#stefeksiewspina

3
37

XIV (CXLXV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Wspólne wspinanki m.in. z @Yes_Man Ponownie wszyscy przeżyli.


W szczególności przeżyła moja dłoń, którą nadwyrężyłem przy jednym ruchu w niedzielę. Nie jestem bardzo zaawansowanym plastrowaczem, ale początkującym też nie, więc złożyłem sobie z ~2 metrów plastra zabezpieczenie przed zginaniem tam, gdzie boli i naciskaniem tam gdzie boli. Dodatkowo ograniczyłem się do ładowania siły na spraywallu, ułożyłem sobie nawet własny obwód, który bardzo ładnie mnie zniszczył (i bardzo dziś o tym pamiętam). Przynajmniej będę go miał na przyszłośc, nigdy nie miałem do tego cierpliwości, a tu sytuacja mnie sama zmusiła.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

XIII (CXLXIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


#stefeksiewspina


Kontynuacja ciężkiej pracy na bulderach przyniosła efekty: pokonana siódemka, może bardzo brzydko, ale za to bardzo siłowo, czyli zgodnie z planem. Innym wypracowanym efektem było przeciążenie dłoni, które gdzieś tam wisiało od jakiegoś czasu, ale właśnie teraz, wskutek jednego ruchu się wysyciło.


Przede mną dwa dni (planowej) przerwy, trzeba chodzić, obserwować, bo może przerwy będzie więcej.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

XII (CXLXIII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Pierwsze w historii spotkanie z kimś z Hejto, kogo nie znałem przed założeniem tu konta. Los rzucił nas z @Yes_Man w zamagnezjowane objęcia, spotkanie okazało się owocne, treściwe, wszyscy przeżyli i prawdopodobnie, dopuszczając błąd statystyczny, mają tyle samo sprawnych kończyn i stawów co w momencie rozpoczęcia.


A tak bardziej na poważnie, to jest to bardzo miły człowiek, 10/10, polecam Hejtowicza i dziękuję za miłe wspinanki.


Teraz nudne, można nie czytać.


Pierwszy dzień siły, skupiłem się więc na siódemkach (jedna padła, jedna prawie padła) i szóstkach (od trudniejszych i siłowych, robionych pojedynczo, do takich robionych trzy z rzędu). Po ostatnich przekrętkach jest gdzie się zmęczyć, będę jutro bardzo wspominał każdy z wykonanych ruchów. Uznałem że to już, gdy nie byłem w stanie utrzymać piątki w przewieszeniu, to mogło być za późno, a 10 podciągnięć na sam koniec mogło być niepotrzebne. xD

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

XI (CXLXII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Wkrótce zaczynamy robienie siły, trzeba się przyzwyczajać. Bulderownia. Chyba wszystko odrobiłem z przeszłości. Kilka zatopowanych szóstek (i kilka nie, w niektóre rzeczy nie bawimy się bez liny), jedna siódemka prawie zatopowana - zjechałem ze stopnia już musnąwszy topu dwoma dłońmi. Ogólnie jest tak, jak było przed przerwą: jeśli nie ma skakania i biegania, to szóstki wchodzą wszystkie.


Poza wyżej wymienionymi sporo, sporo piątek i trochę spraywalla, czyli wspinanie na objętość.

Statyczny_Stefek userbar

@Statyczny_Stefek No właśnie - a potem część w której piszesz że 'kilka nie bo nie bawisz się bez liny' - dlatego się pogubiłem - to nie złośliwie jakby co - zwyczajnie dalej nie rozumiem

Zaloguj się aby komentować

X (CXLXI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Uff, jutro będzie dzień. I to nie będzie dobry dzień.


