https://www.pachnidelko.pl/product-pol-139402-AMOUAGE-Odyssey-Search-EDP-100ml.html
Amouage Search za 826 zł
#perfumy

https://www.pachnidelko.pl/product-pol-139402-AMOUAGE-Odyssey-Search-EDP-100ml.html
Amouage Search za 826 zł
#perfumy
Zaloguj się aby komentować
#perfumy #perfumerie
Moi drodzy! Czy są takie miejsca, które regularnie odwiedzacie w celu sprawdzenia promek, nowości, zwrotów lub może używanych egzemplarzy? Lub takie, które po prostu lubicie? Zatem: Wasze ulubione sklepy na świecie. Oczywiście, jeśli nie jest to tajemnica. Ja mam dość krótki staż, ale w paru miejscach już kupowałem.
Moje ulubione miejsca to:
1. ta grupa (no lubricant needed)
2. Luxury For Less (najwięcej przejebanej kasy; ciekawe rzeczy w przedsprzedaży)
3. Nilafar du Nil/Athena Fragrances (przemiła obsługa i zaskakująco dobra jakość składników w tych cenach)
4. Perfurorum (kilku użytkowników: Lukebor, sciemniacz i paru innych, których tam stalkuję)
Dzięki z góry! Mam nadzieję, że temat przyda się nie tylko mnie

Zaloguj się aby komentować
Tauer - No.3 Lonestar Memories
Lubię smrody od Tauera. Nie nudzą mi się - w przeciwieństwie do znacznej większości europejskich zapachów, które poznaję. I mimo tego, że żaden z nich nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia przy pierwszym spotkaniu (jak np. L'Homme Ideal Cologne czy Terre d'Hermes, które po miesiącu szalonej miłości przestały mnie interesować), to jednak wszystkie jak dotąd wygrały wyścig z czasem. Dlaczego tak jest? Mam wrażenie, że są to zapachy wymagające i nie do końca oczywiste, a przy tym dość charakterystyczne i niepowtarzalne. Ja poznając pierwsze Tauery byłem perfumowym niemowlęciem.
I ta sytuacja, gdzie jeszcze jako dwulatek podczas rodzinnej imprezy siedzisz na kolanach u cioci, ściskając w prawej rączce ciepłego loda z Supersamu, nagle wykorzystujesz ten jeden moment utraty czujności, kiedy to ojciec próbuje nabrać na łyżkę ogromny kęs sałatki warzywnej, a ta niefortunnie ląduje na białym obrusie z Pewexu, ty lewą rączką chwytasz znienacka za balansujący na krawędzi rodzinnego stołu kieliszeczek wódeczki i przyciągasz go do buzi. Po błyskawicznym udaremnieniu ci tego czynu przez ciocię, wujek Stach wznosząc wysoko swój kieliszek, rozładowuje atmosferę okrzykiem: "Taki mały, a już wie, co dobre!" Dziś jako perfumowy przedszkolak wciąż mam wrażenie, że to pierwsze przeczucie mnie nie myliło.
Andy Tauer nazwał Lonestar Memories "kowbojem w butelce". Ale nie jest to William Blake z "Truposza" - poeta majaczący na granicy życia i śmierci w swojej ostatniej podróży do Krainy Wiecznych Łowów. I raczej nie Django Freeman - czarnoskóry niewolnik, któremu Tarantino dał niewątpliwą szansę zostania rewolwerowcem oraz stróżem prawa. Mam też nadzieję, że inspiracją nie był Billy The Kid - co akurat nie jest prawdopodobne, bo w perfumach nie wyczuwam ani krwi, ani bebechów; zero whisky, zero gówna.
