Zdjęcie w tle

dziadekmarian

Fenomen
  • 184wpisów
  • 2820komentarzy

Tauer - No.3 Lonestar Memories


Lubię smrody od Tauera. Nie nudzą mi się - w przeciwieństwie do znacznej większości europejskich zapachów, które poznaję. I mimo tego, że żaden z nich nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia przy pierwszym spotkaniu (jak np. L'Homme Ideal Cologne czy Terre d'Hermes, które po miesiącu szalonej miłości przestały mnie interesować), to jednak wszystkie jak dotąd wygrały wyścig z czasem. Dlaczego tak jest? Mam wrażenie, że są to zapachy wymagające i nie do końca oczywiste, a przy tym dość charakterystyczne i niepowtarzalne. Ja poznając pierwsze Tauery byłem perfumowym niemowlęciem.


I ta sytuacja, gdzie jeszcze jako dwulatek podczas rodzinnej imprezy siedzisz na kolanach u cioci, ściskając w prawej rączce ciepłego loda z Supersamu, nagle wykorzystujesz ten jeden moment utraty czujności, kiedy to ojciec próbuje nabrać na łyżkę ogromny kęs sałatki warzywnej, a ta niefortunnie ląduje na białym obrusie z Pewexu, ty lewą rączką chwytasz znienacka za balansujący na krawędzi rodzinnego stołu kieliszeczek wódeczki i przyciągasz go do buzi. Po błyskawicznym udaremnieniu ci tego czynu przez ciocię, wujek Stach wznosząc wysoko swój kieliszek, rozładowuje atmosferę okrzykiem: "Taki mały, a już wie, co dobre!" Dziś jako perfumowy przedszkolak wciąż mam wrażenie, że to pierwsze przeczucie mnie nie myliło.


Andy Tauer nazwał Lonestar Memories "kowbojem w butelce". Ale nie jest to William Blake z "Truposza" - poeta majaczący na granicy życia i śmierci w swojej ostatniej podróży do Krainy Wiecznych Łowów. I raczej nie Django Freeman - czarnoskóry niewolnik, któremu Tarantino dał niewątpliwą szansę zostania rewolwerowcem oraz stróżem prawa. Mam też nadzieję, że inspiracją nie był Billy The Kid - co akurat nie jest prawdopodobne, bo w perfumach nie wyczuwam ani krwi, ani bebechów; zero whisky, zero gówna.


Ten "kowboj w płynie" rzeczywiście jest bardzo sugestywny. I choć data wydania perfum temu przeczy, to w mojej wyobraźni tym kowbojem jest Arthur Morgan z Red Dead Redemption 2. To zachód słońca po ciężkim dniu spędzonym na teksańskiej prerii; prowizoryczny obóz, skórzana torba wypełniona zebranymi ziołami: szałwią i dziką marchwią. I tańczący w powietrzu dym z brzozowych gałęzi trzaskających w niewielkim ognisku. Ten obraz maluje mi się w wyobraźni za każdym razem, kiedy Lonestar Memories umila mi wieczór. I nie jest to taka kominkowa, przytulna historyjka jak w przypadku By The Fireplace, gdzie przydałby się ktoś do przytulania przy dobiegających z głębi salonu dialogach z Opowieści Wigilijnej. Z tym zapachem najbardziej lubię być sam. Nic nie robić, tylko siedzieć w spokoju i kontemplować życie z uwzględnieniem tych jego trudniejszych aspektów. Mając przed sobą nieograniczoną ilość wolnego czasu przyglądać się, jak minuty na minutę, z godziny na godzinę ten ciężar zbójeckiej przeszłości rozpuszcza się i łagodnieje wraz z zapadającym mrokiem i gasnącym brzozowym ogniskiem.


8/10


#perfumy #recenzjeperfum #tauer

086b548c-042d-4a4a-9e6b-80bd24dc8dc6

Zaloguj się aby komentować

Dziędobry.


Zaraziliście grupę Taifem - nie da się ukryć. Zanim odkryłem (z pomocą osób trzecich) ten zgubny tag #perfumy w internecie, zadowalałem się grzebaniem w ziemi w poszukiwaniu rzadkich larw, reintrodukcją Pawicy Gruszówki na lubelszczyźnie lub czytaniem dziwnej prozy poetyckiej. Dziś wpadł mi do głowy pomysł spędzenia trzech dni w Dubaju. Wiadomo - nowoczesna architektura, odmienna kultura (o tym akurat słyszę nieustannie od mojej Dziewczyny, która na rowerze pokonuje wszystkie te Zakurwistany). Ale nie: to zew zmysłu powonienia kieruje moją bieszczadzką duszę w te barbarzyńskie regiony. No bo na dobrą sprawę to nawet nie wiem, jak tam pachnie samo powietrze.


W każdym razie powstał w mej głowie taki pomysł, żeby polecieć do Dubaju z zamiarem jak najbardziej owocnej eksploracji zapachów, które oferuje arabski świat. Oraz przeznaczenia jakiejś części moich oszczędności (czyli około 736 złotych) na coś ciekawego.


I tutaj moje pytanie: czy obniżki obowiązujące dziś na stronie Taif al Emarat obowiązują również w ich stacjonarnych sklepach w UAE? I czy warto w ogóle odbyć taką podróż?

@dziadekmarian tak jak @Qtafonix wspomnial.warto ich zapytać,choc tam promocje stacjonarne są zazwyczaj lepsiejsze(inne podejście bo to rynek Arabski) bo czasami bywa tak że dają jeszcze jakiś gratis, jadąc tam nie skupiał bym się tylko na Taif z tańszej marki wartej poznania o którą u nas bardzo ciężko z zakupem to Khas Oud.Kraj i kultura warta wycieczki, a na pewno olfaktorycznego poznania

@dziadekmarian a to Ty teraz chcesz jechać? Dosyć prędka decyzja na FB ciągle wrzucają na Reels zdjęcia ze sklepu stacjonarnego, gdzie pokazują produkty na trwającej promocji, więc zakładam że tak

@dziadekmarian A owszem mają. Mój ziomeczek który był na miejscu w Dubaju kupił mi w zeszłym tygodniu Taifa z serii T za 416 AED

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Hej hej! Dziękuję za komentarze w temacie oud+róża Na pewno sprawdzę w miarę możliwości wszystkie Wasze wskazówki:)


Chciałbym jeszcze zapytać o Salvador Dali - Dali pour Homme. Dziś mi się wyświetlił na Perfumehub i przypominałem sobie, że ktoś chyba go polecał. Na pewno znacie. Czy warto pochylić się nad tym tworem? Dzięki!


#perfumy

983e529b-6a44-4d56-a2a3-f346b4a659d3

@dziadekmarian Trudne, skomplikowane, dziwaczne i bardzo niszowe. Według mnie to one nawet nie tyle są dziadkowe, co z innej epoki. I nie mam tu na myśli zapachów z lat 70-80, a bardziej widziałbym je na jakimś tajemnicznym arystokarcie w wiktoriańskiej Anglii. Mają w sobie coś co sprawia, że chce się je wąchać, ale jednocześnie potrafią obrzydzić (przynajmniej mnie). Użytkowość imo zerowa, ale jeśli wyglądasz jak pan z załączonego obrazka to myślę, że śmiało możesz używać jako signature sceny xd

f94ea3d4-1199-42a4-a90b-7aaee7b29cff

@dziadekmarian bardzo lubię, warto poznać! ładny detoks od słodziaków forsowanych na każdym kroku, ale obiektywnie jest to dość trudny zapach - mocno ziemisty, czuć to szczególnie w zimne temp. Może to się wydawać bez sensu, ale jest świetny w ciepły wiosenny wieczór, bo nie czuć wtedy zbyt dużo ziemi, a taką oldschoolową, pozytywnie prostacką męskość. Klimaty trochę w stylu Davidoffa Classic, polecam

Nie bierz tego, jak psiknąłem, to dziewczyna myślała, że się zesrałem. Serio, to pachnie jak niemyty dziad na strychu który pali opony i liże mech z grzybem z rogu pomieszczenia. Walić tę "artystyczną" otoczkę, moje jaja po koncercie Rammsteina lepiej pachniały, a robiłem porównanie ręka-jaja....

Zaloguj się aby komentować

Hej!


Owładnięty nieprzemożną chęcią eksploracji tematu oud+róża, a zainspirowany nietuzinkowym arabem Jazeel Ghala, byłbym bardzo wdzięczny za Wasze propozycje kolejnych zapachów z tej grupy. Bo niby to temat oklepany: zapachów są poniekąd dziesiątki; jednak to był drugi albo trzeci, który poznałem. Jakościowo wydaje mi się co najmniej przyzwoity, a chwilami nawet przyprawia mnie o swego rodzaju nerwową ekstazę. Ale to raz czy dwa - żeby nie było, że się tu niepotrzebnie podniecam. Wydaje mi się, że zrozumiałem, jak dobre może to być kombo. Pomóżcie mi zatem, proszę, nie popełnić niepotrzebnych błędów w dalszej wędrówce tą drogą. Dziękuję i życzę przemiłego poranka tym wstającym bardzo wcześnie oraz milego dnia całej reszcie. Smacznej kawusi/j⁎⁎ać kapusi

#perfumy

3a91755b-ed3a-432e-ab31-89ad5a2d8a12

@dziadekmarian Wbrew nazwie, najlepsze budżetowe kombo oud + róża, gdzie to oud gra pierwsze skrzypce, a róża jest dodatkiem, znalazłem w Ajmal - Purely Orient Saffron. Ten zapach oraz UAE Oud od Taifów, to moje top 2.

@dziadekmarian Mam na zbyciu dekant Ajmal Saffron, chyba najładniejszy oud z różą jaki znam, co nie zmienia faktu, że to nie mój klimat. Możesz też spróbować Shaghaf Oud Aswad xD killer ale trochę chemol

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Głowa szafran, jaśmin, bergamota

Serce:: po stronie Allaha

Baza: nuty ziemi, wetyweria, proch strzelniczy, Laotański Oud, nuty kozie

Zaloguj się aby komentować

Hej!


Za uprzejmością Tomeczka @jatutylkoperfumy dostąpiłem niewątpliwej przyjemności przetestowania kilku kolejnych zapachów w ciemno. Przyjemność przeplatała się z wizją kolejnego upokorzenia, jednak czasu było więcej, niż w edycji @Barcol #perfumywciemno - zatem być może udało mi się trafić ze dwa zapachy. Na tyle liczę.


1. Fiołki, konwalie na piżmowej bazie. Może być to stary, klasyczny zapach. Mocne kwiaty, a pod spodem sugestia czegoś pomiędzy ogórkiem a papają. W moim odczuciu genialny blend i z pewnością przeszedłbym się z tym zapachem w tę i z powrotem – być może nawet dwa razy. Ta duszność, kwiatowy ciężar i stary vibe przynoszą na myśl Amouage Gold, ale to całkiem inne nuty. Możliwe, że to damski zapach.


Nuty: Konwalia, geranium, lawenda, miód, piżmo, róża(?). Może jakaś cytryna w otwarciu.

Zapach: 7,5/10

Cena:4/ml

Strzał: Boss Number One


2. Lawenda mnie dziś nie opuszcza. Otwarcie to zapewne imbir/kardamon. Przyjemna, nieprzesadzona słodycz.po 15 minutach osiada do drzewnej, ciepłej słodyczy. Tu jest bardziej cynamonowo, może cedrowo. Troszkę przypomina YSL Y, lecz jest zdecydowanie bardziej stonowany, mniej pudrowy i bez jabłka. I nie aż tak oczywisty. Mógłbym chcieć mieć.


Nuty: Imbir, kardamon, cynamon, lawenda, cedr

Zapach: 6/10.

Cena: 4/ml

Strzał: YSL – La Nuit Bleu Electrique


3. Zapach zieleniny I kwiatów. Lekko słonawy, ale swieży, w morską stronę być może. Nie za bardzo czuję coś więcej; może jakiś mech. Po kilku minutach jakaś tam drzewna baza, taka luźno przypominająca Cedrat Boise. Ale wciąż jednak jest zielono, lekko morsko I z jakimś kwiatkiem. Taki niezobowiązujący przyjemniaczek, jakich wiele. Kierwa, jakaś mięta, nie wim panie. I nie kcem.


Nuty: zielone, morskie, mech, cedr, jakiś żel pod prysznic dla facetów.

Zapach: 3,5/10

Cena: 1/ml

Strzał: Montblanc Legend


4. Tu jest ciekawie! Mocne, przyprawowe, korzenne otwarcie z drewnem w tle. Trudno określić: kardamon, z jakimś takim fikuśnym pieprzem. Boundless, Bracken oraz Eau des Baux otwierają się w zbliżony sposób: takim właśnie ni to barszczem, ni lepem na muchy. Co tam dalej. No panie, gdzie nie wąchnę to mi się zaraz ten cedr wpier... Być może sandałowiec. Zdecydowanie zapach powyżej 2zł xD


Przerwałem testy i poszedłem w tym między ludzi. Znajomi rzucili się na mnie, żeby wąchać. Nie miałem czym biedaków odganiać od siebie.


Nuty: kardamon, pieprz, sandał

Zapach: 9/10

Cena: 8/ml

Strzał: Nie wiem! Coś w klimatach African Leather, może być jakieś inne Memo.


5. Kolejny dobry zawodnik. Otwiera się drogim blendem przypraw plus coś zielonego – być może mięta. Wydawało mi się, że podobny do Memoir z Amouage, ale jednak niepodobny.Kilka kwiatów, jakieś zywice. Typowo amłażowy blend. Zaraz się pewnie okaże, że to jakieś gówno za 0,9 zł.


Nuty: skórka cytryny/pomarańczy, olibanum, sandał. Plus milion innych.

Zapach: 7/10

Cena: 7/ml

Strzał: Amouage, ale nie wiem który. Stawiam na Jubilation XXV, choć nie czuję tu miodu.


6. W otwarciu charakterystyczny vibe arabskich klonów Laytona/BR540 albo jakiegoś innego crowd pleasera. Kilka cytrusów w otwarciu. Może jakaś waniliowa pod spodem, ale nieznaczna. Ślad jakiegoś kwiatu, ale cholernie mocne te cytrusy. Chyba znam ten zapach. W bazie może być jakieś tańsze, nieofensywne piżmo, ten cedr… I tak już zostaje . Cytrusy z czasem osiadają I, o dziwo, zaczyna pachnieć jak BR540, czego wcześniej w ogóle nie było.


Nuty: mandarynka, pomarańcza, mix kwiatów, ambra/ambroksan, cedr, piżmo

Zapach 3,5/10

Cena: 2/ml

Strzał: Synteza wszystkich przyjemniaków świata, wymyślona przez księgowego. Moze być jakaś wersja Afnana 9AM/PM/Dive. Nie mam pojęcia.


7. Morski, ale nie do końca świeży. Pierwsze skojarzenie z D&G Light Blue – zwłaszcza, że spod naklejki wystaje kawałek błekitnego papierka (sorry, ale od razu uruchamia lawinę podejrzeń), lecz tu jest coś, co określiłbym jako wodorosty. Idąc tym tropem nie mogę strzelić inaczej.


Nuty: morskie, pomarańcza, wodorosty, cedr

Zapach: 6,5/10

Cena: 3/ml

Strzał: Bvlgari Aqva Marina


8. Irys – elegancki, garniturowy, suchy. Chwilami wręcz kjarzy się z anyżem. To musi być Dior, tylko który… Nie ma kakao, więc Dior Homme odpada. Wersja Parfum również ma jakieś dodatki, któych tu nie czuję. Mój prosty nos każe mi iść w najprostsze rozwiązania.


Nuty: Irys, irys, irys

Zapach: 7,5/10

Cena: 4/ml

Strzał: Dior Homme Original


9. To może być dobrze znany zapach sprzed lat. Ma taki świdrujący charakter starych damskich Opiumów, lekką kwaśność, może jakieś aldehydy. Taki wewnętrzny mikroświat, który występuje na przykład w leżakowanych belgijskich piwach. Kilka intensywnych kwiatów, delikatne owocowe gnicie i, kurde, być może jakiś ślad irysa.


Nuty: cytryna, lawenda, irys

Zapach: 7/10

Cena: 3,5/ml

Strzał: Jakiś męski YSL z lat 90’


Dziękuję za możliwość poćwiczenia zmysłów!


#perfumy

Mało czasu więc szybki komentarz, bo na pewno kolega ciekaw co tam wąchał, a wąchał w mojej opinii sporo przyjemnych kompozycji, które część znalazła by się w mojej top10 gdybym kiedyś miał wybierać

Pochwała należy się bo opisy i nuty w dużej mierze bardzo trafne, widać doświadczenie w branży


1. Hermes Terre d'Hermes Eau Tres Fraiche

2. Yves Saint Laurent La Nuit de L'Homme

3. Nautica Voyage

4. Xerjoff Ivory Route

5. Amouage Sunshine Man

6. Office For Men Fragrance One

7. Bulgari Aqua Pour Homme Marine

8. Dior Homme Original

9. Dior Homme Cologne

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian Polecam sprawdzać wszystkie strony europejskich sklepów, co jakiś czas robią promocje. Ostatnio np. na FR było -30% na wszystko i oni do PL wysyłają.

@dziadekmarian jako że mam od Fryca zarówno Kalemat jak i Kalemat Black, to podzielę się publicznie wrażeniami, bo jeszcze tego nie robiłem - oba zapachy zdecydowanie na plus, ale jednocześnie mówię pas. Bez zaskoczeń świetne parametry, czuć napracowanko i jakość. Kalemat momentami pachnie fantastycznie (zwłaszcza w pierwszej godzinie), ale niestety przebija się typowo arabski vibe. Jak ktoś to lubi, będzie zachwycony, ja się czuję w czymś takim między ludźmi jak dziwak, który albo zabłądził w swoim hobby albo jest niezorientowany w temacie i z polecenia wschodniego youtubera kupił losowy flakon, ale nie ogarnął, że mieszka w Polsce i ma skórę białą jak śnieg. Robiłbym zapas flaszek gdyby nie to. Natomiast Kalemat Black to dla mnie nudy (ale odbiór jak najbardziej pozytywny). Taki ciepły przyjemniaczek skierowany na komplementy, brakuje mi w nim charakteru i pazura, ciepłe kluchy. Ze znanych wszystkim zapachów podobnie miałem z Haramainem Amber Oud Tobacco - no spoko że miły i przyjemny i z parametrami i z dobrą jakość/cena, ale nie ma jaj ten zapach, jak dla mnie jest materiałem na świeczkę zapachową do pomieszczenia a nie jako perfumy dla mnie. Zrozumiem fanów, bo oba Kalematy zdecydowanie mogą się podobać.

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Dolicz KW i ewentualny ubytek (w l4l zdążają się nawet po 10%) i wcale nie wyjdzie taniej niż te sztuki które wpadają czasem w innych sklepach

@Pan_Beniowski serio, oni oznaczają jakos produkty rozpakowane? Tyle produktów przeglądałem i ani razu nie widziałem informacji, ze mogą być używane

@nigerian_prince no właśnie nie oznaczają. Ale raz w zamówieniu z 4 flakonami (dwa opusy i dwie Francesci Bianchi), miałem dwa flakony z ubytkami po ok 10%. Wielce prawdopodobne że to nie było używane tylko nie dolane, chociaż FB był rozpakowane. Trzeba brać pod uwagę że to produkty outletowe i może być różnie.

@dziadekmarian ostatnio omijają mnie okazje... dopiero co ombre leather edp za 400zł, a teraz naxos. No cóż, na pocieszenie kupiłem sobie yatagana

@RumClapton nie no, wysyłka z luxury po 26.X

Kupiłem w ciemno, 125ml za 49.60 to co mam nie brać. Jak coś będę mógł odlać.


(Po zastanowieniu, nie wiem czy będę się bawił w pojedyncze, małe odlewki. Np będziesz chciał 5ml za 1zł 99groszy, to szkiełko będzie droższe. Szkoda korek z flakonu ściągać )

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jazeel - The Palace (proszek sprzed lat)


Chciałbym kiedyś napisać normalną recenzję. Ale co psik, to jakieś nowe skojarzenia.


1993. Ujebałem sobie, że jestem chory na serce. U kardiologa już byłem - powiedział, że umieram. Nie wychodzę z domu, bo mi serce bije, kiedy tylko wyjdę na metr. Szukam pomocy w gazetach. No i jest. Nazwisko nie do przeczytania. Jadę do województwa na ostateczne leczenie.


Nazwisko nie do przeczytania, ale udaje mi się rozpoznać je na miejscu. Prawdę mówiąc jest tak długie, że po sekundzie wyłapuję je spośród innych, które widnieją na liście "gabinetów" funkcjonujących w wynajętej hali na obrzeżach Lublina. Pojechałem sam, bez mamy. Nie mam pojęcia jak, ale się udało.


Wchodzę. No Chińczyk. Ale gada po polsku. Opowiadam o tym, jak się boję. Jak odbiera mi moc, kiedy nikogo nie ma w pobliżu. On się uśmiecha, przykłada mi ręce, bioenergetyzuje. Coś tam czuję, nie wiem. Chińczyk mnie dotyka w 1993, więc należy coś czuć.


Na koniec spotkania wręcza mi papierową torebeczkę z napisem "Arap". Mówi, żebym to brał, a jak się skończy - przyjechał ponownie. Spisał mnie z legitki do notesu. Będzie mnie pamiętał.


Następny raz wychodzi jakieś 2 tyg. później. Nie umawiam się; jadę na pałę. Nie ma telefonów, internetów. Chińczyk poznaje mnie w poczekalni; podchodzi i pyta, jak się czuję. Odpowiadam, że lepiej - bo taka jest prawda. Proszek o orientalnym zapachu uczynił cuda. Jakimś cudem. Mój Chińczyk mówi, że dziś jego mistrz jest na miejscu. Że on mnie sprawdzi. No jestem podjarany.


Wizyta trwa bardzo długo. Mistrz nie zna polskiego. Wygląda jak Chińczyk, ale rozmawiając z moim bioenergo mówi językiem zbliżonym do rosyjskiego. Hej! Kto nie oglądał "Klasztoru Shaolin"? Wszyscy znaliśmy chiński na perfekt, jeszcze przez pół godziny po opuszczeniu kina. Ja wracając do domu przeskoczyłem dwa czteropiętrowe bloki tylko dlatego, że stały mi na drodze. No i... czuję, że to nie Chinole. Pytam zatem: skąd jesteście, sk⁎⁎⁎⁎syny? A oni na to, że z Mongolii. No i potem nakładanie rąk, masaż. Wychodzę jak nowonarodzony, z kolejną torebką z podpisem "Arap" oraz zapewnieniem, że to nie serce, tylko głowa.


Jako wzorowy uczeń palący papierosy od 9-go roku życia, próbuję rozkminić tę substancję, którą ten orientalny duet serwuje mi jako lekarstwo, a której zapach coraz bardziej kojarzy mi się z wybawieniem. No bo w wieku 16 lat lęk przed wychodzeniem z domu to nie jest coś, czego potrzebujemy (przynajmniej nie oficjalnie i nie w totalnej zgodzie z sobą samym). Ale siedzę w autobusie i kminię: skoro to są Mongoły, to być może...


Tak, to cyrylica.


АГАР, ,czyli agar.


Nie mam pojęcia skąd Mongolscy bioenergoterapeuci brali ten proszek w latach 90'. Dziś naciskam atomizer The Palace i wśród tych wszystkich uwodzicielskich nut czuję głównie ten proszek sprzed lat.


Poczytałem. The Palace posiłkuje się jakimś tajskim oudem, który pachnie (coś tam) jak skóra... powiedzmy. Dla mnie, po latach - ilu, to nawet głupek zliczy... to jest zapach tychże, nieżyjących już zapewne, Mongołów. Tych, którzy serce zamienili mi w głowę, co pomogło mi 10 lat później wyjść z głębokiej opresji niewychodzenia samemu z domu. A wszystko za pomocą rzeczonego proszku, który pachniał jak milion arabskich dolarów.


Otwarcie opisałbym jako w miarę zielone/orientalne: kardamon, ale jak się wkurwisz, to poczujesz również takie świeżo tarte ziółka. Jednak od pierwszej sekundy moją uwagę kradnie ten mongolski proszek z 1993. I z minuty na minutę to wrażenie przybiera na sile - robi się ciężej i ciężej, choć z drugiej strony mniej ofensywnie - bo w pierwszej fazie zapach dość mocno krzyczy. Koniec końców zapach osiada jako skórzano-przyprawowy, niesłodki i umiarkowanie(?) projektujący, z nutką starych dobrych perfum (YSL Opium, Amouage Gold?) na piątym planie.


Możliwe, że kocham. Dekant schodzi szybko. Z dziesięciu mililitrów były już dwa razy, a będzie jeszcze 3, może 4. Jak nigdy, wpadłem w dość intensywny szał dopsikiwania. No i... chcę to mieć na półce.


#perfumy #recenzjeperfum #jazeel

@dziadekmarian Świetnie się to czyta! Aż się człowiek uśmiechnął w tę jakże piękną, deszczową i przygnębiającą niedzielę.

Zaloguj się aby komentować

#perfumy


Trochę hipokryzji.


Był niedawno taki chłop na którejś z facebookowych grup, ktory zachwalał - jeden po drugim - niemal wszystkie produkty Maison Alhambry. W skrócie: konsekwentne obrażanie osób prezentujących inne poglądy oraz zasłanianie się w każdej tego typu dyskusji rzekomym profesjonalizmem (popartym setkami recenzji, których nikt nie widział), poskutkowało w końcu spolecznym banem. Cyberprzestrzeń odetchnęła. Ja w zasadzie też, bo średnio lubię obrażanie gdziekolwiek.


KIlka nieudanych prób zaoszczędzenia na smrodach ukształtowało we mnie niechęć do tanich klonów... bla bla bla, temat poruszany setki razy. A jednak z tych - nie zliczę - być może trzydziestu Lattaf/Alhambr/Afnanów kilka uważam za przyzwoite. Fakhar Black jest jedynie o włos bardziej średni, niż średnie Y. Turathi Blue podoba mi się bardziej, niż Tygar. Ale to są takie nieliczne wyjątki.


No i wpada do mnie "ten kolega", który próbuje mnie zaskoczyć tymi klonami i udowodnić, że to ja bardzoej przepierdalam pieniądze, aniżeli on. Raz mu się udało z klonem PDM Herod, którego akurat miałem i który spodobał mu się bardziej... ale fakt, ten klon pachniał ładnie.


"Ale to raz, k⁎⁎wa! Siedem razy byliśmy w górach, nad morzem... I tylko raz sie!"

Andrzej Chyra, "Wszyscy Jesteśmy Chrystusami"


A jednak. W końcu wpadł z czymś ciekawym. Emir Voux Spices. Rzekomy klon Ivory Route, ktorego nie znam, a ktore na Fragrze ma jakieś tam podobieństwo do L'Air Tauera oraz African Leather (które ni c⁎⁎ja nie są do siebie podobne). No i ten Emir nawet w jednym procencie nie był podobny ani do Tauera, ani do Memo. W kazdym razie ten zapach... naprawdę mnie pozamiatał. Po prostu jest ładny, trwały i nie pachnie "tanio". Kurwił ma bluzie ze trzy dni; leżała sobie obok biurka, a ja naprawdę do tej bluzy wracałem, żeby jeszcze się upewnić, że rzeczywiście jest ciekawie.

Sytuacja wydarzyła się u mnie w domu, więc po prostu kazałem mu wypierdalać. Na razie nie rozmawiamy.


Przepraszam.

@dziadekmarian raz w klona to nie zbrodnia, aczkolwiek polecam Ivory Route z całego serduszka. z ponad 50 Xerjoffów ten się wybronił i został na półce

Zaloguj się aby komentować

Panie i Panowie!


Idąc cebulowym tropem: czy wszystkie aktualne kody rabatowe Notino można znaleźć na ich stronie? Jeśli nie, to gdzie je wyszukujecie? Stron z kodami jest dość dużo, ale być może warto korzystać z jednej, konkretnej. Zatem: hę? Miłego dzionka!


#perfumy

Hej! Pierwszy dzień wolny od dwóch tygodni. Siedzę sobie sam, spsikany Guerlain - Encens Mythique i przeglądam razem z kotami różne tam nowinki z perfumowych grup. Pojawił się w dość atrakcyjnej cenie Tauer -Lonestar Memories. Kusi, ale nie tym razem. Trzeba trochę oszczędzać w tym miesiącu.


I trafiam w końcu na TĘ facebookową grupę, z której to wciąż nie wychodzę niby dla żartu, która jednak jednak coraz bardziej działa mi na nerwy. No i oczywiście trafiam na post n/t kolejnego zjawiskowego klona (tym razem Stronger With You od Maison Alhambra) i mam wielką ochotę wziąć ten flakon, co go ostatnio kupiłem jako klon Musc Noble, i tak nim j⁎⁎⁎ąć z całej siły o ścianę. Ale zapewne wpadłby za regips, bo zrobili go chyba z żelbetonu.


Na szkodliwości opinii zachwalających tanie klony (nie mówię, że nie istnieją takie o dobrej jakości) straciłem do tej pory niewiele. W zasadzie to może nawet mniej, niż na sztosach po 10zł/ml, które totalnie mi się nie spodobały. Nie wiem czemu, ale w dużej mierze przejechałem się na letnich zapachach Xerjoffa. Być może przypadek.


Skojarzył mi się wywiad z Jasiem Kapelą, przeprowadzony jakiś czas temu na jednym ze znanych youtubowych kanałów. Jaś Kapela to taki pisarz-poeta-artysta-publicysta-traktorzysta, czyli w zasadzie zwykły celebryta. Próbując bronić ciężkiej sytuacji artystów, przy użyciu wątpliwej elokwencji oraz całego wachlarza innych upośledzonych narzędzi komunikacyjnych notabene zaszkodził wizerunkowi tejże grupy, ukazując ich jako nieudaczników i nierobów, co stało się świetną pożywką dla prowadzącego, który nie należał do wyrozumiałych rozmówców.


Po moim ostatnim (na pewno pierwszym; mam jednak nadzieję, że naprawdę ostatnim) zakupie od Alhambry wytworzyłem chyba jakiś niezdrowy odruch: niechęć do sprawdzania oryginałów, które kopiuje Alhambra. Wciąż nie znam większości popularnych, mainstreamowych zapachów - jakoś mnie to ominęło. Kupując od wielu osób na tagu, zawsze starałem się wybierać to, co uznają za naprawdę dobre. Znany mainstream kupowałem raczej po to, żeby złapać jakieś tam rozeznanie i najczęściej kończyło się to zużyciem kilku testowych psików i sprezentowaniem reszty komuś z moich znajomych - z reguły po prostu nie do końca mi się podobały, albo dość często spotykałem się z nimi na ulicy. Musc Noble i Rosendo no5 to takie moje no brainery: nie wiem, co zapodać - zapodaję to. I gdybym zaczął od ich klonów, to prawdopodobnie nigdy nie kupiłbym oryginałów.


I tak, jak Jaś Kapela zaszkodził prawdziwym artystom, tak samo głosy fanatyków tanizny szkodzą oryginalnym produktom. Bo same klony... one są po prostu mniej lub bardziej bezczelne. I to nie producenci piszą, że 100% oryginał, tylko właśnie ta banda półgłówków (wykluczając popularne kanały, które na tych treściach zarabiają). Ja sam gówno wiem i pewnie swoimi opiniami nieraz zaniżyłem poziom tej grupy. Trudno jednak gdziekolwiek znaleźć wyważoną dyskusję w tym temacie.


Dobra, idę j⁎⁎⁎ąć tym flakonem z balkonu.


#perfumy #klonyperfum

@dziadekmarian Większość komentarzy chyba będzie zgodna i w podobnym wydźwięku, ale wydaje mi się że pomijają najważniejszy element Twojego wpisu: poka koty

@kris1111 Na vikop.ru taka rozbiorka bylaby tematem zartow,zwlaszcza,ze te podrobki to nawet nie udaja i flakony maja prawie takie same, jak oryginaly,no wiadomo,ze wygladaja paskudnie.

Zaloguj się aby komentować