Zrobiłem łącznie prawie 300 m w pionie interwałami ze schodzeniem. Łącznie 5 długości ściany: . Nie wspiąłem się na nic trudniejszego niż 5+, a do tego schodzenie robiłem po wszystkim dostępnym. Niby łatwiutko, niby z restowaniem po drodze, ale pięknie weszło w łapki.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

IX (CXLX) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Katujemy nadal "proste drogi" na sznurku, sytuacja bez zmian. Poziom tych, które wchodzą na spokojnie, wrócił już do stanu wyjściowego, 6b/+ już wsiada. Miało być po dwie drogi - łatwa prowadzona, trudniejsza na wędkę, skończyło się na interwale po trzy, różnej trudności. Taka wytrzymałość trącająca o wytrzymałość siłową. W sumie może być, grunt, żeby palce przygotować do nadchodzącej na bulderowni za dwa (?) tygodnie siły.


Starałem się wszystko zrobić na lekko, nawet opuszczałem przybytek cierpienia z uczuciem niedosytu i niewyczerpanego potencjału, ale poranne "czemu czołg mnie przejechał?" uświadomiło mi, że trening zdecydowanie został odbyty i to mocniej niż przypuszczałem.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

VIII (CXLIX) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Gdybym ja umiał sobie dobrać trudność na bulderowni, to pewnie nie byłbym taki zmęczony. Miało być bardzo spokojnie (pomińmy te dwie szóstki) i łatwo, ale najwyraźniej nie do końca udało się zachować równowagę między siłę i metrami. Albo może właśnie się udało i dlatego ledwo żyję

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

VII (CXLVIII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


#stefeksiewspina


Nic wyjątkowo wyjątkowego, niby tylko wspinanie ciągiem po łatwych drogach (6a+ max), ale jednak pięknie weszło w mięśnie.


Crags27 l przypominają nieustannie w mailingach, że w miejscach, gdzie się wspinałem, otwierają się nowe sektory. Trzeba brać się za robotę, robić bułę, zrzucać tłuszcz, bo wkrótce trzeba iść walczyć o cyfrę xD

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

VI (CXLVII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Pierwsza myśl po pobudce: czołg mnie przejechał. Druga: aha, to nie czołg.


Ostatni dzień treningów przed trenowaniem stał się pierwszym dniem trenowania po przygotowaniu ¯\_(ツ)_/¯


Po ponad miesiącu przerwy i miesiącu powrotu w normie mamy wszystko z wyjątkiem wytrzymałości siłowej. Ale... siła jest na miejscu, ba, nawet wychodzi na to, że ta przerwa mi przysłużyła, bo - już wskoczywszy w trudne drogi - 6c/c+ byłem w stanie zrobić w ciągu i to dużo łatwiej niż zapamiętałem.


Celem była wytrzymałość i interwały na małych chwytach. Jedno i drugie udało się uczynić, nawet udało się napocząć drogę 6c+/7a. W sumie to podawanie trudności nie ma dla nikogo znaczenia oprócz mnie (szczególnie że nie przekłada się na postęp w skałach), ale Czytelnik wybaczy.


Wygląda na to, że powoli robi się czas na sprawdzenie prognoz pogody, terminów urlopu, wzięcie excela i rozpisanie periodyzacji, bo zaraz będzie trzeba jechać w skały robić cyfrę. Chociaż planem na ten rok jest: przynajmniej raz pojechać w Tatry (gdzie "cyfra" nie ma znaczenia), ale przed Tatrami z kolei czekać będzie wycieczka w Sokoły i wspinanki na własnej.


Poranny, obolały ale #czujedobrzeczlowiek po raz pierwszy treningowo w tym roku.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

V (CXLVI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Piąty dzień, który prawie uczciłem wspólnym bulderowaniem z @Yes_Man Nie wyszło między innymi dlatego, że żaden z nas nie przyszedł na bulderownię xD I w sumie nie do końca się umówiliśmy na ten dzień, ale prawie zaczęliśmy. Kiedyś się uda osiągnąć sukces, jesteśmy na niego skazani.