Ten "kowboj w płynie" rzeczywiście jest bardzo sugestywny. I choć data wydania perfum temu przeczy, to w mojej wyobraźni tym kowbojem jest Arthur Morgan z Red Dead Redemption 2. To zachód słońca po ciężkim dniu spędzonym na teksańskiej prerii; prowizoryczny obóz, skórzana torba wypełniona zebranymi ziołami: szałwią i dziką marchwią. I tańczący w powietrzu dym z brzozowych gałęzi trzaskających w niewielkim ognisku. Ten obraz maluje mi się w wyobraźni za każdym razem, kiedy Lonestar Memories umila mi wieczór. I nie jest to taka kominkowa, przytulna historyjka jak w przypadku By The Fireplace, gdzie przydałby się ktoś do przytulania przy dobiegających z głębi salonu dialogach z Opowieści Wigilijnej. Z tym zapachem najbardziej lubię być sam. Nic nie robić, tylko siedzieć w spokoju i kontemplować życie z uwzględnieniem tych jego trudniejszych aspektów. Mając przed sobą nieograniczoną ilość wolnego czasu przyglądać się, jak minuty na minutę, z godziny na godzinę ten ciężar zbójeckiej przeszłości rozpuszcza się i łagodnieje wraz z zapadającym mrokiem i gasnącym brzozowym ogniskiem.
8/10
#perfumy #recenzjeperfum #tauer

Zaloguj się aby komentować
Dziędobry.
Zaraziliście grupę Taifem - nie da się ukryć. Zanim odkryłem (z pomocą osób trzecich) ten zgubny tag #perfumy w internecie, zadowalałem się grzebaniem w ziemi w poszukiwaniu rzadkich larw, reintrodukcją Pawicy Gruszówki na lubelszczyźnie lub czytaniem dziwnej prozy poetyckiej. Dziś wpadł mi do głowy pomysł spędzenia trzech dni w Dubaju. Wiadomo - nowoczesna architektura, odmienna kultura (o tym akurat słyszę nieustannie od mojej Dziewczyny, która na rowerze pokonuje wszystkie te Zakurwistany). Ale nie: to zew zmysłu powonienia kieruje moją bieszczadzką duszę w te barbarzyńskie regiony. No bo na dobrą sprawę to nawet nie wiem, jak tam pachnie samo powietrze.
W każdym razie powstał w mej głowie taki pomysł, żeby polecieć do Dubaju z zamiarem jak najbardziej owocnej eksploracji zapachów, które oferuje arabski świat. Oraz przeznaczenia jakiejś części moich oszczędności (czyli około 736 złotych) na coś ciekawego.
I tutaj moje pytanie: czy obniżki obowiązujące dziś na stronie Taif al Emarat obowiązują również w ich stacjonarnych sklepach w UAE? I czy warto w ogóle odbyć taką podróż?
@dziadekmarian tak jak @Qtafonix wspomnial.warto ich zapytać,choc tam promocje stacjonarne są zazwyczaj lepsiejsze(inne podejście bo to rynek Arabski) bo czasami bywa tak że dają jeszcze jakiś gratis, jadąc tam nie skupiał bym się tylko na Taif z tańszej marki wartej poznania o którą u nas bardzo ciężko z zakupem to Khas Oud.Kraj i kultura warta wycieczki, a na pewno olfaktorycznego poznania
Zaloguj się aby komentować
Hej! izapachy.pl szaleją. Epic oraz Dunhill Egyptian Smoke w dobrych cenach. Cieeekaweee.
#perfumy
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Uprzejmie donoszę. 602 zł.
http://www.brasty.pl/nishane-fan-your-flames-czyste-perfumy-unisex-100-ml
#perfumy
Zaloguj się aby komentować
Hej hej! Dziękuję za komentarze w temacie oud+róża
Chciałbym jeszcze zapytać o Salvador Dali - Dali pour Homme. Dziś mi się wyświetlił na Perfumehub i przypominałem sobie, że ktoś chyba go polecał. Na pewno znacie. Czy warto pochylić się nad tym tworem? Dzięki!
