Zdjęcie w tle

dziadekmarian

Fenomen
  • 177wpisy
  • 2679komentarzy

Omanluxury - Royal Incense


Zacznijmy od róży. Poszukiwanie tej jedynej, pierwszej; tej, której zapach nasz nos na tyle już zapomniał, że pozostała w pamięci jedynie w postaci niezrozumiałego już dziś emocjonalnego równania. Podobnie, jak z pierwszą w życiu pomarańczą: wiadomo, że powalała aromatem na tyle, że nawet sąsiad przy zamkniętym oknie wiedział, że coś złego się dzieje za żywopłotem. Ale to była jeszcze epoka przedogrodzeniowa, epoka żywopłotów. Dziś jest inaczej. Dziś jedynie wydaje nam się, że tamta pomarańcza aż tak pachniała. Że tamten rower marki Ereliukas 8 aż tak jechał. I że zapach właśnie tamtej, komunistycznej róży, zniewalał smaganą codziennym znojem żonę czy tam nawet kochankę do tego stopnia, że ten jej prosty chłop-ladaco na porządku dziennym używał tego kwiatu jako ostatecznego argumentu, by móc bez nadwerężania płatu ciemieniowego wyjść z kolejnej opresji i po raz kolejny uratować rodzinę.


No dobra. Ereliukas 8 prawdopodobnie nie jechał aż tak dobrze. Ale nie obrażajmy Litwinów. Jednak z tą różą to tak naprawdę nie wiadomo. Bo niby masz dziś każdą różę, jaką tylko zechcesz. Dziś już nie da się raczej nimi tak efektywnie przepraszać, ale wciąż da się je wąchać z przyjemnością. Niestety - w moim przypadku ten archetyp róży, wdrukowany w dziecięcy umysł w na dość wczesnym etapie poznawania świata, każe mi odrzucać ponad 90% róży, którą spotykam w perfumach – w imię tej pierwszej, którą chcę i wręcz muszę czuć wokół siebie.


No i kiedy już wreszcie ją znajduję, to okazuje się, że to… geranium. Ten j..any anginowiec. Pelargonia wręcz. Nie do wiary. W dodatku połączone z lilią.


To jest pierwsza rzecz, którą czuję w Royal Incense: Róża powstała z Geranium połączonego z Lilią. Od początku również czuć kadzidło – ale nie dym, tylko takie dość jasne, słodkawe ale nie słodkie. I w tej części ja jestem zbyt głupi, żeby ocenić, co tam czuć. Bo jest i miód, i piżmo, i bursztyn. Poza tym nawet wetyweria, której ni cholery nie wyczuwam. Miodu również bym nie zgadł. Tu wszystko siedzi w idealnych wręcz proporcjach.


Na pewno zaliczyłbym ten zapach do różanych, ale prawdopodobnie wiele osób wprowadziłbym tą klasyfikacją w błąd. Zaliczam go więc do za⁎⁎⁎⁎⁎tych, niepowtarzalnych, ciepłych – ale nie aż tak ciężkich – zapachów. Rozumiem, że może zmęczyć, przytłoczyć. Na pewno jest zauważalny – wiesz, że inni wiedzą. I naprawdę jest luksusowy.


Zapach: 10/10

Projekcja: tak dobra, że aż chwilami wstydliwa.

Trwałość: nie wiem, na pewno nie krótka; cały czas to czuć.


#perfumy

6fb172a3-ffea-461a-bbc0-3a507dd5056e
e813a813-ff96-44ec-9dbf-686b4e4c0e81

@dziadekmarian swego czasu miałem okazje trochę potestować RI. Niby fajne pachnidło, dobrze wymieszane, ale ... Zainteresowanych odsyłam do tego tematu- https://perfuforum.pl/thread-20264-page-3.html , gdzie zostawiłem swoje wrażenia, a tutaj clou opisu: "Kadzidło, które w samo w sobie jest balsamiczne, zostało jeszcze podbite przez słodycz miodu. Nie zmienia tego akord kwiatowy, który nadaje trochę lekkości. Nie poprawia sytuacji nawet pojawiający się w pewnym momencie akord skórzany. Jest on miękki i otoczony balsamicznym bursztynem. Przez cały czas brakuje mi tutaj jakiegoś pazura... ".