Dziś wylądowałem na sznurkowni. I szczerze powiem, że jest już lepiej, można skończyć przygotowania i zacząć treningi. Może, mooooże po półtorej godziny byłem już martwy, bo wytrzymałość kuleje, ale za to zrobiłem to, co chciałem zrobić, na satysfakcjonujących mnie trudnościach (m.in 6b+/c).


Zapewne jutro będę miał ciężki dzień, ale jest to cena, którą jestem gotów zapłacić.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

IV (CXLV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Proponowałem dziś buldering jednej takiej leniwej bule z Hejto, ale jest leniwą bułą (i do tego nie zgadza się na oznaczanie wszem wobec, żeby wszyscy widzieli).


Zatem skończyło się na tym, że poszedłem na sznurek.


Wspaniałe jest to, jak forma szybko wraca (albo: robię treningi żeby dojść do miejsca, w którym mogę zacząć robić formę). Starczyło mnie na piramidkę (takie ćwiczenie) na 6a+/b i na zwędkowanie (bez żadnych problemów) 6b+. I na przewieszenia, i na obwód. Dużo się działo, bo teraz liczy się ilość.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

III (CXLIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


W końcu sznurek. Zawsze po przerwie przypominam sobie, jak przyjemne jest to, gdy droga to coś wiecej niż kilka przechwytów tuż nad materacem.


Jestem zaskoczony, że udało mi się wciągnąć 6a+/b. Widać spadek poziomu, bo te drogi w listopadzie robiłem prawie że bez zmęczenia, a teraz robię je ledwo-ledwo - tonący brzydko się chwyta. Jednak kolejny dzień popracowanka i to najporządniejszy w tym roku.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

II (CXLIII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Drugi dzień spokojnego wspinanka. Jako że już rozgrzewka pokazała, że idzie dużo przyjemniej niż poprzednio, ustawiłem sobie określony poziom trudności, którego nie zamierzałem przekroczyć. I który udało mi się utrzymać!


Przyjemne wspinanie na ilość, z naciskiem na technikę, bez nacisku na jakiekolwiek wyciągnięcia, dynamiczne ruchy, wszystko po to żeby się rozruszać, ale nie porozrywać.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

I (CXLII) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


No to zaczynamy, kolejny, nowy rok!


Minęło prawie sześć tygodni od poprzedniej zabawy i... widać. Powrót po tej przerwie będzie bolesny i zapewne pełen frustracji. Wskoczyłem na bulderownię, żeby się poruszać i... no cóż, wiele mnie przerosło. Z zaskakujaco "łatwych" (teraz już nie, hehe) rzeczy spadłem, dziwne rzeczy mnie bułowały. Odrobina zdziwienia, trochę zażenowania sobą, brutalna weryfikacja poziomu wyjściowego.

Szybko się odbuduje, ale początki będą trudne. Z drugiej strony - mam super zabawę na rzeczach, które zwykle pomijam

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

CVI (CXLI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Krótka wizyta w krynicy młodzieżowego entuzjazmu - czyli na bulderowni. Jak tym młodym ludziom się chce tak wymieniać wiedzą, chodzić, mówić, być aktywnym, żyć w ogólności, to ja nawet nie. Jakby nie można było w ciszy łączyć się z pustką nieistnienia i cierpieniem.


Wyjście miało na celu "poruszanie się" w dowolnym znaczeniu tego słowa. Mając to na uwadze popełniłem kilka szóstek (z satysfakcjonującą łatwością!), jedną siódemkę napocząłem, a jedną - bardzo przyjemną, taką techniczną - fleszowałem.


W tym roku już żadnych ambitniejszych treningów nie będzie, zakończymy na kilku wyjściach dla porządku.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

CV (CXL) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Mała korekta licznika, bo okazuje się, że gdzieś zjadłem jeden dzień w codziennym dodawaniu i czternaście w całościowym.