#perfumy

@dziadekmarian Trudne, skomplikowane, dziwaczne i bardzo niszowe. Według mnie to one nawet nie tyle są dziadkowe, co z innej epoki. I nie mam tu na myśli zapachów z lat 70-80, a bardziej widziałbym je na jakimś tajemnicznym arystokarcie w wiktoriańskiej Anglii. Mają w sobie coś co sprawia, że chce się je wąchać, ale jednocześnie potrafią obrzydzić (przynajmniej mnie). Użytkowość imo zerowa, ale jeśli wyglądasz jak pan z załączonego obrazka to myślę, że śmiało możesz używać jako signature sceny xd

@dziadekmarian bardzo lubię, warto poznać! ładny detoks od słodziaków forsowanych na każdym kroku, ale obiektywnie jest to dość trudny zapach - mocno ziemisty, czuć to szczególnie w zimne temp. Może to się wydawać bez sensu, ale jest świetny w ciepły wiosenny wieczór, bo nie czuć wtedy zbyt dużo ziemi, a taką oldschoolową, pozytywnie prostacką męskość. Klimaty trochę w stylu Davidoffa Classic, polecam
Zaloguj się aby komentować
Hej!
Owładnięty nieprzemożną chęcią eksploracji tematu oud+róża, a zainspirowany nietuzinkowym arabem Jazeel Ghala, byłbym bardzo wdzięczny za Wasze propozycje kolejnych zapachów z tej grupy. Bo niby to temat oklepany: zapachów są poniekąd dziesiątki; jednak to był drugi albo trzeci, który poznałem. Jakościowo wydaje mi się co najmniej przyzwoity, a chwilami nawet przyprawia mnie o swego rodzaju nerwową ekstazę. Ale to raz czy dwa - żeby nie było, że się tu niepotrzebnie podniecam. Wydaje mi się, że zrozumiałem, jak dobre może to być kombo. Pomóżcie mi zatem, proszę, nie popełnić niepotrzebnych błędów w dalszej wędrówce tą drogą. Dziękuję i życzę przemiłego poranka tym wstającym bardzo wcześnie oraz milego dnia całej reszcie. Smacznej kawusi/j⁎⁎ać kapusi
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
Kto Mareczkowi sprzątnął Kythnosa sprzed nosa? I czy jest sens dalej próbować kupić, skoro jedno już mi anulowali? No bo wciąż jest w katalogu...
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wiedziałem, że tak będzie. Jorge w Luxury za 49 złotych. Nikt nie pisze. A flakon chce każdy.
#perfumy
Zaloguj się aby komentować
Hej!
Za uprzejmością Tomeczka @jatutylkoperfumy dostąpiłem niewątpliwej przyjemności przetestowania kilku kolejnych zapachów w ciemno. Przyjemność przeplatała się z wizją kolejnego upokorzenia, jednak czasu było więcej, niż w edycji @Barcol #perfumywciemno - zatem być może udało mi się trafić ze dwa zapachy. Na tyle liczę.
1. Fiołki, konwalie na piżmowej bazie. Może być to stary, klasyczny zapach. Mocne kwiaty, a pod spodem sugestia czegoś pomiędzy ogórkiem a papają. W moim odczuciu genialny blend i z pewnością przeszedłbym się z tym zapachem w tę i z powrotem – być może nawet dwa razy. Ta duszność, kwiatowy ciężar i stary vibe przynoszą na myśl Amouage Gold, ale to całkiem inne nuty. Możliwe, że to damski zapach.
Nuty: Konwalia, geranium, lawenda, miód, piżmo, róża(?). Może jakaś cytryna w otwarciu.
Zapach: 7,5/10
Cena:4/ml
Strzał: Boss Number One
2. Lawenda mnie dziś nie opuszcza. Otwarcie to zapewne imbir/kardamon. Przyjemna, nieprzesadzona słodycz.po 15 minutach osiada do drzewnej, ciepłej słodyczy. Tu jest bardziej cynamonowo, może cedrowo. Troszkę przypomina YSL Y, lecz jest zdecydowanie bardziej stonowany, mniej pudrowy i bez jabłka. I nie aż tak oczywisty. Mógłbym chcieć mieć.
Nuty: Imbir, kardamon, cynamon, lawenda, cedr
Zapach: 6/10.
Cena: 4/ml
Strzał: YSL – La Nuit Bleu Electrique
3. Zapach zieleniny I kwiatów. Lekko słonawy, ale swieży, w morską stronę być może. Nie za bardzo czuję coś więcej; może jakiś mech. Po kilku minutach jakaś tam drzewna baza, taka luźno przypominająca Cedrat Boise. Ale wciąż jednak jest zielono, lekko morsko I z jakimś kwiatkiem. Taki niezobowiązujący przyjemniaczek, jakich wiele. Kierwa, jakaś mięta, nie wim panie. I nie kcem.
Nuty: zielone, morskie, mech, cedr, jakiś żel pod prysznic dla facetów.
Zapach: 3,5/10
Cena: 1/ml
Strzał: Montblanc Legend
4. Tu jest ciekawie! Mocne, przyprawowe, korzenne otwarcie z drewnem w tle. Trudno określić: kardamon, z jakimś takim fikuśnym pieprzem. Boundless, Bracken oraz Eau des Baux otwierają się w zbliżony sposób: takim właśnie ni to barszczem, ni lepem na muchy. Co tam dalej. No panie, gdzie nie wąchnę to mi się zaraz ten cedr wpier... Być może sandałowiec. Zdecydowanie zapach powyżej 2zł xD
Przerwałem testy i poszedłem w tym między ludzi. Znajomi rzucili się na mnie, żeby wąchać. Nie miałem czym biedaków odganiać od siebie.
Nuty: kardamon, pieprz, sandał
Zapach: 9/10
Cena: 8/ml
Strzał: Nie wiem! Coś w klimatach African Leather, może być jakieś inne Memo.
5. Kolejny dobry zawodnik. Otwiera się drogim blendem przypraw plus coś zielonego – być może mięta. Wydawało mi się, że podobny do Memoir z Amouage, ale jednak niepodobny.Kilka kwiatów, jakieś zywice. Typowo amłażowy blend. Zaraz się pewnie okaże, że to jakieś gówno za 0,9 zł.
Nuty: skórka cytryny/pomarańczy, olibanum, sandał. Plus milion innych.
Zapach: 7/10
Cena: 7/ml
Strzał: Amouage, ale nie wiem który. Stawiam na Jubilation XXV, choć nie czuję tu miodu.
6. W otwarciu charakterystyczny vibe arabskich klonów Laytona/BR540 albo jakiegoś innego crowd pleasera. Kilka cytrusów w otwarciu. Może jakaś waniliowa pod spodem, ale nieznaczna. Ślad jakiegoś kwiatu, ale cholernie mocne te cytrusy. Chyba znam ten zapach. W bazie może być jakieś tańsze, nieofensywne piżmo, ten cedr… I tak już zostaje . Cytrusy z czasem osiadają I, o dziwo, zaczyna pachnieć jak BR540, czego wcześniej w ogóle nie było.
Nuty: mandarynka, pomarańcza, mix kwiatów, ambra/ambroksan, cedr, piżmo
Zapach 3,5/10
Cena: 2/ml
Strzał: Synteza wszystkich przyjemniaków świata, wymyślona przez księgowego. Moze być jakaś wersja Afnana 9AM/PM/Dive. Nie mam pojęcia.
7. Morski, ale nie do końca świeży. Pierwsze skojarzenie z D&G Light Blue – zwłaszcza, że spod naklejki wystaje kawałek błekitnego papierka (sorry, ale od razu uruchamia lawinę podejrzeń), lecz tu jest coś, co określiłbym jako wodorosty. Idąc tym tropem nie mogę strzelić inaczej.
Nuty: morskie, pomarańcza, wodorosty, cedr
Zapach: 6,5/10
Cena: 3/ml
Strzał: Bvlgari Aqva Marina
8. Irys – elegancki, garniturowy, suchy. Chwilami wręcz kjarzy się z anyżem. To musi być Dior, tylko który… Nie ma kakao, więc Dior Homme odpada. Wersja Parfum również ma jakieś dodatki, któych tu nie czuję. Mój prosty nos każe mi iść w najprostsze rozwiązania.
Nuty: Irys, irys, irys
Zapach: 7,5/10
Cena: 4/ml
Strzał: Dior Homme Original
9. To może być dobrze znany zapach sprzed lat. Ma taki świdrujący charakter starych damskich Opiumów, lekką kwaśność, może jakieś aldehydy. Taki wewnętrzny mikroświat, który występuje na przykład w leżakowanych belgijskich piwach. Kilka intensywnych kwiatów, delikatne owocowe gnicie i, kurde, być może jakiś ślad irysa.