Nie mówię, że to złe perfumy. Owszem fajne, ale takich fajnych zapachów mamy wiele. Interesująca interpretacja kadzidła, ale nic, co mogłoby zagościć u mnie na dłużej.

Jako ciekawostkę dodam, że ten sam zapach jest jeszcze dostępny pod starą nazwą, Samahram, i w starszym flakonie, ale w cenie niższej o 50 euro.

Zaloguj się aby komentować

Hej!


Kupiłem jednego smroda z Egiptu i dostałem email z Agencji Celnej DHL z "prośbą" o oświadczenie dot. tego, co jest w środku oraz ile za to zapłaciłem. Moje #pytanie brzmi: czy powinienem odpisać zgodnie z prawdą?


Dzięki! ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ


#perfumy

@dziadekmarian Przechodzilem to ostatnio. Pytania z agencji celnej: co w srodku, jaka wartosc, karta specyfikacji produktu, zawartosc i typ alkoholu. Powiedzialem wszystko zgodnie z prawdą a i tak perfumy trafily na kontrolę. Wystarczyloby gdyby podczas kontroli sprawdzili nazwe i producenta w necie po ile to jest i sprawa karna gotowa - gdybym skłamał.

Wybór nalezy do Ciebie.

@Grzesinek co Ci capnęli? Mi Areeja Al Ameerat - Areej, ale poszło gładko, bo już przećwiczyłem rozmowy z DHL na poprzednich Arabach. Koszmar i dodatkowe opłaty.

@dziadekmarian no i wiedz, że po 4 dniach DHL zacznie naliczać opłatę za magazynowanie, ale to w przypadku braku wymaganych dokumentów.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Nasomatto Sadonaso


“I once had a girl. Or should I say: she once had me”.


Barcelona miała być tylko przystankiem po drodze do głównego celu: okolic Benasque w Pirenejach. Nie dbaliśmy zbytnio o to, gdzie przenocujemy po lądowaniu – zresztą nigdy o to nie dbaliśmy. Taki mieliśmy “klimat”. Pod tym względem była osobą wymarzoną. Nigdy nie narzekała na warunki, na zmęczenie… zresztą ja męczyłem się szybciej niż ona. Po lądowaniu cudem udało nam się załapać na jakiegoś prywatnego busa, który przed północą jechał do Barcelony – bo to, że lotnisko w Gironie jest położone o kilkadziesiąt kilometrów od miasta nie tyle nam umknęło, co po prostu zdawało się nie być problemem wartym poświęcenia mu większej uwagi. Gdy już wysiedliśmy z busa przy jednym z małych dworców autobusowych, skierowaliśmy się w stronę plaży – czyli w dół i w stronę wiejącego wiatru. Tak trafiliśmy na plażę Somorrostro, gdzie zdecydowaliśmy się spędzić noc. Ze snu wybudziła nas pędząca w naszą stronę maszyna do czyszczenia plaży. Nie pamiętam, na ile to my zdążyliśmy szybko się pozbierać a na ile sama maszyna zdołała nas ominąć. Prawdopodobnie jej kierowca po prostu umilił sobie nudny czas pracy próbując nas nastraszyć. Ustaliliśmy zatem, że resztę nocy spędzimy pomiędzy dwiema samotnymi palmami, stojącymi na tej plaży niczym dwie stęsknione żony na horyzoncie żagli powracających z łupieżczej wyprawy ich mężów-łajdaków. Skryliśmy się więc wśród piętrzących się pomiędzy ich smukłymi, wytęsknionymi posturami drewnianych, miejskich leżaków. Z początku powalił nas zapach: ni to miodowy, ni to z tych prosto w twarz urynowych… ot taki, wszystkim znany zapach sto lat temu oszczanego drewna, skąpanego w letnim słońcu. Oczywiście słońce jeszcze nie wstawało.