Wczoraj sobie potwierdziłem, że osiągnąłem to, co chciałem we wspinaniu. Czyli od tej pory mogę rozdać szpej, a linę rozpruć i zrobić z niej sznurki na pranie.


Ale po kolei, cofnijmy się kilka-kilkanaście lat. Gdy drżałem na moich pierwszych prowadzonych V+ i wędkowałem szóstki, a czasem nawet szóstki z plusem, wrażenie na mnie robili ludzie, którzy przychodzili sobie i rozgrzewali się na drogach, na których ja wchodziłem na wędkę, albo które (później) prowadziłem z duszą na ramieniu. A potem po prostu bez wysiłku wchodzili sobie na 6b i 6c tak o, w ciągu, bez wyraźnego wysiłku, ot tak swobodnie.


Nadal jeden z (mocno przewieszonych) fragmentów "mojej" ścianki nadal powoduje we mnie radość gdy wchodzę tam nawet po czymś łatwym - ze względu na moje początki, kiedy to "tam" wchodzili tylko ci lepiej wytrenowani.


No i wczoraj był ten dzień.


Przyszedłem sobie i swobodnie (trochę przypadkiem, bo zajęli mi miejsca, gdzie zwykle się rozgrzewam) zrobiłem sobie rozgrzewkę na przewieszonym fragmencie, na "jakimś" 6a. (Kurczę, w ogóle myśl, że będę się rozgrzewał na szóstce kiedyś była nie do pomyślenia). A potem, po rozgrzewce na 6a i 6a+ zrobiłem sobie tak o, bez zadyszki, 6b, a chwilę potem z lekko mniejszym luzem, ale nadal swobodnie, zrobiłem 6c/+.


Potem spadłem kilka razy z 6c+ w innym miejscu, ale to już był trochę koniec paliwa z jednej, a wytłuszczone chwyty z drugiej strony, jest to do zrobienia, satysfakcji mi nie odbierze (w końcu wspinanie to 10% sukcesu w formie wpinania się do łańcucha i 90% sukcesu w formie spadania). Na koniec dobiłem ręce obwodem i akurat skończył się dzień.


Wracając do zdania ze wstępu: zostało mi jeszcze kilka wspinaczkowych celów, czucie się swobodnie na ściance jest przyjemnym przystankiem po drodze. Może je (cele) zrealizuję, bo na razie idzie w tę stronę, a może z czasem zmienię zainteresowanie, któż to wie? Osiągnięcia są najbardziej satysfakcjonujące, gdy wpadają przy okazji, a celem jest sam proces, inaczej skupieni na tym, kiedy i gdzie dotrzemy, przegapiamy całą drogę pomiędzy.

Statyczny_Stefek userbar

@Piechur Zależnie od fazy treningów jestem od 2 do 4 razy w tygodniu na wspinaniu. Na wzmocnienie co najwyżej robię aktywną regenerację, żeby wszystko się szybciej uspokajało

Zaloguj się aby komentować

CIII (CXXVI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Trochę z konieczności dziś na bulderowni. Bez żadnego większego planu, bo teraz po prostu trzeba się dobrze bawić (nie żebym się zwykle kiepsko bawił).


Po chyba miesiącu przerwy od hali bulderowej wróciły do mnie stare myśli: ależ to jest niebezpieczne! I ogólnie... no krótkie, no. Cztery ruchy i fajrant, pffff


No ale zmęczyłem się, o to chodziło.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

CII (CXXV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Po tygodniu regeneracji pierwsza wycieczka z liną na ścianę. Pomijając początkowe problemy, bo głowa nie chciała się przestawić na kolorowe chwyty, poszło całkiem nieźle. Celem było ogóle rozruszanie się, ale zrobienie 6b+, 6b i kilku 6a+ to bardzo ambitne i satysfakcjonujące rozruszanie się.


