@bori U mnie niewiele brakowało, a w wieku 20 lat umarłbym na raka. Na leczeniu spotkałem młodych ludzi, którzy leczyli się po nawrocie choroby (co oznacza niższe szanse niestety). Od tego czasu minęło dużo czasu, wówczas byłem cholera skupiony niemal wyłącznie na sobie, bo byłem przerażony całą sytuacją (najbardziej się martwiłem, co będą czuli moi bliscy, jeśli mnie nie będzie), teraz do mnie dociera, że niektórzy z tych ludzi mogli umierać, a ja zamiast im współczuć, użalałem się nad sobą, bo choć leczenie szło dobrze, to dostawałem tak mało informacji, że zasadniczo nie miałem pojęcia, co mnie czeka.
Na cmentarze nie chodzę, bo cholernie mnie przygnębia przypomnienie, że niewinni, młodzi ludzie umierają bez sensu, a np. nienawistni zwyrole, których pełni ostatnimi czasy w necie, mają się świetnie.