Gdy zaświtało – a na tych szerokościach świta znienacka – znaleźliśmy lokum (co wcale nie było takie łatwe i udało się jedynie dzięki wielkiemu poświęceniu czarnoskórego kierowcy taksówki o numerze 6769, który za sumę 20 euro zjeździł z nami pół miasta i za żadne skarby nie chciał za to żadnej dodatkowej zapłaty, ponieważ zgarnął nas z ulicy obiecując, że w tej kwocie zamkną się nasze poszukiwania), wykąpaliśmy się i udaliśmy na poszukiwania choćby kilku - z kilkunastu bodajże - okupujących miasto tworów mistrza Gaudiego. I w zasadzie ten zapach “ni to miodu, niekoniecznie miodu ale może trochę i szczyn” praktycznie nas nie opuszczał. A jak już opuszczał, to i tak po jakimś czasie powracał. Problem miasta z kanalizacją to jedna sprawa; jednak w bliskości ogrzanych słońcem murów miasta ten zapach jest dość częstym rezydentem. Nie chciałbym tu bronić znanego mi Krakowa, bo on również ma niemało takich miejsc. Jednak w przypadku Barcelony zdajemy się mieć do czynienia z jakąś tradycją, wysysaną przez pokolenia z mlekiem matki, a może nawet ojca.


To było chyba moje pierwsze dobitne skojarzenie zaschniętych, starych sików z zapachem miodu, a dokładnie pewnych nut zawartych w miodzie gryczanym.


Podobnie otwiera się przed nami Sadonaso. W pierwszych sekundach dostajemy głównie to, co misie lubią najbardziej: mocne uderzenie miodu. Ten miód jednak… to nie jest taki zwykły miód. Analogicznie do sytuacji, w której ktoś obok nas bez ostrzeżenia otwiera słoik z kiszoną kapustą a my, skołowani jak dzieci we mgle, sami już nie wiemy, czy to ktoś pierdnął, czy to może kapustka tak ładnie pachnie – tutaj jest to taki właśnie figlarny miód z podtekstem. Bezpardonowo przywołuje na myśl wspomnienie tych pradawnych, ogrzanych słońcem murów Barcelony. Ale są tu też jakieś kwiatuszki, niby słodkie, niby pachnące… jednak gdzieś tam spod spodu, niczym uwięziony pod klapą kanalizacji robotnik, wciąż próbuje krzyczeć do nas ta jedna nuta. I jeśli tylko wystarczająco uważnie wsłuchamy się w ten stłumiony krzyk, to możemy z niego wyłuskać słowa: “Uᴡᴀɢᴀᴀᴀ! Sᴢᴄᴢʏɴʏʏʏ!”


No tak, ale to tylko wtedy, kiedy się mocno wsłuchamy. Bo zapach ma w sobie również wyraźną dozę piżma oraz bursztynu. I pod tym względem mocno skojarzył mi się z ostatnią, najdłuższą fazą Rosendo Mateu no5: bursztyn, wanilia oraz piżmo. Przy czym Rosendo ma więcej (!) gumy, którą ja w Sadonaso nie do końca wyczuwam (lateksu również, stety/niestety, nie). I mimo tych w zasadzie dużych podobieństw, Sadonaso jest tu mniej “dostojne” – bardziej idzie w stronę zmęczonej pachwiny czy łóżka bieszczadzkiego zakapiora (bez urazy, potrafię to obronić). A jeśli zrobi się test nadgarstkowy tych dwóch zapachów obok siebie, to Rosendo zaczyna mocno przypominać Sadonaso, a z tego drugiego czuć już w zasadzie tylko siki - i to już takie bardziej kwaśne. Ale żeby “dostojne” nie poczuło się tak bezapelacyjnie lepsze, przytoczę tu jeszcze wypowiedź jednego z moich kolegów, który mimo skąpej aplikacji płynu bardzo dobrze go wyczuł:


- Wiesz, Marek. Bo my to w zasadzie lubimy te wszystkie cielesne smrody. No sam powiedz: jeśli po całym dniu łażenia po górach w gorący dzień, przejedziesz sobie dłonią po tych miejscach a potem powąchasz… no to tam się dzieje milion za⁎⁎⁎⁎⁎tych rzeczy. Oczywiście jeśli komuś to podstawisz, to dla tej osoby już nie będzie takie super. Ale jestem pewny, że nikt nigdy nie odciął sobie własnej ręki po takim eksperymencie – a na pewno wielu jest takich, co to lubią sobie ten eksperyment od czasu do czasu powtórzyć. Ja na przykład lubię, od czasu do czasu.”


...te słowa odnoszą się raczej do mężczyzn. Bo to taki właśnie bardziej "męski" zapach.


Zapach: 7/10


Projekcja 8/10


Trwałość: 10/10 – zanim on zniknie, twoje ciało samoistnie wytworzy podobny.


(wielkie dzięki dla @CheemsFBI za udostępnienie zapachu. Tym, co zostało, chętnie podzielę się na terenie Krakowa. Niby resztka, ale wystarczy jeszcze na kilka testów)

facad4b2-a927-4327-8d56-6d63d0412e0a

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian Cena super, ale z perfumerii co często jednak nie mają na stanie. Mi 50ml Don wysyłają już półtora miesiąca. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Memo Paris - Irish Leather


- No dzień dobry!


Trzeba się przytulić. Kiedyś nie było trzeba. Były takie czasy, że kiedy wchodziłeś między ludzi to podawałeś rękę tylko facetom - kobiety/dziewczyny po prostu się omijało. Dziś już nie wiadomo, czy to ze wstydu, czy z szacunku. Albo może ze strachu... bądź żeby uniknąć staroświeckiego zwyczaju całowania w rękę. Nie wiadomo. Dziś za to wszyscy chętnie się przytulamy. Nie żeby tak długo i mocno. Nie dopóki stresogenny kortyzol zacznie ustępować kojącej oksytocynie; nie po to, żeby się poczuć bezpiecznie. Ale być może właśnie dla namiastki bezpieczeństwa. Bo dziś namiastki wystarczają. Przytulamy się więc przez sekundę, dwie lub nawet trzy. Widziałem kiedyś ludzi, którzy przytulali się do siebie w trakcie zapoznawania się. Zupełnie, jakby nie widzieli się całe życie.


-Wow, znowu za⁎⁎⁎⁎ście pachniesz! Co to?


Wiem, że wyczuwa dostojne rzeczy. Wychowała się w domu, w którym niczego nie brakowało. Czasami może brakowało taty, który od czasu do czasu odsiadywał przeróżne krótkie wyroki za mniejsze lub większe przekręty. Ale zawsze wracał. I kiedy już był, to był najlepszy na świecie. Dziś ona ma 20 lat I próbuje być samodzielna. I jak na rozpieszczoną dziewczynkę naprawdę dobrze się stara.


- To jest wyschnięty w gorącym irlandzkim słońcu krowi placek, obsypany skoszoną trawą, na który właśnie spadł ciepły letni deszcz.


- No to ładnie pachnie taki placek. A to nie bardziej koniem niż krową?


Coś w tym jest. Bo ta skoszona soczysta trawa to pierwsze, z czym się tu spotykamy. Jest też jakaś iluzja kwiatów lub cytrusów – ale jeśli wystarczająco sie skupimy, ten domniemany cytrus zamienia się w zapach ginu, czyli w jałowiec. Zatem wciąż jesteśmy na łące. I ten nikły, skórzany zapach, w pierwszej fazie schowany naprawdę głeboko pod głównymi nutami może z początku skojarzyć się z krową lub koniem, które wyobraźnia sama chce po prostu dorysować do tego irlandzkiego, łąkowego obrazka. Kiedy już zdasz sobie sprawę, że tak naprawdę masz do czynienia ze skórą, to bliżej się robi do okolic stodoły aniżeli do łąki. Do stodoły, konia, siodła być może... Tutaj trawę zastępuje mokre siano (to przez cały czas szarpiąca struny wyobraźni zielona herbata, która tu nie jest tak oczywista jak na przykład w Matcha Meditation od Maison Margiela – zresztą w pierwszym kontakcie z tym zapachem nic nie jest do końca oczywiste) zalegające od jakiegoś czasu na ziemi, z której zdążyły już odbić jakieś ziółka (to z kolei również w ch... grający jałowiec). I gdzieś tam obok, w pełnym słońcu, suszy się ta rudo-czerwono-brązowa zamszowa kurtka. Zapach jest “zielony”, jest też wilgotny. Nie ma w nim słodyczy a skóra balansuje na granicy wyczuwalności. I tak jest w zasadzie przez dłuuugą chwilę. Z czasem skóra staje się główną nutą i coraz wyraźniej majaczy w powidokach wyschniętej już trawy oraz stonowanego jałowca. W dziwny sposób zapach zaczyna również kojarzyć się z irysem. Wysycha, staje się delikatnie ostrzejszy. Starzeje się godnie.


- Noo, pachniesz eleganckim, dojrzałym mężczyzną. Nawet jeśli to rzeczywiście krowia kupa.


- Czyli miłym, starszym panem?


- Nie no, godnie się starzejesz. Zupełnie jak mój tata.


Zapach: 9/10


Trwałość: 7/10


Projekcja: 7/10


@CheemsFBI - dzięki za udostępnienie zapachu!

42102b87-0f51-477c-b1d6-e825ee54ba3c

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@Grzesinek bo używają syntetycznych molekuł? One są w prawie każdych nowoczesnych perfumach, tylko że często nie są podpisane swoją nazwą, a tym jaki zapach dane molekuły mają odzwierciedlać. Wejdź choćby na stronę perfumiarz.com i popatrz na dostępne składniki.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@dziadekmarian Hej, mam African Leather, mogę odlać 20 ml. Po 9 zł/1 ml. Woda z 2019 i podobno lepsze parametry niż dzisiaj. Ale porównania nie mam

Zaloguj się aby komentować

#perfumy


Hej! Kontynuując poszukiwania Athena Fragrances wreszcie znalazłem coś na OLX. Ktoś tam z Lubartowa sprzedaje to na mililitry w idiotycznej cenie - zresztą nie tylko to. W każdym razie wygląda na to, że jest to marka pod którą https://www.fragrantica.com/designers/Nilafar-du-Nil.html robi zapachy inspirowane. "Made by MJW" oznacza tu firmę produkującą opakowania, m.in. flakony. Nilafar du Nil jest o wiele łatwiejszy do zweryfikowania i zbiera dość dobre recenzje - szczególnie za jakość. Prawdopodobnie w przyszłym miesiącu wrzucę na początek kolejki Midasa z Atheny i może jeszcze coś. Jeśli się tak stanie, na pewno zaoferuję globala w okolicach krakowskiego rynku.

cea0cbb5-6ecc-426f-b88d-2621b5a558e0

Zaloguj się aby komentować

Athena Fragrances


Marka egipska; na swojej stronie bez ogródek wystrzeliwują się z informacji na temat tego, czym "inspirowane" są ich flakony. Mam wrażenie, że klonowanie ważnych zapachów jawi się tego typu biznesom jako droga, której nie powinno się omijać, jeśli chce się zaistnieć na skalę ogólnoświatową. Ze świata showbiznesu znam podejście: "Jesteście nową kapelą, macie świetny materiał... ale nagrajcie jakiś cover - to was uczyni rozpoznawalnymi i zachęci odbiorców do kupienia płyty. A wasz materiał jest genialny, więc na pewno się obroni." Nie wiem, w jaki sposób zaczynał Amouage - być może od razu pierdolnęli z grubej rury i z dużym zapasem pieniędzy konsekwentnie realizowali swój cel. Jednak jestem w stanie zrozumieć, że ktoś tam, gdzieś na bliskim wschodzie, próbuje rozkręcić coś wielkiego zaczynając od chałtury. To trochę jak z zespołami weselnymi: są takie, które po linii najmniejszego oporu opierdalają Was z kasy w Waszym najważniejszym (przynajmniej do dziś) dniu; ale są też takie, że robią wszystko, żebyście czuli się, jak na za⁎⁎⁎⁎stym koncercie z pięcioma daniami gorącymi. Z tego co widzę, zapachowy biznes to również trochę showbiznes. Oczywiście funkcjonują w nim tacy, co chcą tylko skosić hajs. Ale z pewnością są tu również artyści, którzy może i mieliby coś do powiedzenia... jednak pozycja, z której startują, nie daje im możliwości wykonania wszystkich tych ruchów, dzięki którym mogliby "z marszu" zaistnieć w tej ogromnej olfaktorycznej dżungli.


Swoją drogą zastanawiam się, czy ktoś w ogóle daje się skusić na autorskie pozycje Armafa/Afnana itp. I czy to w ogóle jest ich ostatecznym celem: stać się marką oryginalną i rozpoznawalną. Ja się na pieniądzach nie znam. Jestem naiwnym artystą i nie do końca rozumiem pieniądze. W swoich najlepszych latach większość swoich pieniędzy wydawałem na zacne używki, piękne kobiety i drogie zabawy. A resztę kasy po prostu przejebałem.


Być może właśnie ta naiwność skłoniła mnie do podjęcia próby zgłębienia zagadki Athena Fragrances. Niewiele można się o nich dowiedzieć ze źródeł anglojęzycznych. Są arabskie recenzje na Youtube. Translatory głosowe z języków arabskich działają dość sprawnie (zwłaszcza, jeśli używa się kilku). Obraz, który otrzymałem po wnikliwej analizie całego tego materiału - oprócz oczywistej oczywistości potrzeby chwalenia Allaha tu i tam, czyli w zasadzie wszędzie - wcale mi nie pomógł. Naiwność artysty połączona z upojeniem nową dostawą lambików w pobliskim "sklepiku" z piwem nakazała mi niezwłocznie zakupić wszystkie interesujące mnie flakony prosto z egipskiej strony. Na szczęście miałem ustawione jakieś dzienne limity transakcji internetowych, które być może i pokonałbym, jednak współuczestnicy nocnej libacji, którą zorganizowałem w moim maleńkim mieszkaniu, widząc łączną kwotę zamówienia (bez cła, które do dziś pozostaje dla mnie tajemnicą), uniemożliwili mi zakup w sposób nader skuteczny, wyciągając baterię z bezprzewodowej myszy, z której na co dzień korzystam w uzasadnionej obawie, że każdy z kabli w tym domu prędzej czy później zostanie przegryziony przez jednego z moich siedmiu kotów.


Wypowiedzi dostojnych Arabów sugerują, że nie jest to byle co. Kilka relacji jakichś amerykańskich freaków (co do których mogę szczerze powiedzieć, że kasa i perfumy to jedyne rzeczy, które dziś mają w życiu) również sugeruje dobrą, nie-chałturniczą jakość. Co więcej - wskazują rzeczywiście na godne oryginałów inspiracje zamiast na klony.


...


Long story short: ZNACIE?


...bo prawdopodobnie nie ma czym sobie d⁎⁎y zawracać. Ale przecież "nigdy nie wiadomo"


edit: na Athena Fragrances trafiłem poszukując czegoś, co byłoby podobne do African Leather - była to kwestia chęci rozwinięcia zainteresowania tym zapachem o nowe doznania. No i skończyłem w Egipcie...


#perfumy

Zaloguj się aby komentować