O, a przy okazji wychodzi na to, że wspinałem się w tym roku już przez 100 dni, czyli raz na trzy dni chodziłem gdzieś łazić albo złazić. Miło.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

El Chorro to maleńka (kilkuset mieszkańców) wioseczka w Andaluzji. Tym, którym sama nazwa jeszcze niczego nie powiedziała, pozwolę sobie trochę ją opisać w ramach #pomyslnaweekend i #turystyka


Miejsce, położone w miejscu, w którym łączą się Rio Guadalhorce (płynąca wąwozem Desfiladero de los Gaitanes) oraz nadpływający z zachodu Arroyo del Granado słynęło od dawna z dużych wezbrań wody, która podczas większych opadów potrafiła spowodować solidne spiętrzenia poniżej złączenia tych rzek. Postanowiono to wykorzystać na początku XX wieku, gdy to wybudowano łącznie trzy tamy (jedną poniżej wyjścia wąwozu i dwie powyżej) w celu wybudowania tam elektrowni szczytowo-pompowej. Dodatkowo powstała również linia kolejowa przebiegająca tunelami z północy na południe i słynna - początkowo techniczna - droga łącząca oba krańce wąwozu: Caminito del Rey.


Czy jest tam warto przyjechać? Jeśli się wspinasz - tak. Jeśli się nie wspinasz - również tak, ale na krócej.


Zaczniemy od kontynuacji wątku turystycznego: najbardziej znaną atrakcją tych okolic (i jedną ze sławniejszych całej Andaluzji) jest wspomniana Caminito del Rey. Początkowo była to po prostu techniczna droga prowadząca po chodniku wspartym na betonowych podporach osadzonych w ścianie, służąca do transportu robotników i materiałów. Nazwa pochodzi od króla Alfonsa XIII, który osobiście był ją przeszedł na początku XX wieku. Z czasem szlak utracił swoje znaczenie i stał się lokalną atrakcją, którą odwiedzali turyści i - od lat 80 - wspinacze, skuszeni możliwością zdobycia skalnych ścian wąwozu. Degeneracja (i wypadki śmiertelne) spowodowały, że lokalne władze zdemontowały początkowe fragmenty drogi, by ukrócić wędrówki tamtędy. Jak można przypuścić, był to średni pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że ludzie, którym próbowano przeszkodzić, umieli się wspinać. Z czasem pojawiły się tam osadzone zabezpieczenia w stylu via ferraty, a niektórzy wspinacze oferowali turystom nawet usługi przewodnicze. Okres od lat 90 do roku 2006 opisywany jest jako "dangerous era", z bilansem prawie 30 śmierci i 70 poważnych uszkodzeń ciała. W końcu lokalne władze postanowiły - w 2006 - odremontować tę drogę i stworzyć z niej atrakcję turystyczną, którą jest do dziś. Cena wycieczki to 10 euro (dzieci poniżej 8 lat nie wchodzą!), bilet do kupienia online; w cenie jest transfer z parkingu do punktu wejściowego i transfer z El Chorro z powrotem do wyjścia wąwozu, do parkingu. Legenda głosi, że wspinacze, którzy pojawią się tam rano, ze szpejem i potwierdzeniem ubezpieczenia, są wpuszczani za darmo, na sektor znajdujący się pośrodku. Nie sprawdzałem ani tej legendy, ani samego szlaku - w internetach jest mnóstwo fotek i filmów, każdy może zweryfikować czy to atrakcja dla niego. Ilość ludzi i pozytywnych opinii świadczy jednak o tym, że warto.


Drugą z lokalnych atrakcji jest Via Ferrata. Startująca z okolic tunelu kolejowego oferuje bardzo ładne wspinanie, dwa mostki tybetańskie i pięćdziesięciometrową tyrolkę. Zdecydowanie warta uwagi, bardzo ładnie poprowadzona. Sprzęt do VF i bloczek do tyrolki można wypożyczyć w kilku miejscach w El Chorro - ja wypożyczałem w Finca la Campana, tam też można od razu zostawić auto w razie potrzeby. Uwaga, przy zwrocie wypożyczonego sprzętu weźcie pod uwagę sjestę!


