i bezpieczne, ale są zdecydowanie świeże i latem świetnie się noszą.


Ilustracja zajumana z ifragranceofficial . com

Pisałem słuchając: Far & Off by AES DANA feat. MIKTEK

#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

7f8ac6eb-acde-433d-ac52-d621da2b1b7d

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziś otwieram i zamykam wspaniałą Londyńską marką, której perfumy idealnie nadają się do zakupów w ciemno oraz do polecania początkującym czy na wesele.


Beaufort 1805 Tonnerre

Jak Beaufort, to wiadomo, że nie będzie to crowd pleaser. To co się najbardziej rzuca w nozdrza, to intensywna metaliczność tych perfum, uzupełniona elementami dymnymi i mineralnymi oraz świeżym detalem aldehydowym. Frakcje te łączą się ze sobą w spójną i jednolitą całość. Wszyscy piszą o prochu i krwi, a mi się te perfumy kojarzą przemysłowo z obróbką metali. Pracowałem kiedyś w fabryce betoniarek i tam panował właśnie taki zapach, przesiąkał na ubrania, włosy, nawet skórę. Aromat pras, smarów, stalowych wytłoczek, spawania, gorących metalowych elementów wyjeżdżających z pieca do polimeryzacji farb i dym z papierosa zainstalowanego na stałe w kąciku ust wąsatego majstra. Tak odbieram pierwsze kilka godzin tego pachnidła. Z biegiem czasu Tonnerre stopniowo uspokaja się w kierunku drewnianych desek i brzozowego dziegciu, by pod sam koniec pozostawić po sobie utrwalacz znany z licznych morskich perfum niszowych. Nosić to tak niekoniecznie, ale poznać warto.


The House of Oud Crop 2016

Flakon kupiłem skuszony niecodziennym połączeniem oudu z miętą oraz faktem, że jest to seria limitowana, więc być może była to jedyna okazja aby spróbować tego zapachu. Mięta jest, ale tylko przez dosłownie 5-10 minut i w dodatku słabej jakości, bardziej w rodzaju pasty do zębów niż świeżo zerwanych liści. Kto miał przyjemność wąchać Shukran od Meo ten wie jak wspaniale naturalnie może pachnieć mięta. Niestety w Crop 2016 ten akord został zaprezentowany i słabiej i krócej. Po kilku minutach zostajemy więc z duetem oud-sandał. Profil oudu za to jest bardzo przyjazny dziewiczym europejskim nosom, gdyż nie ma w nim konotacji zwierzęcych, skórzastych ani nawet wyraźnie żywicznych. Jest suchy i wytrawnie drzewny, odrobinę ziemisty w taki szczególny roślinny sposób jak ziemista bywa wetyweria, a w połączeniu z sandałem tworzy gładką kremową teksturę. Przyjemne pachnidło, ale też dość nudne i delikatne, w mojej ocenie brakuje mu głębi, którą mogłaby zapewnić ta mięta, gdyby trzymała dłużej niż kilka minut, na co bardzo liczyłem.


Micallef Gourmet

Różne śmierdziele wąchałem, ale ten mnie autentycznie obrzydził. Trzon zapachu stanowi gruba skóra, nawet nie jakaś zwierzęca, a ‘perfumowana’, przez co też sztuczna. Miłośnikiem skór w perfumach nie jestem, tym bardziej sztucznych, ale no skóra jak skóra. Natomiast problem mam dalej, bo tej skórze towarzyszy intensywny aromat szafki z lekami w prowincjonalnym domu pomocy społecznej. Wątpię czy taki był zamysł perfumiarza względem pachnidła będącego częścią kolekcji Secrets of Love, ale pachnie to chorobami geriatrycznymi. Żeby nadal nie było za łatwo, to kompozycji dopełnia akord gnijących owoców z nutą kompostownika, niczym resztki owoców w koszu na bioodpady i to wszystko podlane płynem wędzarniczym. Bleh. Beauforty noszę z przyjemnością, cywecik czasem lubię, nawozowego oudu się nie boję, a ten smrut mnie pokonał. Odważnym poleję za free, powiedzcie mi że mam coś z nosem i że to ładny zapach.


