Zdjęcie w tle

dziadekmarian

Fenomen
  • 177wpisy
  • 2679komentarzy

Hej!


Owładnięty nieprzemożną chęcią eksploracji tematu oud+róża, a zainspirowany nietuzinkowym arabem Jazeel Ghala, byłbym bardzo wdzięczny za Wasze propozycje kolejnych zapachów z tej grupy. Bo niby to temat oklepany: zapachów są poniekąd dziesiątki; jednak to był drugi albo trzeci, który poznałem. Jakościowo wydaje mi się co najmniej przyzwoity, a chwilami nawet przyprawia mnie o swego rodzaju nerwową ekstazę. Ale to raz czy dwa - żeby nie było, że się tu niepotrzebnie podniecam. Wydaje mi się, że zrozumiałem, jak dobre może to być kombo. Pomóżcie mi zatem, proszę, nie popełnić niepotrzebnych błędów w dalszej wędrówce tą drogą. Dziękuję i życzę przemiłego poranka tym wstającym bardzo wcześnie oraz milego dnia całej reszcie. Smacznej kawusi/j⁎⁎ać kapusi

#perfumy

3a91755b-ed3a-432e-ab31-89ad5a2d8a12

@dziadekmarian Wbrew nazwie, najlepsze budżetowe kombo oud + róża, gdzie to oud gra pierwsze skrzypce, a róża jest dodatkiem, znalazłem w Ajmal - Purely Orient Saffron. Ten zapach oraz UAE Oud od Taifów, to moje top 2.

@dziadekmarian Mam na zbyciu dekant Ajmal Saffron, chyba najładniejszy oud z różą jaki znam, co nie zmienia faktu, że to nie mój klimat. Możesz też spróbować Shaghaf Oud Aswad xD killer ale trochę chemol

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Głowa szafran, jaśmin, bergamota

Serce:: po stronie Allaha

Baza: nuty ziemi, wetyweria, proch strzelniczy, Laotański Oud, nuty kozie

Zaloguj się aby komentować

Hej!


Za uprzejmością Tomeczka @jatutylkoperfumy dostąpiłem niewątpliwej przyjemności przetestowania kilku kolejnych zapachów w ciemno. Przyjemność przeplatała się z wizją kolejnego upokorzenia, jednak czasu było więcej, niż w edycji @Barcol #perfumywciemno - zatem być może udało mi się trafić ze dwa zapachy. Na tyle liczę.


1. Fiołki, konwalie na piżmowej bazie. Może być to stary, klasyczny zapach. Mocne kwiaty, a pod spodem sugestia czegoś pomiędzy ogórkiem a papają. W moim odczuciu genialny blend i z pewnością przeszedłbym się z tym zapachem w tę i z powrotem – być może nawet dwa razy. Ta duszność, kwiatowy ciężar i stary vibe przynoszą na myśl Amouage Gold, ale to całkiem inne nuty. Możliwe, że to damski zapach.


Nuty: Konwalia, geranium, lawenda, miód, piżmo, róża(?). Może jakaś cytryna w otwarciu.

Zapach: 7,5/10

Cena:4/ml

Strzał: Boss Number One


2. Lawenda mnie dziś nie opuszcza. Otwarcie to zapewne imbir/kardamon. Przyjemna, nieprzesadzona słodycz.po 15 minutach osiada do drzewnej, ciepłej słodyczy. Tu jest bardziej cynamonowo, może cedrowo. Troszkę przypomina YSL Y, lecz jest zdecydowanie bardziej stonowany, mniej pudrowy i bez jabłka. I nie aż tak oczywisty. Mógłbym chcieć mieć.


Nuty: Imbir, kardamon, cynamon, lawenda, cedr

Zapach: 6/10.

Cena: 4/ml

Strzał: YSL – La Nuit Bleu Electrique


3. Zapach zieleniny I kwiatów. Lekko słonawy, ale swieży, w morską stronę być może. Nie za bardzo czuję coś więcej; może jakiś mech. Po kilku minutach jakaś tam drzewna baza, taka luźno przypominająca Cedrat Boise. Ale wciąż jednak jest zielono, lekko morsko I z jakimś kwiatkiem. Taki niezobowiązujący przyjemniaczek, jakich wiele. Kierwa, jakaś mięta, nie wim panie. I nie kcem.