Poza wspomnianymi okolica oferuje jeszcze kilka szlaków turystycznych, między innymi szlak prowadzący na górujący nad okolicą szczyt Huma, a także bardzo ładnie puszczony czerwony szlak Ruta Escalera Arabe, prowadząca przez schody o tej samej nazwie.


Gdyby ktoś planował zaliczyć wszystkie atrakcje, to moim zdaniem trzy dni to aż nadto, żeby nachodzić się po całej okolicy i zobaczyć wszystko, co tam jest do odwiedzenia. Widać to też po opcjach zakwaterowania: większość to są kwatery na jeden-dwa dni, gdzie się nocuje, idzie na el Caminito i znika. Jeśli chodzi o zakupy, to na miejscu (podobno) jest sklep, jest też na pewno restauracja - wszystko obliczone pod jednodniowych turystów. Gdyby ktoś chciał coś większego, to w sąsiedniej Alorze (15 minut autem) jest Mercadona, duży, dobrze wyposażony supermarket.


Ale gdyby ktoś chciał się wspinać...


(i tu wchodzę w nudniejszą część, dziękuję, można się rozejść)


El Chorro jest miejscem, w którym pojawiły się jedne z pierwszych obitych dróg na świecie. Pierwsze pojawiły się w latach 80. Sporo wspinania kumulowało się w okolicy el Caminito, obecnie sektorów jest całkiem sporo. Niestety, część z nich jest zamknięta na stałe (ze względu na zachowanie wspinaczy), niektóre są zamykane okresowo (ochrona przyrody) - to można sprawdzić o tutaj.


Poza samą wioską znajduje się kilka sektorów, z których zdecydowanie wartym uwagi jest Desplomilandia, oferująca bardzo ładne, długie wspinanie w dobrej skale i (!) wystawę północną. Niestety, poważnym minusem jest wypolerowanie skał, w przewodnikach część dróg zawiera wprost adnotację o tym, ze jest wyślizgana. W efekcie tego zupełnie odpuściłem znany sektor Frontales.


Z miejsc, które mogę polecić - bardzo warte uwagi są sektory El Corral i wspomniana Desplomilandia. Dodatkowo na El Corral i Escalera Araba (sektor Escalera Suissa) są łatwe wielowyciągówki, które warto odwiedzić.


Topo brałem z wykupionego abonamentu na 27 Crags. Nie jest to najwygodniejsza forma nawigacji, ale drogi powstają na tyle często, że warto mieć aktualną wersję wraz z opisem i ewentualnymi zastrzeżeniami (luźne kamienie, wyślizganie, zamknięcie drogi itp.)


Drogi w okolicy są bardzo ładne, oferują wspinanie w bardzo, bardzo zróżnicowanym terenie, można mieć dosłownie wszystko: od prostych czwórek aż do 9b: przewieszenia, połogi, piony, tufy, zacięcia, płyty... Skała też jest bardzo ładna, przyczepna (!) ale nie ostra (!), gdyby nie jeden pechowy chwyt, na którym w przedostatni dzień przekłułem sobie palec, nie użyłbym w ogóle plastra. Do tego wszystko jest z grubsza w jednej okolicy, więc w grę wchodzą ewentualnie krótkie transfery samochodem lub niedługie (2-3 km) spacery ze szpejem w plecaku. Drogi są bardzo dobrze obite, runouty oczywiście się zdarzają, ale w większości są w łatwym (IV-V) terenie albo w przewieszeniu, więc praktycznie nie było miejsc, gdzie musiałem się zastanawiać co się ze mną wydarzy gdybym się poślizgnął. Dodatkowo wpinki są ułożone z głową, nie ma sytuacji w których wpinka jest daleko przed i tuż za cruxem, każde z potencjalnie "lotnych" miejsc, możemy przejść skupiając się na wspinaniu, a nie na perspektywie upadku.


XCIV-CI (CXVII-CXXIV) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto

#stefeksiewspina


Mój pierwotny plan zakładał jedno: nie zepsuć sobie kolanka. Przypomnę, że sobie je nieco przeciążyłem dwa tygodnie przed wyjazdem (ścięgna + łąkotka), co spodowowało ujawnienie się jakiejś starej kontuzji (o której właśnie się dowiedziałem). Okres przedwyjazdowy poświęciłem na intensywną rehabilitację i miałem w sumie jeden dzień faktycznego wspinania (i to lekkiego). Zaplanowałem wspinanie według sprawdzonego rytmu: trzy dni wspinania i jeden dzień restu, max cztery drogi dziennie. To taki system, który jakiś czas temu mi się sprawdził, dzięki czemu nie muszę się zastanawiać nad tym, czy "warto jeszcze jedną drogę?" albo "czy jutro będę zmęczony?": cztery drogi i fajrant.


Niczego sobie nie zrobiłem. Owszem, zdarzały się momenty bólu, kilka razy zrobiłem ruch zanim pomyślałem, ale w większości udało się ustawić tak, że kolano pracowało w płaszczyźnie, w której nie boli. Z perspektywy powyjazdowej: mam wrażenie, że przyjechałem bardziej zrehabilitowany niż wyjechałem. Oczywiście codziennie siedziałem z coldpakiem przez chwilkę, a w niektóre dni musiałem profilaktycznie maźnąć się maścią, ale - wyszło zgodnie z planem. Osiem dni wspinania, dwa dni restu.


Jeśli chodzi o samo wspinanko - to naprawdę, naprawdę jestem usatysfakcjonowany. Do tego stopnia, że robię się nieco podejrzliwy i zastanawiam się, czy te drogi nie są jakoś wyjątkowo nisko wycenione. Zrobiłem życiówkę (w sumie wyrównałem, ale tym razem tak na poważnie): trzy razy bez problemu (i bez "a czy to na pewno tędy, czy nie obszedłem trudności?") zrobiłem porządne, prawie (lub ponad) trzydziestometrowe drogi 6b+ (VI.1+). Dodatkowo wciągałem masowo 6b i 6a+, do tego stopnia, ze na 6a+ zdarzyło mi się rozgrzewać.


Dlaczego więc nie zaatakowałem 6c? W sumie jestem przekonany, że powinno pójść, biorąc pod uwagę, że na poprzednich musiałem się posiłować, ale było to daleko od granicy "maksymalnego wysiłku". Na przeszkodzie stanął mi czas: gdy uznałem, że w sumie warto się wstawić, najpierw nie było do końca w co, bo dostępne w okolicy 6c zawierały w sobie ryzyko rozbicia sobie dupska lecąc z pierwszej lub drugiej wpinki, a potem doszedłem do wniosku, że na koniec wyjazdu nie będziemy się siłowali, życiówki robi się na świeżo, a nie ryzykując, że ambicja weźmie górę nad rozsądkiem i pogłębię sobie kontuzję. Skoro doszedłem do tego poziomu, to jest duża szansa, że mi nie ucieknie.


Za to udało się zrobić kilka wielowyciągówek:

- Three-Sixty (4+): prowadzące na Cerro de Los Hornos, zrobione trochę z ciekawości, a trochę z dostępności, na pałę, ze zbyt ciężkim plecakiem, w sumie nie było to ani najładniejsze wspinanie świata ani najprzyjemniejsze;

- Blue Line (5+): prawie 300 metrów, 12 wyciągów, bardzo ładne, "górskie" wspinanie, z wszystkimi bonusami typu "pomijanie wpinek, bo asekuracja ma chronić tylko przed śmiercią" oraz dbaniem o poprawne prowadzeniem liny na długich, "spacerowych" wyciągach w zróżnicowanym terenie,

- Rogelio (6a+): podobna długość, nieco brzydsze wspinanie, bo trochę zbyt wiele łatwych wyciągów i "transferu" przez teren w trudnościach I i II. W bonusie ostatni wyciąg w trudności III, który był nieubezpieczony i dla którego specjalnie zabrałem z domu kostki. Może i nie było to potrzebne, ale miałem odrobinkę zabawy.