Nuty: cytryna, lawenda, irys
Zapach: 7/10
Cena: 3,5/ml
Strzał: Jakiś męski YSL z lat 90’
Dziękuję za możliwość poćwiczenia zmysłów!
#perfumy
Mało czasu więc szybki komentarz, bo na pewno kolega ciekaw co tam wąchał, a wąchał w mojej opinii sporo przyjemnych kompozycji, które część znalazła by się w mojej top10 gdybym kiedyś miał wybierać
Pochwała należy się bo opisy i nuty w dużej mierze bardzo trafne, widać doświadczenie w branży
1. Hermes Terre d'Hermes Eau Tres Fraiche
2. Yves Saint Laurent La Nuit de L'Homme
3. Nautica Voyage
4. Xerjoff Ivory Route
5. Amouage Sunshine Man
6. Office For Men Fragrance One
7. Bulgari Aqua Pour Homme Marine
8. Dior Homme Original
9. Dior Homme Cologne
Zaloguj się aby komentować
https://sa.arabianoud.com/en/arabian-oud-perfumes/unisex-collection.html
Super ceny na Kalemat i Rose Wood. Jednak w koszyku trzeba podać arabski numer telefonu. Czy znacie jakiś sposób, żeby to kupić?
#perfumy
@testowy_test Francuska wersja: arabianoud.fr
Na samym dole strony po lewej jest możliwość wybrania innej wersji. Nigdy wcześniej tego nie sprawdzałem, ale mam wrażenie, że jak "ostatnio" widziałem promocje na wspomnianej wersji francuskiej to nie było aż takiej ilości stron. Wygląda to tak jakby powoli wchodzili na różne kraje w EU. Polska jest na liście, ale jeszcze "nieklikalna", więc może to jakiś znak, że szykują się do wejścia?
Aktualnie na NL (niderlandy) jest widoczny baner -15%, ale nie wiem jakie szczegóły promocji i czy w ogóle aktualna.
@dziadekmarian jako że mam od Fryca zarówno Kalemat jak i Kalemat Black, to podzielę się publicznie wrażeniami, bo jeszcze tego nie robiłem - oba zapachy zdecydowanie na plus, ale jednocześnie mówię pas. Bez zaskoczeń świetne parametry, czuć napracowanko i jakość. Kalemat momentami pachnie fantastycznie (zwłaszcza w pierwszej godzinie), ale niestety przebija się typowo arabski vibe. Jak ktoś to lubi, będzie zachwycony, ja się czuję w czymś takim między ludźmi jak dziwak, który albo zabłądził w swoim hobby albo jest niezorientowany w temacie i z polecenia wschodniego youtubera kupił losowy flakon, ale nie ogarnął, że mieszka w Polsce i ma skórę białą jak śnieg. Robiłbym zapas flaszek gdyby nie to. Natomiast Kalemat Black to dla mnie nudy (ale odbiór jak najbardziej pozytywny). Taki ciepły przyjemniaczek skierowany na komplementy, brakuje mi w nim charakteru i pazura, ciepłe kluchy. Ze znanych wszystkim zapachów podobnie miałem z Haramainem Amber Oud Tobacco - no spoko że miły i przyjemny i z parametrami i z dobrą jakość/cena, ale nie ma jaj ten zapach, jak dla mnie jest materiałem na świeczkę zapachową do pomieszczenia a nie jako perfumy dla mnie. Zrozumiem fanów, bo oba Kalematy zdecydowanie mogą się podobać.
Zaloguj się aby komentować
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
#perfumy
Chytre baby z Radomia wykupiły całego Naxosa z Luxury o 5:00 rano. Całe szczęście, że nie dały mi się z tym przespać.
@nigerian_prince no właśnie nie oznaczają. Ale raz w zamówieniu z 4 flakonami (dwa opusy i dwie Francesci Bianchi), miałem dwa flakony z ubytkami po ok 10%. Wielce prawdopodobne że to nie było używane tylko nie dolane, chociaż FB był rozpakowane. Trzeba brać pod uwagę że to produkty outletowe i może być różnie.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Jako że dziś na tagu ogłoszono niedzielę handlową, to ja też dorzucam swoje trzy grosze i oznajmiam, że nie mam nic do sprzedania.
#perfumy
Zaloguj się aby komentować
Jazeel - The Palace (proszek sprzed lat)
Chciałbym kiedyś napisać normalną recenzję. Ale co psik, to jakieś nowe skojarzenia.
1993. Ujebałem sobie, że jestem chory na serce. U kardiologa już byłem - powiedział, że umieram. Nie wychodzę z domu, bo mi serce bije, kiedy tylko wyjdę na metr. Szukam pomocy w gazetach. No i jest. Nazwisko nie do przeczytania. Jadę do województwa na ostateczne leczenie.
Nazwisko nie do przeczytania, ale udaje mi się rozpoznać je na miejscu. Prawdę mówiąc jest tak długie, że po sekundzie wyłapuję je spośród innych, które widnieją na liście "gabinetów" funkcjonujących w wynajętej hali na obrzeżach Lublina. Pojechałem sam, bez mamy. Nie mam pojęcia jak, ale się udało.
Wchodzę. No Chińczyk. Ale gada po polsku. Opowiadam o tym, jak się boję. Jak odbiera mi moc, kiedy nikogo nie ma w pobliżu. On się uśmiecha, przykłada mi ręce, bioenergetyzuje. Coś tam czuję, nie wiem. Chińczyk mnie dotyka w 1993, więc należy coś czuć.
Na koniec spotkania wręcza mi papierową torebeczkę z napisem "Arap". Mówi, żebym to brał, a jak się skończy - przyjechał ponownie. Spisał mnie z legitki do notesu. Będzie mnie pamiętał.
Następny raz wychodzi jakieś 2 tyg. później. Nie umawiam się; jadę na pałę. Nie ma telefonów, internetów. Chińczyk poznaje mnie w poczekalni; podchodzi i pyta, jak się czuję. Odpowiadam, że lepiej - bo taka jest prawda. Proszek o orientalnym zapachu uczynił cuda. Jakimś cudem. Mój Chińczyk mówi, że dziś jego mistrz jest na miejscu. Że on mnie sprawdzi. No jestem podjarany.
Wizyta trwa bardzo długo. Mistrz nie zna polskiego. Wygląda jak Chińczyk, ale rozmawiając z moim bioenergo mówi językiem zbliżonym do rosyjskiego. Hej! Kto nie oglądał "Klasztoru Shaolin"? Wszyscy znaliśmy chiński na perfekt, jeszcze przez pół godziny po opuszczeniu kina. Ja wracając do domu przeskoczyłem dwa czteropiętrowe bloki tylko dlatego, że stały mi na drodze. No i... czuję, że to nie Chinole. Pytam zatem: skąd jesteście, sk⁎⁎⁎⁎syny? A oni na to, że z Mongolii. No i potem nakładanie rąk, masaż. Wychodzę jak nowonarodzony, z kolejną torebką z podpisem "Arap" oraz zapewnieniem, że to nie serce, tylko głowa.
Jako wzorowy uczeń palący papierosy od 9-go roku życia, próbuję rozkminić tę substancję, którą ten orientalny duet serwuje mi jako lekarstwo, a której zapach coraz bardziej kojarzy mi się z wybawieniem. No bo w wieku 16 lat lęk przed wychodzeniem z domu to nie jest coś, czego potrzebujemy (przynajmniej nie oficjalnie i nie w totalnej zgodzie z sobą samym). Ale siedzę w autobusie i kminię: skoro to są Mongoły, to być może...
Tak, to cyrylica.
АГАР, ,czyli agar.
Nie mam pojęcia skąd Mongolscy bioenergoterapeuci brali ten proszek w latach 90'. Dziś naciskam atomizer The Palace i wśród tych wszystkich uwodzicielskich nut czuję głównie ten proszek sprzed lat.
Poczytałem. The Palace posiłkuje się jakimś tajskim oudem, który pachnie (coś tam) jak skóra... powiedzmy. Dla mnie, po latach - ilu, to nawet głupek zliczy... to jest zapach tychże, nieżyjących już zapewne, Mongołów. Tych, którzy serce zamienili mi w głowę, co pomogło mi 10 lat później wyjść z głębokiej opresji niewychodzenia samemu z domu. A wszystko za pomocą rzeczonego proszku, który pachniał jak milion arabskich dolarów.
Otwarcie opisałbym jako w miarę zielone/orientalne: kardamon, ale jak się wkurwisz, to poczujesz również takie świeżo tarte ziółka. Jednak od pierwszej sekundy moją uwagę kradnie ten mongolski proszek z 1993. I z minuty na minutę to wrażenie przybiera na sile - robi się ciężej i ciężej, choć z drugiej strony mniej ofensywnie - bo w pierwszej fazie zapach dość mocno krzyczy. Koniec końców zapach osiada jako skórzano-przyprawowy, niesłodki i umiarkowanie(?) projektujący, z nutką starych dobrych perfum (YSL Opium, Amouage Gold?) na piątym planie.
Możliwe, że kocham. Dekant schodzi szybko. Z dziesięciu mililitrów były już dwa razy, a będzie jeszcze 3, może 4. Jak nigdy, wpadłem w dość intensywny szał dopsikiwania. No i... chcę to mieć na półce.
#perfumy #recenzjeperfum #jazeel
Zaloguj się aby komentować
#perfumy
Trochę hipokryzji.
Był niedawno taki chłop na którejś z facebookowych grup, ktory zachwalał - jeden po drugim - niemal wszystkie produkty Maison Alhambry. W skrócie: konsekwentne obrażanie osób prezentujących inne poglądy oraz zasłanianie się w każdej tego typu dyskusji rzekomym profesjonalizmem (popartym setkami recenzji, których nikt nie widział), poskutkowało w końcu spolecznym banem. Cyberprzestrzeń odetchnęła. Ja w zasadzie też, bo średnio lubię obrażanie gdziekolwiek.
KIlka nieudanych prób zaoszczędzenia na smrodach ukształtowało we mnie niechęć do tanich klonów... bla bla bla, temat poruszany setki razy. A jednak z tych - nie zliczę - być może trzydziestu Lattaf/Alhambr/Afnanów kilka uważam za przyzwoite. Fakhar Black jest jedynie o włos bardziej średni, niż średnie Y. Turathi Blue podoba mi się bardziej, niż Tygar. Ale to są takie nieliczne wyjątki.
No i wpada do mnie "ten kolega", który próbuje mnie zaskoczyć tymi klonami i udowodnić, że to ja bardzoej przepierdalam pieniądze, aniżeli on. Raz mu się udało z klonem PDM Herod, którego akurat miałem i który spodobał mu się bardziej... ale fakt, ten klon pachniał ładnie.
"Ale to raz, k⁎⁎wa! Siedem razy byliśmy w górach, nad morzem... I tylko raz sie!"
Andrzej Chyra, "Wszyscy Jesteśmy Chrystusami"
A jednak. W końcu wpadł z czymś ciekawym. Emir Voux Spices. Rzekomy klon Ivory Route, ktorego nie znam, a ktore na Fragrze ma jakieś tam podobieństwo do L'Air Tauera oraz African Leather (które ni c⁎⁎ja nie są do siebie podobne). No i ten Emir nawet w jednym procencie nie był podobny ani do Tauera, ani do Memo. W kazdym razie ten zapach... naprawdę mnie pozamiatał. Po prostu jest ładny, trwały i nie pachnie "tanio". Kurwił ma bluzie ze trzy dni; leżała sobie obok biurka, a ja naprawdę do tej bluzy wracałem, żeby jeszcze się upewnić, że rzeczywiście jest ciekawie.
Sytuacja wydarzyła się u mnie w domu, więc po prostu kazałem mu wypierdalać. Na razie nie rozmawiamy.
Przepraszam.
Zaloguj się aby komentować