Nuty: zielone, morskie, mech, cedr, jakiś żel pod prysznic dla facetów.

Zapach: 3,5/10

Cena: 1/ml

Strzał: Montblanc Legend


4. Tu jest ciekawie! Mocne, przyprawowe, korzenne otwarcie z drewnem w tle. Trudno określić: kardamon, z jakimś takim fikuśnym pieprzem. Boundless, Bracken oraz Eau des Baux otwierają się w zbliżony sposób: takim właśnie ni to barszczem, ni lepem na muchy. Co tam dalej. No panie, gdzie nie wąchnę to mi się zaraz ten cedr wpier... Być może sandałowiec. Zdecydowanie zapach powyżej 2zł xD


Przerwałem testy i poszedłem w tym między ludzi. Znajomi rzucili się na mnie, żeby wąchać. Nie miałem czym biedaków odganiać od siebie.


Nuty: kardamon, pieprz, sandał

Zapach: 9/10

Cena: 8/ml

Strzał: Nie wiem! Coś w klimatach African Leather, może być jakieś inne Memo.


5. Kolejny dobry zawodnik. Otwiera się drogim blendem przypraw plus coś zielonego – być może mięta. Wydawało mi się, że podobny do Memoir z Amouage, ale jednak niepodobny.Kilka kwiatów, jakieś zywice. Typowo amłażowy blend. Zaraz się pewnie okaże, że to jakieś gówno za 0,9 zł.


Nuty: skórka cytryny/pomarańczy, olibanum, sandał. Plus milion innych.

Zapach: 7/10

Cena: 7/ml

Strzał: Amouage, ale nie wiem który. Stawiam na Jubilation XXV, choć nie czuję tu miodu.


6. W otwarciu charakterystyczny vibe arabskich klonów Laytona/BR540 albo jakiegoś innego crowd pleasera. Kilka cytrusów w otwarciu. Może jakaś waniliowa pod spodem, ale nieznaczna. Ślad jakiegoś kwiatu, ale cholernie mocne te cytrusy. Chyba znam ten zapach. W bazie może być jakieś tańsze, nieofensywne piżmo, ten cedr… I tak już zostaje . Cytrusy z czasem osiadają I, o dziwo, zaczyna pachnieć jak BR540, czego wcześniej w ogóle nie było.


Nuty: mandarynka, pomarańcza, mix kwiatów, ambra/ambroksan, cedr, piżmo

Zapach 3,5/10

Cena: 2/ml

Strzał: Synteza wszystkich przyjemniaków świata, wymyślona przez księgowego. Moze być jakaś wersja Afnana 9AM/PM/Dive. Nie mam pojęcia.


7. Morski, ale nie do końca świeży. Pierwsze skojarzenie z D&G Light Blue – zwłaszcza, że spod naklejki wystaje kawałek błekitnego papierka (sorry, ale od razu uruchamia lawinę podejrzeń), lecz tu jest coś, co określiłbym jako wodorosty. Idąc tym tropem nie mogę strzelić inaczej.


Nuty: morskie, pomarańcza, wodorosty, cedr

Zapach: 6,5/10

Cena: 3/ml

Strzał: Bvlgari Aqva Marina


8. Irys – elegancki, garniturowy, suchy. Chwilami wręcz kjarzy się z anyżem. To musi być Dior, tylko który… Nie ma kakao, więc Dior Homme odpada. Wersja Parfum również ma jakieś dodatki, któych tu nie czuję. Mój prosty nos każe mi iść w najprostsze rozwiązania.


Nuty: Irys, irys, irys

Zapach: 7,5/10

Cena: 4/ml

Strzał: Dior Homme Original


9. To może być dobrze znany zapach sprzed lat. Ma taki świdrujący charakter starych damskich Opiumów, lekką kwaśność, może jakieś aldehydy. Taki wewnętrzny mikroświat, który występuje na przykład w leżakowanych belgijskich piwach. Kilka intensywnych kwiatów, delikatne owocowe gnicie i, kurde, być może jakiś ślad irysa.


Nuty: cytryna, lawenda, irys

Zapach: 7/10

Cena: 3,5/ml

Strzał: Jakiś męski YSL z lat 90’


Dziękuję za możliwość poćwiczenia zmysłów!


#perfumy

Mało czasu więc szybki komentarz, bo na pewno kolega ciekaw co tam wąchał, a wąchał w mojej opinii sporo przyjemnych kompozycji, które część znalazła by się w mojej top10 gdybym kiedyś miał wybierać

Pochwała należy się bo opisy i nuty w dużej mierze bardzo trafne, widać doświadczenie w branży


1. Hermes Terre d'Hermes Eau Tres Fraiche

2. Yves Saint Laurent La Nuit de L'Homme

3. Nautica Voyage

4. Xerjoff Ivory Route

5. Amouage Sunshine Man

6. Office For Men Fragrance One

7. Bulgari Aqua Pour Homme Marine

8. Dior Homme Original

9. Dior Homme Cologne

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian Polecam sprawdzać wszystkie strony europejskich sklepów, co jakiś czas robią promocje. Ostatnio np. na FR było -30% na wszystko i oni do PL wysyłają.

@dziadekmarian jako że mam od Fryca zarówno Kalemat jak i Kalemat Black, to podzielę się publicznie wrażeniami, bo jeszcze tego nie robiłem - oba zapachy zdecydowanie na plus, ale jednocześnie mówię pas. Bez zaskoczeń świetne parametry, czuć napracowanko i jakość. Kalemat momentami pachnie fantastycznie (zwłaszcza w pierwszej godzinie), ale niestety przebija się typowo arabski vibe. Jak ktoś to lubi, będzie zachwycony, ja się czuję w czymś takim między ludźmi jak dziwak, który albo zabłądził w swoim hobby albo jest niezorientowany w temacie i z polecenia wschodniego youtubera kupił losowy flakon, ale nie ogarnął, że mieszka w Polsce i ma skórę białą jak śnieg. Robiłbym zapas flaszek gdyby nie to. Natomiast Kalemat Black to dla mnie nudy (ale odbiór jak najbardziej pozytywny). Taki ciepły przyjemniaczek skierowany na komplementy, brakuje mi w nim charakteru i pazura, ciepłe kluchy. Ze znanych wszystkim zapachów podobnie miałem z Haramainem Amber Oud Tobacco - no spoko że miły i przyjemny i z parametrami i z dobrą jakość/cena, ale nie ma jaj ten zapach, jak dla mnie jest materiałem na świeczkę zapachową do pomieszczenia a nie jako perfumy dla mnie. Zrozumiem fanów, bo oba Kalematy zdecydowanie mogą się podobać.

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Dolicz KW i ewentualny ubytek (w l4l zdążają się nawet po 10%) i wcale nie wyjdzie taniej niż te sztuki które wpadają czasem w innych sklepach

@dziadekmarian ostatnio omijają mnie okazje... dopiero co ombre leather edp za 400zł, a teraz naxos. No cóż, na pocieszenie kupiłem sobie yatagana

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jazeel - The Palace (proszek sprzed lat)


Chciałbym kiedyś napisać normalną recenzję. Ale co psik, to jakieś nowe skojarzenia.


1993. Ujebałem sobie, że jestem chory na serce. U kardiologa już byłem - powiedział, że umieram. Nie wychodzę z domu, bo mi serce bije, kiedy tylko wyjdę na metr. Szukam pomocy w gazetach. No i jest. Nazwisko nie do przeczytania. Jadę do województwa na ostateczne leczenie.


Nazwisko nie do przeczytania, ale udaje mi się rozpoznać je na miejscu. Prawdę mówiąc jest tak długie, że po sekundzie wyłapuję je spośród innych, które widnieją na liście "gabinetów" funkcjonujących w wynajętej hali na obrzeżach Lublina. Pojechałem sam, bez mamy. Nie mam pojęcia jak, ale się udało.


Wchodzę. No Chińczyk. Ale gada po polsku. Opowiadam o tym, jak się boję. Jak odbiera mi moc, kiedy nikogo nie ma w pobliżu. On się uśmiecha, przykłada mi ręce, bioenergetyzuje. Coś tam czuję, nie wiem. Chińczyk mnie dotyka w 1993, więc należy coś czuć.


Na koniec spotkania wręcza mi papierową torebeczkę z napisem "Arap". Mówi, żebym to brał, a jak się skończy - przyjechał ponownie. Spisał mnie z legitki do notesu. Będzie mnie pamiętał.


Następny raz wychodzi jakieś 2 tyg. później. Nie umawiam się; jadę na pałę. Nie ma telefonów, internetów. Chińczyk poznaje mnie w poczekalni; podchodzi i pyta, jak się czuję. Odpowiadam, że lepiej - bo taka jest prawda. Proszek o orientalnym zapachu uczynił cuda. Jakimś cudem. Mój Chińczyk mówi, że dziś jego mistrz jest na miejscu. Że on mnie sprawdzi. No jestem podjarany.


Wizyta trwa bardzo długo. Mistrz nie zna polskiego. Wygląda jak Chińczyk, ale rozmawiając z moim bioenergo mówi językiem zbliżonym do rosyjskiego. Hej! Kto nie oglądał "Klasztoru Shaolin"? Wszyscy znaliśmy chiński na perfekt, jeszcze przez pół godziny po opuszczeniu kina. Ja wracając do domu przeskoczyłem dwa czteropiętrowe bloki tylko dlatego, że stały mi na drodze. No i... czuję, że to nie Chinole. Pytam zatem: skąd jesteście, sk⁎⁎⁎⁎syny? A oni na to, że z Mongolii. No i potem nakładanie rąk, masaż. Wychodzę jak nowonarodzony, z kolejną torebką z podpisem "Arap" oraz zapewnieniem, że to nie serce, tylko głowa.


Jako wzorowy uczeń palący papierosy od 9-go roku życia, próbuję rozkminić tę substancję, którą ten orientalny duet serwuje mi jako lekarstwo, a której zapach coraz bardziej kojarzy mi się z wybawieniem. No bo w wieku 16 lat lęk przed wychodzeniem z domu to nie jest coś, czego potrzebujemy (przynajmniej nie oficjalnie i nie w totalnej zgodzie z sobą samym). Ale siedzę w autobusie i kminię: skoro to są Mongoły, to być może...


Tak, to cyrylica.


АГАР, ,czyli agar.


Nie mam pojęcia skąd Mongolscy bioenergoterapeuci brali ten proszek w latach 90'. Dziś naciskam atomizer The Palace i wśród tych wszystkich uwodzicielskich nut czuję głównie ten proszek sprzed lat.


Poczytałem. The Palace posiłkuje się jakimś tajskim oudem, który pachnie (coś tam) jak skóra... powiedzmy. Dla mnie, po latach - ilu, to nawet głupek zliczy... to jest zapach tychże, nieżyjących już zapewne, Mongołów. Tych, którzy serce zamienili mi w głowę, co pomogło mi 10 lat później wyjść z głębokiej opresji niewychodzenia samemu z domu. A wszystko za pomocą rzeczonego proszku, który pachniał jak milion arabskich dolarów.


Otwarcie opisałbym jako w miarę zielone/orientalne: kardamon, ale jak się wkurwisz, to poczujesz również takie świeżo tarte ziółka. Jednak od pierwszej sekundy moją uwagę kradnie ten mongolski proszek z 1993. I z minuty na minutę to wrażenie przybiera na sile - robi się ciężej i ciężej, choć z drugiej strony mniej ofensywnie - bo w pierwszej fazie zapach dość mocno krzyczy. Koniec końców zapach osiada jako skórzano-przyprawowy, niesłodki i umiarkowanie(?) projektujący, z nutką starych dobrych perfum (YSL Opium, Amouage Gold?) na piątym planie.


Możliwe, że kocham. Dekant schodzi szybko. Z dziesięciu mililitrów były już dwa razy, a będzie jeszcze 3, może 4. Jak nigdy, wpadłem w dość intensywny szał dopsikiwania. No i... chcę to mieć na półce.


#perfumy #recenzjeperfum #jazeel

@dziadekmarian Świetnie się to czyta! Aż się człowiek uśmiechnął w tę jakże piękną, deszczową i przygnębiającą niedzielę.

Zaloguj się aby komentować

#perfumy


Trochę hipokryzji.


Był niedawno taki chłop na którejś z facebookowych grup, ktory zachwalał - jeden po drugim - niemal wszystkie produkty Maison Alhambry. W skrócie: konsekwentne obrażanie osób prezentujących inne poglądy oraz zasłanianie się w każdej tego typu dyskusji rzekomym profesjonalizmem (popartym setkami recenzji, których nikt nie widział), poskutkowało w końcu spolecznym banem. Cyberprzestrzeń odetchnęła. Ja w zasadzie też, bo średnio lubię obrażanie gdziekolwiek.