Zakupy zrobione przed wyjazdem: nowa torba na szpej typu "duffelbag" i nowa płachta na linę też się zdecydowanie sprawdziły. Gdy wystarczy po prostu wszystko wrzucić do wora, a nie upychać w plecaku słuchając trzeszczenia szwów, jest naprawdę, naprawdę przyjemniej.


Jedyny minus to weekendy. O ile pierwszy to był weekend Święta Zmarłych (i imprez halloweenowych) i był spokojny, o tyle kolejny to było weekendzicho z wszystkimi bonusami: kamperami zastawiającymi całe parkingi (na parkingu na 30 aut stały cztery samochody i pięć kamperów postawionych tak, żeby nikt nie zaparkował, a nawet gdyby chciał - to na środku stały stoliki i leżaki), tłumami na sektorach (czasem ludzie wspinali się linia przy linii, jak na ścianie wspinaczkowej) i koncertami z muzyką na żywo do późnych godzin nocnych (ale tak serio późnych, do 3 rano). W weekendy robi się dni restowe albo idzie na trekking, zapamiętać.


Dodatkowo jeszcze podsumowanie #stefekpatrzywtalerz


Ze względu na odległość do sklepu zakupy trzeba było zrobić na dwa razy. W efekcie nie kupiłem tego, co planowałem (w Lidlu nie mieli normalnych batoników zbożowych i musiałem posiłkować się podłymi podróbami Twixów), do tego obiady (w zasadzie to większe kolacje) były zbilansowane ale dość obszerne, a do tego ostatnie dni polegały na "oj, kupiliśmy za dużo, przecież nie wyrzucimy", tak że zdecydowanie na brak jedzenia nie narzekałem. Mimo to, w porównaniu z wagą wyjściową jestem "w górę" około kilograma, z czego większość, jeśli nie całość, to zatrzymana woda i nadmiar leżący luzem w jelitach, tak szybko to się nie tyje. Trochę celowo, trochę z musu (i lenistwa) odpuściłem sobie bilansowanie i wpisywanie wszystkiego w apkę: zobaczymy co mi wyszło z takiego odżywiania się na czuja. W ciągu kilku dni powinno mi się wszystko elegancko wyrównać i uzupełnić, więc postaram się wrzucić jakąś aktualizację. Chyba że zapomnę, to nie. Albo chyba że nie będzie mi się chciało, to wtedy też nie.


Podsumowując: wyjazd wyjątkowo udany, nie spodziewałem się tak dobrych wyników, tak przyjemnego i efektywnego wspinania. Czytanie skały, korzystanie z chwytów, technika wspinania zdecydowanie poszła w górę, co na pewno jest wynikiem częstszego bulderowania i szukania nienajprostszych rozwiazań. Do tego forma zdecydowanie na plus.

15f41e60-cf40-4e7f-8508-fac8ea6e3d06
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

XCIII (CXVI) dzień #wspinaczka w ramach #trenujzhejto


#stefeksiewspina


Ostatnie wyjście przed wyjazdem i jednocześnie pierwsze wspinaczkowe po kontuzji. Kolano działa, ale widzę, że będę musiał unikać części ruchów. Na obwodach było całkiem spoko, ale tam miałem pełną kontrolę nad tym gdzie chcę postawić stopy. Prawdziwy teren może to boleśnie zweryfikować i zdegradować mnie do roli samobieżnego punktu asekuracyjnego.


W zasadzie to samo podejście pod skały może to zrobić, bez wspinania nawet.

Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować