Zdjęcie w tle
kurwiszon

kurwiszon

Zawodowiec

Dołączył/a: 28.01.2021

  • 70Wpisy
  • 129Komentarzy
  • 7Obserwujących

Dziś będzie poważniej. Zainspirowany akcjami zwanymi "wykopefekt" chciałbym poprosić o zaangażowanie (czy to jako wsparcie finansowe - nawet po symboliczne kilka/naście złotych - czy udostępnienie linku) w poniższą zbiórkę:
https://pomagam.pl/ouj2rm6z

Zbiórka jest sprawdzona; została mi polecona przez osobę zaangażowaną w sprawę.
Pokażmy, że hejto też jest siłą z którą trzeba się liczyć!

Zaloguj się aby komentować

https://www.youtube.com/watch?v=2TsMyLt2BTM

Właśnie obejrzałem ostatni odcinek DS9 i cóż tu rzec - będzie mi brakować serialu. Patrząc z pespektywy czasu serial zaskakująco niewiele się zestarzał. Fabuła jest całkiem spójna, momentami dosyć mroczna w porównaniu do innych Star Treków. Sam wątek wojny z Dominium poprowadzony świetnie aż do ostatniego odcinka. Od czasu do czasu wprowadzane odcinki - że tak to ujmę - "humorystyczne" równie dobrze wypadają. Co zadecydowało o jakości serialu? W mojej ocenie:

  1. świetnie dobrana obsada. Najlepiej dobrany oczywiście Quark (ogólnie Ferengi bardzo dobrze zostali przedstawieni przez aktorów; nie zapominajmy o Wielkim Nagusie Zeku!). Odo bardzo fajnie wypadł jako nieszablonowa postać, która z sezonu na sezon coraz bardziej się "uczłowiecza", z kobiecych postaci bardzo dobrze wypadła major Kira (wybuchowa kobita; rebeliantka aż do ostatnich sezonów). Kardasjanie świetnie (zwłaszcza Gul Dukat - idealnie dobrany aktor do tej roli!). Trochę gorzej wypadł Sisko; dosyć dziwnie grał momentami (kiepsko grał emocje; tak się zapowietrzał podczas gwałtownych ekspresji, że wydawało się, że zejdzie na zawał). Jadzia również wypadła tak sobie; podejrzewam, że to kwestia wyjątkowo trudnej roli jaką aktorka miała do odegrania. Miała przedstawić postać o bogatej przeszłości (w końcu niejedno życie miała) a wyszło raczej nijako i bezpłciowo. Natomiast Ezri, która pojawiła się w ostatnim sezonie zaskakująco szybko się zaadoptowała.

  2. Fabuła, która skupiona jest wokół polityki i wojny, a która od pewnego momentu zaczyna kłaść nacisk na wojnę z Dominium. Bardzo fajne są przedstawione animozje pomiędzy rasami. Tutaj widać kolosalną przepaść między znaczną częścią współczesnych seriali (powiedzmy... netfliksowymi) gdzie konflikty i wojny są sprowadzane do czerni i bieli; a wszelkie konflikty wywołuje religijny fanatyzm (wystarczy spojrzeć co zrobili z Nilfgardeem w Wiedźminie...). Tutaj pomimo, że Dominimum jest agresorem ciężko powiedzieć, że ktoś jest dobry; mamy zmiany sojuszy, zdrady i narastanie animozji. Zdarzają się momenty kiczu ale przynajmniej nie sprowadza się przyczyny konfliktu do totalnego banału.

  3. klimatyczna muzyka - a zwłaszcza początkowe intro.

  4. format 7 sezonów po ok. 26 odcinków daje potężne możliwości by rozwijać postacie i fabułę. Dzięki takiemu formatowi mamy zarówno odcinki dynamiczne jak i "luźniejsze" (jeden z moich ulubionych to ten jak Odo i Quark rozbijają się na planecie, oraz odcinek z Kirkiem), rozwijające postacie.

Co tu dużo rzec... "Picard" jako miniserial wypada jak popłuczyny w porównaniu do ST:NG i DS9.
Korci mnie teraz Voyager - ale czuje, że znowu wsiąkne na kolejne tygodnie...

@pescyn dzięki! "Tales of the Dominium war" będę szukał. ST:O troche mnie odstrasza faktem, że to MMO i co za tym idzie - zjadacz czasu. Ale mozliwe, ze jak cos mi odbije to wyprobuje Fallen tez wrzucam na liste do zagrania. Istnieja w ogole jakies "symulatory" latania okretami z ST? Fajnie by bylo usiasc za sterami "Defianta".

@kurwiszon no niestety - urok i przekleństwo MMO - jak masz wątpliwości to
w takim razie moim zdaniem perełka z tego dodatku - misja ferengf
https://youtu.be/hmRLLnud25o

 

były takowe - kojarzę "starfleet academy/klingon academy" mi nie podpasowały ale z tego co kojarzę miały sporą fanbazę i trochę modów nawet było - nie mój gatunek niestety.
Defiantem polatasz i postrzelasz w strategiach, tych już trochę było, jedna nawet osadzona w Dominion War

 

jak już przegryziesz się przez Voyager, to polecam zanurzenie się w ST VOY Elite Force 1 & 2 - bardzo grywalny FPS, dobrze się przy nim bawiłem

@kurwiszon kumpel-fan starych dobrych Star Treków sobie bardzo grę chwali. Tak więc chyba warto dać jej szansę.

Zaloguj się aby komentować

Dziś będzie troche nostalgicznie.
Ostatnio oglądałem sobie "Picarda"; bez większych oczekiwań. Mimo, że fabuła nawet wartka, to sumarycznie wypadł słabo. Postacie, które miały potencjał bardzo szybko były przytłumione (przykładowo Rios, który zapowiadał się na naprawdę interesującą postać bardzo szybko został spłaszczony i sprowadzony do wrażliwca, który potrzebuje się przed kimś otworzyć). Patric Stewart i Jeri Ryan robią co mogą by podciągnąć serial -wszystkie starania są jednak niweczone kreacją pozostałych postaci. Dr Agnes sprawiała, że chciało się przewijać wszelkie sceny z nią związane. Postacie obcych to jakaś kpina; Romulanie bardziej mi przypominali jakieś nieudolnie ucharakteryzowane elfy (na pierwszym miejscu żenady wysuwa się Narek) - charakteryzacja to głównie domalowana byle jak kreska nad oczami i doklejone cosplayowe uszy. Brak jakiegokolwiek wczucia się w rolę obcej rasy.
Ogólnie mam wrażenie, że wszyscy bohaterowie są niestabilni emocjonalnie; co chwila nad czymś płaczą.

Dla odmiany obejrzałem sobie kilka odcinków TNG - różnica jest diametralna. Mimo lat na karku świat wykreowany w serialu ma niesamowitą spójność. Każdy odcinek skupia się na jakiejś innej postaci. Jeszcze lepiej wypada DS9 gdzie jest naprawde bogate zróżnicowanie postaci. Ferengi jako rasa ma nie tylko unikalne cechy czy zasady jakimi się kieruje - wizualnie również świetnie się wyróżnia (Quark to zdecydowanie jedna z najlepiej stworzonych postaci). Kapitalnie przedstawione są spięcia na linii Kardasjanie - Bajoranie (Kardasjanie jako agresorzy, podzieleni wewnętrznie Bajoranie odbudowujący świat po okupacji). Rozbudowywane są ich historie i mitologie.

I to mi dało do myślenia; czemu większość z tych nowych wersji dawnych seriali jest sumarycznie słaba (vide ostatnio nowy He-Man, Wiedzmin czy wspomniany na początku Picard)? Wydaje mi się, że jest kilka powodów. Pierwszy z nich to format mini-serii, który uniemożliwia sensowny rozwój postaci. Drugi to brak jakiejś sensownej reprezentacji postaci; jakaś dziwna próba 'urealistycznienia' świata fantastycznego. Efektem tego jest nie tylko słaba charakteryzacja ale brak zachowania spójności. W Wiedzminie i Picardzie mamy po prostu branych z przypadków aktorów, którzy wręcz mają bardziej przypominać ludzi niż obce rasy.
Kolejna rzecz to brak mocno zarysowanych konfliktów. Czy oglądając Wiedźmina wiadomo tak naprawdę o co walczą Elfy? I dlaczego inne rasy za nimi nie przepadają? Mamy wszystko wygładzone do bólu. Jedyne konflikty są stricte personalne (przykładowo w Picardzie: alkoholiczka Raffi, której syn nie chce widzieć bo... już nawet nie pamiętam co). Mamy walki jednostek ze złym systemem. Mamy zły i "religijnie fanatyczny" Nilfgaard, którego nikt nie chce powstrzymać przed rzezią innych ras. Ale nie mamy już tego szerszego spojrzenia dlaczego tak jest. Mamy czarno białe podziały; zły i silny kontra mała jednostka, którą trzeba ochronić. Brak tych wszystkich odcieni szarości, które można było spotkać w TNG czy DS9.

Niestety, ten trend chyba się będzie pogłębiał. Format seriali raczej będzie mini gdzie niedostatki scenariusza łatane będą świetnym CGI. Co gorsza czuję, że o ile w obecnych serialach jeszcze ratuje je kilka bardziej znanych nazwisk (czy raczej; doświadczonych aktorów), o tyle przyszłość to totalnie nijakie aktorstwo i scenariusz z generatora. Historia czy świat staną się elementem pobocznym a nie główną osią serialu.

@kurwiszon rimajk jest wygodny dla producentów - przy dużej fanbazie bezpiecznie jest zrobić powrót do danego uniwersum bo towar się zwróci - problem jest tylko taki, że cała masa seriali jest dzieckiem swoich czasów i nie da się odwzorować tego po raz wtóry, są dobre i złe powroty - np fem-terminatory czy inne duchołapy ale taki Cobra-kai jest epicki i wyciera poprzednimi odsłonami Karate Kida podłogę. ST jest teraz over-woked, co śmieszy bo materiał źródłowy poruszał trudne tematy już w TOS, a to co się działo w DS9 to już w ogóle .... tylko było to dobrze napisane od scenariusza po lore danej postaci, nic na siłę i po łepkach. Inna rzecz, że teraz nie robi się długiej narracji w serialach, akcja nie jest prowadzona dialogami tylko no ... akcją. Dlatego tak jaram się info o reanimacją Babylon 5, tam było wszystko to co lubię w serialach s/f i jak dostanę coś w połowie tak dobrego jak oryginał to już będę szczęśliwy

@Pan_Tuman jeszcze tak a propos; czytałem, że podobno Shattner ma polecieć w kosmos. Nie spodziewałem się, że ma już aż 90 lat!

 

@pescyn o właśnie - dobrze to ująłeś. Zastąpienie dialogów nadmierną akcją; bardzo często pójście na łatwiznę.

@kurwiszon Zdaje się, że gdzieś na hejto była taka informacja

Zaloguj się aby komentować

Czy z Tatr można dostrzec Bałtyk?

Swego czasu przeglądając pewnego bloga natknąłem się na ponoć dosyć popularną wśród górali legendę, jakoby przy dobrej pogodzie ze szczytów Tatr można było dojrzeć polskie morze. Zapaliła mi się lampka "czy to w ogóle możliwe?". Nigdy się nad tym wcześniej nie zastanawiałem. Bo w zasadzie co stoi na przeszkodzie? Krzywizna Ziemi? Przejrzystość powietrza? I zacząłem kopać po Internecie.
Wikipedia podaje przybliżony wzór na odległość od widnokręgu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Horyzont

Szybkie przeliczenie brutalnie pozbawia złudzeń - zakładając, że spoglądamy z Rys (2500 m) najdalszy punkt jaki moglibyśmy ujrzeć byłby zaledwie około 180 km dalej. W tym samym czasie odkryłem również stronę:
https://dalekieobserwacje.eu/

I wówczas pojawiło się kolejne pytanie - jak daleko można wypatrzeć wystający element na widnokręgu (dajmy na to - górę)? Sporo jest zdjęć szczytów powyżej 200km - najdalsza światowa obserwacja to Alpy obserwowane z Pirenejów z odległości aż 443 km:
https://beyondrange.wordpress.com/2016/08/03/pic-de-finestrelles-pic-gaspard-ecrins-443-km/

Jak to możliwe? Dosyć fajnie przedstawia to symulacja załączona do wpisu. Widać z niej, ż krzywizna Ziemi już znacząco uniemożliwia dojrzenie jednego szczytu z drugiego. Jak sobie z tym poradzić? Otóż pomaga zjawisko refrakcji; tej samej, której zawdzięczamy zjawisko mirażu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Refrakcja_atmosferyczna

W wielkim skrócie; gwałtowne przejście temperatury między dwoma warstwami powietrza zadziała jak gigantyczna soczewka pozwalając zobaczyć obiekty poza linią horyzontu. Dosyć fajnie opisane zostało to w tym wpisie:
https://dalekieobserwacje.eu/tag/rekord/

Warunki sprzyjające temu zjawisku najczęściej można spotkać o świcie - dlatego zapaleńcy dalekich obserwacji potrafią ruszać na szczyt po nocy byle tylko dotrzeć o świcie do celu - i ustrzelić jak najdalszy kadr.

W ten oto sposób od niepozornego wpisu na przypadkowej stronie (który dał do myślenia) trafiłem na bardzo ciekawą stronę poświęconą dalekim obserwacjom. I pomimo, że Bałtyku nie uda się dostrzec z Tatr to z tyłu głowy wciąż tkwi pytanie; gdzie tkwi limit dalekich obserwacji?

Jeśli ktoś bawił się w dalekie obserwacje to zachęcam do pochwalenia się efektami w komentarzu.

945cf80d-4ea6-4235-9465-32657bd33b45

@kurwiszon Fake. Przecież wszyscy wiemy, że ziemia jest PUASKA xD

 

A tak poważnie, ciekawa analiza

@lubieplackijohn jak nie zapomnę to kiedyś przytoczę wersję płaskoziemską. Czytałem kiedyś całą analizę czemu płynąc morzem coraz dalej, obiekty znikają za horyzontem

@kurwiszon Wrzucaj! Chętnie się pośmieję

Zaloguj się aby komentować

Znalezione na wykopie:
"A: Myśle, że to ci sami ludzie którzy sprzedają swoje dane żabce za punkty i darmowego hot doga raz na dwa tygodnie.

B: moje dane są tak [email protected]@$sko istotne, że wyceniam je na hot doga albo paczkę żelek. I szczerze mówiąc nie czuję żebym coś na tym tracił xD"

Po raz kolejny można przeczytać jak to dane osobowe nikogo przecież nie zainteresują. No i tak mi się teraz nasunęło:

"Kiedy poprosili mnie o lajki na fejsie - zalajkowałem. Nikogo przecież nie interesuje co lajkuję.
Kiedy poprosili o numer telefonu - dałem im. Nikogo to przecież nie interesuje kolejny numer telefonu.
Kiedy poprosili mnie o adres zamieszkania - dałem im. Nikogo przecież nie interesuje gdzie mieszkam.
Kiedy okradli mi dom gdy mnie nie było - nikt się nie tym nie zainteresował. Nie było już więcej czym zainteresować..."

Chrońmy każde dane osobowe - nawet jeśli nam się wydaje, że nikogo nie zainteresują.

ja nikogo nie interesuję

@kurwiszon Trochę to smutne, że jednak jest wiele miejsc i stanowisk gdzie ma znaczenie co Ty jako pracownik lajkujesz. Wolałbym żeby tak nie było bo szkoda nawet jako szeregowy pracownik nie móc sobie pozwolić na szczerość w Internecie na temat własnych opinii.

@nbzwdsdzbcps Tu nawet nie chodzi o stanowisko pracodawcy. Dane, które TOBIE wydają się nieistotne dla nikogo mogą po skorelowaniu ich ze sobą posłużyć do różnych celów komuś innemu. Czasem niewiele wystarczy by np. wyciągnąć wnioski ile zarabiasz i gdzie mieszkasz - by dajmy na to - okraść mieszkanie. Zwróciliście uwagę na proceder sprzedaży waszych numerów telefonów telecentrom (vide - telefony z ofertą fotowoltaiki)? Inne dane, którymi ot taki sobie szastamy również są sprzedawane - jeszcze to nie jest tak nagminny proces jak sprzedaż numerów ale z czasem będzie się nasilał. Naprawdę warto się przed tym bronić.

Zaloguj się aby komentować

18+

Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

lub

18+

Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

lub
kurwiszon
kurwiszonZawodowiec

18+

Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

lub

Obejrzałem sobie "Władców wszechświata - Objawienie" na Netflix i chciałem podzielić się swoimi odczuciami. Uwaga, będą spojlery!

Serial miał ogromnego hajpa. Z założenia podchodzę sceptycznie do kontynuacji dawnych hitów. W większości przypadków jest bowiem rozczarowanie. Co zatem mamy w pięcioodcinkowej historii? Pierwsze co zwróciło moją uwagę to fatalny dobór głosów. Jedynie Mark Hamill utrzymuje wysoki poziom jako Szkieletor. W mojej ocenie Lena Headey jako Evil-Lyn wypadła najgorzej - nie byłem w stanie jej słuchać. Głos tak niepasujący do postaci, że miałem dysonans poznawczy. O krwawienie uszu przyprawiał również Griffin Newman jako Orko. Reszta w miarę ujdzie - poniżej oczekiwań ale dało się słuchać.
Kreska utrzymana w klimacie animacji z końca lat '90 - miły ukłon w kierunku 'dojrzalszych' fanów, dla młodszych być może niekoniecznie. Gdzieniegdzie wstawki 3D - na szczęście nie rażą zbytnio.
Jeśli chodzi o postacie - mamy najważniejsze postacie z klasycznej animacji: Adam/He-Man, Szkieletor, Cringer, Duncan, Teela. Pojawia się też zupełnie nowa bohaterka w postaci Andre o której za chwilę. He-Man (którego zresztą za wiele nie ma) został przedstawiony jako kupa mięśni niezbyt grzesząca rozumem. Szkieletor wypada dosyć "klasycznie"; ma kolejny plan zdobycia zamku, który (pomimo zupełnego idiotyzmu) tym razem się udaje. I jak się okazuje w ostatnim odcinku - wykorzystuje zaistniałą sytuację by stać się bogiem.
Teela zachowuje się conajmniej dziwnie - by nie rzec - głupio ("królu, w dupię mam to, że właśnie stracileś syna! Ide stąd bo mi nikt nie powiedział kim jest He-Man!"). Jej głównym motywem jest żal do Adama, że ukrywał przed nią sekret. Postać zupełnie bezbarwna i niezbyt przekonywująca. Dorzucono jej towarzyszkę - Andrę (skąd się wzięła? Nie wiadomo. Czemu towarzyszy Teeli? Nie wiadomo), która jest chyba najbardziej nieużyteczną postacią; nic nie umie, czasem próbuje zabłysnąć jakimś pomysłem - ewidentnie zabrakło wizji na tą postać. Ot, tak dorzucono by była; jako nowość.
Fabuła. Na początek należy obalić głoszone tu i ówdzie głosy zachwytu jak to podrasowano fabułę by pasowała do dzisiejszych czasów. Otóż nie. Przepis na pięć odcinków można podsumować tak:

  • wszechświatowi grozi zagłada a dwóch głównych bohaterów ginie
  • ...ale nie jest tak źle bo można wszystko naprawić - trzeba się tylko udać w dwa miejsca i zdobyć artefakt. Zasadnicza zmiana to, że zamiast głównego bohatera mamy bohaterkę.
  • klasyczne zbieranie drużyny do wykonania questa (Andra, Roboto, Evil-Lyn, Orko, Beast Man)
  • główna bohaterka doznaje objawienia w starciu ze swymi lękami, a drużyna poświęca się by zdobyła poszukiwany artefakt. A przynajmniej bardziej poboczne postacie (Orko i Roboto). Przy tempie prowadzenia narracji nie ma zbyt wiele czasu by się z nimi zżyć więc widza średnio to obejdzie.
  • wszechświat zostaje ocalony a główni bohaterowie wracają do życia. A żeby teraz zrobić cliffhanger pozytywny bohater ginie (ponownie! I do tego bardzo głupio) a ten zły zyskuje boskie moce.

Główne zmiany fabularne względem oryginału to brak morału na końcu i bardziej "przegadane" odcinki. Zdecydowanie nie jest to wielki postęp względem oryginału... A większość zachwytów nad 'współczesną fabułą' wynika najwyraźniej z faktu, że zastąpiono bohatera bohaterką.

W mojej ocenie twórcy nie podołali materiałowi wejściowemu - widać, że z jednej strony chcieli zagrać na nostalgii fanów, a z drugiej poczyścić historię z części bohaterów by wprowadzić zupełnie nowych. Postacie są miałkie, pozbawione jakiegoś konkretnego charakteru. Brak jakichś cech, które wyróżniają Teele czy Andre. Motywy większości z nich są niezrozumiałe.
Do kogo właściwie seria miała trafić? Wydaje się, że głównie do starszych wielbicieli. Czy młody widz znajdzie tutaj coś dla siebie? Mocno wątpie. Bez znajomości oryginalnego He-Mana całość jest nudna, średnio zrozumiała i banalna. Wątpie by forma zachęciła do oglądania. Może problemem jest tutaj próba zamknięcia historii w zaledwie 5 odcinkach? Przy większej ilości odcinków można by ciekawie przedstawić świat, który opuściła magia. A tak to mam wrażenie, że ktoś wpadł na pomysł "zróbmy kontynuacje He-Mana - ale aby nie powielać oryginału to zamieńmy głównego bohatera na bohaterkę. Główny budżet pójdzie na znane nazwiska podkładające głosy. I zobaczymy co starzy fani na to"

A miałem się tego tykać - dzięki za reckę!

Zaloguj się aby komentować