KIlka nieudanych prób zaoszczędzenia na smrodach ukształtowało we mnie niechęć do tanich klonów... bla bla bla, temat poruszany setki razy. A jednak z tych - nie zliczę - być może trzydziestu Lattaf/Alhambr/Afnanów kilka uważam za przyzwoite. Fakhar Black jest jedynie o włos bardziej średni, niż średnie Y. Turathi Blue podoba mi się bardziej, niż Tygar. Ale to są takie nieliczne wyjątki.


No i wpada do mnie "ten kolega", który próbuje mnie zaskoczyć tymi klonami i udowodnić, że to ja bardzoej przepierdalam pieniądze, aniżeli on. Raz mu się udało z klonem PDM Herod, którego akurat miałem i który spodobał mu się bardziej... ale fakt, ten klon pachniał ładnie.


"Ale to raz, k⁎⁎wa! Siedem razy byliśmy w górach, nad morzem... I tylko raz sie!"

Andrzej Chyra, "Wszyscy Jesteśmy Chrystusami"


A jednak. W końcu wpadł z czymś ciekawym. Emir Voux Spices. Rzekomy klon Ivory Route, ktorego nie znam, a ktore na Fragrze ma jakieś tam podobieństwo do L'Air Tauera oraz African Leather (które ni c⁎⁎ja nie są do siebie podobne). No i ten Emir nawet w jednym procencie nie był podobny ani do Tauera, ani do Memo. W kazdym razie ten zapach... naprawdę mnie pozamiatał. Po prostu jest ładny, trwały i nie pachnie "tanio". Kurwił ma bluzie ze trzy dni; leżała sobie obok biurka, a ja naprawdę do tej bluzy wracałem, żeby jeszcze się upewnić, że rzeczywiście jest ciekawie.

Sytuacja wydarzyła się u mnie w domu, więc po prostu kazałem mu wypierdalać. Na razie nie rozmawiamy.


Przepraszam.

@dziadekmarian raz w klona to nie zbrodnia, aczkolwiek polecam Ivory Route z całego serduszka. z ponad 50 Xerjoffów ten się wybronił i został na półce

Zaloguj się aby komentować

Panie i Panowie!


Idąc cebulowym tropem: czy wszystkie aktualne kody rabatowe Notino można znaleźć na ich stronie? Jeśli nie, to gdzie je wyszukujecie? Stron z kodami jest dość dużo, ale być może warto korzystać z jednej, konkretnej. Zatem: hę? Miłego dzionka!


#perfumy

Hej! Pierwszy dzień wolny od dwóch tygodni. Siedzę sobie sam, spsikany Guerlain - Encens Mythique i przeglądam razem z kotami różne tam nowinki z perfumowych grup. Pojawił się w dość atrakcyjnej cenie Tauer -Lonestar Memories. Kusi, ale nie tym razem. Trzeba trochę oszczędzać w tym miesiącu.


I trafiam w końcu na TĘ facebookową grupę, z której to wciąż nie wychodzę niby dla żartu, która jednak jednak coraz bardziej działa mi na nerwy. No i oczywiście trafiam na post n/t kolejnego zjawiskowego klona (tym razem Stronger With You od Maison Alhambra) i mam wielką ochotę wziąć ten flakon, co go ostatnio kupiłem jako klon Musc Noble, i tak nim j⁎⁎⁎ąć z całej siły o ścianę. Ale zapewne wpadłby za regips, bo zrobili go chyba z żelbetonu.


Na szkodliwości opinii zachwalających tanie klony (nie mówię, że nie istnieją takie o dobrej jakości) straciłem do tej pory niewiele. W zasadzie to może nawet mniej, niż na sztosach po 10zł/ml, które totalnie mi się nie spodobały. Nie wiem czemu, ale w dużej mierze przejechałem się na letnich zapachach Xerjoffa. Być może przypadek.


Skojarzył mi się wywiad z Jasiem Kapelą, przeprowadzony jakiś czas temu na jednym ze znanych youtubowych kanałów. Jaś Kapela to taki pisarz-poeta-artysta-publicysta-traktorzysta, czyli w zasadzie zwykły celebryta. Próbując bronić ciężkiej sytuacji artystów, przy użyciu wątpliwej elokwencji oraz całego wachlarza innych upośledzonych narzędzi komunikacyjnych notabene zaszkodził wizerunkowi tejże grupy, ukazując ich jako nieudaczników i nierobów, co stało się świetną pożywką dla prowadzącego, który nie należał do wyrozumiałych rozmówców.