Beaufort Coeur de Noir

Julki znów dały czadu. Julie Dunkley i Julie Marlowe atakują dymem po nozdrzach. Warto jednak chwilę poczekać, bo to wcale nie są perfumy jednoznacznie dymne. Główny motyw przewodni tym razem jednak stanowi skóra, świetnie podana, mocna i realistyczna, mam wręcz kaletnicze skojarzenia. Towarzyszy jej dym, a przynajmniej na początku tak się zdaje, bo przy bliższym kontakcie jasnym staje się, że znów mamy do czynienia z brzozowym dziegciem. Marka Beaufort ewidentnie lubi się z tym składnikiem. On jednak z czasem wyraźnie łagodnieje i jak to zwykle bywa w perfumach tej marki również w Coeur de Noir dzieje się znacznie więcej, niż wynikałoby z powierzchownych testów. Dość oczywiste są akordy drewniane, ale nie trocinowe, a w typie starych drewnianych mebli. Przewijają się akcenty atramentu, słodkiego alkoholu, odrobina pylistej wanilii, krótko mówiąc sporo się dzieje. W mojej ocenie nie jest to pachnidło tak trudne jak Vi et Armis, choć utrzymane w podobnym klimacie. Jest jednocześnie mniej dymne i bardziej złożone niż Tonnere czy Rake & Ruin, a nawet na swój sposób eleganckie i w miarę noszalne. Zdecydowanie perfumy warte poznania.


Ilustracja: fragment obrazu "Bitwa pod Trafalgarem, 21 października 1805" Williama Turnera

Pisałem słuchając: Within the Depths of Silence and Phormations by raison d'être

#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

159b6de2-2419-49bd-8c18-0e1171d1bb77

Zaloguj się aby komentować

Wpadło trochę ciekawostek m.in. rzadkie limitowane jajo, cytrusowo-kadzidlany klasyk i zgniły obrzydliwiec (rozdajo dla odważnych).


Flakony:


  1. Le Couvent Sperone - 88/100ml - 220zł (produkt z pudełkiem)

Gotowe dekanty:


  1. Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5ml - 40zł

  2. Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł

  3. Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł

  4. The Merchant Of Venice Mystic Incense - 4ml - 18zł


Mililitry:

szkło 3zł 5/10/20ml


  1. Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)

  2. Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)

  3. D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)

  4. Etro Messe de Minuit - 3,5 zł/ml

  5. Goldfield & Banks Bohemian Lime - 4,4 zł/ml (40ml)

  6. Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)

  7. Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)

  8. Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)

  9. Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)

  10. Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)

  11. Micallef Gourmet - 0 zł/ml (5ml gratis, daj znać jeśli chcesz)

  12. Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)

  13. The House of Oud Crop 2016 - 7,5 zł/ml (10ml)


Wysyłka: Paczkomat lub DPD.

#perfumy

4dbd1581-26cb-4daf-a7af-200f50e8ce7a

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ja wziąłem od Teone upatrzony już od dawna Night Song Devotion. Cena o 50 AUD mniej niż retail.

Jakby ktoś się na coś skusił i chciał rozebrać to niech daje znać, bo po doświadczniu z NSD przeokrutnie jestem ciekaw innych pozycji marki

Zaloguj się aby komentować

I cyk, żeby było do czego ziewać.


Mugler Les Exceptions Woodissime - wielokolorowe landrynki zblendowane na jednolitą masę z plastikowym syntetycznym ‘oudem’. Najpaskudniejsza imitacja oudu jaką wąchałem, trochę a’la Terenzi tylko jeszcze tandetniej. Całość jest do porzygu słodka i agresywnie chemiczna. Woodissime pachnie tanio i wulgarnie jak damskie ulepy tej marki. Fuj!


The Merchant Of Venice Mystic Incense - ani mystic, ani incense. Motywem przewodnim jest nie kadzidło, a zapach słonego karmelu i to też nie całkiem wprost, bo nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wącham lody z napisem “słony karmel” na pudełku. Coś tam się tli w tle, ale znów charakterystyczna kartonowa nuta wskazuje na użycie nie olibanum, czy innej żywicy, a Iso E Super. Oszukujo! Prosty zapach, słodko-słony i nawet niebrzydki, ale w ogólnym wydźwięku raczej pasuje dla kogoś, kto na co dzień się psika SWY czy Wanted i chciałby coś zbliżonego estetycznie, ale skręcającego w kierunku mniej plastikowym.


Heeley Eau Sacree - Chapeau bas! Od strzała czuć, że te to nie jakiś tam molekularny imposter, tylko perfumy oparte na naturalnych żywicach. Kadzidlany obłok nie ma ostrości syntetyków, jest ciepły, miękki, z naturalną głębią. W otwarciu trochę czarnego pieprzu, ale na szczęście nie on jest dominantą. Najmocniej wyczuwam mirrę, a towarzyszą jej jaśniejsze olibanum, gorzkie ziołowe labdanum i róża. I to ta róża jest kropką nad ‘i’ tych perfum, zmiękcza kompozycję, dodaje jej wymiaru i pozwala uniknąć nudy. Co ciekawe perfumy te nie sprawiają wrażenia kościelnego, na próżno w nich szukać chłodu i metaliczności Liturgii Godzin, nie ma w nich ani drewnianych ław Marsa, ani zimnych posadzek Avignon. Skupiają się na ukazaniu wieloaspektowości żywic i robią to fantastycznie, w tej kategorii są to jedne z najlepszych perfum jakie miałem przyjemność wąchać. Chapeau bas! Nie patrzcie na fragrę, zapach jest zupełnie niepodobny do Cardinala czy Lavsa; moim zdaniem z powodu tej ciepłej żywiczności bliżej mu do Samharam czy nawet Mortel Noir. Mam z nim tylko jeden problem, czyli parametry, bo projekcja już po godzinie jest bliskoskórna, a trwałość sięga około 4h. No trochę słabo mając na uwadze 9zł/ml i konieczność obfitej aplikacji. Gdyby siedział chociaż 5-6h to byłby mocny kandydat na flakon, a tak to prawdopodobnie tylko wypsikam odlewkę z przyjemnością.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

3630f364-a18f-4593-b826-08de7eddb956

Co do parametrow natralnych kadzidlakow, to niestety musimy sie pogodzic ze slabymi paramerami. Btw jakies 9 miesiecy temu zrobilem sobie tynkture z zywicy z lasu. Robie sobie w rozych proporcjach i obojetnie ile bym nie dal to szybko gasnie, ale za to jak pieknie pachnie

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@saradonin_redux Mmm blue kenam, dobro pierwszej potrzeby 😁 dobry smroud może odstraszać komary także nie ma tego złego.

Zaloguj się aby komentować

Nigdy nie pisałem recenzji muzycznych, bo moja wiedza techniczna z tego zakresu jest zbyt uboga, a cała reszta wrażeń jest czysto subiektywna. Kultura arabska również jest mi obca, i nawet w #perfumy nie mogę się w pełni przekonać do tego kierunku. Chciałem się jednak z Wami podzielić tym wyjątkowym znaleziskiem, bo mówiąc wprost dawno nic mnie tak nie wyjebało z kapci.


Le Cri du Caire nie jest dziełem w pełni arabskim, to nie jest Anouar Brahem, który balansuje gdzieś pomiędzy jazzem a tradycyjną muzyką arabską. Kompozycyjnie album jest na wskroś europejski, bo i głównym kompozytorem jest Brytyjczyk - saksofonista Peter Corser, któremu towarzyszy niemiecki wiolonczelista Karsten Hochapfel oraz pochodzący z Kairu poeta i wokalista Abdullah Miniawy. I to emocjonujące partie śpiewane w języku arabskim przez tego ostatniego są chyba właśnie najbardziej wyjątkowym wyróżnikiem płyty. Już od pierwszych minut słychać, że każdy z nich ma swój unikalny styl, a ich niesamowita synergia tworzy coś znaczenie większego niż sumę talentów tych artystów. Wisienką na torcie niech będzie fakt, że w kilku utworach dołączył Erik Truffaz, znany z niezwykle udanych kolaboracji takich jak Being Human Being z Murcoffem.


Ulubione momenty: Pearls for Orphans, Splendid Tales, Sadiya (Purple Feather).


#muzyka #jazz #fusionjazz

https://www.youtube.com/watch?v=gb8poBOMD0k

Zaloguj się aby komentować

O Meo Fusciuni Varanasi napisałem tak trochę surowo, a jednak zgodnie z własnymi odczuciami. W zasadzie to nadal wszystko się zgadza, tylko puentę bym dziś dał inną. Otóż wczorajszego popołudnia wybierając się na plac zabaw zapodałem obfitego globala rzeczonego smrodka z nadzieją, że aura hinduskiego żula utrzyma gadatliwe mamuśki w bezpiecznej odległości i doznałem mini oświecenia. Ależ to pięknie zapachniało! I przyprawy, i ta brudna skórzana torba, i te przepocone skórzane buty pokryte kurzem ze żwirowej drogi. Tak mógłby pachnieć Indiana Jones wracający zmęczony z egzotycznej wyprawy. Dziś powtórka na spacer do komisji wyborczej i wrażenia podobne. Wniosek jest prosty: Varanasi po prostu potrzebował odpowiednich warunków, nie porannego pośpiechu, ani klimatyzowanego biura, tylko ciepłego leniwego popołudnia i świeżego powietrza.


#perfumy #smrodysaradonina

9601515d-24ba-46c6-a405-2f11ca4fd15f

Zaloguj się aby komentować

Cicho na tagu, to znów garść notatek.


D.S. & Durga Bowmakers - wierne odwzorowanie zapachu warsztatu stolarskiego: deski, sklejki, wióry, trociny, żywice i lakiery. Nuta lakieru do drewna początkowo jest intensywna i może delikatne noski zniechęcić. Mi akurat ten motyw odpowiada, bo wprowadza element realizmu i wypełnia obraz istotnym detalem. Z czasem lakier stopniowo słabnie i dominuje drewno z żywicami. Poza tym perfumy te nie mają jakiejś szczególnej ewolucji. Podoba mi się, trochę jak Woodcut tylko bardziej surowy, bez słodyczy toffi. Jest w nim coś relaksującego, tylko mógłby być bardziej intensywny.


Goldfield & Banks Bohemian Lime - prosty świeżak w końcu zrobiony dobrze. Na tym mógłbym skończyć, bo to jest naprawdę banalny zapach, taki zwykły, codzienny, bezpieczny, niczym nie szokuje. Na początku jest w nim przede wszystkim limonka, tuż po aplikacji mam wrażenie, że świeżo przekrojona i sok z niej cieknie, potem może odrobinę landrynkowa, ale nie przecukrzona. Jest nienachalny vibe żelu pod prysznic, a w tle odrobina wetywerii i bliżej nieokreślone molekularne drewienka. Nic nowego, prawda? Natomiast od strzała się z tym zapachem polubiłem za to czego nie ma. Otóż w przeciwieństwie do zatrważającej większości świeżaków nie ma tych obrzydliwych chemicznych cytrusów rodem z domestosa, nie ma morskiej kostki do wc, nie ma żelu do łazienek, nie ma wgryzającego się w nozdrza swądu rozgrzanego plastiku. Po prostu jest świeżo i miło, bo w końcu jakiś bardziej mainstreamowy letni cytrusiak tak zmieszany, że nie czuję się w nim jak świeżo umyta łazienka.


Liquides Imaginaires Lacrima -  niebieski flakon jest niemal równie mylący co opinie w internecie. Prawdę mówiąc spodziewałem się czegoś bardziej sakralnego i refleksyjnego, bliżej Avignon czy La Liturgie des Heures. Tymczasem pierwsze skojarzenie to Le Couvent Heliaca i mimo różnych nut czuję ten sam vibe i podobną konstrukcję świdrującego, pikantno-rześkiego elementu na dość mrocznej drzewno-żywicznej bazie. Ten świeży element tym razem zamiast imbiru stanowi pokaźna doza różowego pieprzu, natomiast dalszy rozwój jest niemal identyczny w kierunku olibanum i charakterystycznej drzewnej molekuły często spotykanej w popularnej niszy w roli udającej oud. Zakładam, że stanowi ona rodzaj utrwalacza. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem purystą, ja tę molekułę nawet lubię, choć wcale nie kojarzy mi się ona z agarem, a bardziej po prostu z lekko osmolonym egzotycznym drewnem. Uważam natomiast, że lepiej się sprawdza w roli drugo-, a nawet trzecioplanowej (np. Woody Mood lub Encens Roi), ale nie jako trzon zapachu. Z jednej strony są to niezłe perfumy, oparte na sprawdzonej konstrukcji i intrygują kontrastem elementów składowych. Z drugiej strony, ich molekularny charakter jest dla mnie zbyt oczywisty i na obecnym etapie już mnie to nie satysfakcjonuje. Nope. Zostanę przy Sancti.


Nishane Sultan Vetiver - zapach bezsprzecznie i wybitnie trawiasty. Przez chwilę daje się wyczuć akcent słodki, nieco landrynkowy, jak ziołowy cukierek. Potem dominuje trawa, ziemia i znów chwasty i trawa. Kojarzy mi się z wiosną, z beztroską, z dziecięcymi zabawami w ogrodzie babci, z grą w piłkę, z której wracałem ubrudzony trawą i ziemią, bo przecież był ważny mecz przeciwko chłopakom z bloków po drugiej stronie ulicy. Dobry wetyweriowiec o świetnych parametrach i wcale nie tak trudny jak piszą, a spokojnie noszalny. Stosunkowo prosty zapach, może nawet toporny w swojej bezpośredniej zieleni, bardzo 'in your face' w przeciwieństwie do np. wysublimowanych wetywerii Meo, które jednak bardziej do mnie trafiają. Miłośnikom wetywerii i w ogóle zieleni w perfumach zdecydowanie polecam.


#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

14503911-4ccd-4d68-95df-abf16644ec78

Moja opinia o Sultanie sprzed roku:


"Szorstki i suchy, z natarczywą ilością wetywerii. Po prostu nie mój świat. Rozumiem, że zapach może się innym podobać, ale nie widzę, kto i do jakiej okazji mógłby go zakładać (70-latek idący na mszę?). "


Od kilku tygodni psikam się nim prawie codziennie, jeszcze żaden flakon mi tak szybko nie ubywał jak ten.

Od kilku tygodni psikam się nim prawie codziennie, jeszcze żaden flakon mi tak szybko nie ubywał jak ten.

@jatutylkoperfumy tak właśnie mógłbym się psikać Meo Fusciuni Spirito, który dla mnie jest niezwykle kunsztownie zmieszanym połączeniem wetywerii z dziadem a'la Drakkar Noir i w ogóle wynosi cały ten gatunek na wyższy poziom, a którego kiedyś po pierwszej aplikacji o mały włos nie sprzedałem Xd

@jatutylkoperfumy u mnie za to do sułtana była od razu miłość, ale on tak mocno daje że przy moim pierwszym noszeniu prawie zadusił pół piętra (bo do atomizera rękę mam ciężką) xD

@promyczekNadziei no przecież powszechnie wiadomo, że w piwnicy to pachnie drogą niszową paczulą. Ewentualnie jeśli ktoś ma brudne ziemniaki to Last Season od Meo.

Zaloguj się aby komentować

@saradonin_redux hehe smutne ale niestety prawdziwe, powinni służyć za przykład jak zniszczyć firmę oparta na solidnych tradycjach, Łosoś powinien pierwszy zostać poddany patroszeniu, w imię perfumowego dzihadu

@saradonin_redux śpieszmy się kochać te co zostały, bo i na to przyjdzie czas. O ile nie sądzę żeby takiego Reflection nagle zabili, tak ewentualne usunięcie Lyrica, Dia czy nawet stosunkowo młodego Overture nie spowodowałyby u mnie ani nawet uniesienia brwi.

@Barcol Reflection to najlepiej sprzedajace się perfumy marki. Nikt tego nie ruszy co najwyżej polecą po jakości składników i zastąpią co się da syntetykami

@saradonin_redux to co sie teraz dzieje to już klasyczne przygotowanie pod sprzedaż. Najpierw będą, a właściwie już są pakiety częściowe, a później cała marka pójdzie w ręce korpów. Wspomnicie moje słowa. Niestety wraz z odejściem Chonga odszedl duch marki. Poszli w stronę szerszego grona odbiorców, a my, ortodoksi szukający klasycznych arabskich JAKOSCIOWYCH kompozycji zostaliśmy z ku⁎⁎⁎em zakleszczonym w latach 2019 i niżej. Nie mniej, nie wszystko od Łososia to taki chłam, ale przeważająca większość. Dobra wkurwilem sie, ide szukać wintydzów na ebayu, narazie

Zaloguj się aby komentować

Na wschodniej flance kraju dziś od rana pochmurnie i pada. Nie będzie zatem dla Was wielkim zaskoczenie, że uznałem to za idealną okazję na kadzidlaka - wleciał Trudon Mortel.


A czym dziś u Was pachnie?


Memik dla poprawy humoru.

#perfumy #perfumemy #sotd #conaklaciewariacie

a7ed7d95-b0e3-4896-991c-1651242a183d

@Cris80 Muszę porównać sobie z oud wood albo intense oud gucciego, bo nie pamiętam do którego ma bliżej, jakieś podobieństwo jest ale siedzi ładnie

@saradonin_redux Wykończyłem właśnie dzisiaj flakon Salvatore Ferragamo Pour Homme. Nie był zły, ale drugi raz z pewnością nie kupię.

@saradonin_redux To akurat jeden z tych wyjątkowych dni w roku Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że to była ubytkowa flaszka (jakieś 20 ml z 50) i starałem się z niej korzystać przy każdej okazji, na którą nie miałem pomysłów typu wyjście do paczkomatu. Przy "normalnym" użytkowaniu już nie pamiętam kiedy osuszyłem jakiś flakon.

Zaloguj się aby komentować

Hejka, znów kilka flaszek przybyło i polecają się na mililitry.


Flakony:


  1. Le Couvent Sperone - 88/100ml - 220zł (produkt z pudełkiem)

Miniatury:


  1. I Profumi di Firenze Ambra del Nepal (Il concentrato) - ~4,5/10ml - 50zł (produkt z pudełkiem, bez atomizera)

Gotowe dekanty:


  1. Etat Libre d'Orange The Ghost In The Shell - 9,5ml - 40zł

  2. Meo Fisciuni Varanasi - 4,5ml - 26zł

  3. Penhaligon's Endymion Concentré - 5ml minus 2 strzały - 23zł

  4. Profumum Roma Fumidus - ok 3ml - 24zł


Mililitry (szkło 3zł 5/10/20ml)


  1. Bdk Rouge Smoking - 6,2 zł/ml (20ml)

  2. Comme des Garçons Series 1: Leaves - Lily - 7,5 zł/ml (15ml)

  3. D.S. & Durga Bowmakers - 5 zł/ml (35ml)

  4. Goldfield & Banks Bohemian Lime - 4,4 zł/ml

  5. Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic - 2,2 zł/ml (15 ml)

  6. Le Couvent Aqua Imperi - 1,6 zł/ml (można z flakonem)

  7. Le Couvent Sperone - 2,5 zł/ml (można z flakonem)

  8. Liquides Imaginaires Lacrima - 3,7 zł/ml

  9. Mark Buxton Free - 6,3 zł/ml (10ml)

  10. Meo Fusciuni Little Song - 6,9 zł/ml (10ml)

  11. Nishane Sultan Vetiver - 6 zł/ml (20ml)

  12. Ramon Monegal Ten Fresh Notes - 2,7 zł/ml (30ml)


#perfumy #stragan

30a74039-cf95-4032-aa52-3a1a88744454

Zaloguj się aby komentować