Po moim ostatnim (na pewno pierwszym; mam jednak nadzieję, że naprawdę ostatnim) zakupie od Alhambry wytworzyłem chyba jakiś niezdrowy odruch: niechęć do sprawdzania oryginałów, które kopiuje Alhambra. Wciąż nie znam większości popularnych, mainstreamowych zapachów - jakoś mnie to ominęło. Kupując od wielu osób na tagu, zawsze starałem się wybierać to, co uznają za naprawdę dobre. Znany mainstream kupowałem raczej po to, żeby złapać jakieś tam rozeznanie i najczęściej kończyło się to zużyciem kilku testowych psików i sprezentowaniem reszty komuś z moich znajomych - z reguły po prostu nie do końca mi się podobały, albo dość często spotykałem się z nimi na ulicy. Musc Noble i Rosendo no5 to takie moje no brainery: nie wiem, co zapodać - zapodaję to. I gdybym zaczął od ich klonów, to prawdopodobnie nigdy nie kupiłbym oryginałów.


I tak, jak Jaś Kapela zaszkodził prawdziwym artystom, tak samo głosy fanatyków tanizny szkodzą oryginalnym produktom. Bo same klony... one są po prostu mniej lub bardziej bezczelne. I to nie producenci piszą, że 100% oryginał, tylko właśnie ta banda półgłówków (wykluczając popularne kanały, które na tych treściach zarabiają). Ja sam gówno wiem i pewnie swoimi opiniami nieraz zaniżyłem poziom tej grupy. Trudno jednak gdziekolwiek znaleźć wyważoną dyskusję w tym temacie.


Dobra, idę j⁎⁎⁎ąć tym flakonem z balkonu.


#perfumy #klonyperfum

@dziadekmarian Większość komentarzy chyba będzie zgodna i w podobnym wydźwięku, ale wydaje mi się że pomijają najważniejszy element Twojego wpisu: poka koty

@kris1111 Na vikop.ru taka rozbiorka bylaby tematem zartow,zwlaszcza,ze te podrobki to nawet nie udaja i flakony maja prawie takie same, jak oryginaly,no wiadomo,ze wygladaja paskudnie.

Zaloguj się aby komentować

#perfumy


Dla jednych nieznośny, dla innych wręcz uzależniający. Moje nastawienie do Irysa zmieniało sie wiele razy - jednak nigdy nie był mi obojętny. Katuję ostatnio Rosendo no.3 - zapach nie jest ani super trwały ani ponadprzeciętnie projektujący. Ale ma w sobie ład i czystość. Przy skórze trwa naprawdę długo i cholernie mnie uspokaja. Bardzo mnie interesuje, co myślicie Wy. I jakie byłyby Wasze top wybory w tym stylu, gdybyście mieli wymienić, powiedzmy, dwa zapachy z choćby śladową nutą irysa.

Irys w perfumach

62 Głosów

@dziadekmarian Ogólnie dla mnie irys jest bardzo damski w brzmieniu nawet w perfumach skierowanych do mężczyzn, ale np w uniseksowym YSL Trench irys robi robotę i go uwielbiam.

@RumClapton Dość męski jest np. w Rasasi 9453. Jeden z pierwszych, ktory mnie zaaaainrygował! Polecam jakiś okazjonalny psik, jeśli Ci się trafi

@dziadekmarian bardzo lubię tę nutę i chętnie testuję wszystko, co ją zawiera. Do moich ulubionych irysowców należą Dior Homme 2005, Dior Homme Parfum i niedawno poznana Zegna Florentine Iris edp

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Guerlain Musc Noble vs Maison Alhambra Amberley Amoroso


Od dawna poluję na flakon Musc Noble. Cała seria "Les Absolus d'Orient" od Guerlain wciąż pozostaje dla mnie zjawiskiem dość oryginalnym.


W ostatnich dniach to ten, to tamten podnosi od czasu do czasu temat Maison Alhambra. Że podobne, że nie warto płacić za oryginał itd. OK, ja się w Creedy nie wpierdalam, nie znam się, nie mam tyle czasu i pieniędzy. Mam kilka innych kosztownych hobby; tu dam więcej = tam mam mniej. I naprawdę nie do końca lubię pracować więcej, niż trzeba.


Zobaczyłem zatem tego klona od Alhambry. pomyślałem sobie: a co tam. Nie mam w tej chwili Musc Noble (inna sprawa, że dekantów, które lubię, nigdy nie wypsikuję do końca , dopóki nie zdecyduję się na flakon - więc coś tam jeszcze zostało), a c⁎⁎j tam w te 100 zł.


Nie owijając w bawełnę: Zapach OK. Nic tam złego się nie dzieje. Ale rączka w rączkę - zapomnij.


To dość nowy zapach od Alhambry. Nie czytałem, nie oglądałem nic na ten temat. Nie wiem, co tam pi⁎⁎⁎⁎lą na YT w tej materii. Jakość w porównaniu do oryginału jest żenująca. I to właśnie w tej najtrwalszej fazie: na etapie piżma, cedru i resztek róży. Nie mówię, że jest brzydko. Ale Guerlain najzwyczajniej zmiata araba z planszy na poziomie niuansów.


Tak że ten.


#perfumy

ff888f3a-99b4-4ec7-886d-5c11bef5d63d

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Athena Fragrances – Midas vs Tauer - L’Air du Desert Marocain


Po pierwsze: nie mam pojęcia jak pachnie marokańska pustynia.


Tauer to stan umysłu. Nie jest modny, bo prawdopodobnie nie jest wart swojej ceny. Ja jestem miłośnikiem marki – być może w moim przypadku wzięło się to stąd, że świadome wąchanie odkryłem za sprawą osoby, która dość mocno faworyzowała zapachy od Tauera.


Jest głupia sprawa, bo spektrum świetnych zapachów, dostępnych na wyciągnięcie ręki, jest ogromne. Podróż przez perfumowy świat kojarzy mi się z kolonizowaniem nowego kontynentu – są tacy, którzy po prostu osiadają na wybrzeżu; inni zaś brną w głąb lądu, zyskując szerszą perspektywę kontynentu jako całości.


W tym kontekście Midas nie wnosi nic nowego do olfaktorycznego uniwersum. Jest jedynie powieleniem dość oryginalnego pomysłu, na jaki ponad dekadę wcześniej wpadł Andy Tauer. To on zaszył się w aż tak odległe zakątki nowego lądu. Biorąc jednak pod uwagę model biznesowy marki Athena Fragrances – zwłaszcza w porównaniu do agresywnej polityki wydawniczej Lattafy oraz wszelkich jej dzieci - skłoniłbym się bardziej ku określeniu Midasa nie jako kopii, a bardziej ukłonu w stronę pierwowzoru. Bo mimo że bliźniaczy charakter obydwu zapachów jest niezaprzeczalny, to jednak Midas nie odzwierciedla jednej nuty, która moim zdaniem jest dość ewidentna w zapachu od Tauera. Jest to nuta dymu/wędzonki, której Midas po prostu nie posiada. I – jako że w L’Air du Desert Marocain ta dymna aura jest dość prominentna w otwarciu – uważam, że zabieg wyeliminowania jej w „klonie” jest celowy. Nie byłoby czymś trudnym po prostu ją dodać. Midas jest po prostu trochę gładszy - co nie zmienia faktu, że w kontakcie narzuca się jedyne możliwe skojarzenie: Tauer.


Głównym czynnikiem, dzięki któremu w moim mniemaniu ten "klon" wybija się ponad większość innych, które dotychczas spotkałem na swojej drodze, jest jakość. Tutaj nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że nie został on zrobiony „po bandzie”. To nie jest tani arab. Czy się opłaca? Moim zdaniem tak. Trwałość i projekcja są podobne w obydwu zapachach. W ciągu dwudziestu minut pisania tego tekstu obydwa ucichły i mocno zbliżyły się do siebie. Obydwa cieszą równie za⁎⁎⁎⁎ście.


#perfumy

88bafecc-ab7c-400f-bca6-1787955548eb

@dziadekmarian no to chyba jednak się skuszę.

Dwa pytania:


  1. skąd zamiawiales smorda? eBay? Czy od razu od producenta?

  2. Co to za klawiatura?

@Qtafonix przemyślałem sprawę na chłodno i stwierdziłem, że nigdy więcej nie kupię już arabskich podrób/imitacji. Kolejny sen o dobrym Arabie, który nie puści mnie z torbami został unicestwiony ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować